Strona 6 z 6

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

: 2018-12-07, 20:54
autor: kacrudy
Bździuch pisze:
2018-12-07, 18:07
A ja się nie zgodzę, nawet z autorem :-P

Ja od razu wyłapałem 27-my, o czym napisałem. Ferdek mówiący że schudł, relacje Ferdka z Boczkiem, scena z Haliną i Ferdkiem jedzącymi coś tam na fotelach, wspomnienie Pupcińskich itd.

Nie wiem o co wam chodzi, jak dla mnie od razu to czuć czytając.

Może się wam pomyliło przez to że był dobry :lol:
No ja mówiłem, że 27. :lol: Cieszę się, żeś to, Bździuchu, zauważył, choć zgadzam się z Mungo Jerrym, że chociażby podskakiwanie Paździocha sugerowało inaczej. :P

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

: 2018-12-07, 21:41
autor: Mungo Jerry
kacrudy pisze:
2018-12-07, 20:54
Bździuch pisze:
2018-12-07, 18:07
A ja się nie zgodzę, nawet z autorem :-P

Ja od razu wyłapałem 27-my, o czym napisałem. Ferdek mówiący że schudł, relacje Ferdka z Boczkiem, scena z Haliną i Ferdkiem jedzącymi coś tam na fotelach, wspomnienie Pupcińskich itd.

Nie wiem o co wam chodzi, jak dla mnie od razu to czuć czytając.

Może się wam pomyliło przez to że był dobry :lol:
No ja mówiłem, że 27. :lol: Cieszę się, żeś to, Bździuchu, zauważył, choć zgadzam się z Mungo Jerrym, że chociażby podskakiwanie Paździocha sugerowało inaczej. :P
Na samym początku było 27 czuć -mam wrażenie, że w scenie w kuchni, a w zasadzie na jej początku chciałeś odtworzyć ten język Paździocha z nowego sezonu - taki wydawał się oszczędniejszy, kwestie były krótsze i tak dalej. Ale nie ma sensu nad tym się rozwodzić jeśli praca w sobie jest bardzo dobra :-)

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

: 2018-12-26, 13:08
autor: karol piękny
S03E02 Wagary
Plusy:
- Boczek siedzący nieruchomo pod kiblem i cucenie go kiełbasą
- "zresztą gdzie on tam schudł, jak on nawet we śpiączce kiełbasę żre" :mrgreen:
- "on nie wie, jak ma na drugie imię, a ty się go o dzień tygodnia pytasz" :-D
- "jaki on tam mój przyjaciel, kurde? Tyle co dzień dobry, do widzenia, pocałuj mnie w dupę, i to jest wszystko, Halińcia"
- nocna wizyta Paździocha, opowieść o Andrzeju Piptaku
- Marian: "Chciałbym porozmawiać o naszym sąsiedzie z góry, o Arnoldzie Boczku", Ferdek: "Co ja mógłbym o nim powiedzieć, panie... Świnia, erosoman, złodziej... :lol:
- "panie, jak ja żem tam był, to papieru już nie było" :-D
- rozmowa telefoniczna Boczka w sprawie urlopu, nazwiska Słonina i Salceson
- scena w piwnicy, szczególnie propozycja Arnolda na uśpienie Haliny i Heleny :-)
- Boczek wypijający wodę z proszkiem nasennym
- "pan się chyba tych środków nawdychałeś. Chcesz pan dźwigać 200 kilo żywej wagi po schodach na górę?" :lol:
- Halina i Boczek leżący razem w łóżku :-P
- pijany Ferdek tłumaczący się Halince, "Paździochowa se, kurde, nic nie powie, bo ona se też zemdlała"
- rozmowa Ferdka z Boczkiem i Haliną w przedostatniej scenie
- zakończenie, choć mogło być trochę zabawniejsze

Neutral:
- obie rozmowy Ferdka z Paździochem na korytarzu

Wystawiam naciągane 9/10.

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

: 2019-03-20, 20:42
autor: kacrudy
Niespodzianka! :)
A skrobnąłem scenariusz w stylu 28. sezonu z małą różnicą - nie ma Pupcińskich. Sprawdźcie, czy się udało. ;)

S03E04 - Szczęśliwa gwiazda

Opis: W kamienicy Ćwiartki ¾ na dobre zadomawia się syn Paździocha, Janusz. Pewnego dnia Ferdek znajduje złotą monetę należącą do Paragwajczyka. Postanawia ją zatrzymać. Moneta okazuje się być magnesem przyciągającym szczęście w postaci pieniędzy. Ferdek coraz częściej korzysta więc z pomocy pieniądza, jednak do czasu…

Scena I
Korytarz. Ferdek zmierza w stronę toalety, z WC wychodzi Janusz z papierem toaletowym w ręku.
Janusz: Dzień dobry, panie Ferdynandzie.
Ferdek: Bry.
Janusz: Jeżeli zamierza pan załatwić swoją potrzebę, to śmiało, może pan skorzystać z mojego papieru, o… Czterowarstwowy, sprowadzany z Japonii…
Ferdek: Dziękuję bardzo, ale ja na jedynkię idę.
Janusz: Aha, rozumiem, nie ma sprawy.
Ferdek wchodzi do toalety, pociąga nosem.
Ferdek: A co tu tak śmierdzi, panie?
Janusz: Odświeżacz powietrza też zamontowałem.
Ferdek: A on też z daleka sprowadzany?
Janusz: Jak najbardziej, aż z Arabii Saudyjskiej. O nie byle jakim zapachu ropy naftowej.
Ferdek: A da się to wyłączyć? Bo wie pan, panie Januszu, nie żeby mnie to przeszkadzało, tylko, wie pan… Ja mam alergię piermanientną na ropę naftową…
Janusz: A, rozumiem, nic nie szkodzi.
Janusz wyciąga spod płaszcza parę zapachów.
Janusz: Mam też zapachy zapasowe, proszę pana… O, zapach sera pleśniowego… Maści tygrysiej… Domu pogrzebowego…
Ferdek: To może ja jednak spróbuję się wypróżnić przy tej ropie naftowej, wie pan?
Janusz: Proszę uprzejmie. Wobec tego ja już sobie pójdę.
Ferdek: Do widzenia.
Janusz idzie w stronę mieszkania, Ferdek wchodzi do WC. Januszowi po drodze wypada z kieszeni złota moment. Po krótkiej chwili Ferdek wychodzi z WC, rozgląda się i wyrzuca zapach na podłogę. Zauważa pieniążek, podchodzi i podnosi go.
Ferdek: O kurde.
Ferdek gryzie monetę.
Ferdek: Mientkie.

Scena II
Kuchnia. Ferdek pokazuje Halinie monetę.
Ferdek: Widzisz, Halińcia? Takie cuś żem znalazł.
Halina: A czyje to?
Ferdek: Nie wiem, czyje. Tego Janusza całego pewnie, bo jak żem do kibla szedł, to tego nie było.
Halina: To idź i mu oddaj, jeżeli to jego.
Ferdek: Halinka, dajże spokój. Co ja mu będę dupę zawracał? To jest, proszę ja ciebie, człowiek biznesu, kurde, on kontrakty rozumiesz podpisuje w Arabii Saudyjskiej z Murzynami, nie będę mu dupy piniondzem zawracał, zresztą on nawet nie zauważy, że mu zginął, bo on takich ma pewnie więcej.
Halina: No nie byłabym tego taka pewna. Sam przecież mówiłeś, że on używa tylko kart płatniczych.
Ferdek: No może i używa, ale co mu szkodzi mieć przy dupie parę monet złotych na czarną godzinę, co?
Halina: Ale pewności nie masz.
Ferdek: No i co z tego?
Halina: I to z tego, mój drogi, że jak wyjdzie z tego jakaś afera, to ty będziesz odpowiadał za wszystko.
Ferdek: Halinka, ty wszędzie aferę widzisz, wiesz? A ja ci powiem, że ja tego pieniądza sobie schowam teraz, o! do portfela…
Ferdek wyciąga portfel, wkłada do niego monetę.
Ferdek: ...I jest na czarną godzinę.
Halina: Twoja czarna godzina to nadejdzie, jak się ten cały Janusz upomni o tę monetę.
Ferdek: A idźże, idźże, idźże…
Halina idzie… do salonu.
Ferdek: Tak to jest, jak się bidę klepie, kurde… Piniondzów się baba boi.

Scena III
Salon. Ferdek śpi przed telewizorem. Ktoś puka do drzwi, Ferdek budzi się.
Ferdek: Otwarte!
Do salonu wchodzi Marian.
Marian: (mówi niezbyt przyjaznym głosem) Dzień dobry, panie Ferdku.
Ferdek: Czego?
Marian: Mam do pana ważną sprawę…
Ferdek: Nie dam, bo nie mam, a nawet jakbym miał, to bym panu nie dał!
Marian: Otóż niestety nie ma pan, ale jest pan zmuszony dać!
Ferdek: A bo co?
Marian: A patrz pan przez okno!
Ferdek wstaje, razem z Marianem podchodzi do okna.
Ferdek: No i co? Słońce świeci, ptaszę kwili… Właśnie, może byśmy się napili, co? Mam akurat zmrożone pół litra, to się wypije…
Marian: Nie tym razem! Spójrz pan na dół!
Ferdek: No co tam jest na dole? Badura w śmieciach grzebie. Pogonić dziada mam czy o co panu chodzi?
Marian: Spójrz pan na mojego wartburga!
Ferdek: Panie, a co ja pana auta nigdy nie widziałem?
Marian: Nie zdziwiłbym się, po tym, co pan zrobił z tym autem ostatniej nocy!
Ferdek: Jak ja zrobiłem, panie, jak ten złom już 10 lat nie jeździ?
Marian: Całe drzwi mam wgniecione, przez pana i zresztą przez tego całego Badurę też!
Ferdek: Przecie my tym nie jeździli…
Marian: Butelki po winie!
Ferdek: Chyba pan nie chcesz mi wmówić, że panu dźwi zgniotłem butelkami, panie?
Marian: Swoją drogą dużo ich musieliście panowie wypić, bo z tych zniszczeń się pan do końca życia nie wypłaci.
Ferdek wyciąga portfel, otwiera go.
Ferdek: Panie, no ale sam pan widzisz, że ja nie mogę dać, bo gówno mam!
W portfelu pojawia się maleńki błysk. Marian niespodziewanie zmienia swój wyraz twarzy, lekko się uśmiecha.
Marian: Widzę, że nie ma pan funduszy na zakup alkoholu na dziś.
Ferdek: No, przecie tłumaczę panu, że gówno mam…
Marian: Nic nie szkodzi, panie Ferdku. Ja panu pożyczę.
Marian wyciąga 10 złotych z portfela.
Marian: Proszę bardzo, panie Ferdku.
Ferdek: Dziękuję, panie Marianie, to bardzo miło z pana strony… Ale…
Marian: Ale co?
Ferdek: No bo żeś pan chciał przed chwilą ode mnie piniondze na naprawę samochodu wziąć…
Marian: Daj pan spokój, panie Ferdku… Nie było tematu. To ledwie parę groszy. Bierz pan, jak dają!
Ferdek bierze 10 złotych od Mariana.
Ferdek: No to dziękuję bardzo i wypierdzielaj pan.
Marian: To ja wypierdzielam!
Marian wychodzi, odwracając się cały czas do Ferdka i bez przerwy się uśmiechając.
Ferdek: Zdurniała menda, kurde.

Scena IV
Sklep “U Stasia”. Za ladą stoi Malinowska, do lady podchodzi Ferdek.
Ferdek: Pani Malinowska, pięć piw, na jednej nóżce, hyc hyc!
Malinowska: A pieniądze ma? Bo na zeszyt nie dam, bo mi się skończył, a i tak już do niego kartki doklejałam.
Ferdek kładzie na ladę 10 złotych.
Ferdek: Ma pieniądze. Brać i nie marudzić.
Malinowska: O, jakie panisko…
Malinowska stawia na ladzie 4 piwa.
Malinowska: Prosz!!
Ferdek: Pięć miało być, pani Wiesiu!
Malinowska: Wisiu! A dla pana Wisławo! Piwo 2,50. Brać 4 piwa i nie marudzić, ku*wa mać.
Ferdek: Pani Malinowska, to pani da 4 piwa, a jedno na zeszyt!
Malinowska pokazuje wała.
Malinowska: Takiego wała!
Do sklepu wchodzi Kozłowski.
Kozłowski: A co tu się dzieje? Panie Ferdku, jakiś problem?
Ferdek: No widzi pan, 2,50 mi zabrakło do piwa, kurde.
Pokazuje Kozłowskiemu portfel, pojawia się ten sam charakterystyczny błysk.
Ferdek: Malinowska mnie nie chce wydać, a wie pan, cztery to tak nie do picia, bo to nieparzyście…
Kozłowski: Ale co za problem, panie Ferdku kochany? Ja panu pożyczę.
Ferdek: O to dziękuję, panie prezesie. Ja to żem zawsze powtarzał, że na pana można liczyć.
Kozłowski: No i pewnie, że można. Lepszą Polskę panu zbuduję, jak pan na mnie zagłosuje.
Kozłowski wyciąga z kieszeni marynarki zwinięte w rulon stuzłotówki.
Kozłowski: Sto, dwieście, trzysta, czterysta, pięćset…
Malinowska robi znak krzyża.
Kozłowski: ...Sześćset,siedemset…
Ferdek: Panie prezesie, czy pan się…
Kozłowski: Tysiąc! Masz pan, kup pan sobie coś ładnego.
Ferdek: Panie, ale to nie jest lekka przesada? Ja żem tylko chciał piwo kupić.
Kozłowski: Zobaczysz pan, przyda się panu.
Ferdek: No ale panie prezesie no, tysiąc złotych?
Kozłowski: Masz pan rację! Masz pan jeszcze dwieście!
Kozłowski wyciąga jeszcze dwusetkę i daje ją Ferdkowi.
Kozłowski: No! I z Bogiem!
Kozłowski wychodzi ze sklepu. Ferdek kładzie jedną setkę na ladę.
Ferdek: Piwo jasne w puszce raz!
Malinowska: Nie będę miała jak wydać. Chyba że coś dokupi.

Scena V
Korytarz. Ferdek wchodzi z klatki schodowej na korytarz, w ręku trzyma siatkę pełną piw, na oko 20 puszek. Z WC wychodzi Boczek.
Boczek: O, dzień dobry, panie Ferdku.
Ferdek: Dobry.
Boczek: Widzę, żeś pan na zakupach był. Chyba pan przy kasie jesteś, co? Bo Malinowska mnie na zeszyta dać nie chciała.
Ferdek: Bo pan żeś jest świnia niekurturarna i pan w ogóle żeś nie powinien nic we sklepie kupować, wie pan?
Boczek: Panie, nie obrażaj pan, dobre? Bo ja do pana zagajam miło, a pan do mnie z dupą, niemiło.
Ferdek: Bo ja panu do portfela nie zaglądam, a pan mi zaglądasz. Zresztą sam pan zobacz, że ja w portfelu nic nie mam, o!
Ferdek wyciąga portfel, otwiera go i pokazuje Boczkowi. Ten zagląda; także i tym razem pojawia się mały błysk.
Ferdek: I co, zadowolony?
Boczek: No faktycznie, nic pan nie ma… Ale ja mam, panie Ferdku, i mogę panu pożyczyć.
Boczek wyciąga z kieszeni portfel i wyciąga z niego parę banknotów.
Boczek: 300 złotych, więcej nie mam!
Ferdek: Panie, a panu tak nie szkoda piniondze oddawać?
Boczek: Wie pan, panie Ferdku, ja tam lubię pomagać potrzebującym.
Ferdek: Ale panie, jak pan mnie to dasz, to sam pan będziesz potrzebujący!
Boczek: Łee, panie, ja mam wypłatę za dwa tygodnie, do tego czasu mogę zjeść trochę mniejszy obiad.
Ferdek: O nie, nie, panie Boczek, teraz pan już mówisz, jakbyś był pan chory! Idź pan balet mongolski pooglądaj.
Boczek: Nie mogę, panie Ferdku. Telewizora mam zepsutego, a nie mam pieniędzy, żeby naprawić.
Ferdek: Panie, ja panu pożyczę, masz pan trzy… Dwieście złotych i idź pan.
Boczek: Dziękuję, panie Ferdku. Strasznie żeś pan hojny dzisiaj. Do widzenia.
Ferdek: Do widzenia!
Boczek wychodzi na klatkę schodową.
Ferdek: Co oni, kurde, powariowali, czy co?
Ferdek wchodzi do mieszkania.

Scena VI
Sypialnia, noc. Ferdek leży na łóżku, Halina zakłada papiloty przed lustrem.
Halina: Jak ci coś opowiem, Ferdek, to normalnie się to łóżko pod tobą załamie.
Ferdek: No co?
Halina: Wyobraź sobie, że spotkałam dzisiaj Kozłowską…
Ferdek: Co ty powiesz?
Halina: Ale czekaj, słuchaj dalej! No i wyobraź sobie, że ta Kozłowska mówi mi, że jej mąż wrócił do domu…
Ferdek: Kto by pomyślał?
Halina: Ferdek, daj mi skończyć! Wrócił do domu, bez grosza przy dupie, a ponoć miał przy sobie czterocyfrową kwotę… No i ona się go pyta, gdzie zniknęły te pieniądze, a wiesz co on mówi?
Ferdek: Same kłamstwa pewnie, bo to pijak jest i wszystko co on mówi, to kłamstwo jest i ten człowiek w ogóle słowa prawdy w życiu nie powiedział…
Halina: No dobra, ale wiesz co on powiedział?
Ferdek: No co?
Halina: Że oddał biednym!
Ferdek: A to menda fałszywa.
Halina: Co ty tam mruczysz?
Ferdek: Nie nic, nic, mów dalej…
Halina: No i on jej dalej mówi, że oddał biednym, bo mu tak głosy w głowie gadały, czy coś takiego… Nieważne, w każdym razie odwieźli go do wariatkowa.
Ferdek: No i bardzo dobrze tak dziadowi. Ale ja ci powiem, Halińcia, że to była kwestia czasu, kiedy tego złodzieja szlak trafi!
Halina zrzuca szlafrok i kładzie się obok Ferdka.
Halina: Kozłowski swoją drogą, ale ty, mój drogi, też swoje za uszami masz. I coraz mniej czasu na nawrócenie!
Ferdek: Halińcia, ty się tak nie ciesz, ty się nie szykuj, bo ja się jeszcze zdążę zaziębić na twoim pogrzebie…
Halina: W to akurat wątpię. Bo po tych wszystkich piwach, które dzisiaj wypiłeś, to ty jesteś rozgrzany na kilka lat wprzód.
Ferdek: Halinka, przecie ja dzisiaj raptem kilka piw wypiłem.
Halina: Dobra, dobra, ze śmietnika aż się puszki wysypują. A tak swoją drogą, to ciekawi mnie, skąd ty miałeś pieniądze na to piwo? Bo Malinowska zeszyt zamknęła.
Ferdek: Halińcia, nie zaczynaj…
Halina: Czego nie zaczynaj? Ferdek, czy ty nie masz mi przypadkiem nic do powiedzenia?
Ferdek: Aj, tak mnie jakoś wzięło wzdęło… Idę do toalety, kurde, bo mnie potem całą noc będzie męczyło.
Ferdek wstaje z łóżka i wychodzi.

Scena VII
Korytarz, noc. Ferdek zmierza w stronę kibla, pod drzwiami na taboreciku siedzi Janusz, chowa głowę w dłoniach.
Ferdek: Panie, tu się nie śpi, tu się wypróżnia!
Janusz podrywa się, nieco się chwieje.
Janusz: (bełkotliwie) Dzień dobry, panie Ferdynandzie… Proszę, niech pan wchodzi…
Ferdek: O kurde, panie… Pan żeś jest nietrzeźwy, panie!
Janusz: Wcale nie. Wypiłem tylko kilka win francuskich, prosto z Francji…
Janusz zaczyna płakać.
Janusz: Tylko tyle mi zostało…
Ferdek: Panie, nie użalaj się pan nad sobą, bo tu mieszkają ludzie biedniejsi od pana, wie pan?
Janusz: Pan nawet nie wie, jaka tragedia mnie spotkała.
Ferdek: Nie wiem i nie chcę wiedzieć, panie. Tera mam inne priorytety.
Ferdek wchodzi do kibla, Janusz przestaje łkać i zasypia.

Scena VIII
Salon. Ferdek ogląda telewizję, w telewizorze przemówienie pani minister.
Minister: Drodzy Nauczyciele! Mając na uwadze waszą niezwykłą postawę, wzruszona jestem, że w tym wszystkim nie chodzi wam o własne dobro, ale o dobro dzieci, które przygotowujecie do dalszego życia. Pragnę was poinformować, że są przygotowane fundusze na wasze obiecane podwyżki…
Ferdek w salonie przygląda się złotej monecie.
Minister: ...Jednakże pieniądze te nie trafią, niestety, do was, albowiem postanowiłam je przelać Ferdynandowi Kiepskiemu. Dziękuję!
W tle rozlegają się gwizdy i buczenie, wracamy do salonu. Ferdek jest w lekkim szoku. Do salonu wchodzą Halina z kanapkami i Mariola. Ferdek szybko zmienia kanał i chowa monetę do kieszeni. Halina siada na fotelu i kładzie talerz na stol, Mariola zaś siada na kanapie.
Halina: Ferdek, przełącz na dziennik, Minister Edukacji właśnie przemawia!
Ferdek: Halinka, daj se spokój, ja nie będę słuchał tych ministrów, bo to wiesz… Poobiecują, poudają, pokłamią, poprzekręcają i oszukają na końcu!
Halina: No ale ja chcę wiedzieć, czy ona da te podwyżki nauczycielom, czy nie?
Ferdek: Halinka, ja ci powiem, że ty to jesteś naiwna jak dziecko. Gdzie da, komu da? Swoim dadzą, a nauczycielom jeszcze zabiorą, kurde. Zmieńmy temat.
Mariola: Właśnie, a propos pieniędzy, to z tego co słyszałam, to ostatnio ten cały Janusz sporą sumę przehulał!
Ferdek: I co z tego?
Mariola: No i to z tego, ojciec, że zbankrutował!
Halina: Niemożliwe. Przecież to jest biznesmen, on ma kontrakty popodpisywane w każdym kraju… Tak o wziął i zbankrutował?
Ferdek: I bardzo dobrze tak mendzie jednej i drugiej, byli złodziejami i kara boska ich dosięgła!
Halina: Odezwał się najuczciwszy na całym osiedlu, co sam grosza uczciwie nie zarobił. W pośredniaku byłeś?
Ferdek: Ale mnie głowa rozbolała… Wiesz co, Halinka, ja się już spać położę, bo… (wstaje i wychodzi) Oj, jak boli…
Halina: Idźże, idźże… Mariolka, a wiesz coś więcej o tym Januszu?
Mariola: Nie wiem. Wiem tylko, że wszystko przepieprzył i teraz wino doi na korytarzu.
Halina: Niesamowite…

Scena IX
Przedpokój, noc. Ktoś puka do drzwi, Ferdek idzie otworzyć.
Ferdek: Zara, kurde, co jest? Noc jest, kurde!
Ferdek otwiera drzwi, w progu Marian.
Marian: Dobry wieczór.
Ferdek: Jaki wieczór, panie? Trzecia w nocy jest!
Marian: Myślałem, że się mnie będziesz pan spodziewał!
Ferdek: O tej porze, panie, to ja się mogę spodziewać tylko pana. Proszę odejść, bo ja muszę iść spać, żeby rano do roboty wstać!
Marian: Ale po co te nerwy? Spokojnie, mam coś dla pana.
mMarian wyciąga zza pleców wódkę.
Marian: Tego się pan spodziewał?
Ferdek: Po panu, panie Paździoch, to żem się w ogóle tego nie spodziewał, bo ja w nocy alkoholu nie piję, a na pewno nie w takich ilościach.
Marian wyciąga drugą butelkę.
Marian: Czy taka ilość jest odpowiednia?
Ferdek: Niech mnie pan wódką nie zachęca, bo ja w nocy muszę spać, wie pan? Proszę.
Ferdek wskazuje Marianowi, że może wejść. Marian wchodzi, a Ferdek za nim idzie do kuchni.

Scena X
Kuchnia. Ferdek i Marian wypijają wiadomą zawartość kieliszków.
Ferdek: To mów pan, po co pan żeś przyszedł?
Marian: Panie Ferdku, i pan, i ja doskonale wiemy, po co tu przyszedłem.
Ferdek: Nie bardzo.
Marian: Podpowiem panu, że ma to związek z Januszem i pewną rzeczą należącą do niego.
Ferdek: Przykro mi, panie Paździoch, ale nie wiem, o czym pan mówi.
Marian: Nie musi pan udawać. Wiem, że masz pan jego złotą monetę.
Ferdek: Panie, po pierwsze primo, ja nie wiem nic o jego monecie. Po drugie primo, skąd pan wiesz, że ją mam?
Marian: Skąd wiem? Przypomnę panu. I przy okazji proszę o zwrot moich 10 złotych.
Ferdek: Jakich 10 złotych?
Marian: Tych, które pan ode mnie wyłudził, zresztą za pomocą wspomnianej wcześniej monety!
Ferdek: Ustalmy jedno, panie Paździoch: ja panu oddam te zasrane 10 złotych, ale monetę znalazłem ja i nie mam pewności, czy na pewno należy ona do tego pańskiego Janusza!
Marian: Panie Ferdku, ta moneta należała do jego matki, Esmeraldy, która dała ją Januszowi w dniu jego 18. urodzin.
Ferdek: A co mnie to gówno obchodzi?
Marian: Pan sobie nie zdajesz sprawy z magicznej siły amuletu, który pan trzymasz w swoim portfelu! Ta moneta działa jak magnes, przyciąga pieniądze!
Ferdek: Chyba rozumiem, panie Paździoch.
Marian: A zatem? Oddaje pan monetę? 10 złotych możesz pan zatrzymać, karwasz twarz.
Ferdek: Oddaję, oddaję. Na policję, proszę pana, a potem prokuratora i w pierdlu pana zamkną! Pana i pana syna też!
Marian: Panie Ferdku, opamiętajże się pan! Poza tym pan też używałeś tej monety.
Ferdek: Ta? Niby kiedy?
Marian: Moje 10 złotych, ponad 1000 złotych prezesa Kozłowskiego…
Ferdek: Skąd pan wiesz, że Kozłowski dał mnie pieniądze?
Marian: Malinowska mi powiedziała. Od razu to ze sobą powiązałem.
Ferdek: Panie Paździoch, mendo jedna… Ta moneta od teraz częściowo należy do mnie.
Marian: Pragnę panu przypomnieć, że przywłaszczył ją pan sobie bezprawnie i to też nadaje się do prokuratury!
Ferdek: Tak się nie dogadamy, panie. Ja mogę zwrócić tę monetę, ale, panie, nie ma nic za darmo.
Marian: Rozumiem. 0,7 razy 2.
Ferdek: Nie, panie Paździoch, tym mnie pan nie omamisz. Ja wiem, jaką kasiorę można trzepać na tym kawałku złota.
Marian: To czego pan chcesz, do jasnej cholery?
Ferdek: Chcę zawrzeć małą umowę z Januszem. Jak biznesmen z biznesmenem.

Scena XI
Salon. Ferdek podchodzi do meblościanki, wyjmuje swój portfel i wyciąga z niego złotą monetę. Wyciąga telefon i dzwoni.
Ferdek: Halo, panie Januszu? Mówi Ferdynand Kiepski… Nie, nie mam alkoholu. Czekaj pan, nie rozłączaj pan się! Mam coś, co do pana należy! Tak, możemy się spotkać? Zejdź pan do piwnicy! No, do zobaczenia!
Ferdek rozłącza się, chowa telefon. Wchodzi Halina.
Halina: Z kim rozmawiałeś?
Ferdek: A z nikim, z tą młodszą mendą.
Halina: Z Januszem, a po co?
Ferdek: Interes mam do niego.
Halina: Jaki interes?
Ferdek: Nieważne jaki, Halinka. Ważne, że kasiorę można na tym trzepać, kurde!
Halina: Ferdek, ty uważaj, bo ja cię od dłuższego czasu obserwuję. I wiesz co? Ja wyciągam…
Ferdek: Tak wiem, Halinka, daleko idące wnioski. Obiecuję ci, że jak już zarobię swoje piniondze, to będzie cię w końcu stać na tego adwokata. No, to pa, Halińcia!
Ferdek wychodzi. Halina stoi oniemała.
Halina: Adwokat tu nic nie zaradzi! Tu chyba już trzeba zacząć dzwonić do psychiatryka!
Halina siada na fotelu. Przegląda gazetę.
Halina: W sumie to adwokat Przegroda mało bierze… Może i rozwód za jednym zamachem wezmę?

Scena XII
Piwnica. Ferdek siedzi na krześle, wchodzi Janusz.
Janusz: Chciał mnie pan widzieć, panie Ferdynandzie?
Ferdek: Panie, pan żeś szybko wyczeźwiał, kurde.
Janusz: Ja pochodzę z Paragwaju. Muszę mieć mocną głowę. Do rzeczy; mówił pan, że pan posiada moją szczęśliwą monetę.
Ferdek: A skąd pan wie, że mnie się rozchodzi o monetę?
Janusz: Przecież wiem, co mi zginęło. Rozumiem, że ma ją pan przy sobie.
Ferdek: Mam i nawet ją panu dam, tylko wcześniej układ.
Janusz: Jaki układ?
Ferdek: Biorę 50% zysków z pańskich zysków, straty możesz pan brać w całości.
Janusz: Hmm… Nie wiem co mam myśleć o tej propozycji. Może najpierw niech mi pan odda monetę, a potem ustalimy szczegóły.
Ferdek: No dobre, tylko bez numerów.
Ferdek daje monetę Januszowi, ten wrzuca ją do swojego portfela.
Ferdek: To w takim razie mów pan, że się pan zgadzasz i jedziem z tym śledziem.
Janusz: Ja bardzo chętnie, tylko wie pan…
Janusz otwiera portfel.
Janusz: ...Ja jestem spłukany.
Ferdek zagląda do portfela, widzi tam oczywiście błysk.
Ferdek: Panie Januszu, no co to za problem? Przecie ja panu pożyczę!
Janusz: Naprawdę?
Ferdek: No jak nie jak tak?
Ferdek wyciąga z kieszeni pieniądze od Kozłowskiego.
Ferdek: 1200 złotych, panie Januszu. Wystarczy?
Janusz: Mało, mało. Za mało na rozpoczęcie intetesów. Ma pan jeszcze jakieś pieniądze w domu?
Ferdek: Żona ma, pielęgniarką jest we szpitalu.
Janusz: To też niewiele będzie… No dobrze, niech pan przyniesie.
Ferdek: W te pędy, panie Januszu.
Ferdek wybiega z piwnicy, Janusz całuje monetę.
Janusz: No! Jednak dobrze jest mieć swoją… szczęśliwą gwiazdę!

KONIEC

WYSTĄPILI:
Ferdek - Andrzej Grabowski
Halina - Marzena Kipiel-Sztuka
Mariola - Barbara Mularczyk
Paździoch - Ryszard Kotys
Boczek - Dariusz Gnatowski

GOŚCINNIE WYSTĄPILI:
Kozłowski - Andrzej Gałła
Malinowska - Zofia Czerwińska [*]
Janusz - Sławomir Szczęśniak
Minister Edukacji - Magdalena Smalara

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

: 2019-03-21, 18:02
autor: Bździuch
Odcinek niezły, mógłby zastąpić obecny 542-i.
Tylko nie do końca rozumiem umieszczenia akcji w uniwersum 28 sezonu, odcinek z góry musi być gorszy wtedy :-P
Sam pomysł mi się nie podobał, więc to że wyszło to już tylko zasługa żartów.

+ Odświeżacz o zapachu domu pogrzebowego <3
+ Ferdek ciągle przerywający Halinie
+ Minister przelewająca pieniądze Ferdkowi nie nauczycielom (to on ma konto? :-P, ale scena zabawna)
+ Pijany Janusz i Ferdek wytykający mu, zena osiedlu ludzie mają większe problemy
+ Telefon Ferdka do Janusza, tylko skąd ma numer?
+ Brak Jolasi :lol:
+ Scena w piwnicy i zakończenie

- Pomysł i nieco nudy
- klimat 28 sezonu :-/

Poczepiałem się, poczepiałem, dawno tego nie robiłem, więc dziękuję :-P A ocena to:
7/10

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

: 2019-03-21, 18:29
autor: kacrudy
Bździuch pisze:
2019-03-21, 18:02
Odcinek niezły, mógłby zastąpić obecny 542-i.
Tylko nie do końca rozumiem umieszczenia akcji w uniwersum 28 sezonu, odcinek z góry musi być gorszy wtedy :-P
Zwykły eksperyment. Spokojnie, nigdy więcej tego nie zrobię, bo to wbrew pozorom cholernie trudne. :P
Dzięki za ocenę. :)

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

: 2019-03-21, 22:05
autor: Pabfer
Bardzo dobry scenariusz! Cieszę się, że Janusz zadebiutował w naszym dziale fan fiction. Bardzo dobrze, że to się dzieje w 28 sezonie, bo jak pisze jakiś user, a nie oficjalni twórcy, to odcinki nie mają typowych wad, a za to jest nowość w postaci tego Janusza. Ma on u ciebie bardziej wyrazisty charakter niż w serialu- po prostu charakter ojca. Całkiem go mało, a i tak to czuć. Może w serialu jeszcze nabierze charakteru, ale Kopernik i Złomiarze nie nabrali, więc może próżno czekać... Każda scena z Januszem mnie rozbawiła. Rozmowy małżeństwa Kiepskich o dziwo dobre. I bardzo dobrze, że wystąpiło tylko starsze małżeństwo, a młodsze nie. O Boczku i Marianie nawet nie ma sensu wspiminać- wiadomo jak wyszli! Tylko Boczka za mało. Wiem, że taki styl 28 sezonu, ale akurat to mogłeś olać i nie robić aż takiej wiernej kopii. Za to stosunkowo dużo Marina jak na nowe odcinki i to się chwali. Bardzo dobre zakończenie!!!

10/10

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

: 2019-03-25, 07:52
autor: boczek22
Moja ocena scenariusza ''Klucz
Według mnie świetny scenariusz jeden z najlepszych na forum. Bardzo dużo humoru słownego akcja wokół głównych bohaterów brak Jolaśki wciągająca i przemyślana fabuła oryginalność. Panie czego tu nie ma? Nie wyłapałem żadnych minusów ani neutralów
10/10 a co mi tam.

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

: 2019-03-25, 09:21
autor: boczek22
Przeczytałem teraz najnowszy scenariusz. Moim zdaniem bardzo dobry jednak gorszy od Klucza. Na plus sam pomysł na odcinek. Fajnie rozpisałeś postać Janusza. Na minus natomiast to że nie było jakichś momentów na których parsknąłbym śmiechem na głos. Podobało mi się zakończenie. Historia zatoczyła koło. :-)
ocena:8/10