Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Twórczość literacka związana ze "Światem według Kiepskich".
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1796
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2016-02-05, 17:37

W każdy piątek będę zamieszczał tu scenariusze do ŚwK. Powstanie taki mini-sezon (10 odcinków). Zaczynam od dzisiaj. Proszę o szczere komentarze na temat scenariuszy.

Odcinek 1: Dudek na kościele

Opis: Pewien mężczyzna o nazwisku Korek wyłudza pieniądze od Paździocha i od Kiepskiego. Zbulwersowani mężczyźni postanawiają się zemścić. Początkowo chcą go zastrzelić, jednak gdy to nie wychodzi, Paździoch obmyśla pułapkę.

Scena 1 (mieszkanie Kiepskich, ktoś puka, Ferdek wychodzi z sypialni)
Ferdek: Idę, kurde, co jest? Noc jest, kurde! Co jest?
(otwiera drzwi, w progu Marian)
Marian: Dzień dobry!
Ferdek: Dzień dobry, kurde! Dobranoc chyba, kurde! Czego?
Marian: Muszę z panem pomówić!
Ferdek: Panie, ale mnie to gówno interesuje!
Marian: A to pana zainteresuje?
(wyciąga wódkę)
Ferdek: Proszę pana... (zabiera wódkę)Ale nie musiałeś pan tego dawać! Proszę bardzo!
(Marian wchodzi)

Scena 2 (kuchnia nocą, Ferdek i Marian piją wódkę)
Ferdek: Dobra wódka!
Marian: Mam pytanie, panie Ferdku! Ma pan jakąś strzelbę czy coś?
Ferdek: No nie wiem, kurde, no może w piwnicy co tam mam może. A po cholerę panu moja strzelba?
Marian: Bo widzi pan, panie Ferdku, wczoraj odwiedził mnie pewien mężczyzna. Przedstawił się jako biznesmen. (wzdryga się) Cholera jasna...
Ferdek: No co dalej, co dalej?
Marian: A, szkoda gadać! No cham nabrał mnie bezczelnie i zbankrutowałem przez niego!
Ferdek: No co pan powie?
(Marian wyciąga zdjęcie)
Marian: Chciałem pana przed nim przestrzec. Tu masz pan jego zdjęcie. Nie daj się pan nabrać!
(Ferdek zabiera zdjęcie)
Ferdek: Dobra tam!
(Halina krzyczy z oddali)
Halina: Ferdek!
(Ferdek chowa wódkę, Halina wchodzi do kuchni)
Halina: A te znowu wódkę piją! Ferdziu, chciałabym cię poinformować, że w sobotę jadę do rodziny w Rzeszowie! Jedziesz ze mną?
Ferdek: Wiesz co, Halińcia, ja nie mogiem bo ja normalnie mnie noga w biedrze boli!
Halina: A idźże, idźże! Tylko pamiętaj, jak ja pojadę, to żadnego chlania mi tu! Bo jak ja się dowiem, że tu pojawił się choć gram alkoholu, tak ci do dupy nakopię, że stąd aż do Chicago wylecisz!
Ferdek: Dobra tam, dupa tam!
(Halina wychodzi)
Marian: No, to ja też się już zbieram! Pamiętaj pan!
Ferdek: Jasne, że pamiętam!
(Marian wychodzi)

Scena 3 (salon, dzień, Ferdek siedzi na fotelu, wchodzi elegancko ubrany mężczyzna)
Korek: Przepraszam bardzo, nazywam się Dariusz Korek. Jestem biznesmenem. Musi pan koniecznie dowiedzieć się, gdzie można zarobić!
Ferdek: Tak? Gdzie?
Korek: Giełda! Mówi to panu coś?
Ferdek: Nie.
Korek: To bardzo źle, bardzo źle. Taki inżynier jak pan to powinien inwestować na giełdzie. Tacy właśnie inwestorzy inwestują, żeby zarobić dzięki dywidentom wypłacanym dla posiadaczy akcji, ewentualnie za sprzedaż akcji z zyskiem!
Ferdek: Co, kurde?
Korek: Normalnie, na jakiś czas oddaje się w cudze ręce pieniądze, a potem czeka się i kasa albo się poszerzy lub pomniejszy! Mówię panu, niech pan spróbuje!
Ferdek: A to panie, jakieś ryzyko jest?
Korek: Jest, ale spokojnie, proszę pana, bardzo malutkie! Prawie jakby go nie było, panie inżynierze!
Ferdek: Kurde!
Korek: No to jak? Daje pan pieniądze, żebym zainwestował jako pan? Zyski tylko dla pana!
Ferdek: No to moment!
(Ferdek podchodzi do kredensu, zabiera portfel Haliny, zabiera wszystkie pieniądze, daje Korkowi)
Ferdek: Masz pan!
Korek: No cóż, proszę pana, proszę mi wybaczyć, ale to trochę za mało!
Ferdek: To masz pan!
(wyciąga kartę kredytową, daje Korkowi)
Korek: To życzę panu dużych zysków! Do widzenia!
Ferdek: Do widzenia!
(Korek wychodzi, wchodzi Marian)
Marian: Panie Ferdku, czy pan wie, kto to był?
Ferdek: No jak nie, jak tak! To był facet, bardzo miły biznesmen, kurde, Dariusz Korek czy jak mu tam, zaparopononował mi giełdę!
Marian: Panie Ferdku, to był ten oszust! Dałem panu przecież jego zdjęcie!
Ferdek: O kurde!
Marian: Dał się pan nabrać, karwasz twarz!
Ferdek: No i co teraz?
Marian: Nie wiem! Trzeba będzie jednak znaleźć tę strzelbę, chyba że już pan znalazł?
Ferdek: Nie! A po cholerę panu ta strzelba?
Marian: No jak to po co? Żeby tego oszusta, co nam pieniądze ukradł zastrzelić, ewentualnie, żeby popełnić samobójstwo!
Ferdek: Nie no, panie, aż tak to nie, no bez przesady!
Marian: Ale i tak pozostaje nam ją znaleźć, bo innego rozwiązania nie widzę!

Scena 4 (piwnica, Ferdek i Marian przeczesują graty)
Marian: Znalazł pan?
Ferdek: Nie no, kurde, nie ma! A była tu, kurde!
Marian: Może ją ktoś na przykład ukradł? To w końcu solidna, myśliwska dubeltówka, od Gierka samego, którą można by sprzedać za duże pieniądze!
Ferdek: Jak ukradł, kto ukradł?
Marian: Niech pan zgadnie!
Ferdek: No nie wiem, no kto, kurde?
(do piwnicy wchodzi Boczek)
Boczek: O, pan Marian i pan Ferdek! Dzień dobry!
Marian: Arnold Boczek! Mów pan, gdzie jest broń myśliwska, którą żeś pan ukradł?
Boczek: Co? Panie, ja se nic nie ukradłem!
Marian: Tak? To w takim razie kto?
Boczek: Ja se wiem, kto! Pani Halinka, w mordę jeża. Normalnie se tu wczoraj przyszedła i se szczelbę podpierdzieliła!
Ferdek: Po co, kurde?
Boczek: Panie, a skąd ja mam to wiedzieć, w mordę jeża? Do widzenia panu!
(Boczek wychodzi, Ferdek i Marian spoglądają na siebie)

Scena 5 (kuchnia, Ferdek siedzi przy stole, Halina gotuje obiad)
Halina: Ciocia Jadzia bardzo zachęcała, żebyś pojechał ze mną do Rzeszowa. Naprawdę nie chcesz jechać?
Ferdek: Jakoś nie mam nastroja.
Halina: Szkoda! Tylko pamiętaj, zero wódki!
Ferdek: Gdzie wódka, Halińcia, gdzie ja kiedy wódkę piłem, gdzie tam?
Halina: Oj, ja już wiem, kiedy!
Ferdek: O właśnie, Halińcia, a ty nie wiesz, gdzie jest strzelba nasza z piwnicy?
Halina: A na cholerę ci ona?
Ferdek: A nic, tak se się pytam!
Halina: Ja ją wzięłam! Kuzyn Antoszek chciał, żebym poszła z nim na polowanie, jak już będę w Rzeszowie! No to wzięłam dubeltówkę i spakowałam ją z resztą szmargałów!
Ferdek: Aha!

Scena 6 (korytarz, Halina wychodzi z mieszkania ciągnąc walizkę, za nią wychodzi Ferdek)
Halina: Tylko nie wysadź chałupy, nie otwieraj drzwi obcym, nie bierz pożyczek, nie wpuszczaj absolutnie nikogo, i co najważniejsze, nie pij!
Ferdek: No dobra, dobra!
Halina: To pa, Ferdziu!
Ferdek: Ta, pa, pa!
(Halina wychodzi, z mieszkania Paździochów wychodzi Marian)
Marian: I co? Wydobył pan od żony dubeltówkę?
Ferdek: Panie, gówno co wydobyłem!
Marian: A, to nawet nic złego się takiego nie stało. Mam inny plan na tego oszusta.
Ferdek: Panie, ale jaki to plan?
Marian: W tym celu zapraszam do mnie!
(Ferdek i Marian wchodzą do mieszkania Paździochów)

Scena 7 (mieszkanie Paździochów, Ferdek siedzi na fotelu, Marian stoi przy postawionej tablicy ze wskaźnikiem)
Marian: (pokazuje wskaźnikiem na tablicę) Więc tak, z tego co usłyszałem od od mojego zaufanego informatora, ten sam mężczyzna jutro ma zaatakować u Boczka. Możemy zrobić tak: zakradniemy się na podwórku przed naszą kamienicą. Od razu, gdy go zobaczymy, chowamy się do środka, zaczajamy się na niego i...
Ferdek: I co wtedy?
Marian: No tego właśnie jeszcze nie wiem!
(wchodzi Helena)
Helena: Marian, a co ty tu pierdzielisz? Znowu wziąłeś moją tablicę? Miałeś iść na bazar!
Marian: Cicho, małpo! Ja teraz to muszę coś ważniejszego zrobić!
Helena: Czyli oczywiście popierdzielić sobie z panem Ferdkiem, tak? Jak chcesz! Jak tak, to ja zapieprzam na bazar i sprzedam twoje złote gacie za trzy złote!
Marian: No to idź już stąd!
Helena: Łysa pała!
(Helena wychodzi, Marian się śmieje)
Marian: (do siebie) A ja twoje złote bikini i tak już sprzedałem za pięćdziesiąt groszy! (do Ferdka) To ja jeszcze pomyślę nad naszym planem. Do widzenia!
Ferdek: Do widzenia!
(Ferdek wychodzi)

Scena 8 (korytarz, Ferdek stoi przy WC)
Ferdek: (puka) No, panie Paździoch, wychodź pan już!
(spuszczanie wody, z WC wychodzi Marian)
Marian: Spokojnie, panie Ferdku! Już wyszedłem! Ale zanim pan wejdziesz, to powiem panu, co już wymyśliłem!
Ferdek: Co, kurde?
Marian: Zamówiłem na internecie dużą klatkę. Zaczaimy się przed wyjściem na zewnątrz, a jak ten złodziej tu wejdzie to puf! Klatka spadnie mu na ryj!
Ferdek: (śmieje się) Dobre, kurde, dobre!
Marian: Tylko, panie Ferdku, niestety, we dwójkę nie utrzymamy tej klatki w powietrzu, zanim facet wejdzie. Potrzebny będzie ktoś trzeci! Eee, nie miał pan wejść do WC?
Ferdek: Nie, odechciało mi się! Kto?

Scena 9 (kuchnia, Ferdek, Marian i Boczek siedzą przy stolę, piją wódkę)
Ferdek: No to co, panie Boczku? Zgadzasz się pan?
Boczek: No co, no w mordę jeża, ja panom bardzo chętnie pomogę, ale za kiełbasę tylko!
Marian: No dobra, po robocie!
Boczek: O nie, nie ma! Przed robotą, w dupę węża!
Ferdek: O nie, nie ma tak, Boczku ty!
Boczek: A bo co gówno co?
Ferdek: Bo gówno! Bo pan wtedy, kurde, zeżre i nam gówno pomoże, kurde! I jeszcze, kurde, będziesz pan potem bezczelnie wyżerał!
Boczek: Nie no, skąd, panie Ferdku, ja taki kuźwa, nie jestem!
Marian: Panie Ferdku, daj pan mu tę kiełbasę, ale jak nie przyjdzie, to głównie on na tym straci!
Ferdek: Jak on?
Marian: A pamiętasz, pan, u kogo facet miał zaatakować?
Ferdek: No u Boczka!
Boczek: Panie, a skąd pan wiesz, że u mnie? A może se do pana normalnie przyjdzie, co?
Marian: A założymy się?
Boczek: No dobra!
Marian: Dobrze, to ten plan na razie zostawiamy. Jak jutro o czwartej ten facet przyjdzie do mnie, to dostaniesz pan kilo kiełbasy i pół litra wódki!
Boczek: Dobra jest, w mordę jeża!
Marian: W takim razie zakład!
(Marian i Boczek podają sobie ręce, Ferdek przecina)

Scena 10 (mieszkanie Paździochów, Ferdek siedzi na fotelu, Marian na kanapie)
Ferdek: Kurde, panie Paździoch, a jak do pana on przyjdzie?
Marian: A po co? Ze mnie już wycisnął ostatnie grosze! Mówię panu, ten cały Boczek jeszcze będzie płakał, że przegrał!
Ferdek: Ale będą jajca wtedy, kurde!
(ktoś puka)
Marian: Cholera, oby to nie był on!
(Marian wstaje, powoli podchodzi do drzwi, w progu Korek)
Korek: Dzień dobry panu! Chciałem pana poinformować, że pieniądze są dobrze przechowywane i masz pan szanse na zarobek, ale niestety, marne.
Marian: O żeż ty, dziadu!
Korek: Dziadu! Ty łysolu jeden, patrz na siebie, stara małpo, inwalido ty!
Marian: Spieprzaj mi stąd!
(Korek ucieka)
Marian: O nie!
Ferdek: Panie Marianie, pan żeś przegrał, kurde!
Marian: O nie!

Scena 11 (korytarz, Marian daje Boczkowi wódkę, przy WC stoi Ferdek)
Marian: Tu masz pan wódkę, a kiełbasę masz pan już na swoim piętrze! Ale jak przyjdzie następnym razem, to nam pan pomagasz, jasne?
Boczek: Jak nie, jak tak, w mordę jeża!
(Boczek wychodzi)
Marian: Grubas jeden!
Ferdek: Cicho, bo usłyszy!
Marian: Gówno, nic nie usłyszy! Jak ma słyszeć, jak mu bęben uszy zakrywa... Zaraz, panie Ferdku, jak tak na pana patrzę, to... pan też jest gruby... może nawet grubszy niż Boczek?
Ferdek: Panie, a zasadził ktoś kiedyś panu kopa w dupę?
Marian: Panie Ferdku, ja to od pana słyszałem nieraz!
(Marian wchodzi do mieszkania)
Ferdek: Kurde, czasem to jest taka menda, że...
(Ferdek wchodzi do mieszkania)

Scena 12 (kamienica przed wyjściem na zewnątrz, Ferdek i Marian stoją przy ogromnej klatce)
Ferdek: Wielka, kurde!
Marian: I droga! Ale pożyczona, więc dostałem za darmo! Od znajomego na Allegro!
Ferdek: No i gdzie ten Boczek?
Marian: Spokojnie, przyjdzie!
Ferdek: Oby, bo ten gościu już tu se idzie!
Marian: Co?
(Marian zagląda przez drzwi)
Marian: Cholera, idzie! Trzeba lecieć po Boczka, ale już nie ma czasu! Szybko, trzeba to unieść!
(Marian i Ferdek ciągną za sznur, klatka ani drgnie, wchodzi Korek)
Korek: Oj, panowie, nieładnie, tak zastawiać pułapki!
(Korek ucieka)
Marian: Panie Ferdku, goń go pan!
Ferdek: Czemu ja, pan biegnij!
(Marian biegnie za Korkiem, po chwili wraca)
Marian: Panie Ferdku...
Ferdek: Co?
Marian: Mam zawał...

Scena 13 (kuchnia, Ferdek, Marian i Boczek siedzą przy stole)
Marian: Panie Boczek, gdzieś pan był, jak pana nie było?
Boczek: Zapomniałem se no!
Ferdek: Ty grubasie boczkowaty jeden ty, ja ci zara zapomnę ty...
Marian: Panie Ferdku, spokojnie! Ja od razu wiedziałem, że ta cała zasadzka się nie uda. Trudno!
Boczek: Przepraszam...
Ferdek: Dobra, już w porządku! Idź pan do siebie!
(Boczek wychodzi)
Ferdek: I co, panie Paździoch, to koniec?
Marian: Chyba, niestety tak.

Scena 14 (salon, Halina wypakowuje walizkę, Ferdek siedzi na fotelu)
Halina: Mówię ci, jak tam pięknie! Ciocia Jadzia chciała, żebym została dłużej, ale musiałam wracać, no bo ty zostałeś sam, wiadomo. Ale jesteś trzeźwy, więc w nagrodę dostaniesz ode mnie litra. I dziesięć puszek piwa! A co!
Ferdek: (zasmucony) Fajnie...
Halina: Kurczę, ja nie wiem, coś ty taki markotny. Wiesz co? Zanieś tę strzelbę do piwnicy, co?
(Halina daje Ferdkowi strzelbę, ten ją zabiera i wychodzi)

Scena 15 (piwnica, Ferdek trzyma strzelbę i chce ją wrzucić, wchodzi Boczek i mu przerywa)
Boczek: Dzień dobry, panie Ferdku, muszę się panu do czegoś przyznać.
Ferdek: Do czego?
Boczek: No bo ten facet, co wam kasę ukradł, to byłem ja!
Ferdek: Jak to pan?
Boczek: No bo we rzeźni mi se obniżkę mnie dali, no to chciałem se zarobić. To się przebrałem i se zmieniacza głosu kupiłem.
Ferdek: I pan żeś z nas debilów robił?
Boczek: Tak i bardzo żałuję! Przepraszam panów!
Ferdek: O ty grubasie, kurde!
(Ferdek przeładowuje strzelbę)
Boczek: Panie, co pan?
Ferdek: Co ja? Co pan mnie zrobił to się we głowie nie mieści! Ale zara pan dostanie...
(Boczek ucieka, krzycząc, Ferdek oddaje niecielne strzały)
Boczek: (w oddali) Ratunku!
Ferdek: (krzyczy) I oddawaj nam naszą kiełbasę... nie, kurde... kasę naszą oddawaj, złodzieju!
Helena: (w oddali) Marian, gdzie jest moje złote bikini?
Marian: (w oddali) Sprzedałem je...
Helena: (w oddali) O żeż ty chamie!
(Helena schodzi do piwnicy, zabiera Ferdkowi strzelbę, wychodzi, w oddali słychać strzały)
Marian: (w oddali) Ratunku!
Ferdek: No i kurde wszystkim to tylko na kasie zależy, kurde!
Fredzio i Edzio

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Fredzio i Edzio » 2016-02-05, 21:14

Mówiąc szczerze jak sam kazałeś to bardzo chaotyczny ten scenariusz. Nie z racji tego, iż akcja dzieje się za szybko, lecz jedno jest słabo powiązane z drugim, a w gwoli ścisłości mogłeś lepiej to wykonać.

Na plus:
+ Ferdek dający się nabrać wizytatorowi, no w zasadzie średnie podejście, ale jakaś odmiana zawsze może być
+ Szukanie strzelby w piwnicy
+ Ferdek żegnający Halinkę i Kiepska martwiąca się o dom, ''Tylko nie wysadź chałupy, nie otwieraj drzwi obcym, nie bierz pożyczek, nie wpuszczaj absolutnie nikogo, i co najważniejsze, nie pij!
+ Sąsiedzi pijący wódkę w kuchni i Boczek który wygrał zakład, początkowo nie wiedziałem że to Boczek będzie Korkiem więc oceniłbym to na minus, no ale...
+ Paździoch dający kiełbasę Boczkowi
+ Scena w kamienicy przed wejściem na zewnątrz, ciekawa odmiana
+ Powrót Halinki, ''Mówię ci, jak tam pięknie! Ciocia Jadzia chciała, żebym została dłużej, ale musiałam wracać, no bo ty zostałeś sam, wiadomo. Ale jesteś trzeźwy, więc w nagrodę dostaniesz ode mnie litra. I dziesięć puszek piwa! A co!''
+ Ostatnia scena i zakończenie

Neutral:
+/- Scena 13., wiem że było to powiązane, ale w przynajmniej moim odczuciu wypadło nie najlepiej
+/- Halinka gotująca obiad i rozmowa z Ferdkiem

Na minus:
- Pierwsza scena, za szybko działa się akcja
- Halinka informująca Ferdka o wyjeździe, dlaczego robiła to w nocy?
- Scena w mieszkaniu Paździochów z tablicą i wskaźnikiem
- Obmyślanie planu złapania Korka i wykonywanie go
- Zbyt wielka ilość wykrzykników w scenariuszu

Najlepszy tekst:
Boczek: Dzień dobry, panie Ferdku, muszę się panu do czegoś przyznać.
Ferdek: Do czego?
Boczek: No bo ten facet, co wam kasę ukradł, to byłem ja!
Ferdek: Jak to pan?
Boczek: No bo we rzeźni mi se obniżkę mnie dali, no to chciałem se zarobić. To się przebrałem i se zmieniacza głosu kupiłem.
Ferdek: I pan żeś z nas debilów robił?
Boczek: Tak i bardzo żałuję! Przepraszam panów!
Ferdek: O ty grubasie, kurde!
(Ferdek przeładowuje strzelbę)
Boczek: Panie, co pan?
Ferdek: Co ja? Co pan mnie zrobił to się we głowie nie mieści! Ale zara pan dostanie...
(Boczek ucieka, krzycząc, Ferdek oddaje niecielne strzały)
Boczek: (w oddali) Ratunku!
Ferdek: (krzyczy) I oddawaj nam naszą kiełbasę... nie, kurde... kasę naszą oddawaj, złodzieju!
Helena: (w oddali) Marian, gdzie jest moje złote bikini?
Marian: (w oddali) Sprzedałem je...
Helena: (w oddali) O żeż ty chamie!
(Helena schodzi do piwnicy, zabiera Ferdkowi strzelbę, wychodzi, w oddali słychać strzały)
Marian: (w oddali) Ratunku!
Ferdek: No i kurde wszystkim to tylko na kasie zależy, kurde!


Podsumowując pierwszy z Twoich profesjonalnych odcinków, pisany w temacie za jakim zwykłem przypadać składał się z wielu wzlotów i wielu upadków. Najważniejsze jednak, że nie wypadł on tak jak myślałem po pierwszych dwóch scenach, jednak jak już pisałem mogłeś to lepiej wykonać. Dlatego myślę, że ocena którą wystawiam będzie sprawiedliwa oraz biorą pod uwagę to, że jest to jedna z Twych pierwszych prac.

6/10
Ostatnio zmieniony 2016-02-05, 21:16 przez Fredzio i Edzio, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
StorN
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 760
Rejestracja: 2014-05-12, 16:54

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: StorN » 2016-02-07, 00:08

Moim zdaniem scenariusz jest strasznie nierówny, o ile na początku akcja jest w miarę logiczna, prowadzona w dobrym tempie i w klimacie Kiepskich to już druga połowa jest zupełnie inna, wszystko dzieje się szybko, jest nielogiczne i ogólnie dziwne. Zacznę od plusów, czyli w miarę dobre odwzorowanie języka bohaterów, chociaż czasem zdarzały się dziwne teksty, niepasujące do całości, jak Halinka nagradzająca Ferdka litrem i dziesięcioma piwa za to, że jest trzeźwy, ma to jakiś sens? Sam pomysł też całkiem fajny, chociaż to wszystko już było, oszust w mieszkaniu Kiepskich "Szwondel" czy mieszkańcy kamienicy szykujący pułapkę na złodzieja ich pieniędzy "Pułapka na myszy". Do plusów zaliczyć mogę też twój styl pisania, jest przejrzysty, nie popełniasz wielu błędów itd. Teraz przejdę do tego co mi się nie podoba. Ogólnie w scenariuszu jest dużo dziwnych sytuacji, np. Halinka nagle w środku nocy informująca Ferdka, że wyjeżdża do rodziny, jakby nie mogła tego zrobić przed snem czy w innej sytuacji. Kolejna taka sytuacja to namawianie Boczka na udział w zasadzce przez Ferdka i Paździocha. Ta sytuacja jest strasznie dziwna, nagle Paździoch rezygnuje z namowy Boczka, ponieważ chce założyć się o kilo kiełbasy i pół litra, że odwiedzi go następnego dnia o czwartej oszust. Jeszcze dziwniejsze jest to, że Paździoch w tym zakładzie nic nie może wygrać, a zgadza się na niego. Zakończenie całkiem nie przypadło mi do gustu, moim zdaniem kompletnie bezsensowne rozwiązanie całej akcji. Najpierw Boczek bez niczego przyznaje się do oszustwa, gdyż wyłudził od sąsiadów pieniądze przebierając się, używając zmieniarki głosu i namawiając ich na oddanie pieniędzy pod przykrywką giełdy, pomijam, że jest to zbyt inteligentne na Boczka, to ta cała sytuacja jest kompletnie niedorzeczna. Potem Ferdek chce zabić Boczka, nagle wtrąca się dialog Paździochów, Helena schodzi, odbiera broń Ferdkowi w celu zabicia Mariana. Na sam koniec nieco dziwne słowa Ferdka, które jak rozumiem miały być swego rodzaju puentą, ale to wszystko wyszło naprawdę dziwnie. Odchodząc trochę od samego scenariusza, fajnie, że pojawiają się nowe osoby z zapałem do pisania fanowskich scenariuszy, naprawdę doceniam pracę wszystkich którzy się tym zajmują, dlatego zachęcam cię do dalszej pracy.

4/10
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1796
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2016-02-12, 21:06

Zamieszczam kolejny odcinek. Dziękuję za rady.

Odcinek 2: Abstynent

Opis: Po kamienicy rozchodzi się plotka, że Boczek stał się abstynentem. Ferdek dowiaduje się że Boczek tylko udaje, ponieważ skończył szkołę aktorską. Ten postanawia nauczyć Ferdka i Mariana trzeźwości. Stawia jednak pewien warunek: sąsiedzi mają mu zezwolić na korzystanie z ich toalety.

Scena 1 (salon, Ferdek siedzi na fotelu i pije piwo, wchodzi Halina)
Halina: Ferdek, jełopie, ty znowu chlejesz!
Ferdek: No i co, kurde, z tego?
Halina: A w pośredniaku byłeś?
Ferdek: Przecież, Halińcia, ja tam codziennie chodzę i...
Halina: ...I, o dziwo, wracasz stamtąd z puszkami piwa. Ja cię ostrzegam, Ferdek, że jeżeli nie przestaniesz pić, to porozmawiamy u adwokata.
Ferdek: A niby jak mam ja przestać pić, co?
Halina: Nie wiem! Weź przykład z Boczka!
Ferdek: (śmieje się) Z Boczka? Przecie on, kurde, nie dość, że obżartuch, to jeszcze świnia i alkoholik.
Halina: O widzisz, i tu się mylisz. Ponieważ Boczek od tygodnia już nie pije.
Ferdek: (śmieje się głośniej) Halińcia, kto ci takich bzdur naopowiadał?
Halina: Nikt! Ja to widzę! On już od tygodnia jest trzeźwy, a pani Helena Paździochowa codziennie sprawdza, czy on nie pije.
Ferdek: Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę!
(Ferdek wstaje i wychodzi, na fotelu pełno puszek piwa)
Halina: Ta! Abstynent!

Scena 2 (korytarz, z mieszkania Paździochów wybiega Marian, za nim Helena z tasakiem w ręku)
Helena: Spieprzaj stąd, łysy dziadygo! Jak jeszcze raz zobaczę u ciebie choćby kropelkę piwa, to wypierdzielę cię pod most na zbity ryj, menelu! Bierz przykład z Boczka!
Marian: Z tej świni i alkoholika?
Helena: Marian, on od tygodnia nie chleje! A ty? Bez umiaru! A robisz się gruby prawie jak on, dziadu!
(wchodzi Boczek)
Helena: O! To jest właśnie prawdziwy mężczyzna! Panie Boczek, serdecznie zapraszam do mnie na przepyszną golonkę. Zjedz pan całą!
Boczek: A mogię?
Helena: Oczywiście! Ja jej nie jem, bo jestem na diecie. (wskazuje na Mariana) A ten pan to już w ogóle nic nie zeżre. Zapraszam!
(Helena wchodzi, Marian wychodzi, z WC wychodzi Ferdek, zatrzymuje Boczka)
Ferdek: Ty! Boczku! Chodź no tu!
(Boczek się zbliża)
Boczek: Dzień dobry, panie Ferdku!
Ferdek: Chuchaj pan!
(Boczek chucha)
Ferdek: Panie, przecie pan jesteś pijany!
Boczek: Ciszej, panie Ferdku! Czekaj pan!
(Boczek otwiera drzwi do mieszkania Paździochów)
Boczek: Pani Helenko, coś mi wypadło! Zjem później!
Helena: Dobrze!
(Boczek zamyka drzwi)
Boczek: Weź pan Paździocha i do piwnicy. Szybko!

Scena 3 (piwnica, Ferdek, Marian i Boczek stoją przy sporej liczbie butelek po winie)
Ferdek: To pana jest?
Boczek: No, mojem!
Marian: Ale, jakim cudem, co? Przecież pan jesteś abstynentem!
Boczek: Dla innych tak. (śmiech)
Ferdek: Nie śmiej się tak, Boczku! Niech nam pan powie, jak żeś pan to zrobił.
Boczek: No to było to tak...
(obraz faluje, retrospekcja, młody Boczek przed budynkiem szkoły)
Boczek (narrator): Byłem se normalnie szesnastolatkiem, kiedy se zdałem ósmą klasę i inne pierdoły i poszedłem se do szkoły. Aktorskiej szkoły!
(kolejna retrospekcja, młody Boczek w klasie, przy tablicy nauczyciel)
Boczek (narrator): Profesor Okutasiński zauważył, że se mam dużego potencjała i talenta zresztą.
Okutasiński: Arnoldzie, ale masz potencjała i talenta zresztą, w mordę jeża!
Młody Boczek: Dziękuję, w dupę węża!
Boczek (narrator) : I tak się potem uczyłem i uczyłem, i uczyłem, i wreszcie nauczyłem się... grać trzeźwego.
(z powrotem piwnica)
Boczek: I tak to było!
Ferdek: I pan żeś tak nauczył się, że pan, jak pan tu tera gadasz, to jesteś pan trzeźwy?
Boczek: Tak.
Marian: Ale do tej pory, jak pan żeś był pijany, to było widać.
Boczek: Bo se zapomniałem, że byłem se w szkole, a teraz mi się przypomniało.
Marian: Nie no, ale przecież to niemożliwe!
Boczek: A tam! Jak niemożliwe, jak możliwe!
Ferdek: Ale pan żeś mi kiedyś opowiadał, w 282 odcinku zresztą, że pan żeś był w szkole baletowej, kurde.
Boczek: No, a potem se byłem w aktorskiej.
Marian: Ale do tego potrzebne są lata pracy.
Boczek: Gówno prawda, ja żem się nauczył w tydzień. I panów też nauczę, ale pod warunkiem.
Marian: Jakim?
Boczek: Kibel!
Ferdek: Panie, ale co kibel?
Boczek: No, że normalnie, że będę mógł korzystać z panów kibla!
Marian: A po co?
Ferdek: Właśnie, po co?
Boczek: Panie, a nie pamiętasz pan odcinka 280 zresztą?
(Ferdek i Marian patrzą na siebie)

Scena 4 (korytarz, Ferdek i Marian stoją przy WC)
Marian: Panie Ferdku, ja nie wiem, czy się na to zgodzę!
Ferdek: No, niby to świnia jest i długo w kiblu siedzi, ale to cena za picie do woli. Bez wiedzy żony.
Marian: Choć z drugiej strony, skąd on ma ten alkohol? Przecież wszyscy wiedzą, że to abstynent i Malinowska w życiu by mu nie sprzedała!
Ferdek: No to zobaczyć by trzeba było, nie?
Marian: W takim razie idziemy!
Ferdek: Nie, czekaj pan! Są na tym świecie rzeczy, które czekać nie mogą!
(Ferdek wchodzi do WC)

Scena 5 (sklep "U Stasia", Ferdek i Marian stoją przy ladzie, za ladą Malinowska)
Malinowska: Pana żona, panie Marianie, pilnuje,aby on kropelki piwa do gęby nie wziął. On to kupuje dla jakiegoś wuja w Sochaczewie.
Marian: W Sochaczewie?
Malinowska: No tak! Bo to pijak nie jest ten wuj, tylko niby chorobę jakąś ma i lekarz mu zalecił. A wy? Piją i nic nie robią, tylko się z tego pijaństwa zataczają!
Ferdek: Pani Malinowska!
Malinowska: No i czego się drze, do cholery! Zara mu zamknę zeszyt i będzie płacz i zgrzytanie zębów!
Ferdek: Ja się drzem? Ja się drzem?
Marian: Dobrze, spokojnie, panie Ferdku. Wychodzimy!
(Ferdek i Marian wychodzą)
Malinowska: I nie wracać mi tu, fiuty rybie!

Scena 6 (korytarz, Helena i Halina stoją przed drzwiami do mieszkania Paździochów)
Helena: Co oni tam robią?
Halina: Boczek ich ponoć uczy abstynencji.
Helena: A oni na pewno się nauczą. Ha!
Halina: Boczek się już nauczył, to może i oni...
Helena: Nie jestem pewna!
(Marian i Ferdek wychodzą, za nimi Boczek)
Helena: O! Wracają!
Halina: I co?
Ferdek: Halińcia, ja cię informuję, że od dziś alkohola wstrętnego nie tknę nigdy. Ament.
Halina: Naprawdę?
Ferdek: (krzywi się) Taak...
Halina: Co to było?
Ferdek: Co?
Halina: Skrzywiłeś ryj!
Ferdek: Ja? W życiu, kurde!
Halina: Właśnie, że tak. Skrzywiłeś go!
Ferdek: Bo... ten... no, na myśl o piciu piwa, o! Kurde.

Scena 7 (salon, Ferdek siedzi na fotelu, pije piwo, przychodzi Halina, Ferdek chowa piwo)
Halina: Wiesz, Ferdek... Nie wierzyłam, że kiedyś doczekam tego dnia. A jednak stało się! Mąż już nie pije, to może i pracę jakąś znajdzie.
Ferdek: Co?
Halina: A co? Może i nie pijesz, ale pracę tak czy siak musisz znaleźć.
(Halina odchodzi, Ferdek bierze łyk piwa, chowa je, Halina wraca)
Halina: I liczę, że tak będzie już zawsze.
Ferdek: No pewnie, że będzie.
Halina: Nie, może lepiej nie! Jak znajdziesz pracę, to tak, ale póki co...
Ferdek: Halińcia, co cię tak, kurde, na tą pracę wzięło, co?
Halina: Nic!
(Halina odchodzi, Ferdek bierze łyk piwa, chowa je, Halina wraca)
Halina: Po prostu chcę, żebyś się za siebie wziął, rozumiesz?
Ferdek: Nie.
Halina: O Jezu. No Ferdziu, no.
(Halina odchodzi, Ferdek bierze łyk piwa, do tego wyjada z tubki pastę do zębów, chowa, Halina wraca)
Halina: Ferdziu, chuchnij no!
(Ferdek chucha)
Halina: A żebyś tylko zaczął pić, to tak ci nakopię do...
Ferdek: Dobra już, Halińcia, dobra!
(Halina wychodzi, Ferdek dalej pije piwo)

Scena 8 (korytarz, Ferdek i Marian rozmawiają)
Marian: Muszę panu przyznać, że to nam wychodzi na dobre.
Ferdek: Prawie...
(dźwięk spuszczanej wody, z WC wychodzi Boczek)
Boczek: Dzień dobry i do widzenia!
(Boczek wychodzi)
Marian: Fakt, wizyty Boczka w WC są częstsze niż zwykle. Ale sam pan mówił, to cena za picie do woli bez wiedzy żon.
Ferdek: Niby fakt!
Marian: A wie pan co się jeszcze stało?
(z mieszkania wychodzi Helena)
Helena: Marianku, ukochany mój, ugotowałam ci pyszny obiadek. Jagnięcina z baraniną. A po obiadku...
Marian: Tak, wiem! Już idę!
(Marian idzie za Heleną)
Ferdek: Ale, kurde, jaja!
(wychodzi Halina)
Halina: Ferdziu, najukochańszy, zrobiłam ci obiadek. Jagnięcina z baraniną.
Ferdek: Idę!
(Ferdek wchodzi do mieszkania)

Scena 9 (salon, Ferdek je obiad, Halina siedzi na kanapie)
Halina: Ferdziu, jedz, jeszcze musisz wepchnąć deser.
Ferdek: Nie no, Halińcia, nie przesadzaj, ja tego wszystkiego, kurde, nie zjem.
Halina: Zjesz, Ferdziu. Przecież tego nie wyrzucę. A po deserku...
Ferdek: O nie! Chyba nie...
Halina: Tak, Ferdziu! To!
Ferdek: Aaaaaaaa, kurde, aaaaaaaa!

Scena 10 (korytarz, Ferdek i Marian stoją pod WC)
Marian: Nie wierzyłem, że to powiem, ale wolałem starą Helenę.
Ferdek: Czemu, kurde?
Marian: Bo ta milsza wersja ciągle mnie karmi i chce więcej ten teges.
Ferdek: Ja się panu przyznam, że ja u się w domu mam dokładnie to samo i też mam tego dosyć.
(z mieszkania wychodzi Helena)
Helena: Marianku, obiadek! A po obiadku...
Marian: Tak, Helutko, wiem. Przyjdę zaraz!
(Helena wraca do mieszkania, z WC wychodzi Boczek)
Marian: Ach, tu pan jest!
Boczek: Panie, co pan chcesz?
Ferdek: Panie, weź pan pomóż, bo my od tygodnia normalnie teroryzowani jesteśmy przez żony.
Boczek: W mordę jeża, no dobra. Ale będę mógł korzystać z panów kibela?
Ferdek i Marian: Dobrze!
Boczek: No to pomogię, w mordę jeża!

Scena 11 (salon, Ferdek siedzi na fotelu, pije piwo, wchodzi Halina)
Halina: Oj, jełopie! Ja wiedziałam, że to się tak skończy. Więcej ci powiem, jestem bardzo rozczarowana twoją postawą. Abstynencie zasrany!
Ferdek: Halińcia...
Halina: Cisza, teraz mówię ja! Pytam się ciebie, jak to się stało? Byłeś trzeźwy tak długo, aż tu nagle, no... nie wiem, pierdyknęło coś i sru! znowu zacząłeś chlać!
Ferdek: Ja ci chcę powiedzieć...
Halina: Zamknij się! Tolerowałam wiele razy twoje pijaństwo, ale teraz już koniec! Od dzisiaj wyrzucasz cały alkohol do śmieci. Jasne?
Ferdek: Ale Halińcia, bo...
Halina: Bo co?
Ferdek: Bo to przez ciebie.
Halina: Przeze mnie? A co ja zrobiłam niby?
Ferdek: Bo widzisz, Halińcia, jak się z jednego nałogu wyjdzie, to się wpada w drugi, a jak się z drugiego wyjdzie, to się wraca do pierwszego.
Halina: Jakie nałogi? Co ty pieprzysz?
Ferdek: Oj, Halińcia. Nic więcej nie powiem. Długo by, kurde, tłumaczyć.
Fredzio i Edzio

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Fredzio i Edzio » 2016-02-13, 13:44

Bardzo dobry scenariusz, o wiele lepszy od poprzedniego. :-)

Plusy:
+ Kłótnia Kiepskich w pierwszej scenie, rozmowa o Boczku
+ Boczek udający abstynenta
+ Rozmowa sąsiadów w piwnicy, opowieść Boczka
+ Marian i Ferdek chcący kupić alkohol
+ Ukrywanie piwa przed Halinką
+ Obiadki Kiepskich i Paździochów
+ Wiele śmiesznych tekstów i sytuacji
+ Zakończenie

Ocena: 9/10
Ostatnio zmieniony 2016-02-13, 13:44 przez Fredzio i Edzio, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
StorN
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 760
Rejestracja: 2014-05-12, 16:54

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: StorN » 2016-02-14, 21:47

Scenariusz na pewno zdecydowanie lepszy niż poprzedni. Sam pomysł na epizod jest naprawdę dobry, co prawda nieco wtórny, ponieważ wiele razy w serialu pojawiał się motyw abstynencji któregoś z bohaterów, chociaż w takiej formie jak ty to przedstawiłeś nie pojawił się nigdy. Znów mam wrażenie, że odcinek gdzieś do połowy był na naprawdę wysokim poziomie, a później nieco obniżył loty. Ogólnie cała konstrukcja fabuły, budowa scen itd. była na naprawdę wysokim poziomie. Oczywiście zdarzały się rzeczy które mi przeszkadzały, ale zazwyczaj były to drobnostki, jakieś pojedyncze teksty. Nie przypadła mi do gustu np. rozmowa w piwnicy, kiedy to najpierw Ferdek, powiedział, że w 282 odcinku Boczek wspomniał, że był w szkole baletowej, a na koniec Arnold spytał czy to Ferdek pamięta 280 odcinek. O ile sam motyw złamania "czwartej ściany" jest naprawdę fajny i mądrze zrobiony oraz z umiarem może być zabawny, to tutaj nie był on delikatny, wystarczyło jedno małe wspomnienie o jakimś odcinku, a nie wyliczanie numerów epizodów przez bohaterów, po prostu wypadło to sztucznie. Kolejną rzeczą jaka nie przypadła mi do gustu jest zakończenie, po prostu nie rozumiem go, także jeśli jakoś źle je zinterpretowałem to mógłbyś mi napisać o co chodzi, bo z chęcią bym się dowiedział. Ferdek i Marian mają problem ponieważ przez to, że przestali pić, ich żony ciągle mają ochotę na "ten teges". W tej sprawie ponownie zwracają się do Boczka, który teoretycznie ma jakiś sposób na pomoc. W ostatniej scenie Ferdek pije sobie piwo przed telewizorem, a Halinka wydziera się na niego, że znowu pije. Tutaj zastanawia mnie na czym polegał ten cudowny sposób Boczka na pomoc, bo z tego co czytam to Ferdek po prostu przestał grać trzeźwego i przez to ponownie nie jest atrakcyjny dla żony, nie ma tutaj żadnego genialnego sposobu, ani gry aktorskiej Boczka. Na samym końcu mamy również dziwną puentę Ferdka, "jak się z jednego nałogu wyjdzie, to się wpada w drugi, a jak się z drugiego wyjdzie, to się wraca do pierwszego" nie do końca rozumiem jak to się tyczy całości odcinka. Poza tymi minusami, no to tak jak już napisałem, fajny pomysł, nieźle poprowadzony scenariusz, ciekawe dialogi z dobrze odwzorowanym językiem bohaterów. Podsumowując, jeden z lepszych fanowskich scenariuszy jakie ostatnio czytałem.

6/10
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1796
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2016-02-19, 20:45

To już 3 odcinek. Jak ten czas leci...

Odcinek 3: Blaski i cienie

Opis: Halina marzy, aby zostać aktorką. Ferdek nie podziela jej zdania. Uważa, że aktorstwo to ciężki zawód i mówi Halinie wprost, że jest za brzydka na aktorstwo. Ku jego zdziwieniu żona robi zadziwiającą karierę aktorską. Co więcej, gdy staje się ona już bardzo bogata, wnosi pozew o rozwód.

Scena 1 (salon, Ferdek i Halina oglądają telewizję, w telewizorze kobieta z mężczyzna)
Kobieta: Powiedz mi, czy to prawda, co mówią na ulicy?
Mężczyzna: A co, kuźwa, mówią?
Kobieta: Co mówią? O twoim dziecku z nieprawego łoża mówią. O niejakim Kaziku!
Mężczyzna: Też, kuźwa, nie mają o czym gadać. Jaki, kuźwa, Kazik?
Kobieta: Twój syn w Kaliszu!
Mężczyzna: Ha! Ja żem, kuźwa, nigdy nie był w Kaliszu.
Kobieta: Masz syna w Kaliszu, czy nie?
Mężczyzna: Kuźwa, mam jednego w Toruniu, drugie w Sanoku, a trzecie w Radomiu, ale gdzie tam, kuźwa, w Kaliszu.
Kobieta: Kamień spadł mi z serca.
Mężczyzna: Wiem, bo, kuźwa, prosto na stopę mi spadł.
Kobieta: Co ty chrzanisz? Tak się tylko mówi.
Mężczyzna: Tak się mówi? Zaraz ci wyjadę z bańki tak, kuźwa, że...
Kobieta: Cicho bądź!
Mężczyzna: Sam bądź cicho!
(w telewizorze dalsza kłótnia, z powrotem salon)
Ferdek: Halińcia, weźże to, kurde, przełącz, bo to gówno jakieś jest.
Halina: Tak, a może mnie to interesuje, co?
Ferdek: Halińcia...
Halina: Milcz! Daj obejrzeć!
(w salonie głęboka cisza, z telewizora nadal dobiegają odgłosy kłótni)
Halina: A wiesz co, Ferdek? Tak się zastanawiam, ile tacy aktorzy biorą za taką najbardziej gównianą rolę.
Ferdek: Jak to ile, Halińcia? Dużo pewnie, nie?
Halina: Ale konkretnie! Ciekawe, ile oni biorą?
Ferdek: No to ty powinnaś wiedzieć, bo ty żeś kiedyś we telewizorze była, nie?
Halina: Oj, ale ile ja se tam pobyłam? Ze dwa dni, trzy góra. I to jeszcze taki gówniany program prowadziłam, że ho ho!
Ferdek: A tak w ogóle to na co ci to, kurde, wiedzieć?
Halina: Bo tak sobie pomyślałam, że może by tak z powrotem wleźć do tej telewizji do jakiegoś serialu?
Ferdek: (śmieje się) Nie no, Halińcia, kurde, no, wtedy to jeszcze, ty żeś mogła, ale nie no... Halińcia, dzisiaj to ty już się stara żeś zrobiła i w ogóle już zmarszczki masz, i no, w ogóle żeś jest brzydka.
Halina: Ferdziu! Zagalopowałeś się! I wiesz co? Ja ci oświadczam, że jak ja będę w tej telewizji zarabiała takie pieniądze, to ty pożałujesz tych słów. Pożałujesz!

Scena 2 (salon, Halina, Mariola, Walduś, Jolasia, Ferdek siedzą przy stole)
Mariola: A gdzie ty chcesz występować w ogóle, mamo?
Halina: Jeszcze nie wiem! No, myślałam o Polsacie!
Jolasia: Nie, mamciś, w Polsacie to nie.
Halina: A dlaczego?
Jolasia: Bo ja słyszałam, że tam to w ogóle stołówki nie ma. I tam latem to nawet klimy nie ma. Są tylko takie małe wiatraczki i to tylko dla tych reżyserów.
Halina: No to nie wiem, no to do TVP.
Jolasia: Nie, we TVP to nie. Tam to w ogóle są złe harmono... harmo... no, grafiki. Normalnie jak się, kuźwa, chce wyjść, to se zamykają i trzeba siedzieć do późna. I robią dużo dubli.
Halina: No to gdzie indziej. Później wybiorę.
Walduś: Mamul, a mama to już kiedy nie była w tej telewizorni, co?
Ferdek: A ile ona se tam była. Dwa dni, trzy góra, kurde.
Walduś: No, no ale se tam chyba znajomość ma, no nie?
Ferdek: Gdzie tam, kto by tam taki babsztyl zapamiętał.
Jolasia: A tatulek to czemu nie je?
Halina: Bo ten pan to w ogóle nic nie je. Już nic nie je!
Ferdek: No i dupa tam!
Jolasia: Bo widzisz, mamciś, ja mam taką znajomą znajomej, co może ci we telewizji program załatwić.
Halina: No dziękuję ci, Jolasiu. A teraz jedzcie!

Scena 3 (przedpokój, Jolasia i Walduś chca wyjść, zatrzymuje ich Halina)
Halina: Dzieci, poczekajcie no chwilę.
(Halina daje im słoiki z konfiturami)
Jolasia: Oj, mamciś, ale nie musi nam mama tego dawać.
Halina: To taki skromny dowód wdzięczności za to, co mi załatwisz. Pamiętajcie, że nasza lodówka stoi przed wami otworem.
Jolasia: (krzyczy) Cycu, kuźwa, co tak stoisz? Zapierdzielaj do lodówki, już!
(Jolasia i Walduś idą w stronę kuchni)
Halina: No ale, nie... a dobra tam!

Scena 4 (salon, Ferdek siedzi na fotelu, ogląda telewizję, wchodzi elegancko ubrana Halina)
Halina: Ferdziu, mam dla ciebie dwie wiadomości: dobrą i złą.
Ferdek: No to dawaj tą dobrą!
Halina: Zdobyłam rolę w serialu polsatowskim. Wiesz, ta znajoma znajomej Jolasi załatwiła mi rolę no i... będę zarabiała fortunę.
Ferdek: No nie, no, Halińcia, a ta zła?
Halina: Że za te obraźliwe słowa w moją stronę masz piętnaście minut, aby się spakować i wyjść!

Scena 5 (korytarz nocą, Ferdek siedzi pod WC na walizkach, z WC wychodzi Boczek)
Boczek: O! Pan Ferdek, dobry wieczór! Widziałem pana żonę we telewizorze.
Ferdek: Jak to, już?
Boczek: No pewnie!
Ferdek: Panie Boczku, ona ześwirowała i mnie normalnie z doma wyrzuciła, kurde. No i, kurde, nie wiem, co robić.
(z mieszkania wychodzi Halina)
Halina: A, i jeszcze jedno. Wniosłam pozew o rozwód. Widzimy się wkrótce u adwokata!
(Halina wraca do mieszkania)
Boczek: Wie pan, panie Ferdku, może pan nocować na moim piętrze, jak pan chcesz.
Ferdek: Serio?
Boczek: No jasne, w mordę jeża!

Scena 6 (piętro Boczka, Boczek zmierza w stronę mieszkania Boczka, za nim Ferdek)
Boczek: Zara, panie Ferdku, ale ja mam jedno łóżko.
Ferdek: No to gdzie ja mam spać?
Boczek: Ano tu! Na korytarzu!
Ferdek: Ale zara, panie Boczku...
Boczek: Panie, albo pan śpisz tutaj albo na dole.
Ferdek: Nie no, to już lepiej tu, ale...
Boczek: Dobranoc!
(Boczek wchodzi do mieszkania, Ferdek rozkłada śpiwór, kładzie się na podłodze)
Ferdek: Nie no, ja się tak nie wyśpię!
(na piętro wchodzi Marian)
Marian: Dobry wieczór, panie Ferdku!
Ferdek: Dobry wie... a co pan tu robi, panie Marianie?
Marian: Boczek podpierniczyΠ papier toaletowy z naszego kibla, to przyszedłem wypróżnić się tu, a przy okazji ukraść jego papier. Hehe, a co pan tu robi?
Ferdek: Gówno to pana interesuje.
Marian: Spokojnie! Nie wiem, po co pytam. I tak wiem, że pan tu nocujesz, bo żona się wzbogaciła na telewizji i pana wyrzuciła z mieszkania.
Ferdek: No i co, kurde?
Marian: A ja mogę panu pomóc!

Scena 7 (salon, Halina rozmawia przez telefon)
Halina: Jak to, co? Jak to straciłam robotę? Tak... Już chcę widzieć to gówno, które wrzuciliście zamiast mojego serialu... Co? Powtórz...
(wchodzi elegancko ubrany Ferdek)
Ferdek: Cześć, Halińcia! Po mój browarek żem przyszłem.
Halina: Co to ma być, do ciężkiej cholery? Co to za "Ferdek Kiepski Show"?
Ferdek: A co, kurde, co? Paździoch mi załatwił.
Halina: Ach, Paździoch ci załatwił. Słuchaj mnie uważnie. Chciałeś wojny, to będziesz ją miał Jeszcze ci pokażę!
Ferdek: Halińcia, tobie woda sadowa do łeba uderzyła, normalnie, kurde.
Halina: Ha ha, ja jestem akurat najskromniejszą osobą w tej kamienicy.
Ferdek: Weź, Halińcia, nie pierdziel tyle. Dobra tam, ja se biorę browara i lecę, bo mam zara emisję na żywo. Włącz Polsata!
(Ferdek zabiera ze stołu browara i wychodzi)
Halina: Tia. Ja zaraz zobaczę, co to za gówno.
(Halina włącza telewizor, w telewizorze redaktorka)
Redaktorka: Już za chwilę w Polszicie... (PIIP) Przepraszam, w Polsacie, nowy program "Ferdek Kiepski Show". Ci, co go przegapią, niech pamiętają, że to Polszmat... (PIIP) Sorry, Polsat. "Tu ciągle powtarzamy", to nasze motto. Zaprasza Beata Koniawal.
(w telewizorze studio, Ferdek na fotelu z browarem w dłoni, u góry tytuł programu)
Ferdek: Witam, kurde. Jestem Ferdek Kiepski, mieszkam we Wrocławiu, jestem bezrobotny, niepijący (popija łyk browara) i niepiśmienny zresztą, no i ten, bezdzietny, mam żonę Halinę, synową i dwójkę dzieciów. No, tego...
(z powrotem Halina)
Halina: Co za chłam!
(wyłącza telewizor)

Scena 8 (korytarz, Marian stoi przy WC, na korytarz wchodzi elegancko ubrany Ferdek)
Marian: Witam pana celebrytę!
Ferdek: Dzień dobry, panie Marianie! I jak?
Marian: No cóż, mam dobrą i złą wiadomość.
Ferdek: No to dawaj pan tą dobrą.
Marian: Słupki oglądalności rosną.
Ferdek: To, kurde, dobrze! A ta zła?
Marian: Bo rosną, ale innego programu...
Ferdek: Jakiego, kurde?
Marian: Ano takiego! (Marian pokazuje gazetę "Telepierdziele") "Halina Kiepska Show". Mówi to panu coś?
Ferdek: O nie, kurde. Chciała wojny, to będzie ją miała. Ja jej zara, kurde, pokażę.
(wchodzi do mieszkania)
Marian: A ja ze swej strony życzę powodzenia!

Scena 9 (salon, Halina siedzi na kanapie, wchodzi Ferdek)
Halina: O! Dobrze, że jesteś, Ferdziu! Czy mógłbyś...
Ferdek: Cicho! Tera ja mówię! Ja się ciebie pytam, co to za "Halina Kiepska Show", co?
Halina: Znajoma znajomej Jolasi mi załatwiła!
Ferdek: Załatwiła? Nie no, kurde. Ja ci pokażę!
Halina: Aha, Ferdziu, przypominam ci, że masz się jutro stawić u adwokata.
Ferdek: Nie no, kurde, ja wychodzę i nie wiem, kiedy wrócę.
Halina: Tak, wiem, że nie wrócisz!
Ferdek: Tak? A może se właśnie wrócę, co?
Halina: Arrivederci roma!
(Ferdek wychodzi)

Scena 10 (korytarz, Ferdek wychodzi z mieszkania, na korytarz wchodzi elegancko ubrany Boczek)
Ferdek: Panie Boczku, a coś się pan tak wystroił, co?
Boczek: A, bo ja se do telewizji idę.
Ferdek: Panie, co pan? Myślisz pan, że ktoś tam pana przyjmnie?
Boczek: Jak nie przyjmnie, jak już przyjął. Zara mam emisję na żywo, w mordę jeża.
Ferdek: Panie, ale kto pana przyjmnął, co?
Boczek: No jak kto, panie! Polsat!
Ferdek: Ale...
Boczek: Przepraszam, śpieszę się. Do zobaczenia!
(Boczek wychodzi z mieszkania wychodzi Marian i Helena, Marian obładowany torbami)
Helena: Pośpiesz się, czopie jeden! Bo się znowu do telewizji spóźnimy!
Marian: To może wzięłabyś jedną torbę ode mnie, co?
Helena: Ani mi się śni!
Ferdek: A co tu się, kurde, wyprawia?
Helena: A na co to panu wygląda? Do telewizji idziemy! Do programu!
Ferdek: Jakiego programu?
Marian: Nie interesuj się pan! Polsatowskiego!
Helena: Marian, nie pierdziel. Chodź!
(Marian i Helena wychodzą)
Ferdek: Co tu się, kurde, dzieje?

Scena 11 (salon, Halina rozmawia przez telefon, wchodzi Ferdek)
Halina: Nie, no...to jakieś żarty. Jaki spadek? Jak to? (PIIP) Halo... Halo... (rozłącza się) No widzisz no... Zdjęli mój program z anteny!
Ferdek: No widzisz, Halińcia, doigrałaś się. A widzisz, a mogłaś... (dzwoni telefon, Ferdek go wyciąga) Kurde, mój telefon dzwoni.
Halina: A skąd ty masz telefon?
Ferdek: Z Polsatu! (odbiera) Halo? Co, kurde? Jak zdjęty? Ale że kto, kurde, no? (rozłącza się) Nie no, Paździochy mnie wygryzły...
Halina: No widzisz? To tak samo jak mnie. To jest właśnie ta walka o widza. Wiesz co, ja wycofam jednak ten pozew o rozwód.
Ferdek: No i gitara!
Halina: Polsat nas na bruk wyrzucił...
Ferdek: Sama powiedziałaś. To jest walka o widza. A człowiek zmiennym jest...
Fredzio i Edzio

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Fredzio i Edzio » 2016-02-19, 21:09

Fabuła scenariusza podobna do odcinka ''Łabudibuda''. Było wiele śmiesznych tekstów i sytuacji, ale zostało trochę niedosytu. ;-)

Plusy:
+ Program w TV i kłótnia Kiepskich
+ Obiadek
+ Waldek i Jolasia biegnący do lodówki
+ Boczek proponujący pomoc Ferdkowi i każący mu spać na korytarzu
+ Paździoch wypróżniający się na piętrze Boczka i teksty o papierze
+ Rozmowa Ferdka z Paździochem pod kiblem

Neutral:
+/- Zakończenie

Minusy:
- Rozmowy Halinki przez telefon
- Rywalizacja Kiepskich
- Boczek idący do telewizji

Ocena: 6/10
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1796
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2016-02-27, 15:32

Z lekkim opóźnieniem prezentuję odcinek 4. Nie miałem jakoś weny, dlatego pomysł nie jest może zbyt oryginalny. I dlaczego tak mało osób ocenia moje scenariusze?

Odcinek 4: Ty i ja

Opis: Halina wypomina Ferdkowi, że ten nigdy nie zrobił dla niej nic romantycznego. Ferdek postanawia więc uszczęśliwić Halinę. Marian proponuje mu, aby wraz z ekipą programu "Ty i ja" przygotował dla niej romantyczną kolację. Ekipa pojawia się już następnego dnia.

Scena 1 (salon, Halina siedzi na fotelu, ogląda telewizję, w telewizorze "Ty i ja")
Paszczur: Witam państwa, nazywam się Andrzej Paszczur i zapraszam na "Ty i ja". Dzisiaj gościmy w studio pana Jędrzeja Gamoniowatego, który postanowił urządzić wspaniałą kolację dla żony Maliny Bardzo-Gamoniowatej. Powitajmy go serdecznie.
(oklaski, do studia wchodzi Jędrzej, siada na fotelu, Paszczur siada na drugim fotelu)
Paszczur: Dlaczego zadzwonił pan do nas?
Jędrzej: Bo...
Paszczur: Ach, rozumiem, ma pan w kuchni dwie lewe ręce i dwie lewe nogi, postanowił pan więc do nas zadzwonić, abyśmy odwalili za pana czarną robotę, tak?
Jędrzej: Ee...
Paszczur: Och, ależ proszę nie zaprzeczać, my przecież i tak doskonale o tym wiemy.
Jędrzej: No...
Paszczur: Panie, przecież mówię jak jest. Nie wypieraj się pan!
Jędrzej: Kiedy...
Paszczur: Przestań pan kłamać, do ciężkiej cholery!
Jędrzej: Ale...
Paszczur: Dobrze, wystarczy, że pan przeprosisz i będzie spokój.
Jędrzej: Cóż...
Paszczur: Dziękuję! To był pan Jędrzej Gamoniowaty z Rzeszowa, aplauz, aplauz!
(oklaski, z powrotem Halina)
Halina: Jakie piękne i jakie romantyczne!
(wchodzi Ferdek)
Ferdek: Halińcia, daj mi dyszkę na browara, co?
(wyraz twarzy Haliny zmienia się na posępny)
Halina: Weź sobie.
Ferdek: Dzięki, Halińcia!
(Ferdek wyciąga pieniądze z portfela, wyciąga dychę i daje ją Halinie, zabiera cały portfel)
Ferdek: Pa!
(Ferdek wychodzi)
Halina: Co za człowiek1 Tylko by żłopał!

Scena 2 (kuchnia, Halina lepi pierogi, wchodzi Ferdek)
Ferdek: Cześć, Halińcia!
(Ferdek podchodzi do lodówki, wyjmuje browara)
Halina: Ferdek, przestaniesz wreszcie chlać?
Ferdek: Halińcia, o czym ty do mnie mówisz? Pierwsze, kurde, piję dopiero!
Halina: Tak, a ja naliczyłam już ze cztery. A to jest piąte.
Ferdek: Halińcia, a czemu ty taka markotna jesteś, co?
Halina: Bo życie z tobą to koszmar, mój drogi! Powiedz mi, kiedy ty zrobiłeś dla mnie coś romantycznego?
Ferdek: Co, kurde?
Halina: No, inni mężowie, to prawie codziennie kupują żonie kwiaty, no nie wiem, śniadanie do łóżka zrobią... A ty co? Spać, chlać i tak w kółko. Cała twoja filozofia życiowa!
Ferdek: No i co, kurde, z tego?
Halina: Gówno!
Ferdek: A idźże...
(Ferdek wychodzi)

Scena 3 (korytarz, Ferdek stoi przy WC, wychodzi Marian)
Marian: Dzień dobry, panie Ferdku! Hehe, coś się stało?
Ferdek: Panie, kurde, to mało powiedziane. Moja żona chce, żebym jej coś romantycznego zrobił.
Marian: Ale co?
Ferdek: No nie wiem, kurde, co!
Marian: Mam pewien pomysł. "Ty i ja", mówi to panu coś?
Ferdek: Nie.
Marian: Chodzi o program "Ty i ja". Dzwonisz pan do nich, a oni robią kolację pana żonie za darmo. Od razu mogę zadzwonić, zapisałem ich numer w telefonie.
Ferdek: Panie, pan masz smartafona?
Marian: Kupiłem sobie. A co!
(Marian wyciąga smartfona, dzwoni)
Ferdek: I co, kurde?
Marian: Nie odbierają!
(Marian rozłącza się)
Ferdek: A czemu, kurde?
Marian: Bo ja wiem, może odbierają tylko od VIP-ów...
Ferdek: Nie no, kurde...
Marian: Dobra, ja idę panie Ferdku, bo mnie Helena zamorduje zaraz. Do widzenia!
Ferdek: Do widzenia!

Scena 4 (przed sklepem "U Stasia", Ferdek siedzi przy stoliku, podchodzi Kozłowski)
Kozłowski: A, kogo moje oczy widzą. Pan Ferdek kochany!
Ferdek: Pan prezes Kozłowski, siadaj pan!
Kozłowski: Co pan taki markotny jakiś?
Ferdek: Panie, co tu dużo gadać, no. W domu mam nieprzyjemności w domu. Żona chce, żebym jej kurde, kolację zrobił w "Ty i ja".
Kozłowski: To w czym problem?
Ferdek: Bo nie da rady załatwić!
Kozłowski: Panie Ferdku, ale spokojna głowa. Ja to panu załatwię jednym telefonem. Proszę, już dzwonię.
(Kozłowski wyciąga smartfona, dzwoni)
Kozłowski: Halo? No ja, Andrzej Kozłowski. Jak to nie ma mnie w systemie? Bo się pomyliłeś i przez "ż" imię napisałeś. No, masz już? Ok. Mam tu znajomego do tego waszego programu... Bez rekrutacji? No to dzięki ci! Pa.
(rozłącza się)
Ferdek: I co?
Kozłowski: Załatwione!
Ferdek: Nie no, panie Kozłowski!
Kozłowski: Nie ma za co dziękować, panie Ferdku. (krzyczy) Pani Malinowska! Wino niech pani nam poda!
Malinowska: (w oddali) Spieprzaj pan! Sam se pan weź!
Kozłowski: Panie Ferdku, widzi pan, z tymi babami to...
(Kozłowski wchodzi do środka)
Ferdek: Hehe, kurde, załatwił no!

Scena 5 (salon, Halina siedzi na fotelu, wchodzi Ferdek)
Ferdek: Halińcia, nareszcie zjemy wspólną romantyczną kolację.
Halina: Akurat!
Ferdek: Kiedy, Halińcia, serio!
Halina: A gdzie?
Ferdek: A tu!
Halina: O nie, nie. Daj spokój. Jeśli myślisz, że mam ochotę cokolwiek gotować, to się...
Ferdek: Ale nie ty będziesz gotować!
Halina: A kto?
Ferdek: Jak to kto? Oni!
(wskazuje na telewizor, w telewizorze "Ty i ja")
Halina: Naprawdę?
Ferdek: No!
Halina: Ferdziu, jesteś kochany!
Ferdek: Wiem, kurde. Wiem.

Scena 6 (korytarz, Marian stoi przy WC, wchodzi Ferdek, za nim ekipa "Ty i ja")
Ferdek: No, tędy, panowie!
Marian: Co to jest?
Reżyser: Pozwoli pan, że się przedstawię. Stanisław Waleń, reżyser programu "Ty i ja". Dzisiaj kręcimy w tej oto kamienicy.
Marian: Panie Ferdku, jak żeś pan to załatwił?
Ferdek: Ma się znajomości, kurde. No, panowie, tędy!
Marian: Czekaj pan! A mi dla mojej żony też pan załatwisz?
Ferdek: Gówno! Sam se pan załatw. No, proszę bardzo, tędy!
(Ferdek wchodzi do mieszkania, ekipa wchodzi za nim, z WC wychodzi Boczek)
Boczek: Pan Ferdek to se kolację będzie jadł?
Marian: Dziadyga jeden! Zapłaci mi za to!

Scena 7 (salon, Ferdek i reżyser stoją przy wyjściu do przedpokoju, wszędzie krząta się ekipa)
Reżyser: Marek, weźże no wywal te fotele stąd.
Marek: A gdzie?
Reżyser: Nie wiem! Przez okno wywal. Podejdzie jakiś pijak i se weźmie.
Ferdek: Ta, bo każden jeden pijak to złodziej. Ale zara... Gdzie, kurde, przez okno? Przecie ja siedzę na nim no, kurde.
Reżyser: Dobra! Maruś, weźże te fotele do piwnicy wynieś! Panie Ferdynandzie, weźmiesz je pan tu później z powrotem sam, dobra? Dobra! Wiesiu, stół wynieś.
Wiesław: A gdzie?
Reżyser: Nie pytaj sie głupio, tylko do piwnicy go wynieś też, no. Wszystko wam, kurna olek, mówić, do jasnej cholery, muszę? Tadziu, rusz dupsko i idź po nowy stół, co?
Tadeusz: A gdzie jest?
Reżyser: (PIIP) nie wytrzymam! W wozie stoi!
Tadeusz: Dobra, nie wydzieraj się!
Reżyser: Jak cię zaraz kopnę w dupę, to się nie pozbierasz. Kazik, Rysiu! Przynieście krzesła. I nie pytajcie, gdzie są, bo was wszystkich wyp... zwolnię.
Ferdek: A kiedy będzie, kurde, gotowe?
Reżyser: Za dziesięć minut.
(pojawia się napis "Dziesięć minut później")

Scena 8 (salon, zamiast foteli, kanapy i stołu elegancki stolik i krzesła)
Ferdek: Ja cię pierdzielę!
Reżyser: Robi wrażenie, co? Czekaj pan, aż żona wróci.
Producent: Będzie ekstremalnie na maksa miażdżąco!
Reżyser: O to to to to to! Świetny aforyzm na koniec przygotowań, no. To my się chowamy, kamera będzie tu stała, a wy będziecie żreć. Muzyka!
(w tle zaczyna lecieć "Gorzkie żale")
Reżyser: Stop! Kto (PIIP) miał muzykę przynieść? No, nieważne. Obejdzie się bez muzyki.
(ekipa chowa się w kuchni, wchodzi Halina)
Halina: Wow! Ci z telewizji naprawdę się postarali.
Ferdek: no i to jak!
(wchodzi reżyser)
Reżyser: Stop! Co to ma, kurna, być, co? Pani Halineczko, pani ma udawać, że pani nie wie, kto urządził kolację. Najlepiej niech pani jeszcze raz wejdzie i powie do niego: (naśladuje Halinę) "Ferdeczku kochany, ty to wszystko tak sam zrobiłeś?" Ok? Kręcimy!
(reżyser się chowa)
Halina: (bez żadnych emocji) Ojej, Ferdeczku kochany, to to wszystko tak sam zrobiłeś?
Ferdek: (bez żadnych emocji) Tak, Halińcia, dla żony wszystko.
Halina: Ojej, to bardzo miło z twojej strony)
(wchodzi reżyser)
Reżyser: Stop! Włączcież, kurna, powera, co? Mówicie tak sztywno, jakby wam robaki w dupie zawadzały. Macie to zrobić porządnie. Bądźcie naturalni! Kręcimy!
(reżyser się chowa)
Halina: (żywiołowo) Ojej, Ferdeczku kochany, ty to wszystko tak sam zrobiłeś?
Ferdek: Oczywiście, dla żony wszystko.

Scena 9 (salon, Halina i Ferdek piją wino)
Ferdek: No to za zdrowie najukochansieńszej żony na świecie.
Halina: I za zdrowie... twoje.
(Ferdek i Halina wypijają łyk wina)
Ferdek: I jak ci się podoba kolacja?
Halina: No...
(słychać trzask drzwi, Jolasia i Waldek stają w progu salonu)
Jolasia: Put put, można?
Ferdek: Nie, nie można, wypierdzielać, żmije jedne!
(Walduś chce wyjść, Jolasia go zatrzymuje)
Jolasia: Gdzie leziesz, Cycu, kuźwa? My tylko na chwilkę, tatul, do lodówki, bynajmniej.
(wchodzi reżyser)
Reżyser: Stop! Co pani tu robi? Psuje nam pani ujęcia!
Jolasia: Weź się nie wpierdzielaj pan!
Reżyser: Spieprzać mi stąd, ale już!
Jolasia: Cycu, wychodzimy! Zaraz po tym, jak weźmiemy trochę prowiantu.
(Jolasia i Waldek wchodzą do kuchni)
Reżyser: Świetnie! Może ktoś jeszcze do nas zawita?
(wchodzi Marian)
Marian: Dobry wieczór!
Reżyser: No masz, jeszcze jeden!
Ferdek: Czego tu, mendo jedna?
Marian: Spokojnie, panie Ferdku. Chciałbym poinformować pana reżysera, że ktoś zaciągnął ręczny w pana wozie, aby ten mógł walnąć w drzewo i się rozpieprzyć.
Reżyser: O żeż (PIIP) do (PIIP).
(reżyser wybiega z mieszkania)
Reżyser: (w oddali) Już ja im (PIIP)(PIIP) do (PIIP)
Ferdek: Panie Paździoch, przyznaj się pan, że to pan, kurde.
Marian: Dobrze! To ja! Dobranoc!
(Marian wychodzi)

Scena 10 (kuchnia, Halina stoi przy kuchence, gotuje zupę, wchodzi Ferdek)
Ferdek: Cześć, Halińcia!
Halina: Jak chcesz na browara, to portfel leży w salonie.
Ferdek: Dzisiaj właśnie nie chciałem pić browara, no ale skoro już zaporponowałaś to nie odmówię.
Halina: Ferdziu, przyznaj się, kto ci tą kolację załatwił?
Ferdek: Jak to kto? Sam!
Halina: (śmieje się)Ale wiesz, że gdy chciałam, abyś mnie czymś zaskoczył, to wystarczyło, abyś mi kupił kwiaty.
Ferdek: Halińcia, dla żony wszystko. No, ale ja lecę. "Ty i ja" są u Paździocha!
Halina: To gdzie tak lecisz?
Ferdek: No jak to gdzie? Lecę zaciągnąć ręczny w wozie.
Halina: A po co?
Ferdek: Żeby im przerwać, kurde.
Halina: Daj se spokój. Taka menda to może nie rozumie, że na kolacji ludzie chcą być sami, ale ty nie zniżaj się do jego poziomu.
Ferdek: No cóż, dla żony wszystko.
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1796
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2016-10-31, 17:50

Odświeżam swój temat i zamieszczam nowy scenariusz. Teraz będę je zamieszczał sporadycznie, a nie regularnie. Tak jak robią to już inni, na koniec scenariusza zamieszczę wypisanych "aktorów" biorących udział w odcinku.

Odcinek 5: Kołowrotek

Opis: Pewnej nocy do mieszkania Kiepskich przychodzi Marian Paździoch. Chce on sprzedać stary kołowrotek Ferdkowi, a ten kupuje go za pięć złotych. Następnego dnia Paździoch domaga się zwrotu przedmiotu za sporą sumę pieniędzy...

Scena 1 (przedpokój Kiepskich nocą, ktoś puka, Ferdek zbliża się do drzwi)
Ferdek: Zara, kurde. Noc jest, kurde.
(otwiera drzwi, w progu Marian z reklamówką)
Marian: Panie Ferdku, chciałbym z panem porozmawiać.
Ferdek: Panie Paździoch, ja nie mam czasu ani ochoty na pierdoły. Trzecia w nocy jest, kurde, ja muszę rano wstać.
Marian: A po co?
Ferdek: No, bo... tego... A co to pana gówno obchodzi? Do widzenia, wypierdzielać.
Marian: Spokojnie, panie Ferdku. Zacznijmy rozmowę od nowa.
(wyciąga z reklamówki butelkę wódki)
Ferdek: No dobre, wchodź pan!
(Marian wchodzi)

Scena 2 (kuchnia nocą, Ferdek i Marian piją wódkę)
Ferdek: No to, panie Paździoch, chluśniem, bo uśniem.
(Ferdek i Marian przechylają kieliszki, wypijają wódkę)
Marian: Przyszedłem tu do pana, panie Ferdku, bo chciałbym z panem ubić pewien interes.
Ferdek: Jaki interes?
(Marian wyciąga kołowrotek z reklamówki)
Marian: Chciałbym to panu sprzedać.
Ferdek: Fajne, panie Paździoch, fajne. To jakieś z jakiegoś statku jest?
Marian: Długa historia, panie Ferdku.
Ferdek: Panie, ale to przecie eleganckie cudo jest. Czemu pan to chcesz sprzedać?
Marian: Powiedzmy, że za dużo złych wspomnień wiąże się z tym przedmiotem. Będzie mi przypominał o nich, jeśli go nie sprzedam.
Ferdek: No dobre, a ile pan chcesz za tego kołowrotka?
Marian: Jestem gotów sprzedać go za marne dziesięć złotych.
(Ferdek zagląda do kieszeni, wyciąga pięć złotych)
Ferdek: Tylko piątaka mam,panie.
Marian: Niech będzie. Pięć złotych i pół litra, i jesteśmy kwita.
(Ferdek zagląda do lodówki, wyciąga pół litra)
Ferdek: Masz pan.
(daje pół litra, Marian wręcza mu kołowrotek)
Marian: Od teraz ten kołowrotek z łajby S.S. Menda należy do pana. Może go pan sobie powiesić na ścianie.
Ferdek: Jak na ścianie?
Marian: Tu jest taka zawieszka. Przybija się do ściany gwóźdź i zawiesza.
Ferdek: Hehe. Dobre, kurde.

Scena 3 (salon, Ferdek stoi na krześle, wiesza kołowrotek nad drzwiami do kuchni)
Ferdek: Dobra jest, kurde.
(Ferdek schodzi z krzesła, wchodzi Halina w stroju pielęgniarki z torebką na ramieniu)
Ferdek: O, Halińcia. Jak ci się podoba?
Halina: A co to jest?
Ferdek: Kołowrotek normalnie.
Halina: Fajny, a skąd go masz?
Ferdek: Od Paździocha se kupiłem.
Halina: No, elegancki. Tylko krzywo go powiesiłeś.
Ferdek: Halińcia, gdzie krzywo, jak prosto jest. (wchodzi Mariola) O, córuś, powiedz no, prosto wisi, czy krzywo?
Mariola: Krzywo!
Ferdek: A dupa tam, nie znacie się!
Halina: Ferdziu, popraw ten kołowrotek, a ja idę ugotować Obiad. Mariolcia, pomożesz mi, chodź.
(Halina i Mariola idą do kuchni, Mariola trzaska drzwiami, kołowrotek spada)
Ferdek: Nie no, kurde no. Rozpierdzielą mi!
(Ferdek przysuwa krzesło, ponownie wiesza kołowrotek)
Ferdek: No jak krzywo, jak prosto jest.

Scena 4 (korytarz, Ferdek zmierza do wyjścia, z WC wychodzi Marian, zatrzymuje Ferdka)
Marian: Panie Ferdku, nie tak prędko.
Ferdek: Czego?
Marian: Daję panu dwie stówy.
(Marian wyciąga dwieście złotych)
Ferdek: No to dawaj pan i spierdzielam.
Marian: Ale w zamian poproszę mój kołowrotek.
Ferdek: Jaki kołowrotek?
Marian: Niech pan nie udaje, że pan nie wiesz, jaki. Ten z łajby S.S. Menda.
Ferdek: Panie, ale przecie pan mi wczoraj sprzedał ten kołowrotek za pięć złotych i wódke no!
Marian: Ale teraz daję panu dwie stówy za niego i do tego litr wódki.
Ferdek: O nie, panie Paździoch, ja panu tego nie sprzedam. Tak być nie będzie!
Marian: To się jeszcze okaże!
(Marian wraca do mieszkania)
Ferdek: Okaże się, kurde, okaże!
(Ferdek wychodzi na zewnątrz)

Scena 5 (przed sklepem "U Stasia", przy stoliku siedzą Ferdek i Kozłowski)
Kozłowski: Panie Ferdku, ja panu powiem krótko: jeśli Marian Paździoch daje i zabiera, to znaczy, że musi mieć ważny powód.
Ferdek: No tak, ale jaki?
Kozłowski: Nie wiem! To należy ustalić! Ten kołowrotek musi być albo niewiarygodnie cenny, albo ma coś cennego w środku, albo po prostu jest kradziony.
Ferdek: Panie prezesie, pan dobrze gadasz. To ja zapraszam do siebie, kurde, to mi pan pomożesz, co to za kołowrotek jest.
Kozłowski: Nie no, panie Ferdku. Ja jestem Prezesem Rady Osiedla i mi ciągle dupę zawracają. Weź pan kogoś innego.
Ferdek: To może ja Paździocha zapytam?
Kozłowski: Gdzie tam, nigdy w życiu. Boczka pan weź.
Ferdek: Boczka? Przecie ten grubas jest głupi jak but. Przyjdzie, lodówkę mi wyżre i spierdzieli.
Kozłowski: Panie Ferdku, nie masz pan wyboru.
Ferdek: No trudno, niech będzie.

Scena 6 (salon, Ferdek siedzi na fotelu, wchodzi Boczek)
Boczek: Dzień dobry, panie w mordę jeża Ferdku.
Ferdek: Dobry, panie Boczku.
Boczek: Coś pan se chciałeś, panie Ferdku?
Ferdek: (podaje kołowrotek) Rzuć pan na to okiem.
Boczek: Ale tak jak żeśmy się umawiali, panie Ferdku.
Ferdek: Po robocie dostaniesz pan kiełbasę, a tera panie masz pan ustalić, czymże jest to kółko.
Boczek: Panie, ja wiem, co to jest. Ja se takie coś kupiłem dawno temu, w mordę jeża. Tu jest takie cuś... (maca po kołowrotku, otwiera tajemne drzwiczki) Panie, to je taka skarbonka, kuźwa.
Ferdek: Panie, jaka skarbonka? Jaka kuźwa?
Boczek: (zaskoczony) W mordę jeża, panie Ferdku, zajrzyj se pan do środka
(Ferdek wkłada dłoń do drzwiczek, wyciąga pieniądze)
Ferdek: O kurde.
Boczek: Panie Ferdku, tu jest tego z pińćset złotych, jak nie więcej.
Ferdek: Panie, chodź pan do piwnicy.
(Ferdek i Boczek wychodzą)

Scena 7 (piwnica, Ferdek siedzi na kartonie, przed nim stoi Boczek)
Ferdek: Panie Boczku, ja tego, kurde, nie rozumie. Dziad mi sprzedaje za pięć złotych kołowrotek, w którym jest kupa forsy.
Boczek: Może zapomniał?
Ferdek: Gdzie zapomniał, panie. Niemożliwe! Panie, on rok temu na podwórku normalnie piniondze zakopał i miesiąc później, panie, je odkopał, w tym samym miejscu.
Boczek: To może mu żona schowała?
Ferdek: Może. Ale gdzie, panie. Jakby mu schowała, to by mu nie powiedziała następnego dnia, gdzie. Przecie one się nienawidzą.
Boczek: A może to kradzione jest i chciał się pozbyć?
Ferdek: Gdzie panie. Jakby się chciał pozbyć, to by nie chciał odzyskać.
Boczek: No to ja już nie wiem, panie Ferdku. Trzeba sie sprawdzić.

Scena 8 (korytarz, Marian wychodzi z mieszkania, za nim Helena)
Helena: Paszoł won, pierdoło jedna. Wypieprzaj mi z mieszkania, nie chcę cię widzieć.
(Ferdek wystawia głowę zza drzwi wyjściowych)
Marian: Nie krzycz na mnie, wiedźmo przebrzydła.
Helena: Ja ci dam wiedźmę, sklerotyku jeden pier(PIIP). Gdybyś naszych ostatnich oszczędności pijakowi nie oddał, to bym cię z domu nie wypieprzała, kur(PIIP) mać.
Marian: Helena, nie przeklinaj na cały regulator!
Helena: A gówno! Będę przeklinać i wypieprzać, ile sobie chcę! I ciebie wypieprzam i nie chcę widzieć, dopóki nie zdobędziesz tej pieprzonej forsy. Żegnam!
(Helena wraca do mieszkania)
Marian: Wiedźma!
Helena: (z mieszkania) Słyszałam to, szczurze.
(Marian wchodzi do WC, zza drzwi wychodzi Ferdek)
Ferdek: Kurde no. Panie Boczek, widziałeś pan to? Panie Boczek!
(wychodzi Boczek)
Boczek: Jestem, w mordę jeża.
Ferdek: Widziałeś pan to?
Boczek: Panie, nic se nie widziałem, bo se na piętro poszłem po kiełbasę.
Ferdek: Ale pan żeś nie masz żadnej kiełbasy.
Boczek: Bo zjadłem już.
Ferdek: Dobre. Ja idę do domu, pan se idź gdzie chcesz.
Boczek: Panie, a obiecana kiełbasa?
Ferdek: Pan żeś już zjadł. Do widzenia.
(Ferdek idzie do mieszkania)
Boczek: A żebyś się pan porzygał od tej kiełbasy!

Scena 9 (sypialnia nocą, Ferdek i Halina leżą w łóżku)
Ferdek: Halińcia, śpisz?
Halina: Śpię, bo co?
Ferdek: Halińcia, bo ja se nie śpię, bo ja se cały czas o tych piniondzach myślę.
Halina: Ja już ci mówiłam, Ferdziu. Rób sobie z nimi co chcesz, ja mam to w dupie.
Ferdek: Ale zara, przecie to są piniondze Paździocha, ja nawet nie wiem, skąd je menda, kurde, ma.
Halina: Ferdek, jak cię policja złapie, to powiesz, że znalazłeś. I tyle w temacie.
(trzask drzwi, ciche kroki)
Ferdek: Halina, słyszysz to?
Halina: Co?
Ferdek: Ktoś w domu jest.
Halina: To idź i sprawdź. Pokaż, że jesteś mężczyzną. Ja muszę spać, żeby rano do roboty wstać.
(Ferdek wstaje, idzie do salonu, zaświeca światło, Marian zabiera kołowrotek)
Ferdek: Panie Paździoch, co pan tu robi?
Marian: Panie Ferdku, ja potrzebuję tych pieniędzy.
Ferdek: Ale panie, przecie pan bogaty jest, to po co panu ta forsa?
Marian: No bo widzi pan, moja żona Helena zażyczyła sobie nowego laptopa, na którego wydałem ostatnie oszczędności. Oprócz tych.
Ferdek: Chwileczkę, to w takim razie po jaką cholerę sprzedawał mi pan kołowrotek z kasiorą, a potem chciał odkupić?
Marian: Po prostu zapomniałem o tych pieniądzach.
Ferdek: No to ja bym chciał poznać historię tego koła.
Marian: Proszę bardzo. Opowiem panu. Otóż moi rodzice byli bardzo zamożni, bogaci i uczciwi. Ojciec był szanowanym biznesmenem. Ja miałem pójść w jego ślady. Tak naprawdę jednak byłem zmuszony zarabiać jako pucybut. Przez pierwszy miesiąc zarobiłem tylko dziesięć złotych. Tak się ich wstydziłem, że od razu wydałem je na ten kołowrotek. Potem zacząłem zarabiać nieuczciwie i pieniądze chowałem do kołowrotka. A potem chowałem do niego moje oszczędności.
Ferdek: Do rzeczy, panie Paździoch.
Marian: No więc to było dwa lata temu. Zdążyłem o tym zapomnieć i wyrzuciłem przedmiot do piwnicy. A gdy Helena go przyniosła do mieszkania, złe wspomnienia wróciły. Ta wiedźma, robiąc mi na złość, nie chciała go schować, więc w tajemnicy przed nią sprzedałem go panu, a nazajutrz żona przypomniała mi o tych oszczędnościach, Resztę pan zna, panie Ferdku. Panie Ferdku?
(Ferdek śpi na krześle oparty o stół)

Scena 10 (salon, Ferdek siedzi na fotelu, Halina prasuje ubrania)
Halina: Ferdziu, jestem z ciebie naprawdę dumna. Wszystkie pieniądze Paździochowi oddałeś.
Ferdek: Paździoch może menda, ale Polak, katolik i sąsiad.
Halina: Mam nadzieję, że Paździoch się jakoś odwdzięczy za twoją dobroczynność, Ferdziu.
Ferdek: On już się odwdzięczył, Halina.
Halina: Jak?
Ferdek: Kołowrotek zwrócił.
Halina: Nie o takie odwdzięczenie mi chodzi.
Ferdek: Ale Halińcia, ty mnie źle zrozumiałaś.
(Ferdek wyciąga kołowrotek, otwiera go, wyciąga puszkę piwa, popija)
Halina: No oczywiście.
Ferdek: I piwo nawet lepiej smakuje. Hehehe.

KONIEC

WYSTĄPILI:
Ferdek - Andrzej Grabowski
Halina - Marzena Kipiel-Sztuka
Mariola - Barbara Mularczyk
Paździoch - Ryszard Kotys
Paździochowa - Renata Pałys
Boczek - Dariusz Gnatowski

GOŚCINNIE WYSTĄPIŁ:
Kozłowski - Andrzej Gałła

PS Żeby nie było później pytań:

- Marian wydał wszystkie oszczędności, ale sprzedał Ferdkowi kołowrotek za pięć złotych - po prostu inaczej Ferdek by go nie kupił
- Marian wziął 200 złotych, za które chciał odzyskać kołowrotek, ze sprzedaży różnych śmieci
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 7071
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2016-10-31, 18:19

Bardzo ciekawy pomysł. Podoba mi się taki klimat. Na plus dwie pierwsze sceny z dużą ilością humoru i klimatyczne. Poza tym miło, że dałeś Boczkowi większą rolę niż obecnie twórcy. Bardzo dobre zakończenie- zabawny pomysł.
Na minus tylko Prezes- nigdy go nie lubiłem. Motyw nieco podobny do Grzałki- był.

9/10
Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1796
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2016-11-05, 13:29

Odcinek 6: Forsy jak lodu

Scena 1 (więzienie, Ferdek i Marian siedzą w celi)
Ferdek: Panie Paździoch, no i, kurde, co my tu dalej robić mamy?
Marian: Panie Ferdku, uprzedzałem, że istnieje ryzyko.
Ferdek: Zara, panie, nic żeś pan takiego w ogóle nie powiedział mi.
Marian: A bo żeś pan usnął, jak do pana mówiłem!
Ferdek: No to mnie trzeba było, kurde, obudzić, a nie żeś pan z domu spierdzielił i jeszcze żeś pan, kurde, podpierniczył mi dziesięć złotych.
Marian: Nie drzyj się pan! Gdyby nie pan, w ogóle byśmy tu nie trafili.
Ferdek: Ta, a ciekawe kto ten biznes wymyślił, co?
Marian: A kto pieniądze wydawał na te wszystkie gówna?
Ferdek: A co to ma, kurde, do rzeczy?
Marian: No i żeś naszą najważniejszą akcję spieprzył.
Ferdek: Pan żeś spieprzył, bo się pan zgodziłeś, żeby grubasa wziąć.
Marian: Mówiłem przecież, że nie jestem w stu procentach pewien, czy się grubas nadaje.
Ferdek: Wiesz pan co, panie Paździoch, pan żeś jest normalnie...

Scena 2 (salon, Halina siedzi na fotelu)
Marian (narrator): Ale najlepiej to by zacząć od początku...
(w telewizorze redaktorka i biznesmen w studio)
Redaktorka: Witam państwa. Dziś w studio goszczę biznesmena Naczarnosieopchnie. Czy to prawda, że policja ściga pana od dwunastu lat?
Biznesmen: Być może.
Redaktorka: A czy to prawda, że jest pan ścigany listem gończym w dwudziestu dwóch krajach, w tym w Rosji?
Biznesmen: Być może.
Redaktorka: Rozumiem. Ale jest pan w Polsacie, tutaj panu nic nie zrobią. Dobrze mówię?
Biznesmen: Być może.
Redaktorka: (szept teatralny) Miał pan powiedzieć, że jest pan naszym wiernym widzem. Za to panu płacimy.
Biznesmen: Być może.
Redaktorka: O, ja cię pierniczę.
(z powrotem salon)
Halina: Jezus Maria, co za ludzie.
(wchodzi Ferdek, ciągnie na taczce duży karton)
Halina: Ferdziu, co to jest?
Ferdek: Jak to co? Telewizor stucalowy Hyper Mega Ultra Hai Defynyszyn, kurde.
Halina: Ferdziu, ale to kosztuje kupę kasy.
Ferdek: A idźże, idźże, ty tylko marudzisz w kółko. Weźże wywal tego starocia, postawimy nowy, kurde.
Halina: Jełopie, skąd miałeś na to pieniądze?
Ferdek: Pracę znalazłem.
Halina: Naprawdę? A gdzie?
Ferdek: A po co ci to wiedzieć?
Halina: Chcę wiedzieć, kto był tak bardzo zdesperowany, że dał ci pracę. Mów.
Ferdek: Normalnie, jestem se prezesem banku, prawda, wrocławskiego ogólnopolskiego międzynarodowego we Wrocławiu.
Halina: Już ci wierzę! Wczoraj byłeś dziadziskiem na zasiłku dla bezrobotnych, a dzisiaj od razu cię prezesem banku zrobili. I to bez żadnego wykształcenia!
Ferdek: Halinka, kurde, nie zadawaj głupich pytań. Normalnie se zarobiłem, telewizor kupiłem, a ty tylko marudzisz w kółko.
Halina: Marudzę i będę marudzić. A wiesz, dlaczego? Bo ja zapieprzam na dwa etaty i choćbym dziesięć lat głodna chodziła, to bym tyle nie zarobiła. Pytam się, gdzie tyle forsy zarobiłeś?
Ferdek: Co cię to, Halińcia, gówno obchodzi? Gówno. Jak se chcesz, to se możesz, kurde, reszte wziąć.
(Ferdek wyciąga z kieszeni banknoty, daje Halinie)
Halina: Jezus Maria! Tysiąc złotych reszty, Ferdek. Skąd ty to masz?
Ferdek: Do widzenia!
(Ferdek wychodzi, z powrotem telewizja)
Biznesmen: Wie pani, moja żona to była być może zaskoczona, jak jej, być może, kupiłem telewizor Hyper Mega Ultra, być może, Haj Defyszynyn, nie?
Redaktorka: Być może.
(Halina wyłącza telewizor)
Halina: Nie no, niemożliwe to jest.

Scena 3 (mieszkanie Paździochów, Halina rozmawia z Heleną)
Marian (narrator): Pani Halina zaczęła coś podejrzewać. Poszła więc porozmawiać z moją żoną, Heleną. Musiała się kogoś poradzić. A przecież tyle osób miała do wyboru, a wybrała tę wampirzycę.
Halina: Nie wiem, co mam z nim zrobić.
Helena: A wie pani co? Mój mąż, Marian, też ostatnio drogie rzeczy przynosi do domu. Jak mi biżuterii naprzynosił, to myślałam, że jubilera obrobił.
Halina: Jezus Maria, może oni kradną?
Helena: A gdzie tam! Mój Marian jakby wlazł do jubilera z bronią, to by od razu na zawał padł. Poza tym, widziała pani w rzeczach męża broń?
Halina: No, nie szukałam.
Helena: Cholera, mój kulebiak. Poczeka pani!
(Helena wybiega, po chwili krzyczy)
Halina: Jezus Maria!
(przybiega Helena)
Halina: Co się stało?
(Helena wyciąga pistolet)
Helena: To znalazłam w szufladzie, w której trzymam tłuczek.
Halina: Pani to pokaże.
(Halina ogląda pistolet)
Halina: Pani Heleno, to broń na wodę.
Helena: A skąd pani wie?
(Halina pociąga za spust, wystrzał)
Halina: A jednak nie na wodę.
Helena: Cholera jasna! Niech no ten łysy dureń przylezie do domu, to mu strzelę z tego pistoletu prosto w tą jego łysą mordę.
Halina: Pani Heleno, spokojnie. Ktoś musi sprawdzić, co oni kombinują.

Scena 4 (korytarz, Halina i Boczek stoją przy WC)
Boczek: Nie no, ja ich śledzić mogie, ale nie za darmo.
Halina: Będzie pan mógł dożywotnio wypróżniać się w naszej toalecie.
Boczek: No dobre, a da pani jeszcze papieru trochę?
Halina: Niech będzie!
Boczek: To może pani jeszcze kiełbasy trochę da?
Halina: Panie Boczek, nie przesadzaj pan! Toaleta i papier wystarczy.
Boczek: No dobre, niech będzie.
Halina: Niech pan obserwuje, gdzie się wybiorą.
Boczek: Pani Halineczko, mnie trzeba dwa razy powtarzać.
Halina: No to na co pan jeszcze czeka?
Boczek: A, bo tak se myślę, może by mi pani jednak dała tej kiełbasy...
Halina: Won!
Boczek: Dobre ,idę już.
(Boczek wychodzi)

Scena 5 (piwnica, Boczek zakrada się i chowa za kartony, Ferdek rozmawia z Marianem)
Marian: Dobrze, wszystko przygotowałem.
Ferdek: No i gitara!
Marian: Możemy zaczynać, panie Ferdku?
Ferdek: Nie.
Marian: Dlaczego nie?
Ferdek: Najpierw musimy stąd Boczka przepłoszyć, kurde.
Marian: Jakiego Boczka?
Ferdek: Arnolda Boczka, mieszkającego piętro nad nami. Nie słyszałeś żeś pan, jak się grubas schował za kartony?
(Ferdek i Marian zbliżają się do Boczka, uśmiechają się szyderczo)
Marian: Dzień dobry, panie Boczek.
Boczek: Panie, w mordę jeża, ja se przecie nic nie robię.
Ferdek: Wypierdzielaj pan stąd w podskokach.
Boczek: Ale ja se nic nie robię, tylko siekierki se szukam.
Marian: Jakiej siekierki?
Ferdek: Panie Paździoch, przecie widać, że grubas kłamie. Wypierdzielaj pan stąd.
Boczek: A właśnie, że se wypierdzielę. I moja noga więcej tu nie powstanie, w mordę jeża.
Ferdek: Nareszcie!
(Boczek wychodzi)
Ferdek: Świnia jedna!

Scena 6 (salon, Halina siedzi na fotelu, Boczek stoi przy kanapie)
Marian (narrator): Pani Halina była wściekła na Boczka, gdyż ten odpuścił sobie dalsze śledztwo jej męża. Swoją drogą trzeba było wybrać lepszego detektywa.
Halina: Panie Boczek, z pana to jest detektyw jak z koziej dupy trąba.
Boczek: Pani Halineczko, zauważyli mnie no.
Halina: To trzeba było podsłuchać na schodach. Dość tego! Won z mieszkania!
Boczek: Pani Halineczko, a tego papieru to mi pani da?
Halina: Nie! Won!
Boczek: A kiełbaski?
Halina: (bardzo głośno) Won!
Boczek: A udławcie się tą kiełbasą!
(Boczek wychodzi, wchodzi Ferdek)
Halina: No gdzieś ty był, jełopie?
Ferdek: A gdzie mogłem być? W banku, kurde, byłem, wrocławskim we Wrocławiu.
Halina: Tak? A wcześniej w piwnicy z Paździochem, tak?
erdek: Halińcia, co ty za głupoty opowiadasz, kurde?
Halina: Ferdziu, ja i tak wiem, że kłamiesz.
Ferdek: No widzisz Halińcia, ty wiecznie marudzisz, a ja ci chciałem dać prezenta.
Halina: Ach tak? No i gdzie jest ten prezent?
Ferdek: Za oknem.
Halina: Jak to za oknem?
Ferdek: No to wyjrzyj, kurde.
(Halina wygląda za okno)
Halina: Ferdek, kupiłeś auto. Przecież to drogie jak cholera.
Ferdek: Halińcia, prezesa banku stać na wszystko.
Halina: Ferdek, jełopie! Przecież wiem, że byłeś w piwnicy. Boczek mi powiedział!
Ferdek: Świnia!
Halina: Co?
Ferdek: Gówno!
(Ferdek wychodzi)
Halina: Boże, widzisz i nie grzmisz!
(grzmot)
Marian (narrator): Pani Halina była już niemal pewna, że jej mąż ją okłamuje i wciągnął się w szemrane interesy. Pora więc opowiedzieć co nieco o tych interesach z perspektywy samego pana Ferdka.

Scena 7 (kontener przed kamienicą, Boczek wyrzuca śmieci, przychodzi Ferdek)
Marian (narrator): Dzień po nieudanym śledztwie Arnolda Boczka na nas.
Boczek: A, witam pana, panie Ferdku.
Ferdek: Czego?
Boczek: Panie, ja se bym chciał dołączyć do pana i pana Mariana też.
Ferdek: Po co?
Boczek: No bo pani Halinka to mi powiedziała, że se pan tam sporo zarabiasz. A że mi we rzeźni pensję zmniejszyli, to ja se też bym chciał pracować z wami.
Ferdek: Pomyślimy.
Boczek: Dziękuję, panie Ferdku.
Ferdek: Nie ma za co. Śmieci se pan na buta wysypał.
(Ferdek odchodzi, Boczek ogląda but)
Boczek: O żeż w mordę jeża.

Scena 8 (piwnica, Marian, Ferdek i Boczek siedzą przy dużej ilości skrzynek z piwem "Mocny Full")
Marian: Panie Arnoldzie Boczek, my musimy mieć pewność, że pan się nadajesz do tej pracy.
Boczek: Panie, ale ja nawet nie wiem, co mam, kuźwa, robić.
Marian: Otóż, bierzesz pan puszkę piwa (bierze puszkę piwa do dłoni) ostrożnie naklejasz pan drugą etykietę (nakleja etykietę "Kiepski browar Paździocha") i gotowe. (otwiera piwo i wypija)
Ferdek: Panie, nie pij pan tego, bo pan straty robisz.
Marian: Spokojnie, przecież wziąłem tylko jedną puszkę. A pan żeś tydzień temu skrzynkę wychlał.
Ferdek: A tam dupa tam, było minęło!
(wchodzi Halina)
Halina: Stop! Stop! Wszystko słyszałam! Wiem, co się tu dzieje!
Boczek: To ja se już może pójdę. Do widzenia panom.
(Boczek ucieka)
Halina: A ty, Ferdziu, masz poważne kłopoty. Panie Paździoch, pani Helenka zaraz też się o wszystkim dowie.
Marian: Nie! Helutce nic nie trzeba mówić, nic!
Halina: Dobra, dobra. Zaraz się dowie! Do widzenia panom.
(Halina odchodzi)
Ferdek: I co teraz?
Marian: No cóż, trzeba będzie wstrzymać produkcję.

Scena 9 (mieszkanie Paździochów, Halina i Helena rozmawiają)
Helena: Ja tam się nawet cieszę. Posiedzą parę lat, a w tym czasie pani nie będzie go musiała utrzymywać, a ja nie będę musiała słuchać tego dziadziska.
Halina: W sumie ma pani trochę racji.
Helena: Tak, pani Halineczko. Ja wiem, co mówię. Ja to bym normalnie wszystko dała, żeby tego szczura w pierdlu zamknęli.
Halina: No bez przesady, pani Heleno. To jednak jest pani mąż.
Helena: Tak wiem. I żałuję, że to jest mój mąż.
Halina: Może i dobrze by było od nich tak odpocząć, ale oni mają wszystko obmyślone. Prędko to ich nie zamkną.

Scena 10 (więzienie, Ferdek i Marian siedzą w celi)
Marian (narrator): Dwa dni później.
Ferdek: Widzi pan, panie Marianie, to wszystko przez tego grubasa. Tylko do nas się przypierdzielił i od razu wszystko, kurde, spierdzielił.
Marian: Panie Ferdku, myśl pan logicznie. To przez listonosza.
Ferdek: Jak przez listonosza?
Marian: Normalnie, bo żeś pan kupił nowy telewizor i listonosz podejrzał, że pan abonamentu nie płaci.
(podchodzi klawisz)
Klawisz: Chcą państwo wiedzieć, kto was, kurna, złapał?
Ferdek: N-no.
Klawisz: Otóż, dostaliśmy, kurna, anonimowe zgłoszenie od pana żony, kurna, panie Ferdku, no i, kurna, przyjechaliśmy i uwięziliśmy.
Ferdek: Ja jej, kurde, dam.
Klawisz: A, i jeszcze jedno. Wychodzicie, kurna.
Marian: Jak to?
Klawisz: Normalnie, kurna. Kaucja wpłacona.
Ferdek: Przez kogo?
(podchodzi Kozłowski)
Kozłowski: Przeze mnie.
Ferdek: Pan prezes, a co pan robi?
(klawisz otwiera celę, odchodzi)
Kozłowski: Panowie, dobry interes. Ale lepszy jest legalny.
Marian: Jak to legalny?
Kozłowski: (wyciąga stos papierów) Załatwiłem panom papiery na ten interes. I teraz jest legalny.
Marian: No ale panie Andrzeju. Przecież ten biznes to złodziejstwo.
Kozłowski: Spokojnie, przecież wszędzie kradną. A my będziemy kraść legalnie.
Ferdek: Panie prezesie, co byśmy bez pana zrobili?
Kozłowski: Panie Ferdku, zawsze powtarzam, że na smutki i troski tylko prezes Kozłowski.
(wszyscy się śmieją)

KONIEC

WYSTĄPILI:
Ferdek - Andrzej Grabowski
Halina - Marzena Kipiel-Sztuka
Paździoch - Ryszard Kotys
Paździochowa - Renata Pałys
Boczek - Dariusz Gnatowski

GOŚCINNIE WYSTĄPILI:
Kozłowski - Andrzej Gałła
Klawisz - Jerzy Mularczyk
Redaktorka - Beata Rakowska
Biznesmen - Krzysztof Dracz
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 7071
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2016-11-05, 18:03

Bardzo ciekawe rozpoczęcie odcinka- od razu z grubej rury, nie ma co się bawić. Muszę cię pochwalić za kompozycję odcinka- lubię takie zabiegi. Kłótnie Ferdka z Paździochem bardzo zabawne, lubię słuchać ich wzajemnych zarzutów. Dobry pomysł na program i całkiem niezły wywiad z biznesmanem. Rozmowy Halinki i Ferdka dobre jak nigdy- w nowych odcinkach to rzadkie. Następna podobna cecha- dobrze, że jest tu przyzwoita ilość Boczka. Dobre zakońćzenie.

10/10
Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1796
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2016-11-10, 21:30

Odcinek 7: Odwar

Opis odcinka: Halina jest chora, więc leczy się ziołami od pewnej tajemniczej zielarki. Wkrótce zdrowieje. Ferdek jest nieufny zielarce, postanawia więc sprawdzić, skąd one pochodzą. W tym celu ma zamiar się przeziębić.

Scena 1 (przedpokój Kiepskich, Ferdek przeczesuje szufladę, wchodzi Halina)
Ferdek: Oj, bida, bida... O, Halińcia, nie dałabyś mi, kurde, dziesięciu złotych może?
Halina: Po co?
Ferdek: No... Halińcia... Puszkę piwa chciałem se kupić.
Halina: Jedną czy pięć?
Ferdek: No jedną kurde
Halina: Dam ci, jak znajdziesz moją kurtkę.
Ferdek: Halińcia, przecie w szafie masz kurtkę... (idzie do salonu, otwiera szafkę, przewraca ubrania) No ni ma!
Halina: Ni ma, ni ma, a śmieci trzeba wyrzucić.

Scena 2 (kontener przed kamienicą, Halina wyrzuca śmieci)
Halina: Jezus Maria, co za ziąb!
(przychodzi Boczek w zimowym ubraniu)
Boczek: A! Dzień dobry, pani Halineczko. A co pani tak we samej bluzeczce, jak na dworze takie zimno jest?
Halina: A daj pan spokój, kurtkę mi ktoś podpieprzył.
Boczek: Pani wraca do domu, bo się pani zaziębi, w mordę jeża.
Halina: Tak tak, idę już.
(Halina odchodzi)
Boczek: Brrr! Faktycznie zimno!

Scena 3 (sypialnia, Halina leży w łóżku, Ferdek przynosi rosół)
Ferdek: Halińcia, rosołek ci przyniesłem.
Halina: (okropnie kaszle) Dziękuję ci, Ferdziu.
Ferdek: Oj, Halińcia, Halińcia. Co ty byś, kurde, beze mnie zrobiła, co?
Halina: (kaszle) Co ty byś zrobił, gdyby Paździoch też nie zachorował i Paździochowa by rosołu nie nagotowała?
Ferdek: A tam, to tam dupa z tym.
Halina: Ferdziu, bez wyrazów. Z kobietą rozmawiasz.
Ferdek: I jeszcze jedno, Halińcia. Bo tu taka przyszła, kurde, baba taka, zielarka.
Halina: Nie wpuszczaj jej.
Ferdek: Dobre, tylko że ona se już do salonu weszedła.
Halina: O Jezu!
(z salonu krzyczy zielarka)
Zielarka: Długo tam jeszcze mam czekać?
Ferdek: No, Halińcia...
Halina: (kaszle) Czekaj ty, będziesz chciał jeszcze kasy na piwsko!

Scena 4 (salon, zielarka siedzi na fotelu Ferdka, Halina siada na drugim fotelu)
Zielarka: Nareszcie! Ile można czekać?
Halina: Słucham, czego pani chce?
Zielarka: Widzi pani, przyszłam tu, bo...
(Halina przeraźliwie kaszle)
Zielarka: No właśnie, na całym osiedlu słychać, jak pani kaszle.
Halina: I pani usłyszała?
Zielarka: Nie no, ja mam stoisko tuż pod tą kamienicą, więc słyszę, jak pani kaszle. I słyszę wiele innych rzeczy. Tak czy owak, przyniosłam pani trochę ziół na kaszel.
Halina: Ale nie, nie trzeba, ja biorę syrop na gardło i rosół z lubczykiem.
Zielarka: A tam, syrop i rosół to pani od dwóch tygodni bierze i gówno pomaga.
Halina: A skąd pani wie?
Zielarka: Dwa tygodnie pani kaszle, to i dwa tygodnie się pani leczy, prawda?
Halina: No prawda...
Zielarka: Prawda! Ja pani mówię, (wyciąga puszkę) tutaj zestaw ziół na rano, (wyciąga drugą puszkę) i na wieczór.
Halina: A tu jest to rano?
Zielarka: Nie!
Halina: No, ale puszki są takie same.
Zielarka: To co? Puszki takie same to i zawartość taka sama? Nie, nie. Weźmie pani te na wieczór z rana, to pani będzie cały dzień rzygać.
Halina: No, ale skąd będę wiedziała, które jest na rano, a które na wieczór?
Zielarka: Racja. Nikt nie pyta. Pani czeka, ja podpiszę.
(zielarka wyciąga marker, na jednej puszce pisze "RANO", a na drugiej "WIECZUR")
Halina: Teraz lepiej!
Zielarka: Cholera, tylko czy ja to dobrze podpisałam? Dobra tam, nieważne. Na czczo albo popić wodą. Tylko wodą. Nie sokiem, nie piwskiem, tylko wodą.
Halina: Ja i tak nie piję piwa.
Zielarka: Dobra, dobra. Jedna taka też się zarzekała, że niepijąca, a jak do niej znienacka przyszłam, to nachlana w trzy dupy. A jednej to z ciśnienia łeb wypierdzieliło przez okno.
Halina: Nie, ja nie piję.
Zielarka: A ja piję! Sporo! Dobra, idę sobie, bo mam jeszcze jednego chorego, też w tej kamienicy.
Halina: Pana Paździocha?
Zielarka: Tak, Paździocha. Dobra, ja idę. Dowidzenia.
Halina: Do widzenia.

Scena 5 (salon, Halina, Jolasia, Waldek, Mariola i Ferdek jedzą obiad)
Halina: No mówię wam, dzieci, po tych ziołach, to kaszel przeszedł jak ręką odjął.
Jolasia: Naprawdę? To ja sobie może trochę kupię, zakupię, bo na dworze zimnutko, chłodniutko, a mnie coś bierze chyba bynajmniej.
Waldek: A, a, a, ile to, mamciś, kosztuje?
Halina: Wiesz co, Waldusiu? Za zioła na rano i wieczór zapłaciłam sto dwadzieścia złotych.
Ferdek: Ja pierdzielę, Halińcia. Sto dwadzieścia złotych, kurde? Moje ciężko zarobione pieniądze na jakieś zielone gówno wydałaś?
Halina: Ferdek, ty nie zarobiłeś tych pieniędzy, tylko ja, a to była bardzo poważna sprawa. Ja już dwa tygodnie chora byłam i poprawy nie było.
Ferdek: No ale za sto dwadzieścia złotych?
Mariola: Ojciec, a od kiedy ty tak o pieniądze dbasz, co?
Ferdek: Milcz, nie interesuj się!
Jolasia: Mamciś, a pożyczyłabyś troszkę pieniążków na tę inwestycję?
Ferdek: Halińcia, nie dawaj!
Halina: Cicho, Ferdek. Zaraz przyniosę portfel.
(Halina odchodzi)
Waldek: Jolancia, a ja żem jeszcze nie słyszałem, żebyś ty chora była, wiesz?
(Jolasia udaje kaszel)
Jolasia: A teraz?
(nadal udaje kaszel)

Scena 6 (sypialnia, noc, Ferdek i Halina leżą w łóżku)
Ferdek: Nie no, ja po prostu nie mogie uwierzyć, żeś ty pożyczyła jej te pieniądze, kurde.
Halina: A co, synowej miałam nie pożyczyć?
Ferdek: No dokładnie, bo to, kurde, proszę ja ciebie, złodziejka jest, bo mnie frytownicę ukradła i Walduś, mój syn pierworodny, przez nią zgłupiał jeszcze bardziej.
Halina: Co ty nie powiesz?
Ferdek: Ja ci więcej powiem. Ty też, Halińcia, głupia, bo jej, kurde, kasę na głupoty dajesz, kurde, a ona potem jeszcze jedzenie od nas podpieprza.
Halina: A to w takim razie pan mądraliński natychmiast się udaje na kanapę.
Ferdek: Wiesz co, Halinka? Ja pójdę, ale pamiętaj, żem ja cię ostrzegał przed tą złodziejką.
Halina: Idź już, idź. Arrivederczi Roma.
(Ferdek odchodzi)

Scena 7 (mieszkanie Paździochów, Marian rozmawia z Ferdkiem)
Marian: Panie, to ciężka sprawa. Widzi pan, u mnie też była.
Ferdek: I co?
Marian: I gówno! Jak pan widzi, jestem zdrowy. Pańska żona zresztą też.
Ferdek: Panie Paździoch, ale mnie coś tu nie gra, kurde. Przecie ona sto dwadzieścia, kurde, nowych złotych za to bierze.
Marian: Naprawdę? A Helena mówiła, że cztery dyszki wzięła.
Ferdek: No widzi pan, a to gówno prawda jest.
Marian: Proszę pana, ja mogę panu sprawdzić, z jakiego źródła pochodzą te zioła sprzedawane przez tę zielarkę, ale jest mały problem.
Ferdek: Jaki?
Marian: Będą potrzebne te zioła!
Ferdek: Nie, panie, moja żona już wszystko wyżarła, i jeszcze synowej mojej, złodziejce pierdzielonej, trochę oddała, kurde.
Marian: Dlatego musimy to rozegrać inaczej.
Ferdek: Jak?
Marian: Będzie pan się musiał przeziębić. Wtedy zielarka do pana przyjdzie, pan zakupi te zioła i przyniesie mi. Ja załatwię resztę.
Ferdek: Dobre, ale pan się nie może zaziębić?
Marian: Proszę pana, ja już byłem chory, więc to by trochę dziwnie wyglądało. Poza tym to może być bardzo niebezpieczne dla mojego życia lub zdrowia.
Ferdek: Niech będzie, kurde.

Scena 8 (kontener przed kamienicą, Ferdek w samej koszulce wyrzuca śmieci)
Ferdek: Kurde, faktycznie zimno.
(przychodzi Boczek w zimowym ubraniu)
Boczek: A! Witam pana, panie Ferdku. A co pan se tak w samej koszulkie w takie zimno chodzi? Najpierw se tak pani Halineczka chodziła, a tera, w mordę jeża, pan.
Ferdek: Chcesz pan wiedzieć?
Boczek: No jak nie, jak tak.
Ferdek: No to ja panu wszystko powiem, kurde, ale pan mi musi pomóc.
Boczek: No dobre, ale nie za darmo.
Ferdek: A czego pan chcesz?
Boczek: Kiełbasy, w mordę jeża.

Scena 9 (sypialnia, Ferdek leży w łóżku, Halina niesie rosół)
Halina: Ferdziu, nadjeżdża rosół z lubczykiem.
Ferdek: A idźże, Halińcia (kaszle) rosół tam gówno pomoże. Ci nie pomógł, mi nie pomoże.
Halina: Dobra, dobra, jedz. Co ci w ogóle do łba strzeliło, żeby na dwór w koszulce samej iść? Przecież ci tydzień temu dziesięć kurtek zimowych nakupowałam. A teraz się dzieje, oczywiście, to.
Ferdek: Halińcia, ja już tego, kurde, nie mogie słuchać. (kaszle) Piwa bym się napił.
Halina: Mowy nie ma. Nie mogę już słuchać tego twojego charcholenia. Zielarkę ci przyprowadziłam.
Ferdek: I bardzo dobrze, i gitara!
(Halina wychodzi, wchodzi zielarka)
Ferdek: Dzień dobry.
Zielarka: Dla kogo dobry, dla tego dobry. Psia pogoda i wszyscy chorują teraz.
Ferdek: No właśnie, (kaszle) nie miałaby pani może jakichś ziół na, kurde, kaszel, ażeby wyzdrowieć może?
Zielarka: No mam, mam. Tylko, cholercia, burdel se zrobiłam w tej torebce (grzebie w torebce) Jest. (wyciąga dwie identyczne puszki) Jedna na rano, druga na wieczór.
Ferdek: A która jest na rano, a która na wieczór?
Zielarka: (przygląda się puszkom) Kur(PIIP), nie wiem. Zaraz... (wyciąga mazak, na pierwszej puszce pisze "RANO", na drugiej "WIECZUR"). Ta jest na rano, a ta jest na wieczór. Albo na odwrót, tego nie wiem.
Ferdek: Czyli co?
Zielarka: Jajco! Rano pan bierze rano, a wieczór wieczorem. Można popić, ale broń Boże wódką czy piwskiem.

Scena 10 (mieszkanie Paździochów, Marian rozmawia z Ferdkiem)
Marian: Tak jak pan mnie prosił, panie Ferdku, sprawdziłem źródło tych ziół.
Ferdek: No i?
Marian: No i te zioła są gówno warte. Pochodzą z Polski, warte są jakieś dziesięć złotych.
Ferdek: Poważnie?
Marian: Powiem więcej, one w ogóle nie pomagają. Ja i pańska żona, Halina, wyzdrowieliśmy tylko dlatego, że leżeliśmy w łóżku w ciepłym mieszkaniu.
Ferdek: Nie no, ja pierdzielę, ja normalnie temu babsztylowi zasadzę legalnie kopa w dupę.
Marian: To jeszcze nie jest najgorsze. Otóż zielarka ta sprzedała tylko tym miesiącu sześćdziesiąt osiem puszek ziół. Razem osiem tysięcy sto sześćdziesiąt złotych.
Ferdek: O ja pierdzielę!
Marian: A wie pan, kto ich kupił najwięcej?
Ferdek: Kto?
(wchodzi Helena)
Helena: Marian, co ty tu pieprzysz? Pomóż mi poukładać zapas puszek.
Ferdek: Jakich puszek?
Helena: Z ziołami. Kupiłam dwadzieścia cztery na zapas.
Marian: Już idę, Helutka. Już idę.
(Marian i Helena odchodzą, Ferdek bierze łyk wódki)

Scena 11 (korytarz, zielarka wchodzi na korytarz, z mieszkania wychodzi Ferdek)
Zielarka: A dzień dobry, panie Ferdynandzie, dzień dobry. Jak ziółka? Pomogły?
Ferdek: (z szyderczym uśmiechem) Pomogły.
Zielarka: To dobrze, bo pan mi jeszcze nie zapłacił za te ziółka. Dwie puszki na rano i dwie na wieczór. Razem dwieście czterdzieści złotych.
Ferdek: Proszę. (wyciąga dwadzieścia złotych, daje zielarce)
Zielarka: Co to jest? Co to za marne grosze?
Ferdek: Proszę panią, ja żem, kurde, wszystko wiem i wiem, że pani, kurde, kasę wyłudza.
Zielarka: Jaką kasę?
Ferdek: Pani zioła są gówno warte i tera pani ma przesrane.
Zielarka: Najpierw to musi mnie pan złapać.
(zielarka wybiega, w drzwiach napotyka Boczka)
Boczek: A dokąd to, kuźwa?
Zielarka: Dobra. Czego chcecie? Ja zapłacę!
Ferdek: No to umawiamy się tak. Skrzynka wódki i dziesięć win.
Boczek: I jeszcze kiełbasy, w mordę jeża.
Ferdek: To jak będzie?
Zielarka: Dobra. Skrzynka wódki, dziesięć win i kiełbasa.
Ferdek: Miesięcznie.
Zielarka: (zdenerwowana) Dobra. Zgadzam się!
Ferdek: No i gitara!

KONIEC

WYSTĄPILI:
Ferdek - Andrzej Grabowski
Halina - Marzena Kipiel-Sztuka
Mariola - Barbara Mularczyk
Waldek - Bartosz Żukowski
Jolasia - Anna Ilczuk
Paździoch - Ryszard Kotys
Paździochowa - Renata Pałys
Boczek - Dariusz Gnatowski

GOŚCINNIE WYSTĄPILI:
Zielarka - Grażyna Zielińska
Pabfer pisze:Poza tym miło, że dałeś Boczkowi większą rolę niż obecnie twórcy.
Pabfer pisze:Następna podobna cecha- dobrze, że jest tu przyzwoita ilość Boczka.
Oj, zawiedziesz się, jak przeczytasz mój następny scenariusz, który pojawi się już wkrótce.
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1276
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Bździuch » 2016-11-11, 12:48

Odcinek 7: Odwar
Pomysł miałeś naprawdę dobry i oryginalny. Ale nie umiałeś tego wykorzystać.
Samo wprowadzenie Jolaśki i obiadków, ograniczenie prawie do minimum Paździocha i Boczka, na minus. Ogólnie Jolasi było mało, ale mogła chociaż nie mówić takim językiem. Największa bolączką jest to że zbyt skupiłeś się na fabule, i zapomniałeś o dobrych tekstach, gdyż ani razu się nie zaśmiałem, do tego wkurzające „Arrivederci Roma” Halinki. Same sceny za krótkie, trwałyby może z 30 sekund max. Samo zakończenie przewidywalne, i zupełnie nie śmieszne ani oryginalne, mam nadzieję że dalej będzie lepiej.
2/10

Odcinek 6: Forsy jak lodu
Fajny pomysł, aby zacząć jakby od końca i dać Mariana na narratora, tylko skąd by mógł opowiadać co się działo jak go nie było.
Tym razem było trochę powodów do śmiechu, oraz dość duża ilość Boczka, sceny trochę dłuższe, a sama fabuła nawet ciekawa,, bawiły mnie kłótnie Paździocha z Ferdkiem. No i nie było Yokaski. Jenak niczym mnie on nowym nie zaskoczył, i było trochę nudy. Całkiem śmieszne nazwisko „Naczarnosieopchnieło .
6/10
''(...) i człowiek odkrył jak krzesać ogień. Prawdopodobnie zginął na stosie, który nauczył swoich braci rozpalać''
-A.Rand


---
ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK)
---

Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1796
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2016-11-11, 13:18

Zwróć uwagę, że pisząc sceny, nie opisywałem dokładnie, w co jest kto ubrany, ani mimiki itd. więc same sceny mogłyby trwać trochę dłużej.

Z góry przepraszam cię, Bździuch, że w następnym odcinku Jolasia będzie (prawie) głównym bohaterem, ale obiecuję, że będzie to przedostatni scenariusz, w którym się pojawi.
Ostatnio zmieniony 2016-11-11, 13:20 przez kacrudy, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1276
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Bździuch » 2016-11-11, 13:50

Nie no spoko to twoje scenariusze, nie moje, czekam na następne odcinki, za niedługo ocenię poprzednie też :D
''(...) i człowiek odkrył jak krzesać ogień. Prawdopodobnie zginął na stosie, który nauczył swoich braci rozpalać''
-A.Rand


---
ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK)
---

Obrazek
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 7071
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2016-11-15, 11:30

Teoria spiskowa, ale nie pharellowa, więc da się czytać :P bardzo ciekawy pomysł na fabułę. Zabawne rozmowy Kiepskich. Boczek też zaliczył dobry występ. Ciekawie skonstruowana postać Zielarki- teraz nowi bohaterowie są słabi, a tobie się udało stworzyć kogoś, kogo dałoby się oglądać. Zielińska świetnie nadaje się do tej roli. Właśnie ją sobie wyobraziłem jako Zielarkę, a dopiero potem przeczytałem, że tak obsadziłeś. Świetne rozmowy Ferdka z Paździochem.najlepsze zakończenie.
Tylko niepotrzebnie tam wtryniałeś Jolaśkę. Boczka tym razem za mało.

8/10
Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1796
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2016-11-16, 19:17

Pabfer pisze:Boczka tym razem za mało.
Dałem go tyle, na ile miałem pomysł. Po prostu do innych scen nijak mi nie przypasował.

W następnym odcinku miało być o Jolaśce, ale uznałem, że tego scenariusza nie mogę pokazać światu, więc go spaliłem. Wtedy też postanowiłem, że pokażę "Gdzie jest Boczek?". Ale jak na złość nie mogę go znaleźć. Zatem pokażę "Niezbyt białe Święta", jak skończę ostatnie linijki. Może jutro, może pojutrze.
Ostatnio zmieniony 2016-11-16, 19:20 przez kacrudy, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1276
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Bździuch » 2016-11-16, 21:04

"Gdzie jest Boczek?". Ale jak na złość nie mogę go znaleźć.
:mrgreen: :-P Zamierzone ?
''(...) i człowiek odkrył jak krzesać ogień. Prawdopodobnie zginął na stosie, który nauczył swoich braci rozpalać''
-A.Rand


---
ZAPRASZAM:
Moja gra PC o Kiepskich (KLIK)
I mój najnowszy scenariusz (KLIK)
---

Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1796
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2016-11-16, 21:08

Nie Boczka. Kartki ze scenariuszem :lol: :lol: .
Awatar użytkownika
Kiepski Widz
Administrator|Red. Naczelny
Administrator|Red. Naczelny
Posty: 4734
Rejestracja: 2013-01-02, 21:05

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Kiepski Widz » 2016-11-16, 21:08

Ty to na kartkach piszesz?
Obrazek
^^Kliknij^^

REGULAMIN FORUM
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1796
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: kacrudy » 2016-11-16, 21:11

Z laptopa korzystam tylko w weekendy. Na forum zaglądam przez telefon i pisanie na nim jest mozolne. Więc na kartkach najlepiej.

Chyba najkepiej to przenieść do Wolnego Tematu.
Ostatnio zmieniony 2016-11-16, 21:12 przez kacrudy, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 7071
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Pabfer » 2016-11-16, 21:13

Też tak kiedyś robiłem, a potem uznałem, że za dużo roboty i teraz piszę sam do siebie wiadomości z fragmentami scenariusza i nie odbieram, tylko edytuję dopóki nie dokończę i dlatego, że nie odebrałem przed edycją, wkrada się błąd, że mam nieodebrane wiadomości.
Obrazek
Awatar użytkownika
Luko
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1717
Rejestracja: 2016-05-01, 18:01
Lokalizacja: Polska

Re: Scenariusze do ŚwK by kacrudy

Post autor: Luko » 2016-11-16, 21:20

Pabfer pisze:i teraz piszę sam do siebie wiadomości z fragmentami scenariusza i nie odbieram, tylko edytuję dopóki nie dokończę
Panie, to tak samo jak ja!
Obrazek

A zasadził panu ktoś kiedyś kopa w dupę?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction”