Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Twórczość literacka związana ze "Światem według Kiepskich".
Awatar użytkownika
WKCM
Waldek
Waldek
Posty: 392
Rejestracja: 2018-06-01, 17:38

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: WKCM » 2018-07-18, 17:24

No to Kiepscy są aktualni :-) Czekam z niecierpliwością.
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2139
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Bździuch » 2018-07-20, 08:34

Też czekam, fajnie, że jednak będzie 3 sezon :-).
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2397
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2018-07-20, 08:44

Witam bardzo serdecznie w sezonie 3! Pierwszy epizod sprawił mi lekkie problemy, długo szukałem w głowie jakiegoś ciekawego pomysłu, którego w serialu jeszcze nie było. Postanowiłem więc wykorzystać najprostszy w świecie pomysł. Zmieniłem też lekko styl pisania na nieco bardziej przejrzysty, ale obrazków nie mam. :P Przykro mi. :)

S03E01 - Piątek trzynastego

Opis: Ferdek zauważa, że przytrafiają mu się niemiłe przypadki. Ten sam fakt dostrzegają także Boczek i Paździoch. Sąsiedzi obwiniają o ten stan rzeczy piątek trzynastego.

Scena I
Ferdek śpi w salonie na fotelu. W telewizorze rozmawiają redaktorka i mężczyzna.
Redaktorka: Proszę pana, a niech pan zdradzi nam i naszym widzom, kiedy zaczął pan tak na poważnie pisać horrory.
Mężczyzna: No cóż, pani redaktor, to było bardzo dawno temu. Dokładnie 15 lat temu poznałem piękną dziewczynę, zakochałem się i wzięliśmy ślub. A że się nam nie przelewało, postanowiliśmy zamieszkać w takiej starej kamienicy we Wrocławiu. No i pewnej nocy słyszymy, a tam z góry jak nie huknie, jak nie wrzaśnie...
Redaktorka: Wrzaśnie? Jak wrzaśnie? Mógłby pan zademonstrować?
Mężczyzna: Z przyjemnością.
Mężczyzna krzyczy przeraźliwie, redaktorka aż podskakuje, podobnie Ferdek na fotelu, który nagle przerywa sen.
Mężczyzna: Myśleliśmy z żoną, że to duch i wtedy wpadłem na pomysł, aby to opisać na papierze. No a potem się okazało, że to tylko sąsiedzi z góry, także...
Redaktorka: No tak, no tak. Sąsiadów się nie wybiera. No dobrze, to może ostatnie pytanie, bo już tak pierdzielimy od dwóch godzin, niech pan coś powie o swojej najnowszej książce.
Mężczyzna: Z rozkoszą, pani redaktor.
Mężczyzna wyciąga książkę w twardej oprawie z ogromnym tytułem "Piontek tszynastego", pod spodem widnieje nazwisko Romuald Dręczywuj
Mężczyzna: Piątek trzynastego opowiada jakże okrutną historię trojga przyjaciół, którzy w piątek trzynastego borykają się z okrucieństwami świata.
Redaktorka: Na przykład jakich?
Mężczyzna: Na przykład jeden z bohaterów naprawia auto na podwórzu, a jego przyjaciel nie zauważając go, dla żartu wsiada do auta, odpala je i...
Redaktorka: I?
Mężczyzna: I auto rusza prosto na niego, po czym go rozjeżdża... I tak z siedem razy.
Redaktorka: O Chryste Panie... A zatem kończąc, moim gościem był Romuald Dręczywuj, autor powieści grozy, a ja żegnam się z państwem i zapraszam państwa do następnych "Pierdół wieczornych"!
Ponownie widzimy Ferdka w fotelu.
Ferdek: Ta, kurde, pierdoły takie że szkoda gadać!
Ferdek zmienia kanał, w programie redaktor.
Redaktor: Proszę państwa, nie dajmy się zmanipulować. Piątek trzynastego jest zabobonem, wymysłem szatana, które należy tępić i z którym należy walczyć. Udowodnijmy razem, że...
Ferdek zmienia kanał na następny, a w nim kolejna redaktorka.
Redaktorka II: Piątku trzynastego należy się bać. Zakłamane media próbują nam wmówić, że to kłamstwo, ale przecież nawet Biblia mówi, że trzynastka to liczba pechowa.
Ferdek zmienia kanał, w telewizorze ponownie redaktor z poprzedniej sceny.
Redaktor: A wy sobie Pismem Świętym gęby nie wycierajcie. Bo to wy wymyśliliście ten cały piątek trzynastego, żeby ludziom wodę z mózgu robić. Ale was ludzie od dawna nie słuchają. To nasza telewizja dociera do wszystkich rodaków, którzy chcą prawdy posłuchać, a nie tych waszych zabobonów...
Kamera pokazuje Ferdka, który znowu śpi.

Scena II
Dzień. Ferdek powoli budzi się ze snu, nadal na fotelu, zerka tępo w telewizor, gdzie krzyczą na siebie i biją się redaktorzy z dwóch różnych kanałów. Ferdek nogami szuka swoich kapci, zakłada je i udaje się do kuchni. Otwiera lodówkę, która jest kompletnie pusta.
Ferdek: Co jest, kurde? Przecie... Kupa żarcia wieczorem we lodówce była! Kurde...
Ferdek zamyka lodówkę i krąży po kuchni. Otwiera szafkę pod zlewem, wyciąga śmietnik i wkłada głowę do środka.
Ferdek: Kurde, gdzie jest moje piwo?
Ferdek, próbując wyciągnąć głowę z szafki, uderza się o rurę.
Ferdek: Ała, kurde! [size=0]Skont tu ten żyrondel? [/size]
Ferdek wyciąga głowę, otwiera pustą lodówkę, po czym otwiera zamrażarkę, wyciąga zamrożony kawał mięsa, trzyma go ponad głową i przypadkiem upuszcza.
Ferdek: O żeż kurde!
Ferdek chwyta się za głowę, po czym podnosi reklamówkę z mięsem i przykłada ją do głowy, do kuchni wchodzi Boczek.
Boczek: Dzień dobry, panie Ferdku. Jak tam zdrówko?
Ferdek: No jak widać, nieszczególnie, panie Boczek.
Boczek: No właśnie słyszę. Drzesz się pan tak, że aż pana na klatce słychać, w mordę jeża.
Ferdek: A pan żeś przyszedł z jakiegoś konkretnego powodu, czy tylko mi pan dupę zawracasz?
Boczek: A bo żem się chciał zapytać, czy cukru pan nie masz. Bo mi się skończył, a se kogiela-mogiela chciałem ukręcić.
Ferdek: Kogiel-mogiel na śniadanie?
Boczek: A nie, skąd, panie Ferdku, śniadanie żem se już zjadł. Tylko tak se chciałem ukręcić, na przedobiad.
Ferdek: No nie wiem, zara zobaczę.
Ferdek otwiera szafę u góry i wyciąga z niej cukier. Daje go Boczkowi.
Boczek: Tenk ju, panie Ferdku. Do widzenia.
Ferdek: Do widzenia.
Boczek wychodzi z kuchni. Dalszej akcji nie widzimy, słychać tylko huk i krzyk Boczka. Ferdek zmienia wyraz twarzy i leci do salonu. Widzi tam Boczka leżącego na podłodze i rozsypany cukier.
Ferdek: Panie Boczek, żyjesz pan?
Boczek: Żyję... Tylko żem się potknął o ten głupi podnóżek, w mordę jeża.
Ferdek: Tylko nie głupi, panie, dobre? Bo ten podnóżek, panie, to ja żem se na studiach dostał i do dzisiaj mi służy. A pan byś go na żarcie przehandlował.
Boczek: Dobra, panie, pomóż mi pan lepiej wstać.
Ferdek podpiera Boczka. Ten, choć z niemałym trudem, wstaje.
Ferdek: U, panie, ja coś czuję, że bez specjalistycznego proteza to się nie obejdzie.
Boczek: Dupa tam proteza, panie Ferdku. Cukier, w mordę jeża, cały rozsypany, by to cholera jasna wzięła!
Boczek próbuje powybierać drobinki cukru z podłogi, powstrzymuje go Ferdek.
Ferdek: Co pan? Zostaw pan ten cukier w cholerę! Drugi panu dam!
Boczek: Dziękuję, panie Ferdku!
Ferdek i Boczek idą do kuchni. Zbliżenie na telewizor, gdzie nadal szarpią się redaktorzy.
Redaktor: Bo w ogóle piątek trzynastego to komercyjne święto wymyślone i kultywowane przez Zachód!
Redaktorka II: Panie, a w ogóle... To... To choinka też jest pogańska, o!
Redaktor: Niech pani tematu dupą nie wykręca, bo nie ma czegoś takiego jak piątek trzynastego!
Redaktorka II: Tak? To sobie pan w kalendarz zerknij!
Redaktor: Osz ty...
Redaktorzy schodzą z planu i słychać jedynie odgłosy walki.

Scena III
Korytarz. Ferdek wychodzi z mieszkania z cukrem w ręku, a tuż za nim o kulach porusza się Boczek. Pod drzwiami swojego mieszkania stoi Marian i obserwuje sąsiadów.
Marian: Proszę, proszę, a co się sąsiadowi stało w nóżkę? Złamałeś pan, jak się pan do lodówki schylałeś? Czy może wspinałeś się pan do szafek po kakao?
Boczek: Panie, nie śmiej się pan, dziadku, z czyjego wypadku, bo pan se zobaczysz, że jeszcze panu kulę będę musiał pożyczać.
Marian: Panie, takim gównianym kijkiem to ja sobie mogę śmieci z trzepaka pozbierać.
Ferdek: Panie Paździoch, ja mam dla pana pewną propozycję. Pan będziesz cicho, a jak nie, to ja ten cukier na pana łysej pale rozsypię.
Boczek: Panie, pan się moim cukrem nie rozporządzaj, w mordę jeża.
Ferdek: Jakim pańskim, panie, przecie ja go panu jeszcze do ręki nie dałem.
Boczek: Ale żeś pan obiecał, że pan dasz.
Ferdek: Nic żem nie obiecał, nie męcz pan już z tym cukrem, bo panu w ogóle nie dam i pan tylko ze nogami połamanymi zostaniesz, kurde!
Helena: (zza drzwi) Ciszej tam! Ja tu serial oglądam! Marian, do domu, ale migiem!
Marian: Już idę, Helena! Nie zamierzam słuchać, jak plebs bije się o jakiś gówniany cukier.
Dzwoni telefon Mariana. Marian odbiera go.
Marian: Paździoch, słucham. A dzień dobry, pani Krystynko. Co tam u męża? Naprawdę? Tak... Serdecznie pani gratuluję... To znaczy, współczuję. Rozumiem, tak. Dziękuję, do widzenia.
Marian rozłącza się.
Marian: Panowie! Kozłowski nie żyje!
Ferdek: Jak nie żyje, kurde... Co?
Marian: Pojechał na Bonifratów z ręką w gipsie.
Ferdek: E tam panie, straszysz pan tylko, co to, kurde, ręka złamana? Jakby zawał miał albo co...
Marian: Panie, ja znam polską służbę zdrowia aż za dobrze. Raz pojechałem do szpitala z wybitym palcem wskazującym.
Ferdek: No i?
Marian: No i powiedzieli mi wtedy, że trzeba będzie amputować rękę, a potem to jeszcze stwierdzili, że najlepiej obie, bo mogą być przerzuty.
Ferdek: Eee, panie Paździoch, pierdoły pan pociskasz, jak jakaś redaktórka we telewizorze, kurde. Przecie moja żona pracuje w służbie zdrowia i... O kurde.
Boczek: Co jest, panie Ferdku?
Ferdek: Redaktórka; zara, zara, zara... Panie Paździoch, który dzisiaj jest?
Marian: Trzynasty!
Ferdek: O kurde, no to tera to już jest wszystko jasne.
Boczek: Panie, co jest jasne, bo ja se nie rozumię?
Ferdek: Kurde, panie Boczek... Piątek trzynastego normalnie!
Boczek: O żeż w mordę jeża!
Marian: Ależ panowie, opamiętajcie się. Piątek trzynastego to jest przecież regularny zabobon.
Ferdek: Ta? To sam pan se zobacz: ja żem se dziś rano krwotoka we głowie dostał, Boczek się potknął o podnóżek i tera ledwo chodzi, Kozłowski ma rękę w gipsie... Tu trzeba podejmować drastyczne kroki, panie.
Marian: Tak? Ciekawe jakie?
Ferdek: Na sam początek to ja proponuję może... Pół litra. A potem się najwyżej dokupi.

Scena IV
Kuchnia. Wszyscy trzej bohaterowie siedzą przy kuchennym stole, Ferdek polewa.
Ferdek: Panowie, i do buzi, jak to mówią Francuzi.
Ferdek, Boczek i Marian przechylają kieliszki i wypijają ich zawartość. Wszyscy się krzywią.
Boczek: Po tej wódce to ja się, w mordę jeża, od razu bezpieczniej czuję, panie. I nawet mnie chyba władza do nóg wraca.
Marian: A czego tu się bać panie Boczek? Nie ma czegoś takiego jak piątek trzynastego.
Ferdek: Ta, a skąd ta pewność u pana?
Marian: Zobacz pan sam, jest już godzina...
Spogląda na zegarek na ręce.
Marian: Druga, dwadzieścia po, a mnie jak dotąd nic się nie stało. Nawet się nie zadrapałem.
Boczek: Panie, druga dwadzieścia to jeszcze nie południe, a do końca dnia to se jeszcze kupa czasu jest.
Ferdek: Właśnie, nie zadrapałeś się pan do tej pory, zadrapiesz się pan teraz. Po pana się też upomni.
Marian: Zabobony i ciemnogród!
Ferdek: Dobre, dobre, zobaczymy, co pan będziesz mówił, jak pan się pod trzepakiem wypierdzielisz.
Ferdek i Boczek się śmieją.
Marian: Panie Ferdku, ja zawsze żem wiedział, że pan specjalnie inteligentny nie jesteś, ale nie sądziłem, że jesteś pan taki zacofany!
Ferdek: O żeż kurde, ty.. Paszoł won, kurde, ty mendo jedna ty... Wypierdzielaj pan stąd, bo pan tu w ogóle nie mieszkasz, tylko u siebie... Yyy... Obok!
Marian: I tak nie mam zamiaru przebywać w tak bezmyślnym towarzystwie. Żegnam!
Marian opuszcza kuchnię.
Boczek: Panie, a jeżeli on se ma rację?
Ferdek: Gówno tam, gdzie ma rację. Głupi jest i życia nie zna. Boli pana ta noga jeszcze?
Boczek: N-no, jakby kapkę.
Ferdek: No to proszę bardzo...
Ferdek polewa sobie i Boczkowi.
Ferdek: Kuracja w liczbie dwa do rąk własnych.
Obaj przechylają kieliszki i wypijają wódkę.

Scena V
Ferdek siedzi w salonie na fotelu i ogląda telewizję, popijając Mocnego Fulla. W telewizorze widzimy redaktorkę (tę, która przeprowadzała wywiad w scenie I) w studio.
Redaktorka: Po słowach pana prezydenta, że tlen jest dobry, w Warszawie wybuchł protest. Protestujący z reklamówkami na twarzach bojkotują władzę. Jest tam nasz korespondent, ale stwierdziliśmy, że pokażemy jednak dalszy ciąg kłótni redaktorów z dwóch różnych stacji.
Ferdek: Eee!
Ferdek wyłącza telewizor. Ktoś puka do drzwi.
Ferdek: Otwarte!
Do salonu wbiega zdyszany Marian.
Ferdek: Co jest, panie Paździoch?
Marian: Panie Ferdku, katastrofa!
Ferdek: Ta, niby jaka?
Marian: Powiem krótko: miałeś pan rację z tym piątkiem trzynastego!
Ferdek: No to wiem, ale co się stało?
Marian: To było tak:
Obraz zaczyna falować, co oznacza retrospekcję. Widzimy Helenę i Mariana przy stole w ich mieszkaniu. Obaj mają nałożone ziemniaki i mięso, pośrodku stołu stoi gar z ziemniakami, a obok sałatka.
Helena: Żryj szybciej, Marian, bo zaraz musisz na bazar iść. Klienci to nie są pacjenci z przychodni, nie będą czekać.
Marian: Helena, daj mi w spokoju zjeść te zasrane kartofle.
Helena: I mięso całe zjedz! Bo nie mam zamiaru znowu wyrzucać!
Marian: Nie ma mowy! Jakieś takie suche i mdłe, i w ogóle bez smaku.
Helena: Przestań wybrzydzać dziadu, bo zaraz możesz zacząć żreć suchy chleb i wodę. Albo wcale nie będziesz żreć, to może wtedy będzie raz na zawsze święty spokój z tobą.
Marian: Pewnego dnia cię ukatrupię, ty stara wiedźmo!
Helena: Jeszcze jedno słowo, szczurze, a ci tym nożem i widelcem gardło poderżnę!
Obraz znów faluje, wracamy do salonu.
Ferdek: Panie Paździoch, no ale streszczaj się pan, bo ja nie mam czasu na pierdoły!
Marian: Dobrze. A zatem skończyłem jeść i poszedłem na bazar.
Obraz faluje, widzimy Mariana na bazarze. Podchodzi do niego Boczek.
Boczek: Dzień dobry, panie Paździoch.
Marian: Panie, odejdź mi pan stąd, bo mi pan klientelę płoszysz!
Boczek: Jaką klijentelę, panie, jak tu normalnie centralnie nikt nie chodzi, w mordę jeża.
Marian: A pan po coś tu przylazł?
Boczek: Tak se chciałem zapytać, jak tam zdrówko.
Marian: Moje dobrze. Z tego co widzę, to u pana również lepiej.
Boczek: Ano lepiej, dziękuję.
Marian: Dobra, miło było, a teraz idź pan stąd i daj pan interesy poprowadzić.
Boczek: Dobre, no to do widzenia.
Boczek odchodzi, z kolei przychodzi pewna kobieta.
Kobieta: Dzień dobry.
Marian: A dzień dobry, dzień dobry, oj jaki dobry... Cóż to panią do mnie sprowadza? Może jakiś biustonosz? Dla pani pół ceny taniej!
Kobieta: Nie, wie pan, przychodzę w nieco innej sprawie...
Marian: Słucham, w jakiejż to?
Kobieta: Czy to pan jest właścicielem wartburga stojącego pod kamienicą Ćwiartki ileś tam?
Marian: Ja, a co chodzi?
Kobieta: A nic, tylko... Strażacy go dogaszają!
Marian: O żeż karwasz twarz!
Marian wybiega z bazaru, kobieta zaś pakuje wszystkie gacie do torebki. Obraz ponownie faluje i wracamy do salonu.
Marian: Nie dość, że doszczętnie spłonął mój cudowny wartburg, to jeszcze podstępnie mnie okradziono z całego towaru, a moja żona stoi pod Drzwiami z nożem w ręku!
Ferdek: Czyli mówiąc krótko, przesrane.
Marian: No tak!
Ferdek: Panie Paździoch, czyli krótko: kto miał rację?
Marian: Daj pan spokój, to nie jest teraz najważniejsze...
Ferdek: Kto miał rację?
Marian: No pan.
Ferdek: No, więc pan to sobie, kurde, dobrze zapamiętaj.
Marian: Dobrze, ale panie Ferdku, co my teraz zrobimy?
Ferdek: A co?
Marian: Nie boisz się pan, że coś się panu stanie?
Ferdek: Kurde, faktycznie. Wołaj pan Boczka, niech skoczy po piwo. Naradzimy się zara.
Marian wychodzi z mieszkania. Ferdek dalej popija piwo.

Scena VI
Kuchnia. Ferdek, Marian i Boczek siedzą przy stole i popijają piwo.
Boczek: Panie, ja się normalnie zaczynam bać. Mnie od tego nieszczęścia to już brzuch zaczyna boleć, a przecież se już jadłem.
Ferdek: Skup pan się, panie Boczek i pomyśl pan, co możemy zrobić, żeby nas, kurde, nic nie spotkało.
Marian: Mnie to już nic gorszego spotkać nie może.
Ferdek: Panie Paździoch, jeszcze mieszkanie mogą panu okraść, piorun pana może pierdzielnąć, telewizor się może panu popsuć, piwo rozlać...
Marian przypadkiem upuszcza swoją puszkę, na podłodze rozlewa się piwo.
Ferdek: ...O właśnie.
Boczek: No nie no, panie Ferdku, pan już nie czarnowidź, bo ja się, w mordę jeża, naprawdę boję.
Marian próbuje zatrzeć ręcznikiem plamę na podłodze.
Ferdek: Panie, zostaw pan to piwo, idź pan lepiej zobacz, czy telewizor panu działa.
Marian: Nie rób pan sobie żartów, bo to jest poważna sprawa. Nieszczęścia chodzą parami.
Boczek: No to może najlepiej siedźmy tu i się nie ruszajmy, to się nam nic nie stanie.
Ferdek: Tu to może nie, bo tutaj to może żyrandol, prawda, spaść nam na głowy albo gaz się ulotni...
Marian: Jak nie tu, to gdzie?
Ferdek: Na korytarzu!
Boczek: A czemu na korytarzu, w mordę jeża? A może ja bym se w piwnicy wolał?
Ferdek: We piwnicy to by się panu od razu do kibla zachciało, to byś pan musiał po schodach włazić i jeszcze byś se pan nogę złamał. A tak to masz pan kibel pod ręką.
Boczek: A, faktycznie. To ja w to wchodzę!
Ferdek: No i gitara! A pan, panie Paździoch?
Marian: A mam wyjście?
Ferdek: Wspaniale! Weźcie se, panowie, po krzesełku, tylko ostrożnie, żebyście se siniaków na nogach nie porobili.
Każdy z bohaterów bierze po krześle.

Scena VII
Korytarz. Ferdek, Marian i Boczek siedzą na swoich krzesłach tuż pod WC, od lewej: Boczek, Ferdek i Paździoch.
Ferdek: No, i widzicie, kurde, panowie? Cisza, spokój i opanowanie.
Boczek: No... Ale tak trochu to... Nudno tu, nie?
Marian: Bardzo! Siedzimy tu już dobrą godzinę i nie dzieje się kompletnie nic. Mogliśmy chociaż po piwie wziąć.
Ferdek: Panie Paździoch, pan żeś już jedno dziś rozlał, więc nie ma sensu ryzykować z kolejnymi puszkami.
Marian: Panie, ale mnie suszy!
Ferdek: A co mnie to gówno obchodzi? Mnie też suszy i ja, proszę pana, nie męczę ani pana, ani Boczka, że mi się chce.
Marian: A propos, że mi się chce...
Ferdek: Co?
Marian: No bo mi się chce!
Ferdek: No przecie wiem, że się panu chce, ale ja nie pójdę!
Marian: Ale nie tego mi się chce.
Ferdek: A czego?
Marian: Tego.
Marian palcem wskazuje na drzwi od WC.
Ferdek: No to se pan właź.
Boczek: Ale zara, panowie...
Ferdek: Co?
Boczek: Bo przepraszam bardzo, ale co będzie, jak się pan Paździoch papierem zatnie?
Marian: Już nie przesadzaj pan, panie Boczek! Równie dobrze mógłbym się bać, aby się sufit na mnie nie zawalił. Zresztą jeżeli nawet, to przecież małe zacięcie mnie nie zabije.
Marian wchodzi do WC.
Ferdek: Jeszcze może papiru w ogóle nie być, kurde. I wtedy to będzie dopiero pech.
Na klatkę wchodzi Halina z siatkami pełnymi zakupów.
Halina: A co ty się tak tu rozsiadłeś, jełopie? Chodź, pomożesz mi nieść zakupy, bo ciężkie jak cholera.
Ferdek: Już i... Ha-Halińcia, ja nie mogię...
Halina: Bo co?
Ferdek: Bo żem zajęty jest.
Halina: Tak, ciekawe czym? Pewnie znowu żłopaniem piwa i rozmową o dupie Maryni.
Ferdek: Nie... W kolejce do kibla czekam, bo przecie to Boczek jak pierwszy wejdzie, to pół godziny będzie siedział, a i tak potem będzie trzeba odczekać.
Boczek: Panie, nie obrażaj pan, dobre, bo pan sam nieraz se siedzisz we kiblu godzinami.
Halina: Jełop.
Halina wchodzi z siatkami do swojego mieszkania, słyszymy dźwięk spuszczanej wody i WC opuszcza Marian.
Marian: I jeszcze się skaleczyłem papierem, karwasz twarz!
Boczek: A mówiłem? Uprzedzałem, w mordę jeża!
Ferdek: Panie, gówno tam skaleczenie, jakby spłuczka nie działała, to by był pech.
Marian: Dlaczego?
Ferdek: No bo siedzimy centralnie pod kiblem i... Wiadomo, zresztą nieważne. Siadaj pan!
Marian siada posłusznie.

Scena VIII
Ta sama lokacja. Bohaterowie śpią, Boczek oparty jest o Ferdka. Letarg bohaterów przerywa wyjście Heleny z mieszkania.
Helena: Marian!
Wszyscy trzej wstają, Ferdek dodatkowo odpycha Boczka od siebie.
Marian: (zaspany) T-tak, Helutka?
Helena: Co ty tam jeszcze robisz pod tym kiblem? Do chałupy! Dziennik zaraz się zaczyna!
Marian: A co tam się może ciekawego dziać? Redaktorzy się leją, wielkie mi rzeczy!
Helena: Masz natychmiast wracać do domu, bo jak nie, to cię siłą za tę twoją łysą pałę wytargam!
Marian: Ja tu przeprowadzam z panami przyjemną konwersację, pijawko jedna. Daj mi spokój!
Helena: Skoro tak, to informuję cię, że nie masz po co wracać do tego domu! Chyba że ci nie szkoda zębów!
Helena wraca do mieszkania, oczywiście trzaskając drzwiami, Ferdek i Boczek spoglądają na Mariana.
Marian: Panowie, proszę nie podsłuchiwać cudzych rozmów, dobrze? To i tak była jedna z łagodniejszych rozmów.
Boczek: Panie Paździoch, ja panu nie zazdroszczę. Dobrze, że jutro już tego piątku trzynastego ni ma.
Ferdek: Nom.
Dzwoni telefon Mariana, Marian odbiera.
Marian: Paździoch, słucham. Aaa, tak, pamiętam. Jasne. Ale że teraz? Nie, teraz nie mogę... Mam... Dobrze, zobaczę, co da się zrobić. Dobrze. Do widzenia.
Marian rozłącza się.
Ferdek: Kto dzwonił?
Marian: A, taki jeden... Kolega. Prosił, żeby mu przy samochodzie pomajstrować.
Ferdek: No i?
Marian: Mówi, że to bardzo ważne i żebym był dzisiaj. Więc idę!
Boczek: O! Idę z panem!
Ferdek: Niee!
Marian: Spokojnie, będziemy ostrożni. Zresztą może pan iść z nami.
Ferdek: Panie, lepiej nie. Boczek jeszcze wsiądzie panu do auta, odpali i pan będziesz płasko do ziemi przytwierdzony... Nie, nie, nie, kurde. Zostajecie tu!
Boczek: Ale panie Ferdku...
Ferdek: Cicho!!! Wszyscy zostają tutaj i bez dyskusji!
Marian: A co to za różnica, skoro przecież i tak idziemy zaraz do mieszkań.
Ferdek: A po cholerę?
Marian: Panie Ferdku, ja wiem, że różne rzeczy się robi w nocy i my też czasami sobie w nocy pogadamy, ale spać czasami trzeba.
Ferdek: Panie, pan mnie co drugą noc o trzeciej budzisz, a tera, kurde, chcesz pan spać?
Marian: Bo widzisz pan, ja...
Marian wyciąga niewielki notes. Otwiera go i zaczyna go przeszukiwać.
Marian: Oznaczam sobie w notesie, w którą noc śpię, a w którą mogę sobie pozwolić na przyjeną rozmowę z sąsiadem. No i jak byk, dzisiaj jest pora na sen.
Ferdek: No dobre, ale do domu pan na pewno nie wracasz, a już na pewno nie do pańskiego domu.
Boczek: No to gdzie niby będziemy spać?
Ferdek: Tu!
Boczek: Na krzesłach? Panie, przecież to jest gówno, a nie spanie, a te krzesło to się chyba pode mną łamie, w mordę jeża.
Marian: No właśnie, albo może na podłodze? Panie, mnie się to nie widzi.
Ferdek: Śpiwory są, tu w tej dziupli! O!
Ferdek podchodzi do "dziupli" i wyciąga z niej śpiwory, jeden czerwony, jeden niebieski i jeden różowy.
Ferdek: Akurat trzy, dla każdego.
Boczek: Ja zamawiam czerwony!
Ferdek: Panie Boczek, pan czerwonego nie bierzesz, bo czerwony mój jest, prywatny.
Boczek: To niebieski!
Marian: Niebieski z kolei jest moją prywatną własnością.
Boczek: To co ja, w dupę węża, na różowym mam spać?
Ferdek: Panie, nie zachowuj się pan jak dziecko. Co to za różnica, kto na jakim śpiworze śpi, panie? Różowy to jest, kurde, kolor jak każden inny. Bierzesz pan czy pan wolisz na podłodze spać?
Boczek: Nie no, bierę. Z braku laku.
Ferdek: No i gitara! Rozkładamy!
Wszyscy trzej trudnią się z wyciągnięciem i rozłożeniem śpiwora.

Scena IX
Wciąż korytarz, tym razem nocą. Ferdek śpi w śpiworze pod kiblem, Marian obok krzeseł, a Boczek pod ścianą.
Boczek: Psssst! Panie Ferdku.
Ferdek: (ospale) Czego?
Boczek: Bo ja mam pilnią potrzebę, toaletową.
Ferdek: (ospale) A co mnie to gówno obchodzi? Idź pan i załatw się!
Boczek: Ale kiedy pan, w mordę jeża, śpisz centralnie pod kiblem, panie. Ja se tam nie przejdę.
Ferdek: Czekaj pan, zaraz się ustąpię. Moment! Panie Paździoch, która godzina?
Marian spogląda na zegarek.
Marian: Nie wiem, nie widzę wskazówek, ale chyba wpół do dwunastej.
Ferdek: No widzi pan, panie Boczek. Poczekasz se pan te pół godzinki, aż się piątek trzynastego skończy, żebyś się pan papierem nie zaciął, a na razie pan leż.
Boczek: Ale...
Ferdek: Leż pan i czekaj! Dobranoc!
Wszyscy cichną. Pauza trwa jakieś 10 sekund. Nagle rower wiszący na ścianie z tyłu odrywa się od ściany i ląduje na Boczku, przód nadal jest na ścianie.
Boczek: Ała, w mordę jeża!
Ferdek: Panie, co się pan drzesz po nocy? Aż takie ciśnienie, panie?
Boczek: Panie, w dupę mi wjechał!
Ferdek: No dobre, to ja panu ustąpię tego kibla, tylko uważaj pan na papier.
Boczek: Dupa tam papier, patrz pan. Rower mnie przygniótł od dupy strony.
Ferdek nieco niechętnie wstaje, zawiesza rower na ścianie.
Ferdek: No i po krzyku!
Marian: Czy panowie mogliby być ciszej? Już drugi raz mnie budzicie i to pod rząd! A miałem taki piękny sen, że Helena nie żyje...
Ferdek: Dobre, panie Boczek, idź pan szybko do tego kibla, tylko uważaj pan na papier.
Boczek: W sumie to teraz to mi się już odechciało.
Ferdek: A idźże pan, kurde!
Nieco poirytowany Ferdek kładzie się do swojego śpiwora pod kiblem. Znowu pauza, tym razem coś koło 5 sekund.
Boczek: Panie Ferdku?
Ferdek: (przez zęby) Czego?
Boczek: Ja jednak se chcę.
Ferdek: Za późno, już się położyłem, trzymaj pan do rana.
Boczek: No ale panie Ferdku, ja nie wytrzymam!
Marian: Lej w śpiwór, grubasie, i daj pan pospać innym!
Boczek z obrażoną miną odwraca się. Wszyscy milkną, tym razem na dłużej.

Scena X
Korytarz z rana. Bohaterowie nadal śpią. Z mieszkania wychodzi zaspana Mariola, ubrana w piżamę. Zmierza w stronę WC z niemal zamkniętymi oczami. Przewraca się o śpiwór Paździocha.
Mariola: Jezu!
Wszyscy się podrywają.
Marian: Kto tu lezie, do jasnej cholery?
Mariola wstaje, trzymając się za głowę.
Mariola: Ała! Co wam wszystkim, do reszty odbiło? Czemu wy śpicie na korytarzu?
Ferdek: Mariola, ty lepiej patrz pod nogi, a nie leziesz bezmyślnie jakbyś telefon w łapie trzymała.
Mariola: Ojciec, ja się pytam, czemu ty na podłodze śpisz i to na korytarzu?
Ferdek: No śpię na korytarzu, bo... Kurde... Panowie...
Boczek: Co jest, panie Ferdku? Ducha żeś pan zobaczył?
Ferdek: Panowie, przeżyliśmy piątek trzynastego!
Sąsiedzi wstają pełni euforii. Krzyczą z radości i nawet próbują coś zaśpiewać.
Mariola: To ja nie wiedziałam, ojciec, żeś ty taki zabobonny jest.
Ferdek: Jaki zabonny, Mariolka, ja żem o mało co nie zginął wczoraj, a ty mówisz, że zabobon.
Mariola: (pod nosem) Im starszy, tym głupszy.
Mariola wchodzi do WC. Bohaterowie kontynuują radosne okrzyki.
Ferdek: Zara! Panie Paździoch! Kiedy jest najbliższy piątek trzynastego?
Marian: Z tego, co wiem, to we wrześniu przyszłego roku!
Boczek: Łe, to jeszcze szmat czasu jest, w mordę jeża.
Ferdek: No tak! Ale jakby co, to 13 września Roku Pańskiego następnego w tym samym miejscu o godzinnie porannej. Jasne?
Boczek: Jasne!
Marian: Może być.
Ferdek: No! A teraz do domów rozejść się!
Ferdek i Marian rozchodzą się do domów, Boczek zostaje sam na korytarzu.
Boczek: Halo, panowie, a śpiewory?
Zero reakcji. Boczek zabiera niebieski i czerwony śpiwór ze sobą i idzie na górę, a na korytarzu zostaje różowy.

Scena XI
Przedpokój Kiepskich. Słyszymy pukanie do drzwi, po chwili w przedpokoju pojawia się Ferdek.
Ferdek: Idę, kurdę, idę. No nie rozerwę się. Idę!
Ferdek otwiera drzwi. W progu stoi Marian.
Marian: Dzień dobry, panie Ferdku.
Ferdek: Dobry... Jeżeli przyszedł się pan napić, to uprzedzam, że nie mam przy sobie aktualnie alkoholu.
Marian: Nie, nie, ja tylko na chwileczkę.
Marian pokazuje Ferdkowi wyrwaną kartkę z kalendarza.
Ferdek: Co to jest?
Marian: Kartka z kalendarza!
Ferdek: A na cholerę mnie ona?
Marian: Zobacz pan na datę!
Ferdek: (czyta) Sobota, 13 października, 2018 roku... No i co z tego?
Marian: Panie, i to z tego, że wczoraj nie był żaden piątek trzynastego, tylko sobota trzynastego.
Ferdek: O kurde... No ale w takim razie...
Marian: Tak! Piątek trzynastego to nadal zwykły, regularny zabobon.
Ferdek: No to dobrze, że to sobie wyjaśniliśmy...
Marian: Zaraz!
Ferdek: Czego?
Marian: Kto miał rację?
Ferdek: Panie, ja mam teraz ciekawsze rzeczy na głowie, idź pan już stąd i...
Marian: Kto miał rację?!
Ferdek: No pan.
Marian: No ja, jak zwykle zresztą. Możesz mi pan postawić piwo w ramach uznania. A teraz żegnam cieplutko!
Marian z uśmiechem odchodzi, Ferdek krzyczy w jego kierunku.
Ferdek: Ta, kurde, zobaczymy, co pan powiesz we wrześniu przyszłego roku, kurde! (teraz już sam do siebie) No i nie chcem, ale muszem się napić!

KONIEC

WYSTĄPILI:
Ferdek - Andrzej Grabowski
Halina - Marzena Kipiel-Sztuka
Mariola - Barbara Mularczyk
Paździoch - Ryszard Kotys
Paździochowa - Renata Pałys
Boczek - Dariusz Gnatowski

GOŚCINNIE WYSTĄPILI:
Romuald - Andrzej Deskur
Redaktor - Krzysztof Skiba
Redaktorka I - Beata Rakowska
Redaktorka II - Monika Włodarczyk
Kobieta - Agata Wątróbska


PS Napiszcie, które nazwisko z sezonu 2. najbardziej wam się podobało.
- Teodor Rakowiecki
- Klementyna Schab
- Ewa Kłodakowska
- Konrad Warzywo
- Leopold Pałąk
- Alex Kuperdaleks
- Zuzanna Wardoch-Dzięcioł
- Irena Kuśtyka
- Lucyna Strzyga
- Nicollo Duperello
- Anna Szpilkowska
Obrazek
20 LAT MINĘŁO...
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2139
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Bździuch » 2018-07-20, 09:55

- Teodor Rakowiecki
- Klementyna Schab
- Ewa Kłodakowska
- Konrad Warzywo
- Leopold Pałąk
- Alex Kuperdaleks
- Zuzanna Wardoch-Dzięcioł
- Irena Kuśtyka
- Lucyna Strzyga
- Nicollo Duperello
- Anna Szpilkowska
"Klementyna Schab", " Ewa Kłodakowska" i "Konrad Warzywo".



Hej ! Zauważyłem, że Twoje scenariusze zawsze oceniałem mniej szczegółowo w porównaniu do innych, to teraz odpracuję :-P


SCENA I

+ Dobry program "Pierdoły Wieczorne", zwłaszcza ten krzyk tego pisarza :lol: A styl bardzo jak wzięty prosto z 5 sezonu.
+ Nazwisko Dręczywuj
+ Treść książki "Piontek Tszynastego"
+ Świetnie przedstawiłeś zakłamanie telewizji, czyli, że jedna strona mówi jedno, a druga drugie. Bardzo dobrze to wyszło :-P


SCENA II

+ Ten "pojedynek" i potem kłótnia redaktorów :lol:
+ "Skont tu Ten Żyrondel <3 <3" Ps. teraz size=0 nie działa :-P
n Po co Ferdek trzymał to mięso nad głową, bo nie rozumiem :-P
+ Boczek z koglem moglem i przedobiadem :-P
n Chyba nawet stary Ferdek nie dałby mu cukru, nawet jakby miał :-P
+ Boczek ratujący cukier :-P
- Minęły dwie dość długie sceny i jeszcze nie wyłapałem śmiesznego tekstu


SCENA III

n No dobra już są teksty :-P
+ Marian: Proszę, proszę, a co się sąsiadowi stało w nóżkę? Złamałeś pan, jak się pan do lodówki schylałeś? Czy może wspinałeś się pan do szafek po kakao?
Boczek: Panie, nie śmiej się pan, dziadku, z czyjego wypadku, bo pan se zobaczysz, że jeszcze panu kulę będę musiał pożyczać.
Marian: Panie, takim gównianym kijkiem to ja sobie mogę śmieci z trzepaka pozbierać.

+ Marian: Już idę, Helena! Nie zamierzam słuchać, jak plebs bije się o jakiś gówniany cukier.

+ Paździoch który "gratulował" Kozłowskiej śmierci męża :-P


SCENA IV

n toast, w sumie śmieszny, ale trochę nie jak do tego serialu :-P
- Ferdek jakos tak za szybko wygonił Paździocha, nienaturalnie to wyszło, ogółem w poprzednich scenach opanowałeś do perfekcji język bohaterów, ale tu wygląda to trochę jakbyś pisał z rok temu :-P
+ "Kuracja" Ferdka :-P


SCENA V

+ Powrót kłótni redaktorów, w jeszcze lepszym wydaniu :-P: Redaktorka: Po słowach pana prezydenta, że tlen jest dobry, w Warszawie wybuchł protest. Protestujący z reklamówkami na twarzach bojkotują władzę. Jest tam nasz korespondent, ale stwierdziliśmy, że pokażemy jednak dalszy ciąg kłótni redaktorów z dwóch różnych stacji.
+ Helena: Żryj szybciej, Marian, bo zaraz musisz na bazar iść. Klienci to nie są pacjenci z przychodni, nie będą czekać. Uwielbiam :-P
+ Cały absurd retrospekcji i jak Ferdek kazał mu się streszczać :-P Ogółem to kolejna dobra retrospekcja w Twoich scenariuszach, masz znacznie lepsze retrospekcję niż Sobiszewscy.
+ Ta babka na bazarze, najpierw z tym wartburgiem, a później jak pakowała te gacie do torebki :-P


SCENA VI

- Ferdek by się nie przejął, że ktoś piwo u niego wylał ? :-P I w ogóle on by nie powiedział "Weźcie se, panowie, po krzesełku, tylko ostrożnie, żebyście se siniaków na nogach nie porobili."
n Ciekawy wątek ustalania bezpiecznego lokum


SCENA VII

- Halinka :-P Przepraszam, że daję to w minusach, no ale wcześniej dawałeś mi nadzieję, że jej nie będzie :lol: No nie policzę tego do oceny ;-).
+ zacięcie się papierem :-P


SCENA VIII

+ Zbiorowy sen na korytarzu i rekacja Heleny :-P
+ Helena: Skoro tak, to informuję cię, że nie masz po co wracać do tego domu! Chyba że ci nie szkoda zębów!
+ Ferdek: Panie, lepiej nie. Boczek jeszcze wsiądzie panu do auta, odpali i pan będziesz płasko do ziemi przytwierdzony... Nie, nie, nie, kurde. Zostajecie tu!
+ Notes Paździocha
n Z jakiej dziupli, nie ogarniam :-P
+ Kłótnia o kolor śpiworów


SCENA IX

+ Rower zwalający się na Boczka i jego dialogi w tym momencie z Ferdkiem :-P
- Trochę nudno się już robi


Scena X

n Mariola. Nie wkurzała
+ Boczek kradnący śpiwory

Scena X

+ Dobre zakończenie, zabawne, z morałem i nie wymuszone :-).
n Ale nazwiska aktorów mogłeś na
początek dać, bo tak to trochę mija się z celem :-P Dobrze, że dwa razy czytałem w takim razie :-P


Szczerze ? Mój ulubiony Twój scenariusz, może i nawet najlepszy jaki czytałem na tym forum. Super klimat 5 sezonu, łatwa i przyjemna fabuła, humor i nawet trafna satyra.
No i oczywiście Halina tylko w jednej scenie :-P

Długo myślałem nad oceną i wbrew temu co mówi Pabfer odłożę "dyszkę" na jakiś jeszcze lepszy scenariusz (Może Twój :-P) bo po prostu nie chcę żebyś na przykład napisał scenariusz dwukrotnie lepszy od tego i dostał taką samą ocenę :-P

Dam 9,5/10 w podliczeniach sezonu zaokrąglaj do 10 :-)
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2397
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2018-07-20, 10:03

Dzięki za ocenę! :)
+ "Skont tu Ten Żyrondel <3 <3" Ps. teraz size=0 nie działa :-P
A to przepraszam, umknęło mi, no ale już nie poprawię. :lol:
n Po co Ferdek trzymał to mięso nad głową, bo nie rozumiem :-P
Zimne sobie do głowy przyłożył, żeby guza nie mieć. :)
n Ale nazwiska aktorów mogłeś na
początek dać, bo tak to trochę mija się z celem :-P Dobrze, że dwa razy czytałem w takim razie :-P
A dlaczego, bo z kolei teraz to ja nie rozumiem? ;)
No i oczywiście Halina tylko w jednej scenie :-P
Bardzo się staram, żeby jej było jak najmniej w odcinkach, gdzie jest zbędna. :P
n Z jakiej dziupli, nie ogarniam :-P
Nie wiem, jak to się nazywa. Ale rozchodzi mi się o to: https://zapodaj.net/images/ac6776311ce44.png
Obrazek
20 LAT MINĘŁO...
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2139
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Bździuch » 2018-07-20, 10:17

Ale nazwiska aktorów mogłeś na
początek dać, bo tak to trochę mija się z celem :-P Dobrze, że dwa razy czytałem w takim razie :-P
A dlaczego, bo z kolei teraz to ja nie rozumiem? ;)
No bo od razu wiadomo, jak sobie daną postać wyobrażać przez to kto ją gra.
No i oczywiście Halina tylko w jednej scenie :-P
Bardzo się staram, żeby jej było jak najmniej w odcinkach, gdzie jest zbędna. :P
No, ja też się staram, ale w moich mi nie wychodzi :-P
Z jakiej dziupli, nie ogarniam :-P
Nie wiem, jak to się nazywa. Ale rozchodzi mi się o to: https://zapodaj.net/images/ac6776311ce44.png

Aaa, o to, to ja też nie wiem :-P
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
WKCM
Waldek
Waldek
Posty: 392
Rejestracja: 2018-06-01, 17:38

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: WKCM » 2018-07-20, 12:52

Bardzo dobry scenariusz!

Scena 1:
+ śpiący Ferdek
+ programy w TV

Scena 2:
+ kapitalne nawiązanie do "DZIAD-owskiej książki"
+ Boczek i kogiel-mogiel
+ wywalenie się Boczka
- dalej ciągnący się wątek bitwy w TV

Scena 3:
+ rozmowa Paździocha z Kozłowską
+ tekst Mariana o plebsie

Scena 4:
+ toast Ferdka
+ wywalenie Paździocha

Scena 5:
+ dopytywanie Ferdka kto ma rację
+ retrospekcja
neutr Kobieta mogła nawet skłamać, że Marianowi pali się wartburg, aby spokojnie ukraść rzeczy z bazaru

Scena 6:
+ teksty Boczka

Scena 7:
+ Paździoch chętny aby skorzystać z WC
- niepotrzebna Halina

Scena 8:
+ darcie się Heleny
+ kłótnia o śpiwór

Scena 9:
+ wywalenie się części roweru na Boczka
+ ostatni tekst Paździocha
neutr reszta sceny

Scena 10:
+ Boczek i "śpiewory"

Scena 11:
++ zakończenie (idealnie pokazuje głupotę dzisiejszej telewizji)

Również daję 9,5/10 :-D

Najlepsze nazwisko: Klementyna Schab
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 8433
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2018-07-20, 14:10

PLUSY:
Program
Nawiązanie do klasyki, czyli PharellMana
Kozłowski umiera z ręką w gipsie
Retrospekcja
Przesadzanie Boczka
Zakaz korzystania z WC do północy żeby się nie zaciąć papierem
Zakończenie
Prześmianie zabobonów

9/10, bo mi się nie podobała tematyka
Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2397
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2018-07-20, 19:51

Bardzo dziękuję za oceny i cieszę się, że scenariusz się wam spodobał. Oto opis następnego:

WAGARY
Ferdek stwierdza, że w dni powszednie w jego życiu wieje nudą. Postanawia to zmienić. Zaprasza Arnolda Boczka i Mariana Paździocha na "wagary". Wszystko idzie sprawnie, do czasu, gdy Helena zauważa, że jej mąż długo nie wraca do domu...

Premiera w następnym tygodniu, najpóźniej 26 lipca. ;)
Obrazek
20 LAT MINĘŁO...
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2397
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2018-08-29, 09:08

Z niemałym opóźnieniem - ale jest! :D Następny odcinek!

S03E02 Wagary

Opis: Paździoch podczas jednej z nocnych libacji wpada na pomysł zorganizowania “wagarów” od pracy. Zamierza je urządzić wraz z Ferdkiem i Boczkiem. Kiepski ochoczo zabiera się do organizacji, jednak natrafia na pewne komplikacje, które zaczynają uniemożliwiać sąsiadom wspólny wypad…

Scena I
Korytarz. Pod kiblem siedzi nieruchomo Boczek i nie odrywa wzroku od ściany. Na korytarz wchodzi Ferdek.
Ferdek: Panie Boczek, pan wchodzisz, czy pan wychodzisz, bo blokada się robi?
Boczek nie reaguje.
Ferdek: Halo? Panie Boczek?
Ferdek macha ręką przed twarzą Boczka. Ten nadal nie reaguje.
Ferdek: Kurde, no... Co jest? Panie Boczek, proszę mnie stąd opuścić!
Boczek nadal nie reaguje. Z mieszkania wychodzi Marian.
Ferdek: O! Panie Paździoch! Dzwoń pan na pogotowie, niech dziada stąd zabierają.
Marian: Spokojnie, panie Ferdku. Właśnie idę go ocucić.
Ferdek: Jak ocucić? Czym?
Marian wyciąga zza pleców wódkę.
Ferdek: E tam, panie, wódką go pan nie obudzisz. Kiełbasy pan mu daj, od razu się obudzi grubas jeden.
Marian: Nie bój pan żaby, o tym też pomyślałem!
Marian wyciąga drugą rękę z kiełbasą.
Ferdek: No to tera go pan podkarm.
Marian zbliża się do Boczka i wymachuje mu przed twarzą kiełbasą. Boczek porusza przez chwilę oczami i zjada kawałek kiełbasy.
Ferdek: O, obudził się, kurde.
Boczek: Panowie, a co się stało, w mordę jeża?
Ferdek: No jak co, panie? Siedziałeś żeś pan pod kiblem, panie, i żeś pan nieruchawy był i żeś pan blokował.
Boczek: To ja se nie wiem... Szłem se tu, na dół, i żem se tak przysiadł. Ale, kuźwa, nie pamiętam, co żem chciał zrobić.
Marian: Na tym piętrze to pan tylko jedną rzecz mógłbyś robić.
Boczek: Panie, nie obrażaj pan, bo ja se wiele rzeczy robię i ja w ogóle...
Boczek mruży oczy. Przewraca się na podłogę i zasypia.
Marian: Panie Boczek?
Ferdek: Zasnął!
Marian: Co się z nim dzieje, karwasz twarz!
Ferdek: Nie wiem, ale trzeba dziada odwieźć do czubków albo na Bonifratrów, bo przecie on pod naszym kiblem leży.
Marian: Zostaw go pan! Niech leży. Godzina, dwie i sam pójdzie.
Ferdek: Panie, to chociaż go przesuńmy, bo on, kurde, centralnie pod kiblem leży.
Marian: Ja go nie podniosę! Ja mam chory kręgosłup, a jeszcze dodatkowo na bazarze dwanaście godzin dziennie zapieprzam.
Ferdek: Wie pan, ja zasadniczo to też go nie podniosę, bo mnie noga boli w biedrze i ja dźwigać nie mogię.
Marian: No to zostawmy go tak! Przejdzie ktoś, to się nim zainteresuje i go podniesie.
Ferdek i Marian rozchodzą się do mieszkań.

Scena II
Kuchnia. Halina myje naczynia, Ferdek pije piwo przy stole.
Halina: Wiesz co, Ferdek, ja rozmawiałam dzisiaj z Boczkiem na klatce.
Ferdek: Ta, i co?
Halina: No ja ci powiem, że z nim jest coraz gorzej.
Ferdek: Jak gorzej, co?
Halina: No normalnie, zmizerniał chłop. Schudł strasznie, ledwo mówi, no wczoraj to przecież cały dzień u nas na korytarzu spał i w nocy też. Ja się zaczynam poważnie martwić o jego zdrowie.
Ferdek: A tam, Halińcia, kurde, zdrowie, przecie on młody chłop jest, ledwo po pięćdziesiątce, kurde. Zresztą gdzie on tam schudł, jak on nawet we śpiączce kiełbasę żre. Mówię ci, on jeszcze będzie żył, jadł i na naszym piętrze srał.
Halina: No ja nie jestem tego taka pewna, Ferdek. On nawet nie wie, jaki my dzień tygodnia mamy.
Ferdek: Halinka, on głupi zawsze był i głupi pozostanie, on nie wie, jak ma na drugie imię, a ty się go o dzień tygodnia pytasz.
Halina: Wiesz co, ja jednak uważam, że przyczyna ukryta jest nieco głębiej.
Ferdek: Ta, niby gdzie?
Halina: Nie wiem! Może się przepracowuje, biedak.
Ferdek: Ta, przepracowuje! Ile to on tam pracuje? Halińcia, tyle on tam pracuje, że ja go prawie cały czas we kamienicy widzę. Wymówki se znajdować i głupiego udawać to każden jeden potrafi, ale robić ni ma komu.
Halina: O patrzcie państwo, najbardziej zapracowany na osiedlu się odezwał. W pośredniaku byłeś?
Ferdek: Przepraszam cię bardzo, Halińcia, ale tu się nie o mnie rozchodzi, tylko o Boczka, kurde.
Halina: No to proszę bardzo! Idź do niego, pogadaj z nim, zapytaj o zdrowie, w końcu to twój sąsiedzki i przyjacielski obowiązek.
Ferdek: Jaki on tam mój przyjaciel, kurde? Tyle co dzień dobry, do widzenia, pocałuj mnie w dupę, i to jest wszystko, Halińcia.
Halina: Tak, a jak ostatnio z nim i z Paździochem wódkę przy tym stole piłeś, to co to było?
Ferdek: Jakiej wódki, Halinka, przecie ja alkoholu nie piję w ogóle!
Halina: O, to świetnie się składa!
Halina zabiera Ferdkowi piwo i wychodzi z nim z kuchni.
Ferdek: Ale zara, e... Kurde, no!

Scena III
Przedpokój nocą. Ktoś puka do drzwi. Ferdek idzie otworzyć.
Ferdek: Zara, no przecie się nie rozerwię.
Ferdek otwiera drzwi, w progu stoi Marian.
Marian: Dobry wieczór, panie Ferdku.
Ferdek: Jaki wieczór, panie Paździoch? Pan wie, która jest godzina?
Marian: Tak, wiem! Trzecia w nocy!
Ferdek: No to dobranoc...
Ferdek próbuje zamknąć drzwi, Marian zatrzymuje je nogą.
Marian: Panie Ferdku, wiesz pan, jak to mówią...
Marian wyciąga wódkę.
Marian: ... Szczęśliwi czasu nie liczą.
Marian się śmieje, Ferdek się lekko uśmiecha.
Ferdek: Wiesz pan, panie Paździoch, jak to mówią - gość w dom, Bóg w dom. Proszę. Tylko cicho, bo żona to się ostatnio na alkohol czuła zrobiła.
Ferdek i Marian wchodzą do kuchni.

Scena IV
Kuchnia nocą. Ferdek nalewa wódkę do kieliszków.
Ferdek: Dobre, to mów pan, po coś pan dzisiaj przyszedł, bo musimy się streszczać...
Marian: A to niby dlaczego?
Ferdek: A dlatego że ja muszę iść spać, żeby do roboty rano wstać.
Marian: Panie Ferdku, pan nie wiesz nawet, co to znaczy wstać rano do pracy.
Ferdek: A pan to może wie?
Marian: Właśnie, że wiem! W końcu to ja wstaję codziennie o szóstej rano i zapieprzam na bazar, bez wolnej niedzieli!
Ferdek: Nie no, panie Paździoch, przecie to pański bazar. Czego se pan nie wstaniesz, kurde, na dziewiątą?
Marian: Żona...
Ferdek: No to kiepsko, panie Paździoch... Wypijmy może.
Ferdek i Marian przechylają kieliszki.
Marian: Ale nie po to tu przyszedłem. Chciałbym porozmawiać o naszym sąsiedzie z góry, o Arnoldzie Boczku.
Ferdek: Co ja mógłbym o nim powiedzieć, panie... Świnia, erosoman, złodziej...
Marian: Nie o to się rozchodzi, sąsiedzie.
Ferdek: A o co?
Marian: O jego stan zdrowia!
Ferdek: A co wy się, kurde, wszyscy tak tym Boczkiem przejmujecie? Zachlał się pewnie i śpi, gdzie popadnie, kurde, bo to alkoholik jest.
Marian: No ja bym na pana miejscu tego nie lekceważył.
Ferdek: Dlaczego nie?
Marian: To są klasyczne objawy przepracowania!
Ferdek: Ta, a skąd pan wiesz?
Marian: Bo dokładnie to samo przytrafiło się mojemu znajomemu 40 lat temu.
Ferdek: Jakiemu znajomemu?
Marian: Słuchaj pan, mój znajomy, Andrzej Piptak, był znanym i szanowanym nauczycielem historii w szkole podstawowej w Rzeszowie:
Obraz faluje. Widzimy Paździocha ucharakteryzowanego na dużo młodszego i Piptaka, którzy siedzą razem w kawiarence.
Piptak: No mówię ci, Marian, z tymi ancymonami to jest normalnie tragedia, karwasz Barabasz. Te bachory, rozumiesz mnie, nie odróżniają Mieszka I od Bolesława Chrobrego, karwasz twarz. A ten gówniarz, co w pierwszej ławce siedzi, to on twierdzi, że Hitler Krzyżakiem był, karwasz Barabasz.
Marian: Andrzej, nie denerwuj się. Przecież to dopiero czwarta klasa…
Piptak: Jak mam się nie denerwować? Przecież te gałgany to normalnie mnie do grobu wpędzą. A ten Kazik, wiesz który, ten co tak ze Staśkiem trzyma, to on normalnie chyba na złomie kiedyś wyląduje! No mówię ci, ja go pytam, kiedy była bitwa pod Grunwaldem, a on do mnie, że po co się zastanawiać nad przeszłością, rozumiesz, jak można tu i teraz wino pić, karwasz twarz!
Marian: Andrzej, ty za dużo myślisz o tej twojej zasranej pracy! Ty musisz wziąć sobie wolne.
Piptak: Gówno tam wolne! Ja sobie wolne wezmę, a te pierdoły już całkiem zdurnieją i mnie zaczną z Mieszkiem I mylić, karwasz Bara…
Piptak niespodziewanie nieruchomieje, zaskoczony Marian macha przed jego twarzą.
Marian: Andrzej? Żyjesz?
Marian nadal macha ręką przed twarzą Piptaka, ten nadal nie reaguje. Obraz faluje i wracamy do kuchni.
Ferdek: No i co było dalej?
Marian: Andrzej siedział tak nieruchomo do wieczora, a potem na kolanach doczołgał się do mieszkania.
Ferdek: No a potem?
Marian: Potem dalej pracował, pracował, pracował i w końcu serce nie wytrzymało i…
Ferdek: I co?
Marian: I gówno. Wylądował na bezrobociu, zapił się i zmarł.
Ferdek: O ja pierdzielę, ale pan chyba nie sugierujesz, że Boczek się zaharowywuwywuje na śmierć?
Marian: Ja wiem jedno: Boczek musi sobie wziąć koniecznie urlop i spędzić cały dzień na czymś przyjemnym.
Ferdek: Czyli na czym konkretnie?
Marian: A co sprawia największą przyjemność, panie Ferdku?
Ferdek: Alkohol?
Marian: Tak jest! Jutro, z samego rana, zbieramy ekipę, bierzemy skrzynkę wódki i idziemy!
Ferdek: Gdzie?
Marian: Na wagary! Nigdy żeś pan na wagarach nie był?
Ferdek: No jak nie byłem, jak byłem! W podstawówce żem se na wagarach był.
Marian: (ściszonym głosem) Bo pan żeś skończył tylko podstawówkę.
Ferdek: Co, co?
Marian: Gdzie pan żeś był na tych wagarach?
Ferdek: No jak gdzie, panie, no przecie żeśmy chodzili nad jezioro, panie, kurde.
Marian: No i genialnie! Akurat moja żona wyjeżdża z rana do Katowic, zatem jutro rano nakłonisz pan Boczka, aby się zwolnił z roboty i wagarujemy!
Ferdek: Dobre, a tymczasem pimpek pimpek.
Ferdek i Marian przechylają kieliszki.

Scena V
Korytarz. Ferdek idzie w stronę WC, z WC z ledwością wychodzi Boczek.
Ferdek: Panie Boczek, czekaj pan!
Boczek: Panie, jak ja żem tam był, to papieru już nie było.
Ferdek: Dupa tam papier, panie Boczek. Ja w innej sprawie.
Boczek: Ta? A w jakiej, bo ja się do roboty śpieszę.
Ferdek: No właśnie w tej sprawie.
Boczek: Co? Panie, nie ma szans, w mordę jeża. We rzeźni u nas są wszystkie wakaty pozajmowywane, a poza tym za chudy żeś pan jest do tej roboty.
Ferdek: Mnie nie o pracę się rozchodzi, tylko o... brak pracy.
Boczek: Jaki brak pracy, panie? Mów pan o co chodzi, bo mnie się ostatnio nie myśli za dobrze.
Ferdek: Chodzi mnie o to, żebyś se pan urlopa wziął!
Boczek: Gdzie urlopa, panie? Tera to se wszyscy urlopy powzabierali i ktoś to wszystko musi obrabiać.
Ferdek: No to nie wiem, to udawaj pan, że pan chory jesteś.
Boczek: Jak chory, panie, gdzie chory? Mój szef to się od razu zauważy, że ja se zdrowy jestem, a nie chory.
Ferdek: Dzwoń pan do niego w tym momencie! Tylko nie tu! Cho pan!
Ferdek i Boczek wchodzą do mieszkania Kiepskich.

Scena VI
Salon. Ferdek i Boczek siedzą na fotelach, po prawej stronie stoi wieszak ze schnącymi ubraniami.
Boczek: Panie, ale jak ja mam se udawać, że se katara mam? Ja tak nie umiem!
Ferdek: Czekaj pan.
Ferdek wstaje, ściąga jedną klamerkę z wieszaka, daje ją Boczkowi.
Boczek: Gdzie ja mam se to włożyć niby?
Ferdek: Do dupy, wie pan? Panie, na nos se pan załóż, co pan tak ciężko myślisz dzisiaj, kurde.
Boczek: A, po co na nos?
Ferdek: Żebyś pan miał katara wiarygodnego, rozumiesz pan?
Boczek: Nie.
Ferdek: Patrz pan.
Ferdek zakłada sobie klamerkę na nos.
Ferdek: (zmienionym głosem) A tera pan se rozumiesz?
Boczek: A, panie, już rozumiem. To od tej roboty mnie się tak ciężko myśli, w mordę jeża.
Ferdek ściąga klamerkę z nosa, oddaje ją Boczkowi.
Ferdek: Bierz pan i telefonuj pan.
Boczek wstukuje numer w telefonie, zakłada klamerkę na na nos i przykłada telefon do ucha.
Boczek: (zmienionym głosem) Halo, pani Słonina? Pani połączy mnie, w mordę jeża, z panem Salcesonem, dobre? No… (po krótkiej chwili pauzy) Halo, pan Salceson? No, ja se dzisiaj nie przyjdę. Źle się czuję, w dupę węża. No panie, nie słyszysz pan, jaki katar se mam potworny? Ja wiem, że urlopy mają i rąk do pracy ni ma, ale ja chory jestem… Dobrze, do widzenia!
Boczek rozłącza się i ściąga klamerkę z nosa.
Ferdek: I co?
Boczek: Jest, panie, w mordę jeża! Dwa dni urlopa mnie dał!
Ferdek: Nie no, panie, to będzie tera świętowanie, kurde, to będą, panie Boczek, najdłuższe wagary w pana życiu.
Ferdek i Boczek śmieją się, do salonu wchodzi Halina w stroju pielęgniarki.
Halina: A co wam tak wesoło, chłopy?
Ferdek: Halińcia, a co ty… Nie w robocie jesteś?
Halina: Byłam, ale sobie wolne wzięłam! A co! Tyle czasu zapieprzam w tym cholernym szpitalu, to se odpocznę. A co, wybierałeś się gdzieś?
Ferdek: Nie, właśnie se z panem Boczkiem chcieliśmy telewizora pooglądać, prawda, panie Boczek?
Boczek: Yyy, j-jak nie, j-jak tak, w mordę jeża!
Ferdek włącza telewizor, a w nim redaktorka.
Redaktorka: Szanowni Państwo, jeżeli dopiero włączyli państwo odbiorniki, to z góry uprzedzam, że program, który państwo właśnie oglądają, jest nudny jak flaki z olejem. A to dlatego, że moim gościem, jest ten sam polityk, co zawsze, z tej samej partii, co zawsze.
Kamera pokazuje także polityka. Wracamy do salonu, Ferdek wyłącza telewizor.
Ferdek: Wiesz co, Halińcia, ja se odprowadzę pana Boczka na górę, bo we telewizorze to nic ciekawego ni ma. Panie Boczek, chodź pan!

Scena VII
Korytarz. Ferdek wychodzi z klatki schodowej na korytarz, puka do mieszkania Paździochów.
Ferdek: Panie Paździoch! Otwieraj pan!
Drzwi otwiera Marian.
Marian: Słucham, co się dzieje?
Ferdek: Panie, problem jest! Żona moja w domu zostaje, urlopa se wzięła, panie, kurde, cały nasz plan w pizdu.
Marian: Wiesz pan, ja też mam drobny problem.
Ferdek: Jaki?
Helena: (z oddali) Marian, z kim ty tam pierniczysz? Właź do środka, bo przeciąg jest!
Marian: Już idę, Helena, nie drzyj się tak! (ciszej) To jest ten problem. Helena nie wyjechała do Katowic, tylko została tu!
Ferdek: Panie, no to musimy nasze plany na kiedy indziej przełożyć.
Marian: O nie! Boczek musi iść z nami dzisiaj, bo inaczej ta robota go wykończy!
Ferdek: Ta, a jak pan chcesz to wykonać, jak pan masz żonę w domu i ja zresztą też, co?
Marian: Zaraz coś wymyślę! Przyjdź pan z Boczkiem za kwadrans do piwnicy. Tam obmyślimy, z której strony się za to zabrać.
Ferdek: Najlepiej od dupy strony, wie pan? Mnie się wydaje, że to w ogóle nie wypali.
Marian: Myśl pan pozytywnie, panie Ferdku! Do zobaczenia za kwadrans!
Marian zamyka drzwi.

Scena VIII
Piwnica. Ferdek i Boczek siedzą na krzesłach, Boczek zaczyna przysypiać.
Boczek: Panie Ferdku… (ziewa) No i gdzie jest ten Paździoch, w mordę jeża? Bo mnie się spać chce!
Ferdek: Panie, nie wiem, miało być piętnaście minut, a czekamy na tę mendę już pół godziny.
Boczek: To może se pójdziemy do domów? Mnie się normalnie oczy same zamykają do snu.
Ferdek: Zjedz pan coś, to panu sen od razu przejdzie.
Boczek: O masz pan rację, panie Ferdku! Zara se skoczę do siebie po jakiegoś serdla, w mordę jeża.
Za plecami bohaterów pojawia się Marian.
Marian: Obawiam się, że jednak zostaniesz pan tu!
Boczek: Panie, ale ja se muszę coś zjeść. Cały tydzień żem tyrał we rzeźni i ani kawałeczka mięsa żem nie skubnął stamtąd. A poza tym, śpiący jestem, w mordę jeża, spać mi się chce.
Marian: Panie Boczek, ja właśnie wymyśliłem fantastyczny sposób na to, abyśmy się udali na te całe zasrane wagary!
Ferdek: Ta, ciekawe jaki?
Marian staje twarzą do Ferdka i Boczka.
Marian: Musimy się pozbyć naszych żon!
Ferdek: Hehe, to żeś pan, kurde, wymyślił, panie. Takie coś to se nawet taki Boczek by mógł powiedzieć, wie pan?
Boczek: Panie, nie obrażaj pan, bo ja też bym mógł parę niemiłych rzeczy o panu powiedzieć.
Ferdek: Ta, niby jakich?
Boczek: Yyy, no, w mordę jeża… Nie powiem teraz, bo żem śpiący jest.
Marian: Ale panowie no, bądźmy przez chwilę poważni, a przynajmniej takich udawajmy, i naradźmy się, jak pozbyć się naszych żon.
Ferdek: No normalnie, kurde, trzeba je wysłać na jakieś zakupy czy coś i niech se, kurde, do wieczora nie wracają.
Marian: Odpada.
Ferdek: A dlaczego?
Marian: Ponieważ nie chcę, aby w czasie, gdy my będziemy się świetnie bawić, moja żona ogołociła mnie z majątku.
Boczek: Zieeew… Ja se chyba wiem…
Marian: O, słuchamy, panie Boczek!
Boczek: Puśćmy im balet mongolski!
Ferdek: Panie Boczek, pan żeś chciał spać, to pan idź spać, a nie pierdoły pan pociskasz. Panie Paździoch, tera pana kolej.
Marian: No więc, ja myślę, że należy obie panie gdzieś zamknąć, najlepiej tu, w tej piwnicy, i wypuścić dopiero rano.
Ferdek: Panie Paździoch, pan jak coś wymyślisz, to normalnie klękajcie narody, wie pan?
Marian: Tak? A co się panu w moim pomyśle nie podoba?
Ferdek: A chociażby to, panie Paździoch, że jakbyś pan wypuścił pana żonę rano, to by panu tak nakopała do dupy, że by panu odpadła razem z nogami.
Marian: To najlepiej je uśpić na cały dzień!
Ferdek: Jak uśpić?
Marian: Normalnie, proszkiem nasennym. Do wody, napoju albo do piwa i nie ma człowieka… Na cały dzień, oczywiście.
Ferdek: A skąd pan wytrzaśniesz tera proszek nasenny, co?
Marian: A stąd!
Marian wyciąga proszek nasenny z kieszeni.
Ferdek: Kurde, panie Paździoch, ja żem wiedział, że pan jesteś menda i świnia, ale żeby na czarną godzinę we kieszeni usypiacza trzymać, to… Ooo, panie Paździoch, to ja już wiem, dlaczego po pana nocnej wizycie tydzień temu żem spał do szesnastej!
Marian: Na kimś musiałem wypróbować ten patent, a pan to dosyć twarda sztuka. Więc jak pana uśpiło, to uśpi słonia!
Ferdek: Panie, a skąd ja wiem, czy to bezpieczne jest? Ja pana znam nie od dziś i ja wiem, że panu nie można ufać. Ja się w ogóle zastanawiam, czy pan tym Boczka nie faszerujesz!
Zbliżenie na Boczka, który twardo śpi.
Marian: Boczka w to nie mieszajmy! Sprawa jest prosta: bierzesz pan proszek, wsypujesz pan jedną łyżeczkę do napoju i podajesz pan żonie. Czy to jasne?
Ferdek: Panie Paździoch, ja nie wiem, czy ja panu na pewno mogę zaufać, ale jak to mawiał poeta: “nie chcem, ale muszem”.

Scena IX
Salon. Ferdek siedzi na fotelu, a Halina prasuje ubrania.
Ferdek: Halińcia, a co ty tak prasujesz cały czas i prasujesz, co?
Halina: A co w tym dziwnego? Wygniecione te ubrania, jak psu z gardła wyjęte, to prasuję.
Ferdek: No ale mnie się nie o to rozchodzi, tylko o to że ty tak prasujesz, a może ty byś se przerwę zrobiła i byś się czegoś napiła?
Halina: A wiesz, że nawet chętnie! Zaraz pójdę, sobie wody naleję.
Ferdek: Ale Halińcia, stój, no po co masz się męczyć, ja ci zara przyniosę!
Halina: Ferdek, ja od razu zaznaczam, że ja ci pieniędzy na wódkę nie dam, jeżeli o to ci chodzi.
Ferdek: No wiesz co, Halinka? No bój się Boga, Halińcia, jak ci to mogło przez myśl przejść w ogóle? I ja się, kurde, w tym momencie powinienem obrazić na ciebie, ale zrobię wyjątek i przyniosę ci tę wodę.
Ferdek idzie do kuchni. Tam wlewa wodę do szklanki, a następnie wyciąga paczuszkę proszku nasennego i wsypuje łyżeczkę do szklanki.
Ferdek: Jedna łyżeczka… I druga jeszcze, żeby się za szybko nie obudziła… I trzecia też profilanktycznie…
Ferdek po wsypaniu trzech łyżeczek proszku do szklanki zanosi ją do salonu i kładzie na stół.
Halina: O, i widzisz Ferdziu? Czasami jest z ciebie pożytek w domu! Przyniósłbyś mi jeszcze z kuchni koszulę, na pralce leży.
Ferdek: Halińcia, dla ukochanej żony wszystko.
Ferdek idzie do kuchni. Do mieszkania wchodzi zmęczony Boczek.
Boczek: Dobry wieczór, pani Halineczko.
Halina: Jezus Maria, panie Boczek!
Boczek: Co?
Halina: No przecież jest dwunasta godzina, po południu, jaki wieczór?
Boczek: A, no faktycznie, jakoś tak mi się pomyliło, faktycznie słońce se za oknem jest.
Halina: Jezu, no, wyglądasz pan jak wrak człowieka po prostu! Kiedy pan ostatnio jadłeś?
Boczek: Przedwczoraj. Pani Halinki, ja se nie mam nawet siły iść i lodówkię otworzyć, a do tego cały czas jestem śpiący. Tak mnie zaschło, w mordę jeża, w gardle…
Halina: Wody się pan napij! O, tu na stole leży. Ferdek nalał dla mnie, ale niech pan wypije.
Boczek: O, dziękuję, czcigodna pani Halineczko!
Boczek wypija wodę.
Boczek: No, od razu lepiej, w mordę jeża. Ja se przyszłem do pana Ferdka, bo chciałem się go zapy…
Boczek zaczyna mrużyć oczy, po czym je zamyka i ląduje na kanapie.
Halina: Panie Boczek, wszystko w porządku?
Halina podchodzi do Boczka, stara się go ocucić. Z kuchni wraca Ferdek.
Ferdek: O kurde, Halińcia, co tu się dzieje?
Halina: Nie wiem! Przyszedł tu, napił się wody i jebut na kanapę!
Ferdek: O ja pierdzielę…

Scena X
Korytarz. Ferdek wybiega z mieszkania i puka do drzwi mieszkania Paździochów.
Ferdek: Panie Paździoch, otwieraj pan! Kurde no, panie Paździoch…
Drzwi otwiera rozradowany Marian.
Marian: I jak, panie Ferdku, śpi? Bo moja, hehe, śpi jak zabita!
Ferdek: Wiesz pan, śpi, ale…
Marian: Ale co?
Ferdek: Boczek, kurde, wziął i wychlał proszek nasenny.
Marian: No nie no, panie Ferdku, spieprzyłeś pan sprawę!
Ferdek: Panie, przestań pan pierdzielić i chodź pan mi pomóc!
Marian: Jak to? Przecież pani Halinka jest w domu!
Ferdek: No właśnie jest taka sprawa, panie Paździoch…
Marian: Jaka?
Ferdek: Chodź pan, zobaczysz pan!

Scena XI
Salon. Boczek śpi na kanapie, Halina zaś na podłodze. Do pomieszczenia wchodzą Ferdek i Marian.
Ferdek: O właśnie, widzisz pan?
Marian: Ale jakim cudem, karwasz twarz!
Ferdek: Spanikowałem, panie, no… (wyciąga paczuszkę proszków) Tyle zostało.
Marian chwyta paczuszkę.
Marian: Panie, pan żeś zmarnował moje środki nasenne. Pan wiesz, ile to kosztuje?
Ferdek: Ile?
Marian: Tysiąc pięćset złotych za paczuszkę!
Ferdek: A co mnie to gówno obchodzi? Moja wina, że grubas wyżłopał wodę, która należała, prawda, do mojej żony?
Marian: Masz pan szczęście, że akurat ten środek dostałem za darmo, od szwagra w Bremie! A teraz trzeba wynieść grubasa!
Ferdek: Jak wynieść, gdzie?
Marian: Na górę.
Ferdek: Panie, pan się chyba tych środków nawdychałeś. Chcesz pan dźwigać 200 kilo żywej wagi po schodach na górę?
Marian: No niby racja. No to zostawmy go tu.
Ferdek: O nie, to jest wykluczone.
Marian: A to dlaczego?
Ferdek: Ponieważ w tej wersalce znajduje się źwierzę.
Marian: Jakie znowu zwierzę?
Ferdek: Małpka.
Ferdek i Marian śmieją się.
Marian: No dobrze, ale w takim razie co zrobimy z Boczkiem?
Ferdek: O właśnie, i to jest bardzo dobre pytanie. I ja panu powiem, że na takie pytania na sucho się nie odpowiada.
Marian: Hehehe, domyślam się, co pan kombinujesz.
Ferdek: No, to idź pan po litra.
Marian: J-jak to? Dlaczego akurat ja?
Ferdek: Bo ja żem ostatnio widział u pana we szafce schowaną, a dostęp do mojej aktualnie blokuje pan Arnold Boczek.
Marian: No dobrze, ale to tylko w drodze wyjątku.

Scena XII
Sypialnia. W łóżku leżą Halina i Boczek, słońce za oknem powoli zaczyna zachodzić. Halina budzi się, zauważa leżącego obok niej Boczka i z krzykiem wybiega z sypialni.
Halina wbiega do salonu, gdzie siedzą kompletnie pijani Ferdek i Marian, zaś na stole znajduje się stos pustych butelek wódki.

Halina: Jezus Maria, Ferdek, w sypialni jest… (zmienia wyraz twarzy na widok pustych butli) Ferdek, a co ty tu robisz?
Ferdek: O, Halińcia słońce ty moje, już się, kurde, obudziłaś?
Halina: Ferdek, co w naszej sypialni robi Boczek? Czemu ty znowu chlejesz i w ogóle co się działo przez ostatnie cztery godziny?
Ferdek: No, nor… (czka) Normalnie, Halińcia, Boczek se zemdlał, rozumisz… Ty se też zemdlałaś i ja ze panem Marianem was do sypialni przenieśliśmy.
Halina: Ale nadal się nie dowiedziałam, dlaczego ty wódę lejesz w gardło!
Ferdek: Halińcia, myśmy po prostu chcieli zrobić burzę mózgów, a po kieliszku, kurde, lepi się myśli.
Halina: Idźże, idźże. Ja widzę, że ci powinnam ukrócić te twoje biesiady! (chwyta się za plecy) Ale mnie plecy bolą!
Marian: A, to… może dlatego, że nam pani spadła po drodze!
Halina: No tak! Bo pewnie nieśliście po pijaku! Tylko jestem ciekawa, co na to pani Helenka powie.
Ferdek: Paździochowa se, kurde, nic nie powie, bo ona se też zemdlała.
Halina: Jełop!
Halina wychodzi z mieszkania.
Marian: Panie Ferdku, a ile żeś pan tego proszku wsypał, że grubas się jeszcze nie obudził?
Ferdek: No jak ile, panie, no tyle, ile żeś pan mówił, łyżeczkę jedną… Plus dwie, tak profilanktycznie!
Marian: O, to będzie go trzymało!
Ferdek: A kiedy się obudzi?
Marian: Nie wiem! Może dopiero rano, to jest bardzo mocny środek, w Niemczech jest tylko na receptę. Trzysta pięćdziesiąt ojro za paczkę.
Ferdek: Panie Paździoch, na szczęście nasze najlepsze lekarstwo nie jest na receptę, kosztuje mało i łatwo się nalewa do kieliszka.
Ferdek i Marian śmieją się, Ferdek nalewa wódki do kieliszka.

Scena XIII
Kuchnia. Ferdek siedzi przy stole, popija piwo i czyta gazetę. Do kuchni wchodzi Boczek.
Boczek: Dzień dobry, panie Ferdku!
Ferdek: A dzień dobry, panie Boczek. Widzę, że pan już wstałeś.
Boczek: Jak nie, jak tak? Panie, w życiu tak dobrze nie spałem! Tylko trochę mnie plecy bolą.
Ferdek: A to pewnie, dlatego że… (Ferdek w porę gryzie się w język) Żeś pan się krzywo położył.
Boczek: No może! Ale panie Ferdku, ja jestem tak wypoczęty, że ja mogem tera harować od rana do nocy! Tylko najpierw powiedz mnie pan, co ja, w mordę jeża, wczoraj robiłem, bo ja se z tego zmęczenia nic nie pamiętam.
Ferdek: No, ten,no… Kurde no… No normalnie, no, przyszłeś pan, wycieńczony, panie, odwodniony, kurde, to żem pana we małżeńskim łożu położył, pan żeś zasnął i żeś pan spał do tej pory.
Boczek: O w mordę jeża, widzisz pan? I dobrze, żeś mnie pan położył, bo mnie zmęczenie puściło jak ręką odjął. Piwo panu postawię.
Ferdek: Ale panie, nie musisz pan, przecie to był tylko sąsiedzki odruch pomocy, panie, no ale jak pan koniecznie musisz, to postaw pan dwa, żeby dwa razy nie latać.
Boczek: Dobre, to do widzenia, panie Ferdku.
Ferdek: Do widzenia, panie Boczek!
Boczek wychodzi z kuchni, z kolei wchodzi Halina.
Ferdek: O, Halińcia, kiedy śniadanie będzie, bo ja głodny żem jest!
Halina: Ja z panem nie rozmawiam!
Ferdek: Halinka, no co ty, kurde, o co ci się rozchodzi?
Halina: Oj, ja ci zaraz powiem, o co mi się rozchodzi! Chłopie, no tak żeś się wczoraj uchlał, że stary Porwina spod piątki policję wzywał.
Ferdek: Co ty gadasz, Halińcia, przecie ten dziad nawet numeru na 997 nie zna!
Halina: O, to jeszcze nic! Dopiero to się działo, jak żeś policjanta rozpił i to na służbie.
Ferdek: Serio?
Halina: Ferdek, no chcieli nas na komendę zabrać. Masz szczęście, że się skończyło na mandacie, który oczywiście zapłacisz!
Ferdek: Jak zapłacę, Halinka?
Halina: Normalnie! Zarobisz i zapłacisz! Masz na to cały tydzień!
Ferdek wypija ze zdenerwowania resztę piwa.

Scena XIV
Korytarz. Widzimy Boczka i Mariana stojących naprzeciwko ściany tuż obok WC, kamera obejmuje tylko ich.
Boczek: Panie Paździoch, widzisz pan, to co ja?
Marian: Widzę.
Boczek: Panie, ja bym se w życiu nie pomyślał, że coś takiego mogłoby się stać.
Marian: No wie pan, przez 40 lat mu się nie zdarzyło, to i ja jestem szczerze zaskoczony!
Boczek: Panie, ale skąd to mu się wzięło?
Marian: Mandat dostał za to, co wywijał wtedy, kiedy pan w najlepsze spałeś.
Boczek: A co zrobił?
Marian: Gówno! Mordę darł, że sąsiedzi nie mogli spać!
Kamera obejmuje teraz także Ferdka, który siedzi nieruchomo na krześle obok WC.
Boczek: Panie, a to prawda, że on poszedł pracować na bazarze?
Marian: Sam widziałem! Miał stoisko niedaleko Brzęczykuty. W końcu jakoś na mandat musiał zarobić!
Boczek: I zarobił?
Marian: A jakże! Ale tak się naharował, że…
Boczek: Że co?
Marian: Sam pan widzisz!
Boczek i Marian wpatrują się chwilę w Ferdka, Boczek macha ręką przed jego twarzą.
Boczek: To co, panie Paździoch? Usypiamy?
Marian: Coś pan, zwariował? Nie mam już proszku, a poza tym to nie są tanie rzeczy!
Boczek: No to co z nimy zrobimy?
Marian: My nic! On już na mandat zarobił, to zobaczysz pan, że sam się położy!
Boczek: Dobre, to chodź pan do mnie. Mam pyszną, szkocką whisky! Wuj z Ameryki mnie przywiózł!
Marian: A, to świetnie! Trzeba będzie oblać sukces zawodowy pana Ferdka!
Marian i Boczek śmieją się i wychodzą na klatkę schodową. Kamera robi zbliżenie na nieruchomą twarz Ferdka.

KONIEC

WYSTĄPILI:
Ferdek - Andrzej Grabowski
Halina - Marzena Kipiel-Sztuka
Paździoch - Ryszard Kotys
Paździochowa - Renata Pałys
Boczek - Dariusz Gnatowski

GOŚCINNIE WYSTĄPILI:
Redaktorka - Beata Rakowska
Polityk - Juliusz Rodziewicz
Piptak - Krzysztof Dracz
Obrazek
20 LAT MINĘŁO...
Awatar użytkownika
boczek22
Paździoch
Paździoch
Posty: 416
Rejestracja: 2018-06-07, 15:56
Lokalizacja: Kamienica kiepskich

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: boczek22 » 2018-08-29, 09:28

Genialny scenariusz.
Plusy
-akcja wokół trzech sąsiadów
-dużo śmiesznych tekstów
-wątek z usypiaczem
-dobrze odwzorowany język bohaterów
Każda scena na najwyższym poziomie.Nie może być inna ocena niż 10/10.Obok piątku trzynastego mój ulubiony z twoich scenariuszy.
R.I.P.
Świat według Kiepskich 1999-2010
Zjedz Snickersa!
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2139
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Bździuch » 2018-08-29, 10:21

Trochę się dziwie, że dwie osoby uznały ten scenariusz za Twój najlepszy. Ja widziałem je wszystkie i stwierdzam, że miałeś dużo o wiele lepszych, ale to nadal wysoki poziom :-P
Największy zarzut to nuda, trochę nudy. Nie mniej to bardzo udany scenariusz. Świetnie poprowadzona i pomysłowa fabuła. Bardzo dobre zwroty akcji !

Solidne 8,5/10


_____________________________
SCENA I
+ sąsiedzi próbujący ocucić Boczka kiełbasą, ale to jednak w "Upiorze" było :-P
+ Ferdek: No jak co, panie? Siedziałeś żeś pan pod kiblem, panie, i żeś pan nieruchawy był i żeś pan blokował.
n Kuźwa Boczka - mogło być w mordę jeża ;-). Ale minusa nie dam.
+ Ferdek i Paździoch zostawiający Boczka :lol: :lol:
+ Język bohaterów
_____________________________
SCENA II
Ferdek: A tam, Halińcia, kurde, zdrowie, przecie on młody chłop jest, ledwo po pięćdziesiątce, kurde.
Ferdek: Halinka, on głupi zawsze był i głupi pozostanie, on nie wie, jak ma na drugie imię, a ty się go o dzień tygodnia pytasz.

+Ferdek: Jaki on tam mój przyjaciel, kurde? Tyle co dzień dobry, do widzenia, pocałuj mnie w dupę, i to jest wszystko, Halińcia.
Halina: Tak, a jak ostatnio z nim i z Paździochem wódkę przy tym stole piłeś, to co to było?
Ferdek: Jakiej wódki, Halinka, przecie ja alkoholu nie piję w ogóle!
Halina: O, to świetnie się składa!
Halina zabiera Ferdkowi piwo i wychodzi z nim z kuchni.

__________________________________
SCENA III/IV
+ W fajnym kontekście tekst: "Marian: ... Szczęśliwi czasu nie liczą."
+ Marian: Ale nie po to tu przyszedłem. Chciałbym porozmawiać o naszym sąsiedzie z góry, o Arnoldzie Boczku.
Ferdek: Co ja mógłbym o nim powiedzieć, panie... Świnia, erosoman, złodziej...
:mrgreen:
+ Fajne nawiązanie do złomiarzy :-P
+ Zakończenie historii o Piptaku :-P
+ Ferdek: No jak nie byłem, jak byłem! W podstawówce żem se na wagarach był.
Marian: (ściszonym głosem) Bo pan żeś skończył tylko podstawówkę.

+ Jeżyk bohaterów
- Postać Piptaka, nieśmieszna, nie do końca mi się podobała. Samo nazistko "Piptak" jest ok.
___________________________________
SCENA V/VI
+ Boczek: Panie, jak ja żem tam był, to papieru już nie było.
+ "za chudy żeś pan jest do tej roboty." :lol:
+ Pomysł z klamerką
+ Język bohaterów
+ Nazwisko "Słonina" i "Salceson" jako pracownicy rzeźni :-P
+ "Redaktorka: Szanowni Państwo, jeżeli dopiero włączyli państwo odbiorniki, to z góry uprzedzam, że program, który państwo właśnie oglądają, jest nudny jak flaki z olejem. A to dlatego, że moim gościem, jest ten sam polityk, co zawsze, z tej samej partii, co zawsze. :lol: :lol: :lol:
- Trochi nudno

___________________________________
SCENA VII
+ Żony zostające w domu
+Język bohaterów
- Wiem, że różnie się zachowywali bohaterowie wobec Boczka na przestrzeni sezonów, ale tu jakoś tak to zbyt łagodne jest i nie widzę motywu


___________________________________
SCENA VIII/IX
+ "Ferdek: No normalnie, kurde, trzeba je wysłać na jakieś zakupy czy coś i niech se, kurde, do wieczora nie wracają.
Marian: Odpada.
Ferdek: A dlaczego?
Marian: Ponieważ nie chcę, aby w czasie, gdy my będziemy się świetnie bawić, moja żona ogołociła mnie z majątku."


+ Ferdek: Kurde, panie Paździoch, ja żem wiedział, że pan jesteś menda i świnia, ale żeby na czarną godzinę we kieszeni usypiacza trzymać, to… Ooo, panie Paździoch, to ja już wiem, dlaczego po pana nocnej wizycie tydzień temu żem spał do szesnastej!
Marian: Na kimś musiałem wypróbować ten patent, a pan to dosyć twarda sztuka. Więc jak pana uśpiło, to uśpi słonia!


+ Świetny zwrot akcji z Boczkiem wypijającym wodę !
+ Język bohaterów
- Trochę nudy, mogłyby być zabawniejsze to pomysły sąsiadów

___________________________________
SCENA X
Neutralna, brak zabawnych tekstów, ale krótka
___________________________________
SCENA XI
+ "Ferdek: Panie, pan się chyba tych środków nawdychałeś. Chcesz pan dźwigać 200 kilo żywej wagi po schodach na górę?"

+ "Ferdek: Ponieważ w tej wersalce znajduje się źwierzę.
Marian: Jakie znowu zwierzę?
Ferdek: Małpka."

+ Język bohaterów
___________________________________
SCENA XII-XIV
+ Halina i Boczek na łóżku
+ "Ferdek: Panie Paździoch, na szczęście nasze najlepsze lekarstwo nie jest na receptę, kosztuje mało i łatwo się nalewa do kieliszka."
+ Język bohaterów
+ Tłumaczenie Boczkowi co robi w łóżku Kiepskich
+ "To co panie Paździoch, usypiamy ?"
+ Zakończnie
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
WKCM
Waldek
Waldek
Posty: 392
Rejestracja: 2018-06-01, 17:38

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: WKCM » 2018-08-30, 17:07

Najlepszy Twój scenariusz! Wszystko genialne od początku do końca. Język bohaterów - bardzo dobry, na wysokim poziomie. Najważniejszy plus - z prostego pomysłu wykrzesałeś tak dużo. Ładne połączenie przepracowanego Boczka z chętnych do wagarów Paździochem. Jedno pytanie do ciebie: w jakim sezonie osadziłeś sobie ten scenariusz? Bo ja wyczuwam sezon 6. Świetne zakończenie oraz sąsiedzkie przeszkody do wypadu na wagary. Najlepsze teksty:

Ferdek: A dzień dobry, panie Boczek. Widzę, że pan już wstałeś.
Boczek: Jak nie, jak tak? Panie, w życiu tak dobrze nie spałem! Tylko trochę mnie plecy bolą.
Ferdek: A to pewnie, dlatego że… (Ferdek w porę gryzie się w język) Żeś pan się krzywo położył.

Halina: Tak, a jak ostatnio z nim i z Paździochem wódkę przy tym stole piłeś, to co to było?
Ferdek: Jakiej wódki, Halinka, przecie ja alkoholu nie piję w ogóle!
Halina: O, to świetnie się składa!
Halina zabiera Ferdkowi piwo i wychodzi z nim z kuchni.

Co zawsze cenię w scenariuszach, to stosunek sąsiadów do Boczka (przewrażliwienie po nowych odcinkach). Tutaj zdecydowany plus. Ocena 10/10!
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2397
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2018-08-30, 17:13

Jedno pytanie do ciebie: w jakim sezonie osadziłeś sobie ten scenariusz? Bo ja wyczuwam sezon 6.
Właśnie chciałem, aby scenariusz był podobny sezonów 6-7, myślałem, że mi się to średnio udało, ale jednak chyba nie. :P
Dzięki za ocenę! :)
Obrazek
20 LAT MINĘŁO...
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2397
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2018-12-07, 08:00

Scenariusz napisany za zgodą i na podstawie pomysłu Bździucha, któremu dziękuję i którego przepraszam, jeżeli scenariusz okaże się kiepski. :)

S03E03 - Klucz

Opis: Paździochowie wyjeżdżają i zostawiają Kiepskim klucze, aby opiekowali się ich mieszkaniem. Pewnego dnia Halina przypadkiem otwiera swoje mieszkanie kluczem z pęku należącego do Paździochów. Ferdek postanawia się dowiedzieć, po co sąsiadom klucz do ich mieszkania…

Scena I
Przedpokój. Ktoś puka, do drzwi podchodzi Halina.
Halina: Idę już, idę.
Halina otwiera drzwi, w progu stoi Helena.
Helena: Dzień dobry, pani Halinko.
Halina: Dzień dobry, pani Helenko. W czym mogę pani pomóc?
Helena: Czy mogłabym zająć pani chwilkę? Mam bardzo ważną sprawę.
Halina: Wie pani, zasadniczo to ja jeszcze muszę obiad ugotować, bo dzieci dzisiaj przychodzą, rozumie pani.
Helena: Rozumiem, ale wie pani, to jest…
Wyciąga zza pleców butelkę wódki.
Helena: ...Kwestia warta omówienia.
Do drzwi podbiega Ferdek.
Ferdek: Oczywiście, pani Paździochowo, że omówimy, oczywiście! Proszę, proszę!
Halina: Ferdek, ale ja nie mam czasu. Obiad muszę ugotować.
Ferdek: Halińcia, ty nic tym darmozjadom nie gotuj, niech się do roboty wezmą, kurde, bo żerować na własnej matce to każden jeden umie, tylko robić ni ma komu!
Helena: O właśnie, a propos żerowania… Marian, wyłaź z tego sracza, bo za dwie godziny mamy samolot!
Halina: Przepraszam, a jaki samolot?
Helena: Normalny. Pasażerski, ze skrzydłami. Zaraz państwu wszystko wyjaśnimy, tylko niech ta pierdoła wylezie z tego kibla. Marian, szybciej!
Ferdek: Proszę, niech pani wejdzie. Halińcia, przynieś może jakieś kieliszeczki, co?
Halina: Jełop!

Scena II
Kuchnia. Przy stole siedzą Ferdek, Halina, Marian i Helena. Ferdek wlewa wódkę do swojego kieliszka i chce nalać także Halinie.
Halina: Mi nie lej, Ferdek.
Ferdek: A dlaczego?
Halina: Bo ja nie lubię wódki.
Ferdek: No dobre. Panie Paździochu, podaj pan kieliszeczek, bo nie sięgnę.
Marian: Przykro mi, panie Ferdku, ale ja też nie skorzystam.
Ferdek: A to dlaczego?
Marian: Piłeś - nie leć!
Helena: A ja bardzo chętnie, panie Ferdku.
Ferdek ochoczo nalewa wódkę do kieliszka Heleny.
Ferdek: No, to za lepsze latanie!
Ferdek i Helena przechylają kieliszki i wypijają ich zawartość.
Ferdek: No to co, na drugią nóżkię?
Halina: Ferdek, może daj sobie już spokój, jeszcze trzynastej nie ma. W takim razie proszę, niech państwo mówią.
Marian: Sprawa jest prosta: ja i moja żona wybieramy się do Kołobrzegu. Helena bardzo chciała zobaczyć oceanarium.
Halina: Rozumiem, ale co my mamy z tym wspólnego?
Marian: A widzi pani ten klucz?
Marian wyciąga pęk kluczy, trzyma jeden z nich w palcach.
Halina: No widzę.
Marian: Więc ten oto klucz składam na pani ręce z nadzieją, że będzie pani za niego w pełni odpowiedzialna i za wszystkie dobra, które znajdować się będą w naszym mieszkaniu pod naszą nieobecność.
Helena: Marian, przestań już z tymi filozoficznymi pierdołami. Krótko, pani Halinko, chcemy, abyście się państwo zaopiekowali naszymi kwiatkami, nakarmili państwo kota, rozumie pani.
Ferdek: Kota? Jak to kota?
Marian: A czemu nie?
Ferdek: Przecie państwo nie mają kota.
Marian: A skąd pan wie? Kot to leniwe zwierzę, które niechętnie wychodzi z mieszkania.
Helena: To tak jak ty, Marian. To jak, pani Halinko, mogłaby pani zaglądać tam raz na jakiś czas?
Halina: No cóż… No chyba nie będzie problemu.
Helena: Cudownie, pani Halinko. No nic, na nas już czas. Zbieramy się, Marian.
Ferdek: No ale zara, chwileczkię, no przecie jeszcze na drugą nóżkię, pani Helenko!
Helena: A wypij pan to w cholerę, panie Ferdku! Ja mam drugą do samolotu.
Ferdek: No i gitara!
Ferdek nalewa sobie wódkę do kieliszka.
Marian: Tylko żebyś, Helena, nie przeszarżowała, bo będzie tak jak wtedy, kiedy lecieliśmy do Egiptu!
Helena: Ja tego w ogóle nie pamiętam.
Marian: Bo żeś się uchlała jak świnia, a w samolocie to takie fikołki żeś wyczyniała, że o mało przez okno nie wyskoczyłaś!
Helena: A mam ci przypomnieć nasz wyjazd do Tunezji? Jak żeś wydoił całą butlę na lotnisku i prawie pomyliłeś samoloty?
Halina: Ja przepraszam bardzo, ale może jednak przeniosą się państwo z kłótnią w inne miejsce?
Helena: Oczywiście! To do widzenia państwu!
Halina: Do widzenia!
Paździochowie wychodzą, Ferdek w tym czasie opróżnia zawartość kieliszka.
Ferdek: Halińcia, jak już stoisz, to podałabyś mnie kiełbaskię, bo żem zgłodniał.
Halina: Mógłbyś choć raz sam ruszyć dupę, co? A nie: przynieś, wynieś, pozamiataj!
Halina podchodzi do lodówki i otwiera ją, a Ferdek w tym czasie wypija z gwinta wódkę.
Halina: Ferdek, nie ma już kiełbasy.
Ferdek: A co jest?
Halina: Gówno!
Ferdek: Jak to gówno?
Halina: No normalnie, pusta lodówka. I ja się pytam, gdzie jest jej zawartość?
Ferdek: A skąd ja mam, Halińcia, kurde, wiedzieć, gdzie jedzenie jest, jak ja prawie w ogóle nic nie jem? Przecie widzisz, żem schudł.
Halina: Ta. Skóra i kości. Ty uważaj, żebyś od tej diety procentowej z głodu nie umarł.
Ferdek: Halińcia, ja, w przeciwieństwie do ciebie, to dbam o linię, wiesz?
Halina: A ty wiesz co?
Ferdek: Co?
Halina: (spokojnie) Pa-szoł won.

Scena III
Korytarz. Halina wychodzi z mieszkania w stroju pielęgniarki i zmierza do drzwi na klatkę. Na korytarz wchodzi Boczek.
Boczek: O, dzień dobry, pani Halineczko!
Halina: Dzień dobry, panie Boczek.
Boczek: Słyszała pani? Paździochy se wyjechały i ich dwa tygodnie nie będzie.
Halina: Tak, słyszałam, panie Boczek. Jeżeli pan pozwoli, to pójdę już, bo śpieszę się do pracy.
Boczek: Oczywiście pani Halinko. Do widzenia.
Halina wychodzi, Boczek zaś podchodzi do drzwi od WC i próbuje je otworzyć, ale są zamknięte.
Boczek: Kto tam jest, w mordę jeża?
Ferdek: (zza drzwi, szeptem) Poszła już?
Boczek: Kto poszedł, panie Ferdku?
Ferdek: Moja żona, panie, przecie nie zakonnica z wiadrami.
Boczek: A. Poszła.
Ferdek wychodzi z WC.
Boczek: A co pan, panie Ferdku, żony się pan boisz czy co?
Boczek śmieje się.
Ferdek: No i z czego pan rżysz, panie Boczek? Z ludzkiej tragedii się pan tak śmiejesz?
Boczek: Panie, jak to z tragedii?
Ferdek: Normalnie, panie Boczek. Kryzys małżeński mam, panie. I to na tyle poważny, panie, że… No, na trzeźwo to się nie da opowiedzieć.
Boczek: No to co? U mnie czy u pana?
Ferdek: Może u mnie, a potem u pana.
Boczek: No dobre, w mordę jeża!
Ferdek i Boczek wchodzą do mieszkania.

Scena IV
Kuchnia. Ferdek i Boczek siedzą przy kuchennym stole, Ferdek nalewa wódkę do kieliszków.
Boczek: Panie, a ogórków żadnych na zagrychę pan nie masz?
Ferdek: Jakbym miał, panie, to by mi żona nie zrobiła, kurde, awantury o pustą lodówkę, wie pan?
Boczek: No tak.
Ferdek: Pimpek pimpek, panie Boczek.
Ferdek i Boczek przechylają kieliszki.
Boczek: Panie Ferdku, włącz pan radio, bo zara wyniki trollototka będą.
Ferdek: Panie, nie mów pan, że pan w to gówno grasz.
Boczek: A czemu nie, panie Ferdku? Sześćdziesiąt milionów można wygrać.
Ferdek: Panie Boczek, puknij się pan w łeb. Kto normalny da panu sześćdziesiąt milionów za skreślenie cyferek, panie? Ja wiedziałem, żeś pan jest mało rozgarnięty, kurde, ale żeś pan jest głupi, to żem nie wiedział.
Boczek: Panie, nie gęgaj pan, włącz pan to radio.
Ferdek włącza radio, w nim leci jakaś hałaśliwa, współczesna piosenka, Ferdek wyłącza radio.
Boczek: Czemu żeś pan wyłączył, panie Ferdku? To fajne jest.
Ferdek: Gdzie fajne panie? Przecie to gówno jest! Tego to tylko debil może słuchać!
Boczek: Panie, nie obrażaj pan, dobre? Bo ja se tego lubię słuchać.
Ferdek: Ta, bo to jest idealna muzyka, panie, dla takich ludzi jak pan, wie pan? Kiedyś to było, panie, czego posłuchać. Był Eugeniusz Dodo, prawda, był Czesław Miłosz, była ta, co Erłowizję prawie wygrała, kurde, a teraz, panie Boczek, jest tylko dupa i kamieni kupa.
Boczek: Panie, pan się tylko mądralujesz, a się pan w ogóle nie znasz. Jak pan żeś jest taki mądry, to sam se pan zaśpiewaj.
Ferdek: Ta? To może pan zaśpiewaj, co?
Boczek: A żebyś pan wiedział!
Boczek wlewa szybko wódkę do kieliszka i wypija ją. Chrząka i zaczyna śpiewać falsetem “Jej portret”.
Ferdek: Łee, panie, to ja żem nie wiedział, że pan umiesz tak ładnie śpiewać.
Boczek: Pan jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz, panie Ferdku.
Przeskok sceny: widzimy Halinę w stroju pielęgniarki, idącą korytarzem. Zatrzymuje się przed drzwiami do mieszkania, wyciąga pęk kluczy i wkłada jeden z nich do drzwi, przekręca klucz. Drzwi otwierają się.
Halina: Zaraz…
Halina przygląda się kluczom. Przypomina sobie, że pęk kluczy należy do Paździochów. Wchodzi do mieszkania.
Powrót do kuchni.
Ferdek i Boczek: (śpiewają) My, Pierwsza Brygada, strzelecka gromada…
Wchodzi Halina.

Halina: Ferdek, muszę ci coś powie…
Ferdek i Boczek przestają śpiewać.
Halina: No proszę, proszę, widzę, że towarzystwo rozśpiewane. Ja nie wiedziałam, Ferdek, że ty po alkoholu objawiasz takie zdolności wokalne.
Boczek chichocze.
Ferdek: A pan z czego rżysz, panie Boczek? Wypierdzielaj pan stąd natychmiast, bo pan tu nie mieszkasz, tylko u siebie na górze, kurde.
Boczek: A bo co, panie?
Ferdek: Bo jajco, panie! Bo pan mnie wódą rozpijasz i to ja przez pana mam potem problemy małżeńskie, wie pan?
Boczek: A żebyś pan wiedział, że se pójdę! I moja noga więcej w tym domu nie powstanie!
Ferdek: I bardzo dobrze, i Arrivederci Roma, panie Boczek.
Boczek wstaje, zabiera wódkę i wychodzi.
Ferdek: No widzisz, Halińcia, jaka z tego Boczka jest świnia regularna, widzisz?
Halina: Milcz, jełopie, bo moja cierpliwość też się powoli kończy!
Ferdek: Halińcia, ty się nie uruchamiaj, dobre?
Halina: Ja już jestem uruchomiona!
Ferdek: Halinka, ale co ty się tak denerwujesz cały czas? To niezdrowo jest.
Halina: A dlatego!
Halina pokazuje pęk kluczy Ferdkowi.
Ferdek: No co, no? Klucze no? Paździoch menda jedna je tu zostawił.
Halina: Oj żebyś wiedział, że menda! Poznajesz ten klucz?
Halina wskazuje Ferdkowi jeden z kluczy.
Ferdek: Nie poznaję. Od czego to?
Halina: Od naszego mieszkania!
Ferdek: Ano pewnie, że od naszego, pewnie że tak! Kurde, bez okularów żem nie poznał.
Halina: Ta, po prostu po pijaku gówno widzisz, wiesz?
Ferdek: No dobre, Halińcia, ale… Po co ty żeś przyczepiła klucza naszego od mieszkania do tego paździochowego gówna, co?
Halina: Ferdek, ty nie udawaj głupszego niż jesteś. Paździochowie normalnie mają nasz klucz od mieszkania!
Ferdek: A po co im go dałaś?
Halina: Nie denerwuj mnie, dobrze? Nie wiem, skąd go mają! Ale mają!
Ferdek: Znaczy się, że one, te Paździochy, mają normalnie własnego klucza do nas do domu i se mogą go otwierać tak o?
Halina: Brawo, Ferdek!
Ferdek: A po co im nasz klucz?
Halina: Nie wiem, wróżką nie jestem! Ale jedno jest pewne: ja tak tego nie zostawię.
Ferdek: I ja też nie zostawię, Halinka, bo to, kurde, pod paragrafa podchodzi, nie?
Halina: No właśnie, właśnie.
Ferdek: No, to co na obiad?
Halina: Gówno.
Ferdek: Aha. No to może ja przejdę do salonu w takim razie.
Ferdek wstaje i wychodzi z kuchni, lekko się zataczając.

Scena V
Salon. Ferdek siedzi na fotelu, czyta gazetę. Przerywa mu pukanie do drzwi.
Ferdek: Otwarte!
Do pokoju wchodzi Boczek.
Boczek: Panie Ferdku, afera jest!
Ferdek: Czego?
Boczek: Paździochy se wróciły, w mordę jeża.
Ferdek: Jak to? Już wróciły, przecie tydzień minął dopiero, dwa tygodnie ich miało nie być.
Boczek: No ale już są, widziałem se na dole pana Mariana, jak walizki wnosił, i panią Helenkę, jak se przeklinała na niego.
Ferdek: Dobrze no, dziękuję panu za informację, a teraz idź już pan.
Boczek: Hola, hola, panie Ferdku! Nie tak prędko!
Ferdek: A bo co?
Boczek: Za informację należy się nagroda.
Ferdek: Jeszcze czego, panie! Ja panu nie będę płacić za coś, co ja se mogę przez okno zobaczyć.
Boczek: Panie, a kto tu mówi o pieniądzach?
Ferdek: A, o czym?
Boczek: Kiełbasy pan chociaż dej. Ja żem widział, że pan tam trzymasz w lodówce, podwawelską.
Ferdek: Proszę pana, ja nawet jakbym chciał, to bym nie dał, bo mam wyliczone. Idź pan i niezawracaj pan ludziom pracującym dupy.
Boczek wychodzi obrażony z mieszkania.
Ferdek: Halina!
Wchodzi Halina.
Halina: Czego się drzesz?
Ferdek: Chodź, idziemy się awanturować z Paździochami!
Halina: Zwariowałeś, Ferdek? Przecież to trzeba kulturalnie załatwić.
Ferdek: Kurturarnie, kurturarnie… Kopa w dupę dziadowi trzeba zasadzić i tej jego żonie i tyle w temacie. Klucz zabrać i po sprawie.
Halina: Wręcz przeciwnie, Ferdek. Oddamy im ten klucz.
Ferdek: A na cholerę?
Halina: Musimy ustalić, do czego jest im potrzebny!
Ferdek: Jak do czego, Halinka? Okraść nas chcą, złodzieje jedne. Mają forsy jak lodu, kurde, i jeszcze się chcą dochapać, mendy jedne.
Halina: Ferdek, nie dramatyzuj! Zrób o co cię prosiłam i nie marudź, dobrze?
Ferdek: No dobre, jak se chcesz, Halina, jak se chcesz.
Ferdek wstaje z fotela, ubiera kapcie i wychodzi.

Scena VI
Korytarz. Ferdek wychodzi z mieszkania, zmierza w stronę mieszkania Paździochów.
Ferdek: Kurturarnie, kurde… Zara dziada w dupę kopnę, to mu się odechce, kurde, dorabiania kluczy…
Ferdek puka do drzwi. Otwiera mu Marian.
Marian: A, dzień dobry, panie Ferdku. Rozumiem, że przyniosłeś pan kluczyki?
Ferdek: Panie Paździoch, ja…
Marian: Chwileczkę. Może ja w takim razie… (wyciąga zza pleców wódkę) Zaproszę pana do siebie.
Ferdek: Wie pan, to bardzo miłe z pana strony, panie Marianie, ale widzi pan…
Marian: No chyba mi pan nie powie, że panu wódka przestała smakować.
Ferdek: Boże broń, panie Marianie! Nigdy w życiu! Tylko po prostu ja…
Marian: No słucham.
Ferdek: …Ja się pana pytam, panie Paździoch, jakim prawem pan se klucza do mojego mieszkania trzymasz u siebie!
Marian: A skąd pan to wie, karwasz twarz?
Ferdek: Skąd wiem, panie? Bo żeś go pan przypiął, panie i pan nie odczepił, wie pan?
Ferdek wymachuje Marianowi przed nosem pękiem kluczy. Marian chwyta go.
Marian: Chwileczkę, panie Ferdku, uspokój się pan!
Ferdek: Pan mnie nie uspokajaj, panie Paździoch, bo pan żeś normalny bandyta jest! I ja w tym momencie, a nawet szybciej, dzwonię, kurde, na kolegium!
Marian: Panie, opamiętaj się pan!
Ferdek: Co opamiętaj, panie? Jakie opamiętaj? Pan bezprawnie przywłaszczyłeś sobie klucz do mieszkania sąsiada swego, a to jest karane prokuratoryjnie, panie!
Marian: Sprawę umorzą za niską szkodliwość społeczną. Przecież nie zamkną mnie tylko za to, że wykradłem panu trochę jedzenia z lodówki…
Ferdek: Słucham?
Marian: Yyy, no… Do widzenia!
Ferdek: Zara…
Marian wchodzi szybkim krokiem do mieszkania i zamyka za sobą drzwi.

Scena VII
Sypialnia nocą. Ferdek i Halina leżą w łóżku.
Halina: Czyli mam rozumieć, że oni nasz klucz używali po to, aby wykradać nam nasze jedzenie?
Ferdek: Nie wiem dokładnie, czy po to, bo mi zamkli drzwi przed nosem, ale generalnie rzecz biorąc to tak.
Halina: A co oni, żarcia w domu nie mają?
Ferdek: Pewnie mają, ale im mało, bo oni tylko więcej i więcej. Ty widziałaś, jaki ten Paździoch się gruby zrobił? Przecie on się zara do kibla nie zmieści.
Halina: Akurat o to to bym się nie zamartwiała. Bardziej mnie martwi twoje obżarstwo.
Ferdek: Halinka, ty mi nie wypominaj, bo ty mi żeś wypominała, że to ja całą lodówkię wyżarłem, a to Paździochy.
Halina: No i co z tego? Co ty myślisz, że ja oczu nie mam? Przecież ja widzę, ile ty żresz.
Ferdek: A co ty tam Halińcia wiesz? Gówno se wiesz? Już ci mówiłem, kurde, że ja na diecie jestem, mięsa tłustego nie jem.
Halina: Dobra, dobra, jak szybko się ta cała dieta zaczęła, tak się skończy i znowu się zacznie: śniadanie, piwsko, obiad, piwsko, kolacja, piwsko, wóda o trzeciej w nocy i tak w tę i nazad i w koło Macieju i tak dzień w dzień.
Ferdek: Halińcia, po pierwsze ja alkoholu prawie w ogóle nie piję, a po drugie piwo to akurat nie jest alkohol. I w ogóle odeszłaś jak zwykle od tematu, a ja mam ci bardzo ważną rzecz do zakomunikowania.
Halina: No ciekawa jestem, jaką.
Ferdek: Ano w sprawie tych Paździochów. Oni mówili, że kota mają, prawda?
Halina: No mają. Kuweta jest, wszystko jest, karmę mu własnoręcznie wsypałam, ty zresztą też.
Ferdek: A właśnie. A tego kota to ty w ogóle na oczy widziałaś?
Halina: No nie.
Ferdek: Ano właśnie. To ja się pytam, a nawet się zastanawiam, czy ten kot w ogóle istnieje.
Halina: Ferdek, no jak nie istnieje, jak codziennie miska pusta była. A kto karmę zjadał? Duch Święty?
Ferdek: Nie no dobre, ale gdzie jest kot?
Halina: Ferdek, ale do czego ty zmierzasz tym swoim wywodem? Co ma kot wspólnego z tym, o czym rozmawialiśmy wcześniej?
Ferdek: No ma. Bo słuchaj, Halinka. Jeżeli ten kot zasadniczo istnieje, to gdzie on jest? A jeżeli nie istnieje, to po co Paździochy tego kota wymyśliły?
Halina: No nie wiem, może i coś jest w tym twoim pokretnym rozumowaniu…
Ferdek: No na pewno jest.
Halina: Ale w takim razie z drugiej strony kto zjada karmę?
Ferdek: Nie wiem. Ale wiem, jak to sprawdzić.
Halina: Jak?
Ferdek: W każdą środę, o 6:30 rano Marian Paździoch jest na bazarze, a Helena Paździoch o 8:00 rano wychodzi na kurs tańca latinos fokstritos amerikaninos duponitos. Wtedy się, rozumiesz, wejdzie do mieszkania i mamy całe trzy godziny, żeby się wszystkiego dowiedzieć.
Halina: Hola, hola, Ferdek, powoli, powoli. Po pierwsze, mnie w to nie mieszaj. To ty zacząłeś z tym kotem, ty sobie sprawdzaj. A po drugie jak chcesz wejść do mieszkania?
Ferdek: Halinka, nie tylko Paździoch w całej kamienicy jest szczwany jak lis, wiesz?
Ferdek otwiera szafkę nocną, wyciąga klucz.
Halina: Jezus Maria, skąd masz… Klucz do ich mieszkania?
Ferdek: Był w tym całym jego pęku kluczy.
Halina: I co, myślisz, że nie zauważy, że go nie ma?
Ferdek: Miał takie ze cztery, to nawet nie zauważy.
Halina: Ferdek, muszę ci powiedzieć, że czasami mnie zaskakujesz, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie.
Ferdek: No i gitara!
Ferdek się śmieje.

Scena VIII
Przedpokój. Ferdek obserwuje korytarz przez “judasza”, widzimy, jak Marian opuszcza mieszkanie, podskakując. Wracamy do przedpokoju, kamera robi zbliżenie na zegarek wskazujący najpierw godzinę 6:30, a potem 8:00. Wówczas z mieszkania wychodzi Helena w stroju do tańca i opuszcza korytarz. Ferdek wychodzi z mieszkania na korytarz i idzie prosto do mieszkania Paździochów. Z WC wychodzi Bocek.
Boczek: Panie Ferdku, a co pan tam majstrujesz, w mordę jeża?
Ferdek: A nie interesuj się pan, dobre?
Boczek: Panie, może trochę grzeczniej.
Ferdek: Bo co?
Boczek: Bo ja panu przypominam, że ja tu jestem i se wszystko panu Marianowi powiem.
Ferdek: Ta? Ciekawe, co pan mu powiesz?
Boczek: Że pan se normalnie włama robisz pod jego nieobecność!
Ferdek: Jakiego włama, panie, co pan pierdzielisz? Ja se tam idę normalnie kwiatki podlać, kota kurde nakarmić.
Boczek: Gówno, panie, pan idziesz piniondze kraść! Pan żeś jest złodziej normalny, nieuczciwa świnia żeś pan jest!
Ferdek: Dobre… Czego pan chcesz, żebyś pan się zamknął?
Boczek: Panie, mogę iść z panem?
Ferdek: He, a po co?
Boczek: No, wiesz pan, ktoś pana musi przypilnować… I ja pójdę za panem jako prawy i sprawiedliwy obywatel.
Ferdek: Wiesz pan co, panie Boczek? Pan żeś jest świnia bez kawałka kręgosłupa, panie. Właź pan.
Boczek wchodzi do mieszkania, Ferdek tuż za nim.

Scena IX
Mieszkanie Paździochów. Ferdek siedzi na wersalce.
Ferdek: Panie Boczek, wyłaź pan z tej kuchni!
Boczek: (z oddali) Dlaczego, w mordę jeża?
Ferdek: Bo my tu nie przyszli kraść!
Boczek: (z oddali) Ta, a ciekawe po co, panie? Bo chyba nie pozwiedzać!
Ferdek: Chodź pan tutaj, złodzieju jeden, włamywaczu jeden ty! Tu na dupie pan siedź, ja tu muszę pana pilnować, kurde.
Wchodzi Boczek z parówką w ręku.
Boczek: Panie, tam nic nie mają normalnie w tej lodówce, kuźwa. O, nędzną parówkię tylko!
Ferdek: I musiałeś żeś pan ją od razu w łapy chwycić?
Boczek: Panie, nie w łapy, bo ja nie jestem psem, ani kotem żadnym!
Ferdek: O właśnie, panie Boczek.
Boczek: Co o właśnie?
Ferdek: Słyszysz pan?
Boczek: Co słyszę? Nic nie słyszę! Słyszę jak mi w brzuchu burczy!
Ferdek: Gówno tam brzuch, panie. Kota pan słyszysz?
Boczek: Jakiego kota?
Ferdek: Srakiego, wie pan? Normalnego, polskiego kota udomowionego.
Boczek: A jaki ma kolor?
Ferdek: Co?
Boczek: No ten kot! Sierść jaką ma?
Ferdek: Kurde, panie Boczek, przestań pan pierdzielić głupoty cały czas!
Boczek: To pan żeś zaczął z tym kotem, a nie ja! A tu żadnego kota nie słychać.
Ferdek: No właśnie!
Boczek: Co no właśnie, bo ja już se głupi jestem!
Ferdek: Pan żeś jest głupi od urodzenia, wie pan? O to mnie się rozchodzi, że Paździochy mają kota, o widzisz pan? Tam pod oknem kuweta stoi.
Boczek: No widzem.
Ferdek: A słyszysz go pan?
Boczek: No, nie słyszem, w mordę jeża.
Ferdek: No właśnie, proszę pana. To ja się pytam w takim razie, czy ten kot jest głuchoniemy czy co?
Boczek: Panie, a na cholerę panu ten kot? Jak se pan chcesz kota kupić, to mój znajomy we rzeźni ma do sprzedania kota, tylko że już trochę stary, ale widzi jeszcze… Na jedno oko!
Słychać zgrzyt zamka.
Ferdek: O kurde! Paździoch!
Boczek: To ja wychodzę!
Ferdek: Co pan, debil jesteś? Przecie Paździoch tam jest.
Boczek: To przez okno!
Ferdek: Panie, pan żeś jest chory na głowę! Z trzeciego piętra chcesz pan skakać? Schowaj się pan!
Boczek: Gdzie?
Ferdek: Nie wiem, gdzie!
Ferdek chowa się w szafie.
Ferdek: No chowajże się pan!
Boczek chowa się za wersalką. Wchodzi Marian.
Marian: O Jezu! Coraz gorzej ze mną, karwasz twarz.
Marian siada na wersalce.
Marian: Tak długo drzwi to ja jeszcze nie odkluczałem.
Marian rozgląda się po mieszkaniu. Po chwili wstaje, podchodzi do okna i wraca do wersalki z miską w dłoni. Zaczyna wyjadać z niej karmę oraz resztki jedzenia.
Marian: Delicje!

Scena X
Sypialnia. Ferdek leży na łóżku, Halina zakłada papiloty przed lustrem.
Ferdek: Mówię ci, Halińcia, że temu Paździochowi na starość odpierdzieliło.
Halina: No ale co ty tam w końcu zobaczyłeś, bo sama jestem ciekawa.
Ferdek: Jak to co, Halinka? No miałem rację normalnie!
Halina: To znaczy?
Ferdek: Paździoch, rozumiesz mnie, normalnie, kurde, karmę dla kota wpierdziela!
Halina: Jak to, karmę?
Ferdek: Normalnie! Ja jestem coraz bardziej przekonany, że ten kot, proszę ja ciebie, to jest gówno prawda, wiesz?
Halina: Wiesz co, no ja niby wiem… Ale nie rozumiem!
Ferdek: Ale to jest bardzo proste, Halińcia! Paździoch wymyślił sobie kota, żeby jeść karmę dla kotów!
Halina: Oj, no nie wiem, czy to jest na pewno takie jasne i klarowne, wiesz?
Ferdek: A czemu?
Halina: Po pierwsze, na cholerę Paździoch żre kocią karmę?
Ferdek: No nie wiem, po co, może mu odbiło na starość!
Halina: Po drugie, skoro kota nie ma, to kto zjadał karmę, gdy Paździocha nie było? A skoro kot jest, to gdzie on jest?
Ferdek: Eee, no… Halinka, wiesz co ci powiem? Ty to nawet najprostszą rzecz pod słońcem umisz skomplikować, wiesz?
Halina: Nie ma za co! Dobranoc!
Halina zrzuca szlafrok i kładzie się obok Ferdka.
Halina: A, no i po trzecie, i najważniejsze, po co Paździochowi klucz od naszego mieszkania?
Ferdek: Może żeby nas okraść?
Halina: Oj tak, Ferdek, masz rację. Na naszych meblach na pewno by się obłowił… W Muzeum Historii Naturalnej! Dobranoc!
Ferdek: Dobranoc.
Ferdek gasi lampkę nocną.

Scena XI
Korytarz. Ferdek wychodzi z mieszkania, z WC wychodzi Marian.
Marian: O, dzień dobry, panie Ferdku.
Ferdek: Bardzo dobrze, że pana widzę, panie Paździoch! Musimy porozmawiać!
Marian: O czym?
Ferdek: O wszystkim, panie. O kluczu, panie, o kocie, panie, o wpierdzielaniu na surowo kociej karmy przez pana zresztą…
Marian: Skąd pan o tym wie?
Ferdek: Mam swoje źródła, wie pan?
Marian: Mów pan natychmiast!
Ferdek: No cóż, proszę pana… Ja nie chcę rzucać nazwiskami na prawo i lewo, ale prawda jest taka… Że Boczek wszystko mi powiedział.
Marian: Niech no ja dorwę w swoje ręce tego otyłego osobnika, to mu nogi z dupy powyrywam!
Ferdek: Panie, szkoda czasu na grubasa, lepiej przeznaczyć ten czas na opowiedzenie mi prawdy, całej prawdy i tylko prawdy.
Marian: Musisz pan to wiedzieć?
Ferdek: Muszę, proszę pana, bo ta sprawa spędza mi sen z powiek, kurde, i w ogóle jestem w tę całą historię zamieszany z powodu tego klucza. Mów pan, tu i teraz!
Marian: Nie tutaj! To jest zbyt poufna i wstydliwa historia, abym ją opowiedział panu na forum.
Ferdek: A gdzie?
Marian: Chodź pan!
Ferdek i Marian opuszczają korytarz.

Scena XII
Piwnica. Ferdek i Marian siedzą na taboretach.
Marian: Powiem krótko, panie Ferdku: ja nie chcę, ale muszę!
Ferdek: Nie rozumię, co pan musisz?
Marian: Muszę jeść, żeby przeżyć!
Ferdek: Panie, mówże pan po ludzku, kurde, bo ja też se muszę jeść, aby przeżyć, ale panie, dlaczego pan wyjadasz kotu jedzenie z miski?
Marian: Bo widzi pan, miesiąc temu pokłóciłem się z moją żoną, Heleną, śmiertelnie. Obraziła się i… Przestała mi gotować!
Ferdek: No i co dalej?
Marian: Po kilku dniach głodowania byłem już strasznie wychudzony, więc zdesperowany podczas jednej z moich nocnych wizyt u pana odcisnąłem sobie klucz od pańskiego mieszkania.
Ferdek: Właśnie po to, żebyś pan se mógł ukraść moje jedzenie!
Marian: Pożyczyć. No a kiedy się okazało, że u pana lodówka prawie zawsze jest pusta, postanowiłem przeszukać zapasy Arnolda Boczka.
Ferdek: No i bardzo dobrze, panie, i ja też bym tak zrobił, i to na samym początku bym to zrobił!
Marian: No, ale gówno tam znalazłem! Jedyne, co tam się jeszcze nadawało do spożycia, to była kocia karma. Spróbowałem…
Ferdek: I co?
Marian: Okazało się, że jest całkiem smaczna. Nawet smaczniejsza niż jedzenie, które przygotowuje Helena.
Ferdek: He, kurde, he he… A pana żona nie skapła się, że pan jesz kotu z miski?
Marian: Niezupełnie.
Ferdek: Jak to? Nie zauważyła, żeś pan przytył?
Marian: Zauważyła, ale nie domyśla się, skąd biorę pokarm. I w sumie to nawet lepiej.
Ferdek: Dlaczego?
Marian: Bo teraz myśli, że… (z trudem powstrzymuje śmiech) Mam kochankę!
Ferdek i Marian śmieją się.

Scena XIII
Salon. Ferdek i Halina siedzą na fotelach, jedzą kanapki.
Halina: Ja to tak nie za bardzo rozumiem, Ferdek.
Ferdek: A czego ty jeszcze nie rozumiesz, Halińcia? Przecie to proste jest.
Halina: No a ten kot? Istnieje, nie istnieje?
Ferdek: A, no bo to było tak: Paździoch powiedział Paździochowej, że dostał po ciotce kota, który jest strasznie płochliwy i nie pokazuje się obcym.
Halina: A tymczasem sam podjadał jedzenie kotu z miski! Moim zdaniem to ten Paździoch niepotrzebnie kombinuje.
Ferdek: Jak to?
Halina: No pomyśl, Ferdek, czy nie łatwiej byłoby przyjść, poprosić o skibkę chleba albo coś, a nie wymyślać wyimaginowanego kota, a potem zjadać karmę jak zwierzę!
Ferdek: Halinka, a kto powiedział, że ten kot nie jest prawdziwy?
Halina: Ferdek, teraz to już cię w ogóle nie rozumiem.
Ferdek rzuca na podłogę resztki kanapki.
Ferdek: Puszek, chodź na kanapkię!
Halina: No i co? Jakoś nie chce przyjść!
Ferdek: Spokojnie, Halina. Przyjdzie, jak będzie pusto, i zeźre!
KONIEC

WYSTĄPILI:
Ferdek - Andrzej Grabowski
Halina - Marzena Kipiel-Sztuka
Paździoch - Ryszard Kotys
Paździochowa - Renata Pałys
Boczek - Dariusz Gnatowski
Obrazek
20 LAT MINĘŁO...
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2139
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Bździuch » 2018-12-07, 08:43

przepraszam Bździuch jak będzie Kiepski.
Jest strasznie Kiepski. Czuć w nim 100% Kiepskich :-P

Jeden z lepszych scenariuszy na tym forum i to o dziwo napisany w. "nowym" okresie, strzelam że w 27 sezonie.
Fabuła cholernie wciągająca, aż nie wiem kiedy mi te 13 scen zleciało, zwłaszcza że chciałem tylko na chwilę zobaczyć, nie miałem czasu czytać :-P. Dużo humoru i intryg, świetnie odwzorowany język postaci.


+ Popijawa Paździochów i Kiepskich - Świetnie napisana
+ Charakter Ferdka i Boczka
+ Akcja wokół głównych postaci
+ Wszystkie rozmowy Ferdka z Boczkiem
+ Wciągająca i tajemnicza fabuła
+ Pomyłka Haliny
+ Świetna scena w mieszkaniu Paździochów
+ Nazwa tego kursu tańca
+ "-Słyszysz Pan tego kota? -No nie - To co ten kot, jest głuchoniemy?" - Pisane z pamięci, bo nie mam jak kopiować na telefonie. Jebł*m :-P
+ Paździoch jeżdżący po kryjomu karmę dla kotów :-P
+ Karma lepsza od tego co gotuje Halina

N Zakończenie

- Ferdek zbyt ustępliwy wobec Paździocha-domniemqnego złodzieja (Scena po tym jak wracają Paździochowie)


10-/10 - a niech tam będzie :mrgreen:


Edit: no dobra pojechałem z tym 10/10, bo trochę za mało humoru słownego, ale już niech będzie, bo faktycznie jeden z lepszych Twoich scenariuszy, nie mniej powinno być 9,5 :-P
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 8433
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2018-12-07, 12:27

Bardzo dobry scenariusz. Na początku spodziewałem się powtórki z Biednego Kraju Bogatych Ludzi. To był dobry odcinek, ale powtórka to zawsze powtórka- lepiej unikać. Wtem scenariusz skręcił w niespodziewaną stronę. Na początku myślałem, że zdanie o kocie jest rzucone tylko jako zapychacz albo dla budowania klimatu, po prostu ''bo tak''. Z czasem jednak kot stawał się coraz ważniejszy. Ciekawy pomysł. Generalnie każda scena na plus- wizyta Paździochów, rozmowy z Boczkiem, picie... Wszystko wyważone i nieprzesadzone. Zakończenie może nie było zabawne, ale ciekawe, że Ferdek mimo bycia okradanym okazał serce dla Mariana.

10/10
Obrazek
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1199
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Mungo Jerry » 2018-12-07, 14:54

Dość dobry scenariusz, bardzo dobry, wygląda na przemyślany. W zasadzie na plus można wskazać wszystko bo minusów tutaj większych nie było. Dość ciekawy zwrot akcji z Paździochem żrącym karmę dla kota, aby przeżyć i dość ciekawe zakończenie. Fakt miejscami myślałem, że będzie powtórka z Biednego Kraju, ale poszło w inną stronę i ogólnie wyszło to całkiem wciągająco.
Niestety musze przyczepić się tradycyjnie do trzymanie się pewnej linii czasowej - za cholerę nie poczułem żadnego sezonu. Więc jestem ciekawy w jakim sezonie był on docelowo usadzony. Niby Ferdek coś mówi, że schudł - ale potem mamy skaczącego Paździocha - więc dla mnie z automatu to nie jest już 27 sezon. Ale to tylko tak na marginesie.

A na minus scena picia z Boczkiem - nie była słaba, ale według mnie najsłabsza. Za to ta najlepsza to ta u Paździocha.

9/10
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 8433
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2018-12-07, 15:00

Mungo Jerry pisze:
2018-12-07, 14:54
Niestety musze przyczepić się tradycyjnie do trzymanie się pewnej linii czasowej - za cholerę nie poczułem żadnego sezonu.
Na bank po 13
Obrazek
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1199
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Mungo Jerry » 2018-12-07, 15:04

Pabfer pisze:
2018-12-07, 15:00
Mungo Jerry pisze:
2018-12-07, 14:54
Niestety musze przyczepić się tradycyjnie do trzymanie się pewnej linii czasowej - za cholerę nie poczułem żadnego sezonu.
Na bank po 13
No niby tak bo Pupcińscy byli wspomnieni, ale jakoś tak w żadnym nie mogłem go umieścić. Gdyby nie byli wspomnieni to bym poszedł w ciemno w 6,7. Oczywiście to nie są żadne zarzuty bo fanfici nie muszą być w żadnym konkretnym sezonie więc to tak tylko z ciekawośći się pytam.
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 8433
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2018-12-07, 15:45

Ja tu czuję klimat sezonów 5-7, czyli mój ulubiony ex aequo z 1-4 i mnie reszta nie obchodzi. Może być pomieszane z poplątanym i spoko.
Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2397
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2018-12-07, 16:45

Mungo Jerry pisze:
2018-12-07, 15:04
Pabfer pisze:
2018-12-07, 15:00
Mungo Jerry pisze:
2018-12-07, 14:54
Niestety musze przyczepić się tradycyjnie do trzymanie się pewnej linii czasowej - za cholerę nie poczułem żadnego sezonu.
Na bank po 13
No niby tak bo Pupcińscy byli wspomnieni, ale jakoś tak w żadnym nie mogłem go umieścić. Gdyby nie byli wspomnieni to bym poszedł w ciemno w 6,7. Oczywiście to nie są żadne zarzuty bo fanfici nie muszą być w żadnym konkretnym sezonie więc to tak tylko z ciekawośći się pytam.
W zamierzeniu sezon 27 - właśnie stąd odchudzony Ferdek, wspomnienie Pupcińskich, generalnie to miał być taki "Pies ogrodnika", bo akcja dzieje się tylko w kamienicy. Faktycznie trochę poplątałem i wyszedł misz-masz paru sezonów, ale trudno. :P
Dziękuję pięknie za oceny! :)
Obrazek
20 LAT MINĘŁO...
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 8433
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2018-12-07, 17:30

Jakie trudno? Bardzo dobrze! :P
Obrazek
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2139
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Bździuch » 2018-12-07, 18:07

A ja się nie zgodzę, nawet z autorem :-P

Ja od razu wyłapałem 27-my, o czym napisałem. Ferdek mówiący że schudł, relacje Ferdka z Boczkiem, scena z Haliną i Ferdkiem jedzącymi coś tam na fotelach, wspomnienie Pupcińskich itd.

Nie wiem o co wam chodzi, jak dla mnie od razu to czuć czytając.

Może się wam pomyliło przez to że był dobry :lol:
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 8433
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2018-12-07, 18:15

Bździuch pisze:
2018-12-07, 18:07
Może się wam pomyliło przez to że był dobry :lol:
Właśnie o to się wszystko rozbija. Porządny odcinek z 27 sezonu zasługuje co najwyżej na 2/10. Chyba obniżę ocenę za tę niekonsekwencję :-P
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction”