Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Twórczość literacka związana ze "Światem według Kiepskich".
Sylia
Edzio Listonosz
Edzio Listonosz
Posty: 41
Rejestracja: 2013-04-02, 10:17

[SCENARIUSZ] Nocleg

Post autor: Sylia » 2013-04-04, 14:57

Postanowiłam napisać mój pierwszy scenariusz. Oceniajcie, piszcie co wam się podoba a co nie ;-)


Scena 1 (Ferdek idzie do kibla, wchodzi Boczek w starym, grubym kożuchu)
Ferdek – Panie Boczek, a skąd żeś pan ten stylowy kożuch wynalazł? Takie to się nosiło ze trzydzieści lat temu… He He He
Boczek – A żem se go w piwnicy znalazł, w tej starej szafie co ja ją tam mam. Ten kożuch to żem po moi ojcu dostał, i się pan nie śmiej, bo pan takiego nie masz, a innym zazdrościsz!
Ferdek – Pan się nie unoś, bo pan sufit przebijesz. Ja takie odzienie również posiadam, również w piwnicy sobie leży. Ale panie, ja takiego czegoś nosić nie muszę! Ja mam porządną, nowoczesną kurtkę, zakupioną na bazarze przez moją żonę Halinkę.
Boczek – A panie kurtki, płaszczyki. A wyjdziesz pan w tej swojej kurteczce na dwór, na mróz to zara pana przewieje chory pan będziesz!
Ferdek – Mnie nie przewieje, bo ja właściwie z domu nie wychodzę, bo nie mam po co.
Boczek - Oj panie. To pana żona codziennie o szóstej rano do szpitala pomyka, w półbutach zresztą, bo nawet kozaczków nie ma. A pan żeś śpi do południa w gaciach rozciągniętych.
Ferdek – Won stąd grubasie jeden. Pan tu w ogóle nie masz celu żeby przychodzić!
Boczek – Jak nie mam cela, jak mam! A kibel? Do kibla przychodzę!
Ferdek – Kibel to pan masz u siebie i pan się tutaj nie wypróżniaj, bo pan blokujesz!
Boczek – Ja nic nie blokuję, to pan siedzisz w kiblu i gazetki sobie czytasz!
Ferdek – Won stąd do siebie!
Boczek – Żegnam pana, bo żeś pan jest niemiły!

Scena 2 (Ferdek siedzi w kuchni, je zupkę chińską i bułkę, do kuchni wchodzi zziębnięta Halinka)
Halinka – No ja nie mogę. Jak zimno. Chyba z minus dwadzieścia jest a ja kozaków nie mam bo mi się rozpierniczyły zeszłej zimy, ale co to ciebie gówno obchodzi, jak ty w ogóle z domu nie wychodzisz i ze swoich laczków przydeptanych i dresu pozaciąganego również!
Ferdek – Halinka, skąd w tobie tyle jadu?
Halinka – Jak byś musiał pomykać w jesiennych butach po takim mrozie to też byś był jadowity!
(Ktoś puka do drzwi)
Ferdek – otwarte!
(Do kuchni wchodzi Paździoch)
Paździoch – Dzień dobry kochanym sąsiadom! Widzę, pan Ferdek spożywa pożywny obiad, prosto z Chin!
Halinka – Panie, jak pan masz ubliżać, to lepiej pan stąd idź!
Paździoch – Spokojnie pani Halino. Sprawa jest taka, że nam w mieszkaniu pękły rury. Wszystko zalane, a w dodatku zimno jak na Grenlandii. Dupy nie ma gdzie i jak posadzić. I zwracam się do państwa z takim pytaniem, czy byście nie przyjęli nas pod swój dach na trzy dni…
Ferdek – Nie ma takiej możliwości.
Halinka – Ale Ferdek. No poczekaj. Trzeba pomóc bliźnim w potrzebie.
Ferdek – Panie Paździoch, zostaw pan nas samych na pięć minut. Musimy z żoną zadecydować!
Paździoch – Dobrze, tylko decyduj się pan szybko bo tam Helena, pod drzwiami na materacu gumowym siedzi.
(Paździoch niby wychodzi, ale jednak podsłuchuje, stojąc w salonie)
Halinka – No Ferdek no! Nie bądź już takim jełopem. Trzeba im pomóc! A gdyby to nam coś się popsuło?
Ferdek – To już bym wolał do tego grubasa Boczka iść albo do Badury na śmietnik niż do tej mendy Paździocha, co by mi nawet kromkę chleba i szklankę wody wyliczał.
Halinka – Ale czy ty nie rozumiesz, że trzeba im pomóc. To w końcu nasi sąsiedzi od wielu lat!
Ferdek – Niestety…
Halinka – Ferdek, mnie też to nie jest na rękę, żeby ktoś kręcił się tutaj i żarł za moje! Ale do diabła, ludziom trzeba pomagać!
Ferdek – Dobra! Zgadzam się! Ale niech Paździoch daje na wyżywienie! Co nie będzie mnie tutaj wyżerał kiełbasy!
Halinka – No, to ewentualnie możemy rozważyć.
Ferdek – Panie Paździoch, choć pan tutaj, i tak wiem, że pan podsłuchujesz.
(Paździoch wchodzi)
Halinka – Słyszałeś pan, co mówiliśmy, czy mam się dwa razy powtarzać?
Paździoch – słyszałem, słyszałem. Jestem w stanie dawać 5 złotych za dzienne wyżywienie i nocleg.
Halinka – No panie, nie przesadzaj pan. U nas się nie przelewa, a ja jeszcze rachunku za gaz nie zapłaciłam.
Paździoch – Dobzrze, 15 złotych plus jedno piwo dziennie. Pasuje?
Halinka – No może być. To idź pan po panią Helenę.

Scena 3. (Jest już noc, Paździochowie leżą na gumowych materacach w salonie, Halinka i Ferdek w sypialni, ale nie mogą spać)
Halinka –wiesz co Ferdek, ja to się czuję tak nieswojo, jak my sobie tutaj leżymy a oni tam…
Ferdek – A ja żem mówił, żeby obcych ludzi pod dach swój nie brać. To nie, bo ty się znalazłaś święta Halina z Wrocławia.
Halinka – Ale to w końcu nasi sąsiedzi!
Ferdek – Mendy a nie sąsiedzi!
Halinka – Ferdek uspokój się, bo jeszcze usłyszą.
(ktoś puka do drzwi)
Ferdek – Kogo tam licho niesie po nocy?
Halinka – Idź zobacz. Jak pójdziesz to się dowiesz.
(Ferdek idzie, otwiera drzwi, przed drzwiami stoi Boczek z kołdrą)
Ferdek – A pan tu czego stoisz? Jak żeś pan kordłę zanieczyścił to do pralni, a nie do mnie!
Boczek – Ale ja zakwaterować się przyszłem bo u mnie panie, normalnie okno wyleciało
Ferdek – Jak panu okno mogło wylecieć? Jak ja się normalnie pytam jak?!
Boczek – A no normalnie. Siedziałem ja se, i jadłem parówki. A takie dobre pyszne były, te pojedyncze takie…
Ferdek – Panie, do rzeczy bo zimno!
Boczek – No i ja se je jadłem i jak nagle wyleciało to.. Ja nie wiem, czy to wandale śniegiem rzuciły, czy to wiatr za mocny powiał…
Ferdek – Bo żeś pan okien nie uszczelnił to pan masz za swoje. Ja na jesieni okna z moją żoną Haliną uszczelniałem, to nam nic teraz nie wylatuje, ani nie wlatuje!
Boczek – Do rzeczy! Ja zamieszkać u pana chciałem, na trzy dni tylko, aż mi szklarz nowej szyby nie wyrobi.
Ferdek – A co tu jakaś noclegownia?
Boczek – Jaka noclegownia?
Ferdek – No Paździochy u mnie śpią od dzisiaj…
Boczek – Ooo, to razem będzie nam cieplej i weselej, hihihi
Ferdek – Pan się głupio nie śmiej, tylko pan wchodź. Ja zagadam do Halinki.
(Ferdek idzie do sypialni,)
Hlinka – I co, kto to był?
Ferdek – Boczek. Pomieszkać chciał trzy dni, bo mu okno wyleciało.
Halinka – I co wpuściłeś go?
Ferdek - No wpuściłem, kordłe pod pachą przyniósł, to co?
Halinka – No i dobrze, żeś go wpuścił, tylko trzeba mu powiedzieć jutro, że 15 złotych za nocleg ma dać!

Scena 4
(Halinka wchodzi do sypialni, Paździochowie śpią na materacach, Boczek ledwie mieści się na kanapie, Halinka ostrożnie przechodzi, obok materaców Paździochów)
Paździoch – A, a Au! Moja ręka!
Paździochowa – Marian, nie drzyj się jak zwierz w dziczy! Wstawaj lepiej, na bazar idź!
Paździoch – Helena, nie szalej! Jak na bazar? Jak na bazar? Kiedy gacie zamokły i zaśmiardły. Trzeba poprać i wysuszyć. O biustonoszach już nie wspomnę!
Paździochowa – Bo żeś nie wyniósł jak ci mówiłam. Wolałeś oglądać te nowe gacie z Chin! To teraz masz!
Halinka – Proszę, państwa, proszę się nie kłócić. Trochę kultury. Są tu jeszcze inni lokatorzy.
Boczek – Oj Jezusie, jak boli. Moje plecy!
Paździochowa – A skąd się tu grubas wziął?
Halinka – Panu Boczkowi okno w domu wyleciało! I przyszedł się do nas schronić.
Paździochowa – A pewnie za darmo. A my musimy płacić 15 złotych!
Halinka – O właśnie. Pan też musi zapłacić.
Boczek – Ale jak, ale co? Ja nic nie będę płacić. Może jeszcze 15 złotych?
Halinka – Nie, nie 15. Państwa Paździochów jest dwóje to tyle płacą. Pan dasz 7 złotych i będzie dobrze.
Boczek – Jakie 7? Jakie 7? Ja 5 mam. Więcej nie dam!
Halinka – Dobrze niech już będzie ale 6!
Boczek: No na to mogę przystać!
Halinka: No dobrze. To opłaty pobierze Ferdek, jak wstanie. Ja teraz do szpitala się śpieszę.

Scena 5
(Przed telewizorem w fotelu po lewej stronie siedzi Ferdek, po prawej Boczek, Pażdziochowie siedzą na krzesłach przyniesionych z kuchni, na kanapie siedzą Waldek z Mariolką)
Waldek – Panie Boczek. Nie oglądaj pan już tego baletu mongolskiego bo pan i tak nie zatańczysz jak oni. Ja chcę oglądać, skoki narciarskie!
Paździochowa – Skoki sroki. Ja chcę obejrzeć mój serial! Muszę wiedzieć czy Monika się zabije!
Mariolka – O nie, co to to nie! Za pięć minut zaczną się wybory tej najpiękniejszej i ja je chcę oglądać! W końcu ja tu mieszkam!
Waldek – Ty się tu głupia babo nie odzywaj, bo żeś jest głupia baba. O!
Mariolka – Zamknij się baranie jeden. Ja chcę pokaz mody obejrzeć!
Ferdek – Cicho kochani moi. Uspokójcie się. Panie Boczek, wyłącz że pan ten balet mongolski, bo tego już oglądać się nie da!
Boczek: Ale ja oglądam!
Ferdek: To panie idź pan zobacz czy pana w toalecie na klozecie czasami nie ma!
Boczek: Jak żeś pan jeszcze wczoraj wrzeszczał, że tu nie wolno się wypróżniać, że ja blokuję!
Ferdek: Teraz to pan akurat blokujesz telewizor a nie kibel, w kiblu teraz nikogo nie ma!
(Boczek obrażony wychodzi z salonu, po chwili wchodzi Halinka)
Halinka – Co tu się dzieje do jasnej cholery?! Przed chwilą spotkałam Boczka, mówi żeście go wygonili!
Ferdek – Ja go wygoniłem, bo grubas ogląda już od dwóch godzin balet mongolski!
Halinka – Ale tak nie można! Za chwilę serial będzie, pani Helenko, obejrzymy sobie.
Paźdzochowa – O tak, dokładnie. A te durne chłopy niech idą pod kibel, albo do piwnicy.
Mariolka- A co ze mną?
Halinka: No jak to co? Posiedź, pooglądaj sobie z nami.
Mariolka: Ale ja chcę pokaz mody!
Halinka: Jutro sobie powtórkę zobaczysz!
(Mariolka siedzi obrażona na kanapie, wpada Paździoch)
Paździoch – Helena, do domu, naprawili, wodę wypompowali, gacie trzeba suszyć!
Paździochowa – Jakie gacie? Ja serial oglądam.
Paździoch – Helena!
Paździochowa – Widzi pani co ja mam z tą łysą pałą! Ale kiedyś do pani przyjdę na serialik to sobie wspólnie obejrzymy.
Pażdziochowa : Już idę, nie drzyj się!
Halinka: No zapraszam serdecznie!
(Przychodzi Boczek i Ferdek)
Boczek: Ja pani Halinciu, dziękuję z całego serca, żeście mnie do mieszkanie swego przygarnęli. Chciałem podziękować i kordłę zabrać bo już mi okno wstawili i cieplutko mam jak w Afryce. Nawet nago mogę sobie po po…
Halinka: No dobrze, dobrze. Nie kończ pan lepiej!
Boczek: To żegnam i życzę miłego popołudnia!
Halinka: Nawzajem, panie Boczek.
Ferdek: No, to żeśmy sami zostali, Halinka!
Halina: No uspokój się! Przynieś lepiej wino z kuchni, stoi tam w tej szafce, no wiesz jakiej…
Ferdek: Wiesz, ja zasadniczo, to wolałbym piwo…
Halina: No idź, idź. To przynieś sobie piwo a mi wino
(Ferdek krzyczy z kuchni)
Ferdek: Halina! Halina!
Halinka: Czego się drzesz, jełopie jeden?!
Ferdek: Rura nam pękła, wody po kostki!
(Halina siada zrezygnowana na fotel)
Awatar użytkownika
PharellMan
ZBANOWANY
ZBANOWANY
Posty: 3005
Rejestracja: 2012-06-06, 02:20

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: PharellMan » 2013-04-04, 16:05

Bardzo dobry scenariusz, rewelacyjny jak na początek. Najbardziej podobał mi się koniec, jak po wszystkim czas przyszedł na Kiepskich i rura im pękła jak dla Paździochów. :-P

Moja ocena: 10/10 :-D
Sylia
Edzio Listonosz
Edzio Listonosz
Posty: 41
Rejestracja: 2013-04-02, 10:17

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: Sylia » 2013-04-04, 16:20

Dziękuję, dziękuję :-)
Czekam na oceny i opinie innych :-P
Awatar użytkownika
Kiepski Widz
Administrator|Red. Naczelny
Administrator|Red. Naczelny
Posty: 4816
Rejestracja: 2013-01-02, 21:05

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: Kiepski Widz » 2013-04-04, 16:25

Fajny scenariusz, tylko trochę za krótki. Można było jeszcze jakoś rozwinąć akcję, ale 9/10 dam. ;-)
Obrazek
^^Kliknij^^

REGULAMIN FORUM
Awatar użytkownika
Mike Tytla
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 982
Rejestracja: 2012-04-22, 11:20
Lokalizacja: Polska

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: Mike Tytla » 2013-04-04, 17:29

Co tu dużo gadać, scenariusz świetny, co nie zmienia faktu, że kilka rzeczy bym poprawił. Moja ocena to 9/10.
Pocałuj mnie w dupę, Marian!
woofer

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: woofer » 2013-04-06, 15:55

Tak, zgadzam sie bardzo dobry scenariusz, ale musialas pisac, :o.
Nie chce mi sie go, opisywac wiec od razu wystawie ocene.
Z racji ze jestes na forum, od nie dawna daje 9/10
Sylia
Edzio Listonosz
Edzio Listonosz
Posty: 41
Rejestracja: 2013-04-02, 10:17

[SCENARIUSZ] Wychowanie

Post autor: Sylia » 2013-04-07, 14:18

Wychowanie
Scena pierwsza (Paździoch i Paździochowa stoją przed ubikacją, ze swojego mieszkania wychodzi Ferdek)
Ferdek: A co państwo tutaj tak stoicie pod tym kiblem, co?
Paździoch: No niech pan zobaczy, jak ktoś tam naświnił! Chamstwo w państwie! Bród, smród i ubóstwo w jedynym! Syf i malaria! Ja dzisiaj jadę do marketu budowlanego i swój kibel w domu buduję!
Ferdek: Ooo, to pan teraz będziesz miał luksusowy tryb życia…
Paździoch: Owszem. Bo z tego co tutaj jest, to można się chorób nabawić!
Ferdek: Panie, nie przeżywej pan! Od lat pan korzystasz z tego kibla, i jakoś pan ciągle żyjesz, na moje nieszczęście…
Pażdzioch: Co było, a nie jest nie pisze się w rejestr! Kiedyś ja dużo rzeczy robiłem i to takich, że pan od nich to byś kopytami do przodu leżał.
Ferdek: Niby jakich, co?
Paździoch: Ja się nie będę przed panem spowiadał, ale żałuj pan, że mnie nie znałeś od czasu moich narodzin.
Ferdek: Jakoś specjalnie nie żałuję…
Paździochowa: Panowie. My tu gadu, gadu a tu pozostaje kwestia zasranego kibla!
Ferdek: No właśnie. Kto tu tak nasyfił?
Paździochowa: Pewnie Boczek, grubas jeden, nawet papieru toaletowego używać nie umie!
(słychać jęki Boczka: Oj, jak boli, o jeny)
Paździoch: Cicho, idzie!
Paździochowa: Schowajmy się do wnęki.
(cała trójka chowie się, wchodzi Boczek)
Boczek: O matko kochana. Jak boli, ja nie mogę…
(Boczek wchodzi do kibla, gdzie słychać znowu jego jęki, po chwili Boczek wychodzi, Ferdek podchodzi do niego, zagląda do kibla)
Ferdek: Panie Boczek, czekaj pan! Ładnie to tak syfić w cudzej toalecie?! Ładnie to tak?!
Boczek: To nie ja, to już było!
Ferdek: Gówno było. Gówno było! Było mniej teraz więcej jest! Pan żeś tam świni, tylko ja nie wiem czemu!
(Wychodzi Paździoch z Paździochową)
Paździochowa: No i co, nie wstyd panu?
Ferdek: Właśnie! Pan nie jesteś u siebie na wsi pod Ełkiem, gdzie każdy na każdego robi! Tu jest Wrocław, kulturalni ludzie, publiczny kibel, kamienica!
Boczek: Ja żem nie mieszkał pod Ełkiem ino pod Elblągiem.
Ferdek: Jedna dupa.
Boczek: Jaka dupa? Jak pan nie wiesz, gdzie leży Elbląg a gdzie Ełk, to se pan we atlasie geograficznym na mapie sprawdź!
Ferdek: Pan się nie wymiguj! Powiedz pan lepiej czemuś pan ten kibel tak zasyfił, co?
Boczek: Boleści okropne mam.
Ferdek: Jak pan kupujesz żarcie na promocji w super markiecie to się pan nie dziw…
Boczek: Jak ja to z biedy robię! A tam mięsko wczoraj było po 4.99 za kilo!
Paździochowa: Pewnie jakieś stare. Umyte płynem do naczyń!
Boczek: Ja tam nie wiem! Smaczne było, a że ja żem kupił trzy kila, to ja musiałem to wszystko zjeść, żeby się nie zaśmiardło.
Paździoch: To co pan lodówki w domu nie masz?
Boczek: Kiedy mnie się ta moja popsuła, i żem na śmietniku, tu, u nas, znalazł taką malutką, turystyczną. To tam tylko margarynę mam, kawałek sera, i dwie laski kiełbasy. A mięso to zamrożenia wymagało!
Paździochowa: I co, pan żeś pożarł trzy kilo mięcha?
Boczek: No, jak było…
Ferdek: Dobra, dobra. Sraty taty. Pozostaje kwestia kibla!
Paździochowa: Właśnie!
Boczek: No bo ja nie chciałem , ja naprawdę, żem nie chciał. Tylko, że ja papieru żem zapomniał, a tutaj też nic nie było.. a w spłuczce woda się skończyła…
Paździoch: To trzeba było poczekać aż doleci, a nie zostawiać, zanieczyszczać, jak zwierze jakieś!
Boczek: Ale ja to wszystko sprzątnę…Ja za chwilę wodę we wiadrze przyniosę i to posprzątam…
Paździochowa: No mam cichą nadzieję…
Ferdek: Dobrze, rozejdźmy się teraz w pokoju ducha i ciała. A pan panie Boczek posprzątaj pan ten syf, bo to aż człowieka odrzuca…
(Boczek trzymając się za brzuch, kiwa potakująco głową, Paździochowie i Ferdek rozchodzą się do swoich mieszkań.

Scena druga.(Halina wchodzi do salonu. Cała jest ubrudzona śmieciami, na głowie ma skórki od banana, na plecach jakieś papiery. Ferdek siedzi na fotelu przed telewizorem)
Ferdek: O Matko. Halincia, a co tobie się stało?
Halina: No normalnie se ide i nagle otwiera się okno Boczka. Patrzę czego on chce, a on hop, śmiecie z kubła wywala. Prosto na mnie! To ja się patrzę w to okno, drę się na niego a ten tylko zaśmiał się tak złośliwie, okno zamknął, zasłonkę zasłonił i tyle go było widać!
Ferdek: No nie. A ty wiesz, że Boczek, świnia gruba kibel zanieczyścił dzisiaj?
Halina: Skąd wiesz, że to Boczek?
Ferdek: Bo żem go z Paździochami w kiblu zamknął i jak wylazł, to nasyfione było tak, że lepiej nie mówić. I miał to posprzątać. Swoją drogą, ciekawe, czy grubas do roboty się wziął…
Halina: Z niego to się normalny regularny cham zrobił!
(Ferdek wstaje, ściąga skórkę od banana z głowy Haliny)
Ferdek: Patrz, a mówił, że pieniędzy nie ma. A banany wyżera!
Halina: Dobra Ferdek. Mniejsza o to. Ja idę się umyć, bo ja nie wiem co Boczek w tym kuble miał i wolę nie wiedzieć.
Ferdek: No idź Halincia, a ja do kibla pójdę, sprawdzę, czy grubas rzeczywiście posprzątał.

Scena trzecia(Ferdek wychodzi z mieszkania, pod kiblem stoi Paździoch)
Paździoch: Widzi pan. Grubas miał sprzątnąć a nie sprzątnął!
Ferdek: A wiesz pan, że on na moją żonę to kubeł ze śmieciami wywalił. Żona się teraz myje, bo śmierdziała niemożliwe!
Paździoch: Trzeba się za Boczka wziąć i to czym prędzej, zanim nam wszystkim coś nawywija.
Ferdek: No ale jak. Jak on wbrew pozorom cwany jest i się wszystkiego wyprze.
Paździoch: Gówno cwany. Ociężały fizycznie i umysłowo i tyle. Przyciśnie się go trochę, z kilo serdelowej kupi, to zaraz zacznie śpiewać jak operetka w operze.
Ferdek: No dobre. Pan powie żonie, przyjdźcie do mnie dzisiaj o osiemnastej. Pasuje?
Paźdizoch: Powiem krótko. Jak nie, jak tak?

Scena czwarta. (Ferdek siedzi w fotelu po lewej stronie, Halina po prawej. Na kanapie siedzą: Walduś, Mariolka, Jolasia. Na dodatkowych krzesłach, Paździochowie)
Ferdek: W wyniku wandalizmu który występuje w naszej kamienicy… (Walduś przerywa mu)
Waldek: Ale tatuś, przecie wandale to se zawsze były. Nawet ja kilka razy z chłopakami żem se te ściane pomalował w rysunki takie śmieszne, ładne…
Jolasia: Ty cycu jeden głupi, nie przerywaj ojcu swemu jak przemawia do mieszkańców kamienicy…
Ferdek: Cicho! Wandalizmu tego dokonuje się mieszkaniec naszej kamienicy, którego nie ma między nami niejaki Arnold Boczek.
Mariolka: No dokładnie. Ja sobie szłam, normalnie dzisiaj przed południem to było i Boczek to normalnie w piaskownicy na golasa się tarzał! I jeszcze sobie coś podśpiewywał!
Waldek: A jak ja se normalnie szłem z Jolaśką to widzeliśmy jak Boczek na huśtawce bujawce się bujał z dupą tłustą i na końcu ta huśtawka się rozpierniczyła i grubas zleciał dupą na ziemię.
Halina: No właśnie. To kolejne akty wandalizmu! Że o śmieciach wyrzucanych przez okno nie wspomnę!
Paźdizochowa: Trzeba coś z tym zrobić. Bo tutaj się żyć nie da!
Halinka: Co racja, to racja! Co prawda syf tutaj był od zawsze, ale to w pojedynczych przypadkach! A nie, żeby jedna osoba dopuszczała się tylu szkód, w jeden dzień!
Paździoch: Ja to powiem tak: Boczka trzeba trzymać krótko. Zamknąć grubasa na kilka dni, niech kibluje!
Halina: U nas Boczek kary odbywać na pewno nie będzie! Co to to nie! Przecież on w dwa dni przeżre całą moją pensję!
Paździochowa: Spokojnie pani Halinko. Ale Marian ma rację. Boczka trzeba gdzieś zamknąć. Może w końcu zrozumie!
Halina: No dobrze, niech sobie odbywa, byle nie w naszym mieszkaniu i nie w kiblu!
Ferdek: O właśnie, w kiblu na pewno nie!
Paździoch: Ja mogę kupić klatkę. U mnie na bazarze, taki jedne gruby chciał sprzedać.
Halina: O i to jest dobry pomysł!
Paździochowa: (szeptem) Marian, zgłupiałeś?! Klatkę chcesz kupować? Przecież to będzie majątek kosztować!
Paźdizoch: Grubas chciał za klatkę trzy dychy. Chyba lepsze to, niż żywienie Boczka przez tydzień!
Paździochowa: Ty to Marian, czasami jesteś inteligentny…
Halina: Chwileczkę, ja się nie zgadzam! Pan kupisz klatkę za trzy dychy, a ja będę Boczka żywić? Co to, to nie!
Ferdek: Cicho Halinka! Posiedzi grubas o chlebie i wodzie, to przy okazji schudnie!
Paździochowa: Chwileczkę, to my mamy wydać trzydzieści złotych na klatkę do Boczka, a państwo nic?
Halina: Ale ja będę Boczka żywić! I owszem na śniadanie chleb i woda, ale obiadu, to mu u mnie nigdy nie zabraknie! Głodem go nie będę brać!
Ferdek: Ale Boczek siedzieć będzie na korytarzu?
Paździoch: No nie! Skoro my kupujemy klatkę, to Boczek siedzi u was!
Halina: Ciekawe gdzie?! Bo tu w salonie nie zamierzam go trzymać!
Paździochowa: Dobrze! Boczka zamknie się na korytarzu, tak żeby nie było kłopotów z odwiedzinami.
Halina: No i to ja rozumiem.
Paździoch: To ja jutro kupię klatkę, a państwo przygotujcie mu jakąś kozetkę.
Paźdizochowa: Ale jak grubasa złapać?
Halina: Na pewno przyjdzie do kibla, powie się mu, żeby wszedł do klatki pod jakimś byle pretekstem i już!
Ferdek: O Halinko, ja nie wiedziałem że z ciebie taka bojowa kobieta jest…
Halina: Ty Ferdek, wielu rzeczy o mnie nie wiesz…

Scena piąta. (Na korytarzu stoi klatka, Boczek siedzi w niej na krześle, wstaje i siada, chce przegryźć kraty)
Boczek: Panie Paźdzochu, wypuście mnie! Ja się nie zgadzam, za co ja siedzę?!
(Paździoch wychodzi ze swojego mieszkania)
Paździoch: Pan dobrze wiesz za co. Za ogólny wandalizm tj: zasyfienie kibla, wyrzucanie śmieci przez okno na sąsiadkę Halinę Kiepską, siedzenie na golasa w piaskownicy dal dzieci i zajmowanie huśtawki a na końcu jej zniszczenie! Mało panu?!
Boczek: Jakie mało, panie, jakie mało? Ja żem nic nie zrobił. Pan żeś mnie podstępem do klatki zwabił, kiełbasy dało. Pan mnie normalnie potraktowałeś jak małpę w zoo. Sam żem kiedyś był to widziałem…
(Z mieszkania kiepskich wychodzą: Ferdek, Halina, Mariolka, Jolasia i Waldek)
Halina: I po co to panu było, panie Boczek, co?
Boczek: Ja żem nic nie zrobił. Jak cię mogę!
Mariolka: Panie Boczek. Nie zawracaj pan gitary, bo sama widziałam jak pan żeś w piaskownicy dziecinnej się tarzał na golasa w dodatku. I to był dla mnie straszny widok!
Boczek: Bo tam ten piasek taki mięciutki był jak nad morzem… Tylko jak ja się tak tarzałem, to nagle, na nieczystość wpadłem, chyba kocią, to mnie się zara odechciało…
Waldek: No, a ja to normalnie widziałem jak pan żeś się bujał huśtał na bujawce dziecinnej i potem ona spadła pod wpływem pana ciężkiej dupy!
Boczek: Bo mnie tak gorąco było, a jak ja się żem tak bujał to chłodniej, wiatr we włosach…
Paździoch: A widzicie! Przed chwilą wszystkiego się wypierał, grubas jeden!
Boczek: Jaki grubas? Nie obrażaj pan…
Halina: A te śmiecie z okna, coś pan na mnie wysypał?
Boczek: Bo mnie się nie chciało na dół latać w te i w nazad to ja żem sypnął przez okno…
Halina: I akurat na mnie?!
Boczek: A to nie moja wina, że pani akurat przechodziła pod oknem moim!
Halina: To już szczyt wszystkiego! Jeszcze wyjdzie na to, że to ja jestem winna!
Ferdek: Dobra pan siedzisz. Wyrok zapadła na tydzień pozbawienia wolności. Na śniadanie i kolację chleb i woda. Obiad pan ciepły dostaniesz. A jak się będziesz sprawował dobrze to nawet kawałek kiełbasy!
Boczek: Ja nie wytrzymam o chlebie i wodzie!
Ferdek: Wytrzymasz pan wytrzymasz! Schudniesz pan!
Boczek: A gdzie ja mam spać?
Halina: Mąż z Waldkiem za chwilę przyniosą panu stary materac po Mariolce.
(Wszyscy rozchodzą się do mieszkań)

Scena szósta(Ferdek i Halinka leżą w sypialni, śpią. Nagle słychać donośny głos Boczka. Ferdek i Halina budzą się)
Boczek: Wypuścić mnie!!!
Ferdek: Patrz, ten znowu wyje…
Halina: Może byśmy go w końcu wypuścili. Przecież to nieludzkie tak trzymać człowieka na uwięzi!
Ferdek: Po pierwsze Boczek to nie człowiek a po drugie to sobie zasłużył,
(Słychać z korytarza)
Boczek: Jestem głodny!!!
Paździoch: Cicho pan będziesz , czy nie?
Boczek: Jestem głodny!!!
(W sypialni)
Halina: Chodź, zobaczymy co tam się dzieje.
(Kiepscy szykują się do wyjścia, Halina zakłada szlafrok, wychodzą na korytarz, przy klatce Boczka stoją Paździochowie)
Paździochowa: Panie przestań pan drzeć mordę po nocy! Marian musi spać!
Boczek: Ja też muszę, tylko jestem głodny!!!
Halina: Co tu się dzieje!
Paździoch: Więzień się awanturuje!
Boczek: Bo jestem głodny!!!
Ferdek: Schudniesz pan!
Halina: Nie, spokojnie. Ja za chwilę panu przyniosę kanapkę, co?
Ferdek: Jaką kanapkę Halina? Jaką kanapkę? O chlebie i wodzie miał siedzieć!
Halina: No bez przesady, Ferdek. Już chyba mogę uszykować dwie skibki chleba z pasztetową!
Boczek: Kiełbasy mi dajecie! Najlepiej serdelowej! Bo ja jestem od niej uzależniony!
Paździochowa: To idź pan na odwyk! A teraz siedź pan cicho i daj ludziom spać!
Paźdizoch: Właśnie, trzecia w nocy jest!
Boczek: A pani Halinka da mi te kanapki?
Halina: No pewnie, że dam. Ale tylko dwie, bo już mało chleba mam.
Boczek: A nie mogła by tak pani ze trzy mi uszykować…
Halina: Panie Boczek, nie przeginaj pan pały!
(Boczek siada zrezygnowany na materacu, wszyscy udają się do mieszkań)

Scena siódma: (Ferdek i Halina siedzą w kuchni przy stole, Halina szykuje kanapki z pasztetową)
Ferdek: Żeby Boczek wyżerał takie rarytasy jakimi jest pasztetowa!
Halina: No już nie przesadzaj! Nie możemy go głodem brać, bo to karalne!
Ferdek: Dupa a nie karalne. Posiedziałby kilka dni o głodzie i chłodzie, to by się przyznał! A jak my go tak bendziem karmić to mu się za dobrze zrobi i grubas nigdy z klatki nie wyjdzie!
(Słychać krzyk Boczka)
Boczek: Ludzie, Ludzie, pomocy!!!
Ferdek: Znowu się drze!
(Kiepscy wybiegają na korytarz)
Ferdek: I czego się pan drzesz. Jest trzecia trzydzieści!
Paździoch: Co tu się dzieje. Ledwo zasnąłem!
Boczek: Ja muszę do kibla!
Paździochowa: I znowu pan nasyfisz!
Boczek: Nie! Tylko papier mnie dajcie bo swojego aktualnie nie posiadam!
Paździoch: Jeszcze papieru chce! To już chamstwo!
Boczek: Bo ja zaraz nie wytrzymie!
Paździoch: To rób pan pod siebie!
Boczek: Żeby potem nie było na mnie!
Ferdek: No co pan? Zgłupiałeś pan? Ani mi się waż panie Boczek!
Boczek: Ludzie, decydujta się szybciej, bo ja już normalnie nie mogie!
Paździoch: Niech robi pod siebie!
Halina: Ciekawe kto to potem będzie wszystko sprzątać? Bo na pewno nie ja!
Paździoch: Boczek posprząta, jak odsiedzi wyrok!
Ferdek: A tutaj będzie śmierdzieć, przez cały tydzień?!
Paździoch: Lepsze to od zasyfionego kibla!
Boczek: Ja nie wytrzymię!
Ferdek: Cicho!
Boczek: Za późno… Już państwo nie musicie się głowić….

DWA DNI PÓŹNIEJ
Scena ósma (Paździochowie i Kiepscy stoją przed klatką Boczka)
Ferdek: No to żeś jest pan wolny. Panie Pażdziochu odkluczaj pan.
Boczek: Będę wolny! Wolny jak ptak!
Paździoch: Mam nadzieję, że przemyślałeś pan swoje naganne zachowanie i zmądrzejesz pan!
Boczek: Jak nie jak tak. W mordę jeża!
Paździoch: To posprzątaj pan tu ten syf.
Boczek: No dobre.
(Boczek bierze od Paździocha miotłę, a pozostali rozchodzą się do mieszkań.

Scena dziewiąta(Ferdek i Halina leżą w łóżku, Boczek nagle śpiewa)
Boczek: Jeszcze po kropelce, jeszcze po kropelce…
Ferdek: Znowu się grubas drze!
Halina: To powiedz mu coś!
(Ferdek wstaje do okna)
Ferdek: Panie Boczek, cisza nocna jest!
Boczek: A gówno mnie to obchodzi.
(Słychać dźwięk wybijanej szyby)
Halina: Jasna cholera, Boczek okno wybił!

Wstawiam mój drugi scenariusz. Wydaje mi się, że nie jest tak dobry jak ten pierwszy. Ale czekam na wasze opinie ;-)
Ostatnio zmieniony 2013-04-07, 14:20 przez Sylia, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Mike Tytla
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 982
Rejestracja: 2012-04-22, 11:20
Lokalizacja: Polska

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: Mike Tytla » 2013-04-08, 10:44

Dobra, to ja zamieszczę moją przeróbkę scenariusza "Nocleg". Czy teraz jest wystarczająco długi? Ktoś by coś zmienił? Nadaje się do wysłania do ATM-u?

Scena 1 (Ferdek idzie do kibla, wchodzi Boczek w starym, grubym kożuchu)
Boczek: Ooo... Witam pana, panie Ferdku.
Ferdek: Panie Boczek, skąd żeś pan ten dziadowski kożuch wynalazł? Takie to się nosiło ze trzydzieści lat temu… He... he...
Boczek: Aaa... Żem se go w piwnicy znalazł, we starej szafie co ja ją tam mam. Ten kożuch to żem po moi ojcu dostał, i się pan nie śmiej, bo pan takiego nie masz, i innym zazdrościsz!
Ferdek: Nie unoś się pan, bo pan sufit przebijesz. Takie odzienie to ja również posiadam, również w piwnicy sobie leży. Panie, ale ja takiego czegoś nosić nie muszę! Ja mam porządną, nowoczesną kurtkę, zakupioną na bazarze przez moją żonę.
Boczek: A tam panie kurtki, płaszczyki. A wyjdziesz pan w tej swojej kurteczce na dwór, na mróz to zara pana przewieje i chory pan będziesz!
Ferdek: Mnie nie przewieje, bo ja właściwie z domu nie wychodzę, bo nie mam po co.
Boczek: Oj panie, Ferdku. To pani Halinka codziennie o szóstej rano do szpitala pomyka, w półbutach zresztą, bo nawet kozaczków nie ma. A pan śpisz do południa w gaciach rozciągniętych.
Ferdek: A co to panu gówno do tego! A tak w ogóle to won stąd, bo pan tu nie jesteś mile widziany!
Boczek: A bo co?
Ferdek: A bo pan tu w ogóle nie masz celu żeby przychodzić, o!
Boczek: Jak nie mam cela, jak mam! Do kibla se przychodzę!
Ferdek: Kibel to pan masz u siebie i pan się tutaj nie wypróżniaj tylko u siebie, bo pan blokujesz!
Boczek: Ja nic nie blokuję, to pan siedzisz w kiblu i se gazetki pan czytasz, pornograficzne zresztą.
Ferdek: Co? Że ja czytam?... To pan żeś jest erosoman, w kiblu gołe baby pan oglądasz i to w niedziele po kościele pan oglądasz, o!
Boczek: Panie, nie obrażaj pan, dobre?! Bo pan to żeś jest sam normalny bluźnierca i heteryk w jednym!
Ferdek: Milcz, grubasie fałszywy! Paszoł won do siebie na górę w tej chwili!
Boczek: Żegnam pana, bo żeś pan jest niemiły, normalnie w mordę jeża.
Ferdek: Grubas jeden... Przeklęty.

Scena 2 (Ferdek siedzi w kuchni, je zupkę chińską i bułkę, do kuchni wchodzi zziębnięta Halinka)
Halinka: No ja nie mogę. Jak zimno. Chyba z minus dwadzieścia jest, a ja kozaków nie mam bo mi się rozpierniczyły zeszłej zimy, ale co to ciebie gówno obchodzi, jak ty w ogóle z domu nie wychodzisz i ze swoich laczków przydeptanych i dresu pozaciąganego również!
Ferdek: Halinka, skąd w tobie tyle jadu?
Halinka: Jak byś musiał pomykać w jesiennych butach po takim mrozie to też byś był jadowity!
(Ktoś puka do drzwi)
Ferdek: Otwarte!
(Do kuchni wchodzi Paździoch)
Paździoch: Dzień dobry kochanym sąsiadom! Widzę, pan Ferdek spożywa pożywny obiad, prosto z Chin!
Ferdek: Panie, jak pan masz ubliżać, to lepiej pan stąd idź!
Paździoch: Spokojnie, panie Ferdku. Sprawa jest taka, że nam w mieszkaniu pękły rury. Wszystko zalane, a w dodatku zimno jak na Grenlandii. Dupy nie ma gdzie i jak posadzić. I zwracam się do państwa z takim pytaniem, czy byście nie przyjęli nas pod swój dach na trzy dni…
Ferdek: Nie ma takiej możliwości.
Halinka: Ale Ferdek. No poczekaj. Trzeba pomóc bliźnim w potrzebie.
Ferdek: Panie Paździoch, zostaw pan nas samych na pięć minut. Musimy z żoną zadecydować!
Paździoch: Dobrze, tylko decyduj się pan szybko, bo tam Helena, pod drzwiami na materacu gumowym siedzi.
(Paździoch niby wychodzi, ale jednak podsłuchuje, stojąc w salonie)
Halinka: No Ferdek no! Nie bądź już takim jełopem. Trzeba im pomóc! A gdyby to nam coś się popsuło?
Ferdek: To już bym wolał do tego grubasa Boczka iść albo do Badury na śmietnik niż do tej mendy Paździocha, co by mi nawet kromkę chleba i szklankę wody wyliczał.
Halinka: Ale czy ty nie rozumiesz, że trzeba im pomóc. To w końcu nasi sąsiedzi od wielu lat!
Ferdek: Niestety, Halinka… Niestety!
Halinka: Ferdek, mnie też to nie jest na rękę, żeby ktoś kręcił się tutaj i żarł za moje! Ale do diabła, ludziom trzeba pomagać!
Ferdek: Dobre! Zgadzam się! Ale niech Paździoch daje na wyżywienie! Nie będzie mnie tutaj kiełbasy wyżerał!
Halinka: No, to ewentualnie możemy rozważyć.
Ferdek: Panie Paździoch, choć pan tutaj, i tak wiem, że pan podsłuchujesz.
(Paździoch wchodzi)
Halinka: Słyszałeś pan, co mówiliśmy, czy mam się dwa razy powtarzać?
Paździoch: Słyszałem, słyszałem. Jestem w stanie dawać 5 złotych za dzienne wyżywienie i nocleg.
Halinka: Panie Paździoch, no nie przesadzaj pan. U nas się nie przelewa, a ja jeszcze rachunku za gaz nie zapłaciłam.
Paździoch: Dobrze, 15 złotych plus jedno piwo dziennie. Pasuje?
Ferdek: Dobra, dobra... Może być.
Paździoch: To ja pójdę po Helenkę.

Scena 3. (Jest już noc, Paździochowie leżą na gumowych materacach w salonie, Halinka i Ferdek w sypialni, ale nie mogą spać)
Halinka: Wiesz co Ferdek, ja to się czuję tak nieswojo, jak my sobie tutaj leżymy a oni tam…
Ferdek: Widzisz Halincia, a ja żem ci mówił, żeby obcych ludzi pod dach swój nie brać, to nie, bo ty się znalazłaś - święta Halina z Wrocławia.
Halinka: Ale to w końcu nasi sąsiedzi!
Ferdek: Mendy, a nie sąsiedzi!
Halinka: Ferdek uspokój się, bo jeszcze usłyszą.
Ferdek: To niech usłyszą.
(ktoś puka do drzwi)
Ferdek: Kogo tam licho niesie po nocy?
Halinka: Idź zobacz. Jak pójdziesz to się dowiesz.
(Ferdek idzie, otwiera drzwi, przed drzwiami stoi Boczek z kołdrą)
Ferdek: A pan tu czego stoisz jak widły w gnoju? Jak żeś pan kordłę zanieczyścił to do pralni, a nie do mnie!
Boczek: Ale ja zakwaterować się przyszłem, bo u mnie panie, normalnie okno wyleciało.
Ferdek: Jak panu okno mogło wylecieć? Jak ja się normalnie pytam jak?!
Boczek: A no normalnie. Siedziałem ja se, i jadłem parówki. A takie dobre pyszne byli, te pojedyncze takie…
Ferdek: Panie, do rzeczy bo zimno!
Boczek: No i ja se je jadłem i jak nagle wyleciało to.. Ja nie wiem, czy to wandale śniegiem rzuciły, czy to wiatr za mocny powiał…
Ferdek: Bo żeś pan okien nie uszczelnił to pan masz za swoje. Ja na jesieni okna z moją żoną Haliną uszczelniałem, to nam nic teraz nie wylatuje, ani nie wlatuje!
Boczek: Do rzeczy! Ja zamieszkać u pana chciałem, na trzy dni tylko, aż mi szklarz nowej szyby nie wyrobi.
Ferdek: A co tu kurde, jakaś noclegownia?
Boczek: Jak noclegownia, w mordę jeża?
Ferdek: No Paździochy u mnie śpią od dzisiaj…
Boczek: Ooo, to razem będzie nam cieplej i weselej, hihihi.
Ferdek: No i czego się pan śmiejesz jak głupi do sera? Żegnam, dobranoc.
(Ferdek idzie do sypialni,)
Halinka: I co, kto to był?
Ferdek: Nikt.
Halinka: Jak nikt, jak wyraźnie słyszałam głos Boczka.
Ferdek: A przyszedł grubas. Pomieszkać chciał trzy dni, bo mu okno wyleciało, wyobraź sobie.
Halinka: I co, wpuściłeś go?
Ferdek: A dupa tam! Ja nie będe grubasa pod moim dachem, w moim mieszkaniu przetrzymywał, pod jednym dachem z grubasem mieszkał. Pierdzielę.
Halinka: No wiesz co, Ferdek, wiesz co. Ty to już się taki dziad na starość zrobiłeś, że się na ciebie patrzeć normalnie nie idzie. Człowieka w potrzebie wyrzucasz za drzwi, nie wstyd ci? A jak się chłop biedny przeziębi?
Ferdek: Gdzie Halińcia, po pierwsze jaki on biedny? Po drugie, ja żem na własne oczy widział jakiego ma grubego... Tego...
Halinka: Ferdek, ale chyba nie masz na myśli, że on ci...Khm... Pokazywał?
Ferdek: ...No coś ty, Halinka. Kożucha grubego, starego takiego mnie pokazywał, o to mnie się rozchodzi. Kożucha se grubas odzieje i wtedy nie zmarznie.
Halinka: No wiesz, Ferdek. Ja byłabym jednak za tym żebyś ty go jednak przyjął pod ten swój dach.
(Ponownie rozlega się pukanie)
Halinka: To pewnie on. No idźże mu otwórz, a nie tak się rozkładasz na tym łożu jak niedźwiedź w barłogu.
(Ferdek wstaje i idzie otworzyć)
Ferdek: Dobra, właź pan, tylko kapcie pan zdejm żebyś mi pan nie nagnoił. I 15 zł za nocleg, proszę!

Scena 4
(Halinka wchodzi do sypialni, Paździochowie śpią na materacach, Boczek ledwie mieści się na kanapie, Halinka ostrożnie przechodzi, obok materaców Paździochów)
Paździoch: A, a Au! Moja ręka!
Paździochowa: Marian, dziadygo! Nie drzyj się jak zwierz jakiś w dziczy! Wstawaj lepiej, na bazar idź!
Paździoch: Helena, nie szalej! Jak na bazar? Jak na bazar? Kiedy gacie zamokły i zaśmiardły. Trzeba poprać i wysuszyć. O biustonoszach już nie wspomnę!
Paździochowa: Bo żeś nie wyniósł jak ci mówiłam. Wolałeś oglądać te nowe gacie z Chin! To teraz masz!
Halinka: Proszę, państwa, proszę się nie kłócić. Trochę kultury. Są tu jeszcze inni lokatorzy.
Boczek: Oj Jezusie Nazareński, jak boli. Moje plecy!
Paździochowa: A skąd się tu grubas wziął?
Halinka: Panu Boczkowi okno w domu wyleciało i przyszedł się do nas schronić.
Paździochowa: A pewnie za darmo. A my musimy 15 złotych płacić!
Halinka: O właśnie. Pan też musi zapłacić.
Boczek: A jak, ale co? Ja nic nie będę płacić, w dupie mam. Może jeszcze 15 złotych?
Halinka: Nie, nie 15. Państwa Paździochów jest dwóje, to tyle płacą. Pan dasz 7 złotych i będzie dobrze.
Boczek: Jakie 7 kuźwa? Jakie 7? Ja 5 mam. Więcej nie dam, o!
Halinka: Dobrze niech już będzie, ale 6!
Boczek: No, na to mogę przestać!
Halinka: No dobrze. To Ferdek pobierze opłaty, jak wstanie dziad wąsaty. Ja teraz do szpitala się śpieszę.

Scena 5
(Przed telewizorem w fotelu po lewej stronie siedzi Ferdek, po prawej Boczek, Pażdziochowie siedzą na krzesłach przyniesionych z kuchni, na kanapie siedzą Waldek z Jolasią i Mariolką)
Waldek: Panie Boczek. Nie oglądaj pan już tego baletu mongolskiego bo pan i tak nie zatańczysz jak oni. Ja chcę oglądać skoki narciarskie! Muszę zobaczyć jak ten, Żylak skoczy!
Paździochowa: Skoki sroki. Ja chcę obejrzeć mój serial! Muszę wiedzieć czy Monika się zabije!
Mariolka: O nie, co to to nie! Za pięć minut zaczną się wybory tej najpiękniejszej i ja je chcę oglądać! W końcu ja tu mieszkam!
Waldek: Ty się tu głupia babo nie odzywaj, bo żeś jest głupia baba, o! Głupie głupoty chce oglądać, kurna.
Jolaśka: A ja to bym se chciała normalnie pokaz mody obejrzeć, bo lecieć będzie wkrótce niebawem, niezabawem.
Waldek: Dupa, dupa, dupa!
Jolaśka: Zamilcz, cycu jeden, się nie odzywaj, bo ty się na modzie bynajmniej nie znasz.
Waldek: A ty to się może kurna znasz, co?
Jolaśka: Zamknij się baranie jeden. Ja chcę pokaz mody obejrzeć, kuźwa.
Halinka: Cicho kochani moi. Uspokójcie się. Panie Boczek, wyłącz że pan ten balet mongolski, bo tego już oglądać się nie da!
Boczek: Ale ja oglądam, pani Halinko!
Ferdek: Panie, przecież to je nudne jak cholera. Ile to można patrzeć na jedno i to samo, jakieś tańce srańce, przełączże pan na Polsata.
Boczek: Ale panie Ferdku, to mój ulubieny program jest!
Ferdek: To panie idź pan zobacz czy pana w toalecie na klozecie czasami nie ma!
Boczek: Jeszcze czego? Jak żeś pan jeszcze wczoraj wrzeszczał, że tu nie wolno się wypróżniać, że ja blokuję!
Ferdek: Teraz to pan akurat blokujesz telewizor a nie kibel, w kiblu teraz nikogo nie ma!
Boczek: Panie, za to jak żeś mnie teraz potraktował, to ja się pana już słowem nie odezwie.
Ferdek: No i bardzo się cieszę z tego powodu. Hehehe...
Boczek: I ja... wychodzę, i wiedz pan, że moja noga w tym zasranym chlewie już więcej nie postanie.
Ferdek: Miał się nie odzywać. Hiehie.
(Boczek obrażony wychodzi z salonu, po chwili wchodzi Halinka)
Halinka: Co tu się dzieje do jasnej cholery?! Przed chwilą spotkałam Boczka, mówi żeście go wygonili!
Ferdek: Ja go wygoniłem, bo grubas oglądał już od dwóch godzin balet mongolski!
Halinka: Ale tak nie można! Za chwilę serial będzie, pani Helenko, obejrzymy sobie.
Paźdzochowa: O tak, dokładnie. A te durne chłopy niech idą pod kibel, albo do piwnicy.
Mariolka: A co z nami?
Halinka: No jak to co? Posiedź, pooglądaj sobie z nami.
Jolasia: Kuźwa! Ale ja chcę pokaz mody!
Halinka: Spokojnie, Jolasiu. Jutro sobie powtórkę zobaczysz!
(Mariolka z Jolasią siedzi obrażona na kanapie, wpada Paździoch)
Paździoch: Helena, do domu, naprawili, wodę wypompowali, gacie trzeba suszyć!
Paździochowa: Jakie gacie? Ja serial oglądam.
Paździoch: Helena!
Paździochowa: Widzi pani co ja mam z tą łysą pałą! Ale kiedyś do pani przyjdę na serialik to sobie wspólnie obejrzymy.
Pażdziochowa: Już idę, nie drzyj się!
Halinka: No zapraszam serdecznie!
(Przychodzi Boczek i Ferdek)
Boczek: Ja pani Halinciu, dziękuję z całego serca, żeście mnie do mieszkanie swego przygarnęli. Chciałem podziękować i kordłę zabrać bo już mi okno wstawili i cieplutko mam jak w Afryce. Nawet nago mogę sobie po po…
Halinka: No dobrze, dobrze. Nie kończ pan lepiej!
Boczek: To żegnam i życzę miłego popołudnia!
Halinka: Nawzajem, panie Boczek, nawzajem.
Ferdek: No, to żeśmy sami zostali, Halincia!
Halinka: No uspokój się! Przynieś lepiej wino z kuchni, stoi tam w tej szafce, no wiesz której…
Ferdek: Wiesz, ja zasadniczo, to wolałbym piwo…
Halina: No idź, idź. To przynieś sobie piwo, a mi wino.
(Ferdek krzyczy z kuchni)
Ferdek: Halina! Halina! Kurde!!
Halinka: No i czego się drzesz, jełopie jeden?!
Ferdek: Ruła nam pękła, wody po kostki!
(Halina siada zrezygnowana na fotel)
Ferdek: I co teraz zrobimy?
Halina: Jak to co? Pójdziemy do Paździochów, albo do Boczka. Myśmy ich przyjęli pod swój dach jak oni byli w potrzebie, to teraz oni będą mieli okazję żeby się nam odwdzięczyć.
Ferdek: Halincia, tylko nie do Paździochów, nie do Paździochów. Przecież to hieny, żerujące na ludzkim nieszczęściu. Wiesz ile oni ci każą nam płacić za nocleg? A zresztą tam teraz śmierdzi, bo Paździoch gacie chińskie suszy zapleśniałe.
Halina: No, w sumie masz rację. To został nam jeszcze Boczek.
Ferdek: O, nie... Ja z tym grubasem nie chcę mieć nic wspólnego.
Halinka: Co ci znowu nie pasuje, jełopie?
Ferdek: Halincia, przecież Boczek to zwykła świnia i...
Halinka: Milcz, zgredzie! Akurat Boczek w przeciwieństwie do ciebie to miły i kulturalny człowiek. Więc albo zgodzisz się u niego mieszkać, albo ja w tej chwili dzwonię do adwokata i będziesz mieszkał, ale pod mostem!

Scena 6
(Piętro Boczka, Halina, Mariola i Ferdek z naburmuszoną miną stoją pod jego mieszkaniem. Halina puka do jego drzwi. Boczek otwiera.)
Boczek: Ooo, pani Halincia. A cóż to panią sprowadza w me skromne progi?
Halinka: Aa, tym razem to my potrzebujemy noclegu. Rura nam pękła i mieszkanie nam zalało.
Boczek: A, to żaden problem. My sąsiedzi musimy sobie pomagać nawzajem. Zapraszam, zapraszam, zaraz herbatki zaparzę, poczęstuję jakimś małym co nie co...
Halinka: Ile płacimy nocleg?
Boczek: Panią, pani Halinko to ja mogę i za darmo przenocować. Hehe.
(W tym momencie Boczek spogląda na Ferdka spode łba. Wpuszcza Halinkę i Mariolę. Ferdek już ma wchodzić, kiedy Boczek ze srogą miną zachodzi mu drogę)
Ferdek: Panie, suń się pan, bo się przejść nie da.
(Boczek milczy)
Ferdek: No wpuśćże mnie pan, bo pan blokujesz!!
Boczek: A w dupę mnie pan pocałuj! Nie po tym jakżeś mnie pan u siebie z błotem zmieszał i wypierdzielił jak śmiecia jakiego. Za taką gościnność to ja dziękuję, w dupę węża... To ja teraz też bede taki gościnny jak pan wtedy był, o! I żegnam, i... Do widzenia.
(Boczek zamyka drzwi. Ferdek puka. Boczek otwiera, nadal z tą samą miną)
Ferdek: To gdzie ja się teraz podzieję, no przecież do tej mendy Paździocha nie pójdę.
Boczek: A to już pana problem, panie Ferdku.
Ferdek: Ale co ja takiego panu kurde zrobiłem?!
Boczek: Bo pan żeś mnie obraził śmiertelnie, i mi żeś pan telewizora u siebie nie pozwolił oglądać.
Ferdek: Ale, panie, kurde no, dogadajmy się jakoś... Ja tu pana najbardziej z tej całej kamienicy lubię, ja panu 2 kila kiełbasy przyniese, tylko wpuść mnie pan!
Boczek: Nie.
(Boczek zamyka Ferdkowi drzwi przed nosem. Po chwili jednak otwiera z powrotem)
Boczek: Albo jednak i ja pana przyjmie.
Ferdek: Tak?
Boczek: Ale za 20 zł i 5 kilów kiełbasy. Ale takiej dobrze podwędzonej, naczosnkowanej.
Ferdek: Jeszcze czego? Jeszcze czego? Ładnie to tak doić bliźniego poszkodowanego?! Grubas pazerny, kurde!
Boczek: Tak? To zobacz pan czy pana u Badury na złomowisku nie ma. Hihihi.
Ferdek: Nie, no. Weźcie mnie grubasa, bo nie zdzierżę! Weźcie mnie...!
(Boczek zamyka się przed wściekłym Ferdkiem)
Ferdek: Dobre! Ja teraz stąd wychodzę, ale jeszcze tu wrócę!
(Ferdek idzie do piwnicy i wyjmuje z szafy swój stary kożuch)

Scena 7
(Wysypisko u Badury. Ferdek ma na sobie kożuch. Jest ciemno)
Ferdek: Panie Badura, ja panu powiem tak: Ja nie o takie Polskie, zalane wodą walczyłem.
Badura: Panie Ferdku, ja widzę tylko jedno rozwiązanie - ktoś musi tę wodę przestać lać.
Ferdek: Tak to jest w tym życiu - raz na wozie, raz pod wozem.
Badura: A ja to w ogóle się o to nie muszę martwić, bo nie mam wozu, hehehe. Karwa kawka.
Ferdek: Aaapsik! Ech...
Badura: Oj, coś podziębiony pan, panie Ferdku. Może byś pan mojego lekarstwa skosztował?
(Wyciąga flaszkę wódki)
Ferdek: No jak nie jak tak. Hiehiehie.
Badura: To tera weź się pan prześpij, połóż się. Zara materac przyniese.
(Wyciąga stary materac)
Ferdek: A jakąś kordłę pan masz, bo normalnie zimno jak w dupie u Eskimosa.
Badura: Panie Ferdku, ja tu mam taką kordłę pierwsza klasa, cieplutką, że normalnie zaśniesz pan jak niemowlak.
(Ferdek kładzie się)
Ferdek: Ooo... Są jednak na tym świecie dobrzy ludzie, którzy nie patrzą na piniądze, żeby wydoić od człowieka, wykraść, wychapać. Pan to się i człowiekiem zaopiekuje, nawet lepiej niż własna żona.
Badura: Panie Ferdku, bo człek jest od tego, jak dupa od srania, żeby drugiemu człekowi w potrzebie pomagać.

KONIEC
Ostatnio zmieniony 2013-04-08, 11:34 przez Mike Tytla, łącznie zmieniany 3 razy.
Pocałuj mnie w dupę, Marian!
Awatar użytkownika
Kiepski Widz
Administrator|Red. Naczelny
Administrator|Red. Naczelny
Posty: 4816
Rejestracja: 2013-01-02, 21:05

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: Kiepski Widz » 2013-04-09, 17:45

Całkiem fajny scenariusz, ale jest kilka niedociągnięć: w scenie 3. Ferdek mówi Boczkowi, że ma mu zapłacić 15 zł, w 4 scenie natomiast Boczek mówi zdziwiony, że nic nie będzie płacił. W scenie 5. Halinka mówi, żeby Boczek wyłączył balet mongolski, a później jest taki dialog:


(Boczek obrażony wychodzi z salonu, po chwili wchodzi Halinka)
Halinka: Co tu się dzieje do jasnej cholery?! Przed chwilą spotkałam Boczka, mówi żeście go wygonili!
Ferdek: Ja go wygoniłem, bo grubas oglądał już od dwóch godzin balet mongolski!


Skąd weszła Halinka, jeśli jeszcze przed chwilą kazała Boczkowi przełączyć kanał? :roll:

Oprócz tego wszystko jest bardzo dobre, ciekawa fabuła, Waldek mówił jak "stary" Cyc, więc to też na plus.

8/10
Obrazek
^^Kliknij^^

REGULAMIN FORUM
Awatar użytkownika
KorK
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1018
Rejestracja: 2012-03-26, 20:44
Lokalizacja: Warszawa

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: KorK » 2013-04-09, 17:53

Ciekawy scenariusz...możliwy do zrealizowania przy obecnej koncepcji reżysera,choć ze stanowczym Boczkiem mógłby być kłopot..bo wiadomo,że kreują go na debila i niedorozwiniętego ;-)

Najlepsza część to oczywiście Paździoch podsłuchujący naradę Ferdka i Halinki :lol:
Poprawić to co napisał Kiepski Widz i wysyłać do ATM'u 8-)

7,5/10
Obrazek
Awatar użytkownika
Mike Tytla
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 982
Rejestracja: 2012-04-22, 11:20
Lokalizacja: Polska

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: Mike Tytla » 2013-04-09, 19:14

Dzięki za oceny. ;-) Z tym stanowczym Boczkiem to bym nie przesadzał, był już przecież taki chociażby w odcinku Nim poleje się krew (376) jak kazał całować się w dupę całować. Tak samo jak i w tym scenariuszu - na potrzeby fabuły. Już poprawiam wspomniane błędy.
Scena 1 (Ferdek idzie do kibla, wchodzi Boczek w starym, grubym kożuchu)
Boczek: Ooo... Witam pana, panie Ferdku.
Ferdek: Panie Boczek, skąd żeś pan ten dziadowski kożuch wynalazł? Takie to się nosiło ze trzydzieści lat temu… Hehe...
Boczek: Aaa... Żem se go w piwnicy znalazł, we starej szafie co ja ją tam mam. Ten kożuch to żem po moi ojcu dostał, i się pan nie śmiej, bo pan takiego nie masz, i innym zazdrościsz!
Ferdek: Nie unoś się pan, bo pan sufit przebijesz. Takie odzienie to ja również posiadam, również w piwnicy sobie leży. Panie, ale ja takiego czegoś nosić nie muszę! Ja mam porządną, nowoczesną kurtkę, zakupioną na bazarze przez moją żonę.
Boczek: A tam panie kurtki, płaszczyki. A wyjdziesz pan w tej swojej kurteczce na dwór, na mróz to zara pana przewieje i chory pan będziesz!
Ferdek: Mnie nie przewieje, bo ja właściwie z domu nie wychodzę, bo nie mam po co.
Boczek: Oj panie, Ferdku. To pani Halinka codziennie o szóstej rano do szpitala pomyka, w półbutach zresztą, bo nawet kozaczków nie ma. A pan śpisz do południa w gaciach rozciągniętych.
Ferdek: A co to panu gówno do tego! A tak w ogóle to won stąd, bo pan tu nie jesteś mile widziany!
Boczek: A bo co?
Ferdek: A bo pan tu w ogóle nie masz celu żeby przychodzić, o!
Boczek: Jak nie mam cela, jak mam! Do kibla se przychodzę!
Ferdek: Kibel to pan masz u siebie i pan się tutaj nie wypróżniaj tylko u siebie, bo pan blokujesz!
Boczek: Ja nic nie blokuję, to pan siedzisz w kiblu i se gazetki pan czytasz, pornograficzne zresztą.
Ferdek: Co? Że ja czytam?... To pan żeś jest erosoman, w kiblu gołe baby pan oglądasz i to w niedziele po kościele pan oglądasz, o!
Boczek: Panie, nie obrażaj pan, dobre?! Bo pan to żeś jest sam normalny bluźnierca i heteryk w jednym! Co byś własną matkę z ojcem za skrzynkie wódki sprzedał!
Ferdek: Milcz, grubasie fałszywy! Paszoł won do siebie na górę w tej chwili!
Boczek: Żegnam pana, bo żeś pan jest niemiły, normalnie w mordę jeża.
Ferdek: Grubas jeden... Przeklęty.

Scena 2 (Ferdek siedzi w kuchni, je zupkę chińską i bułkę, do kuchni wchodzi zziębnięta Halinka)
Halinka: No ja nie mogę. Jak zimno. Chyba z minus dwadzieścia jest, a ja kozaków nie mam bo mi się rozpierniczyły zeszłej zimy, ale co to ciebie gówno obchodzi, jak ty w ogóle z domu nie wychodzisz i ze swoich laczków przydeptanych i dresu pozaciąganego również!
Ferdek: Halinka, skąd w tobie tyle jadu?
Halinka: Jak byś musiał pomykać w jesiennych butach po takim mrozie to też byś był jadowity!
(Ktoś puka do drzwi)
Ferdek: Otwarte!
(Do kuchni wchodzi Paździoch)
Paździoch: Dzień dobry kochanym sąsiadom! Widzę, pan Ferdek spożywa pożywny obiad, prosto z Chin!
Ferdek: Panie, jak pan masz ubliżać, to lepiej pan stąd idź!
Paździoch: Spokojnie, panie Ferdku. Sprawa jest taka, że nam w mieszkaniu pękły rury. Wszystko zalane, a w dodatku zimno jak na Grenlandii. Dupy nie ma gdzie i jak posadzić. I zwracam się do państwa z takim pytaniem, czy byście nie przyjęli nas pod swój dach na trzy dni…
Ferdek: Nie ma takiej możliwości.
Halinka: Ale Ferdek. No poczekaj. Trzeba pomóc bliźnim w potrzebie.
Ferdek: Panie Paździoch, zostaw pan nas samych na pięć minut. Musimy z żoną zadecydować!
Paździoch: Dobrze, tylko decyduj się pan szybko, bo tam Helena, pod drzwiami na materacu gumowym siedzi.
(Paździoch niby wychodzi, ale jednak podsłuchuje, stojąc w salonie)
Halinka: No Ferdek no! Nie bądź już takim jełopem. Trzeba im pomóc! A gdyby to nam coś się popsuło?
Ferdek: To już bym wolał do tego grubasa Boczka iść albo do Badury na śmietnik niż do tej mendy Paździocha, co by mi nawet kromkę chleba i szklankę wody wyliczał.
Halinka: Ale czy ty nie rozumiesz, że trzeba im pomóc. To w końcu nasi sąsiedzi od wielu lat!
Ferdek: Niestety, Halinka… Niestety!
Halinka: Ferdek, mnie też to nie jest na rękę, żeby ktoś kręcił się tutaj i żarł za moje! Ale do diabła, ludziom trzeba pomagać!
Ferdek: Dobre! Zgadzam się! Ale niech Paździoch daje na wyżywienie! Nie będzie mnie tutaj kiełbasy wyżerał!
Halinka: No, to ewentualnie możemy rozważyć.
Ferdek: Panie Paździoch, choć pan tutaj, i tak wiem, że pan podsłuchujesz.
(Paździoch wchodzi)
Halinka: Słyszałeś pan, co mówiliśmy, czy mam się dwa razy powtarzać?
Paździoch: Słyszałem, słyszałem. Jestem w stanie dawać 5 złotych za dzienne wyżywienie i nocleg.
Halinka: Panie Paździoch, no nie przesadzaj pan. U nas się nie przelewa, a ja jeszcze rachunku za gaz nie zapłaciłam.
Paździoch: Dobrze, 15 złotych plus jedno piwo dziennie. Pasuje?
Ferdek: Dobra, dobra... Może być.
Paździoch: To ja pójdę po Helenkę.

Scena 3. (Jest już noc, Paździochowie leżą na gumowych materacach w salonie, Halinka i Ferdek w sypialni, ale nie mogą spać)
Halinka: Wiesz co Ferdek, ja to się czuję tak nieswojo, jak my sobie tutaj leżymy a oni tam…
Ferdek: Widzisz Halincia, a ja żem ci mówił, żeby obcych ludzi pod dach swój nie brać, to nie, bo ty się znalazłaś - święta Halina z Wrocławia.
Halinka: Ale to w końcu nasi sąsiedzi!
Ferdek: Mendy, a nie sąsiedzi!
Halinka: Ferdek uspokój się, bo jeszcze usłyszą.
Ferdek: To niech usłyszą.
(ktoś puka do drzwi)
Ferdek: Kogo tam licho niesie po nocy?
Halinka: Idź zobacz. Jak pójdziesz to się dowiesz.
(Ferdek idzie, otwiera drzwi, przed drzwiami stoi Boczek z kołdrą)
Ferdek: A pan tu czego stoisz jak widły w gnoju? Jak żeś pan kordłę zanieczyścił to do pralni, a nie do mnie!
Boczek: Ale ja zakwaterować się przyszłem, bo u mnie panie, normalnie okno wyleciało.
Ferdek: Jak panu okno mogło wylecieć? Jak ja się normalnie pytam jak?!
Boczek: A no normalnie. Siedziałem ja se, i jadłem parówki. A takie dobre pyszne byli, te pojedyncze takie…
Ferdek: Panie, do rzeczy bo zimno!
Boczek: No i ja se je jadłem i jak nagle wyleciało to.. Ja nie wiem, czy to wandale śniegiem rzuciły, czy to wiatr za mocny powiał…
Ferdek: Bo żeś pan okien nie uszczelnił to pan masz za swoje. Ja na jesieni okna z moją żoną Haliną uszczelniałem, to nam nic teraz nie wylatuje, ani nie wlatuje!
Boczek: Do rzeczy! Ja zamieszkać u pana chciałem, na trzy dni tylko, aż mi szklarz nowej szyby nie wyrobi.
Ferdek: A co tu kurde, jakaś noclegownia?
Boczek: Jak noclegownia, w mordę jeża?
Ferdek: No Paździochy u mnie śpią od dzisiaj…
Boczek: Ooo, to razem będzie nam cieplej i weselej, hihihi.
Ferdek: No i czego się pan śmiejesz jak głupi do sera? Żegnam, dobranoc.
(Ferdek idzie do sypialni,)
Halinka: I co, kto to był?
Ferdek: Nikt.
Halinka: Jak nikt, jak wyraźnie słyszałam głos Boczka.
Ferdek: A przyszedł grubas. Pomieszkać chciał trzy dni, bo mu okno wyleciało, wyobraź sobie.
Halinka: I co, wpuściłeś go?
Ferdek: A dupa tam! Ja nie będe grubasa pod moim dachem, w moim mieszkaniu przetrzymywał, pod jednym dachem z grubasem mieszkał. Pierdzielę.
Halinka: No wiesz co, Ferdek, wiesz co. Ty to już się taki dziad na starość zrobiłeś, że się na ciebie patrzeć normalnie nie idzie. Człowieka w potrzebie wyrzucasz za drzwi, nie wstyd ci? A jak się chłop biedny przeziębi?
Ferdek: Gdzie Halińcia, po pierwsze jaki on biedny? Po drugie, ja żem na własne oczy widział jakiego ma grubego... Tego...
Halinka: Ferdek, ale chyba nie masz na myśli, że on ci...Khm... Pokazywał?
Ferdek: ...No coś ty, Halinka. Kożucha grubego, starego takiego mnie pokazywał, o to mnie się rozchodzi. Kożucha se grubas odzieje i wtedy nie zmarznie.
Halinka: No wiesz, Ferdek. Ja byłabym jednak za tym żebyś ty go jednak przyjął pod ten swój dach.
(Ponownie rozlega się pukanie)
Halinka: To pewnie on. No idźże mu otwórz, a nie tak się rozkładasz na tym łożu jak niedźwiedź w barłogu.
(Ferdek wstaje i idzie otworzyć)
Ferdek: Dobra, właź pan, tylko kapcie pan zdejm żebyś mi pan nie nagnoił.

Scena 4
(Halinka wchodzi do sypialni, Paździochowie śpią na materacach, Boczek ledwie mieści się na kanapie, Halinka ostrożnie przechodzi, obok materaców Paździochów)
Paździoch: A, a Au! Moja ręka!
Paździochowa: Marian, dziadygo! Nie drzyj się jak zwierz jakiś w dziczy! Wstawaj lepiej, na bazar idź!
Paździoch: Helena, nie szalej! Jak na bazar? Jak na bazar? Kiedy gacie zamokły i zaśmiardły. Trzeba poprać i wysuszyć. O biustonoszach już nie wspomnę!
Paździochowa: Bo żeś nie wyniósł jak ci mówiłam. Wolałeś oglądać te nowe gacie z Chin! To teraz masz!
Halinka: Proszę, państwa, proszę się nie kłócić. Trochę kultury. Są tu jeszcze inni lokatorzy.
Boczek: Oj Jezusie Nazareński, jak boli. Moje plecy!
Paździochowa: A skąd się tu grubas wziął?
Halinka: Panu Boczkowi okno w domu wyleciało i przyszedł się do nas schronić.
Paździochowa: A pewnie za darmo. A my musimy 15 złotych płacić!
Halinka: O właśnie. Pan też musi zapłacić.
Boczek: A jak, ale co? Ja nic nie będę płacić, w dupie mam. Może jeszcze 15 złotych?
Halinka: Nie, nie 15. Państwa Paździochów jest dwóje, to tyle płacą. Pan dasz 7 złotych i będzie dobrze.
Boczek: Jakie 7 kuźwa? Jakie 7? Ja 5 mam. Więcej nie dam, o!
Halinka: Dobrze niech już będzie, ale 6!
Boczek: No, na to mogę przestać!
Halinka: No dobrze. To Ferdek pobierze opłaty, jak wstanie dziad wąsaty. Ja teraz do szpitala się śpieszę.

Scena 5
(Przed telewizorem w fotelu po lewej stronie siedzi Ferdek, po prawej Boczek, Pażdziochowie siedzą na krzesłach przyniesionych z kuchni, na kanapie siedzą Waldek z Jolasią i Mariolką)
Waldek: Panie Boczek. Nie oglądaj pan już tego baletu mongolskiego bo pan i tak nie zatańczysz jak oni. Ja chcę oglądać skoki narciarskie! Muszę zobaczyć jak ten, Żylak skoczy!
Paździochowa: Skoki sroki. Ja chcę obejrzeć mój serial! Muszę wiedzieć czy Monika się zabije!
Mariolka: O nie, co to to nie! Za pięć minut zaczną się wybory tej najpiękniejszej i ja je chcę oglądać! W końcu ja tu mieszkam!
Waldek: Ty się tu głupia babo nie odzywaj, bo żeś jest głupia baba, o! Głupie głupoty chce oglądać, kurna.
Jolaśka: A ja to bym se chciała normalnie pokaz mody obejrzeć, bo lecieć będzie wkrótce niebawem, niezabawem.
Waldek: Dupa, dupa, dupa!
Jolaśka: Zamilcz, cycu jeden, się nie odzywaj, bo ty się na modzie bynajmniej nie znasz.
Waldek: A ty to się może kurna znasz, co?
Jolaśka: Zamknij się baranie jeden. Ja chcę pokaz mody obejrzeć, kuźwa.
Halinka: Cicho kochani moi. Uspokójcie się. Panie Boczek, wyłączże pan ten balet mongolski, bo tego już oglądać się nie da!
Boczek: Ale ja oglądam, pani Halinko!
Halinka: Idę do kibla, a jak wrócę to ma być tu spokój. Nie chcę słyszeć żadnych kłótni. Zrozumiano?
Ferdek: Panie, przecież to je nudne jak cholera. Ile to można patrzeć na jedno i to samo, jakieś tańce srańce, przełączże pan na Polsata.
Boczek: Ale panie Ferdku, to mój ulubieny program jest!
Ferdek: To panie idź pan zobacz czy pana w toalecie na klozecie czasami nie ma!
Boczek: Jeszcze czego? Jak żeś pan jeszcze wczoraj wrzeszczał, że tu nie wolno się wypróżniać, że ja blokuję!
Ferdek: Teraz to pan akurat blokujesz telewizor a nie kibel, w kiblu teraz nikogo nie ma!
Boczek: Panie, za to jak żeś mnie teraz potraktował, to ja się pana już słowem nie odezwie.
Ferdek: No i bardzo się cieszę z tego powodu. Hehehe...
Boczek: I ja... wychodzę, i wiedz pan, że moja noga w tym zasranym chlewie już więcej nie postanie.
Ferdek: Miał się nie odzywać. Hiehie.
(Boczek obrażony wychodzi z salonu, po chwili wchodzi Halinka)
Halinka: Co tu się dzieje do jasnej cholery?! Przed chwilą spotkałam Boczka, mówi żeście go wygonili!
Ferdek: Ja go wygoniłem, bo grubas oglądał już od dwóch godzin balet mongolski!
Halinka: Ale tak nie można! Za chwilę serial będzie, pani Helenko, obejrzymy sobie.
Paźdzochowa: O tak, dokładnie. A te durne chłopy niech idą pod kibel, albo do piwnicy.
Mariolka: A co z nami?
Halinka: No jak to co? Posiedź, pooglądaj sobie z nami.
Jolasia: Kuźwa! Ale ja chcę pokaz mody!
Halinka: Spokojnie, Jolasiu. Jutro sobie powtórkę zobaczysz!
(Mariolka z Jolasią siedzi obrażona na kanapie, wpada Paździoch)
Paździoch: Helena, do domu, naprawili, wodę wypompowali, gacie trzeba suszyć!
Paździochowa: Jakie gacie? Ja serial oglądam.
Paździoch: Helena!
Paździochowa: Widzi pani co ja mam z tą łysą pałą! Ale kiedyś do pani przyjdę na serialik to sobie wspólnie obejrzymy.
Pażdziochowa: Już idę, nie drzyj się!
Halinka: No zapraszam serdecznie!
(Przychodzi Boczek i Ferdek)
Boczek: Ja pani Halinciu, dziękuję z całego serca, żeście mnie do mieszkanie swego przygarnęli. Chciałem podziękować i kordłę zabrać bo już mi okno wstawili i cieplutko mam jak w Afryce. Nawet nago mogę sobie po po…
Halinka: No dobrze, dobrze. Nie kończ pan lepiej!
Boczek: To żegnam i życzę miłego popołudnia!
Halinka: Nawzajem, panie Boczek, nawzajem.
Ferdek: No, to żeśmy sami zostali, Halincia!
Halinka: No uspokój się! Przynieś lepiej wino z kuchni, stoi tam w tej szafce, no wiesz której…
Ferdek: Wiesz, ja zasadniczo, to wolałbym piwo…
Halina: No idź, idź. To przynieś sobie piwo, a mi wino.
(Ferdek krzyczy z kuchni)
Ferdek: Halina! Halina! Kurde!!
Halinka: No i czego się drzesz, jełopie jeden?!
Ferdek: Ruła nam pękła, wody po kostki!
(Halina siada zrezygnowana na fotel)
Ferdek: I co teraz zrobimy?
Halina: Jak to co? Pójdziemy do Paździochów, albo do Boczka. Myśmy ich przyjęli pod swój dach jak oni byli w potrzebie, to teraz oni będą mieli okazję żeby się nam odwdzięczyć.
Ferdek: Halincia, tylko nie do Paździochów, nie do Paździochów. Przecież to hieny, żerujące na ludzkim nieszczęściu. Wiesz ile oni ci każą nam płacić za nocleg? A zresztą tam teraz śmierdzi, bo Paździoch gacie chińskie suszy zapleśniałe.
Halina: No, w sumie masz rację. To został nam jeszcze Boczek.
Ferdek: O, nie... Ja z tym grubasem nie chcę mieć nic wspólnego.
Halinka: Co ci znowu nie pasuje, jełopie?
Ferdek: Halincia, przecież Boczek to zwykła świnia i...
Halinka: Milcz, zgredzie! Akurat Boczek w przeciwieństwie do ciebie to miły i kulturalny człowiek. Więc albo zgodzisz się u niego mieszkać, albo ja w tej chwili dzwonię do adwokata i będziesz mieszkał, ale pod mostem!

Scena 6
(Piętro Boczka, Halina, Mariola i Ferdek z naburmuszoną miną stoją pod jego mieszkaniem. Halina puka do jego drzwi. Boczek otwiera.)
Boczek: Ooo, pani Halincia. A cóż to panią sprowadza w me skromne progi?
Halinka: Aa, tym razem to my potrzebujemy noclegu. Rura nam pękła i mieszkanie nam zalało.
Boczek: A, to żaden problem. My sąsiedzi musimy sobie pomagać nawzajem. Zapraszam, zapraszam, zaraz herbatki zaparzę, poczęstuję jakimś małym co nie co...
Halinka: Ile płacimy nocleg?
Boczek: Panią, pani Halinko to ja mogę i za darmo przenocować. Hehe.
(W tym momencie Boczek spogląda na Ferdka spode łba. Wpuszcza Halinkę i Mariolę. Ferdek już ma wchodzić, kiedy Boczek ze srogą miną zachodzi mu drogę)
Ferdek: Panie, suń się pan, bo się przejść nie da.
(Boczek milczy)
Ferdek: No wpuśćże mnie pan, bo pan blokujesz!!
Boczek: A w dupę mnie pan pocałuj! Nie po tym jakżeś mnie pan u siebie z błotem zmieszał i wypierdzielił jak śmiecia jakiego. Za taką gościnność to ja dziękuję, w dupę węża... To ja teraz też bede taki gościnny jak pan wtedy był, o! I żegnam, i... Do widzenia.
(Boczek zamyka drzwi. Ferdek puka. Boczek otwiera, nadal z tą samą miną)
Ferdek: To gdzie ja się teraz podzieję, no przecież do tej mendy Paździocha nie pójdę.
Boczek: A to już pana problem, panie Ferdku.
Ferdek: Ale co ja takiego panu kurde zrobiłem?!
Boczek: Bo pan żeś mnie obraził śmiertelnie, i mi żeś pan telewizora u siebie nie pozwolił oglądać.
Ferdek: Ale, panie, kurde no, dogadajmy się jakoś... Ja tu pana najbardziej z tej całej kamienicy lubię, ja panu 2 kila kiełbasy przyniese, tylko wpuść mnie pan!
Boczek: Nie.
(Boczek zamyka Ferdkowi drzwi przed nosem. Po chwili jednak otwiera z powrotem)
Boczek: Albo jednak i ja pana przyjmie.
Ferdek: Tak?
Boczek: Ale za 20 zł i 5 kilów kiełbasy. Ale takiej dobrze podwędzonej, naczosnkowanej.
Ferdek: Jeszcze czego? Jeszcze czego? Ładnie to tak doić bliźniego poszkodowanego?! Grubas pazerny, kurde!
Boczek: Tak? To zobacz pan czy pana u Badury na złomowisku nie ma. Hihihi.
Ferdek: Nie, no. Weźcie mnie grubasa, bo nie zdzierżę! Weźcie mnie...!
(Boczek zamyka się przed wściekłym Ferdkiem)
Ferdek: Dobre! Ja teraz stąd wychodzę, ale jeszcze tu wrócę!
(Ferdek idzie do piwnicy i wyjmuje z szafy swój stary kożuch)

Scena 7
(Wysypisko u Badury. Ferdek ma na sobie kożuch. Jest ciemno)
Ferdek: Panie Badura, ja panu powiem tak: Ja nie o takie Polskie, zalane wodą walczyłem.
Badura: Panie Ferdku, ja widzę tylko jedno rozwiązanie - ktoś musi tę wodę przestać lać.
Ferdek: Tak to jest w tym życiu - raz na wozie, raz pod wozem.
Badura: A ja to w ogóle się o to nie muszę martwić, bo nie mam wozu, hehehe. Karwa kawka.
Ferdek: Aaapsik! Ech...
Badura: Oj, coś podziębiony pan, panie Ferdku. Może byś pan mojego lekarstwa skosztował?
(Wyciąga flaszkę wódki)
Ferdek: No jak nie jak tak. Hiehiehie.
Badura: To tera weź się pan prześpij, połóż się. Zara materac przyniese.
(Wyciąga stary materac)
Ferdek: A jakąś kordłę pan masz, bo normalnie zimno jak w dupie u Eskimosa.
Badura: Panie Ferdku, ja tu mam taką kordłę pierwsza klasa, cieplutką, że normalnie zaśniesz pan jak niemowlak.
(Ferdek kładzie się)
Ferdek: Ooo... Są jednak na tym świecie dobrzy ludzie, którzy nie patrzą na piniądze, żeby wydoić od człowieka, wykraść, wychapać. Pan to się i człowiekiem zaopiekuje, nawet lepiej niż własna żona.
Badura: Panie Ferdku, bo człek jest od tego, jak dupa od srania, żeby drugiemu człekowi w potrzebie pomagać.

KONIEC
Sylia napisała mi na pw, żeby dodać jeszcze jedną scenę. Mianowicie, obiadową pomiędzy sceną 4 a 5. To dobry pomysł?

(Przy stole w salonie siedzą kolejno: Mariolka, Boczek, Ferdek, Paździochowie, do salonu wchodzi Halina, trzymając półmisek z kotletami i talerz z ziemniakami, stawia kotlety obok Boczka, ten zaczyna się na nie rzucać, ładuje sobie na talerz cztery kotlety, potem chwyta za ziemniaki i odsypuje sobie połowę)
Paździochowa: Panie Boczek! Nie szalej pan! Są tu jeszcze inni, GŁODNI ludzie!
Boczek: Ja sam żem jest głodny!
Halina: Ale nie musisz pan wyżerać wszystkich kotletów!
Mariolka: Ani ziemniaków!
Halina: No właśnie! Tam w kuchni jeszcze kiełbaska dochodzi i kapustka…
Boczek: No, to wy se zjeta kapuche i kiełbasę, a ja kotlety!
Ferdek: O nie! Co to to nie! Mnie kotleta w moim domu własnym nigdy nie zabraknie!
Boczek: Ale ja już żem sobie nałożył! A kto daje i odbiera ten się…
Ferdek: Dobra, skończ pan te karuzele! A tak w ogóle to wynocha z mojego domu bo pan tu nie mieszkasz w ogóle!
Boczek: Tymczasowo mieszkam! Nawet żem bulił, 6 złotych!
(Halinka idzie do kuchni. Ferdek wyciąga z kieszeni trzy złote i daje je Boczkowi)
Ferdek: Weź se pan połowę i idź pan stąd. W gratisie dostajesz pan od nas kotleta! Ino jednego!
Boczek: A w dupę węża! Żryjta se te kotlety ino ja wam życzę żeby wam one w poprzek w dupie stanęli! O!
Ferdek: Wypierdzielać stąd grubasie jeden fałszywy! I pan tu w ogóle wstępu nie masz do domu naszego i do kibla też!
Boczek: To gdzie ja mam iść?
Ferdek: Gówno mnie to obchodzi, nawet pod most!
Boczek: A w mordę jeża! Do widzenia wszystkim!
(Boczek wychodzi z kotletem do salonu wchodzi Halinka)
Halina: Co tu się znowu dzieje do jasnej cholery!?
Ferdek: Boczka żem wygonił, bo grubas żarłby za nas wszystkich i za siebie jeszcze!
Halina: A gdzie on teraz pójdzie? Zastanawiałeś się nad tym!?
Ferdek: Jak to gdzie? Do mieszkania swojego!
Halina: Przecież on ma tam tak zimno że to Eskimos by nie wytrzymał!
Ferdek: To se ten gruby kożuch po ojcu odzieje a w ogóle to do kibla swojego schować się może!
Halina: Nie! Myśmy go tu przyjęli i Boczek ma tu mieszkać dopóki w jego mieszkaniu nie zrobi się ciepło! I mnie to gówno obchodzi, ale ty masz pójść do niego i go przeprosić, dać jeszcze jednego kotleta, i powrotem go tu przywołać!

(Boczek siedzi pod kiblem w starym kożuchu, Ferdek wychodzi z mieszkania)
Ferdek: I co pan tak siedzisz? Jeszcze wilka pan dostaniesz…
Boczek: A dupie to mam!
Ferdek: Panie, no nie przesadzaj pan. Ja żem był dla pana niemiły, prawda, ale panie, kto to widział tyle kotletów żreć naraz i kartofli?!
Boczek: A bo ja żem głodny był i jest bo u mnie bida bo ja na szklarza wydać musiałem ostatnie grosze co ja je se miałem.
Ferdek: No panie, no zasadniczo to moja żona kazała pana zawołać i jeszcze kotleta panu przynieść.
Boczek: A nie będziesz pan dla mnie niemiły? Bo jak pan będziesz dokuczać i ubliżać to ja na górę do siebie pójdę. O!
Ferdek: (Szeptem) Tym lepiej dla mnie.
Boczek: Co pan tak mamroczesz?
Ferdek: Nic! Panie, decyduj się pan, bo zimo!

Moje uwagi i zapytania odnośnie całego scenariusza:
1.Może by jakieś chociaż słowo od Paździocha by wprowadzić do sceny obiadowej, bo milczy.
2.Coś więcej od Mariolki, bo bardzo mało mówi w ogóle w całym scenariuszu, zwłaszcza, że po kolejnej przeróbce jeden z jej dialogów zmieniłem, że mówi Jolasia.
Pocałuj mnie w dupę, Marian!
Awatar użytkownika
Mike Tytla
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 982
Rejestracja: 2012-04-22, 11:20
Lokalizacja: Polska

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: Mike Tytla » 2013-04-12, 12:56

Ok. Ostateczna wersja będzie taka. Może jeszcze ktoś oceni zanim wyślę do ATM-u.

Scena 1 (Ferdek idzie do kibla, wchodzi Boczek w starym, grubym kożuchu)
Boczek: Ooo... Witam pana, panie Ferdku.
Ferdek: Panie Boczek, skąd żeś pan ten dziadowski kożuch wynalazł? Takie to się nosiło ze trzydzieści lat temu… Hehe...
Boczek: Aaa... Żem se go w piwnicy znalazł, we starej szafie co ja ją tam mam. Ten kożuch to żem po moi ojcu dostał, i się pan nie śmiej, bo pan takiego nie masz, i innym zazdrościsz!
Ferdek: Nie unoś się pan, bo pan sufit przebijesz. Takie odzienie to ja również posiadam, również w piwnicy sobie leży. Panie, ale ja takiego czegoś nosić nie muszę! Ja mam porządną, nowoczesną kurtkę, zakupioną na bazarze przez moją żonę.
Boczek: A tam panie kurtki, płaszczyki. A wyjdziesz pan w tej swojej kurteczce na dwór, na mróz to zara pana przewieje i chory pan będziesz!
Ferdek: Mnie nie przewieje, bo ja właściwie z domu nie wychodzę, bo nie mam po co.
Boczek: Oj panie, Ferdku. To pani Halinka codziennie o szóstej rano do szpitala pomyka, w półbutach zresztą, bo nawet kozaczków nie ma. A pan śpisz do południa w gaciach rozciągniętych.
Ferdek: A co to panu gówno do tego! A tak w ogóle to won stąd, bo pan tu nie jesteś mile widziany!
Boczek: A bo co?
Ferdek: A bo pan tu w ogóle nie masz celu żeby przychodzić, o!
Boczek: Jak nie mam cela, jak mam! Do kibla se przychodzę!
Ferdek: Kibel to pan masz u siebie i pan się tutaj nie wypróżniaj tylko u siebie, bo pan blokujesz!
Boczek: Ja nic nie blokuję, to pan siedzisz w kiblu i se gazetki pan czytasz, pornograficzne zresztą.
Ferdek: Co? Że ja czytam?... To pan żeś jest erosoman, w kiblu gołe baby pan oglądasz i to w niedziele po kościele pan oglądasz, o!
Boczek: Panie, nie obrażaj pan, dobre?! Bo pan to żeś jest sam normalny bluźnierca i heteryk w jednym! Co byś własną matkę z ojcem za skrzynkie wódki sprzedał!
Ferdek: Milcz, grubasie fałszywy! Paszoł won do siebie na górę w tej chwili!
Boczek: Żegnam pana, bo żeś pan jest niemiły, normalnie w mordę jeża.
Ferdek: Grubas jeden... Przeklęty.

Scena 2 (Ferdek siedzi w kuchni, je zupkę chińską i bułkę, do kuchni wchodzi zziębnięta Halinka)
Halinka: No ja nie mogę. Jak zimno. Chyba z minus dwadzieścia jest, a ja kozaków nie mam, bo mi się rozpierniczyły zeszłej zimy, ale co to ciebie obchodzi, jak ty w ogóle z domu nie wychodzisz i ze swoich laczków przydeptanych i dresu pozaciąganego również!
Ferdek: Halinka, skąd w tobie tyle jadu?
Halinka: Jak byś musiał pomykać w jesiennych butach po takim mrozie to też byś był jadowity!
(Ktoś puka do drzwi)
Ferdek: Otwarte!
(Do kuchni wchodzi Paździoch)
Paździoch: Dzień dobry kochanym sąsiadom! Widzę, pan Ferdek spożywa pożywny obiad, prosto z Chin!
Ferdek: Panie, jak pan masz ubliżać, to lepiej pan stąd idź!
Paździoch: Spokojnie, panie Ferdku. Sprawa jest taka, że nam w mieszkaniu pękły rury. Wszystko zalane, a w dodatku zimno jak na Grenlandii. Dupy nie ma gdzie i jak posadzić. I zwracam się do państwa z takim pytaniem, czy byście nie przyjęli nas pod swój dach na trzy dni…
Ferdek: Nie ma takiej możliwości.
Halinka: Ale Ferdek. No poczekaj. Trzeba pomóc bliźnim w potrzebie.
Ferdek: Panie Paździoch, zostaw pan nas samych na pięć minut. Musimy z żoną zadecydować!
Paździoch: Dobrze, tylko decyduj się pan szybko, bo tam Helena pod drzwiami na materacu gumowym siedzi.
(Paździoch niby wychodzi, ale jednak podsłuchuje, stojąc w salonie)
Halinka: No Ferdek no! Nie bądź już takim jełopem. Trzeba im pomóc! A gdyby to nam coś się popsuło?
Ferdek: To już bym wolał do tego grubasa Boczka iść, albo do Badury na śmietnik niż do tej mendy Paździocha, co by mi nawet kromkę chleba i szklankę wody wyliczał.
Halinka: Ale czy ty nie rozumiesz, że trzeba im pomóc. To w końcu nasi sąsiedzi od wielu lat!
Ferdek: Niestety, Halinka… Niestety!
Halinka: Ferdek, mnie też to nie jest na rękę, żeby ktoś kręcił się tutaj i żarł za moje! Ale do diabła, ludziom trzeba pomagać!
Ferdek: Dobre! Zgadzam się! Ale niech Paździoch daje na wyżywienie! Co, nie będzie mnie tutaj wyżerał kiełbasy!
Halinka: No, to ewentualnie możemy rozważyć.
Ferdek: Panie Paździoch, choć pan tutaj, i tak wiem, że pan podsłuchujesz.
(Paździoch wchodzi)
Halinka: Słyszałeś pan, co mówiliśmy, czy mam się dwa razy powtarzać?
Paździoch: Słyszałem, słyszałem. Jestem w stanie dawać 5 złotych za dzienne wyżywienie i nocleg.
Halinka: Panie Paździoch, no nie przesadzaj pan. U nas się nie przelewa, a ja jeszcze rachunku za gaz nie zapłaciłam.
Paździoch: Dobrze, 15 złotych plus jedno piwo dziennie. Pasuje?
Ferdek: Dobra, dobra... Może być.
Paździoch: To ja pójdę po Helenkę.

Scena 3. (Jest już noc, Paździochowie leżą na gumowych materacach w salonie, Halinka i Ferdek w sypialni, ale nie mogą spać)
Halinka: Wiesz co Ferdek, ja to się czuję tak nieswojo, jak my sobie tutaj leżymy a oni tam…
Ferdek: Widzisz Halincia, a ja żem ci mówił, żeby obcych ludzi pod dach swój nie brać, to nie, bo ty się znalazłaś - święta Halina z Wrocławia.
Halinka: Ale to w końcu nasi sąsiedzi!
Ferdek: Mendy, a nie sąsiedzi!
Halinka: Ferdek uspokój się, bo jeszcze usłyszą.
Ferdek: To niech usłyszą.
(ktoś puka do drzwi)
Ferdek: Kogo tam licho niesie po nocy?
Halinka: Idź zobacz. Jak pójdziesz to się dowiesz.
(Ferdek idzie, otwiera drzwi, przed drzwiami stoi Boczek z kołdrą)
Ferdek: Idę! Co jest kurde, noc jest kurde!
Ferdek: A pan tu czego stoisz jak widły w gnoju? Jak żeś pan kordłę zanieczyścił to do pralni, a nie do mnie!
Boczek: Ale ja zakwaterować się przyszłem, bo u mnie panie, normalnie okno wyleciało.
Ferdek: Jak panu okno mogło wylecieć? Jak ja się normalnie pytam jak?!
Boczek: A no normalnie. Siedziałem ja se, i jadłem parówki. A takie dobre, pyszne byli, te pojedyncze takie…
Ferdek: Panie, do rzeczy bo zimno!
Boczek: No i ja se je jadłem i jak nagle wyleciało to.. Ja nie wiem, czy to wandale śniegiem rzuciły, czy to wiatr za mocny powiał…
Ferdek: Bo żeś pan okien nie uszczelnił to pan masz za swoje. Ja na jesieni okna z żoną moją, Haliną uszczelniałem, to nam nic teraz nie wylatuje, ani nie wlatuje!
Boczek: Do rzeczy! Ja zamieszkać u pana chciałem, na trzy dni tylko, aż mi szklarz nowej szyby nie wyrobi.
Ferdek: A co tu kurde, jakaś noclegownia?
Boczek: Jak noclegownia, w mordę jeża?
Ferdek: No, Paździochy u mnie śpią od dzisiaj…
Boczek: Ooo, to razem będzie nam cieplej i weselej, hihihi.
Ferdek: No i czego się pan śmiejesz jak głupi do sera? Żegnam, dobranoc.
(Ferdek idzie do sypialni,)
Halinka: I co, kto to był?
Ferdek: Nikt.
Halinka: Jak nikt, jak wyraźnie słyszałam głos Boczka.
Ferdek: A przyszedł grubas. Pomieszkać chciał trzy dni, bo mu okno wyleciało, wyobraź sobie.
Halinka: I co, wpuściłeś go?
Ferdek: A dupa tam! Ja nie będe grubasa pod moim dachem, w moim mieszkaniu przetrzymywał, pod jednym dachem z grubasem mieszkał. Pierdzielę.
Halinka: No wiesz co, Ferdek, wiesz co. Ty to już się taki dziad na starość zrobiłeś, że się na ciebie patrzeć normalnie nie idzie. Człowieka w potrzebie wyrzucasz za drzwi, nie wstyd ci? A jak się chłop biedny przeziębi?
Ferdek: Gdzie Halińcia, po pierwsze jaki on biedny? Po drugie, ja żem na własne oczy widział jakiego ma grubego... Tego...
Halinka: Ferdek, ale chyba nie masz na myśli, że on ci...Khm... Pokazywał?
Ferdek: ...No coś ty, Halinka. Kożucha grubego, starego takiego mnie pokazywał, o to mnie się rozchodzi. Kożucha se grubas odzieje i wtedy nie zmarznie.
Halinka: No wiesz, Ferdek. Ja byłabym jednak za tym żebyś ty go jednak przyjął pod ten swój dach.
(Ponownie rozlega się pukanie)
Halinka: To pewnie on. No idźże mu otwórz, a nie tak się rozkładasz na tym łożu jak niedźwiedź w barłogu.
(Ferdek wstaje i idzie otworzyć)
Ferdek: Dobra, właź pan, tylko kapcie pan zdejm żebyś mi pan nie nagnoił.

Scena 4
(Halinka wchodzi do sypialni, Paździochowie śpią na materacach, Boczek ledwie mieści się na kanapie, Halinka ostrożnie przechodzi, obok materaców Paździochów)
Paździoch: A, a Au! Moja ręka!
Paździochowa: Marian, dziadygo! Nie drzyj się jak zwierz jakiś w dziczy! Wstawaj lepiej, na bazar idź!
Paździoch: Helena, nie szalej! Jak na bazar? Jak na bazar? Kiedy gacie zamokły i zaśmiardły. Trzeba poprać i wysuszyć. O biustonoszach już nie wspomnę!
Paździochowa: Bo żeś nie wyniósł jak ci mówiłam. Wolałeś oglądać te nowe gacie z Chin! To teraz masz!
Halinka: Proszę, państwa, proszę się nie kłócić. Trochę kultury. Są tu jeszcze inni lokatorzy.
Boczek: Oj, Jezusie Nazareński, jak boli. Moje plecy!
Paździochowa: A skąd się tu grubas wziął?
Halinka: Panu Boczkowi okno w domu wyleciało i przyszedł się do nas schronić.
Paździochowa: A pewnie za darmo. A my musimy 15 złotych płacić!
Halinka: O właśnie. Pan też musi zapłacić.
Boczek: A jak, ale co? Ja nic nie będę płacić, w dupie mam. Może jeszcze 15 złotych?
Halinka: Nie, nie 15. Państwa Paździochów jest dwóje, to tyle płacą. Pan dasz 7 złotych i będzie dobrze.
Boczek: Jakie 7 kuźwa? Jakie 7? Ja 5 mam. Więcej nie dam, o!
Halinka: Dobrze niech już będzie, ale 6!
Boczek: No, na to mogę przestać!
Halinka: No dobrze. To Ferdek pobierze opłaty, jak wstanie dziad wąsaty. Ja teraz do szpitala się śpieszę.

Scena 5
(Przy stole w salonie siedzą kolejno: Mariolka, Boczek, Ferdek, Paździochowie, do salonu wchodzi Halina, trzymając półmisek z kotletami i talerz z ziemniakami, stawia kotlety obok Boczka, ten zaczyna się na nie rzucać, ładuje sobie na talerz cztery kotlety, potem chwyta za ziemniaki i odsypuje sobie połowę)
Paździochowa: Panie Boczek! Nie szalej pan! Są tu jeszcze inni, GŁODNI ludzie!
Boczek: Ja sam żem jest głodny!
Paździochowa: Ale nie musisz pan wyżerać wszystkich kotletów!
Mariolka: Ani ziemniaków!
Halina: No właśnie! Tam w kuchni jeszcze kiełbaska dochodzi i kapustka…
Boczek: No, to wy se zjeta kapuche i kiełbasę, a ja kotlety se zjem, o!
Ferdek: O nie! Co to to nie! Mnie kotleta w moim domu własnym nigdy nie zabraknie!
Boczek: Ale ja już żem sobie nałożył! A kto daje i odbiera ten się…
Ferdek: Dobra, skończ pan te karuzele! A tak w ogóle to wynocha z mojego domu bo pan tu nie mieszkasz w ogóle! Gościem pan jest, to się proszę zachowywać jak na gościa przystało, a nie żresz pan jak wieprz jakiś w chlewie.
Boczek: Jak nie mieszkam, jak se mieszkam. Tymczasowo! Nawet żem bulił, 6 złotych!
(Halinka idzie do kuchni. Ferdek wyciąga z kieszeni trzy złote i daje je Boczkowi)
Ferdek: Weź se pan połowę i idź pan stąd. W gratisie dostajesz pan od nas kotleta! Ino jednego!
Boczek: A w dupę węża! Żryjta se te kotlety, ino ja wam życzę żeby wam one w poprzek w dupie stanęli! O!
Ferdek: Wypierdzielać stąd grubasie jeden fałszywy! I pan tu w ogóle wstępu nie masz do domu naszego i do kibla dożywotni zakaz korzystania masz!
Boczek: To gdzie ja mam iść?
Ferdek: Gówno mnie to obchodzi, nawet pod most!
Boczek: A w mordę jeża! Do widzenia wszystkim!
(Boczek wychodzi z kotletem do salonu wchodzi Halinka)
Halina: Co tu się znowu dzieje do jasnej cholery!?
Ferdek: Boczka żem wygonił, bo grubas żarłby za nas wszystkich i za siebie jeszcze!
Halina: A gdzie on teraz pójdzie? Zastanawiałeś się nad tym!?
Ferdek: Jak to gdzie? Do mieszkania swojego!
Halina: Przecież on ma tam tak zimno że to Eskimos by nie wytrzymał!
Ferdek: To se ten gruby kożuch po ojcu odzieje a w ogóle to do kibla swojego schować się może!
Halina: Nie! Myśmy go tu przyjęli i Boczek ma tu mieszkać dopóki w jego mieszkaniu nie zrobi się ciepło! I mnie to gówno obchodzi, ale ty masz pójść do niego i go przeprosić, dać jeszcze jednego kotleta, i powrotem go tu przywołać!

Scena 6
(Boczek siedzi pod kiblem w starym kożuchu, Ferdek wychodzi z mieszkania)
Ferdek: I co pan tak siedzisz? Jeszcze wilka pan dostaniesz…
Boczek: A w dupie to mam!
Ferdek: Panie, no nie przesadzej pan. Ja żem był dla pana niemiły, prawda, ale panie, kto to widział tyle kotletów żreć naraz i kartofli?!
Boczek: A bo ja żem głodny był i jest bo u mnie bida, bo ja na szklarza wydać musiałem ostatnie grosze co ja je se miałem.
Ferdek: No panie, no zasadniczo to moja żona kazała pana zawołać i jeszcze kotleta panu przynieść.
Boczek: A nie będziesz pan dla mnie niemiły? Bo jak pan będziesz dokuczać i ubliżać to ja na górę do siebie pójdę. O!
Ferdek: (Szeptem) Tym lepiej dla mnie.
Boczek: Co pan tak mamroczesz?
Ferdek: Nic! Panie, decyduj się pan, bo zimno!
Boczek: No... Dobre.
(W tym momencie drzwi na korytarz otwierają się i wchodzą Waldek z Jolasią)
Jolasia: Helo, daddy! How are you?
Boczek: Co ona mówi, panie Ferdku?
Ferdek: Po amerykańsku coś chyba.
Waldek: Panie Boczek, a pan w tym kożuchu to się nomanie na Antarktyda wybierasz jakiegoś, czy cuś? (śmieje się)
Jolasia: Milcz, cycu boś głupi jak but jest normalnie. Panie Boczek, skąd pan żeś takie gustowne wdzianko znalazł, wynalazł?
Boczek: A nie interesujta się! To nie na sprzedaż jest!
Jolasia: Tyle, że ja tego bynajmniej kupić nie chcę.
Ferdek: A wy to po coście tu przyszli? Mało to nam nieproszonych gości w domu?
Jolasia: A co to tatuś taki kąśliwy, jadowity jak żmija normalnie jakaś jadowita?
Ferdek: Bo kurde, u mnie normalnie jakaś noclegownia od wczoraj jest!
Jolasia: Jaka noclegownia? Ja bynajmniej nic o tym nie wiem, żeby mamusia z tatusiem przytułek dla bezdomnych otworzyli.
Boczek: Ja żem żadnym bezdomnym nie jest!
Jolasia: A co pan masz z tym wspólnego?
Ferdek: No, pan Boczek i Paździochy śpią u nas od wczoraj. Paździochom mieszkanie się zalało a Boczkowi okno wyleciało.
Waldek: Ooo. To u was gości a gości. I pewnie sobie smaczne obiadki jecie, co?
Jolasia: No, raczej nie inaczej.
Ferdek: Dupa obiadki! Wy, młode pokolenie tego społeczeństwa za robote byśta się wzięli a nie teściów swoich objadać, wyżerać co najlepsze, i frytkownicy nie oddawać do tej pory.
(Z mieszkania wygląda Halina)
Halina: Ferdek, nie drzyj się do jasnej cholery! O, dzieci przyszły. No chodźcie, Pan, panie Boczek też.
(Wszyscy idą do mieszkania, Ferdek na końcu)
Ferdek: (Szeptem) Się kurde znalazła – Święta Halina z Wrocławia.

Scena 7
(Przed telewizorem w fotelu po lewej stronie siedzi Ferdek, po prawej Boczek, Pażdziochowa siedzi na krześle przyniesionym z kuchni, na kanapie siedzą Waldek z Jolasią i Mariolka)
Waldek: Panie Boczek. Nie oglądaj pan już tego baletu mongolskiego bo pan i tak nie zatańczysz jak oni. Ja chcę oglądać skoki narciarskie! Muszę zobaczyć jak ten, Żylak skoczy!
Paździochowa: Skoki sroki. Ja chcę obejrzeć mój serial! Muszę wiedzieć czy Monika się zabije!
Mariolka: O nie, co to to nie! Za pięć minut zaczną się wybory tej najpiękniejszej i ja je chcę oglądać! W końcu ja tu mieszkam!
Waldek: Ty się tu głupia babo nie odzywaj, bo żeś jest głupia baba, o! Głupie głupoty chce oglądać, kurna.
Mariolka: Zamknij się baranie jeden. Nie będziesz mi dyktował co ja mam oglądać. Te swoje skoki to u siebie w domu oglądaj, a nie tu.
Jolaśka: A ja to bym se chciała normalnie pokaz mody obejrzeć, bo lecieć będzie wkrótce niebawem, niezabawem.
Waldek: Dupa, dupa, dupa!
Jolaśka: Zamilcz, cycu jeden, się nie odzywaj, bo ty się na modzie bynajmniej nie znasz.
Waldek: A ty to się może kurna znasz, co?
Halinka: Cicho kochani moi. Uspokójcie się. Panie Boczek, wyłącz że pan ten balet mongolski, bo tego już oglądać się nie da!
Boczek: Ale ja oglądam, pani Halinko!
Halinka: Idę do Stasia do sklepu, a jak wrócę to ma być tu spokój. Nie chcę słyszeć żadnych kłótni. Zrozumiano?
(Halinka wychodzi)
Ferdek: Panie, przecież to je nudne jak cholera. Ile to można patrzeć na jedno i to samo, jakieś tańce srańce, przełączże pan na Polsata.
Boczek: Ale panie Ferdku, to mój ulubieny program jest!
Ferdek: A tam, dej pan zmieniarkę!
Boczek: Co daj? Co daj? Daj to był chiński sprzedawca jaj!
Ferdek: To panie idź pan zobacz czy pana w toalecie na klozecie czasami nie ma!
Boczek: Jeszcze czego? Jak żeś pan jeszcze wczoraj wrzeszczał, że tu nie wolno się wypróżniać, że ja blokuję!
Ferdek: Teraz to pan akurat blokujesz telewizor a nie kibel, w kiblu teraz nikogo nie ma!
Boczek: Panie, za to jak żeś mnie teraz potraktował, to ja się do pana już słowem nie odezwie!
Ferdek: No i bardzo się cieszę z tego powodu. Hehehe...
Boczek: I ja... wychodzę, i wiedz pan, że moja noga w tym zasranym chlewie już więcej nie postanie!
Ferdek: Miał się nie odzywać. Hiehie. A idź, kurde.
(Boczek obrażony wychodzi z salonu, po chwili wchodzi Halinka)
Halinka: Co tu się dzieje do jasnej cholery?! Przed chwilą spotkałam Boczka na korytarzu, mówi żeście go wygonili!
Ferdek: Ja go wygoniłem, bo grubas oglądał już od dwóch godzin balet mongolski!
Halinka: Ale tak nie można! Za chwilę serial będzie, pani Helenko, obejrzymy sobie.
Paźdzochowa: O tak, dokładnie. A te durne chłopy niech idą pod kibel, albo do piwnicy.
Mariolka: A co z nami?
Halinka: No jak to co? Posiedź, pooglądaj sobie z nami.
Jolasia: Kuźwa! Ale ja chcę pokaz mody!
Halinka: Spokojnie, Jolasiu. Jutro sobie powtórkę zobaczysz!
(Mariolka z Jolasią siedzi obrażona na kanapie, wpada Paździoch)
Paździoch: Helena, do domu, naprawili, wodę wypompowali, gacie trzeba suszyć!
Paździochowa: Jakie gacie? Ja serial oglądam.
Paździoch: Helena!
Paździochowa: Widzi pani co ja mam z tą łysą pałą! Ale kiedyś do pani przyjdę na serialik to sobie wspólnie obejrzymy.
Pażdziochowa: Już idę, nie drzyj się!
Halinka: No zapraszam serdecznie!
(Przychodzi Boczek i Ferdek)
Boczek: Ja pani Halinciu, dziękuję z całego serca, żeście mnie do mieszkanie swego przygarnęli. Chciałem podziękować i kordłę zabrać bo już mi okno wstawili i cieplutko mam jak w Afryce. Nawet nago mogę sobie po po…
Halinka: No dobrze, dobrze. Nie kończ pan lepiej!
Boczek: To ja się żegnam i miłego popołudnia życzę!
Halinka: Nawzajem, panie Boczek, nawzajem.
Jolasia: No i my też się będziemy powoli musieli żegnać, pożegnać.
Halinka: Co, już? Zostańcie jeszcze trochę.
Ferdek: Co zostańcie, co zostańcie?! Nie będziesz ich na siłę przetrzymywać jak wyjść chcą, do domu wrócić swojego.
Halinka: Ferdek!
Ferdek: No co?
Jolasia: To my... Może już sobie pójdziemy, bo widzę, że tatuś się nie cieszy z obecności naszej, bynajmniej.
(Jolasia z Waldkiem wychodzą)
Ferdek: No, to żeśmy sami zostali, Halincia! Nareszcie!
Mariolka: Hej, ja tu jeszcze jestem!
Halinka: (Do Ferdka) No uspokój się! Przynieś lepiej wino z kuchni, stoi tam w tej szafce, no wiesz której…
Ferdek: Wiesz, ja zasadniczo, to wolałbym piwo…
Halina: No idź, idź. To przynieś sobie piwo, a mi wino.
(Ferdek krzyczy z kuchni)
Ferdek: Halina! Halina! Kurde!!
Halinka: No i czego się drzesz, jełopie jeden?!
Ferdek: Ruła nam pękła, wody po kostki!
(Halina siada zrezygnowana na fotel)
Ferdek: I co teraz zrobimy?
Halina: Jak to co? Pójdziemy do Paździochów, albo do Boczka. Myśmy ich przyjęli pod swój dach jak oni byli w potrzebie, to teraz oni będą mieli okazję żeby się nam odwdzięczyć.
Ferdek: Halincia, tylko nie do Paździochów, nie do Paździochów. Przecież to hieny, żerujące na ludzkim nieszczęściu. Wiesz ile oni każą nam płacić za nocleg? A zresztą tam teraz śmierdzi, bo Paździoch gacie chińskie suszy zapleśniałe.
Halina: No, w sumie masz rację. To został nam jeszcze Boczek.
Ferdek: O, nie... Ja z tym grubasem nie chcę mieć nic wspólnego.
Halinka: Co ci znowu nie pasuje, jełopie?
Ferdek: Halincia, przecież Boczek to zwykła świnia i...
Halinka: Milcz, zgredzie! Akurat Boczek w przeciwieństwie do ciebie to miły i kulturalny człowiek. Więc albo zgodzisz się u niego mieszkać, albo ja w tej chwili dzwonię do adwokata i będziesz mieszkał, ale pod mostem!

Scena 8
(Piętro Boczka, Halina, Mariola i Ferdek z naburmuszoną miną stoją pod jego mieszkaniem. Halina puka do jego drzwi. Boczek otwiera.)
Boczek: Ooo, pani Halincia. A cóż to panią sprowadza w me skromne progi?
Halinka: Aa, tym razem to my potrzebujemy noclegu. Rura nam pękła i mieszkanie nam zalało.
Boczek: A, to żaden problem. My sąsiedzi musimy sobie pomagać nawzajem. Zapraszam, zapraszam, zaraz herbatki zaparzę, poczęstuję jakimś małym co nie co...
Halinka: Ile płacimy za nocleg?
Boczek: Panią, pani Halinko to ja mogę i za darmo przenocować. Hehe.
(W tym momencie Boczek spogląda na Ferdka spode łba. Wpuszcza Halinkę i Mariolę. Ferdek już ma wchodzić, kiedy Boczek ze srogą miną zachodzi mu drogę)
Ferdek: Panie, suń się pan, bo się przejść nie da.
(Boczek milczy)
Ferdek: No wpuśćże mnie pan, bo pan blokujesz!!
Boczek: A w dupę mnie pan pocałuj! Nie po tym jakżeś mnie pan u siebie z błotem zmieszał i wypierdzielił jak śmiecia jakiego. Za taką gościnność to ja dziękuję, w dupę węża... To ja teraz też bede taki gościnny jak pan wtedy był, o! I żegnam, i... Do widzenia.
(Boczek zamyka drzwi. Ferdek puka. Boczek otwiera, nadal z tą samą miną)
Ferdek: To gdzie ja się teraz podzieję, no przecież do tej mendy Paździocha nie pójdę.
Boczek: A to już pana problem, panie Ferdku.
Ferdek: Ale co ja takiego panu kurde zrobiłem?!
Boczek: Bo pan żeś mnie obraził śmiertelnie, kotlety mi pan żeś wyliczał, i mi żeś pan telewizora u siebie nie pozwolił oglądać.
Ferdek: Ale, panie, kurde no, dogadajmy się jakoś... Ja tu pana najbardziej z tej całej kamienicy lubię, ja panu 2 kila kiełbasy przyniese, co pan sąsiada w potrzebie nie wspomożesz?!
Boczek: A gówno.
(Boczek zamyka Ferdkowi drzwi przed nosem. Po chwili jednak otwiera z powrotem)
Boczek: Albo jednak i ja pana przyjmie.
Ferdek: Tak?
Boczek: Ale za 20 zł i 5 kilów kiełbasy. Ale takiej dobrze podwędzonej, naczosnkowanej.
Ferdek: Jeszcze czego? Jeszcze czego? Ładnie to tak doić bliźniego poszkodowanego?! Grubas pazerny, kurde!
Boczek: Tak? To zobacz pan czy pana u Badury na złomowisku nie ma. Hihihi.
Ferdek: Nie, no. Weźcie mnie grubasa, bo nie zdzierżę! Weźcie mnie...!
(Boczek zamyka się przed wściekłym Ferdkiem)
Ferdek: Dobre! Ja teraz stąd wychodzę, ale jeszcze tu wrócę!
(Ferdek idzie do piwnicy i wyjmuje z szafy swój stary kożuch)

Scena 9
(Wysypisko u Badury. Ferdek ma na sobie kożuch. Jest ciemno)
Ferdek: Panie Badura, ja panu powiem tak: Ja nie o takie Polskie, zalane wodą walczyłem.
Badura: Panie Ferdku, ja widzę tylko jedno rozwiązanie - ktoś musi tę wodę przestać lać.
Ferdek: Tak to jest w tym życiu - raz na wozie, raz pod wozem.
Badura: A ja to w ogóle się o to nie muszę martwić, bo nie mam wozu, hehehe. Karwa kawka.
Ferdek: Aaapsik! Ech...
Badura: Oj, coś podziębiony pan, panie Ferdku. Może byś pan mojego lekarstwa skosztował?
(Wyciąga flaszkę wódki)
Ferdek: No jak nie jak tak. Hiehiehie.
Badura: To tera weź się pan prześpij, połóż się. Zara materac przyniese.
(Wyciąga stary materac)
Ferdek: A jakąś kordłę pan masz, bo normalnie zimno jak w dupie u Eskimosa.
Badura: Panie Ferdku, ja tu mam taką kordłę pierwsza klasa, cieplutką, że normalnie zaśniesz pan jak niemowlak.
(Ferdek kładzie się)
Ferdek: Ooo... Jak to dobrze, że są jednak na tym świecie dobrzy ludzie, którzy nie patrzą na piniądze, żeby wydoić od człowieka, wykraść, wychapać. Pan to się i człowiekiem zaopiekuje, nawet lepiej niż własna żona.
Badura: Panie Ferdku, bo człek jest od tego, jak dupa od srania, żeby drugiemu człekowi w potrzebie pomagać.

KONIEC
Pocałuj mnie w dupę, Marian!
Awatar użytkownika
Derek187
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1825
Rejestracja: 2012-12-09, 18:24
Lokalizacja: województwo opolskie

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: Derek187 » 2013-04-12, 14:03

Na plus +: pierwsza rozmowa Boczka i Ferdka, pomysł z zalanym mieszkaniem Paździochów i oknem u Boczka, Boczek nakładający sobie kotlety, kłótnia o telewizor

Na minus -: końcowy tekst Badury

Ale ogólnie fajnie. 9/10 dam. :D
Obrazek
Awatar użytkownika
Inseminator
Boczek
Boczek
Posty: 223
Rejestracja: 2011-09-08, 23:57

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: Inseminator » 2013-04-21, 01:40

Nocleg (wersja początkowa i wersja ostateczna):
Scenariusz średni. Ani przez chwilę nie zszedł poniżej przyzwoitego poziomu ale też niczym mnie nie zachwycił. Można powiedzieć, że był to taki ,,Kiepski" standard. Zdecydowanie bardziej spodobała mi się wersja pierwsza gdyż później dodane sceny choć dobrze napisane to nie wydały mi się konieczne. Co ciekawe rozbudowa scenariusza została zrobiona dokładnie tak jak robi się to w obecnych odcinkach tv. Tzn. z pomysłu (najczęściej dobrego) który starcza na powiedzmy 5 - 10 minut robi się 22 minutowy odcinek. Aby to osiągnąć zapełnia się nadmiarowe minuty nic nie wnoszącymi do fabuły szablonami: wizyta Pupcińskich, wspólne obiadki w atmosferze kłótni i przekrzykiwań czy Ferdek na złomowisku żalący się Badurze i Badura serwujący mu swe mądrości.
Na plus dobry zamysł ogólny z sąsiadami zwalającymi się Kiepskim na głowę. Wynikające z tego komplikacje zabawne, choć kłótnie o jedzenie i telewizor sztampowe. Wzorowo rozpisane postacie Haliny gotowej pomóc sąsiadom w potrzebie i Ferdka sprzeciwiającego się temu. Z dodanych scen spodobała mi się scena 8 z Boczkiem który nie wpuścił Ferdka do siebie.
Trochę fajnych tekstów:
Ferdek: Nie unoś się pan, bo pan sufit przebijesz.
Ferdek: Mnie nie przewieje, bo ja właściwie z domu nie wychodzę, bo nie mam po co.
Scena 2 (Ferdek siedzi w kuchni, je zupkę chińską i bułkę)
Paździoch: ...Widzę, pan Ferdek spożywa pożywny obiad, prosto z Chin!
Halinka: ...To w końcu nasi sąsiedzi od wielu lat!
Ferdek: Niestety, Halinka… Niestety!

Ferdek: ...Jak żeś pan kordłę zanieczyścił to do pralni, a nie do mnie!
Ferdek: ...ja żem na własne oczy widział jakiego ma grubego... Tego...
Halinka: Ferdek, ale chyba nie masz na myśli, że on ci...Khm... Pokazywał?
Ferdek: ...No coś ty, Halinka. Kożucha grubego, starego takiego mnie pokazywał, o to mnie się rozchodzi.

Ferdek: To panie idź pan zobacz czy pana w toalecie na klozecie czasami nie ma!
i późniejsza riposta Boczka:
Boczek: Tak? To zobacz pan czy pana u Badury na złomowisku nie ma.
Obiektywnych minusów nie zauważyłem, chyba że jako minus uznać nie wybicie się opowiadania ponad średnią. Ocena 5/10
Ostatnio zmieniony 2013-04-21, 01:42 przez Inseminator, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Mike Tytla
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 982
Rejestracja: 2012-04-22, 11:20
Lokalizacja: Polska

Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: Mike Tytla » 2013-05-01, 08:00

Bendżamin

Scena 1
(Ferdek wychodzi na korytarz. Z kibla wychodzi Boczek)
Boczek: Ooo, pan Ferdeczek! Jak tam zdróweczko, panie Ferdeczku? Hehe...
Ferdek: Panie, nie zdrabniaj mnie pan tu mojego imienia, bo to ja żem jest od pana starszy, a panu nie wypada tak do mnie się zwracać.
Boczek: Ale ja tak z grzeczności, kurtularnie zapytuję.
Ferdek: Szczerze? Do dupy się czuję.
Boczek: Taak? Coś pana boli? Główka, brzuszek, paluszek?
Ferdek: A dupa tam, nie paluszek. Życie, panie Boczek, życie mnie boli.
Boczek: Widzę właśnie, że coś pan nie w sosie. Czymś się pan martwisz, panie Ferdku?
Ferdek: A co mam być w sosie. Panie Boczek, bo w tym kraju to się nie ma z czego cieszyć, zacznijmy od tego.
Boczek: A wiesz pan, że ja też tak miałem, że normalnie żyć mnie się nie chciało, cały czas żem się czuł jak z dupy wyjęty. Ale od pewnego czasu to normalnie jak ręką uciął! Teraz się czuję tak dobrze jak nigdy żem się w życiu nie czuł. A wiesz pan dzięki czemu?
Ferdek: Panie, pieprzysz pan jak w jakichś telezakupach.
Boczek: To od tego czasu kiedy żem znalazł to! O!
(Boczek wyciąga z kieszeni i pokazuje Ferdkowi stary smoczek)
Ferdek: Co mi tu pan pokazujesz, gówno jakieś?
Boczek: Jakie gówno? To moje jest. Ja żem tego smoczka używał jak jeszcze taki mały berbeć żem był. Ja go wczoraj w piwnicy żem znalazł. I się panu zwierzę, żem się popłakał, bo mi się najlepsze czasy mojego życia przypomnieli, jak jeszcze żem jeszcze na wsi pod Elblągiem mieszkał.
Ferdek: No to jest naprawdę bardzo ciekawe co pan mówisz, tylko, że co mnie to zasadniczo gówno obchodzi?
Boczek: I ja się teraz czuję jak nowonarodzony, jakbym miał znowu miał kilka lat, w mordę jeża.
Ferdek: Ciekawe, bo jak dla mnie to pan żeś od zawsze był i będziesz na poziomie intelektualnym kilkulatka.
Boczek: Panie, pan to tylko obrażać umi! W dupę węża. Żałuję żem panu powiedział.
Ferdek: To trzeba było nie mówić.
Boczek: A żebyś pan wiedział. Ja już się w życiu do pana słowem nie odezwie!
Ferdek: No i proszę bardzo. Pańskie życie, pański wybór. Ja na to, jak na lato.
(Boczek już ma iść do siebie na górę, ale na odchodne pokazuje Ferdkowi gest Kozakiewicza)
Ferdek: Idźże ty!...
(Boczek udaje się do siebie na górę)
Ferdek: Grubas! I żeby twoja noga w tym prześmiergniętym laczku tu nie postała! (Woła za Boczkiem)

Scena 2
(Salon. Na fotelu po prawej stronie siedzi Halina, po lewej Ferdek. Z tyłu na kanapie siedzą Waldek, Jolasia i Mariolka.
Ferdek: Hehehe...
Halina: No zamknij się, jełopie! Nie widzisz, że wiadomości oglądam! Chociaż tak zobaczę, co się na tym zasyfiałym świecie dzieje! A tak w ogóle to z czego rżysz?
Ferdek: Bo żem sobie przypomniał, że Boczek swój smoczek z dzieciństwa se znalazł!
Mariolka: No ojciec, no! A co w tym dziwnego? Znalazł se, to se ma!
Jolasia: No, raczej nie inaczej. Ja swój smoczek z dzieciństwa również posiadam, w torebce swej go noszę przy sercu mym.
Halinka: No, ja też miałam gdzieś smoczki dzieciaków. Co w tym dziwnego?
Ferdek: No, ale Boczek to się z tego smoka cieszy jak głupi do sera! Chwiali się mnie tym, pokazuje na korytarzu…
(Pukanie do drzwi, przychodzi Paździoch)
Ferdek: Otwarte!
Paździoch: Dzień dobry.
Waldek: Dobry!
Halinka: Dzień dobry, panie Marianie.
Ferdek: Czego?
Paździoch: Przyszedłem do państwa w dość nietypowej sprawie. Otóż... Tak się składa, że jestem państwa sąsiadem od wielu lat…
Ferdek: No niestety. I co z tego?
Paździoch: … i chciałem poinformować, że nasz sąsiad, Arnold Boczek chyba cofa się w rozwoju!
Waldek: Ale pan żeś Amerykie odkrył, panie Paździochu. Przecie Boczek od dawien dawna zdziecinniały był jak dziecko jakie, kilkuletnie!
Paździoch: Masz rację, Waldku! Pan Arnold Boczek przed chwilą pokazywał mi swój smoczek z dzieciństwa i z wielkim sentymentem opowiadał o swoim dzieciństwie we wsi pod Elblągiem.
Halina: No Jezus Maria! Co wy wszyscy z tym smoczkiem. Powinniście się cieszyć, że wasz sąsiad jest delikatny, sentymentalny… A nie to co wy! Dziady zdziadziałe! A w szczególności ty, jełopie. (Spogląda na Ferdka.)
Ferdek: Przepraszam bardzo, ale o co się tobie rozchodzi?
Halinka: Jak to o co? Z ciebie to się zrobił normalny, regularny dziad z wąsami. Cały dzień na fotelu przepierdzi przed telewizorem, i jeszcze innych będzie wyśmiewał.
Ferdek: Halincia, nie ubliżaj bliźniemu swemu, tym bardziej, że ja mężem jestem twoim, i to od 40 lat zresztą.
Halinka: Świętoszek się znalazł, proszę państwa.
Ferdek: A idźże, idźże.
Jolasia: Przepraszam bardzo! A co jeśli Boczek cofnie się w rozwoju?
Halinka: No nie, tak to nie będzie. W medycynie takie przypadki raczej się nie zdarzają.
Ferdek: Pamiętaj, Halinka… Tutaj dzieją się takie rzeczy, o których się fizjologom nie śniło.

Scena 3
(W sypialni)
Halinka: Ferdek, śpisz?
Ferdek: Śpię, bo co?
Halinka: Bo ja jakoś nie mogę. Przez ten hałas. Słyszysz? To chyba z piwnicy.
Ferdek: Nie słyszę, bo tak chrapiesz, że wszystko w tym domu zagłuszasz...
(Rozlega się pukanie do drzwi.)
Ferek: Zaraz!
(Ferdek wstaje)
Halinka: Ale jak Paździoch przychodzi z wódką i puka, to słyszysz. I już na równe nogi!
Ferdek: A dajże spokój, Halincia. Może to wcale nie on.
Halinka: To ciekawa jestem w takim razie kto.
Ferdek: Idę, kurde! Nie rozerwie się.
(Ferdek otwiera drzwi, a tam Paździoch)
Ferdek: Czego znowu?
Paździoch: Panie Ferdku... Jest dokładnie tak jak myślałem.
Ferdek: W sensie?
Paździoch: Proszę za mną, panie Ferdku, muszę coś panu pokazać.
Ferdek: Zaraz, dokąd, co?
Paździoch: Pójdzie pan ze mną, to się pan przekona. Ale jedno jest pewne - zesra się pan, jak nie ze złości, to ze śmiechu.
Ferdek: Jak chce mi pan pokazać to co ja myślę, to chyba raczej prędzej ze śmiechu. Hehehe...
Paździoch: Nie, nie... Chodzi mi o co innego.
Ferdek: No to chyba nie skorzystam z pańskiej oferty, panie Paździoch. Ja nie cierpię na chroniczne zatwardzenie.
Paździoch: Z tym zesraniem to była przenośnia. Nieważne, chodzi o pana Boczka.
Ferdek: A co on znowu wywinął?
Paździoch: Chodź pan.

Scena 4
(Ferdek i Paździoch udają się do piwnicy. Zastają tam Boczka z długimi włosami, ubranego na młodzieżowo ze smoczkiem zawieszonym na szyi jako talizman, stojącego przed mikrofonem, Badurę z gitarą elektryczną, Tajsona, kolegę Badury na perkusji i Edzia listonosza siedzącego na krześle.)
Boczek: Czerwony jak cegła, rozgrzany jak piec, muszę ją żreć!
Paździoch: A nie mówiłem? Grubas całkowicie postradał rozum!
Ferdek: Co tu się dzieje, kurde?! Panie Boczek, proszę nie zakłócać ciszy nocnej, bo moja żona musi spać, żeby rano do pracy wstać! A tak przez pańskie wycie biedaczka oka zmróżyć nie może! Halo! Mówię do pana! Ostrzegam, na to są paragrafy, ja pana do sądu podam i pan zgnijesz w więzieniu!
(Boczek przestaje śpiewać, a orkiestra grać)
Boczek: O, witam panów sąsiadów! Coś do mnie pan mówił, panie Ferdku?
Ferdek: Ja się pytam, co tu się kurde dzieje do cholery?
Boczek: Jak to co? Zespół żeśmy z kolegami założyli rockowy (mówi tak jak się pisze).
Ferdek: I pan, panie Badura też w tym udział bierzesz?
Badura: No jak, nie jak tak, karwa kawka. W latach 70. tośmy z kolegą Tajsonem (wskazuje na perkusistę) sami kapelę muzyczną założyli. Nazwaliśmy się Spalone Gitary. To były czasy, no powiedz Stasiu. Dziewczyny to za namim szalały, mówię panu, panie Ferdku.
Ferdek: Nie wiedziałem, że z pana taki rokendrolowiec. Hehe.
Badura: A kiedy pan Boczek zapronował mi udział w swoim zespole to myśmy od razu na to przystali. Instrumenty swoje przynieślim i se teraz gramy.
Tajson: Winko przynieślim, popilim i od razu wena kurka przychodzi. Ale fajnie byłoby przenieść się z powrotem do tych czasów jak się jeszcze było młodym i pięknym, co nie Kaziu?
Badura: No karwa kawka. Ale jest jak jest i człowiek choćby się zesrał, czasu nie cofnie. Niestety. To jak, panie Boczek, robimy kolejną próbę? Co teraz gramy?
Boczek: Może teraz Golca jakiego spróbujemy. Słuchaj pan, panie Ferdku!
Tajson: No to jedziem z tym śledziem!
(Boczek zaczyna śpiewać piosenkę graną na melodię "Lornetki" zespołu Golec uOrkiestra)

Kupiłek se kiełbasów
Steków i innych rarytasów
Ale smaka najbardziej mam
Na kaszankę
Chciałbym wciąż ją mieć przy sobie
Bez kaszanki żyć nie mogie
Myślę o niej w dzień i w noc
W mordę jeża!

Tak bardzo bardzo kochom jom
Że w nocy kiedy wszyscy śpiom
Jo nie śpie zajadając wciąż się niom
(Bis)

(Kończą piosenkę. Badura i Tajson zaczynają klaskać. Paździoch z Ferdkiem mają zniesmaczone miny)
Boczek: Podziękował. (mówi z uśmiechem) I jak panom się podobało? (mówi do Ferdka i Paździocha)
Ferdek: Panie Boczek, nie śpiewaj pan już lepiej, bo pan w ogóle talenta do śpiewania nie posiadasz!
Boczek: Jak nie mam talenta, jak se mam. Śpiewać każden może, czasem lepiej, czasem trochę gorzej. Hehehe...
Ferdek: Przecie to nawet rock nie był, tylko jakieś góralskie śpiewy. Z pana taki kurde śpiewak, jak nie przymierzając z byczego członka młotek.
Paździoch: Zgadzam się z panem Ferdkiem. To co nam panowie sprezentowali, a w szczególności pan, panie Boczek było krótko mówiąc... Żenujące.
Boczek: Eee... To może pan, panie Edziu oceni.
Edzio: Moja ocena jest taka: zebrało się trzech dziadów do kupy, a muzyka, którą grają mówiąc szczerze jest do dupy (śmieje się).
Boczek: Krytycy się znaleźli, od siedmiu boleści, w mordę jeża. A pewnie sami byśta tak nie zaśpiewali, co najwyżej się zesrali. Hehe-hehe. (śmieje się jak osioł)
Ferdek: Panie Boczek, pan jesteś normalny, reguralny błazen, wie pan?
Boczek: Panie, nie obrażaj pan, dobre? Ja pana nie obrażałem!
Paździoch: Dobrze, kończcie panowie tę wymianę zdań, bo zmierza ona w złym kierunku. Chodźmy już lepiej, panie Ferdku.
Ferdek: Śpiewak kurde się znalazł, zasrany.

Scena 5
(Mariolka siedzi na ławce w parku, ma w uszach słuchawki, wymachuje głową i rytmicznie przytupuje, przychodzi Boczek z długimi włosami, skórzanej kurtce.)
Boczek: Siemka, Mariolka! Co tam?
Mariola: Siema, siema panie Boczek! A co żeś pan się tak zmienił, co?
Boczek: Jaki ja tam pan. Przecie my jesteśmy prawie w jednym wieku! Mów mi Arni! Mogie się przysiąść?
Mariola: No dobra Arni. To siadaj, pogadamy! Bo mnie się tutaj tak nudzi.
Boczek: A se siądę. Aaa...
Mariola Umówiłam się z chłopakiem, ale mnie wystawił, debil jeden!
Boczek: Ooo tak to jest!
(Boczek spogląda na Mariolkę, nagle kładzie rękę na jej kolanie)
Mariola: No panie Boczek! Nie szalej pan! Erosoman się znalazł!
Boczke: A ciebie aniołku nie bolało jak spadałaś z nieba?
Mariola: Panie Boczek! Czy pan jesteś nienormalny! Jak panu kobity brakuje to se pan ogłoszenie w gazecie lub internecie zamieść albo za Malinoską sie pan zabierz a nie za mnie! Ja już powiedziałam matce i ojcu, że ja męża mieć nie chce!
Boczek: Ale jak to tak? Bez chłopa?
Mariola: A co w tym dziwnego? Pan panie Boczek, żyjesz bez baby i co?
Boczek: I gówno! I właśnie baby mnie brakuje!
Mariolka: Ale czemu mnie się pan tak uczepił jak rzep psiego ogona?
Boczek: Jak to? Bo ty ładna dziewczyna se jesteś, Mariolka. Kuźwa, gorąco dzisiaj jak w dupie u murzyna, w mordę jeża. Może pójdziemy razem na lody, hmm? Ja stawiam!
Mariolka: Dobrze, że ojciec tego nie słyszy, bo by pana normalnie za jaja na latarni powiesił.
Boczek: W dupie go mam.
Mariola: Ja stąd idę, bo ta rozmowa za daleko schodzi! Jak pan chcesz mieć babę, to se pan idź do dyskoteki i se znajdź!
(Mariolka odchodzi, Boczek zostaje zdezorientowany na ławce)
Boczek: W dupę węża.

Scena 6
(Ferdek i Halina jedzą w kuchni obiad, wchodzi Mariolka)
Halina: O Mariolciu! Obiadu sobie weź. Jeszcze ciepły!
Ferdek: O której to się do domu przychodzi! Na obiad się spaźnia?!
Mariola: Oj, ojciec! Wyluzuj miednicę. Ja mam wam o wiele ciekawsze rzeczy do powiedzenia!
Ferdek: Ciekaw jestem jakie!
Halina: No daj dziecku powiedzieć!
Mariola: Ten Boczek to jest regularny debil i erosmoan!
Ferdek: No, też mi odkrycie!
Mariolka: Siedze ja se normalnie na ławce w tym parku, tu niedaleko, wiecie jakim...
Halina: No tak, w tym co to zawsze tak śmierdzi, bo tam za tymi krzaczorami to kubły ze śmieciami stoją...
Mariolka: No w tym! I nagle podchodzi Boczek i gada i gada i kładzie mnie ręke na kolanie i zaczyna do mnie strzelać jakimiś tekstami! Z lodami do mnie wyjeżdża.
Ferdek: Grubas... Pornograficzny, kurde. Jak ja za chwilę tam pójdę, do dupy mu nakopię to się grubasowi odechce! Ja go normalnie za jaja na latarni powieszę grubasa!
Mariolka: No i on mi jeszcze mówi, że on baby potrzebuje, bo on bez baby żyć nie może!
Ferdek: O nie, co to to nie!
(Ferdek wybiega z kuchni)

Scena 7
(Na korytarzu Ferdek spotyka Paździocha)
Paździoch: Witam sąsiada. Właśnie miałem do pana iść. Boczek...
Ferdek: Co Boczek? Co Boczek? Ja tego grubasa znać nie chcę. On mnie normalnie córkie w parku na ławce podrywał.
Paździoch: Co pan powiesz. A ja widziałem dzisiaj pana Boczka w kościele, przyjmującego I pierwszą Komunię świętą razem z 9-latkami. Co pan na to?
(Boczek wchodzi na korytarz w białej albie)
Boczek: Dzień dobry, panom sąsiadom.
(Przechodzi obok nich, Ferdek z Paździochem bez słowa patrzą po sobie)
Ferdek: Przecie grubas do reszty oczadział... Co z nim teraz zrobić, przecie on może być niebezpieczny dla otoczenia! Niech go do wariatkowa wywiezą w kaftanie, a nie żeby z normalnymi ludźmi mieszkał.
Paździoch: Spokojna pana rozczochrana. Wszystko jest pod kontrolą.
Ferdek: Jak pod kontrolą? A wiesz pan do czego to zdolne? Co następnym razem to to zrobi?
Paździoch: Spotkajmy się dziś wieczorem u pana, to porozmawiamy o tej nagłej przemianie pana Boczka.

Scena 8
(Kuchnia, wieczór. Ferdek i Paździoch siedzą przy. Ferdek nalewa wódki do kieliszków)
Ferdek: No to, Jan Sebastian BACH!
(Piją)
Paździoch: Aaa... Przypadek pana Boczka bardzo mi przypomina przypadek bohatera pewnego filmu, Benjamina Buttona, mówi to panu coś?
(Ferdek kiwa przecząco głową)
Paździocha: ...Który narodził się jako 80-letni staruszek, a umarł jako niemowlę w rękach swej ukochanej. Tzn. z wiekiem zamiast starzeć się, młodniał. Podobnie Boczek, różnica jest takowa, że on cofa się tylko psychicznie i to w zastraszającym tempie.
Ferdek: Panie Paździoch, też mi odkrycie. Przecie ja żem to już dawno odkrył.
Paździoch. Nie, nie. Zgadzam się, pan Boczek nigdy nie grzeszył inteligencją w stopniu dorównującym moim, czy pana, ale teraz sprawa wydaję się bardzo poważna. Obawiam się, że pan Boczek niedługo psychicznie umrze.
Ferdek: No i gitara, nie?
Paździoch: Panie Ferdku, trochę miłości do bliźniego. Musimy zrobić coś by zatrzymać proces młodnięcia pana Boczka i przede wszystkim odkryć co za nim stoi.
Ferdek: A po co? Nie będzie wtedy tu przychodził i korzystał z naszej prywatnej, publicznej toalety.
Paździoch: Będzie gorzej! Będzie robił pod siebie i narobi smrodu w całej kamienicy. Chcesz pan tego, no chcesz?
Ferdek: W takim razie, co robimy?
Paździoch: Prawdopodobnie pan Boczek zniżył się do tego czasu do ilorazu inteligencji niemowlęcia. Musimy pójść do jego mieszkania i się nim zająć jakoś. Niech ktoś z nas do czasu zanim się sprawa wyjaśni przygarnie go do siebie i się nim zaopiekuje. Wie pan, karmienie, przewijanie i te sprawy.
Ferdek: O, nie! Ja się tego nie podejmie, nie będzie gówniarz po mojem domu smrodził! Po moim trupie!
Paździoch: Spokojnie, panie Ferdku. Jak nie pan, to niech pańska żona się nim zajmie.
Ferdek: Ona nie ma czasu, przecie w szpitalu pracuje ciężko! A gdzie jeszcze bachorem się będzie zajmować.
(Rozlega się pukanie do drzwi)
Ferdek: Czego tam? Idę kurdę, nie rozerwie się.
(Ferdek otwiera drzwi, a tam Boczek siedzi drąc się jak niemowlę)
Ferdek: O kurde! Panie, on tutaj przylazł! (woła do Paździocha)
(Paździoch wchodzi do przedpokoju)
Paździoch: Wielkie nieba, jest tak jak mówiłem. Stał się teraz niemowlęciem.
Ferdek: Panie, częstuj go pan wódką. Może mu to przejdzie.
Paździoch: To nie rozsądne. On nie pewnie jeszcze nawet roczku.
(Nadchodzi Helena)
Helena: Marian, dziadu, to ty się tak drzesz jak jakiś baran? Cholery można dostać.
Paździoch: To nie ja, to on. (wskazuje na Boczka)
Helena: Panie Boczek, zgłupiałeś pan do reszty?!
Paździoch: Helena, nie drzyj się! On nic nie rozumie! Cofnął się w rozwoju!
(Wychodzi Halina w szlafroku, ziewając)
Halina: Przepraszam państwa, ale czy ja mogę wiedzieć, co tu sie dzieje? A ty jełopie, czemu znowu śmierdzisz wódą?
Paździoch: Pan Boczek, cofnął się w rozwoju! Leży i kwiczy!
(Boczek cały czas siedzi, ssa kciuk i krzyczy)
Halina: Panie Boczek? Może kiełbasy pan chcesz?
(Boczek nie odpowiada, tylko cały czas krzyczy)
Paździoch: Sama pani widzi pani Halinko! On jest niemowlakiem!
Helena: To co my teraz z grubasem zrobimy? Ma się tak drzeć na korytarzu?!
Ferdek: No jak to co? Wyniesie się grubasa do jego mieszkania i niech tam wyje!
Halina: O nie! Co to, to nie! Nie można tak zostawić człowieka chorego psychicznie!
Ferdek: Według mnie on tam zawsze był chory psychicznie.
Halina: Ferdek, nie uruchamiaj mnie!
Helena: No dobrze, a kto zajmie się Boczkiem?
Ferdek: Napewno nie my!
Halina: Ferdek, no poczekaj. Trzeba się zająć człowiekiem!
Paździoch: Bardzo się cieszę, że państwo się zgodziliście. No, to żeganym się, a państwo zabierzcie swoje nowe dziecko.
Halina: Zaraz, zaraz! Nie tak prędko!
Ferdek: Właśnie, musisz pan zabulić!
Halina: Albo przynajmniej pomagać w opiece nad Boczkiem!
Helena: Ale my przecież nie mamy dzieci. Nie wiemy co i jak. A państwo, przecież wychowaliście dwójkę inteligentów.
Halina: Ale ja sama nie mogę się nim zajmować, a na tego jełopa nie mogę liczyć, pani Helenko!
Helena: No dobrze. Bedę do pani przychodzić codziennie, żeby coś tam pomóc...
Ferdek: No dobre. Pierdu pierdu a tu już nad ranem.
Paździochowie: Do widzenia!
(Kiepscy popychają Boczka, ten wchodzi na czworakach do mieszkania)

Scena 9
(Boczek siedzi na podłodze, ssie kciuk, ma wokół siebie stare zabawki Waldka i Mariolki, Ferdek i Halina oglądają telewizję)
Halina: Popatrz Ferdek. Jak za dawnych lat! Pamiętam, jak nam się dzieciaki tak bawiły i Walduś bił Mariolkę po głowie tym klockiem, o tym, co go właśnie Arnoldzik do buzi wkłada.
Ferdek: A dupa tam! Arnoldzik, heh...
Halina: Ferdek, nie przeklinaj przy dziecku.
Ferdek: Jakim kurde dziecku?! Przecie to je stary byk jest, no! A cofnięty w rozwoju to on zawsze był!
(Ktoś puka do drzwi)
Ferdek: Otwarte!
(Wchodzi Helena)
Helena: Dzień dobry. Tak jak obiecałam, przyszłam w czymś pomóc, nawet mleko przyniosłam…
Halina: A bardzo proszę, pani Helenko. Ferdek, wstań i ustąp pani miejsca!
Ferdek: A przepraszam bardzo, gdzie ja mam iść?
Halina: Najlepiej to do pośredniaka!
Ferdek: Przecież w tym kraju nie ma pracy dla…
Halina:... dla ludzi z twoim wykształceniem! Którego zresztą nie masz! A nie zapominaj, że teraz masz na utrzymaniu dodatkowego domownika. Na to trzeba zarobić! Kaszki, pampersy! Bo ja, jego pieluch, na pewno nie będę prała!
Ferdek: Halinka, ja wychodzę i ja nie wiem kiedy wrócę. Bo na to wszystko to ja już patrzeć nie mogię!
(Ferdek wychodzi)
Halina: No, i poszedł dziad zdziadziały! Dziecko tylko straszył tymi wąsiskami obrzydliwymi.
Helena: To ja może mleczko podgrzeję?
Halina: Nie, nie trzeba! Ja już wcześniej zaszykowałam, stoi tam w kuchni, zaraz przyniosę
(Halinka idzie do kuchni, po chwili przynosi stamtąd duzą butlę z mlekiem)
Halina: Jak pani myśli? Ile on tego zje?
Helena: Nie wiem. Umysłowo jest on na poziomie niemowlaka ale tak to chyba zeżreć potrafi…
Halina: No nic. Ja go spróbuję nakarmić a pani zagotuje jeszcze tego mleka, tak na wszelki wypadek.
(Helena wychodzi do kuchni, Halina podchodzi do Boczka, chce go karmić, ale ten wyrywa jej butelkę i wypija aż do dna)
Halina: Pani Helenko! On całą butlę wydudlił duszkiem! Ciekawa jestem ile on tego jeszcze wychleje!
Helena: W kuchni stoją jeszcze dwa kartony!
(Pojawia się napis "pół godziny później" Boczek siedzi na podłodze, ciągle pije z butelki mleko)
Halina: No czy on nigdy nie przestanie!
Helena: Mleko się nam skończyło!
(Do salonu wchodzi Ferdek)
Halina: Ooo proszę! Wrócił syn marnotrawny!
Ferdek: Jaki syn ja się pytam jaki syn?
Halina: Dajże spokój! Boczek wychlał trzy kartony mleka i ciągle mu mało!
Ferdek: Idę se zupy wlać. (Idzie do kuchni, po chwili wraca do salonu z miską zupy)
(Boczek odstawia butelkę na podłogę, odbija mu się)
Ferdek: Zupy se wziąłem, wlałem z garnka. Halincia!
Helena: O. Chyba skończył!
(Boczek zaczyna płakać)
Ferdek: Ej, czy kogoś w tym domu interesuje, że se zupy wziąłem? (mówi jedząc zupę) Kurde, ciągle tylko ten Boczek i Boczek. Czego on się kurde tak drze?
Halina: Jak to czego? Pewnie ma mokro!
Helena: To kto go teraz przewinie?
Halina: No ja na pewno nie!
Helena: A dlaczego nie? Pracuje pani w szpitalu, ma pani doświadczenie. A ja nawet dzieci nie mam.
Halina: O nie, co to to nie! Ja go przewijać nie będę. Przecież ja go nawet nie dam rady unieść!
Helena: To może pan Ferdek?
Halina: To bardzo dobry pomysł!
Ferdek: Co ja, kurde?!
Halina: Przewiniesz Boczka!
Ferdek: Ja? To ty już nie pamiętasz, jak raz przewijał żem Mariolkę?
Halina: Pamiętam ale wolałabym tego nie pamiętać. Jednak z Boczkiem w końcu sobie poradzisz. Wiesz, dla mnie i dla pani Helenki jest to dość wstydliwe, a wy, w końcu oboje macie to samo…
Ferdek: Ale w co ja mam go przewinać? Chyba w prześcieradło!
Halina: A nie, bo przyniosłam pampersy ze szpitala. Są w szafie.
(Ferdek podchodzi do szafy, wyciąga z niej dużego pampersa, spogląda na Boczka)
Helenka: No to my sobie wyjdziemy, a pan Ferdek zajmie się Arnoldzikiem.
(Halina i Helena wychodzą z salonu, Ferdek patrzy bezradnie na pampersa)

Scena 10
(Halina i Helena stoją pod kiblem)
Halina: No ja już sama nie wiem. W medycynie takie rzeczy się nie zdarzały! Ja nie wiem co się temu Boczkowi stało!
Helena: Boczek zawsze był jakiś podejrzany.
Halina: Dla mnie to on zawsze był uczciwie pracującym człowiekiem, w przeciwieństwie do tego mojego jełopa. A że był trochę ociężały umysłowo i fizycznie - cóż, nie każdy rodzi się Einsteinem.
Helena: Tak, ale te jego zainteresowanie kobietami. Przecież on od zawsze gazety pornograficzne w kiblu czytał!
Halina: Oj pani Helenko! Chłop to chłop. Kobity mu brakło to se oglądał…
(Z klatki schodowej wchodzą reporterzy z telewizji, jeden z nich filmuje, drugi przeprowadza wywiad)
Redaktor: Dzień dobry, Marek Strugarek. Czy to tutaj ma miejsce cofnięcie się w rozwoju, przez niejakiego (wyciąga kartkę z kieszeni) Arnolda Bo… Bo… Boczka?
Helena: Tak a bo co?
Redaktor: Proszę powiedzieć, jak to się stało? Kiedy to się zaczęło?
Halina: To może ja powiem. Pewnego dnia Boczek po prostu znalazł swój smoczek z dzieciństwa. Ja nie podejrzewałam niczego złego. Ot, człowiek sentymentalny, zachwycił się starym smoczkiem.
Helena: Ale potem to już poszło!
Redaktor: A mianowicie?
Helena: No co? Boczek zgłupiał do reszty! Najpierw stał się jakimś małolatem, który zakłada zespół rockowy, a następnie niemowlakiem, co tylko żre i robi pod siebie!
Redaktor: A gdzie jest owy delikwent?
Halina: W mieszkaniu, proszę za mną.
(Wszyscy wchodzą do mieszkania)

Scena 11
(Ferdek stoi nad Boczkiem, wszyscy wchodzą do salonu)
Halinka: Jezus Maria! Co tu tak śmierdzi?!
Ferdek: Dupa, gówno! Cholery dostanę, nie przewinę go! Grubasowi nawet dupy unieść nie idzie, a w tego pampersa to on chyba tak narobił, że..
Redaktor: Witam pana. Czy to pan podjął się opieki nad tym oto osobnikiem?
Ferdek: My wszyscy niesiemy ten ciężki krzyż.
Redaktor: Jak to?
Ferdek: No przecie Boczek to chyba przeszło sto kilo waży. Przecie my go ledwo co na kanapę kładzim.
Redaktor: Niesamowita historia w kamienicy Ćwiartki 3 na osiedlu Kosmonautów we Wrocławiu! Niesamowite zjawisko. Cofnięcie się w rozwoju Arnolda Be, polskiego odpowiednika słynnego bohatera filmu - Benjamina Buttona.

Scena 12
(Noc. Ferdek i Halina leżą w łóżku)
Ferdek: Halinka, śpisz se? - Brak odpowiedzi - Halinka, śpisz? - Kolejny brak odpowiedzi - Halinka! Śpisz?! - I znów nic.
(Ferdynand podnosi z podłogi swój kapeć i z niewielką siłą uderza nim Halinę w twarz. Ta budzi się natychmiast, widzi też kapeć Ferdka przy swojej twarzy. Jest oburzona.)
Halina: Ferdek, a mam ci zaraz przyłożyć moim gumiakiem na zimę?
Ferdek: Spokojnie Halincia, tak mocno spałaś, że...
(Przerywa mu małżonka)
Halinka: Ferdek, idioto, trzecia w nocy jest! Mów co chciałeś, zanim wstanę i pójdę do adwokata!
Ferdek: No bo Halinka.. Bo.. Halinka, ja tak se myślałem...Dlaczego ty nic mi nie odpowiedziałaś jak ci powiedziałem, że se zupy wziąłem, z garnka wlałem?
Halinka: Ferdek, na miłość Boską, i po to budzisz mnie w środku nocy, żeby pierdzielić mi o jakiejś zasranej zupie? Ty normalny jesteś?
Ferdek: A co ty taka agresywna jak osa jakaś się zrobiłaś, Halincia?
Halinka: Wiesz co? Tobie to już się całkiem z tego nieróbstwa w dupie poprzewracało. Dobranoc.
(Chwila ciszy)
Ferdek: Halincia... Bo ja żem se myślał, że ten Boczek, to zwyczajnie se udaje niedorozwiniętego żebyś ty się nim zajmowała.
Halinka: No jestem pod wrażeniem, jak wpadłeś na ten trop, drogi Watsonie?
Ferdek: Halinka, nie ironizuj, nie ironizuj bardzo cię proszę.
Halina: No to słucham, na jakiej podstawie twierdzisz, że Boczek udaje niemowlaka? Niby jaki miałby w tym cel?
Ferdek: A chociażby właśnie żeby zwrócić na siebie uwagę. Żeby ktoś się nim zaopiekował, o.
Halina: No to muszę się teraz opiekować dwoma opasłymi, zdziecinniałymi dziadami.
Ferdek: Przepraszam bardzo, co ty mnie tu imtupujesz? Że co, że niby ja jestem zdziecinniały? Też coś...
Halina: No nie, ja całe dnie spędzam bezrobotnie przed telewizorem żłopiąc piwo od 40 lat. Ty sam jesteś jak ten Boczek teraz, albo i gorszy.
Ferdek: O nie, ja sobie takich porównań nie życzę! Nie życzę sobie takich porównań w moim domu!
Halina: Ale to nie jest, mój kochany koncert życzeń. Jak chcesz mi udowodnić, że twój iloraz inteligencji jest wyższy od Boczka niemowlaka, to proszę zasuwaj do pośredniaka, i to w podskokach.
Ferdek: Halinka, ty w tym momencie obraziłaś moją godność osobistą, i ja stąd wychodzę i ja nie wiem kiedy wrócę, i czy w ogóle wy...wrócę.
(Wstaje z łóżka)
Halina: Ależ proszę bardzo. I szerokiej drogi! Szerokiej drogi...
(W tym momencie kamera pokazuje Boczka zakradającego się do kuchni i otwierającego lodówkę)
Boczków: Ale tu mają frykasów i innych kiełbasów, ja cię kręce... Hehehe...
(Boczek zawija mięso w bluzkę. Do kuchni Ferdek)
Ferdek: Co tu się odbywa? No słucham??
Boczek: No bo ja żem se zgłodniał...
Ferdek: Co to jest ja się pytam? To niemowlęta jedzą? To niemowlęta jedzą?? (mówi wskazując na mięso skradzione przez Boczka) I w ogóle od kiedy to niemowlęta mówią ludzkim głosem, co??
Boczek: A co? Niemowlęta też ludzie są, kuźwa.
Ferdek: Oszust! Wont z mojego domu! Niemowlak zasrany się znalazł!
(Boczek ucieka)
Ferdek: Grubas oszust nas oszukał, grubas oszukańczy, mięsożerny kurde... (mówi do siebie)

Scena 13
(Nastnego dnia. Na korytarzu obok drzwi od toalety została postawiona ławka. Siedzą na niej Ferdek i Boczek pijąc wódkę, obok na krześle siedzi Edzio)
Ferdek: Powiedz mi pan, co panem kierowało, że posunął się pan do tak desperackiego kroku?
Boczek: Panie Ferdku, ja przepraszam za to wszystko, przepraszam... (mówi z miną pełną żalu) Bo ja żem se marzył, fantazjował o tym od dawna i teraz wreszcie mógł żem poczuć się znów jak w czasach beztroski i radości. I tak żem se pomyślał, że skoro pan to masz na codzień, jak pracy pan nie masz i się niczym nie przejmujesz tylko se piwko pijesz, to ja żem se pomyślał, że ja też tak chcę.
Ferdek: Panie Boczek, życie to nie jest bajka. Najsamprzód to trzeba rodzinę założyć, potem zarobić na tą rodzinę, dzieci spłodzić, żeby miał kto na nasze emerytury pracować. Żeby Polska... Była Polska. Bo jak nie, to do pana Chińczyk przyjdzie i panu pokaże jak się dzieci robi. I nie będziesz pan pił piwa u Stasia, tylko u Fajfsiunga jakiego.
Boczek: A w dupie mam, czy żółtek czy czarny, w mordę jeża. Pan to se masz dzieci, żonę, a ja to co - gówno mam.
Ferdek: Panie, nie użalaj się pan. To trzeba się było ożenić.
Boczek: Panie, tera to takich kobitek jak pańska żona, Halinka to ni ma. Tera to ino leżąc i pachnąc by chciały, pazury se zrobić, tapetę nałożeć. I jeszcze najlepi żeby mąż obiad zrobił. A pani Halincia to co innego, ona i ugotować umi, i ciałka se ma tu i tam, aż popatrzeć miło w mordę jeża. A nie to co teraz te kościotrupy, co to się tylko odchudzajo, i to z czego panie, pytam z czego?
(Na korytarz wchodzi Badura i Tajson. Zataczając się śpiewają piosenkę z odc. "Jesień średniowiecza")
Badura: Dzień doberek szanownym panom... (czka)
Ferdek: Panie Badura, nie wtrancaj się pan, my tu poważne tematy filologiczne przeprowadzamy. Pan jesteś w ogóle pijany jak świnia.
Badura: No i co?... My tu do piwnicy przyszlim, bo wina zabrać zapomnieli, karwa kawka... (czka)
Ferdek: Panie, co pan tam trzymiesz?
Badura: A... Takie gówno. Na fajansie żem znalazł.
(Badura pokazuje Ferdkowi starą pozytywkę)
Ferdek: Jakie gówno?! Panie, przecie to moje jest!! Ja tej pozytywki żem słuchał jak pana jeszcze na świecie nie było!
(Na korytarz wchodzi Halina)
Ferdek: Ferdek, jełopie! Znowu wódę chlejesz z tymi menelami?!
(Ferdek nie słuchając Haliny, z wielkim podekscytowaniem włącza starą pozytywkę. Ukazuje się greenbox, na którym Ferdek jako kilkulatek dostaje od matki na urodziny pozytywkę)
Ferdek: Dziękuję, mamusiu... (mówi przytulając się do Halinki)
(Halinka oszołomiona)
Halina: Mój synek...
Edzio: Jakież to dziwne nastały nam czasy, że się starzy faceci zmieniają w bobasy.

KONIEC

Scenariusz:
Nitroglicerynka (pomysł)
Michelangelo (sceny 1-13)
Sylia (sceny 2, 5, 6, 8-11)
david123lost (scena 12)
Pocałuj mnie w dupę, Marian!
Awatar użytkownika
Ferdek K
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 3806
Rejestracja: 2011-12-10, 10:42
Lokalizacja: Kłobuck!

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: Ferdek K » 2013-05-02, 11:02

Drugą scenę zamieniłbym w rodzinny obiadek. Jakoś ta wersja mi nie pasuję.
Z całego opowiadania strasznie podpasowała mi 4. scena - mistrzostwo! :-D Kto ją napisał, temu należą się gratulacje.
Scena 5. niepotrzebna i jakaś taka niesmaczna :-/
Akcja z tym, że Boczek udawał, że jest dzieckiem oraz ostatnia scena także są super :-)
Ogólnie scenariusz oceniam na 7/10. Możecie wysłać do ATM'u, ale z poprawkami.
[center]Obrazek[/center]
Awatar użytkownika
Inseminator
Boczek
Boczek
Posty: 223
Rejestracja: 2011-09-08, 23:57

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: Inseminator » 2013-05-15, 01:41

Bendżamin
Dobre opowiadanie, ocena 6/10. Ma zdecydowanie więcej plusów niż minusów, ale przyczepię się do:
- motyw Boczka który chce aby opiekowali się nim sąsiedzi podobny do akcji Pażdziocha z odcinka 112 ,,Marian małpa pl"
- Boczek dzidziuś przypomniał mi taki sam stan Paździocha z końcówki odcinka 138 ,,Tożsamość Mariana"
- Pojawienie się telewizji - zapychacz z którego nic nie wynikło
- Jolasia i Waldek. Ich występ jak w większości odcinków tv. bezcelowy
- kłótnie Ferdka z Haliną nudne. Pisząc opowiadanie dobrze jest zastępować zgrane motywy czymś świeżym.
- jak napisał Ferdek K scena5 nieco przekraczająca granice dobrego smaku, szczególnie Boczek kładący rękę na kolanie Marioli. O ile w opowiadaniu to tak źle nie wygląda, to w telewizorni scena gdzie stary dziad Boczek klei się do młodej dziewczyny by mi nie podeszła. Lepsze by było wykorzystanie dobrego pomysłu z poprzedniej sceny. Boczek mógłby stanąć przed zaskoczoną Mariolą i zaśpiewać jej miłosną piosenkę swego autorstwa.
- Przedostatni tekst Haliny do Ferdka ,,Mój synek... " Nie rozumiem dlaczego tak powiedziała. Chyba powinna rzucić coś w stylu: zabieraj łapy, zdurniałeś do reszty?
- zbyt dużo opowiadań z tego forum kończy się rymowanką Edzia. Oto kolejne.
Powyższe minusy są subiektywne i na pewno nie psują opowiadania. Jednak wyjaśniają dlaczego dałem ,,tylko" 6/10 a nie więcej.
Na plus:
- Pierwsza scena. Słowa Boczka o znalezionym smoczku i o tym jakie uczucia w nim wywołał logicznie uzasadniały jego dalsze zachowanie. Dobrze też, że nie od razu wiadomo było jaka jest przyczyna dziecinnienia Boczka. Nawet myślałem, że ten smoczek jest magiczny, sąsiedzi go zabiorą i wtedy Boczek wróci do normy.
- dobre pomysły na ukazanie świrującego Boczka. Mój numer jeden to jego przystąpienie do komunii świętej. Świetny przykład absurdalnego humoru. Inne akcje Boczka też na wysokim poziomie, nawet zalecający się do Marioli był dobrym pomysłem, ale jak pisałem wyżej można było inaczej to pokazać.
- Boczek śpiewający o jedzeniu, choć sama piosenka słaba. Chyba, że specjalnie miała być taka nieporadna.
- nie licząc Jolasi i Waldka dobre wykożystanie postaci ŚWK. Postacie charakterologicznie wiarygodne, a występ każdej z nich fabularnie uzasadniony.
- najlepsza dla mnie scena13. Początkowa rozmowa Ferdka z Boczkiem to udana próba zejścia na nieco poważniejsze tematy. Autorowi sceny udało się uniknąć irytującej ckliwości i prymitywnego dydaktyzmu. Duże brawa za pochwałę (ustami Boczka) kobiet jak Halinka i krytykę tych reprezentowanych przez Jolaśkę.
- zabawne zakończenie z Ferdkiem, którego chwycił sentyment do czasów dziecinstwa. I przykład udanego użycia greenboxu.
- dużo dobrych żartów słownych:
- Ferdek: Panie, pieprzysz pan jak w jakichś telezakupach.
- Halinka: Ale jak Paździoch przychodzi z wódką i puka, to słyszysz. I już na równe nogi!
- Paździoch: ...Ale jedno jest pewne - zesra się pan, jak nie ze złości, to ze śmiechu.
- Boczek: Czerwony jak cegła, rozgrzany jak piec, muszę ją żreć!
- Tajson: Winko przynieślim, popilim i od razu wena kurka przychodzi.
- Boczek: Może teraz Golca jakiego spróbujemy.
- Ferdek: ...jak nie przymierzając z byczego członka młotek.
- Boczek: Jaki ja tam pan. Przecie my jesteśmy prawie w jednym wieku!
- Mariola: ...za Malinoską sie pan zabierz a nie za mnie!
- Mariola: ...Wyluzuj miednicę.
- Ferdek: Panie, częstuj go pan wódką. Może mu to przejdzie.
Paździoch: To nie rozsądne. On nie pewnie jeszcze nawet roczku.

- Helena: ...A państwo, przecież wychowaliście dwójkę inteligentów.
- Ferdek: A dupa tam! Arnoldzik, heh...
Halina: Ferdek, nie przeklinaj przy dziecku.

- Ferdek: Ej, czy kogoś w tym domu interesuje, że se zupy wziąłem?
- Ferdek: ...Dlaczego ty nic mi nie odpowiedziałaś jak ci powiedziałem, że se zupy wziąłem, z garnka wlałem?
- Ferdek: Co to jest ja się pytam? To niemowlęta jedzą?? ...I w ogóle od kiedy to niemowlęta mówią ludzkim głosem, co??
- Ferdek: ...Bo jak nie, to do pana Chińczyk przyjdzie i panu pokaże jak się dzieci robi.
Uwaga do sceny8:
Paździoch: To nie rozsądne. On nie (tu zabrakło słowa ma) pewnie jeszcze nawet roczku.
Ostatnio zmieniony 2013-05-15, 01:42 przez Inseminator, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
karol piękny
Kiepski Znawca
Kiepski Znawca
Posty: 1404
Rejestracja: 2014-10-18, 11:27

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: karol piękny » 2015-05-23, 23:03

Dobry scenariusz!

Plusy:
+ ocena Edzia
+ rozmowa Boczka z Mariolką
+ obiad w kuchni
+ Boczek w białej albie
+ krzyki Boczka na korytarzu, rozmowa Kiepskich z Paździochami
+ poszczególne teksty z rozmowy Ferdka z Haliną w salonie, wątek z mlekiem, powrót Ferdka
+ rozmowa Haliny z Heleną, wejście reporterów
+ przewijanie Boczka przez Ferdka
+ Boczek grzebiący w lodówce Kiepskich
+ tekst Edzia na koniec

Neutral:
+/- rozmowa Ferdka z Boczkiem
+/- scena w salonie z Waldekiem, Jolasią, Mariolką i Ferdkiem, wejście Paździocha
+/- nocna wizyta Mariana
+/- scena w piwnicy, piosenka Boczka
+/- nocna rozmowa Ferdka z Marianem przy wódce
+/- rozmowa Haliny z Heleną, wejście dziennikarzy
+/- scena w sypialni
+/- końcowa scena

Najlepsze teksty:
Edzio: Zebrało się trzech dziadów do kupy, a muzyka, którą grają mówiąc szczerze jest do d*py.
Ferdek: D*pa, g*wno! Cholery dostanę, nie przewinę go! Grubasowi nawet d*py unieść nie idzie, a w tego pampersa to on chyba tak narobił, że..
Edzio: Jakież to dziwne nastały nam czasy, że się starzy faceci zmieniają w bobasy.

Ocena: 8/10 :-P
Ostatnio zmieniony 2015-05-23, 23:06 przez karol piękny, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek
Awatar użytkownika
karol piękny
Kiepski Znawca
Kiepski Znawca
Posty: 1404
Rejestracja: 2014-10-18, 11:27

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: karol piękny » 2016-03-25, 23:58

Podsumowanie scenariusza "Nocleg":

Plusy:
+ kłótnia Ferdka z Boczkiem
+ Boczek chcący zakwaterować się u Kiepskich, opowieść o wyleceniu okna :-D
+ kłótnia o telewizor, "Teraz to pan akurat blokujesz telewizor a nie kibel"
+ zakończenie

Minusy:
- scena w kuchni
- poranna rozmowa Haliny z Boczkiem i Paździochami

Ocena: 7/10
Obrazek
Awatar użytkownika
karol piękny
Kiepski Znawca
Kiepski Znawca
Posty: 1404
Rejestracja: 2014-10-18, 11:27

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: karol piękny » 2016-03-31, 22:03

"Wychowanie":
Na plus: Mariolka mówiąca o Boczku tarzającym się w piaskownicy na golasa i jego dalsze grzeszki, Arnold robiący pod siebie, zakończenie
Neutral: początkowa scena, Boczek awanturujący się po nocy
Na minus: scena z wypuszczeniem Boczka z klatki

Ocena: 6/10
Ostatnio zmieniony 2016-03-31, 22:03 przez karol piękny, łącznie zmieniany 2 razy.
Obrazek
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 7477
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚWK by Sylia & Michelangelo

Post autor: Pabfer » 2017-08-10, 13:48

Nocleg
Bardzo dobry pomysł na scenariusz. Ciekawa akcja i co najważniejsze- humor.

PLUSY:
Rozmowa Ferdka i Boczka- klimatyczna, a Ferdek nie przesadzał z chamstwem, miał powody
Boczek próbujący się wprosić do Kiepskich- podobny motyw był w Twardym Głazie, ale jednak inny
Spór o telewizor- też już było w Telewidzu, a poza tym Ferdek się kłócił o to często z Babką, ale dobrze wyszło
Rozmowa Boczka, Haliny i Paździochów
Zakończenie

MINUS:
Scena w kuchni

10/10
Były malutkie niedociągnięcia, ale już się nie będę czepiał.

Wychowanie
Nieco gorsze od pierwszego odcinka, ale też się dobrze czytało.

PLUSY:
Awantura w nocy- w nowych odcinkach tego nie lubię, ale tobie wychodzi dobrze już drugi raz
Pomysł na odpały Boczka, np. w piaskownicy i ogólnie całokształt jego dziwnego zachowania
Scena na klatce schodowej- to bardzo rzadkie miejsce akcji i ciesze się, że się pojawiło

Reszta na neutral. Nie było wyraźnych minusów, ale jakoś nie wszystko bawiło.

8/10
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction”