Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Twórczość literacka związana ze "Światem według Kiepskich".
Awatar użytkownika
Luko
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1669
Rejestracja: 2016-05-01, 18:01
Lokalizacja: Polska

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Luko » 2017-05-12, 16:54

Słabo :-> W zasadzie sorry, ale cały ten scenariusz był nudny. Plusów w sumie nie dostrzegłem, jakby się doszukiwać to Boczek w miarę był dobry jak się chichotał i Paździoch pijący wino z kościoła. Zakończenie w miarę.

2/10
Obrazek

A zasadził panu ktoś kiedyś kopa w dupę?
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY|User Miesiąca
USER DEKADY|User Miesiąca
Posty: 6398
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2017-05-12, 16:59

Na plus pierwsza scena, druga się dobrze zapowiadała, ale ostatecznie na neutral, potem śmiech Arnolda był niezły, Paździoch kradnący alkohol dobry- jak dawniej i zakończenie w sumie raczej na plus. Reszta niestety była zbyt nudna i ciężko się to czytało. A szkoda, bo pomysł niezły.

4/10
Obrazek
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 849
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Bździuch » 2017-05-12, 22:24

Trochę dziwny scenariusz. Pomysł świetny, do tego czuć w nim absurd 1 serii, ale nie tylko tam, nazwy programów, nazwiska czy niektóre sytuacje jak Paździoch pijący wino z kościoła :lol:, pojawiło się też trochę satyry i mądrości, choć nie było zbytnio humoru niestety :-/ . Kompletnie nie czuć Twojego stylu, przede wszystkim dlatego, że było niezwykle nudno, choć rozumiem, że pomysł nieco ograniczył tempo akcji, ale ''Lądek zdrój'' pokazuje jak mimo wolnego tempa, może i nawet nudy mieć rewelacyjny kawał prawdziwej komedii, która kamufluje tę nudę. Jedyna scena która mi sie podobała, to rozmowa Ferdka i Paździocha przed pójściem na wódkę. Niezła też scena u Paździochow, przypomina mi tą z ''Glonojada'' brakuje takich w serialu (chodzi mi o formę, gdyż dialogi były, przepraszam, ale trochę drętwe :-/ ). Powiem tak czytałem ostatnio scenariusz jakiegoś nowego użytkownika i ocenilem go na 4/10, był gorszy od tego, podwyższyłem trochę za debiut, ale przede wszystkim dam Tobie 3/10 przez to, że wiem na co Cię stać i Twoje scenariusze są zdecydowanie poziom wyżej ;-). Mimo to czekam na następny ;-) .
Ostatnio zmieniony 2017-05-12, 22:25 przez Bździuch, łącznie zmieniany 1 raz.
''(...) i pierwszy człowiek odkrył jak krzesać ogień. Prawdopodobnie zginął na stosie, który nauczył swoich braci rozpalać.'' - Ayn Rand
Zapraszam:
- Moja gra o Kiepskich
- I mój scenariusz
Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1463
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2017-08-01, 21:30

Niedawno zacząłem prace nad nowym scenariuszem. Nie będzie to " Wiosna, ach to ty", ponieważ bałem się, że epizod z odgórnym pomysłem zdradzającym dużą część fabuły wyjdzie tak, jak ostatnio. Dziś przedstawiam stary scenariusz, który się tu nie pojawil. Oczywiście, trochę go zedytowałem od tamtej pory, ale liczę, że będzie lepszy niż ostatni.

Odcinek 7 - Gdzie jest Boczek?

Scena 1 (salon, Ferdek rechocze, podchodzi do kalendarza i wyrywa kartkę, data 1 kwietnia)
Ferdek: Haha, kurde.
(Ferdek siada na fotelu, włącza telewizor, w nim redaktorka)
Redaktorka: Lucyna Strzyga, zapraszam na program "Kartka z kalendarza". Dziś 1 kwietnia, czyli bardzo ważne święto międzynarodowe. Tego dnia w 1886 roku we Wrocławiu odkryto tzw. skarb zakrzowski. W 1897 roku we Wrocławiu założono klub piłkarski SV Blite Breslav. O ja cież pierniczę, niemiecki. Ale te wszystkie wydarzenia to zwykłe pierdoły. Najważniejsze święto obchodzone tego dnia to prima aprilis. A teraz dwugodzinny materiał o prima aprilis.
(z powrotem salon, do pokoju wchodzi Marian)
Marian: Panie Ferdku...
(podchodzi nieco bliżej, przekracza próg, z sufitu spada na niego wiadro wody)
Ferdek: Co jest, kurde...
(Ferdek odwraca się, wybucha śmiechem)
Marian: No i co się pan śmiejesz, panie Ferdku? Całe ubranie pan mi przemoczył!
Ferdek: Panie Paździoch, kup se pan nowe na bazarze!
Marian: Prymityw! Tfu!
(Marian wychodzi, wchodzi mokra Halina)
Halina: No jasna cholera. Wyobraź sobie, Ferdziu, wracam spokojnie do domu, a tu jak zaczęło grzmieć, lać, wiać. Calutka zmokłam... A pan Paździoch chyba też prosto z dworu.
Ferdek: No... no, chyba tak...
Halina: I jeszcze stołówka w szpitalu strajkuje. Głodna jestem, idę do kuchni coś zjeść.
(Halina zmiefza w stronę kuchni)
Ferdek: Halińcia, to może lepiej tam nie idź, bo...
(Halina wchodzi do kuchni, słychać głośny plusk wody)
Halina: (krzyczy) Ferdek, jełopie :!:

Scena 2 (korytarz, Boczek wchodzi do WC, z pustostanu wychodzi Ferdek)
Ferdek: O ty świnio, czekaj no. Już ja ci wejdę do prywatnej toalety publicznej mojej, ty.
(Ferdek podchodzi do drzwi na klatkę schodową, smaruję klamkę klejem)
Ferdek: Tera, kurde, nie będzie musiał przynajmniej łazić grubas w tę i wewtę.
(Ferdek wchodzi z powrotem do pustostanu, Boczek wychodzi z WC)
Boczek: Dałem kiełbasę, dałem parasol, dałem posadę...
(Boczek chwyta za klamkę, otwiera drzwi, nie może oderwać ręki od drzwi)
Boczek: O żeż, w mordę jeża, co jest?
(wychodzi Ferdek, śmieje się)
Boczek: O, panie Ferdku, pomóż pan!
Ferdek: Prima aprilis, panie Boczek!
Boczek: Dziękuję za życzenia, panie, ale pomóż mi pan.
(z mieszkania wychodzi Marian)
Marian: Spokojnie, panie Boczek! Zadzwoniłem po pogotowie i straż pożarną, zaraz tu będą.
Ferdek: Panie Paździoch, po co dzwonić? Boczek brzuchem drzwi rozpierdzieli i już.
Marian: Panie Ferdku, jeszcze jeden tego typu wybryk i zadzwonię również po policję, rozumie pan?
Ferdek: A idźże pan, pan to poczucia humora w ogóle nie masz, kurde. No i muszę się napić...

Scena 3 (salon, Ferdek siedzi na fotelu, popija browara, Halina patrzy w okno)
Halina: Ferdek, ty wiesz, że ktoś się z kamienicy wyprowadza?
Ferdek: Nie.
Halina: To chodź, zobacz
(Ferdek podchodzi do okna)
Ferdek: No faktycznie. A kto?
(widok zza okna, do auta wsiada Boczek z bagażami)
Halina: Boczek?
Ferdek: (krzyczy) Panie Boczku! Co pan odpierdzielasz?
Boczek: Wyprowadzam się! Po tym ostatnim incydencie. (pokazuje zabandażowaną dłoń)
Halina: Co mu się w tą rękę stało?
Ferdek: Pewnie grubas se złamał, jak parówkię z lodówki wyjmował. Albo się w palca ugryzł.
Halina: Ja się go zapytam może?
Ferdek: Nie no, po co grubasowi dupę zawracać.
Halina: Pójdę, zapytam.

Scena 4 (korytarz, Halina rozmawia z Heleną)
Halina: Pani sobie wyobrazi, że mój bezmózgi mąż Boczkowi normalnie przykleił łapę do klamki.
Helena: A gdzie on teraz jest?
Halina: Boczek? Nie mam pojęcia.
Helena: Nie Boczek, pani bezmózgi mąż.
Halina: A, to tym bardziej nie wiem. Nie dostał obiadu i poszedł w cholerę.
Helena: Czyli chleje pod Stasiem.
Halina: Albo na złomie!
(na korytarz wchodzi Ferdek, w dłoni dzierży list)
Helena: Albo tu!
Halina: Ferdek, co trzymasz w dłoni?
Ferdek: A, pan Edzio przyniósł mi list, to go wziąłem.
(Ferdek wchodzi do mieszkania)
Helena: Ktoś jeszcze do niego pisze?
Halina: Pośredniak może?

Scena 5 (salon, Ferdek siedzi na fotelu, czyta list)
Ferdek: "Szanowny Panie Ferdynandzie Kiepski, informuję, że osobnik Arnold Boczek, który od lat nielegalnie wypróżniał się na pańskim piętrze, mieszkał w mieszkaniu po moim dziadku, który pozostawił w ukrytym tam sejfie milion nowych złotych. Jeśli je pan znajdzie, może je pan zachować. Anonim". O, kurde.
(Ferdek podchodzi do telefonu, wykręca numer)
Ferdek: Halo? Panie Boczek? To ja, Ferdynand Kiepski. Mam prośbę, czy mógłby mi pan oddać klucz do pana domu? Nie nowego, starego... Po co? Bo ja żem grzałkę u pana kiedyś zostawił i... Halo? Kurde no, świnia normalna, będzie se fochy strzelał. Obrażać się to każden jeden umie, ale robić ni ma komu.

Scena 6 (mieszkanie Paździochów, Ferdek rozmawia z Marianem)
Ferdek: Bo widzi pan, panie Paździoch, ja żem klucza od Boczka mieszkania chciał, bo ja żem tam, kurde, grzałkę zostawił i wziąć ją chciałem.
Marian: Ale ja nie mam klucza.
Feddek: No tak, ale go pan od Boczka weźmie.
Marian: To sam se go pan weź.
Ferdek: Widzi pan, on się na mnie obraził bez powodu.
Marian: Ohoho, pan Boczek powód ma i ja go bardzo dobrze znam. Ale pomogę panu, jak mi pan da połowę łupu.
Ferdek: Panie, jakiego łupu?
Marian: Dobrze wiem, że pan tam chcesz wejść tylko po to złoto w sejfie. Bo widzisz pan, ja również dostałem telegram.
(Marian wyciąga telefon, dzwoni)
Marian: Halo? Pan Boczek? Z tej strony Marian Janusz Paździoch, pana były sąsiad. Mógłby mi pan użyczyć kluczy do pana starego mieszkania? Chciałbym zabrać stamtąd swoją pewną własność. Do zobaczenia!
(rozłącza się)
Marian: Załatwione! Możesz pan jechać.
Ferdek: Gdzie?
Marian: Do Warszawy! Grubas tam miezzka teraz.
Ferdek: A pan?
Marian: Ja mam szczękę na bazarze! Jedziesz pan, czy nie?
Ferdek: No dobre, niech będzie.

Scena 7 (korytarz, Halina chodzi po korytarzu, popalając papierosa)
Halina: Gdzie ten jełop jest?
(wchodzi Ferdek)
Ferdek: Cześć, Halińcia!
Halina: Gdzieś ty był?
Ferdek: W pośredniaku!
Halina: Przez tydzień? Ferdek, natychmiast mów, gdzie byłeś.
Ferdek: W Polsacie!
(Ferdek wraca do mieszkania)
Halina: No jełop po prostu!

Scena 8 (mieszkanie Paździochów, Ferdek rozmawia z Marianem)
Marian: Jak to - nie ma kluczy?
Ferdek: Pojechałem tam, gdzie pan kazał...
Marian: Na pewno? Aleje Jerozolimskie 81?
Ferdek: Ta, i wiesz pan, kurde, co?
Marian: Co?
Ferdek: Tam jest Polsat!
Marian: Co za świnia!
Ferdek: No o tym samym, kurde, pomyślałem.
Marian: Zaraz, zaraz... Mam pomysł. Niech pan idzie ze mną na górę.

Scena 9 (piętro Boczka, Ferdek i Marian wchodzą na piętro)
Ferdek: A po co my tu przyszliśmy?
Marian: Boczek zawsze chował klucz pod słomianką. Może go zostawił?
Ferdek: Może...
(Marian zagląda pod słomiankę, wyciąga klucz)
Ferdek: A to idiota!
(Marian przekręca klucz w drzwiach, drzwi się nie otwierają)
Ferdek: Co jest?
(Marian przekręca klucz w drugą stronę)
Marian: Grubas drzwi nie zamknął!
Helena: (z dołu) Marian! Do chałupy, w try miga!
Marian: O! Moja ukochana mnie wzywa. Daj pan znać jak znajdziesz pan sejf.
Ferdek: Ale...
(Marian zbiega na dół, Ferdek wchodzi do mieszkania)

Scena 10 (salon, Ferdek pokazuje Marianowi biustonosz)
Marian: Jak to? To wszystko, co było w tym sejfie?
Ferdek: Panie, ten anonim nas oszukał, tam gówno było, a mi się chce pić, kurde.
Marian: Wie pan co? Może odsprzedałby mi pan ten stanik? Sprzedałbym go na bazarze.
Ferdek: Bierz pan to w cholerę, panie. Nawet za darmo.
Marian: Dziękuję panu. I niech się pan tak nie martwi tym sejfem.
(Marian wychodzi, wchodzi Halina)
Halina: List do ciebie!
(Halina rzuca Ferdkowi list, ten go rozrywa i czyta)
Ferdek: "Szanowny Panie Ferdynandzie Kiepski, pragnę pana poinformować, że biustonosz znajdujący się w sejfie w mieszkaniu Arnolda Boczka pochodzi z ekskluzywnej kolekcji Ciuparella i jest wart około 1500 złotych. Anonim". O ja pierdzielę!
(Ferdek zrywa się z fotela)

Scena 11 (korytarz, Ferdek puka do mieszkania Paździocha, drzwi otwiera Marian)
Marian: Słucham?
Ferdek: Panie, oddaj mi pan ten biustonosz, kurde.
Marian: A po co panu?
Ferdek: Po... Nieważne, dawaj pan!
Marian: Panie, to był bezwartościowy kawał tkaniny. Spaliłem go.
Ferdek: Ja pierdzielę, ale...
Marian: Żegnam!
(Marian zamyka drzwi, upewnia się przez wizjer, że Ferdek odszedł)
Marian: Zemsta spełniona! Prima aprilis, panie Ferdku.

KONIEC

WYSTĄPILI:
Ferdek - Anddzej Grabowski
Halina - Marzena Kipiel-Sztuka
Paździoch - Ryszard Kotys
Paździochowa - Renata Pałys
Boczek - Dariusz Gnatowski

GOŚCINNIE WYSTĄPIŁA:
Redaktorka - Beata Rakowska
Obrazek
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY|User Miesiąca
USER DEKADY|User Miesiąca
Posty: 6398
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2017-08-01, 21:42

Ciekawy program TV, miałem nadzieję, że będzie miał duży wpływ na resztę odcinka. Szkoda, że tak nie było. Całkiem zabawna scena pod WC. Na plus nawiązania do poprzednich odcinków, czyli Krawczyka i Grzałki. Reszta jednak przewidywalna, nudna i nijaka. Do tego trochę chaotyczna. Był potencjał, ale niestety nie został w pełni wykorzystany. Zakończenie nijakie i nieśmieszne. Nic jednak nie irytowało i nie było zapchajdziur. Nie wystąpili też zbędni bohaterowie drugoplanowi. Brak minusów to co prawda nie plus, ale warto to zauważyć.

5/10
Obrazek
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 849
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Bździuch » 2017-08-02, 11:23

Nie wiem skąd te 5/10 dawno nie czytałem tak dobrego scenariusza i to nie tylko u Ciebie, ogólnie. Bo szczerze to ostatnie Twoje scenariusze były średnie lub słabe :-\.


Po pierwsze bardzo dobry temat przewodni, wiele wątków które ładnie wywiązałes w genialnym zresztą zakończeniu.

Pierwsza scena (program tv) słaby i za niego odejme 0,5 bo strasznie nudne i zbędne rozpoczęcie epizodu. Rewelacyjne sceny dowcipów i wyjazd Boczka . Rozbawił mnie Ferdek który nie chciał się przyznać co zrobił Boczkowi. Oraz jak Helena i Halina obgadywaly Ferdka :-P. Później bardzo zgrabnie wprowadziłeŝ wątek kryminalny, rewelacyjny dowcip Boczka z polsatem, zapewne na prima aprilis :-D. Później rewelacyjne zakończenie z biustonoszem i chytrym Paździochem :-P.
Temat Prima Aprilis i zemstę Boczka i Mariana wplotłeś świetnie w inne wątki. Przyjemny, zabawny i klimatyczny

Mój ulubiony dialog i tekst:

Boczek: O, panie Ferdku, pomóż pan!
Ferdek: Prima aprilis, panie Boczek!
Boczek: Dziękuję za życzenia, panie, ale pomóż mi pan.
(z mieszkania wychodzi Marian)
Marian: Spokojnie, panie Boczek! Zadzwoniłem po pogotowie i straż pożarną, zaraz tu będą.
Ferdek: Panie Paździoch, po co dzwonić? Boczek brzuchem drzwi rozpierdzieli i już.
Ferdek: Pewnie grubas se złamał, jak parówkię z lodówki wyjmował. Albo się w palca ugryzł.
Jeden z Twoich najlepszych scenariuszy: 9,5/10
Ostatnio zmieniony 2017-08-02, 11:23 przez Bździuch, łącznie zmieniany 1 raz.
''(...) i pierwszy człowiek odkrył jak krzesać ogień. Prawdopodobnie zginął na stosie, który nauczył swoich braci rozpalać.'' - Ayn Rand
Zapraszam:
- Moja gra o Kiepskich
- I mój scenariusz
Obrazek
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 978
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Berlin

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Mungo Jerry » 2017-08-02, 15:39

Muszę zgodzić się z Pabferem. Scenariusz strasznie przewidywalny i chaotyczny. Kuleją tu karłowate kilkuzdaniowe sceny, średnio odwzorowany język bohaterów i ich zachowania. Potencjał jakiś był, ale nie został 100 procentowo wykorzystany.

Mimo wszystko trafiło się kilka dobrych tekstów np ten przytoczony wcześniej przez Bździocha.

5/10
Awatar użytkownika
karol piękny
Kiepski Znawca
Kiepski Znawca
Posty: 1350
Rejestracja: 2014-10-18, 11:27

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: karol piękny » 2017-08-09, 20:21

Niezły scenariusz. Dość słaby początkowy program telewizyjny. Potem śmieszne żarty Ferdka z wodą i z klamkę. Świetny późniejszy tekst "Pewnie grubas se złamał, jak parówkię z lodówki wyjmował. Albo się w palca ugryzł". :lol: Rozmowa Haliny z Heleną taka sobie, choć dialog:
- Ktoś jeszcze do niego pisze?
- Pośredniak może?
wyszedł całkiem nieźle. Średnie również obie sceny w mieszkaniu Paździochów. Dobry natomiast był wątek z pojechaniem Ferdka do Warszawy. Zakończenie bardzo fajne. 6/10.
Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1463
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2017-08-29, 22:29

Odcinek 8 - Plan B

Scena 1 (przedpokój, pukanie do drzwi, Ferdek idzie do drzwi)
Ferdek: Idę, kurde. Co jest, kurde. Dzień jest, kurde.
(Ferdek otwiera drzwi, w progu Boczek, w tle krzyki Heleny)
Ferdek: Kurde, czego znowu?
Boczek: Panie, afera jest!
Ferdek: Jaka?
Boczek: Paździochy się kłócą, w mordę jeża.
Ferdek: No przecie słyszę, panie, nie jestem guchy.
Boczek: Panie, ja też se słyszę.
Ferdek: No to bardzo mi przyjemnie, że się zgadzamy, ale ja to w dupie mam.
Boczek: Ale panie Ferdku, ja chciałem pana se poprosić, żeby ich pan uspokoił.
Ferdek: Wiesz pan co, panie Boczek, pan to masz pomysły. Pójdę i mi jeszcze Paździochowa zęba wybije.
Boczek: No to co se zrobimy?
Ferdek: Jacy my, kurde? Idź pan i ich uspokój, mnie to gówno obchodzi. Żegnam pana!
(Boczek chce coś powiedzieć, Ferdek zamyka mu drzwi przed nosem)

Scena 2 (sypialnia nocą, Ferdek i Halina leżą w łóżku, za ścianą kłócą się Paździochowie)
Ferdek: Halinka, śpisz?
Halina: Nie śpię! Niby jak mam spać, jak ciągle drą mordy za ścianą?
Ferdek: No to idź im coś powiedz.
Halina: Idź ty, ty jesteś jako tako mężczyzną, prawda?
Ferdek: (po chwili zamyślenia) Halińcia, a co ty masz na myśli z tym "jako tako", co?
Halina: No Ferdek, spójrzmy prawdzie w oczy. Ty kiedyś byłeś fajnym, wysportowanym mężczyzną.
Ferdek: No cały czas jezdem.
Halina: Cóż, jeśli uważasz za sport rekreacyjne zgniatanie puszek i przechylanie kieliszka, to tak.
Ferdek: No widzisz, Halińcia, no i ja nie wiem, po co cała ta dyskusja.
Halina: Ale ja wiem. Idźże do tych Paździochów i ich uspokój, bo mnie zaraz krew zaleje.
Ferdek: A po co?
Halina: Po to, żebym nie musiała się udawać do adwokata. Idź do tych Paździochów!
(Ferdek ubiera laczki, wychodzi na korytarz i stuka do drzwi Paździochów)
Ferdek: Otwierać, kurde!
(drzwi otwiera Helena)
Helena: Czego?
Ferdek: (przestraszony) Do-do-dobry wieczór, j-ja żem chciał prosić o o o o ciszę, bo m-moja żona musi spać, żeby rano do roboty wstać.
Helena: Dobrze, panie Ferdku. Będzie ciszej! Dobranoc!
(Helena trzaska drzwiami)
Ferdek: No i gitara!
(Ferdek wchodzi do mieszkania, z WC wychyla się Boczek, rozgląda się i wybiega na klatkę z papierem toaletowym w ręku)

Scena 3 (sypialnia nocą, Halina leży w łóżku , Ferdek kładzie się koło niej)
Halina: No i co?
Ferdek: Co co, no? No powiedziałem im, kurde.
Halina: A co ty im takiego powiedziałeś, że od razu się uspokoili?
Ferdek: No jak to co, kurde? Że jak się nie uspokoją, to im z laczka kopa zasadzę i tyle.
(Halina marszczy brwi, przewraca się na drugi bok, zamyka oczy, Ferdek robi to samo)
Helena: (zza ściany) Marian, co ty tu jeszcze robisz? Do łóżka, ale już!
Marian: (zza ściany) Zaraz przyjdę, Helutka. Serial oglądam.
Helena: (zza ściany) Marian, nie będziesz mi po nocy te swoje gówna oglądał! Wyłączaj to albo wyrzucę telewizor przez okno!
(za oknem słychać brzęk tłuczonego szkła, Halina i Ferdek się budzą)
Ferdek: No nie, tak być nie będzie, kurde!

Scena 4 (salon nocą, Ferdek, Halina, Helena i Marian siedzą przy stole)
Halina: Pani Heleno, panie Marianie, ja z mężem znosiliśmy wiele państwa kłótni, ale to już było normalne przegięcie.
Ferdek: Właśnie, kurde. Zamiast telewizora wyrzucać przez okno to mogła pani, pani Paździochowo, oddać biednym.
Helena: No nic nie poradzę, panie Ferdku. Taki odruch, zdenerwował mnie ten debil, to wypieprzyłam ten telewizor w pi*du.
Marian: A kto w zeszłym tygodniu do trzeciej nad ranem oglądał te zasrane tańce z gwiazdami, co?
Helena: Ja, w przeciwieństwie do ciebie, małpo jedna, oglądam rozrywkę na poziomie.
Marian: Na poziomie dna i żenady!
Halina: Spokój! Proszę państwa, musimy opanować emocje i dotrzeć do normalnej, spokojnej konwersacji.
Ferdek: Halińcia, ale jak mamy konserwować bez łyka alkoholu, no wiesz, dla wzmocnienia dyskusji?
Marian: O! Świetny pomysł!
Helena: Zamknij się dziadu, nie będziesz mi tu po nocy chlał wódę, a potem pierdoły po nocy gadasz, że spać nie idzie.
Halina: Spokój, do jasnej cholery!
Ferdek: Halina, ale czego się wydzierasz, cisza nocna przecie jest.
Halina: No bo chciałam się dogadać, porozumieć, dotrzeć do jakiegoś konsensusu, ale się najwyraźniej nie da.
Ferdek: A po co do ZUS-u, Halińcia?
Halina: Nie pogrążaj się, jełopie. W każdym razie widzę tylko jedno wyjście z zaistniałej sytuacji.
Helena: Tak, a jakie?
Halina: Albo przestaną państwo zakłócać ciszę nocną, albo zadzwonię na kolegium.
(Helena i Marian spoglądają na siebie)

Scena 5 ("U Stasia", Ferdek wchodzi do sklepu, za ladą Malinowska)
Ferdek: No, pani Malinowska, małpkie dać, raz, dwa, trzy, na zeszyta.
Malinowska: A raz, dwa, trzy, pocałuj mnie pan w dupę!
Ferdek: Jak w dupę? Co jest?
Malinowska: Nie będzie małpki! A o! (pokazuje wała)
Ferdek: Pani Wisławo, niech się pani powstrzyma od takich wulgarnych gestów, bo ja już w zasadzie żem powinien na panią do kolegium doniesienie złożyć. To jak nie małpkię, to browara niech pani da.
Malinowska: Nie ma browara i wina też nie, i małpki też nie. Żona była, zabroniła, a poza tym pan żeś kredytu na zeszyt od 20 lat nie spłacił. A teraz wypierdzielać! Już!

Scena 6 (salon, Ferdek siedzi rozdrażniony na fotelu, wchodzi Halina ze zgrzewką napojów)
Ferdek: Co to jest, Halińcia?
Halina: Napoje! Wzięłam na zapas całą zgrzewkę, może dzieci wezmą też.
Ferdek: Halina, ja się ciebie pytam, czemu ty mi zeszyta na alkohola zamkłaś?
Halina: Teraz będziesz pił napoje, Ferdziu. Pora się oduczyć tego zgubnego nałogu.
Ferdek: Halińcia, ale ja se nie życzę, kurde!
Halina: Ale to nie jest koncert życzeń. (daje butelkę Ferdkowi) Masz, spróbuj, wypijesz, przyzwyczaisz się i przywykniesz.
(Ferdek czyta etykietę)
Ferdek: "Napój... gazowany... o smaku... gnojówy?"
Halina: Grejpfruta, Ferdek. No, no napij się, wyobraź sobie, że to piwo.
(Ferdek odkręca butelkę, wypija łyk)
Halina: I co? Smakuje!
Ferdek: Mordę wykrzywia, kurde!
Halina: No bo gazowane! Spokojnie, Ferdynand, jeszcze polubisz.
Ferdek: Nie no, Halińcia, kurde, ja tego nie wytrzymię! Ja żadnych grejfiutów pił nie będę! Ja wychodzę i nie wiem, kiedy wrócę!
Halina: Idź, idź. Arrivederci Roma!
(Ferdek wychodzi)

Scena 7 (korytarz, Ferdek siedzi na krześle pod WC, pali papierosa)
Ferdek: Kurde no, co za czasy, żeby człowiekowi potrzeb odmawiać. Może mi jeszcze wodę odetnie? Kurde.
(z WC wychodzi Marian)
Marian: Witam pana, panie Ferdku. Browar z rana jak śmietana, mam rację?
Ferdek: Nie ma pan racji, kurde.
Marian: Jak to?
Ferdek: Panie, no żona mi zakazała. Weź pan poratuj, panie. Chociaż kropelkę wódki, no.
Marian: Chciałbym, panie Ferdku, ale moja żona jest w domu, a jak zobaczy mnie z wódką, to zacznie wydzierać się na mnie i panu się też oberwie. A tego przecież państwo tak bardzo nie chcą, prawda?
Ferdek: Ale...
Marian: Żegnam pana!
(Marian wchodzi do mieszkania)
Ferdek: Ty mendo jedna pazerna, złodziejska ty, kurde!
(na korytarz wchodzi Boczek z opuszczoną głową)
Ferdek: Co pan taki smutny jest?
Boczek: Panie, ja już trzeci dzień na trzeźwo chodzę. Ja już normalnie się ślepy robię, a dziś se we rzeźni o mało ręki żem nie uciął, w mordę jeża.
Ferdek: A czemu pan bez alkoholu?
Boczek: Panie, nieprzyjemna historia normalnie. Kredyta se na telewizor wzięłem, we rzeźni mi pensję ucięli, a Malinowska na zeszyta już nie chce, kuźwa, dać.
Ferdek: Widzisz pan, panie Boczek, a mi żona zeszyta zamkła i grejfiuty mi każe pić.
Boczek: Panie Ferdku, pan się możesz z Paździochem napić, a ja nie.
Ferdek: Ta, z Paździochem. Menda się na mnie obraziła i mi nie chce dać.
Boczek: Panie, a o co?
Ferdek: Wiesz pan co, chodź pan do środka. Tylko pan nie nabłoć, bo dopiero co żem ścierał.
(obaj wchodzą do mieszkania)

Scena 8 (kuchnia, Ferdek i Boczek siedzą przy stole, pośrodku stoi butelka napoju grejpfrutowego)
Boczek: Panie Ferdku, niepotrzebnie pan żeś straszył ich tym kolegium.
Ferdek: To nie ja żem straszył, tylko moja żona, panie. A że Halina ma głupie pomysły to pan wie, bo widzi pan, że mi każe te świństwa pić.
Boczek: Panie, to co wtedy robimy, w mordę jeża?
Ferdek: Jest jedna możliwość, ale uprzedzam, że niesie za sobą zagrożenie życia lub zdrowia.
Boczek: To znaczy?
Ferdek: Trzeba skłócić Paździochów.
Boczek: Ta, panie. Nie przejdzie. Musiałaby być jakaś gruba afera, panie.
Ferdek: No i o to chodzi. Wplątamy Paździocha w taką aferę, że przy nim Rywin to będzie mały miś, kurde.
Boczek: Panie Ferdku, to ciekawe. A w jaką aferę chcesz go pan wplątać, co?
Ferdek: No, panie Boczku. Zdaje się, że mam pomysła.

Scena 9 (salon, Ferdek siedzi na fotelu, pukanie)
Ferdek: Otwarte, kurde!
(wchodzi Boczek z czapką na głowie)
Ferdek: O, to pan... A co pan masz na głowie?
Boczek: Panie, no bo dziwnie to wygląda.
Ferdek: Nie bój pan żaby, panie Boczek. Pokazuj pan.
(Boczek ściąga czapkę, okazuje się, że jest łysy)
Ferdek: No i gitara! Genialnie, panie Boczek. A gdzie żeś pan kupił?
Boczek: A nie, czapkie mi ciotka uszyła. No wie pan, ta co na święta do mnie przyjechała ostatnio.
Ferdek: Nie czapkię panie, tylko te perukie.
Boczek: A... A jaką perukie?
Ferdek: No nie udawaj pan debila większego niż pan jesteś, dobre? O tę łysą perukie mi chodzi.
Boczek: Panie, przecie to nie peruka. To normalnie łysa czaszka jest.
(Boczek puka się po łysej głowie)
Ferdek: Panie Boczek, ja żem mówił, że pan musisz wyłysieć, ale nie o to mi chodziło.
Boczek: No to mogłeś mi pan powiedzieć, w dupę węża.
Ferdek: Panie, nic się nie stało. Pamiętasz pan - idź pan do Stasia, tu masz pan sztuczną broń (wręcza Boczkowi pistolet) i ukradnij pan trochę wina, to i Paździochowie się pokłócą i my se coś przemycimy.
(Boczek chichocze)
Ferdek: Nie chichraj się pan, bo pan musisz powagę zachować. No i jesteś pan Marian Paździoch.
Boczek: Tak jest, w mordę jeża.
Ferdek: A, no i załóż pan to (wręcza Boczkowi kominiarkę), bo pana po mordzie rozpozna.
(Boczek zakłada kominiarkę)
Boczek: Zara, panie, we tej kombiniarce to mi głowy nie widać?
Ferdek: No nie, żebyś pan był animowany podczas napadu.
Boczek: Panie, to po cholerę ja żem ten łeb se golił, co? Teraz to se łysy będę.
Ferdek: Panie, za dużo pan gadasz. Ściągnij pan to na razie, założysz pan pod sklepem.
(Boczek ściąga kominiarkę, zakłada czapkę, wychodzina korytarz, z mieszkania w eleganckich strojach wychodzą Paździochowie)
Marian: Witam pana Boczka! Hehe, ładna czapka.
Boczek: Dziękuję, w mordę jeża. A gdzie pany se takie eleganckie idą?
Helena: Do opery! Skosztować sztuki na ludzkim poziomie!
Marian: Nicollo Duperello, 16 godzin najlepszej muzyki klasycznej w Europie. Pan możesz jedynie pomarzyć o zobaczeniu na żywo choćby baletu mongolskiego.
Helena: Proszę od nas pozdrowić państwa Kiepskich i życzyć im od nas spokojnego snu!
(Paździochowie wychodzą, Boczek idzie za nimi)

Scena 10 ("U Stasia", Malinowska śpi przy kasie, wchodzi Boczek, wyciąga pistolet i trzyma go dość nieudolnie, drugą ręka wyciąga i zakłada kominiarkę)
Boczek: Ee... To jest napad...
(Malinowska powoli się budzi)
Malinowska: Czego znowu?
Boczek: (głośniej) To jest napad!
Malinowska: Dzień dobry, panie Boczek. Nie dam na zeszyt!
Boczek: Jaki Boczek? Ja jestem Marian Paździoch, w mordę... znaczy, karwasz twarz! Dawaj mi alkohol, kobieto, albo rozwalę ci łeb!
Malinowska: A proszę! (wyciąga spod lady dwa wina) Na zeszyt nawet dam! Skoro pan taki zdesperowany, panie Boczek. A teraz wypier**laj pan stąd, bo po policję zadzwonię.
(Boczek wybiega ze sklepu bez win)

Scena 11 (kuchnia, Ferdek i Boczek w czapce siedzą przy stole)
Ferdek: To żeś pan spieprzył nasz plan, panie Boczek. Chociaż te dwa wina mogłeś pan już wziąć.
Boczek: Panie, bo Malinowska mnie od razu rozpoznała i mnie policją nastraszyła.
Ferdek: No nic, panie, na razie jesteśmy w ciemnej dupie, ale mam jeszcze plan B.
Boczek: A jaki, w mordę jeża?
Ferdek: Bardzo ryzykowny, panie, ale jest 130% szans, że się uda.
Boczek: Panie, pan lepiej nic już nie mów, bo ja już się tych pana planów boję.
Ferdek: Ma pan jakiś lepszy pomysł?
Boczek: A mam!
(chwila ciszy)
Ferdek: No jaki?
Boczek: A! Panie Ferdku, zrobimy tak - puścimy im we telewizorze baleta mongolskiego, a jak se zasną, to zabierzemy im piniondze i kupimy se po piwie, zimnym, po byku!
Ferdek: Genialny plan! Jak pan chcesz im włączyć baleta mongolskiego?
Boczek: No... Jeszcze nie wiem! Ale wymyślę!
Ferdek: Pan za dużo nie myśl, bo pana ta łysa czacha rozboli. Ja mam takiego pomysła. Ma pan może u siebie w domu jakiegoś domestosa?

Scena 12 (korytarz, Ferdek siedzi pod WC ze szklanką zielonego płynu, na korytarz wchodzi Marian)
Marian: Dobry, panie Ferdku. Ale żem się narobił na tym bazarze. Muszę się napić, karwasz twarz!
Ferdek: To masz pan!
(Ferdek daje Marianowi szklankę)
Marian: Co to?
Ferdek: Napój grejfiutowy, panie, zdrowy bardzo!
Marian: Myślałem o czymś mocniejszym, ale już dobrze. Wypiję.
(Marian wypija)
Marian: Okropne!
Ferdek: Panie Paździoch, jak to mówią:"Gorzki lek najlepiej leczy". No idź pan, bo żona się niecierpliwi.
Marian: Słusznie. Do zobaczenia, panie Ferdku.
(Marian wchodzi do mieszkania, z WC wychodzi Boczek)
Boczek: I co?
Ferdek: Jak co, panie? Wyżłopał, kurde! Menda już pewnie ma takie halucynancje, że wszystkie barwy tęczy!
(Boczek chichocze, zza drzwi słychać łoskot)
Helena: (zza drzwi) Jezus Maria! Obudź się, Marian! Wstań!
Boczek: Panie, tera to on pewnie tylko ciemność widzi.
(Ferdek puka do drzwi)
Ferdek: Pani Heleno, proszę natychmiast otworzyć.
(nikt nie otwiera)
Boczek: Panie, w mordę jeża, ratuj pan człowieka!
Ferdek: Chodź pan!
(Ferdek i Boczek wchodzą do mieszkania Kiepskich i idą do sypialni)
Ferdek: Zara wejdziemy alternatywnym wejściem.
Boczek: Panie, niby gdzie? Chyba nie oknem. Pan się oknem nie przeciśniesz.
Ferdek: Pan patrz na siebie, panie Boczek, dobre? Pan patrz na siebie!
(Ferdek wychodzi z sypialni, po chwili wraca z kilofem w ręku)
Boczek: Panie, co pan chcesz zrobić?
Ferdek: Rozdupcę tę ścianę!
Boczek: Czekaj pan, a jak pan we jaką rułę trafisz i woda będzie leciała?
Ferdek: Tu nie ma rur, panie Boczek. Przecie tu już raz dziura była. No to... raz... dwa... trzy...
(Ferdek uderza kilka razy kilofem w ścianę, wchodzi do mieszkania, obok stołu leży Marian, nad nim stoi Helena)
Ferdek: Trzeba będzie przepłukać, kurde!
(Ferdek chwyta wódkę ze stołu, przystawia ją do ust Mariana i przechyla)

Scena 13 (kuchnia, Ferdek, Boczek i Marian piją wódkę)
Marian: Panie Ferdku, jeszcze raz dziękuję za uratowanie mi życia. Gdyby nie pan, nie byłoby mnie tu dzisiaj.
Boczek: No jak nie, jak tak!
(Boczek podnosi kieliszek, wszyscy wypijają)
Marian: Jeszcze mam przed oczami te kolory, które wtedy widziałem. Zastanawiam się tylko, dlaczego poczułem się tak dziwnie.
Boczek: A bo chcieliśmy...
Ferdek: Niestety, nie wiemy tego. No to co, toast za zdrowie pana Paździocha?
Marian: Nie odmówię.
Boczek: Ale może ja dokończę...
Ferdek: Ale po co drażyć temat, panie Boczek? Cieszmy się raczej, że wszyscy, kurde, żyjemy! Pimpek, pimpek!
Marian i Boczek: Pimpek, pimpek!

KONIEC

WYSTĄPILI:
Ferdek - Andrzej Grabowski
Halina - Marzena Kipiel-Sztuka
Paździoch - Ryszard Kotys
Paździochowa - Renata Pałys
Boczek - Dariusz Gnatowski

GOŚCINNIE WYSTĄPIŁA:
Malinowska - Zofia Czerwińska
Obrazek
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY|User Miesiąca
USER DEKADY|User Miesiąca
Posty: 6398
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2017-08-29, 22:43

PLUSY:
Pierwsza scena
Boczek ze swoim stałym tekstem
Scena w sypialni- wyjątkowo
Kłótnia Paździochów
Kłótnia o zeszyt
Scena pod WC
Rozmowa z Boczkiem bez alkoholu
Zakońćzenie

MINUSY:
Scena u Stasia
Występy bohaterów epizodycznych
Druga scena u Stasia

Fajny, klimatyczny scenariusz, oparty na najważniejszych bohaterach (w większości, niestety nie w całości), tylko zbędne greenscreeny- dobrze, że było ich mało, więc i tak mogę pochwalić całokształt.

9/10
Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1463
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2017-08-30, 14:23

Występy bohaterów epizodycznych
Tylko Malinowska była, nikt więcej. Choć w pierwotnej wersji miał być jeszcze Badura, ale ostatecznie zmądrzałem.
Dzięki za ocenę. ;-)
Obrazek
Awatar użytkownika
karol piękny
Kiepski Znawca
Kiepski Znawca
Posty: 1350
Rejestracja: 2014-10-18, 11:27

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: karol piękny » 2017-08-31, 11:19

Świetny scenariusz. Na plus początkowa afera Boczka i ogólnie cały wątek z kłótnią Paździochów. Potem nawet niezła scena u Stasia. Bardzo fajne było także czytanie etykiety napoju przez Ferdka. Neutralna rozmowa Ferdka z Paździochem na korytarzu i dobre obie rozmowy z Boczkiem w kuchni. Znakomita próba napadu łysego Boczka. :-) Fajnie wyszedł też kolejny pomysł Ferdka z domestosem. Zakończenie przyzwoite. Daję 9/10.
Obrazek
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 849
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Bździuch » 2017-08-31, 11:29

Bardzo pozytywny odcinek. Zaczęło się najgorszą, choć zabawną sceną z Boczkiem, trochę za krótka, czegoś mi zabrakło, za to lozkowa już super, bardzo dobry dialog: Ferdek: Halinka, śpisz?
Halina: Nie śpię! Niby jak mam spać, jak ciągle drą mordy za ścianą? :-P
Ferdek jak się podpisywał przed Halina, że niby im tak wygarnął.
Malinowska była, ale skoro była potrzebna dla fabuły, to się nie czepiam. Dobre czytanie etykiety przez Ferdka :lol: . Później trochę nudy, ale świetna rozmowa z Boczkiem i zakończenie.

8/10 proste i życiowe odcinki są zawsze najlepsze ;-).
''(...) i pierwszy człowiek odkrył jak krzesać ogień. Prawdopodobnie zginął na stosie, który nauczył swoich braci rozpalać.'' - Ayn Rand
Zapraszam:
- Moja gra o Kiepskich
- I mój scenariusz
Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1463
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2018-03-21, 18:29

Machnąłem kolejny scenariusz. Zapraszam do oceniania. :-)

Odcinek 9 - Ojcowie i synowie

Scena 1 (sypialnia nocą, Ferdek i Halina leżą w łóżku, nagle z góry rozlega się dudnienie)
Halina: Jezus Maria, co tam się wyprawia?
Ferdek: Panie Boczek!
(Ferdek sięga po miotłę leżącą pod łóżkiem, uderza nią o sufit)
Ferdek: Panie Boczek, cisza nocna jest. Wyłanczaj pan to!
Halina: Idź tam i zobacz, co się tam dzieje.
Ferdek: Dlaczemu ja?
Halina: Ponieważ ja muszę spać, żeby rano do roboty wstać.
Ferdek: Ja też se muszę przecie rano wstać, bo na mnie tu czekają, kurde, obowiązki domowe.
Halina: O, patrzcie państwo! A kiedy ty ostatnio chociażby dywan wytrzepałeś?
Ferdek: Jak to kiedy? Tydzień temu!
Halina: Ta, tydzień temu to Badura ci wytrzepał. Na święta ostatnio żeś wytrzepał i to dwa lata temu!
Ferdek: Halina, nie rozdrapuj starych ran, co to się jeszcze nie zagoiły, bo ja ci przypominam, że mnie od wtedy biodro napierdziela w nodze, w kolanie.
Halina: Ferdek, ja nie mam czasu na pierdoły. Idźże ucisz tego cholernego Boczka, bo inaczej to ja cię w to twoje biodro takiego kopa zasadzę, że od razu się naprostuję.
Ferdek: Kurde, no.
(Ferdek wstaje, wychodzi)

Scena 2 (Ferdek wchodzi na korytarz, z mieszkania z hukiem wylatuje Marian)
Helena (zza drzwi): I dopóki nie będzie cicho, nie masz się co pokazywać w tym mieszkaniu, pasożycie jeden!
Marian: O, panie Ferdku. Widzę, że pana też żona do Boczka pogoniła.
Ferdek: No... Nawet tak.
Marian: No to chodź pan! Trzeba postawić grubasa do pionu!
Ferdek: Tak jest, bo o tej porze to porządni ludzie śpią, a nie jakieś disco polo czy inne puszi-puszi po nocach puszczają. Chodź pan!
(Ferdek i Marian wychodzą)

Scena 3 (Ferdek i Marian wchodzą na piętro Boczka, pod drzwiami WC leży Boczek okryty kocem)
Boczek: O, pan Ferdek i pan Marian! Dobry wieczór!
Marian: Dobry wieczór! Przyszliśmy porozmawiać z panem.
Boczek: No dobre. Tylko do kibla mnie nie właźcie, bo panowie se tu nie mieszkają.
Ferdek: Panie, czego pan leżysz pod kiblem, jak pan se u siebie małżeńskie łoże we domie masz?
Marian: I co to za muzyka jest?
Boczek: No dobre, to ja se powiem. To było tydzień temu. Wyszłem ja se na zakupy, a tu pod szkołą mnie się tak zachciało, w mordę jeża, z kibla skorzystać. A że w pobliżu żadnego fuj fuja nie było, to ja se wlazłem w krzaki i zrobiłem swoje.
Ferdek: Panie, a co to nas gówno obchodzi?
Boczek: No bo zara po wypróżnieniu przyjszł se do mnie jeden z uczniów i mówi mi: "Panie, w mordę jeża, co se pan tu robisz?"
Ferdek: No i co żeś pan powiedział?
Boczek: Ja se grzecznie odpowiadam, że gówno. A on mi mówi, że na mnie dzielnicowemu doniesie.
Ferdek: A to gówniarz jeden! No i co?
Boczek: No i gówno! Dogadaliśmy się, że jak se tu imprezę urządzi, to da mi spokój.
Ferdek: O nie, kurde. Tam się tera nierząd na imprezie odbywa?
Boczek: Nie, panie, tera to on se tylko muzykę puszcza. Impreza za tydzień jest.
Marian: No nie, tak nie może być! Trzeba stamtąd wykurzyć gówniarza!
Boczek: Ale jak?
Ferdek: Ja se mam pomysła! Czeba wejść z drugiej strony, wybić szybę, gówniarza wytargać za włosy i wypierdzielić.
Marian: Panie, a jak pan chcesz się niby dostać do okna?
Ferdek: Jak, jak? Normalnie, po drabinie.
Boczek: Panie, a skąd pan, w mordę jeża, taką długą drabinę weźmiesz?
Ferdek: A. No to wejdziemy na dach i spuścimy liny i wtedy zjedziemy po tych linach i zejdziemy do okna, i... I... Nie, ku**a, to głupie jednak.
Boczek: Zara, panowie, coś mnie się przypomniało!
Ferdek: No, co?
Boczek: Przecie ja mam zapasowy klucz!
Marian: No, zaskakująco szybko przyszło to panu do głowy.
Ferdek: To dawaj pan, kurde, otwieraj!
(Boczek podchodzi do drzwi, przekręca klucz, drzwi uchylają się, jednak nie otwierają się)
Ferdek: Co jest, kurde, zacięły się?
(Marian zagląda przez szparę w drzwiach)
Marian: Zabarykadował się, gałgan! Lodówkę podstawił!
Boczek: O kuźwa!
(Boczek wali do drzwi)
Boczek: Ty gnoju jeden, wyłaź stamtąd, bo jak nie, to ci nogi z dupy powyrywam, ty. Odstaw te lodówkie!
Ferdek: Panie Paździoch, spierdzielamy, póki nie patrzy!
(Ferdek i Marian odchodzą, Boczek nadal krzyczy do drzwi)

Scena 4 (kuchnia, Ferdek siedzi znużony przy stole, popija piwo, wchodzi Mariola)
Mariola: Tato, a tatuś wie, że ja tatusia kocham najbardziej na świecie?
Ferdek: Nie dam, bo nie mam, a nawet jakbym miał, to bym też nie dał.
Mariola: Ale ja nie chcę pieniędzy.
Ferdek: A co?
Mariola: Telefon!
Ferdek: O, i co jeszcze? Może jeszcze lapatopa ci nowego kupię, co? Z internatem i facebokiem!
Mariola: No, ojciec, plis! Mama się nie chce zgodzić!
Ferdek: No i bardzo słusznie, że się nie zgadza, bo piniondze, rozumiesz, trzeba oszczędzać i wydawać na artykuły pierwszej potrzeby, rozumiesz, chleb, masło, lekarstwa...
Mariola: Ta, i wódkę!
Ferdek: No to mówię, lekarstwa. A młodzież w tym kraju to by se wszystko chciała mieć, ale robić ni ma komu. Tak jak ten gówniarz, co u Boczka siedzi!
Mariola: Jaki gówniarz?
Ferdek: Taki smark jak ty u grubasa imprezę urządza.
(pukanie do drzwi, Ferdek wstaje i idzie do drzwi)
Ferdek: No idę, kurde. No nie rozerwie się.
(Ferdek otwiera drzwi, w progu wysoka blondynka z torebką)
Kobieta: Dzień dobry panu, czy to Ćwiartki 3/4?
Ferdek: Tak.
Kobieta: Oto moja wizytówka. Nazywam się Anna Szpilkowska. (robi ukłon) Przyszłam porozmawiać o pana synu.
Ferdek: A, no... Proszę.
(Ferdek wprowadza Szpilkowską do kuchni)
Ferdek: Mariolcia, won stąd do siebie, wpuść gościa.
(Mariola odchodzi, Ferdek i Szpilkowska siadają)
Szpilkowska: Bardzo rodzinna atmosfera tutaj panuje.
Ferdek: Tak, bardzo. (wraca Mariola, podchodzi do lodówki, wyciąga kiełbasę) Mariola, zostaw te kiełbasę, bo to moja kiełbasa jest, na urodziny żem ją dostał! Odłóż ją, ty... glucie jeden!
(Mariola odchodzi)
Ferdek: Słucham panią.
Szpilkowska: No cóż, jest mi bardzo przykro, że przyszłam tu z taką sprawą, no ale jest ona bardzo poważna.
Ferdek: Ale o co się rozchodzi z moim synem?
Szpilkowska: No cóż. Przejawia bardzo agresywne zachowania. Bije się, kopie, pali papierosy. Jeszcze jedno przewinienie i będziemy go musieli z naszej szkoły oddelegować.
Ferdek: Znaczy się, ja bardzo przepraszam, ale przecie Walduś już szkołę skończył dawno.
Szpilkowska: Nie, ja nie mówię o Waldemarze, tylko o Konstantym.
Ferdek: Co pani pierdzieli? Przecie mój syn ma na imię Waldek, a nie Konstancin.
Szpilkowska: No jak to? Konstanty, syn pana Arnolda Boczka. To nie pan?
Ferdek: Piętro wyżej.
Szpilkowska: Ach, to ja pana bardzo przepraszam. Widocznie podano mi błędny adres. Przepraszam bardzo i do widzenia.
(Szpilkowska odchodzi)
Ferdek: O kurde.

Scena 5 (korytarz, Ferdek idzie stronę WC, wychodzi stamtąd Boczek)
Ferdek: Stój pan, panie Boczek!
Boczek: Panie, ale ja żem se nic nie ukradł. Nawet papiru trochi zostawiłem.
Ferdek: Dupa tam papier, panie Boczek. Z kim pan masz to dziecko?
Boczek: Jakie dziecko, w mordę jeża?
Ferdek: Srakie! Nieślubnym ojcem pan jesteś tego małolata, co se muzykę u pana puszcza!
Boczek: Naprawdę? A to ja żem nie wiedział!
Ferdek: Pan to jednak debil jesteś. Jak można nie wiedzieć, że się dziecko ma i to w domu?
Boczek: Panie, nie obrażaj pan, dobre? A tak w ogóle, to nie jest mój syn, bo ja nawet nie ten tego.
Ferdek: No jak nie pana, jak pana? Obcasowa mówiła, nauczycielka, że pana.
Boczek: A to se mogła kłamać, i co, gówno, co?
Ferdek: Ta, na pewno, nauczycielka weszła mi do domu kłamać. Idź pan do domu i się pan zastanów, czy to nie pana, dobre? Może se pan coś przypomnisz.
Boczek: No dobre.

Scena 6 (przedpokój nocą, ktoś puka, Ferdek podchodzi do drzwi)
Ferdek: Zara, kurde. Co jest? Noc jest, kurde.
(w progu Marian)
Marian: Dobry wieczór, panie Ferdku. To ja.
Ferdek: Dobre, nie gadaj pan tyle, tylko właź pan z tą wódką, bo się ściemnia.
(Marian wchodzi, Ferdek zamyka drzwi)

Scena 7 (kuchnia nocą, Ferdek i Marian siedzą przy stole, piją wódkę)
Marian: No i co pan powiesz o tym nieślubnyn synu Arnolda Boczka?
Ferdek: A skąd pan wiesz, że on ma bachora, jak ja żem panu nic nie mówił?
Marian: Niechcący usłyszałem pańską spokojną pogawędkę z Boczkiem. No i myślałem, że może pan coś powie.
Ferdek: A co ja mam powiedzieć? Chłop bachora zrobił i go trzyma u siebie.
Marian: Ha, no właśnie. Ale teraz pytanie: z kim on go zrobił?
Ferdek: Z kim, z kim, no nie wiem z kim, nie chwalił mi się.
Marian: No właśnie, a pamiętasz pan tą jego narzeczoną, którą tu kiedyś sprowadziliśmy? Puszysta taka.
Ferdek: Schabową? No jasne, że pamiętam. Wpierdzieliła mojego schabowego, kurde.
Marian: No więc właśnie ją podejrzewam o bycie matką dziecka. Po prostu musimy ją tu znowu ściągnąć.
Ferdek: Panie Paździoch, ja mam lepszego pomysła. Zadzwonimy do tej nauczycielki i niech ona powie, kto jest matką tego Konstancina.
Marian: Wie pan, panie Ferdku? To wcale nie jest głupi pomysł. Ale masz pan jej numer?
Ferdek: No mam. Dawała mnie wizytówkię.
Marian: To świetnie. Jutro z samego rana pan do niej zadzwoń.
Ferdek: No dobre, a tymczasem... Chluśniem bo uśniem.
(Ferdek i Marian wypijają po kieliszku)

Scena 8 (salon, Ferdek przeszukuje szuflady)
Ferdek: Kurde, gdzie ta wizytówka? Kurde, no... O jest.
(Ferdek wyciąga wizytówkę, chwyta za telefon, wybiera numer)
Ferdek: Halo? Pani Obcasowa... Tak, no przecie mówię: Szpilkowska. No bo jest taka pilna sprawa niecierpiąca zwłoków. Czy mogłaby pani przyjechać na Ćwiartki 3? Do pana Arnolda Boczka. Tak, dziękuję bardzo. Do zobaczenia.
(Ferdek odkłada telefon)
Ferdek: No, czekaj ty...

Scena 9 (piętro Boczka, Ferdek i Marian wchodzą na korytarz, z WC wychodzi Boczek)
Boczek: O, dzień dobry panom! Jak zdrówko!
Marian: Panie Boczek, powiem to tylko raz i więcej nie. Z kim pan masz to dziecko?
Boczek: Panowie, ale to nie jest mój syn. Przysięgam, jak Boniedydy!
Ferdek: Panie, nie pierdziel pan głupot! (wchodzi Szpilkowska) My wiemy, że masz pan syna z tą Schabową, panie.
Szpilkowska: Ekhem, przepraszam panów bardzo, ale... dlaczego mnie tu wezwano?
Marian: Pani Szpilkowska, w tym oto mieszkaniu znajduje się Konstanty Boczek, syn Arnolda. (wskazuje na Boczka)
Szpilkowska: Panie Boczek, czy ten łysy mężczyzna mówi prawdę?
Boczek: Tak... Znaczy nie...
Szpilkowska: To znaczy?
Boczek: To jest mój syn, ale go tam nie ma.
Ferdek: Że co?
Boczek: Znaczy odwrotnie, jest tam, ale to nie mój syn.
Szpilkowska: Przepraszam, ale ja nic nie rozumiem.
Ferdek: Niech pani tam, kurde, zapuka.
(Szpilkowska podchodzi do drzwi, puka)
Szpilkowska: Konstanty, to ja, pani Szpilkowska. Proszę, wyjdź do nas.
(z mieszkania wychodzi mały chłopiec)
Ferdek: To jest ten uczeń?
Marian: Panie, to gdzieś pan się wypróżniał?
Boczek: Pod podstawówką, w mordę jeża.
Konstanty: Tata!
(Konstanty przytula się do Ferdka)
Boczek: Panie Ferdku, nie chwaliłeś się pan, że masz pan dzieciaka w podstawówce.
Ferdek: Co pan pierniczy, panie Boczek? Przecie to nie mój syn.
Szpilkowska: To przepraszam bardzo, ale... czyj to syn?
Boczek: Mój!
Ferdek: Pana?
Boczek: No sam pan żeś tak mówił, w mordę jeża.
Ferdek: No bo ta pani tak mówiła!
Konstanty: Ale... to nie jest mój tata. Ten pan pozwolił mi tu urządzić imprezę. A ten gruby, z wąsami, to mój tata.
Ferdek: Nie jestem twoim tatą! Wypierdzielaj!
Szpilkowska: No jak nie pan, to kto?
(na korytarz wchodzi... sobowtór Ferdka)
Sobowtór Ferdka: Konstanty! Co ty tu robisz? Twój kolega mówił mi że tu jesteś.
Konstanty: Tata!
(Konstanty przytula się do sobowtóra Ferdka)
Ferdek: O kurde!
Szpilkowska: To pan jest ojcem Konstantego?
Sobowtór Ferdka: No tak. Arnold Bloczek, ojciec Konstantyna Bloczka.
Szpilkowska: Bloczek, powiada pan? (Szpilkowska wyciąga z torebki kartkę) Ach, faktycznie, zjadłam "l" no i wyszedł Boczek. Muszę sobie kupić okulary!
Marian: To znaczy, że pan Boczek...
Szpilkowska: Tak, tak, nie ma z panem Konstantym nic wspólnego. Bardzo przepraszam. Do widzenia w takim razie.
(Szpilkowska, Bloczek i Konstanty wychodzą)
Boczek: No! A teraz proszę stąd wypierdzielać, bo pany tu nie mieszkają, tylko u siebie na dole!

KONIEC
Ferdek - Andrzej Grabowski
Halina - Marzena Kipiel-Sztuka
Mariola - Barbara Mularczyk
Paździoch - Ryszard Kotys
Paździochowa - Renata Pałys
Boczek - Dariusz Gnatowski

GOŚCINNIE WYSTĄPILI:
Bloczek - Andrzej Grabowski
Szpilkowska - Anna Smołowik
Konstanty - Szymon Goździkowski
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction”