Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Twórczość literacka związana ze "Światem według Kiepskich".
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2570
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2018-12-07, 20:54

Bździuch pisze:
2018-12-07, 18:07
A ja się nie zgodzę, nawet z autorem :-P

Ja od razu wyłapałem 27-my, o czym napisałem. Ferdek mówiący że schudł, relacje Ferdka z Boczkiem, scena z Haliną i Ferdkiem jedzącymi coś tam na fotelach, wspomnienie Pupcińskich itd.

Nie wiem o co wam chodzi, jak dla mnie od razu to czuć czytając.

Może się wam pomyliło przez to że był dobry :lol:
No ja mówiłem, że 27. :lol: Cieszę się, żeś to, Bździuchu, zauważył, choć zgadzam się z Mungo Jerrym, że chociażby podskakiwanie Paździocha sugerowało inaczej. :P
Obrazek
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1390
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Mungo Jerry » 2018-12-07, 21:41

kacrudy pisze:
2018-12-07, 20:54
Bździuch pisze:
2018-12-07, 18:07
A ja się nie zgodzę, nawet z autorem :-P

Ja od razu wyłapałem 27-my, o czym napisałem. Ferdek mówiący że schudł, relacje Ferdka z Boczkiem, scena z Haliną i Ferdkiem jedzącymi coś tam na fotelach, wspomnienie Pupcińskich itd.

Nie wiem o co wam chodzi, jak dla mnie od razu to czuć czytając.

Może się wam pomyliło przez to że był dobry :lol:
No ja mówiłem, że 27. :lol: Cieszę się, żeś to, Bździuchu, zauważył, choć zgadzam się z Mungo Jerrym, że chociażby podskakiwanie Paździocha sugerowało inaczej. :P
Na samym początku było 27 czuć -mam wrażenie, że w scenie w kuchni, a w zasadzie na jej początku chciałeś odtworzyć ten język Paździocha z nowego sezonu - taki wydawał się oszczędniejszy, kwestie były krótsze i tak dalej. Ale nie ma sensu nad tym się rozwodzić jeśli praca w sobie jest bardzo dobra :-)
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
karol piękny
Kiepski Znawca
Kiepski Znawca
Posty: 1534
Rejestracja: 2014-10-18, 11:27

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: karol piękny » 2018-12-26, 13:08

S03E02 Wagary
Plusy:
- Boczek siedzący nieruchomo pod kiblem i cucenie go kiełbasą
- "zresztą gdzie on tam schudł, jak on nawet we śpiączce kiełbasę żre" :mrgreen:
- "on nie wie, jak ma na drugie imię, a ty się go o dzień tygodnia pytasz" :-D
- "jaki on tam mój przyjaciel, kurde? Tyle co dzień dobry, do widzenia, pocałuj mnie w dupę, i to jest wszystko, Halińcia"
- nocna wizyta Paździocha, opowieść o Andrzeju Piptaku
- Marian: "Chciałbym porozmawiać o naszym sąsiedzie z góry, o Arnoldzie Boczku", Ferdek: "Co ja mógłbym o nim powiedzieć, panie... Świnia, erosoman, złodziej... :lol:
- "panie, jak ja żem tam był, to papieru już nie było" :-D
- rozmowa telefoniczna Boczka w sprawie urlopu, nazwiska Słonina i Salceson
- scena w piwnicy, szczególnie propozycja Arnolda na uśpienie Haliny i Heleny :-)
- Boczek wypijający wodę z proszkiem nasennym
- "pan się chyba tych środków nawdychałeś. Chcesz pan dźwigać 200 kilo żywej wagi po schodach na górę?" :lol:
- Halina i Boczek leżący razem w łóżku :-P
- pijany Ferdek tłumaczący się Halince, "Paździochowa se, kurde, nic nie powie, bo ona se też zemdlała"
- rozmowa Ferdka z Boczkiem i Haliną w przedostatniej scenie
- zakończenie, choć mogło być trochę zabawniejsze

Neutral:
- obie rozmowy Ferdka z Paździochem na korytarzu

Wystawiam naciągane 9/10.
Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2570
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2019-03-20, 20:42

Niespodzianka! :)
A skrobnąłem scenariusz w stylu 28. sezonu z małą różnicą - nie ma Pupcińskich. Sprawdźcie, czy się udało. ;)

S03E04 - Szczęśliwa gwiazda

Opis: W kamienicy Ćwiartki ¾ na dobre zadomawia się syn Paździocha, Janusz. Pewnego dnia Ferdek znajduje złotą monetę należącą do Paragwajczyka. Postanawia ją zatrzymać. Moneta okazuje się być magnesem przyciągającym szczęście w postaci pieniędzy. Ferdek coraz częściej korzysta więc z pomocy pieniądza, jednak do czasu…

Scena I
Korytarz. Ferdek zmierza w stronę toalety, z WC wychodzi Janusz z papierem toaletowym w ręku.
Janusz: Dzień dobry, panie Ferdynandzie.
Ferdek: Bry.
Janusz: Jeżeli zamierza pan załatwić swoją potrzebę, to śmiało, może pan skorzystać z mojego papieru, o… Czterowarstwowy, sprowadzany z Japonii…
Ferdek: Dziękuję bardzo, ale ja na jedynkię idę.
Janusz: Aha, rozumiem, nie ma sprawy.
Ferdek wchodzi do toalety, pociąga nosem.
Ferdek: A co tu tak śmierdzi, panie?
Janusz: Odświeżacz powietrza też zamontowałem.
Ferdek: A on też z daleka sprowadzany?
Janusz: Jak najbardziej, aż z Arabii Saudyjskiej. O nie byle jakim zapachu ropy naftowej.
Ferdek: A da się to wyłączyć? Bo wie pan, panie Januszu, nie żeby mnie to przeszkadzało, tylko, wie pan… Ja mam alergię piermanientną na ropę naftową…
Janusz: A, rozumiem, nic nie szkodzi.
Janusz wyciąga spod płaszcza parę zapachów.
Janusz: Mam też zapachy zapasowe, proszę pana… O, zapach sera pleśniowego… Maści tygrysiej… Domu pogrzebowego…
Ferdek: To może ja jednak spróbuję się wypróżnić przy tej ropie naftowej, wie pan?
Janusz: Proszę uprzejmie. Wobec tego ja już sobie pójdę.
Ferdek: Do widzenia.
Janusz idzie w stronę mieszkania, Ferdek wchodzi do WC. Januszowi po drodze wypada z kieszeni złota moment. Po krótkiej chwili Ferdek wychodzi z WC, rozgląda się i wyrzuca zapach na podłogę. Zauważa pieniążek, podchodzi i podnosi go.
Ferdek: O kurde.
Ferdek gryzie monetę.
Ferdek: Mientkie.

Scena II
Kuchnia. Ferdek pokazuje Halinie monetę.
Ferdek: Widzisz, Halińcia? Takie cuś żem znalazł.
Halina: A czyje to?
Ferdek: Nie wiem, czyje. Tego Janusza całego pewnie, bo jak żem do kibla szedł, to tego nie było.
Halina: To idź i mu oddaj, jeżeli to jego.
Ferdek: Halinka, dajże spokój. Co ja mu będę dupę zawracał? To jest, proszę ja ciebie, człowiek biznesu, kurde, on kontrakty rozumiesz podpisuje w Arabii Saudyjskiej z Murzynami, nie będę mu dupy piniondzem zawracał, zresztą on nawet nie zauważy, że mu zginął, bo on takich ma pewnie więcej.
Halina: No nie byłabym tego taka pewna. Sam przecież mówiłeś, że on używa tylko kart płatniczych.
Ferdek: No może i używa, ale co mu szkodzi mieć przy dupie parę monet złotych na czarną godzinę, co?
Halina: Ale pewności nie masz.
Ferdek: No i co z tego?
Halina: I to z tego, mój drogi, że jak wyjdzie z tego jakaś afera, to ty będziesz odpowiadał za wszystko.
Ferdek: Halinka, ty wszędzie aferę widzisz, wiesz? A ja ci powiem, że ja tego pieniądza sobie schowam teraz, o! do portfela…
Ferdek wyciąga portfel, wkłada do niego monetę.
Ferdek: ...I jest na czarną godzinę.
Halina: Twoja czarna godzina to nadejdzie, jak się ten cały Janusz upomni o tę monetę.
Ferdek: A idźże, idźże, idźże…
Halina idzie… do salonu.
Ferdek: Tak to jest, jak się bidę klepie, kurde… Piniondzów się baba boi.

Scena III
Salon. Ferdek śpi przed telewizorem. Ktoś puka do drzwi, Ferdek budzi się.
Ferdek: Otwarte!
Do salonu wchodzi Marian.
Marian: (mówi niezbyt przyjaznym głosem) Dzień dobry, panie Ferdku.
Ferdek: Czego?
Marian: Mam do pana ważną sprawę…
Ferdek: Nie dam, bo nie mam, a nawet jakbym miał, to bym panu nie dał!
Marian: Otóż niestety nie ma pan, ale jest pan zmuszony dać!
Ferdek: A bo co?
Marian: A patrz pan przez okno!
Ferdek wstaje, razem z Marianem podchodzi do okna.
Ferdek: No i co? Słońce świeci, ptaszę kwili… Właśnie, może byśmy się napili, co? Mam akurat zmrożone pół litra, to się wypije…
Marian: Nie tym razem! Spójrz pan na dół!
Ferdek: No co tam jest na dole? Badura w śmieciach grzebie. Pogonić dziada mam czy o co panu chodzi?
Marian: Spójrz pan na mojego wartburga!
Ferdek: Panie, a co ja pana auta nigdy nie widziałem?
Marian: Nie zdziwiłbym się, po tym, co pan zrobił z tym autem ostatniej nocy!
Ferdek: Jak ja zrobiłem, panie, jak ten złom już 10 lat nie jeździ?
Marian: Całe drzwi mam wgniecione, przez pana i zresztą przez tego całego Badurę też!
Ferdek: Przecie my tym nie jeździli…
Marian: Butelki po winie!
Ferdek: Chyba pan nie chcesz mi wmówić, że panu dźwi zgniotłem butelkami, panie?
Marian: Swoją drogą dużo ich musieliście panowie wypić, bo z tych zniszczeń się pan do końca życia nie wypłaci.
Ferdek wyciąga portfel, otwiera go.
Ferdek: Panie, no ale sam pan widzisz, że ja nie mogę dać, bo gówno mam!
W portfelu pojawia się maleńki błysk. Marian niespodziewanie zmienia swój wyraz twarzy, lekko się uśmiecha.
Marian: Widzę, że nie ma pan funduszy na zakup alkoholu na dziś.
Ferdek: No, przecie tłumaczę panu, że gówno mam…
Marian: Nic nie szkodzi, panie Ferdku. Ja panu pożyczę.
Marian wyciąga 10 złotych z portfela.
Marian: Proszę bardzo, panie Ferdku.
Ferdek: Dziękuję, panie Marianie, to bardzo miło z pana strony… Ale…
Marian: Ale co?
Ferdek: No bo żeś pan chciał przed chwilą ode mnie piniondze na naprawę samochodu wziąć…
Marian: Daj pan spokój, panie Ferdku… Nie było tematu. To ledwie parę groszy. Bierz pan, jak dają!
Ferdek bierze 10 złotych od Mariana.
Ferdek: No to dziękuję bardzo i wypierdzielaj pan.
Marian: To ja wypierdzielam!
Marian wychodzi, odwracając się cały czas do Ferdka i bez przerwy się uśmiechając.
Ferdek: Zdurniała menda, kurde.

Scena IV
Sklep “U Stasia”. Za ladą stoi Malinowska, do lady podchodzi Ferdek.
Ferdek: Pani Malinowska, pięć piw, na jednej nóżce, hyc hyc!
Malinowska: A pieniądze ma? Bo na zeszyt nie dam, bo mi się skończył, a i tak już do niego kartki doklejałam.
Ferdek kładzie na ladę 10 złotych.
Ferdek: Ma pieniądze. Brać i nie marudzić.
Malinowska: O, jakie panisko…
Malinowska stawia na ladzie 4 piwa.
Malinowska: Prosz!!
Ferdek: Pięć miało być, pani Wiesiu!
Malinowska: Wisiu! A dla pana Wisławo! Piwo 2,50. Brać 4 piwa i nie marudzić, ku*wa mać.
Ferdek: Pani Malinowska, to pani da 4 piwa, a jedno na zeszyt!
Malinowska pokazuje wała.
Malinowska: Takiego wała!
Do sklepu wchodzi Kozłowski.
Kozłowski: A co tu się dzieje? Panie Ferdku, jakiś problem?
Ferdek: No widzi pan, 2,50 mi zabrakło do piwa, kurde.
Pokazuje Kozłowskiemu portfel, pojawia się ten sam charakterystyczny błysk.
Ferdek: Malinowska mnie nie chce wydać, a wie pan, cztery to tak nie do picia, bo to nieparzyście…
Kozłowski: Ale co za problem, panie Ferdku kochany? Ja panu pożyczę.
Ferdek: O to dziękuję, panie prezesie. Ja to żem zawsze powtarzał, że na pana można liczyć.
Kozłowski: No i pewnie, że można. Lepszą Polskę panu zbuduję, jak pan na mnie zagłosuje.
Kozłowski wyciąga z kieszeni marynarki zwinięte w rulon stuzłotówki.
Kozłowski: Sto, dwieście, trzysta, czterysta, pięćset…
Malinowska robi znak krzyża.
Kozłowski: ...Sześćset,siedemset…
Ferdek: Panie prezesie, czy pan się…
Kozłowski: Tysiąc! Masz pan, kup pan sobie coś ładnego.
Ferdek: Panie, ale to nie jest lekka przesada? Ja żem tylko chciał piwo kupić.
Kozłowski: Zobaczysz pan, przyda się panu.
Ferdek: No ale panie prezesie no, tysiąc złotych?
Kozłowski: Masz pan rację! Masz pan jeszcze dwieście!
Kozłowski wyciąga jeszcze dwusetkę i daje ją Ferdkowi.
Kozłowski: No! I z Bogiem!
Kozłowski wychodzi ze sklepu. Ferdek kładzie jedną setkę na ladę.
Ferdek: Piwo jasne w puszce raz!
Malinowska: Nie będę miała jak wydać. Chyba że coś dokupi.

Scena V
Korytarz. Ferdek wchodzi z klatki schodowej na korytarz, w ręku trzyma siatkę pełną piw, na oko 20 puszek. Z WC wychodzi Boczek.
Boczek: O, dzień dobry, panie Ferdku.
Ferdek: Dobry.
Boczek: Widzę, żeś pan na zakupach był. Chyba pan przy kasie jesteś, co? Bo Malinowska mnie na zeszyta dać nie chciała.
Ferdek: Bo pan żeś jest świnia niekurturarna i pan w ogóle żeś nie powinien nic we sklepie kupować, wie pan?
Boczek: Panie, nie obrażaj pan, dobre? Bo ja do pana zagajam miło, a pan do mnie z dupą, niemiło.
Ferdek: Bo ja panu do portfela nie zaglądam, a pan mi zaglądasz. Zresztą sam pan zobacz, że ja w portfelu nic nie mam, o!
Ferdek wyciąga portfel, otwiera go i pokazuje Boczkowi. Ten zagląda; także i tym razem pojawia się mały błysk.
Ferdek: I co, zadowolony?
Boczek: No faktycznie, nic pan nie ma… Ale ja mam, panie Ferdku, i mogę panu pożyczyć.
Boczek wyciąga z kieszeni portfel i wyciąga z niego parę banknotów.
Boczek: 300 złotych, więcej nie mam!
Ferdek: Panie, a panu tak nie szkoda piniondze oddawać?
Boczek: Wie pan, panie Ferdku, ja tam lubię pomagać potrzebującym.
Ferdek: Ale panie, jak pan mnie to dasz, to sam pan będziesz potrzebujący!
Boczek: Łee, panie, ja mam wypłatę za dwa tygodnie, do tego czasu mogę zjeść trochę mniejszy obiad.
Ferdek: O nie, nie, panie Boczek, teraz pan już mówisz, jakbyś był pan chory! Idź pan balet mongolski pooglądaj.
Boczek: Nie mogę, panie Ferdku. Telewizora mam zepsutego, a nie mam pieniędzy, żeby naprawić.
Ferdek: Panie, ja panu pożyczę, masz pan trzy… Dwieście złotych i idź pan.
Boczek: Dziękuję, panie Ferdku. Strasznie żeś pan hojny dzisiaj. Do widzenia.
Ferdek: Do widzenia!
Boczek wychodzi na klatkę schodową.
Ferdek: Co oni, kurde, powariowali, czy co?
Ferdek wchodzi do mieszkania.

Scena VI
Sypialnia, noc. Ferdek leży na łóżku, Halina zakłada papiloty przed lustrem.
Halina: Jak ci coś opowiem, Ferdek, to normalnie się to łóżko pod tobą załamie.
Ferdek: No co?
Halina: Wyobraź sobie, że spotkałam dzisiaj Kozłowską…
Ferdek: Co ty powiesz?
Halina: Ale czekaj, słuchaj dalej! No i wyobraź sobie, że ta Kozłowska mówi mi, że jej mąż wrócił do domu…
Ferdek: Kto by pomyślał?
Halina: Ferdek, daj mi skończyć! Wrócił do domu, bez grosza przy dupie, a ponoć miał przy sobie czterocyfrową kwotę… No i ona się go pyta, gdzie zniknęły te pieniądze, a wiesz co on mówi?
Ferdek: Same kłamstwa pewnie, bo to pijak jest i wszystko co on mówi, to kłamstwo jest i ten człowiek w ogóle słowa prawdy w życiu nie powiedział…
Halina: No dobra, ale wiesz co on powiedział?
Ferdek: No co?
Halina: Że oddał biednym!
Ferdek: A to menda fałszywa.
Halina: Co ty tam mruczysz?
Ferdek: Nie nic, nic, mów dalej…
Halina: No i on jej dalej mówi, że oddał biednym, bo mu tak głosy w głowie gadały, czy coś takiego… Nieważne, w każdym razie odwieźli go do wariatkowa.
Ferdek: No i bardzo dobrze tak dziadowi. Ale ja ci powiem, Halińcia, że to była kwestia czasu, kiedy tego złodzieja szlak trafi!
Halina zrzuca szlafrok i kładzie się obok Ferdka.
Halina: Kozłowski swoją drogą, ale ty, mój drogi, też swoje za uszami masz. I coraz mniej czasu na nawrócenie!
Ferdek: Halińcia, ty się tak nie ciesz, ty się nie szykuj, bo ja się jeszcze zdążę zaziębić na twoim pogrzebie…
Halina: W to akurat wątpię. Bo po tych wszystkich piwach, które dzisiaj wypiłeś, to ty jesteś rozgrzany na kilka lat wprzód.
Ferdek: Halinka, przecie ja dzisiaj raptem kilka piw wypiłem.
Halina: Dobra, dobra, ze śmietnika aż się puszki wysypują. A tak swoją drogą, to ciekawi mnie, skąd ty miałeś pieniądze na to piwo? Bo Malinowska zeszyt zamknęła.
Ferdek: Halińcia, nie zaczynaj…
Halina: Czego nie zaczynaj? Ferdek, czy ty nie masz mi przypadkiem nic do powiedzenia?
Ferdek: Aj, tak mnie jakoś wzięło wzdęło… Idę do toalety, kurde, bo mnie potem całą noc będzie męczyło.
Ferdek wstaje z łóżka i wychodzi.

Scena VII
Korytarz, noc. Ferdek zmierza w stronę kibla, pod drzwiami na taboreciku siedzi Janusz, chowa głowę w dłoniach.
Ferdek: Panie, tu się nie śpi, tu się wypróżnia!
Janusz podrywa się, nieco się chwieje.
Janusz: (bełkotliwie) Dzień dobry, panie Ferdynandzie… Proszę, niech pan wchodzi…
Ferdek: O kurde, panie… Pan żeś jest nietrzeźwy, panie!
Janusz: Wcale nie. Wypiłem tylko kilka win francuskich, prosto z Francji…
Janusz zaczyna płakać.
Janusz: Tylko tyle mi zostało…
Ferdek: Panie, nie użalaj się pan nad sobą, bo tu mieszkają ludzie biedniejsi od pana, wie pan?
Janusz: Pan nawet nie wie, jaka tragedia mnie spotkała.
Ferdek: Nie wiem i nie chcę wiedzieć, panie. Tera mam inne priorytety.
Ferdek wchodzi do kibla, Janusz przestaje łkać i zasypia.

Scena VIII
Salon. Ferdek ogląda telewizję, w telewizorze przemówienie pani minister.
Minister: Drodzy Nauczyciele! Mając na uwadze waszą niezwykłą postawę, wzruszona jestem, że w tym wszystkim nie chodzi wam o własne dobro, ale o dobro dzieci, które przygotowujecie do dalszego życia. Pragnę was poinformować, że są przygotowane fundusze na wasze obiecane podwyżki…
Ferdek w salonie przygląda się złotej monecie.
Minister: ...Jednakże pieniądze te nie trafią, niestety, do was, albowiem postanowiłam je przelać Ferdynandowi Kiepskiemu. Dziękuję!
W tle rozlegają się gwizdy i buczenie, wracamy do salonu. Ferdek jest w lekkim szoku. Do salonu wchodzą Halina z kanapkami i Mariola. Ferdek szybko zmienia kanał i chowa monetę do kieszeni. Halina siada na fotelu i kładzie talerz na stol, Mariola zaś siada na kanapie.
Halina: Ferdek, przełącz na dziennik, Minister Edukacji właśnie przemawia!
Ferdek: Halinka, daj se spokój, ja nie będę słuchał tych ministrów, bo to wiesz… Poobiecują, poudają, pokłamią, poprzekręcają i oszukają na końcu!
Halina: No ale ja chcę wiedzieć, czy ona da te podwyżki nauczycielom, czy nie?
Ferdek: Halinka, ja ci powiem, że ty to jesteś naiwna jak dziecko. Gdzie da, komu da? Swoim dadzą, a nauczycielom jeszcze zabiorą, kurde. Zmieńmy temat.
Mariola: Właśnie, a propos pieniędzy, to z tego co słyszałam, to ostatnio ten cały Janusz sporą sumę przehulał!
Ferdek: I co z tego?
Mariola: No i to z tego, ojciec, że zbankrutował!
Halina: Niemożliwe. Przecież to jest biznesmen, on ma kontrakty popodpisywane w każdym kraju… Tak o wziął i zbankrutował?
Ferdek: I bardzo dobrze tak mendzie jednej i drugiej, byli złodziejami i kara boska ich dosięgła!
Halina: Odezwał się najuczciwszy na całym osiedlu, co sam grosza uczciwie nie zarobił. W pośredniaku byłeś?
Ferdek: Ale mnie głowa rozbolała… Wiesz co, Halinka, ja się już spać położę, bo… (wstaje i wychodzi) Oj, jak boli…
Halina: Idźże, idźże… Mariolka, a wiesz coś więcej o tym Januszu?
Mariola: Nie wiem. Wiem tylko, że wszystko przepieprzył i teraz wino doi na korytarzu.
Halina: Niesamowite…

Scena IX
Przedpokój, noc. Ktoś puka do drzwi, Ferdek idzie otworzyć.
Ferdek: Zara, kurde, co jest? Noc jest, kurde!
Ferdek otwiera drzwi, w progu Marian.
Marian: Dobry wieczór.
Ferdek: Jaki wieczór, panie? Trzecia w nocy jest!
Marian: Myślałem, że się mnie będziesz pan spodziewał!
Ferdek: O tej porze, panie, to ja się mogę spodziewać tylko pana. Proszę odejść, bo ja muszę iść spać, żeby rano do roboty wstać!
Marian: Ale po co te nerwy? Spokojnie, mam coś dla pana.
mMarian wyciąga zza pleców wódkę.
Marian: Tego się pan spodziewał?
Ferdek: Po panu, panie Paździoch, to żem się w ogóle tego nie spodziewał, bo ja w nocy alkoholu nie piję, a na pewno nie w takich ilościach.
Marian wyciąga drugą butelkę.
Marian: Czy taka ilość jest odpowiednia?
Ferdek: Niech mnie pan wódką nie zachęca, bo ja w nocy muszę spać, wie pan? Proszę.
Ferdek wskazuje Marianowi, że może wejść. Marian wchodzi, a Ferdek za nim idzie do kuchni.

Scena X
Kuchnia. Ferdek i Marian wypijają wiadomą zawartość kieliszków.
Ferdek: To mów pan, po co pan żeś przyszedł?
Marian: Panie Ferdku, i pan, i ja doskonale wiemy, po co tu przyszedłem.
Ferdek: Nie bardzo.
Marian: Podpowiem panu, że ma to związek z Januszem i pewną rzeczą należącą do niego.
Ferdek: Przykro mi, panie Paździoch, ale nie wiem, o czym pan mówi.
Marian: Nie musi pan udawać. Wiem, że masz pan jego złotą monetę.
Ferdek: Panie, po pierwsze primo, ja nie wiem nic o jego monecie. Po drugie primo, skąd pan wiesz, że ją mam?
Marian: Skąd wiem? Przypomnę panu. I przy okazji proszę o zwrot moich 10 złotych.
Ferdek: Jakich 10 złotych?
Marian: Tych, które pan ode mnie wyłudził, zresztą za pomocą wspomnianej wcześniej monety!
Ferdek: Ustalmy jedno, panie Paździoch: ja panu oddam te zasrane 10 złotych, ale monetę znalazłem ja i nie mam pewności, czy na pewno należy ona do tego pańskiego Janusza!
Marian: Panie Ferdku, ta moneta należała do jego matki, Esmeraldy, która dała ją Januszowi w dniu jego 18. urodzin.
Ferdek: A co mnie to gówno obchodzi?
Marian: Pan sobie nie zdajesz sprawy z magicznej siły amuletu, który pan trzymasz w swoim portfelu! Ta moneta działa jak magnes, przyciąga pieniądze!
Ferdek: Chyba rozumiem, panie Paździoch.
Marian: A zatem? Oddaje pan monetę? 10 złotych możesz pan zatrzymać, karwasz twarz.
Ferdek: Oddaję, oddaję. Na policję, proszę pana, a potem prokuratora i w pierdlu pana zamkną! Pana i pana syna też!
Marian: Panie Ferdku, opamiętajże się pan! Poza tym pan też używałeś tej monety.
Ferdek: Ta? Niby kiedy?
Marian: Moje 10 złotych, ponad 1000 złotych prezesa Kozłowskiego…
Ferdek: Skąd pan wiesz, że Kozłowski dał mnie pieniądze?
Marian: Malinowska mi powiedziała. Od razu to ze sobą powiązałem.
Ferdek: Panie Paździoch, mendo jedna… Ta moneta od teraz częściowo należy do mnie.
Marian: Pragnę panu przypomnieć, że przywłaszczył ją pan sobie bezprawnie i to też nadaje się do prokuratury!
Ferdek: Tak się nie dogadamy, panie. Ja mogę zwrócić tę monetę, ale, panie, nie ma nic za darmo.
Marian: Rozumiem. 0,7 razy 2.
Ferdek: Nie, panie Paździoch, tym mnie pan nie omamisz. Ja wiem, jaką kasiorę można trzepać na tym kawałku złota.
Marian: To czego pan chcesz, do jasnej cholery?
Ferdek: Chcę zawrzeć małą umowę z Januszem. Jak biznesmen z biznesmenem.

Scena XI
Salon. Ferdek podchodzi do meblościanki, wyjmuje swój portfel i wyciąga z niego złotą monetę. Wyciąga telefon i dzwoni.
Ferdek: Halo, panie Januszu? Mówi Ferdynand Kiepski… Nie, nie mam alkoholu. Czekaj pan, nie rozłączaj pan się! Mam coś, co do pana należy! Tak, możemy się spotkać? Zejdź pan do piwnicy! No, do zobaczenia!
Ferdek rozłącza się, chowa telefon. Wchodzi Halina.
Halina: Z kim rozmawiałeś?
Ferdek: A z nikim, z tą młodszą mendą.
Halina: Z Januszem, a po co?
Ferdek: Interes mam do niego.
Halina: Jaki interes?
Ferdek: Nieważne jaki, Halinka. Ważne, że kasiorę można na tym trzepać, kurde!
Halina: Ferdek, ty uważaj, bo ja cię od dłuższego czasu obserwuję. I wiesz co? Ja wyciągam…
Ferdek: Tak wiem, Halinka, daleko idące wnioski. Obiecuję ci, że jak już zarobię swoje piniondze, to będzie cię w końcu stać na tego adwokata. No, to pa, Halińcia!
Ferdek wychodzi. Halina stoi oniemała.
Halina: Adwokat tu nic nie zaradzi! Tu chyba już trzeba zacząć dzwonić do psychiatryka!
Halina siada na fotelu. Przegląda gazetę.
Halina: W sumie to adwokat Przegroda mało bierze… Może i rozwód za jednym zamachem wezmę?

Scena XII
Piwnica. Ferdek siedzi na krześle, wchodzi Janusz.
Janusz: Chciał mnie pan widzieć, panie Ferdynandzie?
Ferdek: Panie, pan żeś szybko wyczeźwiał, kurde.
Janusz: Ja pochodzę z Paragwaju. Muszę mieć mocną głowę. Do rzeczy; mówił pan, że pan posiada moją szczęśliwą monetę.
Ferdek: A skąd pan wie, że mnie się rozchodzi o monetę?
Janusz: Przecież wiem, co mi zginęło. Rozumiem, że ma ją pan przy sobie.
Ferdek: Mam i nawet ją panu dam, tylko wcześniej układ.
Janusz: Jaki układ?
Ferdek: Biorę 50% zysków z pańskich zysków, straty możesz pan brać w całości.
Janusz: Hmm… Nie wiem co mam myśleć o tej propozycji. Może najpierw niech mi pan odda monetę, a potem ustalimy szczegóły.
Ferdek: No dobre, tylko bez numerów.
Ferdek daje monetę Januszowi, ten wrzuca ją do swojego portfela.
Ferdek: To w takim razie mów pan, że się pan zgadzasz i jedziem z tym śledziem.
Janusz: Ja bardzo chętnie, tylko wie pan…
Janusz otwiera portfel.
Janusz: ...Ja jestem spłukany.
Ferdek zagląda do portfela, widzi tam oczywiście błysk.
Ferdek: Panie Januszu, no co to za problem? Przecie ja panu pożyczę!
Janusz: Naprawdę?
Ferdek: No jak nie jak tak?
Ferdek wyciąga z kieszeni pieniądze od Kozłowskiego.
Ferdek: 1200 złotych, panie Januszu. Wystarczy?
Janusz: Mało, mało. Za mało na rozpoczęcie intetesów. Ma pan jeszcze jakieś pieniądze w domu?
Ferdek: Żona ma, pielęgniarką jest we szpitalu.
Janusz: To też niewiele będzie… No dobrze, niech pan przyniesie.
Ferdek: W te pędy, panie Januszu.
Ferdek wybiega z piwnicy, Janusz całuje monetę.
Janusz: No! Jednak dobrze jest mieć swoją… szczęśliwą gwiazdę!

KONIEC

WYSTĄPILI:
Ferdek - Andrzej Grabowski
Halina - Marzena Kipiel-Sztuka
Mariola - Barbara Mularczyk
Paździoch - Ryszard Kotys
Boczek - Dariusz Gnatowski

GOŚCINNIE WYSTĄPILI:
Kozłowski - Andrzej Gałła
Malinowska - Zofia Czerwińska [*]
Janusz - Sławomir Szczęśniak
Minister Edukacji - Magdalena Smalara
Obrazek
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2166
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Bździuch » 2019-03-21, 18:02

Odcinek niezły, mógłby zastąpić obecny 542-i.
Tylko nie do końca rozumiem umieszczenia akcji w uniwersum 28 sezonu, odcinek z góry musi być gorszy wtedy :-P
Sam pomysł mi się nie podobał, więc to że wyszło to już tylko zasługa żartów.

+ Odświeżacz o zapachu domu pogrzebowego <3
+ Ferdek ciągle przerywający Halinie
+ Minister przelewająca pieniądze Ferdkowi nie nauczycielom (to on ma konto? :-P, ale scena zabawna)
+ Pijany Janusz i Ferdek wytykający mu, zena osiedlu ludzie mają większe problemy
+ Telefon Ferdka do Janusza, tylko skąd ma numer?
+ Brak Jolasi :lol:
+ Scena w piwnicy i zakończenie

- Pomysł i nieco nudy
- klimat 28 sezonu :-/

Poczepiałem się, poczepiałem, dawno tego nie robiłem, więc dziękuję :-P A ocena to:
7/10
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2570
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2019-03-21, 18:29

Bździuch pisze:
2019-03-21, 18:02
Odcinek niezły, mógłby zastąpić obecny 542-i.
Tylko nie do końca rozumiem umieszczenia akcji w uniwersum 28 sezonu, odcinek z góry musi być gorszy wtedy :-P
Zwykły eksperyment. Spokojnie, nigdy więcej tego nie zrobię, bo to wbrew pozorom cholernie trudne. :P
Dzięki za ocenę. :)
Obrazek
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 8688
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2019-03-21, 22:05

Bardzo dobry scenariusz! Cieszę się, że Janusz zadebiutował w naszym dziale fan fiction. Bardzo dobrze, że to się dzieje w 28 sezonie, bo jak pisze jakiś user, a nie oficjalni twórcy, to odcinki nie mają typowych wad, a za to jest nowość w postaci tego Janusza. Ma on u ciebie bardziej wyrazisty charakter niż w serialu- po prostu charakter ojca. Całkiem go mało, a i tak to czuć. Może w serialu jeszcze nabierze charakteru, ale Kopernik i Złomiarze nie nabrali, więc może próżno czekać... Każda scena z Januszem mnie rozbawiła. Rozmowy małżeństwa Kiepskich o dziwo dobre. I bardzo dobrze, że wystąpiło tylko starsze małżeństwo, a młodsze nie. O Boczku i Marianie nawet nie ma sensu wspiminać- wiadomo jak wyszli! Tylko Boczka za mało. Wiem, że taki styl 28 sezonu, ale akurat to mogłeś olać i nie robić aż takiej wiernej kopii. Za to stosunkowo dużo Marina jak na nowe odcinki i to się chwali. Bardzo dobre zakończenie!!!

10/10
Obrazek
Awatar użytkownika
boczek22
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 701
Rejestracja: 2018-06-07, 15:56
Lokalizacja: Kamienica kiepskich

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: boczek22 » 2019-03-25, 07:52

Moja ocena scenariusza ''Klucz
Według mnie świetny scenariusz jeden z najlepszych na forum. Bardzo dużo humoru słownego akcja wokół głównych bohaterów brak Jolaśki wciągająca i przemyślana fabuła oryginalność. Panie czego tu nie ma? Nie wyłapałem żadnych minusów ani neutralów
10/10 a co mi tam.
Bo wszystkie Boczki to niezłe zboczki
A wszystkie Paździochy to skisłe Bździochy
Natomiast wszystkie Ferdki są wąsate
Awatar użytkownika
boczek22
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 701
Rejestracja: 2018-06-07, 15:56
Lokalizacja: Kamienica kiepskich

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: boczek22 » 2019-03-25, 09:21

Przeczytałem teraz najnowszy scenariusz. Moim zdaniem bardzo dobry jednak gorszy od Klucza. Na plus sam pomysł na odcinek. Fajnie rozpisałeś postać Janusza. Na minus natomiast to że nie było jakichś momentów na których parsknąłbym śmiechem na głos. Podobało mi się zakończenie. Historia zatoczyła koło. :-)
ocena:8/10
Bo wszystkie Boczki to niezłe zboczki
A wszystkie Paździochy to skisłe Bździochy
Natomiast wszystkie Ferdki są wąsate
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2570
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2019-07-03, 20:35

Nowy scenariusz, który zacząłem pisać kilka miesięcy temu, a skończyłem dziś. :P Mam nadzieję, że nie jest zły.

S03E05 - Laur węgierski

Opis: Wyjątkowa okazja - imieniny Ferdka - sprawia, że Halina postanawia zrobić mężowi prezent i gotuje mu jego ulubioną potrawę: gulasz po węgiersku. Niestety, podczas gotowania okazuje się, że brakuje jednego ważnego składnika - liścia laurowego. Ferdek postanawia uratować danie i sprowadzić składnik do domu. Po drodze jednak natrafia na nieoczekiwane przeszkody…

Obsada:
FERDEK - Andrzej Grabowski
HALINA - Marzena Kipiel-Sztuka
PAŹDZIOCH - Ryszard Kotys
PAŹDZIOCHOWA - Renata Pałys
BOCZEK - Dariusz Gantowski

MALINOWSKA - Zofia Czerwińska [*]
KLIENT - Jerzy Mularczyk

Scena I
Kuchnia. Halina stoi przy kuchence i coś gotuje. Do kuchni wchodzi Ferdek, podchodzi do lodówki i wyciąga browara. Jednak nie otwiera go, zaczyna obwąchiwać.
Ferdek: Halińcia, a co tu tak pachnie?
Halina: Twoja ulubiona potrawa, Ferdziu. Gulasz po węgiersku!
Ferdek: O ja pierdzielę, Halińcia, żono moja, serce moje, kurde… Przecie ja gulasza po węgiersku to żem ze 20 lat nie jadł… A co to za okazja jest?
Halina: No jak to jaka? Co dzisiaj jest?
Ferdek: Czwartek dzisiaj jest, no co?
Halina: Czwartek którego?
Ferdek: No trzydziestego, no, maj jest trzydziesty, końcówka maja, czerwiec prawie, wczesne lato.
Halina: A 30 maja mamy co?
Ferdek: Aaa, no tak, przecie my rocznicę ślubu dzisiaj mamy!
Halina: Ferdek, rocznica naszego ślubu jest w październiku. A dzisiaj są twoje imieniny!
Ferdek: Moje?
Halina: No a czyje? Dziś jest Ferdynanda, panie kolego!
Ferdek: Patrz, Halińcia, żem na śmierć zapomniał, kurde… No racja, gdzie ty byś gulasza na rocznicę ślubu zrobiła. No a tak jest co świętować! To ja zara przyniesę pół litra i będziem…
Halina: Stój, stój, stój! Żadnego pół litra!
Ferdek: No jak, Halińcia, do gulasza bez wódki, przecie to… Halinka, przecie Polak, Węgier, dwa bratanki, i do… szklanki, i do szklanki, ten… No, to ja przyniesę.
Halina: Ani mi się waż! To są twoje imieniny i ja chcę je spędzić przyjemnie, uroczyście, przy stole, przy świeczkach i tylko we dwoje. Bez akompankamentu butli!
Ferdek: No to chociaż tego browara wypiję, bo tak całkiem na sucho, Halinka, to się udusić można.
Halina: Najlepiej nie pij nic, bo zaraz będziesz musiał wyjść.
Ferdek: Wyjść? Dokąd?
Halina: Do sklepu!
Ferdek: A po co? Przecie piwo w lodówce jest.
Halina: Liścia laurowego nie mam. Kupić trzeba, a ja nie mam jak się ruszyć od tych garów!
Ferdek: A to nie możesz po Mariolkę zadzwonić, żeby przyniesła, albo Walduś przyniesie?
Halina: Marioli nie ma, bo wyjechała do chłopaka do Katowic. I nie ma sensu, żeby Waldek tłukł się aż z Tarnogaju tutaj! Pójdziesz i koniec dyskusji!
Halina wyciąga portmonetkę, wyciąga z niej banknot 10-złotowy, daje go Ferdkowi.
Halina: Masz tu 10 złotych. Kup dwie paczuszki i chcę widzieć 7 złotych reszty z powrotem. Bo jak nie, to zamiast gulasza węgierskiego, dostaniesz figę z makiem.
Ferdek bierze 10 złotych i wychodzi z kuchni.

Scena II
Sklep “U Stasia”. Ferdek podchodzi do lady, za którą stoi Malinowska.
Malinowska: Dzień dobry, panie Ferdku!
Ferdek: Bry… A co pani taka miła, pani Malinowska?
Malinowska: A bo ja słyszałam, że pan, panie Ferdku, to imieninki ma dzisiaj swoje!
Ferdek: No mam, już 66 imieniny w moim życiu…
Malinowska: Bo ja mam coś, co na pewno pana zaintryguje!
Ferdek: Ta? A co?
Malinowska: A to!
Malinowska wyciąga spod lady wino z dużym napisem “Bombaj” na etykiecie.
Ferdek: A co to za gówno jest?
Malinowska: Bombaj, panie Ferdeczku!
Ferdek: Jaki Bombaj?
Malinowska: Sraki! Wino Bombaj, bardzo polecane przez konsumentów. No nie daj się pan prosić, bierz pan jako prezent imieninowy!
Ferdek: A za ile?
Malinowska: Dziesięć złotych.
Ferdek: Kurde… Zasadniczo po co innego żem tu przyszedł… No ale to jednak wino…
Malinowska: Bierzesz pan czy nie? Bo to ostatnia sztuka, a chętni na jej zakup są.
Ferdek: Ale ja żem liść laurowy chciał… No ale to jednak wino…
Malinowska: Decyduj się pan szybciej, bo sama się tym zaraz upiję!
Ferdek: Kurde, ale gulasz… No ale to jednak wino…
Malinowska: No więc?
Ferdek: A dupa tam! Bierę!
Ferdek daje Malinowskiej banknot i bierze wino.
Malinowska: No i bardzo dobrze, panie Ferdku! No, tylko mi nie chlać przed sklepem, ani nie…
Ferdek: Dobra, dobra, pani Malinowska, grzeczniej, bo za gotówkę kupione!
Malinowska: Patrzcie państwo, Rockefeller zasrany! 10 złotych wydał, a w zeszycie już ma dług 20 razy większy! I ja panu więcej na zeszyt nie dam! O!
Ferdek: Tak? A ja u pani więcej na zeszyt nie kupię!
Malinowska: Proszę bardzo! I bardzo dobrze!
Ferdek: Bardzo dobrze, proszę pani! Bardzo dobrze!
Malinowska: Bardzo dobrze!
Chwila ciszy, Ferdek i Malinowska patrzą na siebie.
Malinowska: I udanych imienin, panie Ferdku.
Ferdek: Dziękuję bardzo. Miłego dnia, pani Malinowska!
Malinowska: Do widzenia, do widzenia!
Ferdek wychodzi, Malinowska pokazuje w jego stronę wała.

Scena III
Korytarz. Ferdek wychodzi z klatki schodowej z winem w siatce i zmierza w stronę mieszkania. Z WC wychodzi Boczek.
Boczek: O, pan Ferdek! A skąd pan takie wino masz we tej siateczce?
Ferdek: Panie, nie interesuj się pan, bo to nie dla pana jest.
Boczek: Panie, nie bądź pan chitry, bo ja, jakbym se takie winko miał, to bym się z panem na pewno podzielił!
Ferdek: Panie Boczek, wiesz pan co to jest?
Boczek: Jak co? Wino!
Ferdek: Mało powiedziane, panie. To jest eksluzywne, zagraniczne, bardzo drogie wino produkcji francuskiej zresztą. Dla eleganckich ludzi, nie takich jak pan.
Boczek: Znaczy, że to pan nie dla siebie bierzesz?
Ferdek: Dlaczego nie?
Boczek: No bo żeś pan powiedział, że to dla eleganckich ludzi jest!
Ferdek: Panie, a zasadził panu ktoś kiedyś kopa w coś?
Boczek: Panie, nie obrażaj pan! Bądź pan człowiekiem i dej pan się napić.
Ferdek: Nie możesz pan się w domu swojego alkoholu napić i dać ludziom święty spokój?
Boczek: Bo ja nie lubię pić sam. Ja bym się wolał z panem napić, posiedzieć se, pogadać…
Ferdek: Z panem to się nawet na trzeźwo nie da rozmawiać, a co dopiero przy alkoholu!
Boczek: A z panem to w ogóle nie można rozmawiać, bo pan nigdy nie jesteś trzeźwy!
Ferdek: Paszoł won!
Boczek: A pójdę, ale wiesz pan co? Będziesz pan coś jeszcze ode mnie chciał, a ja panu gówno wtedy dam!
Ferdek: Ament.
Ferdek wchodzi do mieszkania. Boczek obrażony wychodzi na klatkę.

Scena IV
Kuchnia. Ferdek siedzi przy stole z głową spuszczoną na dół. Halina stoi nad nim z niezbyt przyjazną miną na twarzy.
Halina: Dobrze, ustalmy jedno: po co cię wysłałam do sklepu?
Ferdek: Halinka…
Halina: No słucham!
Ferdek: Po liścia…
Halina: Po liścia. Laurowego zresztą. A ty przyniosłeś?
Ferdek: No wino…
Halina: No wino! Więc co się takiego stało w tym sklepie, że kupiłeś nie to, co trzeba?
Ferdek: Halińcia, no bo to Malinowska mnie w prezencie sprezentowała…
Halina: A, no to jak prezent, to co innego! Więc rozumiem, że kupiłeś mi przyprawę, po którą cię wysłałam?
Ferdek: No… No właśnie nie, bo żem te 10 złotych właśnie na ten prezent wydał.
Halina: Słuchaj mnie teraz uważnie, Ferdek. Gdyby to nie były twoje imieniny, to ja bym ci teraz zwyczajnie zasadziła kopa w dupę i już w tym momencie dzwoniłabym sam-wiesz-gdzie.
Ferdek: No, wiem gdzie.
Halina: No właśnie. Ale jako że dzisiaj masz jednak swoje święto, to masz 10 złotych, idź jeszcze raz do sklepu, kup dwie paczuszki liścia laurowego, a jeżeli dokupisz do tego chociaż jedną, małą puszkę piwa, to ja cię zabiję, rozumiesz?
Ferdek: Halińcia, no co mam nie rozumieć, jak se rozumiem?
Halina: No tego nie byłabym do końca taka pewna!
Halina daje Ferdkowi 10 złotych. Ten wstaje i wychodzi.
Halina: Całe życie z jełopem!

Scena V
Sklep “U Stasia”. Za ladą stoi nie kto inny, jak Malinowska, zaś do sklepu wchodzi nie kto inny, jak Ferdek.
Malinowska: Proszę, triumfalny powrót! Od razu mówię, że na zeszyt nic nie daję, żadne imieniny mnie nie obchodzą, ja alkoholu pijakom już nie sprzedaję!
Ferdek: Pani Malinowska, tu się nie rozchodzi o to, o czym pani myśli, bo ja żem tu jest z zupełnie innych pobudek.
Malinowska: No ja mam nadzieję, że nie z tych, o których myślę…
Ferdek: Co pani, zwariowała? Liścia laurowego do gulasza potrzebuję!
Malinowska: A, to o to się tylko rozchodzi! Uff, to dobrze… No w sumie to jednak niedobrze.
Ferdek: Bo co?
Malinowska: Bo nie mam!
Ferdek: Jak to nie, kurde? To co to za sklep, jak tu nic kupić nie można?
Malinowska: Niech na mnie nie krzyczy, bo to nie moja wina! Dwadzieścia minut temu trzeba było przyjść, bo wtedy jeszcze był!
Ferdek: A kto go kupił?
Malinowska: A odpieprz się pan! Mnie obowiązuje tajemnica konsumencka!
Ferdek: Pani Malinowska, pani wie, że ja w potrzebie jestem. Ja mogę pani obiecać, że ja nie będę na zeszyta brał wódki, o!
Malinowska: Lepiej pan nie obiecuj, bo ja już teraz wiem, że się pan nie wywiążesz! Już panu powiem, nachylże się pan.
Ferdek nachyla się.
Ferdek: (szeptem) No, słucham.
Malinowska: (krzyczy) Arnold Boczek!
Ferdek: A to świnia, kurde… Już ja se z nim pogadam, kurde…
Ferdek wybiega ze sklepu.

Scena VI
Piętro Boczka. Ferdek puka do mieszkania Boczka.
Ferdek: Panie Boczek, otwieraj pan! Muszę z panem porozmawiać!
Boczek: (zza drzwi) Kto tam?
Ferdek: Panie, nie błaznuj pan, tylko pan otwórz!
Boczek: To pan, panie Ferdku?
Ferdek: Pan żeś jest niepoważny! Wyłaź pan, bo pan marnujesz mój czas!
Boczek otwiera drzwi i przeciska się przez nie tak, aby nie było widać wnętrza mieszkania. Zamyka szybko drzwi.
Boczek: Czegoś pan chciał, w mordę jeża?
Ferdek: Panie, ja wiem, żeś pan kupił liścia laurowego, ostatniego zresztą, w sklepie “U Stasia”.
Boczek: No żem kupił, i co z tego?
Ferdek: Pożyczyłbyś mnie pan, bo pilnie potrzebuję!
Boczek: A gówno, panie! Nic panu nie dam, bo sam mało mam, a poza tym mam wyliczone.
Ferdek: Panie, kurde, no nie bądź pan świnia, dej pan chociaż jedną paczuszkę.
Boczek: Sam żeś pan jest chytra świnia, wie pan?
Ferdek: Dobre… Ile pan gęgasz za tego liścia?
Boczek: 20 złotych, panie.
Ferdek: Nie no, panie, nie rób pan sobie jaj z poważnych ludzi, kurde. Tyle to nawet pan na cały gulasz nie wyda! Dziesięć panu dam!
Boczek: A gówno! Za dziesięć to pan mnie możesz co najwyżej w dupę pocałować, w mordę jeża!
Ferdek: W dupę to ja pana zara kopnę!
Boczek: Grzeczniej, panie, bo zaraz 30 złotych będzie!
Ferdek: Panie, kryzys jest, a pan chcesz 30 złotych za głupią przyprawę… Dobre, dam panu te zasrane dwie dychy, tylko czekaj pan tu!
Boczek: Nigdzie się nie ruszam.
Ferdek opuszcza piętro. Boczek chichocze i zaciera ręce.

Scena VII
Kuchnia. Halina siedzi przy stole i stuka paznokciami o ceratę.
Halina: Jasna cholera, no gdzie ten jełop się podziewa?
Wchodzi Ferdek.
Ferdek: Halinka! Halinka!
Halina: No gdzieś ty, chłopie, był? Masz tego liścia?
Ferdek: No ja właśnie w tej sprawie, Halińcia… Daj mi jeszcze 10 złotych…
Halina: Dałam ci już 10 złotych, a nawet 20 ci już dałam. Na co ci jeszcze drugie tyle?
Ferdek: Bo widzisz, Halińcia, to jest przykra historia…
Halina: Niech zgadnę. Malinowska dała ci jako prezent imieninowy okazjonalną butelkę wódki, która kosztowała akurat 10 złotych. Uprzedzam, żebyś nie próbował mnie oszukać, bo moja cierpliwość powoli się kończy.
Ferdek: Halinka, to wcale nie o to się rozchodzi i już nie dajesz mi dojść do słowa. I tak właśnie wygląda demokrancja w tym kraju!
Halina: No, to słucham! Proszę bardzo, ogłoś światu, co ważnego masz do powiedzenia na ten temat! Tylko cię uprzedzam, że za składanie fałszywych zeznań grozi do 8 lat więzienia!
Ferdek: Bo to było tak: szłem se ja do sklepu i żem po drodze bezdomnego żebraka głuchoniemiego, co zbierał na rower na komunię wnuczki, no i tak mi go było, kurde, szkoda, żem mu te 10 złotych do kapelusza wrzucił.
Halina: Już ja się domyślam, kto był tym bezdomnym.
Ferdek: Ta, ciekawe kto?
Halina: Twój kompan od butli ze złomu!
Ferdek: Halinka, przecie tu nie o Badurę się rozchodzi, kurde, przecie żem ci mówię, że on na komunię wnuczka zbierał, a Badura nawet dzieci nie ma!
Halina: No widzisz i już się plączesz w zeznaniach! Wcześniej mówiłeś, że chodzi o komunię wnuczki!
Ferdek: A czy to ważne? Halinka, wnuczka czy wnuczek, to i tak nie wie, po co do komunii idzie!
Halina: No, a ja za to mam wrażenie, że ty nie wiesz, po co poszedłeś do sklepu!
Ferdek: Ale, Halinka…
Halina: Żadne ale! Proszę mnie opuścić to pomieszczenie i bez liścia laurowego nie wracać!
Ferdek wychodzi z kuchni. Halina kiwa głową z politowaniem.

Scena VIII
Korytarz. Ferdek i Boczek rozmawiają pod WC.
Boczek: Nie ma mowy, panie Ferdku! 20 złotych i to jest moje ostatnie słowo!
Ferdek: Panie, dam panu dychę, zapas papieru toaletowego i będziesz się pan mógł u nas wypróżniać dożywotnio.
Boczek: Ale panie, ja se papier mam.
Ferdek: Masz pan, bo pan kradniesz, wie pan?! Mój papier pan kradniesz!
Boczek: Grzeczniej, panie, bo ja panu w ogóle nie muszę tego sprzedawać!
Ferdek: Nie no, kurde, do czego to dochodzi, żebym ja musiał kupować jakieś gówno u grubasa…
Boczek: Panie, nie obrażaj pan, dobre? I ja w ogóle panu daję czas do wieczora. Do widzenia, panie Ferdku!
Boczek wychodzi na klatkę. Z mieszkania wychyla się Marian.
Ferdek: O, panie Paździoch, słyszałeś pan, jaka świnia się z tego Boczka zrobiła?
Marian: Słyszałem.
Ferdek: Nie miałby pan pożyczyć 10 złotych?
Marian: Nie.
Ferdek: Panie, pan żeś też jest niezła menda, wie pan? Żeby do człowieka w potrzebie się dupą odwracać?
Marian: Pożyczyć nie mam, ale mam propozycję pracy.
Ferdek: Jaką?
Marian: Chodź pan.
Marian ma syna i wychodzi na klatkę. Ferdek idzie za nim.

Scena IX
Bazar Paździocha. Za kasą stoi Helena, podchodzą do niej Ferdek i Marian.
Marian: Helena! Przyprowadziłem ci zmiennika!
Helena: O, dobrze, że pana widzę, panie Ferdku. Mam bardzo pilną sprawę na mieście i muszę wyjść na dwie godzinki. Czy nie mógłby pan przez ten czas popilnować interesów?
Ferdek: A to pan Marian nie może, albo pan Janusz…
Helena: Widzi pan, Janusza nie ma, wyjechał biznesowo za granicę, a z kolei Marian… to stara pierdoła. Z jego ruchami ten bazar zdążyłby w dwie godziny upaść w cholerę.
Marian: Gówno prawda, Helena!
Helena: Już ja swoje wiem! To jak, panie Ferdku? Ja panu zapłacę za fatygę!
Ferdek: A ile?
Helena: No, niech będzie 10 złotych za dwie godziny pracy!
Ferdek: Wie pani, zasadniczo to ja za bardzo nie mogę stać za kasą, bo mnie noga w biedrze boli i nie mogę stać dobrze… Ale mam, że tak powiem, problema finansowego, więc nie chcem, ale muszem!
Helena: Znaczy tak, czy nie, bo ja nie mam czasu na pierdoły?
Ferdek: No dobre, niech będzie!
Helena: I fantastycznie! Marian, idziemy!
Marian: Przecież miałaś iść sama!
Helena: A ja nie zamierzam sama dźwigać tych wszystkich zakupów! Daj spokój, to raptem kilka toreb ciuchów!
Marian: I kilkaset złotych!
Helena: A od kiedy ty się taki skąpy zrobiłeś, złodzieju? Całe życie przepierdzielałeś na głupoty, to teraz mi się coś od tego zasranego życia należy!
Ferdek: Przepraszam bardzo, jakby się tak państwo mogli kłócić w drodze…
Helena: Słusznie! Marian, idziemy!
Marian i Helena odchodzą, Ferdek podsuwa sobie krzesełko i siada na nim.

Scena X
Bazar Paździocha. Ferdek stoi za kasą i obsługuje klienta, pokazując mu dość zużyte buty.
Ferdek: To są naprawdę bardzo ładne i eleganckie buty, wie pan? I ja ich panu za mniej niż pindziesiąt złotych to nie sprzedam.
Klient: Panie, ale to jakieś obdarte jest i poniszczone…
Ferdek: Gdzie poniszczone, panie? Fakt, że buty nowe nie są, ale panie, to jest markowa firma, nówki to za cztery stówy idą, wie pan?
Klient: Tak? A… A tutaj to jest napisane "made in China"...
Ferdek: A to pan nie wiesz, że wszystkie najlepsze firmy obuwnicze to w Chinach są?
Klient: Ta? A ja to wszystko w domu chińskie mam. I ubrania chińskie mam, a one są, za przeproszeniem, do dupy!
Ferdek: Panie no, nie rozśmieszaj mnie pan! Pewnie, że chińskie ubrania są do dupy, a nie do noszenia, kurde! Ale buty, panie… Przecież wszyscy sławni ludzie chińskie buty noszą!
Klient: Naprawdę?
Ferdek: No jak nie, jak tak? Cały Hollywood nosi buty od Chińczyków, bo te ich amerykańskie gówna się szybko rozpierdzielają! To jak, bierzesz pan, czy nie, bo ja na to mam kupca!
Klient: A dupa tam! Biorę!
Ferdek: No i gitara! Sześćdziesiąt złotych!
Klient: Jak to? Wcześniej pan chciał pięćdziesiąt!
Ferdek: Kryzys jest, panie! Ceny się co minutę zmieniają! To bierzesz pan?
Klient: No biorę, no trudno!
Klient wręcza Ferdkowi banknot 50-złotowy i dychę.
Ferdek: No! I zapraszam ponownie!
Klient odchodzi, tymczasem telefon Ferdka zaczyna dzwonić. Ferdek go odbiera.
Ferdek: Halo? A, to ty Halinka… No nie ma mnie długo, bo… Bo ten, bo kolejka jest we sklepie. No długa, długa, w drzwiach stoję dopiero, a już od godziny stoję… No muszę kończyć, bo chyba coś ruszyło… No, pa!
Ferdek rozłącza się, powracają Marian i Helena.
Helena: Uwinęliśmy się szybciej! Marian bardzo pilnował, żebym nie wydała za dużo pieniędzy!
Marian: A i tak kilka stów poszło!
Ferdek: Dobre, niech pan da wynagrodzenie i już stąd idę!
Marian: Helena, zapłać panu!
Helena wyciąga portmonetkę i daje Ferdkowi 5 złotych.
Ferdek: Zara, kurde, jakie 5? Dycha miała być!
Helena: Dziesięć to miało być za dwie godziny pracy, a pan pracował godzinę!
Ferdek: No ale zara, przecie ja żem harował jak wół, ja żem… Kurde, panie Paździoch, wiesz pan co? Pan żeś jest chciwa menda, oszust i złodziej, tyle panu powiem!
Marian: A pan żeś jest pazerna świnia i nierób!
Ferdek: O nie, tak dalej być nie będzie… Ja stąd wychodzę i ja dzwonię na kolegium, panie!
Ferdek wychodzi. Do kasy podchodzi klient - ten sam, który przed chwilą kupił u Ferdka buty.
Klient: Przepraszam bardzo, czy tu można zwracać towar?
Helena: Można, a o co chodzi?
Klient: O to, że te buty, które przed chwilą wcisnął mi państwa pracownik, to jest zwykłe gówno! Znajomy mi wszystko wyjaśnił!
Marian: Helena! Tabliczka!
Helena stawia obok kasy tabliczkę z napisem: "Za zakupy zrobione pod nieobecność właściciela właściciel nie odpowiada".

Scena XI
Piętro Boczka. Ferdek zmierza do mieszkania Boczka i szarpie za klamkę. Zamknięte. Ferdek zagląda więc pod wycieraczkę, gdzie znajduje klucz. Wkłada go do zamku, jednak nie przekręca go, gdyż nagle z WC wybiega Boczek.
Boczek: Panie, co pan? Do domu mi się pan chcesz włamywać?
Ferdek: A co pan tam, kurde, robisz, jak pan zawsze wypróżnienie u nas robisz?
Boczek: Panie, nie pańska sprawa, co ja se w moim kiblu robię! Ja się pana pytam, co pan tu robisz?
Ferdek: Panie, masz pan! Daję panu 15 złotych, dej mnie pan ten zasrany liść laurowy!
Boczek: A gówno! Za to, żeś się pan próbował włamać, to ja panu nie dam nic, w mordę jeża!
Ferdek: Panie Boczek, no bądźże pan człowiekiem, no! Ja nie mam tych pieniędzy!
Boczek: To dej pan coś w zamian!
Ferdek: Wino mam, panie, bardzo dobre, "Bombaj", produkt deficyntowy w sklepie, kurde, bierzesz pan?
Boczek: "Bombaj"? Panie, to moje ulubiene wino jest!
Ferdek: To co? Umowa stoi?
Boczek: Stoi, panie! Stoi jak ta wieża w Pizie, nie?
Ferdek: No i gitara! No to dawaj pan tego liścia!
Boczek: Dobre, panie Ferdku. Tylko jak panu zostanie tego gulaszu trochę, to możesz pan dać mnie!
Ferdek: No cóż, nie mogę panu obiecać, że coś zostanie, ale niech panu będzie. Najpierw pan dej liścia!

Scena XII
Kuchnia, wieczór. Ferdek i Halina siedzą przy stole i jedzą wspólnie kolację przy świecach - gulasz po węgiersku. Zarówno Ferdek, jak i Halina, są elegancko i odświętnie ubrani.
Ferdek: No cóż, trochę to trwało… Ale w końcu, Halinko, możemy nacieszyć się smakiem tego gulaszu!
Halina: Oj tak, gulasz wyszedł fantastycznie… Wiesz co, Ferdziu?
Ferdek: No?
Halina: Ja cię chciałam przeprosić za swoje dzisiejsze zachowanie! Ja od początku powinnam była sama pójść do tego sklepu.
Ferdek: No cóż, Halińcia… Wybaczam ci.
Halina: A ty wiesz co? Może my byśmy otworzyli to wino, które przyniosłeś?
Ferdek: Halinka, nie… Po co, zostawmy to wino na jakąś większą okazję.
Halina: Ferdziu, ta okazja jest dostatecznie duża! Przynieś tu to wino, wypijemy!
Ferdek: Nie.
Halina: Co znaczy nie? Dlaczego nie?
Ferdek: Bo to jest chwilowo niemożliwe.
Halina: Jak niemożliwe? Co ty za pierdoły pociskasz?
Ferdek: Bo tego wina już nie ma.
Halina: Jak to nie ma?
Ferdek: Bo to było tak, Halińcia, że ja poszłem do tego Stasia po tego liścia, ale już go wcześniej kupił Boczek, a on chciał 20 złotych za to… Więc ja żem mu dał zamiast tych pieniądzów wino właśnie, no i… Tak było.
Halina: Wiesz co ci powiem? Ja to na twoim miejscu bym się po prostu wstydziła. To, że sam wychlałeś to wino, to jedno, ale te twoje kłamstwa to już mógłbyś sobie darować!
Ferdek: Ale Halinka, tak było, przysięgam ci! Na Boga się mogę przysięgnąć!
Halina: Boga w te swoje niestworzone historie nie mieszaj! I wiesz co, ja ci oświadczam, że my się już naprawdę spotkamy u adwokata!
Ferdek: Ale Halińcia, ja…
Ferdek urywa w pół zdania, gdyż nagle zza okna słychać głośne śpiewy Boczka. Ferdek wstaje i razem z Haliną podchodzi do okna. Na podwórku widać Boczka pijącego wino z gwinta i "tańczącego" obok trzepaka.
Boczek: (pijany) Panie Ferdku… Pana zdrowie piję! Chodź pan, jeszcze trochę zostało! Ta-ra-ra-raaaa…
Ferdek: O! Przypatrz się, Halińcia, co alkohol robi z ludźmi!
Halina uśmiecha się, całuje Ferdka w policzek.

KONIEC
Obrazek
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 8688
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2019-07-03, 21:11

Bardzo dobry odcinek- kojarzy mi się z grą z wczesnego dzieciństwa- Prosiaczek i Wielce Wielka Zupa :P :P :P
W każdej scenie jest humor, są inteligentne odwołania do kondycji społeczeństwa- np. z ta komunią, jest easter-egg do 28 sezonu, pozbyłeś się zbędnych bohaterów, a Halina i Malinowska, które zazwyczaj wkurzają, tym razem są bardzo ważne dla fabuły i przy okazji zabawne. Odwróciłeś też sytuację- Boczek to wielkie panisko, a Ferdek jest zdany na jego łaskę. Tak czasem było w starych odcinkach, a w nowych... każdy wie. S
Historia prosta i schematyczna, ale ten serial taki właśnie jest, a najważniejsze, że się wszystko ładnie, przyjemnie czytało i właśnie dlatego:

10/10

Czas akcji to 28 sezon, a styl jest z 5-12- to jest najlepsze :D
Obrazek
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1390
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Mungo Jerry » 2019-07-03, 21:44

Ciekawy scenariusz. Na pewno przyjemny i lekki. Nie będę się tu czepiał już kwestii tych sezonów, ja osobiście mam na tym punkcie jobla, ale tak jak było powiedziane to są fanfici i może być jak kto chce. Osobiście nie poczułem tu żadnego sezonu szczególnie. Więc chetnie się dowiem jaki w ogóle był punkt osadzenia.

PLUSY
-Dobrze rozpisane sceny z Halinką w kuchni, dobry w nich język Ferdka, i jego wymówki np. ta z wnuczkiem
-Dobra pierwsza scena z Boczkiem pod kiblem, fajny chamski stanowczy Ferdek
-Robota na bazarze, prawdopodobnie jak zgaduję Marian był tu pisany na tego z nowych odcinków ? - (jęśli tak to chyba za dużo kwestii, ta wiem sorry miałem się nie czepiać :-P )
-Akcja dobrze zaplanowana w przedostatniej scenie już było czuć, że wiedziałeś co się stanie. To dobre rozwiązanie, a nie pisanie na żywca.
-Nawet fajne sceny u Malinowskiej, zwłaszcza ta pierwsza

NEUTRAL

-Fabuła od momentu kupienia liścia przez Boczka. Przecież Ferdek w tym czasie gdzie robił u Paździocha mógł obskoczyć połowe wrocławskich warzywniaków - ale rozumiem to jest komedia i musi być komicznie, tak zresztą było.

MINUS:
-Scena na piętrze Boczka jak się dogadali. Ferdek nagle zmienił nastawienie do Boczka, okej przybili "deala", ale Ferdek na końcu powinien jeszcze Boczka opieprzyć, że w ogóle miał czelnosc jakieś wymagania stawiać, ale to też moja opinia.
-troszeczkę podobny do "Sekretów i Kławstw"

Oceniając samą treść, bez żadnych niuansów typu sezony i język bohaterów (który był niezły) daję 7,5/10 za ten scenariusz. ;-)
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2570
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2019-07-03, 21:50

Mungo Jerry pisze:
2019-07-03, 21:44
Ciekawy scenariusz. Na pewno przyjemny i lekki. Nie będę się tu czepiał już kwestii tych sezonów, ja osobiście mam na tym punkcie jobla, ale tak jak było powiedziane to są fanfici i może być jak kto chce. Osobiście nie poczułem tu żadnego sezonu szczególnie. Więc chetnie się dowiem jaki w ogóle był punkt osadzenia.
Miał być 28. sezon, ale w trakcie pisania już sam czułem, że jednak mi w tę stronę nie idzie. Więc zrezygnowałem ze sztywnych ram i resztę ciągnąłem, że tak powiem po swojemu.
Mungo Jerry pisze:
2019-07-03, 21:44
-Robota na bazarze, prawdopodobnie jak zgaduję Marian był tu pisany na tego z nowych odcinków ? - (jęśli tak to chyba za dużo kwestii, ta wiem sorry miałem się nie czepiać :-P )
Zgadza się, na 28. sezon. Czy ja wiem, czy dużo kwestii? W jednej scenie w "Latarence" miał dłuższą wypowiedź. W "Marian ma syna" też chyba miał tych kwestii nieco więcej... No ale może i dałem mu za dużo słów, no nie wiem, ciężko mi stwierdzić. :P

Dziękuję za ocenę, tobie i Pabferowi. :)
Obrazek
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 8688
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2019-07-03, 21:53

Mungo, mało Paździocha to narzucony element stylu 28 sezonu, a nie wizja artystyczna, więc jeśli Kotys nie musi grać w ekranizacji fan fiction, to nie widzę problemu nawet w monologu Paździocha na 100 scen.
Obrazek
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2166
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Bździuch » 2019-07-03, 22:07

Czy to ten legendarny odcinek? Już myślałem, że pożegnałeś ten pomysł.

No więc zacznijmy od początku, a nawet od preludium - dodałeś obsadę na początku, bardzo mnie to cieszy. I widzę, że znowu Jerzy Mularczyk, on musi Cię bardzo lubić, że ciągle u Ciebie gra xd.

Pierwsza scena, pierwsze zdanie i już mamy pierwsze odwołanie do wieszczy: pieśń Jasionowskiego ze słynnego zbioru kompozycji wybranych "Żono moja...i inne przeboje" , czyżby ten scenariusz był pisany w duchu 28 sezonu? W takim razie minusik ode mnie ;-).
Potem zabawnie nawiązałeś fabułą do starożytnego przysłowia "Polak Węgier dwa bratanki...", ale ja nie lubię tego przysłowia, więc minus.

Następna scena fajna, lubię Malinowską, akceptuję ją taką jaką jest, a Ty trochę ułatwiłeś zadanie jej przeciwnikom (czyli reszcie populacji poza mną) i zrobiłeś ją miłą, dobrze to motywując, ale i tak minus bo brzydki greenbox sklepu u Stasia.
Wino "Bombaj", wolałbym "Bombas" byłoby kolejne nawiązanie do sztuki. Oczywiście minus.
Podoba mi się kuszenie Ferdka przez Malinowską, rozumiem, że była tu metaforą szatana który kusi swoje ofiary, nie bez znaczenia wino nazywa się "Bombas" co jednoznacznie kojarzy się chyba każdemu z "Belzebub", a do tego była tam wojna (w Bombaju, nie w Belzebubie) więc minus bo wojna jest zła i nie prowadzi do niczego dobrego.

W scenie trzeciej na siłę wrzuciłeś Boczka, był oczywiście tylko po to żeby zarzucić jakimś śmiesznym żartem, Boczek: Znaczy, że to pan nie dla siebie bierzesz?
Ferdek: Dlaczego nie?
Boczek: No bo żeś pan powiedział, że to dla eleganckich ludzi jest!
albo Ferdek: Z panem to się nawet na trzeźwo nie da rozmawiać, a co dopiero przy alkoholu!

Jak to po scenie trzecie, mamy oczywiście scenę piątą i tu znowu minusy: aktorzy mówili niewyraźnie, a poza tym jak Malinowska mówi zabawny tekst Proszę, triumfalny powrót! to widać mikrofon u góry ekranu, minus, nie potrafisz napisać scenariusza tak żeby nie było widać mikrofonu?

Potem mamy scenę pod Boczkiem, a mogłaby się dziać gdzie indziej bo nie ma takiej lokacji w serialu. Minus. Poza tym Ferdek na prawdę nie mógł iść do jakiegoś innego sklepu? Nie wiem, Carrefoura na przykład? Dobre przyprawy są też na przykład w sklepiku IKEI, ale to już byłoby zbyt kontrowersyjne politycznie, więc dobrze, że tego nie umieściłeś w scenariuszu, ale i tak minus bo nie mam aktualnie humoru.
Potem miałem nadzieję na jedyną dobra scenę, bo pojawił się zabawny wątek Ferdka wymyślającego jakieś bzdury Halince na temat 10-złotych, ale w tej scenie niestety są też minusy bo postawiłem Ice Tea obok laptopa i mi się zagrzało wrrrr. A komputer zagrzał się przy tej scenie, więc dostajesz minusa ;-).

Później mamy scenę fał i i i, nie wiem co to za nazwa i tam pada zabawny tekst: "Boczek: Ale panie, ja se papier mam.
Ferdek: Masz pan, bo pan kradniesz, wie pan?! Mój papier pan kradniesz!",
ale niestety minus bo Marian ma syna.

Dziesiątej sceny nie chce mi się czytać, pewnie i tak nic nie ma tam zabawnego.

W jedenastej scenie spodobało mi się, że twórcy dali wreszcie jakąś lepszą muzykę, a nie te smęty Mirowskiego, tak więc pierwszy plus. No i znowu minus za piętro Boczka, nawet jeżeli Ferdek chciał się tam włamać i potem kolejny minus bo tak jak mówiłem wino "Bombaj" nie jest dobrą nazwą, potem mamy zabawny tekst: Stoi jak ta wieża w Pizi..." a przepraszam muzykę do tego scenariusza też pisał Mirowski, tak więc zmieniam tego plusa na minusa.
Dwunasta scena pewnie nie jest istotna dla fabuły, więc mi się jej nie chce czytać, więc dam plusa za oszczędzenie mi czytania tego.

Podsumowując: plusów: jeden, minusów: nie wiem nie chce mi się liczyć, w ciul.

0/10, ale że Cię lubię i ostatnio wysłałeś SMSa na mnie w "Fundacji Polsat" to 7-/10.
Ostatnio zmieniony 2019-07-03, 22:10 przez Bździuch, łącznie zmieniany 1 raz.
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1390
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Mungo Jerry » 2019-07-03, 22:09

Pabfer pisze:
2019-07-03, 21:53
Mungo, mało Paździocha to narzucony element stylu 28 sezonu, a nie wizja artystyczna, więc jeśli Kotys nie musi grać w ekranizacji fan fiction, to nie widzę problemu nawet w monologu Paździocha na 100 scen.
No wiem, dlatego napisałem, że nie mam z tym problemu. Przy czym zaznaczając, że jeśli faktycznie był on wzorowany na styl 28 to jest troszkę za dużo tych kwestii. Nie wziąłem tej uwagi do końcowej oceny ;-)
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2570
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2019-07-03, 22:14

Bździuch, ty to potrafisz poprawić humor. :lol: Jeszcze tylko wspomnę o tym:
Bździuch pisze:
2019-07-03, 22:07
Później mamy scenę fał i i i, nie wiem co to za nazwa i tam pada zabawny tekst: "Boczek: Ale panie, ja se papier mam.
Ferdek: Masz pan, bo pan kradniesz, wie pan?! Mój papier pan kradniesz!",
ale niestety minus bo Marian ma syna.
Z początku nie zajarzyłem, o co ci chodzi, ale przewinąłem do tej sceny i już wiem. :lol: Musiałem chyba kilka razy kliknąć w podpowiadacza słów, bo nie wiem, skąd to się tam wzięło. :lol:

Za wpadkę z mikrofonem strasznie przepraszam, nie zauważyłem jej przy montażu, a co do greenscrenów - cięcie kosztów, stąd kiepska jakość. ;)

A, i Jerzy Mularczyk nie lubi u mnie grać - ale z braku laku dobry kit. :P
Obrazek
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 8688
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2019-07-03, 23:01

kacrudy pisze:
2019-07-03, 22:14
Musiałem chyba kilka razy kliknąć w podpowiadacza słów, bo nie wiem, skąd to się tam wzięło. :lol:
Ja myślałem, że się celowo nabijasz z 28 sezonu i dałem ci za to plus w mojej ocenie, a tu się takich rzeczy dowiaduję... :P To w takim razie trzeba zmienić na 1/10 :P
Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2570
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2019-07-03, 23:05

A ja właśnie nie wiedziałem, o co ci chodziło z tym easter eggiem do 28. sezonu, ale nie chciałem pytać... :P
Dziwi mnie tylko, że zmieniasz ocenę na 1/10 zamiast, tak jak należy, na 0. ;)
Obrazek
Awatar użytkownika
boczek22
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 701
Rejestracja: 2018-06-07, 15:56
Lokalizacja: Kamienica kiepskich

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: boczek22 » 2019-07-04, 07:55

Fajny scenariusz. Pewnie dlatego że sam wymyśliłem podobny pomysł.xd Na plus rozmowy Ferdka z Boczkiem Ferdek na bazarze Malinowska i cała akcja z liściem. Minusów żadnych większych nie było. No może kiepsko wykonane greenboxy i gra niektórych aktorów. W ogóle odcinek mi strasznie zajeżdżał jednym z tomów Asteriksa gdzie też próbowali zdobyć liść laurowy i sytuacja się ciągle zagęsczała. A że był to mój ulubiony tom to na plus.xd Ocena: A co mi tam będę hojny i dam 8/10 ale za to że było podobne do Asteriksa dam 9/10.xd
Bo wszystkie Boczki to niezłe zboczki
A wszystkie Paździochy to skisłe Bździochy
Natomiast wszystkie Ferdki są wąsate
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction”