Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Twórczość literacka związana ze "Światem według Kiepskich".
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2155
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Bździuch » 2018-11-02, 16:41

Oczywiście, że nie, czuję się wręcz zaszczycony, ale ja ten pomysł dzisiaj rano dałem, nie wiem jak ty to zdążyłes napisać 😛. Jak wrócę do domu to przeczytam.
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 8574
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Pabfer » 2018-11-02, 20:01

PLUSY:
Pierwsza scena
Scena w sypialni
Scena na korytarzu
Scena w salonie
Ferdek na parapecie
Zakończenie


MINUSY:
Scena u Stasia
Scena na złomie
Scena w piwnicy

Było genialnie, dobra robota, Mungo i Bździuchu. Tylko niepotrzebnie zepsułeś to złomem i Staśkiem. Bździuch by pewnie złomu nie dał :-P

9/10
Obrazek
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2155
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Bździuch » 2018-11-02, 21:57

Pabfer pisze:
2018-11-02, 20:01
Było genialnie, dobra robota, Mungo i Bździuchu.
Raczej tylko Mungo :-P



+ Helena płacząca za Paździochem, ze szczęścia
+ Helena chcąca wzywać komornika przez 10 złotych długu :-P
+ Język bohaterów, szczególnie w scenie 2
+ Scena lóżkowa
+ Paragon za długi Ferdka
+ Scena w piwnicy
+ "Teraz już nigdy nikomu nie będzie się chciało wtedy kiedy panu się chcę."
+ "Dobranoc, a może i do widzenia, albowiem nie wiadome jest kiedy nam się pożegnać przyjdzie." :lol:
+ "Ferdek: Halinka jaki pogrzeb. Paździoch żyje! W sraczu se był wczoraj." :mrgreen:

N Scena u Stasia

- Scena na złomie
- Scena 7 - Miejscami trochę humor zamiast śmieszyć to żenował
- Zakończenie :roll:
- Paździoch - nie podobała mi się jego rola, odniosłem wrażenie, że on nie wiedział nic o tym co robi jego żona, a według mnie tylko konspiracja miałaby sens, ale ok Twój scenariusz ;-)

Ok.

7,5/10
Ostatnio zmieniony 2018-11-02, 22:15 przez Bździuch, łącznie zmieniany 1 raz.
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2514
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: kacrudy » 2018-11-02, 22:11

Bardzo dobry scenariusz, choć lekko nadpsuty przez postacie gościnne.

Plusy:
- Paździochowa płacząca pod kiblem ze szczęścia
- Ferdek o gołębiu i tekst Halinki o krematorium :P
- scena pod kiblem
- "Panie Ferdku, ale to przecież wielki człowiek był i katolik zresztą", "Jak pan nie oddasz jak pan oddasz panie Boczek" :lol:
- paragon Ferdka :mrgreen:
- tekst o pożyczce od Paździochowej
- spotkanie Paździocha na korytarzu
- bardzo dobry występ Malinowskiej
- Ferdek krzyczy, że Paździoch żyje, a Halina: "Temu panu już dziękujemy" :lol:
- scena pogrzebu, poza Pupcińskimi

Minusy:
- niepotrzebna scena na złomie
- występ Pupcińskich
- zakończenie, doceniam zamysł, ale wyszło dziwnie

Wyszedł naprawdę dobry scenariusz, tylko niestety zawiera typowy dla obecnych odcinków grzech - występ Pupcińskich, który wniósł niewiele, a bez nich może naciągnąłbym na dychę. ;)
A tak 9/10.
Obrazek
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1330
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Mungo Jerry » 2018-11-02, 23:12

Faktycznie można odnieść wrażenie że Marian jest niesiwadomy tego co sie dzieje. Zabraklo rozbudowania tego wątku. Mimo wszystko to był bardzo spontaniczny tekst więc nie będę już niczego dopisywał. Dziekuje za oceny.
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1330
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Mungo Jerry » 2018-12-01, 13:24

Nowy scenariusz BEZ PUPCIŃSKICH jeśli kogoś to zachęca. :-P

"MANDOLINA"

Na osiedlu pojawia się wiadomość o śmierci jednego z lokatorów kamienicy - Gorzelaka. Ferdek jak zaskoczony gdyż twierdzi, że uczestniczył on w pogrzebie dekadę temu. Wkrótce okazuje się, że każdy z mieszkańców ma alternatywną wersję wydarzeń.

Scena 1. Sypialnia. Noc. Słychać jakby niedomknięte okno i wiatr.

Halinka: Ferdek?! Śpisz?
Ferdek: No śpie kurde, a bo co?
Halinka: Ferdek, a zamknąłeś okno w salonie?
Ferdek: No jak żem nie zamkł, jak żem zamkł, śpij Halinka.
Halinka: A mi się zdaje, że ty nie zamknąłeś. Przecież słychać, że niedomkniete jest.
Ferdek: Halinka nie zawracaj mi dupy pierdołami, jak mówię że żem zamkł to żem zamkł i koniec temata. A jak mi nie wierzysz to se idź do salona i se zobacz.
Halinka: Wiesz co Ferdek ? Ja pójdę, ale jeśli to okno będzie otwarte to w następstwie pójdę do jeszcze innego miejsca?
Ferdek: Do toalety?
Halinka: Do adwokata!!! (wstaje z łóżka i wychodzi)
Ferdek: No dobre kurde.

Halinka wchodzi do salonu i patrzy na niezamknięte okno.
Halinka: No jełop! No jełop. Ferdek chodź no tu!
Ferdek: (off) A na co mam tam iść.
Halinka: Bo okno jest niedomkniete.
Ferdek: (off) No to domknij Halinka, jak ci zimno jest, mnie ciepło jest bo skarpety mam.
Halinka: No dupa wąsata, a nie chłop.

Scena 2. Śniadanie. Halinka i Mariolka jedzą jajka.
Halinka: Jedz Mariolka bo to jajka prosto od kury od prawdziwej baby wiejskiej kupiłam a nie te modyfikowane od Stasia.
Mariolka: A to nie to ja dziękuję w takim razie. Wolę paróweczki.
Ferdek (wchodzi) Co co jakie paróweczki we dupach się wam poprzewracało od tego nieróbstwa.
Mariolka: Ale o co ci znowu chodzi ojciec we tym momencie?
Ferdek: O gówno serdel to mój jest, bo ja żem go kupił osobiście u Malinowskiej.
Mariolka: A ja nie mówię o twoim serdlu tylko o cieniutkich drobiowych (Mariolka wstaje idzie do lodówki)
Ferdek: Na dupie siedzieć. Pierwsze ojciec dokonuje wybora spożywczego. (podchodzi do lodówki)
Halinka: No tak to dla kogo ja te jajka biorę.
Ferdek: Halinka jajka to w ogóle jedzenie niespożywcze jest, mężczyzna musi rano zjeść mięso. (Ferdek patrzy do lodówki) Halinka ja się przepraszam, ale gdzie jest serdel?!!!
Halinka: No przecież ja go nie zjadłam.
Mariolka: No i ja też bynajmniej.
Ferdek: Nie no kurde! Kto serdla wpierdzielił kurde!!
Mariolka: Pewnie Jolaśka z Waldkiem podpierdzielili jak byli na obiedzie we niedzielę.
Ferdek: Nie no tak dalej byc nie będzie!! Ja we tej piżamie tera wychodze i jadę na Tarnogaja! Kurde!!!

Ferdek wychodzi na korytarz w piżamie. Wchodzi Boczek z gromnicą.
Boczek: Szczęść Boże.
Ferdek: Panie Andrzejki już były. I odsuń się pan bo mnie się śpieszy.
Boczek: Panie, to nie andrzejki są to panie żałoba je.
Ferdek: Jaka żałoba panie we telewizorze to se nic nie mówiły.
Boczek: Panie bo to se Gorzelak umarł z pod trójki.
Ferdek: Panie on umarł, ale 10 lat temu proszę pana, wiec nie zawracaj mnie pan dupy, bo panu do niej nakopie zaraz.
Boczek: Panie jak 10 lat temu, jak se rano umarł.
Ferdek: Panie!! Co pan pierdzielisz przecież pamiętam jak żem na jego pogrzebie był.
Boczek: Panie, ale to se ksiądz na ambonie na mszy porannej mówił.
Ferdek: Panie, nie zawracaj mnie pan dupy i w ogóle paszoł won! Wypierdzielać stąd.

Scena 3 Mieszkanie Kozłowskich.
Kozłowski: Foka! Foka! Dej mnie krawata tego we kwiaty!
Kozłowska: Co się drzesz. Patrz lepiej tutaj (pokazuje mu telefon z zdjęciem nekrologu. Gorzelak spod trójki umarł.
Kozłowski: No umarł, ale 10 lat temu na pogrzebie jego byłem. Złodziej i krętacz był.
Kozłowska: No jak ty zresztą. Ale co ty pieprzysz Andrzej. Świeży nekrolog jeszcze farbą na pół parku jedzie.
Kozłowski: Co ty foka mnie pierdzielisz. Pamiętam jak byłem. Jak stałem i jak się przeziębiłem jeszcze kurka wódka. Ale polityk był to iść trzebabyło.
Kozłowska: No to Andrzej jak nie wierzysz to idź to parku i se zobacz sam nekrologa.
Kozłowski: No, a co ty myślisz foka, że jak nie pójdę. Zadzieram kiecę i lecę.
Kozłowska: Tylko te Andrzej, śmiecie weź wypierdziel na fajans od razu.

Scena 4. Ferdek siedzi na ławce w parku z Kopernikiem.

Ferdek: Panie Kopernik, Koperniku panie... a ja się pytam jakiego pan byta możesz córce mej Marioli nieskalanej zapewnić ?
Kopernik: Ja piszę wierszę, ostatnio jeden został wyczytany, nawet, nawet przez księdza na ambonie w kościele.
Ferdek: No dobra panie, ale czy pan wiesz , panie Koperniku...ee. Mikołajku ile to moja córka je ? Proszę pana ona mnie serdla zjadła i jeszcze powiedziała, że wynieśli.
Kopernik: Ja... ja bardzo mało jem, panie Ferdku, ja preferuję energię słoneczną.
Ferdek: Że kurde jak bo nie rozumiem.
Kopernik: No normalnie siadam po turecku na trawie... mogę panu tu zademonstrować jeśli pan panie Ferdku jest chętny by zobaczyć mój performance.
Ferdek: No powinieniem to ja nie mam czasu, ale w drodze wyjątku mogę popaczać.
Kopernik siada po turecku i zaczyna wydawać dźwięki medytacyjne.
Kopernik: I jak panie Ferdku, jak się panu podoba?
Ferdek: No czy ja wiem... takie do dupy trochę.

Wchodzi Kozłowski.
Kozłowski: O pan Ferdek!
Ferdek: O pan Prezes Kozłowski.
Kozłowski: A ten tutaj to kto, mnich jakiś, kapucyn?
Kopernik: Mikołaj Kopernik - miło mi.
Kozłowski: Noż kolejny, k#$@a mać, kurka wódka.
Kopernik: Ale przepraszam pana, panie Urzędniku, ale nie jestem w stanie pojąć pańśkiej dywagacji.
Kozłowski: No co, no co, Kopernik nie żyje cholera jasna. Ruszył słońce, ruszył ziemię, ale się już nie rusza.
Kopernik: A to tylko taki przypadek.
Ferdek: A przepraszam, a jaki byl ten drugi co pan mówił.
Kozłowski: No jak jaki. Gorzelak panie! 10 lat temu żem był u dziada na pogrzebie, a dziś jakby nigdy nic znowu umarł.
Ferdek: Panie, ale ja też żem był u dziada na pogrzebie! I też żem był 10 lat temu.
Kozłowski: To jeszcze nic panie, ja żem się tam przeziębił bo to listopad był.
Ferdek: Dokladnie panie Prezesie, listopad to był. Bo ja żem też katara miał.
Kozłowski: I ja się pytam jak k#$@a mać!!!

Scena 5. Sklep u Stasia. Kozłowski pije wódkę z Ferdkiem.
Ferdek: Panie ja pamiętam jak ja żem wieniec kupił jak ja żem przyszedł i jak ja żem wrócił do domu panie.
Kozłowski: Panie, ale co pan myślisz, że ja tego nie pamiętam? Ja też to pamiętam panie. Pamiętam jakby to wczoraj było. Kurka wódka!
Ferdek: Panie Prezesie ja nie wiem jak, ale muszem teraz powiedzieć, że we tym świecie to jednak są rzeczy, które się fizjologom nie śniły.
Badura przyjeżdża rowerem.
Ferdek: O dzień dobry panie Badura.
Badura: Patrz pan karwa kafka, jaką strzałem żem znalazł we rowie obok Carfurta.
Ferdek: A no co panu rower jak pan karty rowerowej nie ma.
Badura: A bo nie dla mnie to panie na zlecenie było. Od Gorzelaka spod trójki.
Kozłowski: Panie to żeś pan za długo szukał, bo Gorzelak to już nieboszczyk jest.
Badura: Panie Prezesie, ja wiem, że pan jako polityk to nie kłamie, ale, że się spytam co pan pierdoli? (słychać dźwięk starej komórki) Przepraszam musze odebrać. Tak? Tak? Panie Gorzelak pietnaten minuten i jestem na złomie. No lecę. (odjeżdża)

Ferdek: Panie Prezesie, nie wiem jak pan, ale ja kurde kompetnie nie wiem co się tu dzieje. Ukryta kamera czy jak.
Kozlowski: Panie Ferdku, przecież ja żem godzinę temu nekrolog widział.
Ferdek: To kurde co robimy?
Kozłowski: We pierwszej kolejność proponuję wypić drugie pół litra.
Ferdek: Lepiej litr...
Kozłowski: Słuszna uwaga. A w następstwie udać się do parku by sprawdzić obecność nekrologu.
Ferdek: A jak nie będzie to co będzie?
Kozłowski: To się tym później martwić będziem! Pani Malinowska! Kurka wódka!
Malinowska: Co się drze. Głucha nie jest jeszcze!!
Kozłowski: Litra pani Malinowska, dobrej polskiej czystej wódki.
Ferdek: Tylko schłodzonej!
Kozłowska: Słuszna uwaga!
Malinowska: Już lecę. Tylko zadzieram kiecę.
Kozłowski: A pani Malinowska? Pytanie mam. Nie wie pani, panie Malinowska czy Gorzelak to żyje czy nie żyje bo tu różne słuchy po osiedlu chodzą.
Malinowska: Gorzelak, Kobielak, Kozłowski, Kiepski... wszystkie mordy wasze pijackie takie same. Skąd mam wiedzieć!

Scena6 Ferdek i Kozłowski stoją pod tablicą ogłoszeń w parku.
Ferdek: Sprzedam kompostownik.... Nie no nie ma kurde. Był dziad, a nie ma.
Kozłowski: Panie, ale ja żem na pogrzebie był no cholera jasna. Głupiego ze mnie nikt nie zrobi!
Ferdek: Panie, ale jak to jest, że on raz se nie żyje, a raz se żyje.
Kozłowski: Nie wiem panie Ferdku, kochany. Nie wiem! Niech mnie kule biją! Ja idę teraz do monopola kupuję litra i się zanietrzeźwiam, bo chyba przez tą trzeźwość w dupie mi się powywracało.
Ferdek: To ja panie Prezesie w tej chwili też idę do monopola i ja se panie wezmę pół litra, ale jeszcze dwa piwa.
Kozłowski: No i to jest inicjatywa panie Ferdku, bo w tym popieprzonym świecie nie można się dać zwariować.
Ferdek: No jak nie jak tak kurde! Hehehha!

Scena 7. Noc. Ferdek wchodzi pijany na korytarz. Na drzwiach wywieszony jest nekrolog Janusz Gorzelak.
Ferdek: No kurde! Czary jakie... kurde czy jak? Jak umarł jak nie umarł jak żyje.
(Z kibla wychodzi Paździoch, na głowie ma kaptur, zaczyna grać niepokojąca tajemnicza muzyka)
Paździoch: To nie żadne czary.
Ferdek: Panie, jak nie czary jak czary kurde?
Paździoch: To nie czary padł pan ofiarą Efektu Mandeli.
Ferdek: Jakiej mandoliny, panie nie zawracaj mnie pan dupy, bo tu się dzieją rzeczy panie niewytłumaczalne.
Paździoch: Efekt Mandeli polega na tworzenie się linii czasowych, które nigdy nie miały miejsca. Oprócz pana głowy. Spożycie wysokiej zawartośći napojów alkoholowych przez pana rozdwoiło pańską czasoprzestrzeń. To znaczy jak coś pam pamiętasz to jest, jak pan nie pamiętasz to nie ma. Tak samo jest z tym biednym Gorzelakiem.
Ferdek: Panie, ale ja żem na jego pogrzebie był panie i ja to kurde pamiętam.
Paździoch: Haha, pan raczy wybaczyć, ale 10 lat temu to pan prędzej pił na pogrzebie z Gorzelkiem niż go pan opłakiwał.
Ferdek: Panie do czego pan zmierzasz bo kurde nie rozumiem.
Paździoch: Jakiego koloru są puszki pańskiego ulubionego piwa?
Ferdek: No jak jakiego żółte kurde.
Paździoch: Tak to niech pan wyciągnie piwo z siatki.
Ferdek: (wyciaga niebieską puszkę mocny full) Kurde! Niebieskie! Panie żeby to jakie bezalkholowe nie było.
Paździoch: Spokojnie sąsiedzie to pana ulubione wysokoprocentowe jasne piwo.
Ferdek: Kurde, ale jak... ja nie rozumiem.
Paździoch: Przepraszam, ale się śpieszę i nie mam czasu na pierdoły... a jeszcze jedno czy na zewnątrz jest wietrznie?
Ferdek: Ale, że o co się rozchodzi?
Paździoch: Po prostu nie chciałbym żeby wiatr rozwiął moje włosy. (Marian ściąga kaptur, a pod nim wielkie afro) Do Zobaczenia, sąsiedzie.
Ferdek: O kurde!

Scena 8 Ferdek wchodzi do sypialni. Halinka śpi.
Halinka: Ferdek gdzieś ty był.
Ferdek: Ja... Halinka bo tu się dziwne rzeczy dzieją, które się fizjologom nawet nie śniły.
Halinka: Znowu brałeś nadgodziny?
Ferdek: Jak jakie nadgodziny co kurde?
Halinka: No jak jakie w pracy Ferdek, wiem, że ty się nie lubisz chwalić, że awansowałeś niedawno na dyretkora, ale uwierz to jest powód do dumy dla całej naszej rodziny.
Ferdek: Dyrektora?... A co ja tam głównie robię.
Halinka: No cytując ciebie to głównie siedzisz na dupie i trzepiesz kasiorę. A wiesz kto dziś tu był i prosił by mu jakoś robotę załatwić, wiesz kto tu był?
Ferdek: Że niby kto kurde?
Halinka : Kozłowski ten menel bezrobotny.
Ferdek: Ten Kozłowski? Prezes Kozłowski?
Halinka: Prezes ? ? Prezes to go chyba te menele nazywają co koło warzywniaka chodzą.
Ferdek: No i co tym mu Halinka odpowiedziałaś?
Halinka: No jak co: Panie Kozłowski, a w pośredniaku to pan byłeś.
Ferdek: No i dobrze mu powiedziałaś, hahahaha, i taką mandolinę to ja rozumiem kurde!

KONIEC
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2514
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: kacrudy » 2018-12-01, 16:58

Nawet niezły scenariusz. Na plus pomysł na fabułę i pierwsza scena, a zwłaszcza końcowy tekst Ferdka. :P Śmieszna też rozmowa z Boczkiem pod kiblem, choć za krotka oraz tekst o andrzejkach. Niezła też była scena w mieszkaniu Kozłowskich. Paździoch zaliczył bardzo dobry występ, niezły wątek afro oraz niebieskie piwo. :D Zakończenie nie najgorsze.
Na minus scena w kuchni, która była mało zabawna, scena u Stasia wraz z występem Badury i fakt, że scenariusz był zbyt krótki. Scena z Kopernikiem na neutral, nie była zbyt śmieszna, ale fajnie odwzorowany język Kopernika.
Naciągam ocenę o pół punktu za brak Pupcińskich. :)
7,5/10 :arrow: 8/10
Obrazek
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1330
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Mungo Jerry » 2018-12-01, 20:19

Dzisiaj miałem naprawdę twórczy dzień :-) Idąc za ciosem drugi, trochę świąteczny scenariusz.

"DZIADEK MRÓZ"

Boczek zostaje zatrudniony jako Święty Mikołaj w galerii handlowej. Ferdek twierdzi, że Mikołajki są świętem komerycjnym i piętnuje nowe zajęcie sąsiada. W wyniku niedyspozycji Boczka - Ferdek jest jednym kandydatem na zastąpienie go.


SCENA 1. Pukanie. Przedpokój.
Ferdek: Idę! Idę kurde!
Ferdek otwiera a tam Kozłowski w czapce Mikołaja.
Ferdek: O pan prezes Kozłowski kochany. Zapraszam panie Prezesie.
Kozłowski: Pan Mikołaj Kozłowski panie Ferdku kurka wódka. Patrz pan jaką czapkę mam. Jak pokażę na obradach to się zesrają.
Ferdek: No jak nie jak tak.
Kozłowski: Sciągne panie te pandolety...
Ferdek: Nie! Nie! Nie pozwalam u nas to zimno panie Prezesie jeszcze panu nóżki zmarzną.
Kozłowski: A pan wie jak we ten anakondzie parno, sciągne panie sciągne to się klimat wyrówna.

SCENA 2. Kuchnia. Ferdek pije z Kozłowskim.
Kozłowski: Panie Ferdku dużymi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Święta niezwykłe, głównie do przeżycia duchowego.
Ferdek: No jak nie jak tak panie Prezesie. Ja zem zawsze mówił, że we święta to najpierw modlitwa, później modlitwa, a...
Kozłowski: A później pasterka hahaah.
Ferdek: Tak jest ahahha!
Kozłowski: Panie Ferdku, ale zanim Boże Narodzenie, jest jeszcze ten zwyczaj obdarowywania bliskich upominkami. Święto Świętego Mikołaja. I panie Ferdku czy pan obchodzi to święto czy nie?
Ferdek: No zwyczaj ładny, prawda, piękny, ale czy chrześcijański?
Kozłowski: Otóż to panie Ferdku, otóż to... jak ja byłem mały to nigdy się nie mówiło na Święto Świętego Mikołaja - Mikołaj, tylko papież. To papież rozdawał prezenty i on dzielił na te dobre dzieci i te złe dzieci.
Ferdek: Jeśli chodzi o mnie panie Prezesie, to u mnie był Dziadek Mróz.
Kozłowski: Dziadek Mróż! Panie Ferdku to on do mnie też zachodził. Stary dziadyga z lagą drewniana.
Ferdek: Panie i o to chodziło. Panie dzieci to przed nim pod siebie robiły ze strachu. Bo jak panie dziadek mróz z lachy przypierdzielił to panie Prezesie dupa sina.
Kozłowski: No właśnie Panie Ferdku, no właśnie. A teraz te Mikołaje. I tylko dzieciaki daj mnie to, daj mnie tamto. Moja córka panie, ze pierwszego małżeństwa, dziś do mnie pisze: Dej! Dej! mnie samochód, Mercedesa kurka wódka.
Ferdek: To ja nie wiedziałem, że pan masz córkę panie Prezesie.
Kozłowski: Bo to panie Ferdku.... była taka niewygodna sytuacja... Ja... lewica... była żona prawica... i ta córa taka była ni to lewa ni to prawa hahaha. Ale jak prosi no to mówię, kurka wódka niech stracę. No i stoi gablota pod blokiem a kto kupił tatuś, nie Mikołaj przynióśł. Szlag by mnie z tymi Mikołajami zasranymi trafił.
Ferdek: No to na co pan tę aczapkię pan nosisz panie Prezesie..
Kozłowski: A panie by uszy nie marzli..
Ferdek: To pan nie ma czapki panie Prezesie..
Kozłowski: No jakoś tak wyszło...
Ferdek: To ja panu dam ja panu dam (Ferdek wychodzi po czym za chwilę wraca z czapka) Panie Prezesie czapka własnoręcznie udziergana przez narzeczonego córki mej Mariolki - Kopernika Mikołaja.
Kozłowski: No panie Ferdku, czapa jak ta lala!
Ferdek: No i uszy marzli nie będą.
Kozłowski: Ale żeby my też nie zmarzli, to polej panie panie Ferdku.

SCENA 3. Salon Ferdek siedzi na fotelu.
Pukanie
Ferdek: Otwarte!
Paździoch : Dzień dobry.
Ferdek: Czego?
Paździoch: Czy może pan spojrzeć przez okno.
Ferdek: A na co?
Paździoch: Nalegam.
Ferdek: Panie, ja se spojrzę, ale jak to będą jakieś pierdoły to panu tak nakopię do dupy,
Paździoch: Spokojnie sąsiedzie, nie będzie pan żałował.

Widok na podwórko. Stoi Boczek w stroju Mikołaja z brodą zawieszoną wokół szyji, Boczek pije wódkę.
Paździoch: I ja się pytam co to jest?
Ferdek: No Boczek grubas jeden, ale co on robi kurde?
Paździoch: Nie widzi pan spożywa alkohol w miejscu publicznym przebrany za Świętego Świętego Mikołaja. I co z tym zrobimy, sąsiedzie?
Ferdek: Nie no tak to dalej być nie będzie. Panie Boczek grubasie jeden co pan tam robisz.
Boczek: Co, no co pracuję nie widać kuźwa?
Ferdek: Panie ja tam zaraz zejdę i jak nakopie panu do dupy.
Boczek: Panie, nie szalej pan, bo żem się zatrudnił jako Mikołaj we galerii handlowej.
Ferdek: Tak? To wypierdzielaj grubasie do galerii.
Boczek: Ale, ja tera przerwę mam, tera się rozgrzać trza.
Paździoch: Nie wiem jak pan, ale mnie osobiście obrzydza ten procedens.
Ferdek: A co pan myślisz, że mnie to nie obrzydza, nie to że bezbożnik, to jeszcze w pogańskiego pajaca przebrany.
Paździoch: Jak pogańskiego co pan?
Ferdek: Jak normalnie święty to dziadek mróz był, a nie Mikołaj.
Paździoch: Myli się pan panie Ferdku, ani mikołaj, ani mróz, tylko biskup - a biskup czyli papież.
Ferdek: Amen.

Scena 4. Sypialnia.
Halinka: Ferdek czy ty wiesz jaki jutro jest dzień.
Ferdek: No jak jaki, jutrzejszy, Halinka, nie zawracaj mnie dupy po nocy.
Halinka: Na M...
Ferdek: Mie... Halinka co ty pierdzielisz Niedziela to na en jest nie na em.
Halinka: Miko...
Ferdek: Miko sriko. Mów żeż jaśniej bo ja nie wiem o co ci się rozchodzi.
Halinka: No Mikołajki Ferdek, Mikołajki. Dzień w którym Święty Mikołaj przychodzi do grzecznych dzieci i obdarowywuje ich prezentami.
Ferdek: Halinka co ty pierdzielisz, przecież to bajki dla dzieci i emerytów.
Halinka: Może i bajki, ale tradycja to tradycja.
Ferdek: Halinka ja nie wiem czy ty przypadkiem źle doinformowana kurde nie jesteś gdyż, Święty Święty Mikołaj to on se wcale święty nie był i to w ogóle pogańska tradycja. I dzisiaj mikołajem może być każdy.
Halinka: Jak każdy?
Ferdek: A na przykład taki Boczek we markiecie jest mikołajem i mnie powiedz jak to ma być chrześcijańskie.
Halinka: Nie wiem jak, ale na pewno bardziej chrześcijańska jest taka praca niż wieczne nieróbstwo.
Ferdek: Ale tu się nie o mnie rozchodzi Halinka.
Halinka: A o co?
Ferdek: O nieszanowanie tradycji polskich. We Polsce to zawsze dziadek mróz albo papież prezenty roznosił, a ten Mikołaj to se ze niemiec ze zaborcami przyjechał czołgiem a nie saniami Halinka.
Halinka: Pierdzielisz Ferdek.
Ferdek: Nie pierdzielę, tak samo choinki się nie ubiera bo to też pogańskie jest.
Halinka: Ta a co się niby robi.
Ferdek: Stroik sie wiesza. Ja się czasami kurde Halinka zastanawiam czy ty jesteś Matka polka czy bardziej jaka Matka Niemka czy jaka inna ruska.
Halinka: A won mnie stąd. Ty Patrzyłeś na siebie. Wąsy jak Stalin, a jakbyś podgolił to jak Hitler!!
Ferdek: O nie tu wszelkie granice obywatelskie przekroczone zostaly i ja stąd wychodzę i ja nie wiem kiedy wrócę.
Halinka: I szerokiej drogi.

Scena 5. Ferdek pali papierosa pod kiblem. Z kibla wychodzi Mikołaj Boczek.
Boczek: Ho ho ho ho!
Ferdek: Ho ho ho gówno panie.
Boczek: Co to chłopczyk taki smutny!
Ferdek: Panie jeszcze jedno słowo to pan zobaczysz, panie przez pana mam problemy religijne panie w domu!
Boczek: Ale, że jak przeze mnie co?
Ferdek: Gówno bo pan przebierasz się za postaci pogańskie panie, może pan jeszcze na święto zmarłych się poprzbiera i będzie jak murzyny chodził po cukierki grubasie nienażarty.
Boczek: Panie... przecież Mikołaj to se zawsze we Polsce był, se jest i se będzie.
Ferdek: Gówno był panie, to wymysł telewizyjny panie jest dla idiotów panie, dla takich debili panie jak pan. Papież był! A jak papież nie mógł to dziadek Mróz był. A nie to czerwone gówno panie. Czy pan wie kto był Czerwoni? Czy pan wie co armia Czerwona robiła.
Boczek: Panie pan to jesteś dziad zdziadziały co pan tylko wódkie umiesz pić i się pan nie umiesz bawić w ogóle.
Ferdek: Wypierdalaj chuju jeden!!!!
Boczek: Pewnie, że se wypierdzielam panie, co ja se będę z takim dziadem zdziadzialy siedział.
Ferdek: Ty grubasie pogański, za takie oszczerstwa we średniowieczu to by pana na stosie spalili gnoju jeden, debilu jeden gruby opasły.

Scena 6. Obiadek. Wszyscy są ubrani w swetry z Mikołajem.
Halinka: No dzieci za chwilę będzie tutaj ktoś specjalny. Ktoś na kogo wszyscy czekamy.
Ferdek (wchodzi) : Już idę Halinka kochanie moje...
Halinka: Oczywiście nie mówiłam o tym osobniku.
Jolasia: A o kim tak mamusia gaworzy opowiada namiętnie.
Waldek: No no no wlaśnie o kim se tak ?
Halinka: Zobaczycie lada moment przyjdzie do nas Święty Mikołaj?
Ferdek : Halinka co ty za pierdoły dzieciom opowiadasz? Mikołaja nie ma i nie było.
Waldek: Jak nie było jak żem widział we markecie jednego, no..
Ferdek: To nie są żadne mikołaje to grubasy pornograficzne jak ten grubas...
Boczek (ubrany w mikołaja z worem na plecach) : Ho ho ho! Czy tu są grzeczne dzieci?!!
Jolasia: Kuźwa najprawdziszy najświętszy Mikołaj.
Ferdek: Halinka czy ty se zaprosiłaś Boczka...
Halinka: Cicho, Mikołaju niech se mikołaj klapnie tu na wersalce.
Jolasia: Nie! Nie! Ja krzeselko udostępnie by mikołajowi było bardziej zręcznie pręzenty dla dzieciąt grzecznych nieskalanych dawać rozdawać.
Boczek: Dziękuje Boże Dziecie. Klapnij, że na kolano Mikołajowe. I powiedz co dziecino boża mam wyciągnąć z wora.
Jolasia: Ja to bym se chciała płaszczyk taki przeciwdeszczowy, przeciwśniegowy, przeciwpiaskowy, przeciwchłodowy o i przeciwsłoneczny też.
Boczek: A grzeczna byłaś.
Jolasia: Ja zawsze grzeczna... chyba, że w łóżu, wtedy lubię krzyczeć Bożu!!!
Boczek: Hehehe, masz tu dzieciono płaszcz na wiosnę lato jesień zimę. Gdyż te pogody teraz nieprawdziwe kuźwa. Hoohoh!
Mariolka: To teraz ja. Ja to se życzę lokówkę, prostownicę i jeszcze suszarkę..
Boczek: Masz dziecino, a twe włosy nie przeminą! Walduś, a ty chłopczyku co chcesz dostać..
Jolasia: Walduś szpilki chce dostać różowe pozłacane polakierowane. Prawda..
Walduś: No.. no..
Boczek: Masz te szpile, tylko se nie wbij w tyłek hohoho! Panie Halinko, a pani co by chciała.
Halinka: Mi wystarczą uśmiechy mojej rodziny na ich twarzach
Boczek: Mówisz masz! Bo gdzie drugiego takiego Mikołaja co ma takie jak ja jaja hohohoh!
Boczek: Czyli tylko pan Ferdek został, a pan panie Ferdku to niemiły dla mikołaja był wczoraj.. coś tu czuję, że pan tu rózgię dostaniesz w mordę jeża.
Ferdek: Panie skończyłeś pan tą pana szopkę? To wypierdzielaj pan. Bo ja nie mam przyjemnosći.
Boczek: Hohoh, nieprzyjemności to dopiero będą ( Boczek wyciaga rózgę - trochę gałęzi) jak panu krojnę z rózgi w dupę hehhe.
Ferdek: Panie żebym ja tu zaraz panu nie krojnął bezbożniku pogański. Wypierdzielaj!
Boczek: (bierze w rękę udko kurczaka) : Za ofiarę. Szczęść Boże.

Scena 7. Pod śmietnikiem. Ferdek idzie wyrzucić rózgę.

Ferdek: No i była rózga i nie ma rózgi kurde.
Wchodzą Paździochowie z rózgami.
Ferdek: O widzę, że państwo też to gówno dostali. U mnie żona se Boczka jako Mikołaja zamówiła i też mi to gówno przyniósł.
Paździochowa: Ale my go nawet nie zamiawali.
Paździoch: Sam przyszedł wyciągnął te krzaki z wora i zaczął krzyczeć wypinaj dupę gówniarzu.
Ferdek: No i co pan zrobił.
Paździoch: No jak co wypierdziliłem grubasa, ale zostawił mi to gówno na stole.
Ferdek: Weź pan to panie wypierdziel na fajans.
Paździoch: Z największą chęcią.

Scena 8. Prezes Kozłowski siedzi pod Stasiem. Przychodzi Boczek.
Boczek: Panie Prezesie, dzwonił pan do mnie to żem se przyszedł.
Kozłowski: Bardzo dobrze panie Boczek siadaj pan. Panie Boczek ja żem słyszał, że pan dysponujesz strojem tego święto Mikołaja czy jak go tam zwą.
Boczek: No jak nie jak panie Prezesie, bo ja se we markiecie stoję i se dzieciom cukierki daję, a jak trzeba to się przebierę i na zamówienie prezent też dam bo co nie kuźwa.
Kozłowski: No właśnie ja w tej sprawie... panie Boczek dzieci na osiedlu się dopiminają Mikołaj Mikołaj. A ja mówię będzie będzie. Przejdź pan dej im pan panie po cukierku, dam panu za to... pół litra. Co pan na to.
Boczek: Panie pół litra to każdy by se chciał. To jak nie jak tak kuźwa.
Kozłowski: No to dogadani! Kurka wódka! Pani Malinowska! Pani Malinowska!

Scena 9. Ferdek siedzi i ogląda telewizję ( Tańczące Cheerledarki jaki Mikołajaki - tak zapychacz ;P) Słychać pukanie.
Ferdek: Otwarte!
Paździoch: Panie Ferdku, to wymaga natychmiastowej reakcji.
Ferdek: Co?
Paździoch: Jak co Boczek grubas jeden. Po osiedlu będzie dzieciom cukierki rozdawał.
Ferdek: Jak?! Przecież tak być nie będzie. Skąd on pozwoleństwo dostał.
Paździoch: A od prezesa Kozłowskiego, ugiął pod prośbami niewdzięcznych bachorów.
Ferdek: Kurde no, przecież ten grubas jest wysoce pornograficzny
Paździoch: Właśnie, chrońmy dzieci.
Ferdek: I coś z tym trzeba zrobić tu i teraz.
Paździoch: I ja wiem co!
Ferdek: No co?
Paździoch: Wyciągam z kieszeni płaszcza butelkę pół litra polskiej dobrej wódki czystej (podaje Ferdkowi)
Ferdek:Zgadzam się, że trzeba zacząć od napicia się.
Paździoch: Nie! Tym razem nie sąsiedzie.
Ferdek: Jak nie to po co ta wódka?
Paździoch: Wyciągaz z drugiej kieszeni płaszcza tabletki wysoce przeczyszczające. Niech pan odkręci wódkę sąsiedzie.
Ferdek: No dobre i co teraz?
Paździoch: Rozpuszczam tabletki w stężeniu alkoholu i zakręcam. W następstwie piszę SMSa do naszego sąsiada Arnolda Boczka w celu przyjścia i spożycia alkoholu. I czekam na przyjście obiektu.
Pukanie.
Paździoch: Proszę otworzyć drzwi.
Ferdek: Otwarte.
Boczek: Dzień dobry. Panowie wołaliliście to se przyszłem.
Paździoch: Bo panie Boczku my chcliśmy pana przeprosić bo pan takim dobrym Mikołajem jest a my byliśmy niemili z panem Ferdkiem.
Boczek: A bo ja żem se myślał, że Panowie to się obrazliśta za te rózgi co żem wam dał.
Paździoch: To tylko taki niewinny żart! Proszę niech pan się napije nasze zdrowie.
Boczek: Panie Ferdku skocz pan po kieliszki bo co będziem z jednego gwinta ciągnąc co nie kuźwa?
Paździoch: Nie! Nie! Niech pan sam pije my z panem Ferdkiem mamy dzisiaj wysokie ciśnienie.
Boczek: Hmmm... dobra wódka.
Ferdek: Niech pan pije do dna!!
Boczek: Zaraz... panowie ja zaraz wracam... ja muszę... (Boczek wybiega)

Scena 10. Kozłowski kręci się nerwowo pod kiblem.
Boczek (z kibla) : Panie nie moja wina, że problemy gastryczne mam.
Paździochowa: Nażarł się tych cukierków co dla dzieci miały być, Marian widział prawda, Marian?
Paździoch: Tak, widziałem. Potwierdzam.
Kozłowski: Noż cholera jasna gdzie ja teraz jakiegoś Mikołaja znajdę. Może pan panie Marianie?
Paździoch: Ja przepraszam, ale ja muszę iść na bazar.

Wchodzi Halinka.
Halinka: A co tu się dzieje?
Paździochowa: Mikołaj zaklinowal się na kominie.
Kozłowski: Pani Halinko, niech pani namówi męża by się za tego Mikołaja przebrał, tu chodzi o obietnice wyborcze, obiecałem Mikołaja, to Mikołaj musi być.

Scena 11. Salon.
Ferdek: Nie! Nie ! Nie! Kurde! Nie! Nie będę po osiedlu po pogańsku latał.
Halinka: Ale Ferdek, zrób to dla jakieś ideii. Patrz jak ładnie w tej czapce wyglądasz (wkłada czapkę na głowę Ferdka)
Ferdek: A Halinka weź mnie daj spokój z tym gównem. Jako Mikołaj na pewno latać nie będę nie będę i koniec temata.
Halinka: Tak?! To ja ci w takim razie oświadczam, że jak ty nie ubierzesz tej czapki i nie pójdziesz rozdawać dzieciom tych zasranych cukierków to ja pójdę do adwokata.
Ferdek: Tak! To ja ci oświadczam, że ja bym mógł iść, ale na pewno nie jako Święty Mikolaj!
Halinka: A niby jako co?
Ferdek: Dziadek Mróz!

Scena 12.
Ferdek siedzi na ławce w parku. Ubrany w długi szary płaszcz, długą siwą brodę i trzyma wielką lagę w ręce. Podbiegają do niego dzieci.
Dziecko1: Patrzcie Mikołaj, Mikołaj!
Dziecko 2: Co ty to nie Mikołaj, to jakiś menel. To Badura chyba.
Ferdek: Co?! Co?! Gówniarze ja żem jest dziadek mróz.
Dziecko1: Zrób mu zdjęcie szybko.
Ferdek: Żadnych zdjęć. Słuchać mnie tu kurde bo nie będę powtarzał.
Dziecko2: A na cholerę ciebie menelu słuchać mamy.
Ferdek: Bo ja żem wiedzę chciał wam przekazać użyteczno społeczą.
Dziecko1: A nas to gówno interesuję.
Ferdek: Tak? To zobaczymy za parę lat co będzie?
Dziecko2: Co gówno będzie.
Ferdek: Tak? Skończycie jak Badura.
Dziecko1: Dobra spadamy stąd. Ten jest jakiś dziwny.
Ferdek wyciąga małpkę z płaszcza i zaczyna pić.

KONIEC
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2155
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Bździuch » 2018-12-01, 21:26

A mnie się Pan dwa lata temu czepiał, że dwa w jednym dniu dałem :-P


MANDOLINA
Drugi scenariusz z rzędu o trupach :lol:
Tez kiedyś chciałem zrobić scenariusz o efekcie Mandeli ;-). Z opisu myślałem, że będzie to trochę bardziej "Kiepski" kryminał i tak według mnie byłoby lepiej. Ani razu się nie zaśmiałem i to w zasadzie największy zarzut, pod koniec było ciekawie, ale pierwsza połowa to porażka. Uważam, że zupełnie nie wykorzystałeś potencjału tego pomysłu. I szkoda ze nie przeczytałem tego czym ten scenariusz się mógł stać.


+ Znikajacy nekrolog
+ Paździoch, efekt Mandeli (Mandoliny) i ten zwrot akcji z puszką
+ Scena w sypialni i kolejny dobry zwrot akcji z pracą Ferdka i bezrobotnym Kozłowskim

N Pomysł na odcinek - jeden z fajniejszych
N Scena u Kozłowskich

- Niewykorzystany potencjał
- 1wsza i 2ga scena nie wnoszpą nic do fabuły i takie sceny są ok, jak są śmieszne, ale te były niesmieszea, a nawet Irytujące.
- Scena w parku, o dziwo Kopernik wyszedł lepiej od Kozłowskiego, który już zupełnie zepsuł tą scenę
- Badura - mocno irytował
- Nuda i kompletny brak humoru

4,5/10
___________________________________


DZIADEK MRÓZ
Znowu super pomysł na odcinek.
Tu już się śmiałem. Fajny i przyjemny odcinek choć nie bez wad. Zwracasz uwagę na pomieszanie sezonów, i tak jak poprzednio był 100-u procentowy 27 sezon, tak tu jest 5ty, 13-ty, 26 i 27 :-P

+ Bardzo fajna druga scena :-P Uwielbiam Ferdka w takich rolach
+ Absurdalna wizyta Paździocha :-P
+ Kłótnie o to czy Mikołaj jest poganinem :-P
+ Scena w sypialni
+ Kłótnia Ferdka i Boczka i jego problemy religijne w domu :-P
Boczek: Ho ho ho ho!
Ferdek: Ho ho ho gówno panie.
- to nie jest śmieszne, ale nie wiem czemu mnie akurat strasznie śmieszy, zwłaszcza jak to sobie wyobrażę jako kwestię Grabowskiego :-P
+ Ferdek na obiadku jak myślał, że to o nim mówili
+ Ruzga dla Ferdka i "ofiara" Boczka
+ Ferdek i wódka w scenie 9 :P
+ Boczek nażarty cukierkami dla dzieci

N Obiadek - nawet nie był zły dzięki pomysłowi z Boczkiem, ale na plusa trochę zabrakło przez irytujacego Ferdka i parę słabych kwestii. Natomiast Jolasia nie przeszkadzała.
N Scena u Stasia

- Pierwsza scena :roll: jednak serio kogoś te "spocone pandolety" śmieszą :lol:
- Ferdek mówiący do Boczka "w*pierdalaj ty ch*ju jeden" :roll: :roll:
- Zapychacz tv z tańczącymi Mikołajkami-o nie nie nie kochaniutki :mrgreen: :lol:
- Zakończenie, a raczej po prostu ostatnia scena - mogło być lepiej, choć dobry tekst dzieciaka "Dziecko 2: Co ty to nie Mikołaj, to jakiś menel. To Badura chyba."

8/10
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1330
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Mungo Jerry » 2018-12-01, 21:39

Bździuch pisze:
2018-12-01, 21:26

Zwracasz uwagę na pomieszanie sezonów, i tak jak poprzednio był 100-u procentowy 27 sezon, tak tu jest 5ty, 13-ty, 26 i 27 :-P
Wiedziałem, że coś nie gra już podczas pisania. :-P Akurat 5 tu nie poczułem. Bardziej stylowo by mi pasował na 23-24. Mimo myślę wszystko dałoby się go spokojnie zagrać w 27 sezonie i utrzymać klimat .

Co do Mandoliny faktycznie potencjał jest niewykorzystany. Pozatym scenariusz troszkę pociąłem po przeczytaniu (sceny z Jolaśką :-P )
Dziękuję za oceny :-D
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2155
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Bździuch » 2018-12-01, 23:01

Piąty trochę był w scenie 11
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1330
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Mungo Jerry » 2018-12-01, 23:44

Bździuch pisze:
2018-12-01, 23:01
Piąty trochę był w scenie 11
Hmm.. zależy jakby to interpretować. Bo jakby podłożyć pod tą scenę ta charakterystyczną muzykę z 5 sezonu to zgodzę się, ze tak :-) Chyba przy najbliższym scenariuszu zacznę pisać dokładne didaskalia. Bo ja w tej scenie bym widział maksymalnie zdziadziałego gburowatego Ferdka rodem z 13 sezonu ;-)
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2155
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Bździuch » 2018-12-02, 10:11

No właśnie, zapomniałem o tym napisać, ale w obu scenariuszach szczególnie mi przeszkadzało to, że Ferdek był bardziej gburowaty niż w ostatnich sezonach Yoki.
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1330
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Mungo Jerry » 2018-12-21, 22:32

MAGIA ŚWIĄT

Mieszkańcy osiedla przygotowywują się do zbliżajacych świąt Bożego Narodzenia. Prezes Kozłowski namawia Ferdka do zoorganizowania sąsiedzkiej wigilii, tymczasem Paździoch zaczyna mieć dylematy moralne związane z karpiami.

Scena 1. Gra świąteczna muzyka. Halinka sprząta w pokoju. Mariolka siedzi na fotelu i maluje paznokcie.

Halinka: Mariolka! Skończ no że już te pazury malować pomogłabyć mnie sprzątać.
Mariolka: A na co niby?
Halinka: No jak na co? Święta tuż tuż, a patrz jaki tu bajzel.
Mariolka: A ja już mówiłam raczej, że ja wierząca to nie jestem i ja normalnie centralnie te świeta całe to mam gdzieś.
Halinka: Wierząca czy nie wierząca, ale miotłę to byś raczej mogła ruszyć. Biblii poszukać by przeczytać na wieczerzy.
Mariolka: Biblie to ojciec chyba bo ostatnio wyjmował.
Halinka: Jak ojciec?
Mariolka: No normalnie wertował te stroniczki, wertował.
Halinka: A od kiedy ojciec taki pobożny się stał?
Mariolka: No nie wiem niech go mama sama spyta.

Sypialnia. Ferdek leży na łóżku. Na stoliku leży biblia.

Halinka: Ferdek! Ferdek!
Ferdek: Co? Co kurde?
Halinka: Ferdek ja się pytam gdzie jest pismo święte?
Ferdek: Jak tu se leży kurde normalnie, bo żem się ewangalizowywał przed świętami.
Halinka: Tak zaraz zobaczymy jak żeś się ewangalizował.
Ferdek: Halinkia! Kurde nie ruszaj mnie bo mnie zakładkię wyrzucisz i nie będę wiedział gdzie żem skończył kurde.
Halinka: Zakładkę, zakładkę ( Halinka otwiera biblię a w niej futerał na flaszkę) Ferdek co to jest?
Ferdek: No jak co? Żem spirytusa dał by szatana odpędzić od pana Jezusa kurde nowonarodzego.
Halinka: Wiesz co Ferdek. Są święta, a ty nisczysz dewonalia jak ci nie wstyd ty opasły knurze?
Ferdek: Halinka święta święta i po świętach.
Halinka: Nawet się jeszcze nie zaczęły.
Ferdek: Ale niedługo się skończą.
Halinka: I w ogóle won! Drzewko trzeba przytargać.
Ferdek: A idźże idźże.
Halinka: Ferdek ja ci przyrzekam, że jak ty nie pójdziesz zaraz po drzewko to skończysz we ty te święta w szopce na rynku. A ja podzielę się opłatkiem z wspaniałym bliźnim - adwokatem.

Scena 2
Salon Paździochów. Helena rzuca na stół kartonowe opakowanie. Marian siedzi na kanapie.
Helena: Marian? Co to jest?
Paździoch: Paluszki rybne.
Helena: A na co takie gówno. Miał być karp, a nie takie coś.
Paździoch: Helena, no ale po co od razu ten karp. Więcej zamieszania z nim niż samego jedzenia. Pozatym śmierdzi mułem.
Helena: Oj, nie pierdziel dziadu. Masz tu siatkę i wynocha do Kerfurta po rybę.
Paździoch: (mruczy pod nosem i wychodzi)

Pod kiblem. Boczek trzyma karpia w wiadrze. Wychodzi Paździoch.
Paździoch: Panie Boczek, co pan tam znowu robisz grubasie?
Boczek: Panie jak to co karpia se będe skórował na wieczerzę.
Paździoch: Panie to idź pan z tym, bo to w ogóle nie jest obraz przyjazny dla oka.
Boczek: Panie, ale to gdzie ja mam ze tym iść co kuźwa?
Paździoch: Najlepiej do dupy. I w ogóle to co pan robi jest niehumanitarne i nieludzkie.
Boczek: Ale, że jak co co?
Paździoch: Panie, a pan chciałby pan żeby ktoś panu tak urżnął łeb i to przy samej dupie?
Boczek: Panie, ale co pan, panie Marianie, przecie nawet pan Jezus se ryby jadł.
Paździoch: A I dlatego właśnie został ukrzyżowany.
Boczek: W mordę jeża. Panie, ale to co ja mam teraz zrobić?
Paździoch: Niech pan zostawi tą rybę. A ja ją wypuszczę do Wisły. O właśnie idę na spacer.
Boczek: Panie bier se pan to. Ja se pójdę do Malinowskiej i tylko kartofle panie będę jadł panie, kuźwa no. (Boczek w popłochu opuszcza korytarz)
Paździoch (podnosi wiaderko) Helena!
Helena (Wychodzi) Co się drzesz? Masz tą rybę?
Paździoch: Mam. Taki bydlak starczy i na zupę, i na galaretę i na co chcesz Helutka.
Helena: No dobrze się spisałeś, chodź to dam ci trochę żurku.
Paździoch: Idę, idę akurat bym zjadł coś ciepłego.

Scena 3. Salon Kozłowskich.
Kozłowska: Andrzej! Andrzej! Gdzie jesteś komuchu jeden?
Kozłowski: Co się drzesz foka, szukam krawata nie widzisz.
Kozłowska: Jakiego znowu krawata?
Kozłowski: Jak jakiego tego kurka wódka we mikołaje z tymi no... dupami gołymi.
Kozłowska: A ja we dupie tego krawata mam, lepiej dawaj mnie tu szybko kasiorę bo ja musz iść do kosmetycznki, makijażystki i stylistki.
Kozłowski: Daj, daj tylko daj. A co ja będę z tego miał.
Kozłowska: Andrzej, Andrzej ty się weź tu nie zapędzaj, bo ja zaraz się spakuje i się wyprowadzę, a takich tutaj komuchów na osiedlu pełno to se zaraz znajdę jakiegoś innego...
Kozłowski: Oj foka, kurka wódka no masz już bierz te pieniądze (rzuca cały portfel) Tylko mnie powiedz gdzie ten krawat zasrany, bo idę na obrady, a jak tego krawata ubierę to im wszystkim mina zrzędnie.
Kozłowska: A skąd mam wiedzieć gdzie twój krawat dziadu, przyjdę to poszukam.
Kozłowski: To co ja mam teraz założyć co?
Kozłowska: A mnie to gówno interesuję. To co to papatki, papatki.

Scena 4. U Stasia. Ferdek siedzi i pije piwo. Podchodzi Prezes Kozłowski.
Prezes: O pan Ferdek kochanieńki. Co pan tak siedzisz panie Ferdeczku?
Ferdek: O panie Prezesie, siedzę se i myślę se panie Prezesie o świętach, czasie przymyśleń dla ducha i dla ciała.
Prezes: Tak panie Ferdku tak. Święta czas niezwykły. Święta czas zadumy, przemyśleń, ale też radośći.
Ferdek: Radośći.
Prezes: Przedewszystkim radośći. A jak radość to co? Pani Malinowska! 0,5 poslkiej dobrej wódki kurka wódka. I to na jednej nóżce.
Malinowska: Co się drze? Idę idę. Już niesę.
Prezes: Panie Malinowska. Co pani taka kaśliwa jak kąsawica jaka kurka wódka. Święta mamy trochę dobroci międzyludzkiej.
Malinowska: Jakiej dobroci, jakiej dobroci dla was ochejtusów, pijaków, meneli.
Prezes: Te, te, te panie Malinowska pani tu rozmawia przypominam pani z urzędnikiem państwowym.
Malinowska: Urzędnikiem, urzędnikiem, alkoholikiem chyba. Bo wy wszystkie polityki takie same. (odchodzi)
Prezes: No patrz pan jaka cholera no kurka wódka. A pan panie Ferdku to co tak tutaj siedzi a nie w ciepełku domowym przy piecu?
Ferdek: No bo mnie zasadniczo to małżonka wysłała po drzewko, w celu zakupu go. Tylko, ze tak jakby niestety fundusze już zostały spożytkowanie.
Prezes: Panie, a no co to drzewko kupować. Mało parków we okolicy?. Park na parku. Masz pan może piłę panie Ferdku?

Scena 5. Ferdek wraca do salonu. Targa on do salonu choinkę wraz z Kozłowskim.
Ferdek: Halinka! Halinka! Drzewko żem przytaragał Halinka.
Halinka: A co to za badyl? Ja cię prosiłam porządne drzewo a nie takie coś!
Kozłowski : Panie Halinko, ale to piękne drzewko, sam żem bym takie chcial miec w mieszkaniu koło kominka, ale foka ona ma uczulenie na sosny.
Halinka: No ja tak teraz patrzę, to jednak... może ładne to drzewko.
Ferdek: No drzewko jak ta lala Halinka.
Kozłowski: No jak nie jak tak kurka wódka.
Ferdek: Halinka, ale pan prezez Kozłowski kochanieńki pomógł mnie tu przytargać drzewko to może by się jakoś rozgrzać Halinka.
Halinka: Ależ oczywiscie! Panie Prezesie niech pan idzie do kuchny barszczu panu z uszkami dam.
Prezes: A uszka to z mięsem czy z grzybami?
Halinka: I z mięksiem i z grzybkami.
Prezes: A to jak tak, to nie mogę powiedzieć nie kurka wódka.

Scena 6. Kuchnia. Kozłowski i Ferdek jedzą barszcz.
Kozłowski: Pyszniutki barszczyk pani Halinko taki barszczyk to ja nie wiem kiedy ostatnio raz jadłem. Foka to co nie ruszy to spieprzy. A pani, pani Halinko to no bonapetit kurka wódka.
Ferdek: Bo panie prezesie moja żona to ma rękie do kuchni jak mało kto (klepie Halinkę w dupę)
Halinka: Oj Ferdek przestań, ten barszczyk panie prezesie to jest na przepisie mojej świetej pamięci mamusi.
Kozłowski: Pani Halinko, pani tutaj robi takie specjały, że one wymagają szerszego grona odbiorców.
Halinka: To znaczy?
Kozłowski: To znaczy, że my powinniśmy tutaj urządzić wieczerzę wigiliją dla całego osiedla.
Halinka: Ale jak tutaj?
Kozłowski: Normalnie tutaj, ot tak bo czemu by nie k#$@a mać?

Scena 7 Łóżkowa.
Halinka: Ferdek, ale jak to wigilia dla całego osiedla. Czy ty sobie wyobrażasz jakie to są koszta?
Ferdek: Halinka, ale przecież Prezes Kozłowski powiedział, że na to fundusze są.
Halinka: No dobra Ferdek, ale ja uważam, że wigilia powinna być spędzana w rodzinnym wąskim gronie, a nie takie coś.
Ferdek: A mnie sie kurde Halinka wydaje normalnie, że ty nie doceniasz jaka to jest perspektywa dla ciebie. Będziesz gotowała dla wybitnych ludzi.
Halinka: No ciekawe, kto w ogóle miałby na tą wigilię przyjść? Badura?
Ferdek: A czemu by nie? Badura to jest osoba która nadzwyczaj Halinka potrzebuje ciepła domowego zwlaszcza w okresie światecznym, prawda.
Halinka: No to ja cie oświadczam Ferdek, że ja tu żadnego przytułku robić nie będę.
Ferdek: A kto tu mówi by jakiegoś przytułka robić, przecież one se przyjdą, proszę ja ciebie, pomodlę się one, Halinka, napoją się...
Halinka: No już widzę czym oni się będą poić.
Ferdek: Halinka, proszę cię, bo niektórzy we święta to nie myślą tylko o alkoholizancji prawda?
Halinka: No oczywiście. Bo o to się rozchodzi Ferdek, że co ci ten Prezes nie piernie, to ty robisz. Kukiełka. Normalna kukiełka.
Ferdek: Halinka, a ja ci mówię po raz ostatni, to jest ideła! A ideły się wypełnia. Amen.

Scena. 8. Salon Paździochów. Na stole leży wiadro w którym pływa karp.
Helena: No Marian ukręciłeś już łeb tej rybie?
Paździoch: Helena, ale ja nie mogę. Ta ryba ma nadzwyczaj inteligentne spojrzenie.
Helena: O, Marian! Zwykła dupa jesteś,a nie chłop i to w dodatku łysa. Już idę po tłuczek, albo nie od razu po młotek.
Ryba (głos: Krzysztof Dracz) : Panie Paździoch, panie Paździoch, weź pan mnie wypuść.
Paździoch: Co jest karwasz barabasz?
Ryba: Wypuść mnie a spełnie twoje życzenie.
Paździoch: Jakie życzenie?
Helena: Marian z kim ty tam pieprzysz?
Paździoch: Z nikim,z nikim, Helena mówiłem do siebie. ( Marian wstaje zabiera wiadro i wychodzi)
Helena: (wraca) Marian dziadu, gdzieś ty jest? Obrońca zwierząt się znalazł. Poczekaj aż wrócisz, jak nie będzie karpia na wigilię to będzie stary pedryl.

Scena. 9. Mieszkanie prezesa.
Ferdek: Panie Prezesie, bo albowiem nastąpiła komplikancja.
Prezesa: Ee.. jaka to komplikancja panie Ferdku.
Ferdek: Małżonka sie martwi, że ona nie jest we stanie przygotować takiej ilości potraw świąteczno wigilijnych...
Prezes: Ale panie Ferdku kochany, przecież nikt nikogo tu nie zostawi bez prowiantu.
Ferdek: To znaczy kurde bo nie rozumiem?
Prezes: Każdy pasterz przychodządzy na wieczerze do naszego zagajnika jest zobowiązany panie Ferdku, przynieść dary.
Ferdek: Że jakie niby te dary?
Prezes: No jak jakie dary panie Ferdku, dary rozgrzewające ciało i duszę. Kurka wódka
Ferdek i Prezes: Hhehhe.

Scena 10. Wigilia w salonie u Kiepskich. Przy stole siedzą kolejno. Prezes, Prezesowa, Złomiarze, Pupcińscy, Mariolka, Malinowska, Kopernik, Ferdek, Halinka, Boczek i Helena.
Kozłowski: Panie Ferdku, to może by rozpocząć naszą wieczerzę przeczytać by fragment pisma świętego?
Jolasia: Tylko ojcze zgaś światło niezwłoczne by klimatu nadać zadać.
Ferdek: Cisza!!! Będę czytał fragment pisma świętego.
Badura: A ze czyjej ewangelii to będzie.
Ferdek: Panie Badura, nie interesuj się pan tylko pan słuchaj. A Fragment brzmi, że w stajence, że w zagajniku zimno było w noc grudniową, więc powiedziane zostalo by wyciągnąc wszystko co rozgrzewać duszę i ciało może i spożyć niezwłocznie. To samo powiadam kurde ja wam. Proszę wyciągnać rozgrzewacze
Wszyscy wyciągają kieliszki.
Halinka: Ale zaraz, a opłatki?
Prezes: Spokojnie pani Halinko, po kolei najpierw trza się rozgrzać kurka wódka.
Halinka: A pan Marian to gdzie jest pani Helenko tak w ogóle?
Helena: Nie wiem, siedział, wziął rybę i poszedł.
Waldek: Ale, że gdzie co ?
Helena: Nie wiem i szczerze mówiąc gówno mnie to obchodzi.

Scena 11.
Paździoch stoi nad jakimś molo. W ręku trzyma wiadro z rybą.

Paździoch: Tutaj, mogę?
Ryba: Tak, tutaj będzie, idealnie. Ale zanim panie Marianie, co mogę dla pana zrobić?
Paździoch: Nie.. wiem.... nie wiem... a dobra karwasz twarz. Chcę być wolny od tego wszystkiego wolny jak ryba.
Ryba: Mówisz masz, panie Paździoch.
Paździoch zmienia się w rybę i razem z karpiem odpływa.

Scena 12. Noc. Korytarz. Pijany Kozłowski i Kozłowska idą.
Kozłowska: Wielki polityk się znalazł cholera jasna, ty to zawsze musisz się nachlać Andrzej jak alkoholik, komuchu ty.
Kozłowski: Foka, foka weź mnie denerwuj tu, bo ja ci tu normalnie romansów twoich to nie wypominam raczej kurka wódka.
Kozłowska: O nie pierdziel tu, oprzyj się dziadu się o ścianę i stój bo musze jeszcze do toalety.
Kozłowska wchodzi do toalety.
Kozłowska: Aaaaaaaaa!! (wybiega)
Kozłowski: Co jest foka? Co tam było kurka wódka?
Kozłowska: Ryba, gadająca ryba w kiblu.
Kozłowski wchodzi do kibla. A tam karp.
Karp- Paździoch: Panie Prezesie to ja Marian Paździoch.
Kozłowski: No i co się drzesz Foka, przecież to normalna rzecz, że we wigilię to se zwierzęta gadają kurka wódka cholera jasna!

KONIEC
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2514
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: kacrudy » 2018-12-22, 09:34

Nawet ciekawy scenariusz, aczkolwiek nie było tu jakiejś mocno związanej fabuły, był natomiast zlepek scen związanych ze świętami. Chociaż samo wykonanie nie było takie najgorsze, nie ma porównania chociażby z tragicznymi "Bożymi skrawkami".
To może krótko powymyślnikuję plusy ogólne:
- Paździoch - najpierw jak wmówił Boczkowi, że postępuje niehumanitarnie, a potem zabrał jego rybę do domu, aż sam nie chciał jej zabić :mrgreen:
- Ferdek i Kozłowski wycinający choinkę z parku :lol:
- pomysł, żeby zrobić u Kiepskich wigilię z "wybitnymi" ludźmi :P
- scena łóżkowa i tekst o kukiełce i idełach
- Ferdek "czytający" Pismo Święte na wigilii
- wigilia i dary rozgrzewające dusze i ciało :lol:
- nie najgorsze zakończenie z Paździochem-rybą

A teraz minusy:
- zbędni Pupcińscy (wybacz, już zawsze będę to minusował :P)
- momentami dziwnawy język bohaterów
- trochę mało śmiesznych tekstów oraz nudy

7/10.
Obrazek
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1330
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Mungo Jerry » 2019-04-19, 11:54

Zapraszam do przeczytania mojego nowego scenariusza. Uważam, ze to jeden z lepszych jaki napisałem. Nie wiem w sumie w jakim jest stylu, chciałem by był w stylu 28 sezonu, ale tamten jest tak nijaki, ze nie wiem czy to wyszło.


"Sumienie"
W kamienicy dochodzi do serii zuchwałych kradzieży. Paździochowie proponują Ferdkowi by ustalić winnego przez bardzo szczegółowe śledzwtwo by wskazać kto się ich dopuścił.

Scena 1. Noc. Przedpokój. Pukanie.
Ferdek: Idę kurde! Co jest kurde trzecia w nocy jest kurde.
(Ferdek otwiera drzwi - W progu stoją Paździochowie. Helena trzyma w ręku zużytą rolkę papieru toaletowego)
Ferdek: Czego? Trzecia w nocy jest kurde!
Paździoch: Skandal!
Ferdek: Zara kurde, o co się rozchodzi.
Helena: Ja z mężem zaraz idziemy do prokuratury prosze pana i się skończy demoralizacja na terenie naszego osiedla przez Pana i Pana rodzinę.
Ferdek: Zaraz jaka demoralizancja o co się rozchodzi się drugi raz pytam.
Helena: Jak to o co o to (pokazuje Ferdkowi pustą rolkę papieru toaletowego)
Ferdek: No, ale co to jest i co mnie to gówno obchodzi?
Helena: Jak to co pan dobrze już wiesz co to jest i o co się rozchodzi.
Ferdek: No właśnie nie wiem o co się rozchodzi.
Paździoch: O złodziejstwo!
Ferdek: Panie Paździoch czy pan serio myślisz, że ja bym ukradł panu taki papier panie?
Helena: My to wiemy ! Nie wykręcisz się już pan, lepiej się pan przyznaj a zostaną zastosowane okolicznosći łagodzące.
Ferdek: No a przepraszam, a dlaczego na przykład nie Boczek tylko ja co?
Helena: Bo tak sie składa, że Boczek od wczoraj ma zatwardzenie.
(Wchodzi Halinka)
Halinka: Dobry wieczór o co sie rozchodzi.
Helena: Jak to o co o to !! O ten papierek co ktoś z pani patologicznej rodziny nam podpierdzielił i to nie pierwszy raz zresztą.
Halinka: O ja przepraszam bardzo, ale chyba cos pani sobie pomyliła, pani Helenko.
Helena: Nam się nic nie pomyliło, jeśli w trybie natychmiastowym nie otrzymamy spowrotem skradzionego dobra to w tym momencie idziemy na policję.
Halinka: Ferdek, natychmiast daj temu państwu rolkę naszego papieru toaletowego.
Ferdek: Ale Halinka u nas tylko pół rolki zostało, to jak ja tym mendom dam to ja na rano nic nie będę miał.
Helena: Może być coś innego, byle o takiej samej wartości cenowej. Na przykład alkohol. To pan masz na pewno i to pod dostatkiem.
Paździoch: Patologia. Tfu!

Scena 2. Śniadanie.
Ferdek: Halinka, te jajka to są na twardo czy na miękko?
Halinka: Te tu są na twardo a te na miękko, jak wolisz.
Ferdek: To te na twardo se wezmę, tylko Halinka weź mnie majoneza podaj bo bez majoneza to do dupy.
Halinka: No to rusz dupę i se weź co to ja służąca jestem twoja?
Ferdek: Nie no kurde Halinka, mogłabyś być czasem trochę uprzejma wiesz kurde?
Halinka: Ja jestem uprzejma dla ciebie od 40 lat inaczej to ty byś już dawno skończył w kartonie po telewizorze pod mostem.
Ferdek: A idźże, idźże Halinka! Mariolka!
Mariolka: (wchodzi) No czego?
Ferdek: Weź mnie podaj majoneza z lodówki.
Mariolka: A to sam ojciec już se podejść nie możesz?
Ferdek: Ty ty ty glucie ty marnotrawny na ojcowskim łonie spłodzony!
Halinka: No, ale spokój czy wy musicie sie kłócić od razu. Już Ferdek wstaje i podam ci ten zasrany majonez.
Ferdek: No i nie można było tak od razu Halinka prawda?
Halinka wstaje i otwiera lodówkę.
Halinka: Ale tu nie ma żadnego majonezu.
Ferdek: Jak nie ma jak jest.
Halinka: No nie ma a jak nie wiesz to sam rusz dupę i zobacz.
Ferdek: No ale jak nie ma jak był kurde, to gdzie jest.
Mariolka: No jak gdzie pewnie Jolaśka z Waldkiem podpierdzielili.
Ferdek: Kurde no! Tak byc nie będzie. Halina dawaj mnie ciupagę.
Halinka: Na co?
Ferdek: Jak na co na tarnogaja jadę kurde!!

Scena 3. Mieszkanie Pupcińskich. Ferdek wymachuje w kierunku Pupcińskich ciupagą. Jolasia i Waldek siedzą na łóżku i płaczą.
Ferdek: Gdzie jest majonez kurde?!!
Jolasia: (wyje płacze cokolwiek to jest) Ja nie wzięłam żadnego majonezu kuźwa, nigdy przenigdy to pewnie Waldek wziął zabrał i włożył już do gardła!
Waldek: Ja, żem nigdy nie wział żadnego majoneza Jolańca'
Ferdek: Kłamiecie i ja to do prokuratury podciągnie. I was zamkną.
Jolasia: Ale ja jestem niewinna ile razy tatusiowi mam to mówić??
Ferdek: Jak niewinna jak ty mnie Frytownicę ukradłaś złodziejko jedna! Zara na policję kurde dzwonię i cie do pierdla zamkną.
Jolasia i Waldek : (płacz i wycie)
Ferdek: Proszę mnie oddać majoneza w tej chwili. Albo ja co innego bierę.
Waldek: Ale my nic nie mamy, tatuś...
Ferdek: Nie kłam wężu jeden bo ja od ciebie alkohol czuć.
Jolasia: A to nie od wódki bynajmniej.
Ferdek: A od czego?
Jolasia: Od deseru lodowego adwokatowego smacznego smaczniuśniego.

Scena 4. Ferdek wraca na korytarz. Z kibla wychodzi Boczek w ręku trzyma żarówkę.

Ferdek: O kurde! Co tam grzymasz grubasie jeden?
Boczek: Panie, ja żarówkię trzymię, bo mnie wy ukradliśta kuźwa.
Ferdek: No patrzcie państwo, no patrzcie państwo. Panie to pan oddawaj tę żarówkię bo to moje jest (próbuje wydrzeć Boczkowi z ręki) I jeszcze pan papier Paździochowi oddaj co żeś mu pan też ukradł złodzieju jeden.
Boczek: Bo co co gówno? Dałem żarówkię do sracza a tu co nie ma. Podpierdzieliśta to ja bierę.
Ferdek: Tak to ja do prokuratury to zgłaszam.
Boczek: Ta, a to se zgłaszaj pan, ja też se pana zgłoszę.
Ferdek: No ciekawe za co niby co kurde?
Boczek: Bo panie ja żem se widział jak pan z Badure żesta se piliśta na cmentarzu wódkię panie i co?
Ferdek: I gówno wypierdzielaj pan stąd i oddawaj pan tą zarówkię kurde grubasie.
Boczek: O gówno dam! I w ogóle tu nie przyjdę już nigdy. Co se będę z złodziejami siedział w mordę jeża.
Ferdek: Wypierdzielaj stąd grubasie opasły!
Z mieszkania wychodzi Janusz.
Janusz: O pan Ferdek. Widzę, że pan dzisiaj jak zwykle w formie.
Ferdek: Panie nie zawracaj mnie pan dupy kurdę. Dostaliście papier to co jeszcze chcecie.
Janusz: No ja właśnie w tej sprawie panie Ferdku. Zdaje się, że zaszło drobne nieporozumienie i chcielibyśmy z panem o tym porozmawiać na spokojnie.
Ferdek: Panie Januszu, ja na takie tematy na sucho nie rozmawiam.
Janusz: Ależ oczywiście, zadbaliśmy o odpowiednie wyposażenie zastawy stołowej. To jak znajdzie pan chwilkę?
Ferdek: Z olbrzymią niechęcią, ale znajdę.

Scena 5. Salon Paździochów. Janusz, Ferdek, Marian i Helena siedzą dookoła stołu.
Ferdek: Słucham państwa o co się rozchodzi?
Helena: Panie Ferdku wczoraj wieczorem.... doszło do małego nieporozumienia i chcielibyśmy pana Przeprosić.
Janusz: Niech się pan napoi i pan przegryzie ogóreczkiem. Czym chata bogata.
Ferdek: No dobre, ale nie rozumiem o co chodzi.
Helena: Widzi pan, Marian zaniósł zużytą rolkę do badań DNA i niestety nie wykazało żadnego powinowactwa materiałem genetycznem pana lub pana rodziny.
Ferdek: Zaraz panie Paździoch a skąd pan żeś miałeś materiała genetycznego mojego co kurde?
Marian: Są rzeczy które się fizjologom nie śniły.
Janusz: Ale do rzeczy, Jak nie pan, jak nie Boczek, to kto dopuścił się tej kradzieży.
Helena: Ktokolwiek to był to gnoja za dupę i do pierdla.
Ferdek: A wiecie państwo, że ja też żem został okradziony dzisiaj.
Helena: Ta a z czego?
Ferdek: Z majoneza.
Janusz: No tak najpierw papier, potem majonez a potem co będzie pieniądze.
Helena: Nie no trzeba coś z tym zrobić.
Marian: Helena, może zadzwońmy na policję.
Helena: No i co to da ? Policja w tym kraju to wyjątkowe gówno.
Janusz: No ale chwileczkę, czemu by nie. Zacznijmy od tradycjnych rozwiązań niech przesłuchają wszystkich po kolei, nawet nie zważając na wyniki badań na materiał genetyczny które zresztą mogą być błędne prosze państwa. Jeśli ktoś nie ma nic do ukrycia to przecież może chyba poświęcić pięc minut na krótką rozmowę.
Helena: No może to nie jest takie głupie.
Janusz: No to już jeden telefon i wszystko będzie jasne.

Scena 6. Łóżkowa.
Halinka: Ferdek jełopie, jakie przesłuchanie o co o majonez i rolkę papieru toaletowego?
Ferdek: Halinka, ale Boczek też zawiadamiał, że mu żarówkię ukradli/
Halinka: Ta, Boczkowi, sam Boczek chyba ukradł. Ja już teraz ci mówię, że ja w żadnym przesłuchaniu brać udział nie będę.
Ferdek: Halinka czy mnie się zdaje czy ty masz coś na sumieniu czy ty chcesz cos ukryć.
Halinka: No niby co ? Co ty Ferdek sugerujesz?
Ferdek: Jak to co Halinka zgłodniałaś we noc. Poszłaś do kuchni gdzie zjadłaś całego słoika majoneza po czym musiałaś udać się do toalety na defekancję.
Halinka: Ferdek, ja cię ostrzegam jeszcze jedno słowo i pójdziesz spać na kanapę do dużego pokoju.
Ferdek: No czekaj Halinka bo ja żem jeszcze nie skończył bo ty jak żeś siedziała na toalecia i się defekowałaś to ty se w między czasie żarówkię ukradłaś tylko właśnie nie wiem na co.Ale policja Halinka, oni to z ciebie wyciagną Halinka wiec se Halinką jakiegoś ali bibib se wymyśl lepiej Halinka.
Halinka: Wiesz co Ferdek, ja chyba będę musiala wymyślić sobie lepsze alibi na inną okolicznosć.
Ferdek: Jaką niby co kurde?
Halinka: Czemu zamordowałam męża pijaka nieroba od 40 lat! Na kanapę ale już. Paszoł won!
Ferdek: Już idę z przyjemnością bo pani to mnie od 40 lat podkrada kordłę kurde.
Halinka: Paszoł won!!

Scena 7. Noc pod Stasiem. Ferdek siedzi i pije wódkę. Podchodzi prezes Kozłowski.
Kozłowski: O pan Ferdek? To co pan śpisz Kurka wódka.
Ferdek: O pan Prezes, panie Prezesie ja nie śpię, bo żem się wlaśnie dowiedział, że moja żona rodzona jest złodziejką od 40 lat i jak się kurde dziwić potem, że dzieci też kradną.
Kozłowski: Panie dzisiaj mamy takie czasy, że wszyscy kradną daj pan spokój, szkoda strzępić język. Panie mnie Foka to też kradnie i to panie niebylajakie sumy. Patrzę do portfela rano 10, patrzę w połoudnie 8 patrzę na wieczór 0.
Ferdek: A przepraszam a czego 10?
Kozłowski: Jak to czego. Tysięcy i to euro! Panie Ferdku i co pan to?
Ferdek: No... kurde. Czarownica nie baba.
Kozłowski: A żebyś pan wiedział tylko ja na miotłę posadzić i fru w powietrze. A panu co ukradła.
Ferdek: Majoneza.
Kozłowski: aaaa... Majoneza... no majonez dobry do jajka do kiełbasy prawda kurka wódka...
Ferdek: No tak... kurde.. no tak

Scena 8 Obiadek.
Ferdek: Najedzcie się najedzcie sie prawda. Bo zaraz przyjedzie policja i się wszystko wyda.
Waldek: Ale, że co niby?
Ferdek: No jak co żeście wy ze matką w konspirancji majoneza mnie zjadły i podpierdzieliły. I sprawiedliwości się zadość stanie bo ja o taką Polskię żem walczył.
Jolaśia: Ale ja żem mówiła, że żem żadnego majoneza nie wzięła (ryk)
Halinka: Spokojnie Jolasiu dziecko, żadnej policji nie będzie, o co to dochodzenia ma być o majonez? O papier?
Ferdek: O sprawiedliwość!!
Mariolka: Jak nie będzie jak już chyba jest. Z Paździochami na podwórku chyba stali.

(Dźwięk megafonu): Państwo Kiepscy są proszeni o przejście na korytarz w celu przesłuchania policyjnego w sprawie wykroczenia W7834. W trybie natychmiastowym.
Ferdek: No i proszę bardzo! Proszę bardzo! Zobaczymy kto ma co na sumieniu.
Jolasia i Waldek: (ryk i płacz)
Scena 9
/ Zmiana ujęcia na korytarz. Policjant (Jerzy Mularczyk )przesłuchuje siedzącego na krześle Boczka, obok stoją Helena z Januszem, na taborecie obok kibla siedzi Marian.
Policjant: No gdzie pan był 2 dni temu około godziny 2 a 3 nad ranem.
Boczek: No, zatwardzenie żem miał bo żem się jaj nażarł na twardo tych jajów co je na bazarze sprzedają a po nich wzdęcia byli.
Paździoch: Nie kłam grubasie!
Boczek: Ale ja nie kłamie bo co co ? Ja tu jestem ofiarą bo one mnie żarówkię ukradły.
Helena: Nie łrzyj pan bo pan kłamiesz, bo pan uszy czerwone masz.
Janusz: I nos długi.
Boczek: Ale że jak jak? (Dotyka się po nosie)
Policjant: Spokonie, tak, tak, do wszystkiego dojdziemy. Panie Boczek, kto według pana ukradł panu tę żarówkię.
Boczek: Jak to pewnie pan Marian bo to menda jest największa i złodziej.
Marian: (zaczyna kaszleć) I łapać się za serce.
Helena: No i co pan narobiłeś. Mój mąż jest tylko schorowanym starszym człowiekiem. Zaraz nam tu zejdzie na zawał.
Paździoch: Synu!
Janusz podbiega bierze Mariana pod pachę i prowadzi do mieszkania.
Policjant: No tak, tak, Paździoch Marian, ze względu na zły stan zdrowia wyłączony ze śledztwa. To kto inny jeszcze?
Boczek: Jak to kto pewnie Pan Ferdek bo on to se nawet wódkę na cmentarzu pił z tymi Bocianami.
Kiepscy wychodzą na korytarz.
Ferdek: Co co co! Co tam pieprzysz grubasie? Panie policjancie proszę go wywieźć do prokuratury.
Policjant: Proszę się uspokoić bo pan był już notowany i to nie sprzyja pana osobie...
Boczek: (śmiech)
Policjant: Proszę się nie śmiać.
Boczek: Panie Millcjancie, niech pan przesłucha pana Ferdka.
Policjant: Ale proszę mi nie mówić co mam robić.
Helena: Właśnie bo pan jesteś tutaj głównym podjerzanym bo pan od 30 lat się tu wypróżnia.
Ferdek: I to nielegalnie zresztą.
Policjant: No tak, tak, tak. Pan Ferdynand Kiepski proszę na taborecik.

Scena 10. Ujęcia z twarzy bohaterów. Cały czas się zmieniają.
Policjant: Czy oskarża pan swoją żonę Halinę Kiepską o zjedzenie majonezu?
Ferdek: Tak!
Policjant: Jak pani Halina się ustosunkowywuje do wyżej zarzuconych jej zarzutów.
Halinka: To niemożliwe panie policjancie, bo ja jestem jedynym źródłem dochodów w tym domu wiec to niemożliwe żebym mogła ukraść coś co sama kupiłam.
Jolaśia: (wycie)
Ferdek: Niemożliwe. Bo ja żem wygrał we zdrapce pięc złoty i żem kurde kupił majoneza.
Policjant: Czy to znaczy że pani mąż jest uzależniony od hazardu?
Halinka: Nie, ale napewno jest uzależniony od alkoholu.
Waldke: (wycie)
Policjant: Czy jest pani często świadkiem kłótni pomiędzy rodzicami?
Mariolka: A panie nie zawracaj mnie pan głowy, bo ja nie mam czasu na takie pierdoły. Ja majoneza nie jem bo to niezdrowe i tłuste.
Policjant: Czemu pan przychodzi tutaj do toalety skoro ma pan taką sama swoją na górze,
Boczek: Bo tam nieczynne jest bo remont od zawsze panie milicjancie robią.
Policjant: Czy skradziony papier był renomowanej jakości czy taki szary makulaturowy.
Helena: A co to ma do rzeczy, złodziej to złodziej. Za dupę i do pierdla.
Jolasia: (ryk)
Boczek: Panie zapytaj się ich o żarówkie.
Ferdek: A może o majoneza co żeś pewnie go pan zeżarł.
Helena: Nie no proszę o papier.

Policjant (Wraca normalne ujęcie obejmujace wszystkiech) : Spokój ma być. Ja nie mam czasu na takie pierdoły. Zaraz wystawie madat za zawracanie gitary, tak tak.
Janusz prowadzi Mariana z Mieszkania.
Janusz: Panie Policjanie, mój Ojciec jest gotowy zeznawać ku czci sprawiedliwości i solidarności.
Policjant: Tera to już po ptakach, tak tak... tak...tak

Scena 11 Złomowisko. Ferdek i złomiarze piją wino.
Ferdek: Panowie, ja wam powiem, ze w tym kraju to nie ma sprawiedliwości.
Badura: Ja powiem więcej w tym kraju nigdy nie było nie ma i nie będzie sprawiedliwości.
Bocian: Ale za to wino jest.
Stasiek: I było i będzię hehe.
Badura: Przyziemni jesteście, nie zauważacie skali problemu karwa kafka. To nie dotyczy tylko nas to dotyczy wszystkich.
Stasiek: Że jak co ty pierdzielisz Kazimierz za głupoty jakieś?
Badura: To dotyczy całej galaktyki i rzeczy widzialnych i niewidzialnych i mało widzialnych.
Bocian: Zara, bo nie rozumie jakien galaktyka?
Stasiek: Jak jaka sraka hhahah.
Badura: Panie Ferdku, no bardzo mi przykro, ale w tym kraju to trzeba zawsze chodzić na kompromis.
Ferdek: Ale że jak?
Badura: Panie Ferdku, nie oszukujy się, ale dzisiaj każden, ale to każdem ma coś karwa kafka na sumieneni i trzeba się po prostu okazać mądrzejszym z tego całego interkosmicznego patosu.
Stasiek: We galaktyce heheh.

Scena 12. Ferdek stoi pod kiblem. Słychać dźwięk spłuczki. Wychodzi Janusz.
Janusz: O pan Ferdek, widzę, że nie mina nietęga. Czyżby też pan nie jest zadowolony z przebiegu dochodzenia.
Ferdek: Panie Januszu, ja nie jestem zadowolony to fakt. Ale ja żem wymyślił rozwiązanie kończącego tego konflikta.
Janusz: A to bardzo ciekawe bo ja myślę już cały dzień i dalej nie mogę znaleźć ani jednej poszlaki, niczego co by wksazywało na poszczególną osobą odpowiedzialną za te kradzieże.
Ferdek: Bo panie Januszu, w tych czasach, to każden jeden ma coś na sumieniu.
Janusz: Przepraszam bo ja nie rozumiem...
Ferdek: Panie Januszu, to co panu powiem będzie wymagało od nas wielkiego poświęcenia wielkiej odwagi, ale też wielkiego rozumu, zrobimy tak kurde (zaczyna szeptać J anuszowi do ucha)
Janusz: Odważnie panie Ferdku, ale też bardzo szlachetnie. Myślę, ze ja byłbym skłonny wziąć udział w tym happeningu. Ale gdzie moglibyśmy to zrobić?
Ferdek: Proponuję w kosciele.
Janusz: Panie Ferdku (uściska Ferkdowi dłoń). Jest pan prawdziwym człowiekim renesansu.

Scena 13. Kościół.
Od lewej wchodzi Janusz, z prawej Ferdek, od tyłu Boczek wszyscy są ubrani w garnitury.
Ferdek: Macie?
Wszyscy kiwają przytakująco głową.
Ferdek: W takim razie. Niech sprawiedliwości stanie się zadość.
Ferdek wyciaga spod marynarki papier toaletowy i oddaje Januszowi.
Janusz: Dziękuję.
Janusz wyciąga spod marynarki żarówkę i oddaje Boczkowi.
Boczek: Dziękuje.
Boczek wyciąga spod marynarki słoik Majonezu i oddaje Ferdkowi.
Ferdek: Dziękuje.
Bohaterowie stoją chwilę i patrzą się na siebie.
Boczek: Panie Ferdku, ale że teraz to niby co?
Janusz: No nie wiem, może przekażemy sobie znak pokoju?
Ferdek: O to to.
Bohaterowie podają sobie znak pokoju.

KONIEC.
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2514
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: kacrudy » 2019-04-19, 12:42

Nie powiem ci, czy to najlepszy twój scenariusz, bo nie pamiętam poprzednich (nie obraź się, po prostu mam słabą pamięć do takich rzeczy :P). Ale na pewno jest to bardzo dobra praca i całkiem dobrze odwzorowany styl 28. sezonu. Choć Paździoch za mało się odzywał. Wiem, z jakiego powodu, ale jednak mam wrażenie, że w serialu zdarza mu się powiedzieć parę słów więcej. Sam fakt, że umieściłeś dużo Paździocha i Boczka jest jednak ważnym plusem.
Co innego Pupcińscy - rozumiem, że musieli się pojawić, bo są, niestety, nieodłączną częścią 28. sezonu, ale muszę ich zminusować, niezależnie od tego, czy to odcinek w TV, czy fan-fiction. Jednak wydaje mi się, że nie chciałeś ich tu umieszczać bez powodu i fajnie, że znalazłeś na nich jakiś pomysł. Z ich charakterem nie mógł wyjść bardzo dobrze, ale wyszedł "przeciętnie", a to już coś. :P Do tego dodam, że nieźle odwzorowałeś Janusza - z nim jest taki problem, że to sympatyczna postać, ale jednak prawie bezbarwna. Udało ci się uchwycić jego charakter i trochę go ubarwić i za to duży plus.
Nachwaliłem, nachwaliłem, a teraz dwa drobne minusy: Pupcińscy i złomiarze. Trójka ze złomowiska wypadła tak jak w serialu, więc mi się nie spodobał ich występ, ale również dobrze odwzorowałeś ich język.
Scenariusz miał więc swoje plusy, których na szczęście było więcej niż minusów, czytało mi się to bardzo przyjemnie, a całość doprowadziła mnie do zakończenia, które mnie usatysfakcjonowało i ładnie zwieńczyło całość. :)
8,5/10.

PS Fajnie, że pojawiają się fan-fici z Januszem i mam nadzieję, że ktoś jeszcze się za niego zabierze - pewnie już widziałeś, że i ja napisałem scenariusz z nim. ;)
Obrazek
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1330
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Mungo Jerry » 2019-04-19, 13:31

Tak jak mówisz Janusz jest ciekawy ale bezbarwny. Czyli teoretycznie standardowa postać Sobiszewskich choć i tak ma większy potencjał niż taki Kopernik.

Muszę nadrobić twój scenariusz bo fakt nie przeczytałem go. A teraz w sumie ciekawe jak inni podchodzą do tej postaci.
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2155
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Bździuch » 2019-04-19, 13:44

Całkiem całkiem ten scenariusz. Sam pomysł dość wtórny, ale fabuła poprowadzona dobrze. Mam też problem z tym, że paradoksalnie plusem i minusem scenariusza jest to samo, a konkretnie świetne odwzorowanie języka bohaterów. To na prawdę chyba najlepsze przeniesienie serialowej gadaniny na papier na tym forum, ale wadą jest to też dlatego, że doskonale zaobserwowałeś i przeniosłeś dialogi choćby Pupcińskich i Złomiarzy, których ja absolutnie nie trawię. I tak jak jakiś czas temu w scenariuszu "Fotografia" wychwalałem dialogi Jolasi które były lepsze niż w serialu, tak tu jest za bardzo taka właśnie jak w serialu i ciężko się to czyta.

Niemniej wyglądało to jak nowy odcinek z dużą ilością Boczka czy Paździocha (Pies ogrodnika lub Hotel na przykład) czyli dobrze i to oni ratowali większość scen, na przykład scena z Boczkiem na korytarzu czy scena pierwsza, gdzie w bardzo pomysłowy sposób wymyśliłeś alibi Boczka ;-). Bardzo też mi się podobał nieco absurdalny pomysł ze sprawdzaniem DNA na papierze.

No i też pochwalę Janusza, który w tym scenariuszu miał znacznie więcej sensu niż w serialu i nawet mówił jakoś ciekawiej. Tylko nie wiem czy Ferdek nie powinien być mniej przyjaźnie do niego nastawiony, ale na razie trudno ocenić jak jest faktycznie w serialu, w końcu scenarzyści wolą dawać mu nic nie znaczące i bezbarwne kwestie, więc trudno stwierdzić.

Zakończenie całkiem ciekawe.

6/10 Ogółem przyjemnie.
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1330
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Mungo Jerry » 2019-07-01, 22:15

SCENARIUSZ DO ŚWIATA WEDŁUG KIEPSKICH
"CZŁOWIEK W MASCE"
by MUNGO JERRY


Halinka zostaje napadnieta w parku. Z opresji ratuje ją zamaskowany mężczyzna. Kiepska postanawia dowiedzieć się kim jest jej wybawca.



WYSTĘPUJĄ:
FERDEK
HALINKA
WALDEK
JOLASIA
MARIOLKA
PAŹDZIOCH
PAŹDZIOCHOWA
BOCZEK

JANUSZ
KOZŁOWSKI
KOZŁOWSKA
BADURA
STASIEK
BOCIAN
KSIĄDZ (MICHAŁ GRUDZIŃSKI)
REDAKTORKA (BEATA RAKOWSKA)
POLICJANT (JERZY MULARCZYK)
ZŁODZIEJ (MATEUSZ WĘGŁOWSKI)



SCENA 1
(FERDEK/HALINKA)
SALON. HALINKA WNOSI TALERZ Z KANAPKAMI. PO CZYM SIADA NA FOTEL. FERDEK SIEDZI NA SWOIM FOTELU.

HALINKA: Jedz. Tylko pamiętaj 5 z kiełbasą dla mnie i też 5 z kiełbasą dla ciebie. I 5 z serem dla mnie i 5 z serem dla ciebie.
FERDEK: Halikia, ale ja żem ci kurde mówił, że ja nie lubiem z serem.
HALINKA: Oj to wybacz panie królewiczu, że dzisiaj niestety nie kupiłam kawioru.
FERDEK (bełkocze, przy okazji plując kanapką): Halinkia, ale po co kurde takie złośliwości od razu co kurde? Co ja żem ci zrobił?
HALINKA:To się właśnie o to rozchodzi co ty żeś nie zrobił. Ty nic nie robisz Ferdek tylko siedzisz w zapierdzianych dresach przed telewizorem.
FERDEK: O Halinkia, ty nawet nie wiesz ile ja robiem, ja bardzo dużo robiem. Społecznie i obywatelsko...
HALINKA: Dobra nie pierdziel, żryj ten chleb, napchaj se do mordy, bo już cię słuchać nie mogię.
FERDEK: A idźże, idźże. (zaczyna głośno mlaskać)
HALINKA: A czy mógłbys jeść ciszej.
FERDEK: Halinkia, a po co ja ciszej jeść co? Co ja żem jest u Obamy na obiedzie kurde. W domu jestem i se w domu mogę jeść jak chcę.
HALINKA: Nie no ja nie wytrzymam normalnie tutaj z tobą.
FERDEK: To se idź gdzieś Halinkia, weź się kurde rozerwij bo tylko jadem plujesz od rana i plujesz.
HALINKA: A co ty myślisz, że ja se nie pójdę. Ja pójdę Ferdek, ale ja ostrzegam cię że jak ja pójdę to ja nie wiem kiedy wrócę i nie wiem czy w ogóle wrócę. I wtedy zostaniesz sam z tym barłogiem.
FERDEK: No i dobre kurde. Tylko Halinkia, jak już wstałaś to weź mnie tego majoneza podaj bo bez majoneza to kanapki do dupy są.

SCENA 2. PARK (HALINKA/KOZLOWSK/ZŁODZIEJ/CZŁOWIEK W MASCE)
KOZŁOWSKA UPRAWIA NORDIC WALKING. PODCHODZI DO NIEJ HALINKA.

HALINKA: O dzień dobry pani Prezesowo. A co pani tak tutaj sobie biega?
KOZŁOWSKA: A dzień dobry pani Halinko, a tak se biegam Nordic Walking. Ponoć czyni cuda na pośladki. Pani też rekreacyjnie po parku się pałęta?
HALINKA: Ja tak w sumie na uspokojenie bardziej.
KOZŁOWSKA: Co znowu stary spokoju nie daje?
HALINKA: A niech pani nawet nie wspomina. Za każdym razem jak widzę jego wąsatą, bezrobotną mordę to mam go normalnie ochotę.....
KOZŁOWSKA: Udusić? Pani Halinko, ja to samo mam.
HALINKA: No i pani Basiu, co pani robi jak już ma pani serdecznie go dość.
KOZŁOWSKA: Jak co? Idę sobie pani Halinko do galeryjki, kupuję sobie najkrótszą mini jaka jest tylko na wystawie, i mówię mu Andrzej ja teraz do klubu idę.
HALINKA:A pan Prezes to co na to?
KOZŁOWSKA: Jak to co gówno. Rzuci portfelem na stół... to może i plany zmienię. No ale my tu gadu gadu, a tu trzeba zapieprzać dupcię pupcię robić. To papatki papatki.

HALINKA ZOSTAJE SAMA. NAGLE WYCHODZI ZŁODZIEJ I CELUJE W HALINKĘ CZYMŚ CO PRZYPOMINA PISTOLET.
ZŁODZIEJ: Te Lalka, dawaj kasę albo zobaczysz.
HALINKA: Aaaa! Ratunku!!! Złodziej!!

NAGLE ZŁODZIEJ ZOSTAJE OGŁUSZONY BUTELKĄ PO WINIE PRZEZ CZŁOWIEKA W MASCE KLAUNA.
Halinka: O pierdziu maniu.

SCENA 3
(FERDEK/HALINKA/MARIOLKA/POLICJANT/REDAKTORKA)

SALON PO ZMROKU . FERDEK SIEDZI I DALEJ JE KANAPKI, PODCHODZI MARIOLKA SIADA I TEŻ CHCE WZIĄŚC KANAPKE.
MARIOLKA: O kanapeczki, akurat taka głodna byłam.
FERDEK: Gdzie? To moje kanapki są, bo to dla mnie matka zrobiła, nie dla ciebie gilu idź se i zarób a nie na ojcowskim łonie jadasz.
MARIOLKA: Oj ojciec nie bądź taki dziad zdziadziały, co dziecku kanapki żałujesz?
FERDEK: Nie żałuję, tylko lekcję chcę ci dać smarku jeden.
MARIOLKA: Jaką lekcję niby?
FERDEK: Jak jaką lekcję? Lekcję życia. Co ty myślisz, że to wszystko co ja tera se mam to se z nikąd się wzięło. Ja żem kurde tymi ręcami pracował po to żebym se mógł teraz chleba do gęby włożyć. Bierz te kanapkię.... Gdzie? Ta ze kiełbasą to moja je, ty se ze serem możesz.
MARIOLKA: Dobra nie pierdziel ojciec, tylko włącz tego telewizora lepiej.
FERDEK: Włącz włącz, a ciekawe kto za prąd zapłaci co kurde?

TELEWIZOR. PARK REDAKTORKA ROZMAWIA Z POLICJANTEM I HALINKĄ.

MARIOLKA: Ty Ojciec, patrz przecież to Matka we telewizorze jest normalnie.
FERDEK: Co ty pierdzielisz to nie Matka, za chuda na matkię jest.
MARIOLKA: Jak nie matka jak matka, weź podgłośnij.

TELEWIZOR.
Redaktorka: Jest z nami pani Halina Kiepska, która na szczęście wyszła cało z opresji jaką był straszliwy napad z bronią w ręku przez pojmanego już napastnika. Pani Halinko co się stało.
Halinka: No ja.. spacerowałam sobie po parku, a tu nagle wyskoczył na mnie jakiś badyta i zaczął wymachiwać.
Redaktorka: A czym dokładniej zaczął wymachiwać.
Halinka: Jak czym pistoletem.
Redaktorka: Panie policjancie, na szczęście udało się pojmać bandziora.
Policjant: Na całe szczęście, degenerat został unicestwiony przez tajemniczą osobę w masce, która oto obezwładniła go butelką wina owocowego.
Redaktorka: Niesamowita historia. Pani Halinko, czy chciałaby pani coś dodać?
HALINKA: Ja chciałabym dodać, ze ta osoba w masce, ten bohater, ja chciałabym mu bardzo podziękować/ Gdyby nie on, moja rodzina beze mnie skończyła by pewnie w kartonie pod mostem.

MARIOLKA: Ale jaja, do matki wymachiwali.
FERDEK: No to ja żem zawsze kurde mówił, że po parkach to te zboczeńce pornograficzne chodzą. I ich to trzeba poddać utylizancji. Bo robić to nie ma komu.

SCENA 4
(HALINKA/PAŹDZIOCH/PAŹDZIOCHOWA/BOCZEK)
HALINKA I PAŹDZIOCHOWA rozmawiają pod kiblem. Paździoch siedzi na stołku. Obok ma torbę z bazaru.

HALINKA: I tak własnie było pani Helenko. I wtedy ten człowiek ten w masce, wziął go tak od tyłu zaszedł i bęc i położyło bandytę.
PAŹDZIOCHOWA: Ale dalej ciekawi mnie kto to był. Zamaskowany bohater to brzmi bardzo... bardzo niedzisiejszo.
HALINKA: No właśnie.
PAŹDZIOCHOWA: A ta maska to jak ona wyglądała?
HALINKA: Bo ja wiem, taka jak z cyrku jakaś. Taki nos czerwony miała, policzki też czerwone, i takie włosiska dookoła.
PAŹDZIOCH: (wyciąga taką maskę z worka) Taka jak ta?
HALINKA: Tak tak! Tak! Dokładnie taka! Skąd pan taką ma panie Marianie?
PAŹDZIOCHOWA: Jak to skąd Marian sprzedaje je gówniarzom na karnawał.
HALINKA: A nie kupił jej ktoś inny, oprócz dzieci?
PAŹDZIOCH: Nie przypominam sobie.

Z KIBLA WYCHODZI BOCZEK.

BOCZEK: Zara, ja żem se taką kupił też kuźwa.
PAŹDZIOCHOWA: A faktycznie. Zapomniałam. Boczek też taką kupił by straszyć koty od tej padliny co w piwnicy trzyma.
BOCZEK: Jakiej padliny, jakiej padliny pani Paździochowo. Ja żem se kupił takię maskię bo to ja żem jest ten człowiek w masce, co se panią Halinkię uratował.
HALINKA: No wie pan co? Przecież to nie był pan.
PAŹDZIOCHOWA: Właśnie ja też w telewizji widziałam, taki chudy był zwinny a nie taki jak pan.
BOCZEK: E, e, e chudy od razu, to we telewizji tak każdego wyszczupla se. To se ja żem był i ja bym se nagrodę chciał za bohaterstwo. Jakieś kilo bigosa albo łazan mnie dajta.
HALINKA: Wie pan co panie Boczek, wstydziłby się pan tak kłamac.
BOCZEK: Ale, że co jak to co ja mówię to prawda najprawdziwsza jest.
PAŹDZIOCH: Paszoł won!

SCENA 5
(FERDEK/HALINKA)
Łózkowa.

Halinka: Ferdek śpisz?
Ferdek: No śpie, a bo co?
Halinka: No bo ja się tak zastanawiam kto to był w tej masce.
Ferdek: Ale Halinka co cię to gówno obchodzi?
Halinka: No nie wiem, może chciałabym wiedzieć kto ocalił głowę tej rodziny.
Ferdek: Zara Halinka ty się nie zagalopowywuj kurde, bo ja żem jest tutaj głową rodziny, zawsze żem był i zawsze będę.
Halinka: Ferdziu, ty to co najwyżej odwłokiem jesteś. Bo gdybyś ty mnie musiał tak uratować, to ja bym już dawno leżała z kulką w czole w prosektorium.
Ferdek: Co ty Halinkia, ja bym jak lew się rzucił na tego złodzieja co by do ciebie ta spluwą wymachiwał.
Halinka: A czy w tej bajce jest pośredniak?
Ferdek: Dobranoc.

SCENA 6.
(FERDEK/HALINKA/MARIOLKA/WALDEK/JOLASIA)
OBIADEK.

JOLASIA: Mamciś, a jak raczej ten człowiek w masce wyglądał spoglądał?
HALINKA: No właśnie w tym problem, że on tę maskę miał.
JOLASIA: To może jakiś tajemniczy wielbiciel mamuni mamusi co się na mamusię czaił by ją ocalić zoocalić.
MARIOLKA: Może to jakiś aktor sławny, albo atleta?
FERDEK: A dupa tam aktor, to pewnie jakiś menel bo to przecież wino miał.
WALDEK: No-no właśnie.
JOLASIA: A może to tatutel ojczulek uratował mamulę?
MARIOLKA: Jak jak ojciec to wtedy przed telewizorem siedział.
HALINKA: Jolasiu dziecko, gdzie by tam wasz tatuś na taki bohaterski czyn posunął. Dla niego priorytetem jest posadziś dupę na fotel, otworzyć piwsko i wgapiać się w ten durny telewizor.
FERDEK: Zara Halinkia mnie się zdaje czy ty koflikta przeciwko mnie se robisz?
HALINKA: Nie nie zdaje ci się mężusiu kochany, w tym domu trwa już od 40 lat wojna domowa przeciwko twojej osobie, która niestety przegrywasz z kretesem.
FERDEK: A dupa tam.
JOLASIA: Ale Mamciś jak myslisz kto to był ten bohater bohaterski kto się pod maską skrył zakrył.
FERDEK: Jak to kto, debil jakiś, kto by taką babę ratował.
Waldek: HAHAHA.
Mariolka: A może to ten Janusz od Paździochów, bo przecież zawsze mówiłaś, ze on taki szarmancki.
JOLASIA: Tak... Mamusia mówiła, że bardzo lubi tego pana Janusza.
HALINKA: Zaraz! To by było bardzo w stylu Janusza Mariana Paździocha. Zachowanie godne mężczyzny, a nie opasłego nieroba.
FERDEK: Halinka, przecież ten Janusz to jeszcze większa menda niż Paździoch jest. Ja żem widział, jak on koty ze Paździochową wrzątkiem oblewał.
HALINKA: Ale co ty za głupoty opowiadasz. Ja jestem teraz pewna. Człowiek w masce był Janusz Marian Paździoch. I ja powinnam by teraz podziekować.
JOLASIA: Bynajmniej jakiś upominak wspominak dać podarować raczej nie inaczej by męskośc jego była znana poznana przez kraj naród nasz wielki mały śliczny na wieków wieków amen.
FERDEK: Halina, niedopieprzone te mielone są Halinka kurde, podaj mnie pieprza.
HALINKA: Proponuje nawet teraz złożyć panu Januszowi wizytę.

SCENA 7
(HALINKA/JOLASIA/PAŹDZIOCHOWA)
HALINKA Z JOLASIĄ IDĄ Z KWIATAMI DO PAŹDZIOCHÓW. HALINKA PUKA DO PAŹDZIOCHÓW. OTWIERA PAŹDZIOCHOWA.

PAŹDZIOCHOWA: O to pani, pani Halinko. Pani po co do nas z tymi kwiatami?
HALINKA: Ja przyszłam podziękowac.
PAŹDZIOCHOWA: Ta, a za co bo chyba sobie nie przypominam nic szczególnego.
HALINKA: Bo ja właściwie do pana Janusza.
JOLASIA: Mamciś chciała podziękować za czyn bohaterski niezwykły wykonany przez Janusza Mariana Paździocha co pokonał bandziora szybciurem wyzwalając najświętszą matulę.
PAŹDZIOCHOWA: Nie za bardzo rozumiem, można jaśniej?
HALINKA: Już wiem kim jest człowiek w masce!
PAŹDZIOCHOWA: Pani chyba nie myśli, że to Marian!
JOLASIA: Nie bo to syn jego!!!

SCENA 8
(HALINKA/JOLASIA/PAŹDZIOCH/PAŹDZIOCHOWA/JANUSZ)
Salon Paździochów.

JANUSZ: Bardzo mi miło pani Halinko, że myśli pani o mnie tak wspaniałomyślnie, ale niestety to nie ja jestem pani wybawicielem, chociaż nie ma co, bardzo bym chciał.
JOLASIA: A moim Panie Januszu, czy pan by chciał mnie też ocalić wyzwolić z niewoli niedoli życia mego?
JANUSZ: Ależ oczywiscie pani Jolasiu. Każda piękna kobieta zasługuję na odrobinkę bohaterstwa. I w gruncie rzeczy, to jest bardzo ciekawe kto faktycznie skrywał się pod tą maską.
PAŹDZIOCHOWA: Ktoś bohaterski, człowiek czynu, czy mamy kogoś takiego na osiedlu.
HALINKA: No właśnie i dlatego pomyślałam o panu panie Januszu.
JANUSZ: No już już, pani Halinko, bo się zaczerwienie.
JOLASIA: A czy jak pan myśli o mnie to się pan też czerwieni rumieni na rumiencach czerwonych.
PAŹDZIOCH: A może to ksiądz?
PAŹDZIOCHOWA: Co ty pieprzysz Marian, ksiądz z winem?
PAŹDZIOCH: Wino mszalne, Helena, mówi ci to coś?
HALINKA: No nie wiem, jakoś tak nie pasuje mi to do księdza.
JANUSZ: No cóż pani Halinko, chce pani wiedzieć kto panią ocalił, trzeba analizować wszystkie poszlaki, tylko w ten sposób dojdziemy do sedna sprawy. Czyż nie tak ?
HALINKA: Może ma pan rację, panie Januszu.
JOLASIA: Na pewno ma pan rację prawdziwą najprawdziwszą panie Januszu. Bo ja wierzę panu tu i zawsze.
PAŹDZIOCH: Janusz powinien być profesorem na Uniwersytecie Warszawskim.

SCENA 9
(HALINKA/KSIĄDZ)
Kancelara księdza.

KSIĄDZ: Słucham ciebie dziewczynko co sprowadza cię w moje skromne pozłacana progi mojej marmurowej skromnej rezydencji?
HALINKA: No bo ja zasadniczo mam do ksiedza takie coś prywatne, intymne pytanie.
KSIĄDZ: O córko! Chyba ci nawet to do głowy nie przyszło. Kurza stópka!
HALINKA: Nie, nie proszę księdza nic z tych rzeczy. Ja chciałam się spytać czy ksiądz może nie jest tym bohaterem w masce co ostatnio obezwładnił bandytę w parku?
KSIĄDZ: Nie, nie nie! Ja nie jestem żadnym bandyta w masce, co ty córko mi to wmawiasz?
HALINKA: Nie, nie, nie że ksiądz jest bandytą tylko czy ksiadz nie pokonał bandyty?
KSIĄDZ: Czy pokonałem bandytę? Kurza stópka. Ja nie jestem policjantem. Ja nie mam pistoletu.Ja mam tylko pismo święte, a to jest broń najpotężniejsza.
HALINKA: Czyli ksiadz nie uderzył winem w głowę tego brutala?
KSIĄDZ: Ależ uderzyłem winą podczas spowiedzi, kurza stópka. Ważne jest by winę zrozumieć, nie by winę zapomnieć córko.
HALINKA: Tak, tak rozumiem...
KSIĄDZ: Winę trzeba pokutowac, winę trzeba zaakcpeptować, a nie wyzbyć winę zapić winem kurza stópka. Co się dzieje na tym świecie, strach się bać, kurka mać.

SCENA 10
(HALINKA/KOZŁOWSKI)
HALINKA WRACA SMUTNA PRZEZ PARK, ZACZEPIA JĄ SIEDZĄCY NA ŁAWCE KOZŁOWSKI.

KOZŁOWSKI: O pani Halinka, a co pani taka smutna wraca, jak jeszcze niedawno pani była osoba medialna kurka wódka.
HALINKA: No ja wlaśnie z tego powodu panie Prezesie.
KOZŁOWSKI: Ale jak z tego powodu. Panie Halinko ktoś zaryzkował swoje życie, by ocalić własne. Tu trzeba się cieszyć. Tu trzeba się radować.
HALINKA: No ja wiem, wiem i ja się ciesze, tylko mnie jedna myśl trapi. Kto był tym człowiekiem w masce.
KOZŁOWSKI: Pani Halinko.... a na cholerę to pani wiedzieć.
HALINKA: Nie wiem, może chciałabym sie odwdzięczyć, podziękować, cokolwiek.
KOZLOWSKI: Ale pani Halinko, jak on tę maskę miał, to on se jej tak bez powodu nie założył.
HALINKO: Do czego pan zmierza panie Prezesie.
KOZŁOWSKI: Bo może pani Halinko, to jest człowiek, który lubi cisze, spokój, brak tej papki medialnej? Może on po prostu lubi być tym człowiekiem w masce.
HALINKA: Czyli co panie Prezesie uważa pan, że powinnam przestać go szukać.
KOZŁOWSKI: No jak nie jak tak kurka wódka. Zrobił swoje, ale życie toczy się dalej kochanienka. Jutro bedzie inny człowiek w masce, a potem jeszcze inny.
HALINKA: Wie pan co panie Prezesie, mam pan rację. Pierdzielę! Pierdziu Maniu kto to był. Miał maskę to miał.
KOZŁOWSKI: No i o to chodzi pani Halinko, kurka wódka.

SCENA 11
(FERDEK/HALINKA)
Salon po zmroku. Halinka kładzie kanapki na stół.

Halinka: Masz, żryj 5 jest moje z kiełbasą, 5 jest twoje. Reszta jest z serem, też po pięc.
FERDEK: Halinkia, ale ja żem ci kurde mówił, że ja ze serem to nie lubię.
HALINKA: To nie żryj.
FERDEK: No, ale Halinkia, po co tak nerwowo od razu kurde?
HALINKA: Ja nerwowo? Ja jestem bardzo spokojna, zwłaszcza w stosunku dla pewnego wąsatego nieroba.
FERDEK: Wiesz co Halinka, ja ci powiem, że ten w masce kurde jakby wiedział jakie ty babsko złośliwe kurde jesteś to on by cię nigdy nie uratował.
HALINKA: Ta? A ciebie takiego grubego wąsatego alkoholika to by tymbardziej nikt nie uratował.
FERDEK: I tu się Halinkia, mylisz bo ja jestem bardzo wartościowy człowiek i ja mam wrażenie, że ja z tobą jesteśmy na innych poziomach intelktualnościowych kurde i my nie mamy żadnego wspołnego temata.
HALINKA: Ta to proszę, wynocha do swoich kolegów ze złomu. Z nimi na pewno znajdziesz temata.
FERDEK: A prosze bardzo, właśnie pójdę, prosze bardzo kurde, wychodze kurde i do widzenia kurde pani. Prosze bardzo.


SCENA 12
(FERDEK/BADURA/STASIEK/BOCIAN)
Noc na złomowisku.
Ferdek: Panowie, ja wam kurde powiem, ze wy to jesteście jedyni na osiedlu z którymi na tematy ważne i społeczne można porozmawiać, bo z innymi to nie ma o czym kurde, no nie ma kurde o czym.
STASIEK: Bo panie Ferdku, my tu wiemy co i jak zawsze.
BOCIAN: Żadne pierdu, pierdu, tylko konkrety.
STASIEK: A jak hahaha.
BADURA: E, czy wy nie mieliście segregować. Metale ciezkie na lewo, metale lekkie na prawo ?
BOCIAN: No ale ciemno teraz, gówno widać.
BADURA: Gówno to będziecie mieli jak tego nie zrobicie do roboty karwa kafka.
STASIEK: A sam byś ruszył dupę Kazimierz a nie siedzisz jak jakiś król turecki.
BADURA: Te, te Stasiek własnej dupy ty se lepiej pilnuj, no już do roboty. Ja tu muszę z panem Ferdkiem na ważne tematy porozmawiać.

(STASIEK I BOCIAN ODCHODZĄ)
BADURA: Panie Ferdku. Ja musze panu coś powiedzieć.
FERDEK: Słucham pana, panie Kazmierzu.
BADURA: Bo to ja żem był ten w masce co tego bandziora co na pana żonę napadł, tym winem ugodził. I ja żem założył tę maskię, bo ja nie chcialem panie by mnie w telewizorze pokazywały bo na co mnie to, na cholerę karwa kafka. I dlatego ja o tym nikomu nie mówię ani słowa.
FERDEK: No to... przepraszam panie Badura, ale to na co mnie pan o tym teraz mówisz.
BADURA: k#$@a no, no każdemu się wymsknie. Jak to mówią karwa kafka to się wytnie.

KONIEC
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2514
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: kacrudy » 2019-07-02, 06:51

Nawet niezły scenariusz, jednak z braku porządnej klawiatury ocena nie będzie szczególnie szczegółowa. :P

Plusy:
- nawet nie najgorsza rozmowa Haliny z Kozłowską
- ogłuszenie złodzieja butlą po winie :)
- Ferdek dający Mariolce lekcję życia :P
- program TV i komentarze Kiepskich: "Ale jaja, do matki wymachiwali" :lol:
- Boczek, jak kłamał, że to on jest bohaterem :mrgreen:
- dialog:
Ferdek: Zara Halinka ty się nie zagalopowywuj kurde, bo ja żem jest tutaj głową rodziny, zawsze żem był i zawsze będę.
Halinka: Ferdziu, ty to co najwyżej odwłokiem jesteś.
Neutral:
- pierwsza scena
- "Janusz mógłby być profesorem na Uniwersytecie Warszawskim", nie no, nie róbmy z tego stałego tekstu ;)

Minusy:
- obiadek
- scena u księdza, poza momentem, gdy Halina chciała zadać mu "intymne pytanie", a ten się oburzył ;)
- czy Ferdek naprawdę musiał iść akurat na złom? :/
- liczyłem na lepsze rozwiązanie sprawy z zamaskowanym wybawicielem; śmiałbym się, gdyby to faktycznie był Boczek :lol:

Podsumowując, scenariusz był bardzo dobry do pewnego momentu, a potem - gdzieś tak od sceny obiadkowej do zakończenia - wszystko się popsuło. I tu w sumie nawet nie chodzi o postacie gościnne, bo one nie wypadły wcale aż tak najgorzej, ale jak się skumuluje wszystkich do jednego odcinka, to może to nieco irytować. Także piszesz bardzo dobre scenariusze, ale występy postaci gościnnych mógłbyś lekko ograniczyć, bo tak mam wrażenie, że niektórzy tam występują ino po to, żeby być.
Ocena cyferkowa - 6,5/10.
Obrazek
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1330
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Mungo Jerry » 2019-07-02, 07:55

kacrudy pisze:
2019-07-02, 06:51
ale występy postaci gościnnych mógłbyś lekko ograniczyć, bo tak mam wrażenie, że niektórzy tam występują ino po to, żeby być.

Ale właśnie tak jest :lol: Tak jak.mowilem to jest wierne naśladowanie stylu którego nie lubie, ale jednak naśladowanie.

Może nowe scenariusze Domana będą lepsza inspiracją do moich.

Dzięki za ocenę ;-)
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2155
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13
Lokalizacja: Farszafa

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Bździuch » 2019-07-02, 17:03

Dodatkowy plus za to, że jako jeden z nielicznych dajesz obsadę na początek, a to bardzo ważne, bo jak jest na końcu informacja kto kogo gra, to skąd ja mam wiedzieć jak sobie mam kogoś wyobrażać podczas czytania, prawda Panie Kacrudy? :lol:


Na początku się przyczepię: znowu nie rozumiem Twoich decyzji, bo nie widzę, żebyś był jakimś wielkim entuzjastą nowych odcinków, a mimo to każdy Twój scenariusz umiejscowiony jest w czasie rzeczywistym, jeżeli to jest po prostu sztywna zasada którą sobie postawiłeś, to z jednej strony fajne wyzwanie, ale od tego są fan-fiction tak myślę, że można umiejscowić gdziekolwiek swój scenariusz, bo i tak nikt tego nie nakręci.
Ten scenariusz byłby według mnie (nie musisz się zgadzać) znacznie lepszy gdyby był pisany tak jakby bohaterowie jeszcze nie byli aż tak starzy i przemęczeni i gdyby postaci było trochę mniej. No i właśnie postacie drugoplanowe-tu jest według mnie największy problem, bo o ile sam ich występ mogę znieść, jak się dobrze rozpisze to to mogą być dobre uzupełnienia do odcinków, natomiast u Ciebie autentycznie ich występy są bardziej "na siłę" niż w serialu, nic nie wnoszą w większości i mogłoby ich nie być. I trochę nie rozumiem po co się tak ograniczać pisząc scenariusze forumowe, ale ok rozumiem taki był koncept. Wiedz, że wpływa to negatywnie na ocenę, gdyż dobry pomysł i częściowe wykonanie jakie miałeś zepsułeś swoimi zasadami które sobie dałeś.

*Halina też jest ta nowa, irytująca, ale w miarę dobre teksty jej napisałeś (na przykład w scenie 1) więc nie ma się do czego aż tak przyczepić, w przeciwieństwie do takiej Kozłowskiej która bardziej tu przypomina Jolasię i to jeszcze bardziej irytującą, a według mnie skoro już tak sztywnie trzymasz się 28 sezonu to powinieneś zachować charakter Kozłowskiej Adka, która według mnie od odcinka "Małżeństwo z rozsądku" jest znacznie spokojniejsza, a tekstami typu "trzeba zapieprzać dupcię pupcię robić. To papatki papatki" to już nawet we wcześniejszych odcinkach nie zarzucała :roll: . A w ogóle to Kozłowska ma na imię Basia? :shock: Chyba, że to nawiązanie do tego jak często twórcy zmieniają imiona takiej Malinowskiej czy Kozłowskiej, wtedy mały plus ;-).

*Nie wiem czemu, ale rozśmieszyły mnie didaskalia w 3 scenie "FERDEK SIEDZI I DALEJ JE KANAPKI" :lol: :lol: tak jakby on cały dzień te kanapki szamał, za to plusik. Sama scena też ok, standardowe teksty Marioli i Ferdka, ale fajnie reagowali na ten program ;-), sam reportaż neutralny.

*Ciekawa scena pod kiblem (4) zaciekawiło mnie wszystko, dialogi były dobrze rozpisane, Boczek jak zwykle przypisuje sobie cudze uczynki w niezbyt inteligentny sposób. Zdecydowanie na plus.

*A czy w tej bajce jest pośredniak?- w miarę nastawiony na humor tekst, brakowało mi tego przez ostatnie 4 sceny. Równie dobry tekst
Ferdek: Zara Halinka ty się nie zagalopowywuj kurde, bo ja żem jest tutaj głową rodziny, zawsze żem był i zawsze będę.
Halinka: Ferdziu, ty to co najwyżej odwłokiem jesteś.


*Potem obiadek.
Obiadek jak to obiadek, bez szału, Jolasia może aż tak nie wkurzała, ale strasznie zbędna, poza tym jej brak na pewno wzbogaciłby scenariusz o brak tekstów typu: Bynajmniej jakiś upominak wspominak dać podarować raczej nie inaczej by męskośc jego była znana poznana przez kraj naród nasz wielki mały śliczny na wieków wieków amen sorry, ale nawet Jolasia tak nie mówi, a śmieszne to też nie jest wydaje mi się. A będzie sporo takich zbędnych występów.

*HALINA: Już wiem kim jest człowiek w masce! - no przecież jeszcze nie wie :roll: raczej domysły i to średnio umotywowane moim zdaniem.

*Scena u Paździochów ok, Janusz odbrze odwzorowany, ale po co te teksty:
Janusz powinien być profesorem na Uniwersytecie Warszawskim - te teksty denerwowały znaczną większość forum, a poza tym nie są śmieszne, na prawdę jest sens je umieszczać? :roll:

*Scena u Księdza dobra, na plus choćby dzięki takim tesktom:
Słucham ciebie dziewczynko co sprowadza cię w moje skromne pozłacana progi mojej marmurowej skromnej rezydencji? :lol: :lol:
czy
KSIĄDZ: Winę trzeba pokutowac, winę trzeba zaakcpeptować, a nie wyzbyć winę zapić winem kurza stópka. Co się dzieje na tym świecie, strach się bać, kurka mać.
ale było tez parę zbyt oczywistych żartów, no ale umówmy się - na tym opiera się ten serial w większości, więc nie ma się do czego przyczepić.

*Dobra scena w parku, Kozłowskiego wolę jak jest antagonistą, ale tu mówił ciekawe rzeczy i dobrze się to czytało. Plus.

* Scena na złomie - no przepraszam, ale żenada, nawet w serialu nie są aż tak zbędni i aż tak denerwujący, no przepraszam ale to akurat na duży minus :-/
*Druga część sceny na złomie/zakończenie - no tak jak sam występ Badury i fakt, że był to on mi się nie podobał, tak doceniam i to bardzo sposób zakończenia odcinka - bardzo dobry nieoczywisty tekst na koniec wprowadzający nieco abstrakcyjnego humoru - lubię tego typu rzeczy.

5,5/10

Tak jak mówiłem nakładasz na siebie ograniczenia które nie są w żaden sposób potrzebne i z którymi nie dajesz sobie rady, a szkoda bo warsztat masz świetny i piszesz dobrze, to widać, ale mi zdecydowanie bardziej podchodziłyby odcinki bez na siłę wprowadzanymi postaciami, tekstami i wątkami.
Kanapkowy seropodobny z szynką parmeńską na dupce od chleba

ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK) 

- Powiedz mi, po co jest ten Kopernik?
- No właśnie po co!

____________
Księża na księżyc!
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1330
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Mungo Jerry » 2019-07-02, 17:37

Po pierwsze dzięki za tak szczegolową opinię.

I jasne zgadzam się ze wszystkim - ten scenariusz jest nasladowaniem stylu kilku ostatnich sezonów i wygląda jak wygląda. Gdyby taki odcinek poleciał w TV dostałby od mojej osoby 2,3 nie więcej . W pewnym sensie to ogranicza, ale w pewnym też pisze się to bardzo przyjemnie. Bo nagromadzenie tych wszystkich postaci powoduje że możesz pisać luźno połączone ze sobą sceny, gdybym miał napisać scenariusz w stylu sezonów gdzie tych postaci na odcinek wiele by nie było to wymagało by to włożenia w to większej pracy.

W każdym razie to napewno ostatni scenariusz w stylu Sobiszewskich - gdyż jak wiadomo ci już raczej skapitulowali. Zobaczymy czy styl Domana będzie dobry do imitacji.

Zdaje sobie również sprawę, że niektórych taka forma nowych odcinków odstrasza lub zniechęca. A dużo osób docenia w miarę dobry warsztat, za co wielkie dzięki, dlatego najprawdopodobniej zabiorę się za jakichś odcinek w stylu sezonów 6-9 czy cos takiego i zobaczymy jak to wyjdzie.
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 8574
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚWK by Mungo Jerry

Post autor: Pabfer » 2019-07-02, 17:42

Ja chętnie przeczytam 1 sezon
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction”