Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Twórczość literacka związana ze "Światem według Kiepskich".
Awatar użytkownika
MrOLX
Mariolka
Mariolka
Posty: 51
Rejestracja: 2019-08-14, 08:25
Lokalizacja: Warszawa

Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: MrOLX » 2019-08-28, 22:48

Witam. Wstęp sobie tym razem daruję, ponieważ podchodzę do napisania tego tematu tak wiele razy, że staje się to męczące :lol:
Albo...
Witam was wszystkich. Oto mój nowy temat ze scenariuszami jak mówiłem. Od razu zaczynajmy. Przypominam, że konwencja - 28 sezon z modyfikacjami. :-)
A teraz zaczynajmy bo znając życie po raz kolejny coś mi się spapra :lol:

Mam zaszczyt przedstawić scenariusz do serialu dawniej zwanego "Kiepskich Świat". A TYTUŁ JEGO:
Paździochowa Woda
Występują:
-F. Kiepski
-H. Kiepska
-A. Boczek
-M.J. Paździoch
-J.M. Paździoch
-H. Paździoch
W kamienicy nagle odcięta zostaje woda. Jedynym miejscem, gdzie jest jeszcze dostępna jest dom Paździochów.

Scena 1
Korytarz Kiepskich. Wieczór. Przed wnęką koło kibla kolejka: Stoją Ferdek, Halina, Marian, Janusz i Boczek. (Paździoch może siedzieć na stołku) Brak tylko Heleny. Każdy jest w szlafroku i ma zarzucony ręcznik przez ramię. Ferdek zerka na zegarek.
Ferdek: Kurde, no ile jeszcze!
Paździoch: Zamilcz pan, bo jestem przed panem w kolejce, karwasz twarz!
Janusz: Podobnie jak ja. Panie Ferdku. Taka kolej rzeczy. Na każdego przyjdzie czas. Czekajmy.
Ferdek: Na każdego przyjdzie czas! Czemu kurde panu się zawsze myć chce, kiedy mnie się chce. Ileż można czekać! No ile!
Boczek: A ile się chce, w mordę jeża! Ja na przykład się nie nudzę, bo o! Mam se kiełbasę, to se zjem! A wyśta se nic nie wzieliśta to teraz mata!
Arnold wyciąga zza szlafroka laskę podsuszanej kiełbasy i bierze kęs z apetytem.
Ferdek: A pan, panie Boczek tu nie mieszkasz! I masz pan sądowy, milicyjny zakaz używania urządzeń użytkowych tego piętra.
Boczek: Jakich urządzeń, co?
Ferdek: Po pierwsze primo naszej prywatnej publicznej toalety, po drugie primo naszego prywatnego publicznego pokoju kąpielowego, do którego teraz pan stoisz w kolejce, a po trzecie primo pan jesteś głupi, pusty i ogółem świnia.
Boczek: Panie! Nie obrażaj pan, dobre?
Halina: Ty, Ferdek. Hamuj się czasami, co?
Ferdek: Ja się, Halinka nie będę tera hamował, bo jest w tym momencie jawne naruszenie naszej prywatności, prawda intymności, prawda. A pan, panie Boczek natychmiast w podskokach, wypierdzielaj pan na górę, do siebie. No! Wypierdzielaj pan, dalej! No!
Boczek: Ja, panie Ferdku w mordę jeża nie będę se nigdzie wychodził! Bo ja se mam tu to samo prawo, co i wy wszystkie! Bo ja jestem mieszkaniec tej kamienicy, jak pan i GÓWNO MI PAN ZROBISZ!
Ferdek: Ale wypierdzielaj pan na górę, bo jak nie to ja policję państwową wezwie, kurde no!
Nagle z wnęki wychodzi Helena w szlafroku, z ręcznikiem na głowie.
Helena: Jaką policję, panie Ferdku? Tutaj to potrzeba straży pożarnej. Janusz! Idź no, bo sąsiedzi czekają.
Janusz znika we wnęce koło kibla. Tymczasem Boczek zaczyna się awanturować.
Boczek: A weźta się obsrajta tutaj! Ja se stąd idę i nie wracam! Moja noga tu więcej nie postanie!
Boczek wychodzi zdenerwowany trzaskając drzwiami na klatkę schodową. Tymczasem z wnęki wychodzi Janusz.
Janusz: Wody nie ma.
Ferdek: No jak ni ma, jak jest. Przecież przed chwilą normalnie się pani Helena wykąpała.
Janusz: No cóż, może to jakaś awaria? Awarie zawsze mogą się zdarzyć. Chodźcie, zobaczycie.
Sąsiedzi idą do wnęki, wchodzą do do drzwi pokoju kąpielowego. Zamykają je za sobą. Za chwilę wychodzą.
Halina: Faktycznie, jakaś awaria. Może wezwać hydraulika? Albo zadzwonić? Co robić, pani Helenko?
Helena: Jak to co. Czekać! Czekać i koniec. To jedyne wyjście z całej sytuacji.
Ferdek: A gówno tak, dupa tam. Ja zaraz zadzwonię do Kozłowskiego, się sprawa wyjaśni. Każden w tym domu kąpieli musi prawda sobie zażyć.
Halina: Znalazł się... Esteta zasrany. Pucuś. Pedant.
Janusz: No! Ale co to da, panie Ferdku! Jest sobota, wieczór. Ludzie siedzą w domach, grzeją się przy kominkach... Lub kaloryferach. Popijają herbatkę, kakałko. Przegryzają herbatniki. Oglądają nowości światowe, europejskie. Czytają prasę, przeglądają media społecznościowe. Nie można nikomu teraz zakłócać wieczornej sielanki.
Paździoch: Janusz! Powinieneś być profesorem na Uniwersytecie Warszawskim.
Scena 2, sypialnia Kiepskich. Scena łóżkowa.
Ferdek: Halinka!
Halina: Co?
Ferdek: Bo ja sobie tak tera myślę, Halincia... Że ja nie będę brudny nieokąpany kładł się spać.
Halina: A od kiedy tyś się taki pedant zrobił, co? Od kiedy pamiętam, kładłeś się spać czarny jak święta ziemia. I śmierdzący jak gorzelnia.
Ferdek: Halinkia, ty weź mię tu nie obrażaj teraz, bo tu się o poważną rzecz rozchodzi, o czystość i estetykę ludzką. I ja w tym momencie odczuwam niepohamowaną potrzebę umycia się. I ja się tak zastanawiam, Halincia, czy nie iść do kuchni, do kranu.
Halina: Tak? To se idź do tego kranu w kuchni. Weź się obmyj, jak musisz być taki czysty, piękny i pachnący. Ale na cuda nie licz, bo jak w łazience wody nie ma, to u nas też nie ma.
Ferdek: A żebyś się Halincia nie zdziwiła, żebyś się nie zdziwiła.
Ferdynand wstaje z łóżka, zakłada laczki i kieruje się w stronę wyjścia na przedpokój.
Scena 3
Kuchnia Kiepskich. Ferdek podchodzi do kranu. Odkręca kurek, ale wody brak. Nie wygląda jednak na zawiedzionego. Otwiera drzwiczki pod zlewem i wyciąga spod nich butelkę wódki. Zadowolony Ferdek kładzie wódkę na stół, wyciąga komórkę i dzwoni.
Ferdek: Mam, kurde! Idę już!
Scena 4
Piwnica. Na skrzynce stoi butelka wódki, a obok kieliszki i talia kart.
Janusz: No, panie Ferdku. Muszę panu powiedzieć, że sprytnie pan obmyślił misterny plan działania, co z resztą zakończyło się sukcesem.
Ferdek: Jak nie, jak tak panie Januszu! No!
Ferdek odkręca wódkę i nalewa każdemu po kieliszku.
Ferdek: Przyszedł walet do pika na małego kielicha!
Wznosi toast. Po wypicu trunku, Janusz otwiera talię kart, tasuje i rozdaje każdemu.
Ferdek: Panie Januszu, ja powiem panu, że ten brak wody znacznie mi zdobycie gorzałki, kurde ułatwił.
Janusz: Los bywa sprzyjający. W Paragwaju często mieliśmy awarie wodociągów. To i częściej szklaneczka, w szklaneczce wódeczka.
Ferdek: Ale ja mówię, panie Januszu, aby zadzwonić. Ja też jestem człowiek, nie jak ten Boczek co myć się nie musi. Każdy ma swoje wiadomo potrzeby fizjologiczne. A w razie czego się weźmie, śrubowkrętem udupczy i się powoda będzie miało.
Janusz: Nie tak szybko, panie Ferdku. To z całą pewnością zupełnie chwilowa awaria, która wkrótce minie. Może reperują rury wodociągowe, skąd pan wie?
Paździoch: Właśnie.
Ferdek: A może tak, może nie... Weź pan, panie Januszu polej bo waleta nie widzę.
Janusz dolewa każdemu wódki. Ferdek wypija.
Ferdek: Od razu lepiej.
Sąsiedzi jakiś czas wykładają karty.
Janusz: No! Wygląda na to, że wygrałem. Panie Ferdku, reszta dla mnie.
Ferdek: A dupa tam, blefował pan! Ja żem widział, kurde!
Janusz: No cóż, panie Ferdku. Los bywa... Sprzyjający!
Janusz zabiera resztę wódki ze stołu, pakuje karty i odchodzi wraz z Marianem Paździochem.
Ferdek: Pan jesteś złodziej! Menda! Jaki ojciec, taki syn!
Ferdek zrezygnowany podchodzi do półki piwnicy. Wygrzebuje nieco zakurzoną puszkę "Mocnego Fulla". Nastrój nieco mu się poprawia.
Ferdek: Przyszła, kurde do asa szósteczka i się skończy zara piwka puszeczka.
Otwiera piwo i wypija duszkiem zawartość.
Scena 5
Salon Kiepskich. Ferdek ogląda telewizję i popija piwo. Z kuchni wychodzi Halina.
Halina: Ferdek, znowu wody nie ma.
Ferdek: Fascynujące... Po prostu fascynujące...
Halina: Esteta się znalazł, zasrany. Już nie odczuwasz "nagłej i niepohamowanej potrzeby umycia się"?
Ferdek: A co tam, dupa tam. Nie przeszkadzaj mnie, bo se programa oglądam we telewizji.
Halina: Tak? A ja ci oświadczam w tym momencie, że zejdziesz z fotela i biegusiem pognasz do drugiej klatki po garnek wody. Bo ja rosołu na dzisiejszy obiad NIE WYCZARUJĘ.
Ferdek: Halincia, nie czarnowidz mnie tu. Jest resztę żuru w lodówce przecież, pokrój do tego bagietkie, będzie obiad.
Halina: O, nie jełopie. Wstajesz mnie teraz z tego zapierdzianego fotela, bierzesz gar i biegusiem po wodę. Bo jak nie, to wiesz co.
Ferdek: No co? CO? PROSZĘ! NO CO?
Halina: Co? Gówno. Wiesz?
Ferdek: Dobre! Dobre, kurde! Idę! Ale ja teraz uroczyście oświadczam! Ja tego rosołu JEŚĆ NIE BĘDĘ.
Halina idzie do kuchni. Wraca z pięciolitrowym garnkiem, który wręcza Ferdkowi. Ten niechętnie opuszcza mieszkanie.
Scena 6
Korytarz Kiepskich. Ferdek idzie z garnkiem przed siebie. Mija Arnolda Boczka z podobnym baniakiem, po brzegi wypełnionym wodą.
Boczek: O! Dzień dobry panie Ferdku! Też se pan idziesz po wodę, do Paździocha?
Ferdek: Jak do Paździocha, co. Wodę mają?
Boczek: Jak nie, jak tak w mordę jeża. Mają se wodę i odpłatnie normalnie wydają. Piątkie za litr!
Ferdek: Co? Jak? Piątkię? Przecież ja se za piątkię wezmę i kupię u Stasia dwie wody sodowe dwulitrowe, kurde.
Boczek: Panie, gówno pan kupisz bo niedziela jest i zakaz normalnie!
Ferdek: Przepraszam ja pana, wypierdzielaj pan do siebie na górę! Wziął pan wodę, to se pan idź. Bo ja panu przypominam, że pan tutaj nie mieszkasz.
Nieco obrażony Boczek wychodzi na klatkę schodową. Tymczasem otwierają się drzwi od Paździochów. Wychodzi Janusz.
Janusz: Dzień dobry, panie Ferdku. Po baniaczku wnioskuję, że do nas po wodę, nieprawdaż?
Ferdek: A jest u was woda?
Janusz: Panie Ferdku, oczywiście, że jest. Wszystko jest. Woda, kawa, herbata. Oranżada, jak pan chce. Mamy nawet piwo!
Ferdek: Dobre, dobre. Starczy. Po ile? Piątkię za litra?
Janusz: Pięć pięćdziesiąt panie Ferdku.
Ferdek: Jak! Co, kurde? Pięć pięćdzie... Przecież ten grubas erosomański, Arnold Boczek dostał kurde za piątkię!
W drzwiach pokazuje się Marian Paździoch.
Paździoch: IN-FLA-CJA. Mówi to panu coś?
Janusz: Pan wybaczy, panie Ferdku. Ja za potrzebą.
Janusz wchodzi do prywatnej publicznej toalety. Tymczasem w drzwiach pojawia się Helena Paździoch.
Helena: To co? Ile lejemy? Litr? Dwa? Trzy? O cztery nie pytam, bo i tak pana nie stać.
Ferdek: Ja przepraszam bardzo, ale jak tutaj jest woda, jak u mnie ni ma!
Helena: Panie Ferdku... Czasami los... Bywa sprzyjający!
Ferdek wchodzi do siebie nieco obrażony.
Scena 7
Salon Kiepskich. Ferdek stoi z pustym garnkiem. Z kuchni wychodzi Halina.
Halina: I gdzież masz tę wodę, jełopie? Za daleko? Nogi ci do tyłka przyrosły, czy co?
Ferdek: Halinka, ja ciebie przepraszam bardzo, ale to nie moja kurde wina, bo Paździoch jeden z drugim wodę w mieszkaniu mają i odpłatnie dynstrybuncję prowadzą i jak się chce wodę mieć, to trzeba grube pieniądze zapłacić!
Halina: A mnie tam nie obchodzi, co u Paździochów się dzieje. Może i mają wodę, co ci do tego? W klatce obok będziesz miał nieodpłatnie. Do Henka idź, naleje ci do pełna.
Ferdek: No jak tak, jak nie, Henek przecie na wyjazd pojechał do Poznania.
Halina: Tak? To do swojego przyjaciela, KOZŁOWSKIEGO W POTRZEBIE IDŹ.
Ferdek: Kozłowskiego? A do Kozłowskiego może i pójdę.
Halina: Ale bez chlania!
Ferdek: No to nie pójdę, kurde no!
Halina: Słuchaj, Ferdek. Ty mnie kiedyś do grobu wprowadzisz. Ale znaj moje dobre serce. Po ile ta woda u Paździocha?
Ferdek: Pińć pisiąt złotych litr.
Halina: Jezu... Dobra, masz.
Halina wyjmuje portfel i wyciąga banknot 20-złotowy.
Halina: Weź trzy i pół litra, ale wiedz jedno. Na wódkę, to ty ode mnie w tym tygodniu nie dostaniesz!
Ferdek: Halincia, ale niedziela jest.
Halina: Bez dyskusji! Idź po tę wodę, ale już!
Scena 8
Korytarz Kiepskich. Ferdek puka do Paździochów. Obok niego stoi pusty gar. Otwiera Paździochowa.
Helena: O! Jest pan. Trudna narada, prawda? (śmiech)
Ferdek: Trzy i pół litra. Ale już.
Helena zabiera garnek. Wchodzi do mieszkania. Słychać jej głos.
Helena: Marian! Weź tu nalej trzy i pół. Ale od miarki! I twardej, nie z filtra!
Po chwili Helena wraca z prawie pełnym garnkiem wody.
Helena: Masz pan. Dwadzieścia złotych się należy. Zaokrąglając.
Ferdek bardzo niechętnie daje Helenie banknot. Z mieszkania wychodzi Janusz.
Janusz: No, panie Ferdku. Głowa do góry. Te pieniądze idą na rzecz nas wszystkich. Dobro nasze to dobro wszystkich mieszkańców kamienicy Ćwiartki 3/4. Jeszcze zaprosimy was na kawę.
Helena: Małą kawę. Bez ciasteczek.
Janusz: Bez ciasteczek. Cukier szkodzi, wie pan? Można nabawić się otyłości, a tego chyba wszyscy chcielibyśmy uniknąć. Prawda?
Ferdek: Co pan nie powiesz... Co pan nie powiesz...
Ferdek wchodzi do siebie z garnkiem wody.
Scena 9
Salon Kiepskich. Obiadek. Są Ferdek, Halina, Waldek, Jolasia i Mariola.
Mariola: No i co, ojciec? Mówisz, że wody nie ma?
Ferdek: No ni ma, ni ma. Nie było cię, to nie wiesz. U Paździocha tylko jest.
Mariola: No to jak u Paździocha jest, to i u was musi być, normalne nie? Rury wszystkie te same.
Halina: No słuchaj, ale mogą mieć wodę doprowadzaną z innego źródła. Nie wiadomo skąd.
Mariola: Mnie się to wszystko wydaje podejrzane, wiecie?
Ferdek: Halinkia, a co ten rosół taki nietreściwy jest? Nie czuć rosołem, tylko twardą wodą.
Halina: Ty! Esteta! Jeść nie miałeś. A wodnisty jest, bo krótko się gotował.
Ferdek: A ja wiem, Halincia, czemu on taki a nie inny. Bo ten menda Paździoch twardej wody nalał. Niefiltrowanej.
Walduś: No jak to tak, to on filtra nie ma, normalnie?
Ferdek: Jak nie ma, jak ma. Tylko dziad jeden twardą leje specjalnie. Miętką to pewnie za dwa razy tyle sprzedaje.
Jolasia: A my sobie w domu wodę mamy, ale my wam bynajmniej tej wody dawać nie zamierzamy. Bo na Tarnogaju wieje i się woda rozleje.
Scena 10
Korytarz Kiepskich, wieczór. Na drzwiach Paździochów wielka kartka z napisem "KĄPIELE. TYLKO U NAS". Przy drzwiach stoją Ferdek, Halina i Mariola. Z klatki schodowej przychodzi Boczek w szlafroku i z ręcznikiem zawieszonym przez ramię, ale nikt nie zauważa jego obecności. Tymczasem Helena otwiera drzwi.
Helena: No to cóż! Zapraszam do naszego salonu kąpielowego!
Helena wprowadza wszystkich do środka. Salon Paździochów jak zwykle, jednak przed stołem stoi miska do moczenia nóg wypełniona wodą. Obok na stołku stoi kostka mydła i najtańszy możliwy szampon. Za zasłonę robi szlafrok Paździocha zawieszony na haku. Na fotelach siedzą Janusz i Paździoch, popijają herbatę.
Halina: No, pani Helenko. Po ile?
Helena: Janusz! Masz cennik?
Janusz wyciąga z kieszeni karteczkę i zaczyna recytować.
Janusz: Dobrze więc: Umycie stóp - 25,90. Umycie kostek - 26,90. Umycie łydek - 27,90. Umycie kolan - 28,90...
Boczek: O w dupę węża! A brzuch to za ile, kurde!
Janusz: Panie Boczku, już patrzę... O to będzie 40,90. Bo na razie szło po złotówce, ale ceny się zwiększają.
Ferdek: Panie, a dupa to po ile będzie?
Janusz: Panie Ferdku... za pierwszą połowę 30, za drugą 35. Ale jak kupi pan od nas mydełko za 13,90, to całe cztery literki w cenie 60 złociszy.
Ferdek: Tak? To ja sram na tą waszą kąpiel. Rozbój! Rozbój!
Paździoch: Inflacja!
Janusz: No właśnie! Panie Ferdku, ceny na rynku rosną w niewyobrażalnym tempie!
Halina: Poza tym tu jest zero prywatności! Że ja mam się umyć w takich okolicznościach? Wykluczone.
Boczek: A ja se najwyżej stopy umyję, w mordę jeża. O!
Ferdek: Gówno se pan umyjesz, żegnam! Do górę, do siebie. Wodę do gara kupić i we własnej misce się myć. Żegnam!
Boczek: A weźta się oblejta tą wodą! Idę do siebie, a pani pani Helenko weźmie mi naleje ze litra wody. Na nogi wystarczy!
Helena przynosi Boczkowi wodę w butelce po wódce.
Helena: Tylko kaucja jest! Cztery złote!
Scena 11
Kuchnia Kiepskich. Ferdek je na kolację schabowe z obiadu i popija piwkiem. Halina siedzi przy stole i nic nie je.
Halina: Ferdek! Ty weź zadzwoń po tego hydraulika. To nie może się przedłużać. Nie będę przecież wydawać fortuny na wodę od Paździocha.
Ferdek: I to jest Halincia doskonała, znakomita decyzja i ja jestem pełen podziwu. I ja mówię wprost: Tu się wezwie hydraulika, a przy okazji się wezwie władze spółdzielcze, z prezesem Kozłowskim na czele i się zamknie tego nielegalnego interesa na amen.
Halina: No to weź zadzwoń. Ale po hydraulika!
Ferdek: Ale jak po hyndraulika, jak tu trzeba ewidentnie prezesa naszego wezwać.
Halina: To się wezwie w swoim czasie. Ty się nie martw o chlanie, tylko o to, czy wodę będziesz miał w chałupie, czy nie.
Scena 11
Kuchnia Kiepskich. Hydraulik zamyka drzwiczki pod zlewem i odwraca się w stronę Ferdka i Haliny.
Hydraulik: No, no... Ktoś wam wziął i zakręcił wodę. Ale teraz, paczta. Leje się.
Odkręca kurek, z którego leje się woda.
Hydraulik: Ja to osobiście uważam, że to jakiś nieśmieszny dowcip jest. W każdym razie gadu gadu, pierdu pierdu. A pieniądze same z nieba nie spadną. Stówa się należy.
Halina z żalem wybiera z portfela banknot i wręcza go hydraulikowi.
Hydraulik: Bóg zapłać i do widzenia.
Ferdek: Paździoch jeden z drugim wzięli i pozakręcali krany.
Halina: Weź ty mnie nawet Ferdek nie denerwuj.
Ferdek: A to ja sobie zadzwonię po prezesa naszego drogiego Kozłowskiego, o!
Scena 12
Korytarz. Koło kibla. Noc. Ferdek i Kozłowski palą i popijają piwo.
Ferdek: No i widzi pan, prezesie szanowny. Wziąć i zadzwonić po naszą policję prawda milicję państwową i po problemie. Amen. Do widzenia.
Kozłowski: No... Proszę pana, obawiam się, że jednak jest to mało możliwe. Ale mam inny plan.
Ferdek: Jakiego pan plana ma?
Kozłowski mówi coś Ferdkowi do ucha.
Ferdek: No! I to to ja rozumiem! No, panie prezesie szanowny, co będziemy marznąć na korytarzu, do siebie zapraszam.
Scena 13
Korytarz Kiepskich. Z prywatnej publicznej toalety słychać jęki. Z mieszkania Kiepskich do pracy wychodzi Halina. Mija Helenę również wychodzącą z mieszkania.
Halina: No, pani Helenko, cóż to za krzyki z kibla? Umiera ktoś, czy co?
Helena: Jak umiera, co umiera. Marian! Znowu obstrukcję ma.
Odwraca się w stronę drzwi od WC
Helena: I po co żeś wpieprzał te zasrane czekoladki o dziewiątej wieczór? Wyłaź ze sracza i pomóż mi te osrane majty taszczyć na bazar!
Z kibla słychać głos Paździocha
Paździoch: Gówno!
Helena: No właśnie, dziadygo! Wyłaź, ale już!
Z kibla wychodzi w końcu Paździoch.
Paździoch: Górnospłuk znowu rozwalony!
Nagle z mieszkania Kiepskich wychodzi Ferdek z wiadrem.
Ferdek: Mała awaryjka, co? To ja za dziesiątkę służę pomocą!
Ferdek stawia na podłodze wiadro. Jednocześnie zza pleców wyciąga opakowanie po czekoladkach.
The End.
Pozdrawiam, życzę szczęścia, zdrowia i pomyślności. A poza tem - zapraszam do czytania moich scenariuszy ;-)
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1335
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: Mungo Jerry » 2019-08-28, 23:01

Bardzo dobry scenariusz, jeden z lepszych jakie tu czytałem, byłby swietny gdyby nie to skopane zakonczenie.

To co mi się podoba to świetne odwzorowanie klimatu i tekstów. Śmieszne sytuacje z Boczkiem chcącym się umyć u Paździochów, a ci czytali cennik. Sama fabuła odgrzana ode mnie :-P , ale poprowadzona zupełnie inaczej i w innym kierunku . Obiadek nieco nie wyszedł tak samo jak zakończenie - wiem, że napisałeś zmodyfikowany 28 - ale gdyby nie to zakończenie to byłby 28 jak nic. Ogólnie zakończenie raczej niskich lotów - wolałbym coś bardziej wyszukanego.
Znowu wiem, że napisałeś zmodyfikowany , ale czy Janusz raczej chciałby zakręcać wodę :?: Ciężko powiedzieć. No ale mimo to praca bardzo solidna. Troszkę dobrych tekstów (np. ten o gorzelni) Nie ma zbytnio do czego się przyczepić.

9/10
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 2520
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: kacrudy » 2019-08-28, 23:46

Faktycznie jeden z lepszych forumowych scenariuszy, do tego napisany w stylu sezonu numer 28. (ale myślę, że teraz chyba też by swoje miejsce mógł znaleźć). Bardzo dobrze odwzorowany język bohaterów, żadnego małego potknięcia nie było. Na minus jednak raczej obiadek - już nie dla zasady, ale coś w nim nie zagrało, jakoś źle to wyszło. Ale to jedyny minus.
Pomysł i poprowadzenie fabuły świetne, zwłaszcza ceny rosnące w zastraszającym tempie, aż wzrosły do wymienianego w 10. scenie cennika. :) Mi akurat się zakończenie spodobało, bo w sumie co tu wymyśleć - konkurencję mieli Paździochom zrobić? :P
Śmieszne teksty:
Halina: A od kiedy tyś się taki pedant zrobił, co? Od kiedy pamiętam, kładłeś się spać czarny jak święta ziemia. I śmierdzący jak gorzelnia.
Paździoch: IN-FLA-CJA. Mówi to panu coś?
Janusz: No, panie Ferdku. Głowa do góry. Te pieniądze idą na rzecz nas wszystkich. Dobro nasze to dobro wszystkich mieszkańców kamienicy Ćwiartki 3/4. Jeszcze zaprosimy was na kawę.
Helena: Małą kawę. Bez ciasteczek.
Janusz: Bez ciasteczek. Cukier szkodzi, wie pan?
Helena: Jak umiera, co umiera. Marian! Znowu obstrukcję ma.
Na minus, jak już wspomniałem, obiadek i tekst Paździocha o Uniwersytecie Warszawskim (wybacz, ale mnie on szczerze irytuje, szczególnie w "Samouku" powtórzony entą ilość razy :P).
9/10 dam, fajnie się to czyta, pisz dalej! :)
Obrazek
Awatar użytkownika
MrOLX
Mariolka
Mariolka
Posty: 51
Rejestracja: 2019-08-14, 08:25
Lokalizacja: Warszawa

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: MrOLX » 2019-08-29, 11:03

Dzięki za oceny :-)
Mungo, co miałeś na myśli? Nie wiem o jaki scenariusz chodzi, najwyżej przegapiłem :-P
Podlinkuj mi to zobaczę i również ocenię :-D
Pozdrawiam, życzę szczęścia, zdrowia i pomyślności. A poza tem - zapraszam do czytania moich scenariuszy ;-)
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1335
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: Mungo Jerry » 2019-08-29, 12:10

MrOLX pisze:
2019-08-29, 11:03

Mungo, co miałeś na myśli? Nie wiem o jaki scenariusz chodzi, najwyżej przegapiłem :-P

Napisałem kiedyś odcinek "Hydrozagadka" który też dotyczył zniknięcia wody. Ale raczej go nie polecam :-P To starsza praca - dzisiaj bym jej nie opublikował. I na pewno ugryzłeś ten temat milion razy lepiej ;-)
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
MrOLX
Mariolka
Mariolka
Posty: 51
Rejestracja: 2019-08-14, 08:25
Lokalizacja: Warszawa

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: MrOLX » 2019-08-29, 12:31

Dzięki za opinię :-)
Faktycznie, początek podobny. Jednakże nie wiedziałem o tym scenariuszu :lol:
Pomysł na niego przyszedł mi od tak późnym wieczorem - koniecznie chciałem czegoś prostego i zarazem ciekawego, a nie mętów które prezentują nam dzisiejsze odcinki :roll:
A na życzenie scenariusza Hydrozagadka nie oceniam.
Pozdrawiam, życzę szczęścia, zdrowia i pomyślności. A poza tem - zapraszam do czytania moich scenariuszy ;-)
Awatar użytkownika
MrOLX
Mariolka
Mariolka
Posty: 51
Rejestracja: 2019-08-14, 08:25
Lokalizacja: Warszawa

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: MrOLX » 2019-09-01, 21:00

Mam zaszczyt przedstawić scenariusz do serialu dawniej zwanego "Kiepskich Świat". A TYTUŁ JEGO:
Muzyk z powołania
Występują:
-F. Kiepski
-H. Kiepska
-A. Boczek
-M.J. Paździoch
-J.M. Paździoch
-H. Paździoch
-K. Badura
Janusz kupuje stare pianino. Okazuje się, że ma spory talent muzyczny - jest to niezły sposób na biznes.
Scena 1

Salon Kiepskich, dzień. Ferdek siedzi w fotelu, ogląda telewizję i pije piwo. Słychać pukanie do drzwi.
Ferdek: Otwarte!
Do salonu wchodzi Janusz.
Janusz: Dzień dobry panie Ferdku.
Ferdek: Dobry, dobry, nie przeszkadzaj pan bo telewizor se oglądam.
Janusz: Panie Ferdku, to zajmie tylko momencik.
Ferdek: Panie, przepraszam ja bardzo. Ja se tera telewizor oglądam, seriala porządnego. Nie przeszkadzaj pan.
Janusz: Tak sobie pomyślałem, że może panu posmakować...
Janusz stawia na stół butelkę likieru. Ferdek spogląda.
Ferdek: O, panie Januszu, co żeś pan przyniósł?
Janusz: Likierek kawowy, domowej roboty.
Ferdek: O! Hehe, dobre! Dobre! Panie, to było tak kurde od razu!
Ferdek wyłącza telewizor, wstaje z fotela i wyciąga z meblościanki dwa kieliszki. Otwiera butelkę i polewa sobie i sąsiadowi.
Ferdek: No, oby nam się!
Sąsiedzi wypijają likier.
Janusz: Panie Ferdku, może ja przejdę od razu do sedna sprawy.
Ferdek: No, no?
Janusz: Otóż, panie Ferdku... Nie ma pan może, albo pańscy znajomi... Pianina?
Ferdek: Ja? No... No nie. A po gówno panu pianino?
Janusz: No cóż... Szukamy jakiegoś gustownego mebla do naszego mieszkania, poza tym nie ukrywam - bardzo lubię grę na pianinie. Chodziłem do szkoły muzycznej.
Ferdek: Tak, a gdzie niby?
Janusz: W Paragwaju. Więc widzi pan, panie Ferdynandzie, szukam pianina i jest to rzecz powiedzmy pilna.
Ferdek: No... Wie pan, cóż... To może i będzie do zrobienia, wie pan. Może i coś się znajdzie. Ale panie... To nie są tanie rzeczy.
Janusz: Panie Ferdku: Ile?
Ferdek: No... Ze tysiąc trza dać.
Janusz: Panie Ferdku, za tysiąc to ja sobie mogę pójść do sklepu muzycznego i kupić we własnym zakresie. Mniejsza jakaś sumka nie wchodzi w grę?, hę?
Ferdek: Panie... Osiemset i to moje ostatnie słowo. Ostatnie.
Janusz: Nie da się jakoś taniej?
Ferdek zakłada ręce i odwraca się.
Janusz: Dobrze, dobrze. Niech będzie osiemset. Niech będzie osiemset. To kiedy mogę przyjść po odbiór?
Ferdek: No... Panie Januszu. Jak za osiemset, to za dwa, może trzy dni.
Janusz: I to się nazywa interes. To się nazywa złoty interes.
Tymczasem Ferdek nalewa jeszcze po kieliszku.

Scena 2

Złomowisko Badury. Ferdek i Badura popija wino "Leśne" a Ferdek piwo.
Badura: Pianino, pan powiadasz?
Ferdek: Byłoby, panie Kazimierzu?
Badura: Panie... Wszystko by było. Wie pan jakie rzeczy tu ludzie wyrzucają, karwa kawka? Ostatnio to żem znalazł normalnie wisior złoty. Bocian gadał, że niby ten... autentyk.
Ferdek: No bo tak jest, śmiecie to każden jeden by wyrzucał. Ale kupić to ni ma komu.
Badura: Święte słowa, panie Ferdku... Święte słowa. A to pianinko to pilna sprawa?
Ferdek: No... We trzy dni się pan wyrobi?
Badura: Panie... We trzy dni to ja i panu mogę wrak Titanica przynieść. Tylko pytanie, za ile?
Ferdek: Dam panu, powiedzmy... Trzysta, pasuje?
Badura: Panie Ferdku... Czterysta pięćdziesiąt. I ma pan pianinko, za trzy dni. Prawie nowe, nieużywane.
Ferdek: No i takiego interesa to ja sobie kurde mogę prowadzić! No, panie Badura! Zdrówko!
Uderzają się puszką piwa i butelką wina, po czym piją - każdy swoje.

Scena 3

Korytarz Kiepskich. Przy drzwiach stoi nieco zakurzone pianino - wygląda na dość stare. Stoją przy nim Ferdek i Badura. Z mieszkania Paździochów wychodzi Janusz.
Janusz: O! Dzień dobry, widzę że moje pianinko już stoi, gotowe do gry!
Ferdek: Panie! Nie tak szybko, kurde. Piniądz się należy.
Janusz wyciąga kilka grubych nominałów i wręcza je Ferdkowi. Ten przelicza pieniądze i daje część Kazimierzowi.
Badura: No to ja se będę szedł. Do widzenia!
Badura wychodzi, zostają tylko Ferdek i Janusz.
Janusz: Piękne, panie Ferdku! Tylko odkurzyć, tu i tam... Będzie jak znalazł. Pozwoli pan, że je wypróbuję.
Janusz otwiera klapę. Klawisze są nieco pożółkłe, ale całe. Janusz wygrywa kilka taktów i zamyka klapę.
Janusz: Jak za taką cenę, gra niczym fortepian Chopina. Potrafi coś pan grać, panie Ferdku?
Ferdek: Panie, no... No możem se coś umiem zagrać, no. No nie wiem, nigdy nie próbowałem, wie pan?
Janusz: Ależ to nic nie szkodzi, nic nie szkodzi. Zagrać coś panu?
Ferdek: Bardzo chętnie, ale ja se pójdę może piwo se wypić, bo mnie wie pan coś w gardle suszy. Ma pan mebla, to se pan wstaw mebla i szlus. Do widzenia.
Ferdek wchodzi do siebie, tymczasem Janusz zaczyna toczyć pianino do swojego mieszkania (jest na kółkach).

Scena 4

Mieszkanie Paździochów. Pianino jest już ustawione nieopodal stołu. Janusz siada przy nim i zaczyna je polerować. Przyglądają się mu Marian i Helena.
Janusz: No i kupiłem! Pianinko, od pana Ferdka.
Helena: Tak? Za ile?
Janusz: Osiemset złotych.
Helena: Za osiemset złotych to se można zamówić. Ze sklepu. A nie takie gówno, pewnie od Badury ze złomu, kradzione jakieś.
Janusz: Kto by w dzisiejszych czasach kradł pianino! Też, kradzione...
Do mieszkania Paździochów ktoś puka.
Helena: Otwarte!
Wchodzi Halina Kiepska.
Halina: Dzień dobry pani Helenko! Dzień dobry panie Januszu, panie Marianie. Pani Helenko, ma może pani worek mąki pożyczyć? Ciasto robię, dla dzieci bo przychodzą jutro.
Helena: A mam, mam, zaraz pani przyniosę.
Helena wstaje i idzie po mąkę.
Halina: Panie Januszu! A cóż to za pianino? Nowy nabytek?
Janusz: A owszem, pani Halinko. Kupiłem. Nawiasem mówiąc od pani męża.
Halina: A to świetn... OD FERDYNANDA? OD MOJEGO MĘŻA?!
Janusz: Tak, ale proszę się nie martwić, to uczciwy sąsiedzki interes. Nikt na tym nie straci, a wiele osób zyska.
Halina: Ale jak to? FERDEK? Skąd on miał pianino?
Przychodzi Helena z workiem mąki.
Janusz: Pani Halinko, może pani zagram?
Halina: No dobrze, niech pan zagra. A potrafi pan?
Janusz: Oczywiście. Uczyłem się.
Janusz zaczyna grać jakiś utwór muzyki poważnej. Po chwili kończy.
Halina: Panie Januszu! Ja nie wiedziałam, że pan ma takie zdolności! Po prostu majstersztyk!
Paździoch: Janusz mógłby grywać podczas kolacji na Belwederze.

Scena 5

Kuchnia Kiepskich. Halina zagniata ciasto na stolnicy, do kuchni przychodzi lekko pijany Ferdek.
Ferdek: O! Cześć Halincia! A co to za ciasto se robisz? Weź rodzynków dobrze nasyp, bo bez rodzynków to suche wyjdzie.
Halina: Ty mi jełopie lepiej nie pieprz, tylko powiedz skąd ty do cholery miałeś pianino dla Janusza?
Ferdek: Jakie kurde pianino, co pianino. Ja żem se nic nie słyszał.
Halina: Tak? A ja nawet się dowiedziałam, ile ty masz z tego zysku!
Ferdek: Co ty pieprzysz Halincia, gówno żem miał i gówno żem dał, prawda. Ja se nie robię nielegalnych interesów szkodzących dobru proszę ja ciebie Państwa Polskiego.
Halina: Czyżby? A to, TO CO?!
Halina wykłada na stół grube nominały.
Ferdek: Jak co, jak co. Piniądze normalnie. Twoje chyba.
Halina: Słuchaj, jełopie. Ja nie wiem skąd ty to pianino masz i od kogo je brałeś. Ale ja ci oświadczam, że pieniądze dzielę w tym momencie NA PÓŁ. A twoją połowę chowam i wydaję na żądanie. ALE NIE NA PIWSKO, ANI WÓDĘ! ANI NA WIŃSKO!
Ferdek: PRZEPRASZAM JA BARDZO, TO KRADZIEŻ JEST NORMALNIE I JA ŻEM PRAWDA MIAŁ TO PIANINO I ŻEM JE SOBIE TU LEGALNIE KUPIŁ I ODSPRZEDAŁ! I TO JEST KRADZIEŻ I GRABIEŻ! I JA W TYM MOMENCIE IDĘ! IDĘ Z TEGO DOMU, BO TU JEST ROZDAWNICTWO, KURDE! IDĘ I NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ!
Halina: A idź, idź! Znalazł się! Handlarz zasrany!

Scena 6

Wieczór. Ferdek siedzi pod kiblem i pali papierosa. Wtem z prywatnej publicznej toalety wychodzi Arnold Boczek.
Boczek: O! Dobry wieczór, paaanie Ferdeczku! A co to się stało, co?
Ferdek: A co to pana gówno obchodzi.
Boczek: Panie! Idź se pan do Paździocha, o! Ja żem se przerwe zrobił na kibel, ale tam normalnie koncerta mają i muzykę panie klasycystyczną wygrywają na pianinku!
Ferdek: Weź mi pan dupy nie zawracaj. W ogóle pan tu nie mieszkasz, idź pan na górę do siebie, no!
Od Paździochów wychodzi Janusz.
Janusz: Witam witam! Akurat zrobiłem krótką przerwę. Wstąpi pan, panie Ferdku na małe co nieco?
Ferdek: Jakie kurde małe cononienco?
Janusz: Likierek kawowy, domowej roboty. Pyszny, rozgrzewający. Mamy jeszcze trzy butelki.
Ferdek: A, to se kurde przyjdę. A co, koncerta pan gra?
Janusz: Tak, panie Ferdku. Dzisiaj w repertuarze Mozart, Chopin oraz Bach!
Boczek: Panie! A ja żem se go widział we telewizji!
Janusz: Jak se pan go widział "w telewizji"?
Boczek: Normalnie, panie. Siedział se panie i grał se.
Ferdek: A dupa, gówno, co tam. Gówno pan widział. Pan jesteś istota nierozumna, panie. Bach to przecież zmarł we trzydziestym dziewiątym, wtedy telewizji jeszcze nie było.

Scena 7

Mieszkanie Paździochów. Janusz gra "Elvirę Madigan". Ferdek, Boczek, Paździoch i Helena siedzą i popijają likier.

Ferdek: Co to takie wolne jest, smęty jakieś pan grasz panie!
Paździoch: Pan to byś pewnie wolał elektro, cycki i trzęsienie dupą.
Ferdek: A pan to zamilcz, panie Paździoch, bo pan gówno się znasz na muzyce i to gówno jest a nie muzyka, panie. Bo muzyka nasza, POLSKA, NARODOWA to jest muzyka skoczna! Taneczna! Wyrywająca do TAŃCA. a nie takie gówno powolne.
Boczek: A ja to bym se wolał panie muzykę baletową, o! Panie do baleta mongolskiego w mordę jeża.
Janusz kończy grać utwór i odwraca się do słuchaczy.
Janusz: Widzę, że to muzyka nie na panów gusta. Ale przykro mi. W Paragwaju nikt nie słucha słabizny.
Helena: Z czasem docenia się produkt wysokiej jakości, wyszukany. Ale nie każdy ma prawidłowo skonstruowane półkule mózgowe. Zwłaszcza pan, panie Boczek. Pan jesteś człowiek bez gustu. Panu by zagrać kijem po dupie, by wystarczyło (śmiech)
Boczek: E! Nie obrażajta mnie, dobre? Bo ja se muzykę baletową lubię, a nie!
Janusz: Dobrze, cóż... Wygląda na to, że grupy docelowej odbiorców będę musiał szukać gdzie indziej.
Janusz wstaje ze stołka przy pianinie, bierze ze stołu butelkę likieru i chowa do szafy.
Ferdek: Panie! Co pan zabierasz!
Helena: Noc się zbliża! Spać trzeba, aby rano wstać!
Janusz: Dobranoc! Dobranoc! No już! Już!
Ferdek i Boczek wstają z miejsc i wychodzą. Zatrzymują się w drzwiach.
Boczek: Gówno, a nie muzyka, panie! Baleta żeś pan nie zagrał! Pan żaden muzyk nie jesteś!
Janusz: Skargi prosimy składać na piśmie. Dobranoc!
Ostatnio zmieniony 2019-09-01, 21:55 przez MrOLX, łącznie zmieniany 1 raz.
Pozdrawiam, życzę szczęścia, zdrowia i pomyślności. A poza tem - zapraszam do czytania moich scenariuszy ;-)
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1335
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: Mungo Jerry » 2019-09-01, 21:13

Fajny scenariusz (miła odmiana po scenariuszach o Boczkach w pustostanach :-P ). Jego wadą jest jego krótkość i lekkie wrażenie, że praca jest urwana. Ostatnia scena mi mało pasuje jako zakonczenie. Ale to co jest tez jest dośc dobre. Dobry Badura załatwiający Fortepian czy nocna scena pod kiblem (tam akurat wyszło świetnie, były tam bardzo dobre teksty ;-) )

Neutralnie oceniam Halinkę zabierającą pieniadze Ferdkowi i pierwszą scenę z Januszem - widać, że lubisz tą postać i próbujesz ją pisać na różne sposoby - w tym scenariuszu jak dla mnie lekko się rozjechał. On akurat jest nadziany i niezbyt liczy się z pieniędzmi - stąd te licytacje z Ferdkiem takie średniawe.

A i zapomniałem fajna modyfikacja tekstu "Janusz mógłby być profersorem" - mnie też ten tekst nie przypadł do gustu - ale w tej modyfikacji nawet zaciekawił.

Ogólnie nie wiem co dać - bo mam wrażenie, że czegoś brakuje, ale reszta jest serio solidna i widać, że masz ochotę by pisać 7+/10 byłoby wyżej, gdyby nie ta długość,a nawet nie ona, ale jako tako brak zakończenia które satysfakcjonuje ;-)
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
MrOLX
Mariolka
Mariolka
Posty: 51
Rejestracja: 2019-08-14, 08:25
Lokalizacja: Warszawa

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: MrOLX » 2019-09-01, 21:55

Mungo praca jest urwana! Już wysyłam całość!
Pozdrawiam, życzę szczęścia, zdrowia i pomyślności. A poza tem - zapraszam do czytania moich scenariuszy ;-)
Awatar użytkownika
MrOLX
Mariolka
Mariolka
Posty: 51
Rejestracja: 2019-08-14, 08:25
Lokalizacja: Warszawa

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: MrOLX » 2019-09-01, 21:56

size=50]Mam zaszczyt przedstawić scenariusz do serialu dawniej zwanego "Kiepskich Świat". A TYTUŁ JEGO:[/size]
Muzyk z powołania
Występują:
-F. Kiepski
-H. Kiepska
-A. Boczek
-M.J. Paździoch
-J.M. Paździoch
-H. Paździoch
-K. Badura
Janusz kupuje stare pianino. Okazuje się, że ma spory talent muzyczny - jest to niezły sposób na biznes.
Scena 1

Salon Kiepskich, dzień. Ferdek siedzi w fotelu, ogląda telewizję i pije piwo. Słychać pukanie do drzwi.
Ferdek: Otwarte!
Do salonu wchodzi Janusz.
Janusz: Dzień dobry panie Ferdku.
Ferdek: Dobry, dobry, nie przeszkadzaj pan bo telewizor se oglądam.
Janusz: Panie Ferdku, to zajmie tylko momencik.
Ferdek: Panie, przepraszam ja bardzo. Ja se tera telewizor oglądam, seriala porządnego. Nie przeszkadzaj pan.
Janusz: Tak sobie pomyślałem, że może panu posmakować...
Janusz stawia na stół butelkę likieru. Ferdek spogląda.
Ferdek: O, panie Januszu, co żeś pan przyniósł?
Janusz: Likierek kawowy, domowej roboty.
Ferdek: O! Hehe, dobre! Dobre! Panie, to było tak kurde od razu!
Ferdek wyłącza telewizor, wstaje z fotela i wyciąga z meblościanki dwa kieliszki. Otwiera butelkę i polewa sobie i sąsiadowi.
Ferdek: No, oby nam się!
Sąsiedzi wypijają likier.
Janusz: Panie Ferdku, może ja przejdę od razu do sedna sprawy.
Ferdek: No, no?
Janusz: Otóż, panie Ferdku... Nie ma pan może, albo pańscy znajomi... Pianina?
Ferdek: Ja? No... No nie. A po gówno panu pianino?
Janusz: No cóż... Szukamy jakiegoś gustownego mebla do naszego mieszkania, poza tym nie ukrywam - bardzo lubię grę na pianinie. Chodziłem do szkoły muzycznej.
Ferdek: Tak, a gdzie niby?
Janusz: W Paragwaju. Więc widzi pan, panie Ferdynandzie, szukam pianina i jest to rzecz powiedzmy pilna.
Ferdek: No... Wie pan, cóż... To może i będzie do zrobienia, wie pan. Może i coś się znajdzie. Ale panie... To nie są tanie rzeczy.
Janusz: Panie Ferdku: Ile?
Ferdek: No... Ze tysiąc trza dać.
Janusz: Panie Ferdku, za tysiąc to ja sobie mogę pójść do sklepu muzycznego i kupić we własnym zakresie. Mniejsza jakaś sumka nie wchodzi w grę?, hę?
Ferdek: Panie... Osiemset i to moje ostatnie słowo. Ostatnie.
Janusz: Nie da się jakoś taniej?
Ferdek zakłada ręce i odwraca się.
Janusz: Dobrze, dobrze. Niech będzie osiemset. Niech będzie osiemset. To kiedy mogę przyjść po odbiór?
Ferdek: No... Panie Januszu. Jak za osiemset, to za dwa, może trzy dni.
Janusz: I to się nazywa interes. To się nazywa złoty interes.
Tymczasem Ferdek nalewa jeszcze po kieliszku.

Scena 2

Złomowisko Badury. Ferdek i Badura popija wino "Leśne" a Ferdek piwo.
Badura: Pianino, pan powiadasz?
Ferdek: Byłoby, panie Kazimierzu?
Badura: Panie... Wszystko by było. Wie pan jakie rzeczy tu ludzie wyrzucają, karwa kawka? Ostatnio to żem znalazł normalnie wisior złoty. Bocian gadał, że niby ten... autentyk.
Ferdek: No bo tak jest, śmiecie to każden jeden by wyrzucał. Ale kupić to ni ma komu.
Badura: Święte słowa, panie Ferdku... Święte słowa. A to pianinko to pilna sprawa?
Ferdek: No... We trzy dni się pan wyrobi?
Badura: Panie... We trzy dni to ja i panu mogę wrak Titanica przynieść. Tylko pytanie, za ile?
Ferdek: Dam panu, powiedzmy... Trzysta, pasuje?
Badura: Panie Ferdku... Czterysta pięćdziesiąt. I ma pan pianinko, za trzy dni. Prawie nowe, nieużywane.
Ferdek: No i takiego interesa to ja sobie kurde mogę prowadzić! No, panie Badura! Zdrówko!
Uderzają się puszką piwa i butelką wina, po czym piją - każdy swoje.

Scena 3

Korytarz Kiepskich. Przy drzwiach stoi nieco zakurzone pianino - wygląda na dość stare. Stoją przy nim Ferdek i Badura. Z mieszkania Paździochów wychodzi Janusz.
Janusz: O! Dzień dobry, widzę że moje pianinko już stoi, gotowe do gry!
Ferdek: Panie! Nie tak szybko, kurde. Piniądz się należy.
Janusz wyciąga kilka grubych nominałów i wręcza je Ferdkowi. Ten przelicza pieniądze i daje część Kazimierzowi.
Badura: No to ja se będę szedł. Do widzenia!
Badura wychodzi, zostają tylko Ferdek i Janusz.
Janusz: Piękne, panie Ferdku! Tylko odkurzyć, tu i tam... Będzie jak znalazł. Pozwoli pan, że je wypróbuję.
Janusz otwiera klapę. Klawisze są nieco pożółkłe, ale całe. Janusz wygrywa kilka taktów i zamyka klapę.
Janusz: Jak za taką cenę, gra niczym fortepian Chopina. Potrafi coś pan grać, panie Ferdku?
Ferdek: Panie, no... No możem se coś umiem zagrać, no. No nie wiem, nigdy nie próbowałem, wie pan?
Janusz: Ależ to nic nie szkodzi, nic nie szkodzi. Zagrać coś panu?
Ferdek: Bardzo chętnie, ale ja se pójdę może piwo se wypić, bo mnie wie pan coś w gardle suszy. Ma pan mebla, to se pan wstaw mebla i szlus. Do widzenia.
Ferdek wchodzi do siebie, tymczasem Janusz zaczyna toczyć pianino do swojego mieszkania (jest na kółkach).

Scena 4

Mieszkanie Paździochów. Pianino jest już ustawione nieopodal stołu. Janusz siada przy nim i zaczyna je polerować. Przyglądają się mu Marian i Helena.
Janusz: No i kupiłem! Pianinko, od pana Ferdka.
Helena: Tak? Za ile?
Janusz: Osiemset złotych.
Helena: Za osiemset złotych to se można zamówić. Ze sklepu. A nie takie gówno, pewnie od Badury ze złomu, kradzione jakieś.
Janusz: Kto by w dzisiejszych czasach kradł pianino! Też, kradzione...
Do mieszkania Paździochów ktoś puka.
Helena: Otwarte!
Wchodzi Halina Kiepska.
Halina: Dzień dobry pani Helenko! Dzień dobry panie Januszu, panie Marianie. Pani Helenko, ma może pani worek mąki pożyczyć? Ciasto robię, dla dzieci bo przychodzą jutro.
Helena: A mam, mam, zaraz pani przyniosę.
Helena wstaje i idzie po mąkę.
Halina: Panie Januszu! A cóż to za pianino? Nowy nabytek?
Janusz: A owszem, pani Halinko. Kupiłem. Nawiasem mówiąc od pani męża.
Halina: A to świetn... OD FERDYNANDA? OD MOJEGO MĘŻA?!
Janusz: Tak, ale proszę się nie martwić, to uczciwy sąsiedzki interes. Nikt na tym nie straci, a wiele osób zyska.
Halina: Ale jak to? FERDEK? Skąd on miał pianino?
Przychodzi Helena z workiem mąki.
Janusz: Pani Halinko, może pani zagram?
Halina: No dobrze, niech pan zagra. A potrafi pan?
Janusz: Oczywiście. Uczyłem się.
Janusz zaczyna grać jakiś utwór muzyki poważnej. Po chwili kończy.
Halina: Panie Januszu! Ja nie wiedziałam, że pan ma takie zdolności! Po prostu majstersztyk!
Paździoch: Janusz mógłby grywać podczas kolacji na Belwederze.

Scena 5

Kuchnia Kiepskich. Halina zagniata ciasto na stolnicy, do kuchni przychodzi lekko pijany Ferdek.
Ferdek: O! Cześć Halincia! A co to za ciasto se robisz? Weź rodzynków dobrze nasyp, bo bez rodzynków to suche wyjdzie.
Halina: Ty mi jełopie lepiej nie pieprz, tylko powiedz skąd ty do cholery miałeś pianino dla Janusza?
Ferdek: Jakie kurde pianino, co pianino. Ja żem se nic nie słyszał.
Halina: Tak? A ja nawet się dowiedziałam, ile ty masz z tego zysku!
Ferdek: Co ty pieprzysz Halincia, gówno żem miał i gówno żem dał, prawda. Ja se nie robię nielegalnych interesów szkodzących dobru proszę ja ciebie Państwa Polskiego.
Halina: Czyżby? A to, TO CO?!
Halina wykłada na stół grube nominały.
Ferdek: Jak co, jak co. Piniądze normalnie. Twoje chyba.
Halina: Słuchaj, jełopie. Ja nie wiem skąd ty to pianino masz i od kogo je brałeś. Ale ja ci oświadczam, że pieniądze dzielę w tym momencie NA PÓŁ. A twoją połowę chowam i wydaję na żądanie. ALE NIE NA PIWSKO, ANI WÓDĘ! ANI NA WIŃSKO!
Ferdek: PRZEPRASZAM JA BARDZO, TO KRADZIEŻ JEST NORMALNIE I JA ŻEM PRAWDA MIAŁ TO PIANINO I ŻEM JE SOBIE TU LEGALNIE KUPIŁ I ODSPRZEDAŁ! I TO JEST KRADZIEŻ I GRABIEŻ! I JA W TYM MOMENCIE IDĘ! IDĘ Z TEGO DOMU, BO TU JEST ROZDAWNICTWO, KURDE! IDĘ I NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ!
Halina: A idź, idź! Znalazł się! Handlarz zasrany!

Scena 6

Wieczór. Ferdek siedzi pod kiblem i pali papierosa. Wtem z prywatnej publicznej toalety wychodzi Arnold Boczek.
Boczek: O! Dobry wieczór, paaanie Ferdeczku! A co to się stało, co?
Ferdek: A co to pana gówno obchodzi.
Boczek: Panie! Idź se pan do Paździocha, o! Ja żem se przerwe zrobił na kibel, ale tam normalnie koncerta mają i muzykę panie klasycystyczną wygrywają na pianinku!
Ferdek: Weź mi pan dupy nie zawracaj. W ogóle pan tu nie mieszkasz, idź pan na górę do siebie, no!
Od Paździochów wychodzi Janusz.
Janusz: Witam witam! Akurat zrobiłem krótką przerwę. Wstąpi pan, panie Ferdku na małe co nieco?
Ferdek: Jakie kurde małe cononienco?
Janusz: Likierek kawowy, domowej roboty. Pyszny, rozgrzewający. Mamy jeszcze trzy butelki.
Ferdek: A, to se kurde przyjdę. A co, koncerta pan gra?
Janusz: Tak, panie Ferdku. Dzisiaj w repertuarze Mozart, Chopin oraz Bach!
Boczek: Panie! A ja żem se go widział we telewizji!
Janusz: Jak se pan go widział "w telewizji"?
Boczek: Normalnie, panie. Siedział se panie i grał se.
Ferdek: A dupa, gówno, co tam. Gówno pan widział. Pan jesteś istota nierozumna, panie. Bach to przecież zmarł we trzydziestym dziewiątym, wtedy telewizji jeszcze nie było.

Scena 7

Mieszkanie Paździochów. Janusz gra "Elvirę Madigan". Ferdek, Boczek, Paździoch i Helena siedzą i popijają likier.

Ferdek: Co to takie wolne jest, smęty jakieś pan grasz panie!
Paździoch: Pan to byś pewnie wolał elektro, cycki i trzęsienie dupą.
Ferdek: A pan to zamilcz, panie Paździoch, bo pan gówno się znasz na muzyce i to gówno jest a nie muzyka, panie. Bo muzyka nasza, POLSKA, NARODOWA to jest muzyka skoczna! Taneczna! Wyrywająca do TAŃCA. a nie takie gówno powolne.
Boczek: A ja to bym se wolał panie muzykę baletową, o! Panie do baleta mongolskiego w mordę jeża.
Janusz kończy grać utwór i odwraca się do słuchaczy.
Janusz: Widzę, że to muzyka nie na panów gusta. Ale przykro mi. W Paragwaju nikt nie słucha słabizny.
Helena: Z czasem docenia się produkt wysokiej jakości, wyszukany. Ale nie każdy ma prawidłowo skonstruowane półkule mózgowe. Zwłaszcza pan, panie Boczek. Pan jesteś człowiek bez gustu. Panu by zagrać kijem po dupie, by wystarczyło (śmiech)
Boczek: E! Nie obrażajta mnie, dobre? Bo ja se muzykę baletową lubię, a nie!
Janusz: Dobrze, cóż... Wygląda na to, że grupy docelowej odbiorców będę musiał szukać gdzie indziej.
Janusz wstaje ze stołka przy pianinie, bierze ze stołu butelkę likieru i chowa do szafy.
Ferdek: Panie! Co pan zabierasz!
Helena: Noc się zbliża! Spać trzeba, aby rano wstać!
Janusz: Dobranoc! Dobranoc! No już! Już!
Ferdek i Boczek wstają z miejsc i wychodzą. Zatrzymują się w drzwiach.
Boczek: Gówno, a nie muzyka, panie! Baleta żeś pan nie zagrał! Pan żaden muzyk nie jesteś!
Janusz: Skargi prosimy składać na piśmie. Dobranoc!

Scena 8

Salon Kiepskich. Obiadek. Waldek, Halina, Jolanta, Mariola i Ferdek jedzą ciasto.
Halina: Ferdek. Ty widziałeś jakie teraz tłumy koło mieszkania Paździochów? Chyba z 10 osób!
Ferdek je ciasto i niezbyt go to interesuje.
Mariola: To jasne przecież, pan Janusz gra. Wszyscy przychodzą mu płacić.
Ferdek: Bo niedaleko, córko moja pada jabłko od jabłoni. Marian Janusz był menda i złodziej, Janusz Marian będzie menda i złodziej.
Halina: Ale on podobno wcale nie bierze od nich pieniędzy! Ani grosza!
Ferdek: A co tam, dupa tam. Bierze i to jaką kasiorę pewnie. Po tąd już ma piniędzy. Już mu pianina spod nich nie widać.
Jolasia: Ja to bynajmniej klasyki słuchać nie muszę, albowiem smutek i żal z siebie wtedy wyduszę. To na emocje mi działa dosadnie gdy ktoś na pianinku gra ładnie.
Walduś: Jolancia! Ja żem we Ameryce grał na akordeonie, pamiętasz ty?
Jolasia: Ty się tu CYCU nie odzywaj bynajmniej bo ty talentu muzycznego wrodzonego nie masz i mi ładnie nigdy nie zagrasz.
Ferdek: Cisza! Tak dalej być nie bedzie. Muzyka to jest muzyka. A nie bank!
Walduś: No jak tatuś nie jak tak normalnie! Kasiorę taką trzepać to normalnie jest przestępstwo. Tak to se mogą tylko we Filharmonii.
Ferdek: Racja Cycu, racja! I Paździoch Janusz nie będzie grał i się bogacił. Kurde.
Halina: Jełop.

Scena 9

Korytarz. Tłok. Ze swojego mieszkania wychodzi Janusz. Wkrótce wśród ludzi pojawia się Ferdek.
Ferdek: O jest pan, panie Januszu. Ja se muszem z panem poważną obywatelską dyskusję poprowadzić.
Janusz: Panie Ferdku, czasu nie mam. Pięć minutek przerwy i gram "Etiudę Rewolucyjną". Ludzie nie mogą się doczekać.
Ferdek: Pan jesteś oszust i złodziej! Odpłatnie słuchać muzyki można panie tylko we Filharmonii! A nie w prywatnym mieszkaniu!
Janusz: Panie i panowie! ZA CHWILĘ WRACAM!
Janusz: Panie Ferdku, przejdźmy na stronę.
Janusz i Ferdek wchodzą do kibla.

Scena 10
Prywatna Publiczna Toaleta. Ferdek siedzi na zamkniętym klozecie, a Janusz stoi.

Janusz: Zaszło OGROMNE nieporozumienie panie Ferdku. Musimy to sobie wyjaśnić.
Ferdek: No, ja jestem ciekaw kurde! Czemu pan pobierasz opłaty za smęty Bacha!
Janusz: To nie tak jak pan myśli. Wydaje mi się, że mam... talent. Wrodzony talent. Myślę, że jestem muzykiem z powołania.
Ferdek: Co pan nie powiesz...
Janusz: Kupiłem pianino... Na razie gram klasykę, ale już wkrótce! Panie Ferdku, proszę zobaczyć pokażę panu coś!
Janusz wyjmuje z kieszeni kartkę z zapisem nutowym.
Ferdek: Co mi pan kurde kulfony jakieś pokazuje.
Janusz: To mój pierwszy utwór! Nazwałem go "Powiew Natury"...
Ferdek: A co mnie to gówno obchodzi.
Janusz: Nie rozumie pan? Marzę o karierze muzyka! Kompozytora! Wirtuoza fortepianu! Za życia osiągnę sukces, kupię sobie piękny nagrobek w kolumnady, w amory... A za kilkadziesiąt lat... Tu, w kamienicy Ćwiartki 3/4 pana córka, Mariola poprowadzi muzeum domu rodzinnego Janusza Paździocha!
Ferdek: Pan jest normalny?
Janusz: Nie rozumiem. Będzie miał pan z tego benefity! Powiem więcej! Uwzględnię pana w testamen...
Ferdek: Panie! Wypierdzielaj mi pan stąd do siebie na klawensyn brzdąkać, mnie to gówno obchodzi co pan zrobisz i żegnam pana bo mnie się chcę. Do widzenia!
Janusz: Jakby co, proszę pamiętać jestem u siebie, przy instrumencie!
Ferdek: Żegnam pana. Żegnam!

Scena 11

Korytarz Kiepskich. Do Paździochów puka Badura. Otwiera Helena.

Badura: Dzień dobry. Jest pan... Janusz Paździoch?
Helena: Jest, bo co? JANUSZ! Do ciebie!
Przychodzi Janusz.
Badura: Ja po pianinko.
Janusz: Ale przepraszam bardzo... jak po pianinko?
Badura: No zwyczajnie, karwa kafka. Do zwrotu potrzeba.
Z toalety wychodzi Ferdek.
Ferdek: O, witam!
Badura: Bry, panie Ferdku! Po instrument przyszedłem.
Janusz: Ale jak to. Ja go przecież kupowałem.
Badura odwraca się do Ferdka.
Badura: To wypożyczenie było, nie sprzedaż. Potrzebne mi to. Krzysiu spod dwunastki na prezent ślubny potrzebuje. To ja sobie pójdę po sprzęcik.
Badura wchodzi do Paździochów i wyjeżdża z pianinem.
Badura: To do widzenia.
Ferdek: No, panie Januszu. Są na tym świecie takie rzeczy, o którym się fizjologom nie śniło (śmiech)

THE END.
Pozdrawiam, życzę szczęścia, zdrowia i pomyślności. A poza tem - zapraszam do czytania moich scenariuszy ;-)
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1335
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: Mungo Jerry » 2019-09-02, 00:23

Okej podwyżam do 8/10 :-)

Z tej drugiej częsci najbardziej spodobała mi się rozmowa Ferdka z Janueszem w kiblu i jego plany. Zakończenie taki se, by nie powiedzieć słabe.
Janusz tutaj trochę się zachowuje jak Marian - gdyby zmienić Janusz na Paździoch moze bym się nie pokapował. No ale w sumie fajne to jest, a o Januszu ciągle mało wiemy więc nie mam tego za złe :-P
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
MrOLX
Mariolka
Mariolka
Posty: 51
Rejestracja: 2019-08-14, 08:25
Lokalizacja: Warszawa

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: MrOLX » 2019-09-10, 08:14

Zapowiadam po przerwie nowy scenariusz!
O tematyce poniekąd piłkarskiej :-)
Zamieszczam jak tylko znajdę czas na napisanie!
Pozdrawiam, życzę szczęścia, zdrowia i pomyślności. A poza tem - zapraszam do czytania moich scenariuszy ;-)
Awatar użytkownika
MrOLX
Mariolka
Mariolka
Posty: 51
Rejestracja: 2019-08-14, 08:25
Lokalizacja: Warszawa

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: MrOLX » 2019-09-10, 21:45

Jak rzekłem tak zrobiłem.

Mam zamiar przedstawić do serialu dawniej zwanego "Kiepskich Świat", a tytuł jego...
MAŁA ZAWIŚĆ SĄSIEDZKA

Zbliża się niezwykle ważny mecz Polska-Paragwaj. Kiepscy i Paździochowie mają odmienne poglądy co do kibicowania danej drużynie. Między sąsiadami wybucha konflikt.

Występują:
-Ferdynand Kiepski
-Halina Kiepska
-Waldemar Kiepski
-Mariola Kiepska
-Jolasia "Pupcia" Kiepska
-Marian Paździoch
-Janusz Paździoch
-Helena Paździoch
-Arnold Boczek
-Kazimierz Badura

Scena 1

Przedpokój Kiepskich, popołudnie. Słychać pukanie do drzwi
Ferdek: Zara! Zara! Idę no kurde, nie rozerwie się.
Ferdynand otwiera drzwi, za nimi stoi Arnold Boczek.
Ferdek: Czego?
Boczek: Panie! Problema se mam!
Ferdek: Przepraszam bardzo, co mnie to gówno obchodzi?
Boczek: Panie, bo mnie się normalnie telewizor rozdupcył! Jak żem włączał pilotem to srrruu! Iskra polecieła, a żem dotknął to prądem poraziło! I się nie włącza, a balet mongolski tera będzie. I ja żem przyszedł z zapytaniem, czy byśta mi nie dali godzinę telewizora oglądać!
Ferdek: Przepraszam ja bardzo, pan tu nie mieszkasz, do widzenia.
Ferdek zamyka drzwi, ale Boczek zaczyna znowu pukać. Otwiera je ponownie. Arnold stoi z dużą butelką wódki.
Ferdek: No dobre, dobre, zapraszam. No!

Scena 2

Salon Kiepskich. Boczek z zaciekawieniem ogląda telewizję, Ferdek nalewa sobie resztkę wódki z butelki do kieliszka i wypija. Jest już dość pijany.

Ferdek: No! Godzina minęła, kurde, do widzenia.
Boczek: Panie! Nie przerywaj pan, dobre? Bo tu eliminacja jest do następnego etapu, w mordę jeża!
Ferdek: A gówno mnie obchodzi pana eliminininancja, do widzenia. Żegnam, do widzenia, kurde!
Boczek: NO W DUPĘ WĘŻA! Dej pan obejrzeć do końca!
Ferdek: Do widzenia, no do widzenia, no!
Boczek zdenerwowany wstaje z fotela i wychodzi z salonu. Po kilku sekundach wraca na moment.
Boczek: A OŚLEPTA OD TEGO TELEWIZORA!
Ferdek: Panie! Wypierdzielaj pan! WYPIERDZIELAJ PAN JUŻ NA GÓRĘ!

Arnold Boczek odchodzi, a Ferdek zmienia kanał.

Scena 3

Korytarz Kiepskich. Ferdek idzie do toalety, z której wychodzi Janusz.
Janusz: Dzień dobry panie Ferdku. Przygotowany na meczyk?
Ferdek: Dzień dobry. Przepraszam bardzo, jaki meczyk?
Janusz: A ja słyszałem, że jest pan fanem piłki nożnej! Panie Ferdku! Polska-Paragwaj! Niech pan nie mówi, że pan nie słyszał.
Ferdek: A żem nie słyszał, bo co?
Janusz: W każdym razie, radzę się powolutku szykować, kupować szaliczki, kupować piweczko, meczyk nazajutrz, punkt godzina dwudziesta.
Ferdek: Panie, no to se ja no obejrzę chętnie bardzo, ale wie pan? Mnie się teraz chce, przepraszam bardzo.
Janusz: Niech pan nie zapomni! Godzina dwudziesta!
Ferdek znika za drzwiami WC, tymczasem uchylają się drzwi mieszkania Paździochów, z których wygląda Marian Paździoch.
Paździoch: Janusz, nie widziałeś może mojego beretu?
Janusz: Wydaje mi się, że może być w sza...
Janusz nie dokańcza, ponieważ na korytarz wchodzi od strony klatki Helena z zakupami.
Helena: Marian, dziadygo! Znowu żeś zostawił swoje berecisko na bazarze! TY SIĘ PILNUJ Z PAMIĘCIĄ, BO JAK KOLEJNY RAZ TO ZGUBISZ, TO JA DOPILNUJĘ, ABYŚ SWOJEGO ŁYSEGO ŁBA JUŻ NICZYM INNYM NIE PRZYKRYŁ.
Helena wręcza Marianowi słynny beret, a ten zakłada go na głowę. Jest jednak coś, co zmieniono - w beret jest wszyta od przodu dość spora naszywka z flagą Paragwaju. Z toalety wychodzi Ferdek. Zauważa Paździocha z oryginalnym nakryciem głowy i zaczyna się śmiać.
Ferdek: O! Witam pana Mariana, a co to masz pan na głowie? (śmiech)
Paździoch: Nawet pan nie znasz tej flagi!
Helena: No! O! Właśnie! Nie wtykaj pan tyłka w nie swoje sprawy.
Helena wchodzi do mieszkania i zamyka drzwi. Zostają Ferdek i Janusz.
Janusz: No, nie wie pan jakiego państwa to flaga? Nie domyśla się pan?
Ferdek: Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Tu jest, panie Januszu Polska i mnie flaga narodowa interesuje.
Janusz: To ja może panu to zaprezentuję wizualnie.
Janusz wyciąga z kieszeni szalik w barwach Paragwaju. Rozkłada go a na nim wielki napis PARAGUAY.

Scena 4

Kuchnia Kiepskich. Halina gotuje zupę w garnku, a Ferdek popija sobie piwo.
Ferdek: Halinkia! Co to za kraj jest Para Guyaj. Ja znam proszę ja ciebie Portugalnia jest, prawda Polska, jest prawda. Ale Para Guyaj? Co to kurde?
Halina: Paragwaj! Paragwaj jełopie, a nie "Para Gyuaj"!
Ferdek: Halincia! A ty wiesz, że to by normalnie wiele wyjaśniało?
Halina: Tak? A co?
Ferdek: A to, że Janusz Paździoch normalnie mecza se będzie oglądał Polska-Paragwaj i se szalika kupił w barwach proszę ja ciebie parangwajskich, a Marian Paździoch, menda swoją drogą, na berecie ma taką o! Flagę Paragwaju naszytą.
Halina: No i co z tego? Chce, to niech kibicuje. On stamtąd pochodzi i ma prawo.
Ferdek: A co ma prawo, gówno ma prawo. Tu jest Halincia, Polska i tu się polskim drużynom normalnie kibicuje, a nie obcojęzycznym. I ja więcej powiem - ja tego mecza też będę oglądał i ja ojczyźnie naszej kibicował będę.
Halina: Tak? A o której ten mecz?
Ferdek: O ósmej, a bo co?
Halina: O, co to to nie kochany. O ÓSMEJ to ty nie będziesz meczu oglądał.
Ferdek: A BO CO, KURDE?
Halina: A bo film leci! I ja zamierzam coś w życiu obejrzeć, poza meczem i tymi durnymi programami co je w kółko oglądasz.
Ferdek: Halincia, ja przepraszam bardzo, to ważny mecz jest i tutaj się ważą losy polskie, narodowe i ja ten mecz muszem obejrzeć!
Halina: To jak tak koniecznie musisz, to idź do Paździochów. Pokibicujecie wspólnie.
Ferdek oburzony wstaje od stołu i wychodzi.

Scena 5

Ferdek wychodzi na korytarz. Z klatki schodowej wychodzi Badura.
Badura: Witam, panie Ferdku. Z ustępu skorzystać przyszedłem, wolno?
Ferdek: No witam! Wolno, wolno tylko wie pan, ja se takiego problema se mam.
Badura: Panie! Pytaj pan śmiało.
Ferdek: No, panie Kazimierzu szanowny... Żona moja, Halina nie chce mi udostępnić telewizora na mecz. A to jest ważny mecz, z reprezentacją naszą, narodową i tu się ważą losy ojczyzny! Losy naszego państwa! Losy naszego NARODU!
Badura: Panie Ferdku, pamięta pan jeszcze świętej pamięci Listonosza Edzia?
Ferdek: No jak nie, jak tak, panie. To święty człowiek był, święty człowiek.
Badura: No widzi pan... Listonosz Edzio miał takie swoje powiedzenie na tego rodzaju kryzys egzystencjalny.
Ferdek: Jakie powiedzenie?
Badura: Jak to było... Kiedy żona ci nie daje, most nad Odrą pozostaje. Co do tego, coś się zdaje, woda brudną wnet się stanie!
Ferdek: I jak ja to mam zrozumieć, bo to jest tekst głęboki fizjologiczny.
Badura: Weź pan zakup kwiatka małżonce, czy coś. Nie wiem. To dawno było, może coś źle usłyszałem.
Kazimierz wchodzi do toalety i zamyka za sobą drzwi.

Scena 6

Kuchnia Kiepskich. Halina wyciera stół, wtem wchodzi Ferdek z zwiędniętym tulipanem w ręku.
Ferdek: Cześć, Halincia! Zobacz co mam, prezenta żem ci przyniósł!
Halina: Ferdek? Co ty chcesz tym razem osiągnąć?
Ferdek: No jak co, jak co. Nic!
Halina: No jak nic? Jak nic? Mecz chcesz oglądać?
Ferdek: No swoją drogą, Halincia nie ukrywam, że by się przydało prawda mecza polskiego naszego narodowego obejrzeć, bo to obowiązek jest każdego a ja jestem Polak i katolik przecież.
Halina: Słuchaj Ferdek... Jak ci tak bardzo zależy na tym meczu, to se obejrzyj. ALE JEDEN WARUNEK!
Ferdek: Jaki warunek?
Halina: Zero alkoholu.
Ferdek: Ale jak to, przepraszam bardzo.
Halina: TAK TO! Zależy ci na meczu? Czy na chlaniu?
Ferdek stoi zdumiony nie mogąc dać jednoznacznej odpowiedzi.

Scena 7

Korytarz Kiepskich. Ferdek i Walduś palą papierosy koło kibla.
Ferdek: Cycu... Ty przychodzisz na mecza jutro?
Walduś: No jak nie, jak tak. Mecza to ja żem normalnie zawsze lubiał ze tobą oglądać!
Ferdek: No! Kurde, Walduś tylko jest taka mała, kurde przeszkoda.
Walduś: Jaka no?
Ferdek: Cycu, ty masz jeszcze tą nakapslownicę z Ameryki co żeś nią butelki nakapslowywywał?
Walduś: A mam se, a bo co?
Ferdek: Weź Walduś idź do Stasia, kup kokokokakolę i wódkie weź nalej do butelek po kieliszku wódki i zakapsluj, kurde!
Walduś: No jak nie jak tak, ojciec! No jak nie jak tak!
Z mieszkania Paździochów wychodzi Janusz cały od stóp do głów w barwach paragwajskich.
Janusz: Przymiarkę robię. Jak wyglądam? Piękny strój, prawda?
Ferdek: (sarkastycznie) Zajebisty. Żegnam.
Ferdek urażony idzie do siebie, tymczasem z klatki schodowej wychodzi Boczek.
Boczek: O! O! O! Panie Januszu, ładna koszulina, panie. Taka obcojęzyczna, w mordę jeża.
Janusz: Paragwajska.
Boczek: Właśnie, panie Januszu, ja żem się spytać przyszedł, czy by mnie pan na tego mecza nie zaprosił co go grać mają. Polska-Paragwaj.
Janusz: No, w zasadzie, no... Nie bardzo.
Boczek: Panie! Ale ja mam telewizor rozdupcony, gówno se obejrzę.
Janusz: No... Ja nic na to nie poradzę, wie pan?
Boczek: A przez dziurkie od klucza jakbym se mógł patrzeć?
Janusz: A przez dziurkę to i proszę bardzo. No! Jutro wielki dzień, trzeba naszykować coś na ząb. Do widzenia.

Scena 8

Pod drzwiami Paździochów klęczy Boczek i patrzy przez dziurkę od klucza. Tymczasem w mieszkaniu Paździochów Janusz w stroju paragwajskim i Marian w berecie z naszytą flagą Paragwaju siedzą obróceni w stronę telewizora i z dużą niecierpliwością czekają na mecz. Przychodzi Helena i kładzie na stół miskę z chipsami.
Helena: Marian, tylko się nie nażryj tego, bo znowu obstrukcji dostaniesz i będę wysłuchiwała skarg z całej kamienicy, że sracz zajęty. Ty już swoje lata masz, uważaj lepiej.
Paździoch: Spokojnie.
Helena odchodzi, a Marian wydobywa spod kanapy dwa piwa i cichaczem daje jedno Januszowi. Janusz sprawdza godzinę na zegarku.
Janusz: 19:55! Jeszcze pięć minut!
Tymczasem ukazuje się salon w mieszkaniu Kiepskich. Ferdek i Walduś siedzą w fotelach, na stole stoją szklane butelki coli. Na kanapie siedzą Halina, Mariola i Jolasia.
Halina: No, jełopie. Przynajmniej piwska nie chlacie. Tak to będzie kulturalna rozrywka. A nie libacja alkoholowa.
Ferdek: Halinka, nie bój żaby! Ja to mecza dla przyjemności oglądam, a nie dla wypicia, prawda Walduś?
Walduś: No jasne, tatu! Kokokakola amerykańska to najlepsza jest!
Jolasia: To wy pretensji bynajmniej mieć nie będziecie, jak i ja się poczęstuję i butelkę z napojem ku ustom skieruję.
Jolasia sięga po butelkę i otwieracz, otwiera sobie colę i zaczyna pić.
Jolasia: Dziwny smak, bynajmniej nie cola, a podróbka jakaś chińska. Ty to Waldemar gustu nie masz i cienki jesteś we wszystkich sprawach, erotycznych również.
Walduś: E, Jolanta! Cicho być, no!
Halina: Walduś, napij się kompoc... Napij się coli, bo jest a zaraz nie będzie.
Walduś: A z przyjemnością, z przyjemnością.
Mariola: Ja nie wiem, co was w tych meczach interesuje. Nudne to.
Walduś: Ta? To po co oglądasz, co?
Mariola: Jak po co? Zasięg najlepszy jest.
Mariola grzebie coś w telefonie.
Ferdek: No! No kurde zaczyna się, Walduś! Zaczyna się! Wyciągaj szalika!
Walduś wyciąga dwa szaliki w polskich barwach jeden dla siebie, jeden dla Ferdka.

Scena 9

Korytarz. Ferdek i Walduś w polskich szalikach stoją przy kiblu. Janusz podpiera się o ścianę, Marian siedzi sobie na stołku i czyta jakieś pismo o tematyce sportowej (oczywiście w swoim sławetnym berecie). Z klatki schodowej wychodzi Boczek z garnuszkiem i łyżką.
Boczek: Bigosa żem se przyniósł, na drugie połowę!
Ferdek: Ta? A gdzie pan oglądasz, jak pan masz telewizor niedziałający. (śmiech)
Boczek: Jak gdzie. U Paździochów se oglądam normalnie, przez dziurkę od klucza. Ekrana to za bardzo nie widać, ale jak się ucho przyłoży, to słychać, w mordę jeża.
Ferdek: Panie Januszu, ja jestem zawiedziony jak można kibicować obcej, panie obcojęzycznej drużynie, kiedy na meczu naszym gra POLSKA NARODOWA reprezentacja. TO JEST WSTYD I HAŃBA!
Janusz: Panie Ferdku, proszę się nie unosić! To moja osobista sprawa komu będę kibicował. Paragwaj grał lepiej.
Boczek: Tak samo se grali, bo zero do zera było.
Ferdek: I TAK NIE BĘDZIE PANIE BOCZEK. Bo Polska wygra i ament! Koniec tematu.
Walduś: No! We Paragwaju to oni se nie potrafią grać normalnie!
Janusz: Czy ja komuś zabraniam kibicowania? Wychowywałem się w Paragwaju, więc kibicuję PARAGWAJOWI.
Ferdek: ALE MÓWISZ PAN PO POLSKU I WE WROCŁAWIU PAN JESTEŚ MIEŚCIE RDZENNIE POLSKIM OD SETEK LAT!
Janusz: No nie byłbym tego taki pewien, panie Ferdku. Poza tym nie bawmy się w jasnowidzów. Druga połowa zdecyduje kto miał rację. I kto grał lepiej, a kto w tym meczu nie dał rady.
Ferdek: Tu jest polski dom i polska rodzina! Do Paragwaju se pan jedź mecza oglądać.
Janusz: Przepraszam najmocniej. Czy ja coś robię nie tak? Idę, idę do siebie bo mnie tu rozedrą na strzępy i zjedzą.
Janusz wchodzi do siebie.
Paździoch: PRECZ Z KOMUNĄ!

Scena 10

Kuchnia Kiepskich. Halina, Helena, Jolasia i Mariola siedzą przy stole i jedzą ciasto. W tle słychać okrzyki kibicowania.
Helena: Nie wiem jak pani, pani Halinko, ale ja już mam tego &%$#! dość. Darli się jak zarzynane świnie. Mogłam obu na zbity pysk wykopać z chałupy i drzwi na klucz zamknąć. A wie pani, ile pracy poświęciłam, aby naszyć na ten beret cholerną naszywkę z flagą Paragwaju?
Halina: Ja panią zupełnie rozumiem, pani Helenko. ZUPEŁNIE. Ale przynajmniej u mnie alkoholu nie chleją.
Helena: A u mnie to jeden z drugim już dwa piwa wy...
Jolasia: A ja nie wiem bynajmniej, czy w tej coli alkoholu nie wypiłam i się nim nie odurzyłam.
Halina: No ale co ty gadasz dziecko, cola jak cola. Weź mi pokaż butelkę. Masz coś tam jeszcze?
Jolasia wyjmuje spod stołu butelkę z resztką coli. Halina sprawdza zapach zawartości.
Halina: Wóda! No normalnie wóda!
Halina wybiega z kuchni do salonu, a Jolasia zaczyna się śmiać. Halina staje przed Ferdkiem i wymachuje mu butelką przed oczami.
Ferdek: Idź, no Halincia, WALDUŚ! PATRZ! DALEJ DALEJ DALEJ! ASZ! Halincia, nie przeszkadzaj no!
Halina: COLA? TAK? COLA? WÓDKĘ NALALIŚCIE DO ŚRODKA! ABY SIĘ ODURZYĆ! WY TO OBAJ JESTEŚCIE Z OJCEM TACY SAMI! PIJAŃSTWO I NIERÓBSTWO! WYŁAZIĆ MI STĄD, ALE JUŻ!
Halina wyłącza telewizor.
Ferdek: Zara! Zara! Co jest, kurde!
Halina: Nie będzie mi tu chlania! WYŁAZIĆ, na korytarz!
Z kuchni wychodzi Helena.
Helena: JA TEŻ PÓJDĘ I WYŁĄCZĘ IM TO DZIADOSTWO. NIE BĘDZIE U MNIE CHLANIA POD WIECZÓR. DO ROBOTY JUTRO TRZA WSTAWAĆ!
Ferdek: W TAKIEJ SYTUACJI, KURDE! WALDUŚ! IDZIEMY STĄD!
Walduś: Tak, kurde! Idem i nie wiem kiedy wrócem!

Scena 11

Mieszkanie Paździochów. Helena wbiega do pokoju i zdejmuje Marianowi beret z głowy, jednocześnie wyłącza telewizor.
Helena: KONIEC! DOŚĆ MAM JUŻ TEGO CHLANIA I WPIEPRZANIA! MARIAN, JANUSZ! NA KORYTARZ! A TO BERECISKO NIE BĘDZIE DŁUŻEJ...
Paździoch: Heeeelena!!! TYLKO NIE MÓJ BERET!
Zdenerwowana Helena ciska beretem o podłogę.

Scena 12

Korytarz Kiepskich. Janusz, Marian, Ferdek, Walduś i Boczek stoją koło kibla zamyśleni.
Janusz: Tak więc skończyliśmy... Nie dowiedziawszy się o wyniku meczu.
Boczek: Ja to se jutro sprawdzę i będę wiedział, o!
Ferdek: Pan jesteś grubas i pustak panie i tu się normalnie emocje sportowe liczą, a nie wynik.
Boczek: E! Nie obrażaj pan, dobre? Bo ja se jutro po naprawę dzwonię i ja se będę miał telewizora chodzącego, a wy to się tutaj płaczta na korytarzu! Bo was żoneczki szybko do domu nie wpuszczą!
Boczek wychodzi z korytarza.
Janusz: Szkoda mówić, panie Ferdku. Szkoda mówić. Emocje nigdy nie wrócą.
Ferdek: No.
Janusz: Spotkał nas ten sam los, panie Ferdku. Wie pan co? Teraz mi już wszystko jedno.
Ferdek: No! Nie chce się teraz paragwajować, co? (śmiech)
Janusz: Bo widzi pan... Jacy z nas fani? Stoimy sobie tu, pod publiczną toaletą, wygonieni z domów, zamiast na stadionie.
Ferdek: Panie, pić mi się chce.
Janusz wyjmuje z kieszeni małpkę wódki i podaje ją Ferdkowi. Ten wypija część i oddaje Januszowi. Ten również to czyni. Ferdek i Janusz podają sobie ręce jak na sąsiadów przystało.
THE END.
Pozdrawiam, życzę szczęścia, zdrowia i pomyślności. A poza tem - zapraszam do czytania moich scenariuszy ;-)
Owca
Edzio Listonosz
Edzio Listonosz
Posty: 16
Rejestracja: 2019-08-29, 20:03

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: Owca » 2019-09-11, 14:06

Fajny i przemyślany scenariusz z tematem "na czasie"- eliminacje do Mundialu :-) Język bohaterów dobrze odwzorowany.

Plusy:
+Boczek oglądający TV u Kiepskich- jak w odcinku "Telewidz"
+Występ Pupcińskich- nawet nie irytowali
+Coca cola z wódką i odkrycie podstępu przez Jolasię i Halinę+reakcja Haliny
+Przygotowania Paździochów do meczu +Boczek oglądający mecz przez dziurkę od klucza
+Wspomnienie listonosza Edzia- jednej z najważniejszej postaci tego serialu
+Występ Haliny
+Paździochowa wyrzucająca Mariana i Janusza z mieszkania
+Zakończenie

Neutral:
*Występ Badury

Minusy:
-Chamskie zachowanie Ferdka wobec Boczka oraz Janusza- każdy ma prawo do kibicowania komu chce i nikt nie może się do tego wtrącać
-Denerwująca Mariolka- można nie przepadać za meczami, ale bez przesady

Moja ocena za scenariusz to 9/10.
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1335
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: Mungo Jerry » 2019-09-11, 14:57

Całkiem okej scenariusz. Ale w poprzednich pracach bardziej podobało mi się trzymanie koncepcji nowych sezonów bardziej sztywno. Tutaj troszkę to rozjechaleś ale wyszlo sympatycznie. W zasadzie większość rzeczy na plus ale wyszczegolnie Boczka oglądającego mecz przez dziurkę od klucza :lol: i beret Paździocha z flagą Paragwaju. Fajne też wspomnienie Edzia listonosza choć scena z Badura sama w sobie taka se.

Cały motyw podmiany wódki na cole nie jakiś porywający ale oryginalny. Zakończenie tez takie troszkę niemrawe. Ale ogólnie czytało się bardzo przyjemnie więc dam 8.5/10
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
MrOLX
Mariolka
Mariolka
Posty: 51
Rejestracja: 2019-08-14, 08:25
Lokalizacja: Warszawa

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: MrOLX » 2019-09-14, 22:28

Dobrze, mam wenę więc napiszę, póki nie ucieknie :-D

Mam wielki i nieoceniony zaszczyt przedstawić szacownemu Państwu scenariusz do serialu drzewiej zwanego "Kiepskich Świat", a tytuł jego:
SZLACHCIURA

Występują:
-Ferdynand Kiepski
-Halina Kiepska
-Mariola Kiepska
-Waldemar Kiepski
-Jolasia "Pupcia" Kiepska
-Marian Paździoch
-Janusz Paździoch
-Helena Paździoch
-Arnold Boczek
-Staś, właściciel sklepu

Ferdek czyta artykuł o potomkach szlachty, chcących odzyskać swoje dawne posiadłości ziemskie. Skuszony możliwością zysku, zamierza kupić sobie tytuł szlachecki...

Scena 1

Korytarz Kiepskich. Ferdek zmierza do prywatnej publicznej toalety, nagle zauważa Janusza, który umieszcza koło drzwi kibla stojak na gazety.
Janusz: O! Witam pana Ferdynanda. Proszę zobaczyć! Wspaniały pomysł, nieprawdaż?
Ferdek: Dzień dobry. A co to jest?
Janusz: Panie Ferdku. To jest stojak na prasę krajową i zagraniczną. Każdy zainteresowany przed wejściem do toalety będzie mógł sobie wziąć a potem oddać! Praktyczne i przyjemne, prawda?
Ferdek: No wie pan panie Januszu... No praktyczne może i panie tak, ale przyjemne... No tu to kurde nie bardzo, wie pan?
Janusz: Ależ dlaczego, panie Ferdku?
Ferdek: No bo jak weźmiesz pan gazetkie do kibla nie? Weźmiesz pan zrobisz wiadomo wypróżnienie, a potem tą gazetkią wiadomo... podtarcie to potem tak nieestetycznie to będzie wyglądało.
Janusz: Ale jakie podtarcie, panie Ferdku?
Ferdek: No jak jakie, normalnie panie podtarcie po czynności prawda fizjologicznej.
Janusz: (śmiech) Ale panie Ferdku, to nie będzie prasa do podcierania się! Żyjemy w dobie papieru toaletowego.
Ferdek: No to po gówno te papiry tutaj?
Janusz: Do lektury podczas czynności fizjologicznej.
Ferdek: A! (śmiech) No tak panie Januszu, no no. To wie pan, dobrego pan masz pomysła! Dobrego. Bo ja to normalnie czasu na czytanie prasy poważnej... Ni mam!
Janusz: A cóż tak pana zajmuje, jeśli wolno wiedzieć?
Ferdek: E! Co pana to gówno obchodzi. W ogóle gdzie te gazety są, to puste jest wszystko. Tylko się człowiek potknie, czaskie rozwali i ament.
Janusz: Troszkę cierpliwości!
Janusz wchodzi do swojego mieszkania, po chwili wraca z całym stosem gazet i zaczyna wkładać je do stojaka.
Janusz: Wszystkie ulubione tytuły mieszkańców. Tele Srele, Gazeta Publicystyczna, Sexolatka, Walczący Katolik...
Ferdek: O! I to jest panie prasa kurtularna narodowa, to poczytne jest panie, pouczające.
Janusz: A tu mam coś dla pana. Powinno przypaść panu do gustu.
Janusz wręcza Ferdkowi "Polskie Życie". Na okładce staropolski sarmata z szablą i krzykliwy nagłówek: POTOMKOWIE SZLACHTY CHCĄ ODZYSKAĆ POSIADŁOŚCI!!!
Ferdek: O! O! To ja se bardzo chętnie to poczytam, bo panie mnie się chce.
Janusz: No to życzę miłej lektury.
Ferdek wchodzi do WC, a Janusz do mieszkania.

Scena 2

Korytarz Kiepskich, noc. Otwierają się drzwi od klatki schodowej. W piżamie, na palcach do stojaka z gazetami podchodzi Arnold Boczek. Szpera chwilę w tytułach, po czym wyciąga "Sexolatkę".
Boczek: O w mordę jeża! Jest!
Boczek chowa świerszczyka pod koszulą nocną i już kieruje się w stronę klatki schodowej, kiedy to nagle z toalety wychodzi Ferdek.
Ferdek: O! Co pan tu robisz? Trzecia w nocy jest, na górę do siebie, pan tu nie mieszkasz i pan dobrze wiesz o tym!
Boczek: A dobry wieczór, panie Ferdku. Ja żem se tylko przyszedł do toalety, o!
Ferdek zaczyna wnikliwie przyglądać się sąsiadowi.
Ferdek: Co pan tam trzymasz?
Boczek: Co, jak? Ja nic se nie trzymam, normalnie. Omama masz pan wzrokowego, bo ciemno jest!
Ferdek: No jak mam, jak nie mam! Panie Boczek! Pokaż pan co pan tam masz, kurde!
Boczek: Ale jak ja se nic nie mam, w mordę jeża!
Boczek próbuje poprawić gazetę pod koszulą nocną, ale efekt jest odwrotny i ta spada na ziemię.
Ferdek: O! Prasę się kradnie, erotyczną! Ja pana pozwię do prokuratury bo pan żeś kradzieży dokonał dobra publicznego, pan jesteś ZŁODZIEJ I EROSOMAN PANIE!
Nagle z mieszkania Paździochów wychodzi Helena.
Helena: CO TO ZA KRZYKI DO JASNEJ CHOLERY! TRZECIA W NOCY! NIE DRZEĆ SIĘ, DO CHOLERY JASNEJ!!!
Obok Heleny pojawiają się Janusz i Paździoch.
Janusz: Co to za krzyki, ludzie chcą spać!
Wtem od Kiepskich wychodzą Halina i Mariola.
Halina: Ferdek! Co to za darcie, powiedz ty mi! JA JUTRO WSTAĆ MUSZĘ DO PRACY, ABYŚ MIAŁ CO ŻREĆ JEŁOPIE. DRZESZ SIĘ KASTROWANY BARAN!
Nagle wszyscy spoglądają na Boczka i gazetkę pod jego nogami.
Halina: O! Pan Boczek. No co jak co, ja mogę zrozumieć, że pan bierzesz gazety na noc. ALE EROTYCZNE?!
Helena: ZŁODZIEJ! ZWYKŁY ZŁODZIEJ!!!
Paździoch: Grubas pornograficzny.
Boczek: E! Panie, nie obrażaj pan, dobre? Bo ja normalnie se potrzebę mam, jak i wy!
Janusz: Zasadniczo w takiej sytuacji należy udać się do kiosku. No widzicie państwo, co za pokaz braku rozumu i inteligencji.
Zawstydzenie Boczka osiąga szczyt. W końcu wybiega na klatkę.

Scena 3

Salon Kiepskich. Narada sąsiedzka przy herbacie. Wszyscy piją herbatkę, oprócz Ferdka, który pije piwo. Są Ferdek, Halina, Mariola, Helena, Marian i Janusz. Ten ostatni czyta gazetę, którą dał Ferdkowi do toalety.
Ferdek: Chamstwo! Chamstwo! To jest złodziej, świnia i EROSOMAN.
Janusz: Stojak na gazety był inicjatywą sąsiedzką, dla sąsiadów, do zwrotu po skorzystaniu z toalety. To nie biblioteka.
Ferdek: No jak nie jak tak! I to się doniesie do prokuratury, pójdzie siedzieć. PÓJDZIE SIEDZIEĆ!
Halina: Co pójdzie siedzieć. Co pójdzie siedzieć. Za co? Za kradzież gazetki erotycznej?
Janusz: W ogóle czytał pan już ten artykuł, niech pan spojrzy... O potomkach szlachty.
Ferdek: Panie, co mnie teraz gówno szlachta interesuje. Teraz mnie interesuje ARNOLD BOCZEK.
Halina: A ja uważam, żeby pana Arnolda zostawić w spokoju. Ma coś nie halo pod czaszką, więc to uszanujmy. Nikt z nas jeszcze nie ucierpiał przez chwilowe przywłaszczenie jakiegoś pisemka erotycznego.
Janusz: No! Ja już będę szedł, muszę zdążyć do kiosku, kupić świeżą prasę toaletową. Panie Ferdku, chce pan tę gazetę? Jest z zeszłego tygodnia, zaraz będzie nowy numer.
Ferdek: A tam, co tam. Dej pan.
Janusz wręcza Ferdkowi "Polskie Życie"

Scena 4

Sypialnia Kiepskich, scena łóżkowa. Ferdek czyta "Polskie Życie", a Halina próbuje zasnąć.
Halina: Ferdek? Coś ty się nagle taki czytelnik zrobił?
Ferdek: Halincia, nie przeszkadzaj ty mię, bo ja se czytam artykuła poważnego.
Halina: Tak? A o czym ty tam czytasz?
Ferdek: Czytam sobie, Halincia o szlachcie naszej polskiej, co jej nie chcą dworów ich własnych oddać, kurde.
Halina: Co takiego?
Ferdek: No żyją se normalnie potomkowie szlacheccy, chcą odzyskać dawne dworki swoje polskie, a tu magisterek jeden z drugim mówią, że gówno dostaną, bo prywatyzancja jest kurde.
Halina: Phi! Znalazła się szlachta zasrana. Weź Ferdek nie czytaj takich durnot, bo do końca zdurniejesz.
Ferdek: Halincia, ale to mądre rzeczy są!
Halina: Ty mnie weź nie rozśmieszaj. Arrivederci Roma! No!
Ferdek z niechęcią odkłada gazetę, a Halina gasi światło.

Scena 5

Korytarz Kiepskich. Z klatki schodowej wychodzi Ferdek w bardzo, ale to bardzo kiczowatym stroju sarmaty. W ręku trzyma jakiś świstek. Z mieszkania Paździochów wychodzi Helena i na widok Ferdka zaczyna się śmiać. Tymczasem przy stojaku z gazetami klęczy Janusz i montuje przy nim jakiś mechanizm. Gdy tylko słyszy śmiech Heleny, odwraca się i zauważa Ferdka. Ten wyjmuje plastikową szablę i zaczyna wymachiwać nią w powietrzu. Wtem na korytarzu pojawia się Boczek.
Boczek: Ooo! Dzień dobry panie Ferdeczku! A co to się żeśta tak wystroili? Na bala maskowego pan idziesz?
Ferdek: Panie Boczek! Nie waż się pan do mnie odzywać w ten sposób, kurde!
Boczek: A, niby dlaczego, o!
Ferdek: Bo ja żem jest teraz szlachcic Ferdynand Kiepski!
Janusz i Helena zaczynają się śmiać.
Janusz: Panie Ferdku, to nie ta epoka!
Ferdek: Jak nie jak tak, kurde! Szlachcic jestem, wąsa mam, pas koturnuszowy se mam, dokumenta se mam, kurde!
Ferdek pokazuje Januszowi "dokument". Jest tam bardzo kiczowato napisany certyfikat: "Poświadcza się, że właściciel tego certyfikatu, pan (.............) (tutaj długopisem wypisano niedbale Ferdynand Kiepski) posiada pełnoprawny stan szlachecki"
Janusz: Panie Ferdku, proszę mi nie mówić, że zniżył się pan do poziomu pana Boczka! (śmiech)
Boczek: E! Panie! Nie obrażaj pan, dobre?
Ferdek: Panie, ale to se można chałupę mieć! Dwór! I to panie prawnie i legalnie!
Janusz: Nikt panu nie uwierzy.
Boczek: Panie! Dokumenta se pan posiadasz?
Ferdek: A posiadam se prawda i tytuł se też posiadam dozgonny!
Boczek: O! Ale panie Januszu, to certyfikat jest! To normalnie legalnie podbudowane jest! A co tutaj montujeta?
Janusz: Drzwiczki na stojak. Otwierane na kluczyk. Aby nikt taki JAK PAN nie kradł więcej prasy.
Ferdek: Właśnie. I jakem szlachcic, panie, mówię panu tera żeby pan WYPIERDZIELAŁ STĄD w podskokach.
Boczek: A WEŹTA SIĘ OBSRAJTA WE TYM KIBLU!
Boczek wychodzi na klatkę i trzaska drzwiami.

Scena 6

Kuchnia Kiepskich. Noc. Ferdek i Walduś siedzą przy stole. Ferdek nalewa po kieliszku dla siebie i syna.
Ferdek: No, synek! Chluśniem, bo uśniem!
Wypijają swoje.
Walduś: Tatu! A ty to se tak normalnie wierzysz, że ty tytuła masz szlacheckiego legalnie?
Ferdek: Walduś... Jak tak jak nie. Ja żem to zrobił dla piniędzy.
Walduś: Ale jak ojciec dla piniędzy?
Ferdek: Cycu! Tera to te wszystkie szlachcice chcą odzyskać dawne swoje posiadłości, nie?
Walduś: No... No... No... No niby se chcą, nie?
Ferdek: O! O właśnie! I ja jak se będę szlachciura, synek to se weznę, dworek se odzyskam, sprzedam, kurde i będziemy mieli piniędzy potąd! Potąd Walduś!
Walduś: Ojciec... Ty to już za stary na takie rzeczy jesteś.
Ferdek: Synek! Nie bój żaby! Ja w tytuła nie wierzę. Ale ja w piniądz wierzę, bo piniądz rządzi światem. No, rozumiesz?
Walduś: No jak nie, jak tak!
Ferdek: No, to skiknij po kiszone, bo kieliszki napełnione (śmiech)
Walduś idzie do lodówki, a Ferdek nalewa drugą kolejkę.

Scena 7

Korytarz Kiepskich. Ferdek wychodzi z mieszkania Paździochów z Januszem.
Janusz: No! Po tym co mi pan powiedział, cofam swoje słowa. Ale ostrzegam pana: To jest bardzo, ale to bardzo, ale to BARDZO ryzykowne. Mój kolega w Paragwaju poszedł za takie coś za kratki. I dotąd siedzi, wie pan?
Ferdek: Panie! Nie pierdziel pan, tylko powiedz jak taki o! Dworek wiejski se zdobyć.
Janusz: No przede wszystkim musi pan znaleźć interesujący budynek i udowodnić na drodze sądowej, że jest pan jego prawowitym właścicielem.
Wtem z klatki wychodzi Boczek w jeszcze bardziej kiczowatym niż Ferdka stroju sarmaty, w ręku ma identyczny świstek. Zaczyna wymachiwać szabelką nawet nie z plastiku, a z kartonu.
Boczek: Dzień dobry panie Ferdku! I co! Ja żem teraz też se jest szlachciura, w mordę jeża. I papira se mam, centryfikata. I szabelkie, panie! I wąsa se posiadam! I tera panu żal dupę ściska! I ja żem se tera jest wysoko urodzony!
Janusz zaczyna się dławić ze śmiechu. Boczek pokazuje Ferdkowi "certyfikat". Jest identycznej treści, tylko zamiast "Ferdynand Kiepski" jest napisane "Arnold Boczek". W końcu Janusz przestaje się śmiać.
Janusz: Panie Boczek, a skąd pan ma ten certyfikat?
Boczek: Jak skąd se mam, panie. Ze bazarku. Za dwadzieścia dwa złote, panie! A kostiuma żem dostał jeszcze w cenie.
Janusz: Szabla... Też?
Boczek dumnie pokazuje szablę z kartonu.
Boczek: Szabelka też, panie Januszu! I ja se teraz mogie wszystko i se do kibla pójść i se gazetę wziąć, bo ja żem szlachta jest!
Janusz: No, obawiam się, że to wykluczone. Nie ma pan kluczyka do stojaka.
Boczek zasmucony spogląda na zamknięty stojak i wychodzi z korytarza.

Scena 8

Salon Kiepskich. Obiadek. Tradycyjnie Ferdek, Halina, Walduś, Mariola i Jolasia. Wszyscy jedzą schabowe.
Halina: Ja ciebie Ferdek tylko informuję, że ja w twoim durnym przedsięwzięciu nie biorę udziału.
Ferdek: Halincia, nie czarnowidz, nie czarnowidz. To jest wszystko ułożone wzorowo! WZO-RO-WO!
Mariola: Ojcu to już zupełnie odpierdzieliło.
Ferdek: MILCZ! Ja ci teraz oświadczam, że jak dwór będzie mój, to ty najmniejszą część zysków z niego dostaniesz!
Mariola: Dżizys, co mnie jakiś dwór obchodzi.
Halina: Właśnie, Ferdek. Ja rozumiem mieć jakiś szalony pomysł. Ale to jest samobójstwo! Biurokratyczne samobójstwo!
Mariola: Przecież nikt się na taki świstek nie nabierze. A w ogóle o jaki dwór chodzi?
Ferdek: Cycu! Pokaż no!
Walduś pokazuje wszystkim na telefonie zadbany, szlachecki dworek.
Ferdek: Dworek, Halinkia proszę ja ciebie idealny, wartość nominalna - milion, rejon - Poznań.
Halina: Poznań... Poznań! (śmiech) Najeździsz się a najeździsz.
Jolasia: Ale dwór ten bynajmniej milion kosztuje, a mało kto taką kwotą dysponuje. No szczególnie ty, Waldemar.
Walduś: E! Jolancia, nie przesadzaj!
Halina: Właśnie, Ferdek! To drogie rzeczy. Nawet jak jakimś cudem zdobędziesz ten cholerny dworek to nikt go od ciebie nie kupi.
Ferdek: Jeszcze się okaże!

Scena 9

Kuchnia Kiepskich, noc. Ferdek, Janusz i Marian siedzą przy wódce. Ferdek nalewa.
Ferdek: Na jedną nogię, bo jej ruszyć nie mogię! Zdrowie!
Sąsiedzi wypijają do dna i odstawiają kieliszki. Janusz wykłada na stół wydrukowane zdjęcie dworku pod Poznaniem, wyjmuje czarny marker.
Janusz: Panie Ferdku. Jak mówiłem jest to rzecz bardzo, ale to bardzo ryzykowna i niebezpieczna. Jeżeli jednak nie boi się pan ryzyka, trzeba podjąć trud przejścia przez labirynt biurokracji. Większość nie uzna pana "certyfikatu" za prawdziwy. Drugie tyle będzie przeciwko przyznaniu panu tegoż dworu. Będzie musiał pan załatwić fałszywych świadków i wyłożyć na stół nieco pieniędzy.
Ferdek: E! Panie! To ja pieniądze dostać mam kurde, a nie im płacić.
Janusz: Cierpliwości! Ja wiem, że pan chce zarobić i się nie narobić, ale nie wszystko jest możliwe od razu. Sporządźmy może małą mapkę myśli...
Janusz rysuje coś po kartce markerem.
Ferdek: Panie, nie pierdziel pan, tylko ile to będzie kosztowało, kurde?
Janusz: Będę szczery... Sporo. Nawet kilkanaście tysięcy. Ale idąc pańskim rozumowaniem, powinno się zwrócić. Wszak nie po to tu jesteśmy, aby wydoić od pana pieniądze.
Paździoch: Nie tym razem przynajmniej!
Ferdek: Co pan nie powiesz, panie Paździoch...
Janusz: Musimy zacząć działać od jutra. Proponuję znaleźć na aukcji internetowej prawdziwy strój sarmaty. Mógłby pan udowadniać, że to ubiór pana przodka. Bo na to, w co się pan ubrał na korytarzu uwierzyć może tylko taki przygłup jak Arnold Boczek.
Ferdek: Panie Januszu... Ile?
Janusz: No cóż...
Janusz zaczyna coś notować na papierze.

Scena 10

Sklep "U Stasia". W kolejce stoją Boczek, Ferdek i Paździochowa. Ten pierwszy jest w swoim tandetnym stroju szlacheckim.
Staś: To co dla pana?
Boczek: Jak co? Jak co? To co zwykle mi dajta. Kiełbasy krakowskiej 20 deko, wiejskiej pół kilo! I wino truskawkowe.
Staś pakuje Boczkowi zakupy.
Staś: Dwadzieścia trzy.
Boczek: Wiela?
Staś: Dwadzieścia trzy! Głuchy pan?
Boczek: Panie! Ja żem jest szlachcic, ja nie płacę! O! Ja żem se posiadam dowoda, certyfikata!
Ferdek: E! Panie Boczek! Płać pan! Pan jesteś złodziej i erosoman, PŁAĆ PAN!
Helena: Właśnie, kuźwa! Bo jak nie to po policję zadzwonię!
Boczek: Gówno mi zrobita, ja żem se teraz jest szlachta i mnie możeta wszyscy w dupę pocałować! A to, to ja se bierę!
Boczek porywa reklamówkę z lady, na szczęście Staś zdołał mu ją wyrwać z rąk.
Staś: DWADZIEŚCIA TRZY, NO DO JASNEJ CHOLERY!
Boczek spogląda chwilę na Stasia, a później na sąsiadów i produkty w reklamówce. Bardzo, ale to bardzo niechętnie wyjmuje z kieszeni pieniądze i wręcza je Stasiowi.

Scena 11

Salon Kiepskich. Janusz i Ferdek siedzą w fotelach. Na stole stoi bardzo misternie wykonany strój szlachecki. Janusz okiem eksperta ogląda nabytek.
Janusz: Cena boli, ale te detale! Ten pas kontuszowy! Widział pan kiedyś piękniejszy pas kontuszowy! To już może kogokolwiek przekonać.
Ferdek: To co? Idziem do sądu grodzkiego, kurde?
Janusz: (śmiech) Nie tak szybko, panie Ferdku. Musimy jeszcze załatwić wieeeeele spraw. Myślę, że cały proces może potrwać do trzech-czterech lat.
Ferdek: Co? ILE?
Janusz: Trzy-cztery lata (śmiech) Chyba nie myślał pan, że wszystko przyjdzie tak od razu?
Ferdek: Panie... Zabieraj pan to.
Janusz: Że... co proszę?
Ferdek: Panie! Jak tak to nie.
Janusz: Co... Jak?
Ferdek: Co? GÓWNO. Koszta pan ode mnie wyłudzasz! Koniec! KONIEC! Rozumie pan?! KONIEC TEMATU. JAK JA MAM PANU PŁACIĆ CZTERY LATA, TO JA KURDE KOŃCZĘ. AMENT!
Ferdek wyjmuje z kieszeni swój certyfikat i drze go na strzępy.

Scena 12

Korytarz Kiepskich. Przed kiblem stoi Helena, za nią Boczek w szlacheckim stroju, a za nim Halina.
Helena: Pieprzona obstrukcja. A mówiłam mu, aby nie żarł na noc.
Boczek: E! To jak ja se czekać muszę, to dajta mi gazetkię! Sexolatkę, o! Ja se weznę, poczytam we domu i se oddam!
Helena: Chyba się panu śni, panie Boczek. I nie rozśmieszaj mnie pan tym swoim kostiumem! Na górę, srać do siebie!
Boczek: E! Ładniej trochę, dobre? Bo ja żem se teraz jest szlachta i ja uprawnienie mam, w dupę węża!
Halina: Dobra, panie Boczek! Dosyć tego dobrego! Na górę, ale już!
Z mieszkania wychodzi Ferdek i podchodzi do Boczka.
Ferdek: Na górę, wypierdzielaj pan. JUŻ!
Boczek: Panie! Ja żem jest szlachcic jak pan! I ja se prawa mam jak pan!
Ferdek wyrywa z rąk Boczka certyfikat i drze go na strzępy.
Ferdek: No. Na górę. Już. Wypierdzielać. Już.
Boczek zbiera z ziemi resztki certyfikatu i jest bliski płaczu. Wychodzi na klatkę, wygrażając sąsiadom.
Halina: A coś ty nagle, Ferdek front zmienił, co?
Wtem z toalety wychodzi Paździoch.
Paździoch: Wie pani czemu? Bo szlachectwo, pani Halino, ZO-BO-WIĄ-ZU-JE!

THE END.
Pozdrawiam, życzę szczęścia, zdrowia i pomyślności. A poza tem - zapraszam do czytania moich scenariuszy ;-)
Owca
Edzio Listonosz
Edzio Listonosz
Posty: 16
Rejestracja: 2019-08-29, 20:03

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: Owca » 2019-09-15, 15:05

Świetny pomysł na scenariusz. Dużo śmiesznych momentów w tym odcinku.

Plusy:
+Ferdek i Waldek razem w jednej scenie- jak za dawnych czasów świetności serialu
+nawiązanie do gazetek Boryska- "Sexolatka" i "Walczący Katolik"
+próba kradzieży "Sexolatki" przez Boczka i awantura na korytarzu
+artykuł o szlachcie
+obiadek- nawet dobrze rozegrana ta scena, Jolasia zbytnio nie denerwowała
+Ferdek i Boczek jako szlachta
+stojak na gazety przy WC
+plany uznania certyfikatu poświadczający stan szlachecki
+scena w sklepie
+zakończenie

Minusy:
brak

Język bohaterów został dobrze odwzorowany. Moja ocena za scenariusz to 10/10.
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1335
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: Mungo Jerry » 2019-09-15, 18:07

Dość ciekawy scenariusz. Jeszcze bardziej osadzony w stworzonym przez ciebie sezonie - ja tutaj czuję mieszaknę 5 sezonu z najnowszymi odcinkami. I zaskakująco jak ja nie lubię takich miszmaszów to wypada to dość przekonywująco i ja to kupuję.
Wątek półki z gazetami troszkę kopia telefonu w kiblu, ale powiedzmy, że tutaj się to spisało lepiej bo miało sens z fabułą. Ogólnie fabuła prosta, choć też lekko pogmatwana momentami budząca na myśl również troszkę akcje z 1 sezonu.
Dla mnie najlepszym momentem jednak była o dziwo rozmowa z Waldkiem, dość dobrze rozpisana scena czy też scena u Stasia (zwłaszcza Boczek panoszący się i próbujący zwiać :lol: )
Na minus troszkę słabe zakończenie. Wolałbym coś konkretniejszego.

Ogólnie dość nieźle, nie było kurczowego trzymania się schematu, ale nie wadziło - a wręcz nawet było na plus. Dam 9/10 ;-)
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Awatar użytkownika
MrOLX
Mariolka
Mariolka
Posty: 51
Rejestracja: 2019-08-14, 08:25
Lokalizacja: Warszawa

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: MrOLX » 2019-09-18, 22:36

A więc oto nowy scenariusz serialu dawniej zwanego "Kiepskich Świat". A tytuł jego:
CIEĆ

Wojewódzki konserwator zabytków postanawia raz na zawsze zakończyć z patologią dziejącą się w murach zabytkowych kamienic. Przybytek Kiepskich odwiedza pewna osoba...

Występują:
-Ferdynand Kiepski
-Halina Kiepska
-Marian Paździoch
-Janusz Paździoch
-Helena Paździoch
-Pani Konstancja Cieć
-Arnold Boczek

Scena 1

Korytarz Kiepskich. Pod kiblem tłoczą się sąsiedzi - Boczek, Marian, Janusz, Helena. Z mieszkania wychodzi Ferdek i nie kryjąc zaciekawienia podchodzi do grupki osób. Wszyscy czytają jakieś ogłoszenie na drzwiach WC.
Ferdek: Dzień dobry, a co tu stana wojennego wprowadzili, czy co że tak wszyscy się lampią?
Boczek: Panie! Bo tu normalnie afera będzie. Benkanenmachtunga se wywiesili, że ten konserwator zabytków...
Ferdek: Zara! Co! Jaki konserwator?
Boczek: Panie konserwator zabytków normalnie se wywiesił, że oni dość mają tej patologii we kamienicach i oni se będą nadzory prowadzić!
Ferdek: A co pan pieprzysz, dej pan przeczytać.
Ferdek spogląda na ogłoszenie. Jest tam napisane: W związku z rażącymi naruszeniami zasad współżycia sąsiedzkiego w zabudowie zabytkowej miasta Wrocławia, wprowadza się przymusowe nadzory mieszkańców kamienic w celu zapobiegania czynom wandalizmu i zniewagi dóbr budownictwa zabytkowego. Podpisano: Wojewódzki Konserwator Zabytków Jan Blokowisko.
Ferdek: Zara! ZARA KURDE! Co to! NADZORY POLICYJNE BĘDĄ W TYM DOMU?!
Janusz: Nie przesadzajmy, panie Ferdku.
Ferdek: Gówno, dupa panie Januszu! To jest jawne panie pogwałcenie naszych praw w tej kamienicy i ja to natychmiast zgłaszam prezesowi Kozło...
Helena: Gówno pan zrobisz. Kozłowski nie ma tu nic do gadania. Z resztą jest na wakacjach. Na Majorce. Nie mówił nic panu?
Ferdek: A może i nie mówił, a bo co?
Helena: Widać tak się interesuje panem i pańskim domem. Prezesik kuźwa.
Ferdek: PROSZĘ MNIE TU PREZESA KOZŁOWSKIEGO NIE OBRAŻ...
Wtem z klatki wchodzi na korytarz Halina z zakupami.
Halina: A co tu się do cholery wyprawia! Ferdek! To twoje darcie z parteru słychać!
Boczek: Pani Halineczko, bo tu se normalnie konserwatorek kamienic powiesił benkanenmachtunga, w mordę jeża. I nadzory będą!
Halina: Panie Boczek, jakie znów nadzory? O czym pan mówi?
Ferdek: NADZORY BĘDĄ HALINCIA W NASZYM PRYWATNYM DOMU!
Halina podchodzi do ogłoszenia i czyta treść.
Halina: No i BARDZO DOBRZE! Skończy się chlanie o trzeciej nad ranem, zaśmiecanie kibla, kradzież żarówek i libacje w piwnicy.

Scena 2

Mieszkanie Paździochów. Ferdek, Janusz, Marian i Helena siedzą w fotelach. Janusz przynosi herbatę.
Janusz: No! Herbateńkę, panie Ferdku?
Ferdek: A co tam, herbateńkę, sreńkę. Wódki byś pan przyniósł.
Janusz: Ale to herbata rumowa, prosto z Paragwaju! Posmakuje panu!
Ferdek: A to zupełnie, panie Januszu zmienia postać rzeczy, kurde!
Ferdek kosztuje herbaty i odstawia.
Ferdek: Ale panie Januszu, powiedz mi pan bo to zasadniczo rozbój jest panie i nikt kurde, nawet profesor prawda konserwator nie ma prawa rewizji nam robić we własnej chałupie.
Janusz: Zaniepokoję pana. Konserwator zabytków posiada pełnię uprawnień w ochronie mienia. Jeśli uzna, że palenie papierosów na klatce schodowej, czy na korytarzu zagraża budynkowi - może wdrożyć odpowiednie środki. Jeżeli puszki po piwie i butelki po alkoholu porozrzucane po podwórku, w jego mniemaniu będą szpeciły okolicę - może nawet wprowadzić na terenie kamienicy całościową prohibicję.
Ferdek: Ale jaką prohibincję, jak tu Polska jest i alkohol pić można.
Janusz: Niech pan się spyta konserwatora zabytków.

Scena 3

Korytarz Kiepskich. Boczek klęczy na posadzce i szoruje podłogę. Ze swojego mieszkania wychodzi Ferdek.
Ferdek: Panie, co pan tak szorujesz, kurde.
Boczek: Panie! Bo inspenkcja se będzie normalnie. I to za godzinę! I tu czystość musi być, bo eksmisja będzie na amen! Cieć ma być.
Ferdek: Co cieć. Jaki cieć. W ogóle co się pan interesujesz, pan tu nie mieszkasz, wypierdzielaj mi pan na górę i to na jednej nodze!
Boczek: E! Panie! Ja se tu też we tej kamienicy mieszkam jak pan! I jak tu cieć przyjdzie, a nasrane będzie to pan na śmietniku wylądujesz!
Ferdek: PANIE! NIE PIERDZIEL PAN! NA GÓRĘ, WYPIERDZIELAĆ!
Boczek: To sami se to szorujta!
Arnold wręcza Ferdkowi ścierkę i wychodzi.

Scena 4

Salon Kiepskich, obiadek. Siedzą wszyscy jak standardowo.
Ferdek: Mnie tu Halinka nikt nie będzie inspenkcji robić, mieszkanie się na klucza zamknie i ament!
Halina: To ci te drzwi wyważą, wiesz? Nakaz, to nakaz. Każą ci zrobić, ty jako PRZYKŁADNY OBYWATEL jak starasz mi się to udowodnić powinieneś prawa przestrzegać.
Ferdek: HALINCIA! Jakie prawo? Jakie prawo? To nachodzenie jest, nie prawo.
Walduś: To to normalnie, tatu naruszenie jest dobra prywatnego, o!
Ferdek: Cycu! Jak nie jak tak! I to się zgłosi, kurde.
Halina: Szkoda, że cię prezes Kozłowski teraz nie uratuje.
Ferdek: Ty mnie tu prezesa Kozłowskiego nie...
Nagle do mieszkania wbiega Boczek. Ferdek jest wściekły.
Ferdek: PANIE BOCZEK! JA ŻEM PANU COŚ MÓWIŁ! WYPIERDZIE...
Boczek: Panie! W mordę jeża, chodźta wszyscy bo zebranie jest! Inspenkcja se będzie! Obowiązkowe!
Halina: Inspekcja? Ta od konserwatora zabytków?
Boczek: Wszyscy se pod kibel mają se pójść.
Jolasia: To mnie to nie interesuje i mnie to nie obejmuje. Ja tu mieszkania swego nie posiadam i ja za czystość i porządek tu nie odpowiadam bynajmniej.
Boczek: Ale wszyscy mają być!
Ferdek: Ja se nigdzie nie idę, kurde!
Halina: IDZIESZ JEŁOPIE! JUŻ! ODSTAWIAJ PIWSKO! NO!
Mariola: No i co tam będą sprawdzać?
Halina: Wszystkiego dowiemy się na miejscu.

Scena 5

Korytarz Kiepskich. Pod kiblem w szeregu stoją: Ferdek i Halina, Marian i Helena, Walduś i Jolasia. Jedynie Mariola i Boczek i Janusz są bez pary, ale stoją koło siebie. Przez drzwi od klatki wchodzi niska, drobna kobieta w sukience o kroju nazwijmy to wojskowym. Kobieta wyjmuje notes i długopis.
Cieć: Moje nazwisko Konstancja Cieć, organ kontroli Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. CAAAAŁOŚĆ BACZNOŚĆ!
Należy napomnieć, że Cieć wymawia wszystko na zmianę w sposób zwyczajny, a raz w sposób wybuchowy.
Sąsiedzi nie bardzo stają na baczność.
Cieć: A cóż to... Czyżby sąsiedzi nie znali podstawowych rozkazów?
Ferdek: Bo mnie zasadniczo noga w biedrze boli i się wyprostować nie...
Cieć: MIIIIIILCZ! Czy ja się pytałam ciebie o zdanie? NIE! No! Wprowadzimy sobie porządeczek. Ładna kamieniczka, niczego sobie. Jedynym niepasującym elementem jesteście WY. I JA MAM TO ZMIENIĆ. NAZWISKA! TY, GRUBAS!
Boczek: Nie obrażajta, dobre?
Cieć: JA Z TOBĄ NIE DYSKUTUJĘ, NAZWISKO!
Boczek: A-a-arnold Boczek.
Cieć: A ty?
Mariola: Ej, ale uprzejmiej trochę, co? To nie jest poprawczak, Dżizys!
Cieć mierzy Mariolę wzrokiem.
Mariola: Mariola Kiepska.
Cieć: Ty, blondyn!
Walduś: Że niby, se... Ja?
Cieć: Szanowny panie... A KTO INNY? NAZWISKO!
Walduś: Ale ja se tu normalnie nie mieszkam, kurna!
Cieć: Czy ja nie wyrażam się wystarczająco jasno? NA-ZWI-SKO. Jestem urzędnikiem państwowym i nie chce pan, abym użyła siły.
Walduś: E! E! Bo ja se siłę mam i mnie to gówno obchodzi, że...
Jolasia: No nie przesadzajmy Waldemar...
Halina: Przepraszam bardzo, czy można jakoś kulturalniej? My płacimy czynsz regularnie, nie zasługujemy na takie traktowanie.
Cieć: Pani nazwisko?
Halina: Halina Kiepska, ale co to ma do rze...
Cieć: Sto złotych kary za nieposłuszeństwo wobec urzędnika państwowego! NO! DALEJ! DALEJ!

Scena 6

Sypialnia Kiepskich. Scena łóżkowa.
Halina: No, Ferdek. Miałeś rację. Cholerna ta kobita. Taka drobna, a kawał babska. Stówę zapłaciłam za jej wymysły.
Ferdek: Widzisz, Halincia? Widzisz? Tak się te inspenkcje kończą, kurde.
Halina: Ale co jak co to jednak przesada. Mają jeszcze wprowadzić podział obowiązków.
Ferdek: Jaki kurde podział obowiązków?
Halina: Nie wiem!
Ferdek: Ty się Halincia nie zdziw, że śniadania zrobić nie będziesz mogła, bo o, uzna se, że smażenie prawda wyziewa powoduje na kamienicę. Ty się Halincia nie zdziw.
Halina: Ferdek! Ale ty mi coś obiecaj.
Ferdek: Co?
Halina: Ty mi się nie waż pić alkoholu na piwnicy, na klatce, na korytarzu, na podwórku. Zrozumiano?
Ferdek: Halinkia, ale gdzie indziej ja mam sem wódkie wypić i piwo, co?
Halina: Już idź se lepiej pod tego zasranego Stasia. Przynajmniej nie będzie się czepiać ta cała Cieć.

Scena 7

Korytarz Kiepskich. Przed mieszkaniem Paździochów stoi Konstancja Cieć i rozmawia z Januszem, energicznie notując w notatniku.
Cieć: Więc są to niby drzwi oryginalne? Do pańskiego mieszkania?
Janusz: Cóż... Nie mieszkam tu długo, ale wydaje mi się, że tak.
Cieć: Ciekawe... Ciekawe... Ile razy były malowane?
Janusz: Nie powiem pani, nie było mnie tu wtedy. Zastałem te drzwi z futryną takimi jakimi są teraz.
Cieć: A czy ktoś z pana rodziny może posiadać wykaz przemalowań drzwi od roku 1930 do roku bieżącego wraz z paragonami i nazwami farb jakie były użyte?
Janusz: Cóż... Generalnie wątpię, aby ktokolwiek prowadził tego rodzaju wykaz...
Cieć: To źle... To bardzo źle...
Janusz: Ale coś w nich nie tak?
Cieć: Wszystko.
Janusz: Co ma pani na myśli?
Cieć: Nie ważne. Porozmawiamy o tym kiedy indziej. Proszę pamiętać, że dziś o siódmej wieczór obowiązkowy apel w piwnicy. Spóźnienie równa się grzywna.
Janusz: To niestety wykluczone. O siódmej muszę udać się na zakupy...
Cieć: Mało mnie to obchodzi. Do widzenia. I proszę powiadomić resztę domowników.
Wtem z toalety wychodzi Ferdek.
Cieć: O! Jest pan. Fe... Ferdynand Kiepski, tak?
Ferdek: A może i tak, a bo co?
Cieć: GRZECZNIEJ! OSTATNI RAZ PANU ODPUSZCZAM GRZYWNĘ. Panie Ferdynandzie, informuję, że obowiązują odtąd dyżury w czyszczeniu toalety.
Ferdek: Przepraszam bardzo, że co?
Cieć: DYŻURY! Akurat dzisiaj pan sprząta toaletę. Ma pachnieć jak na łące w majowy poranek, zrozumiano? A niech mi tylko coś... To pożałuje pan.

Scena 8

Piwnica. Ferdek, Janusz, Boczek i Paździoch siedzą przy wódce.
Boczek: Ale żem se horrora normalnie przeżył! Jak żem se normalnie kiszki na maśle zrobił, tłuściutko - jak lubię, to mi ta baba przyszła i za okno zawartość sruuu! Wydupczyła, w mordę jeża. Za okno, na śmietnik! Po nocy jeszcze czuć było ze kontenera! Bo niby, że o! Wyziewy robi.
Ferdek: Panie Januszu, jak wypierdzielić tę babę, bo ja nie wytrzymię dłużej!
Janusz: Skąd mogę to wiedzieć... W ogóle ile czasu będą tu te nadzory?
Paździoch: Podobno dożywotnio.
Boczek: NO W DUPĘ WĘŻA, NO!
Boczek wali w stół tak mocno, że spada butelka z wódką i rozbija się w drobny mak.
Ferdek: CO PAN ZROBIŁ PANIE BOCZEK! WÓDKIE PAN ZMARNOWAŁ, KURDE! PAN JESTEŚ ŚWINIA I NIECHLUJ, PANIE!
Boczek: Panie! Ale to niechcący!
Ferdek: GÓWNO, NIE NIECHCĄCY! WYPIERDZIELAJ PAN! JUŻ!
Boczek: No w mordę jeża, no!

Scena 9

Piwnica. Konstancja Cieć stoi przy dowodzie rzeczowym w postaci plamy na podłodze po wódce. Do piwnicy powoli schodzą się sąsiedzi i zajmują miejsca na krzesłach. Obecni są: Halina, Janusz, Marian, Helena, Ferdek, Mariola. Nie ma tylko Boczka.
Cieć: SZYBKO! SIADAĆ! NIE MAM DOBRYCH INFORMACJI! Dobrze... A RACZEJ NIE DOBRZE. Ten obrzydliwy ślad tutaj jest ewidentnym i niepodważalnym dowodem na odbycie się tutaj zeszłej nocy LIBACJI ALKOHOLOWEJ. Niech uczestnicy tejże przyznają się do winy w tym momencie - być może załagodzę im kary, które będą swoją drogą dotkliwe i zniechęcające do dalszych zachowań tego typu. NO DALEJ!

Scena 10

Salon Kiepskich. Ferdek i Halina awanturują się.
Halina: PIĘĆ TYSIĘCY ZŁOTYCH PRZEZ CIEBIE JEŁOPIE MUSZĘ ZAPŁACIĆ! WYNOCHA MI Z CHAŁUPY I TO JUŻ! DO BADURY NA ZŁOM!
Ferdek: Halincia! Ale nie tylko ja żem pił, ale też i Boczek prawda pił, Paździoch prawda jeden z drugim...
Halina: WYNOCHA! WYNOCHA!!!
Ferdek obrażony wychodzi z mieszkania. Wychodzi na korytarz. Przy drzwiach do Paździochów stoją Cieć i Janusz. Cieć małym młoteczkiem opukuje drzwi.
Cieć: No... Cóż...
Janusz: Czy jest coś jeszcze, co chciałaby pani wiedzieć o tych drzwiach?
Cieć: W zasadzie tak. Dlaczego drzwi posiadają wewnętrzne spękania włókien drewnianych? TRZASKANKO SIĘ ODBYWAŁO, TAK? A wie pan, że taka stara futryna jest więcej wart niż pensje wszystkich mieszkańców tej kamienicy razem wzięte?
Janusz: Ależ proszę nie wyciągać pochopnych wniosków.
Cieć: Pan niech mnie nie poucza. Niech na nie przypuszcza, że grzywna za libację będzie ostatnią.
Zjawia się Ferdek.
Cieć: O! JESTEŚ! TOALETA NIEWYCZYSZCZONA. GRZYWNA DWIEŚCIE ZŁOTYCH.
C.D.N.
Pozdrawiam, życzę szczęścia, zdrowia i pomyślności. A poza tem - zapraszam do czytania moich scenariuszy ;-)
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1335
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: Mungo Jerry » 2019-09-18, 23:23

Na razie bardzo fajnie. Taki 6-7 sezon w konwencji najnowszego. Ale chyba insipirowales się tymi sezonami bo język jest dość mocno podobny ;-)
Fabuła z lekka podobna do Bezpieczenstwa i higieny życia ale z lekka więc okej. Przydałby się informacja również kto gra Cieć.

A tak bardziej jeśli chodzi o treść to właściwie każda scena na plus. Są to dość lekkie scenki i fajnie się to czyta. Dobry wątek drzwi do Pazdziochow albo fajna scena z przybyciem Cieć- która też sama w sobie jest fajnie napisana.

Na razie solidna 9/10 bo jest dobrze ale też nie ma jakiegoś fabularnego WOW ( przynajmniej na razie :-P )
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
Owca
Edzio Listonosz
Edzio Listonosz
Posty: 16
Rejestracja: 2019-08-29, 20:03

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: Owca » 2019-09-19, 12:24

Scenariusz bardzo fajnie napisany, aż przyjemnie się czyta.

Plusy:
+reakcje sąsiadów na tabliczkę od konserwatora
+przygotowanie kamienicy na kontrolę
+występ Pupcińskich- nie denerwowali zbytnio
+Konstancja Cieć- odnosząc się do komentarza Mungo Jerry'ego to jej rolę mogłaby grać Dominika Kurdziel (nawet pasuje do tej roli)
+zebranie sąsiadów w piwnicy
+rozmowa Ferdka i Janusza
+libacja sąsiadów w piwnicy i jej konsekwencje dla Ferdka
+dyżury w sprzątaniu toalety
+zakończenie

Minusy:
brak

Dobrze odwzorowany język bohaterów, moja ocena za scenariusz to 10/10.
Awatar użytkownika
MrOLX
Mariolka
Mariolka
Posty: 51
Rejestracja: 2019-08-14, 08:25
Lokalizacja: Warszawa

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: MrOLX » 2019-09-19, 13:00

Dzięki za opinie :-)
Nie spodziewałem się specjalnie dobrych ocen. Ale jeśli czytało się dobrze to jestem zadowolony :mrgreen:
Owca to jeszcze nie koniec. Zostały z 2-3 sceny bo wczoraj zabrakło mi czasu na dokończenie.
Pozdrawiam, życzę szczęścia, zdrowia i pomyślności. A poza tem - zapraszam do czytania moich scenariuszy ;-)
Awatar użytkownika
MrOLX
Mariolka
Mariolka
Posty: 51
Rejestracja: 2019-08-14, 08:25
Lokalizacja: Warszawa

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: MrOLX » 2019-09-19, 13:43

DOKOŃCZENIE ODCINKA PT. "CIEĆ"
Scena 11

Noc. Ferdek klęczy na wpół zasłonięty przez drzwi WC. Obok stoi Janusz w szlafroku i pali papierosa.
Janusz: Niech pan nie narzeka, niech pan nie narzeka. Przyzwyczai się pan.
Ferdek: Co pan kurde nie powiesz! Kibel zasrany szmatą czyścić muszę, kurde.
Janusz: Cóż ja mogę poradzić? Mówiłem panu. Konserwator zaby...
Ferdek: DUPA! DUPA NIE KONSERWATOR KURDE!
Janusz: Cicho, cicho panie Ferdku. Jeszcze ta Cieć nas usłyszy. Przecież śpi w pustostanie.
Ferdek wstaje i daje Januszowi ścierkę.
Ferdek: No, kurde. Teraz pana czas, kurde. Papierosa mi pan dej.
Janusz wyciąga z ust papierosa, wyciera filtr o szlafrok i podaje Ferdkowi. Tymczasem Janusz zaczyna szorować WC, a Ferdek przygląda się.
Ferdek: Tylko tu trza będzie wentylantora przynieść, bo dyma poczuje i znowu piniądze wysępi.

Scena 12

Konstancja Cieć stoi na korytarzu Kiepskich. Zadowolona przelicza ogromną sumę pieniędzy, jaką pobrała od mieszkańców.
Cieć: Za to bluzeczka... Za to fryzjer... Ten tysiąc na drobne zakupy na weekend... Cholera, za łagodna byłam. Ledwo starczy mi wyżyć do końca tygodnia.
Nagle na korytarz wychodzi mężczyzna w garniturze z teczką w ręku.
Mężczyzna: Dzień dobry. Pani Konstancja Cieć?
Cieć: A CO TO PANA... O, proszę wybaczyć. Dzień dobry.
Wtem z toalety wychodzi Ferdek.
Ferdek: A co tu się kurde wyprawia znowu?
Mężczyzna: WŁAŚNIE... Skąd ma pani te pieniądze? Z grzywien?
Cieć: Zachowywali się karygodnie. Byłam zmuszona ich ukarać.
Mężczyzna: Mhm. Cudownie. Proszę mi to dać. No! Proszę nie stawiać oporu.
Mężczyzna z trudem wyrywa Cieć banknoty.
Mężczyzna: Pani kolej minęła. Żegnam.
Cieć: Ale...
Mężczyzna: Żegnam, no!
Cieć podchodzi do drzwi na klatkę, ale zatrzymuje się.
Ferdek: A przepraszam ja bardzo, kim pan jest w ogóle?
Mężczyzna: A... Tak. Nie przedstawiłem się. Feliks Laczek. Inspektor od wojewódzkiego konserwatora zabytków.
Ferdek: Panie jak tak jak nie, przecie to ta Ko... Kokonstancja Cieć jest inspenktor.
Mężczyzna: Heh! Przysłałem kogoś na zastępstwo, byłem na wczasach. A NIECH MNIE! Pan pewnie jesteś Ferdynand Kiepski!
Ferdek: A... A tak, a bo co?
Mężczyzna: Na Majorce byłem! W hotelu z takim Kozłowskim chodziliśmy na piwo. Mówił, że jak będę nadzorował kamienice przy ulicy Ćwiartki, to abym zwrócił uwagę na takiego wspaniałego mężczyznę jakim pan jest. Kazał mi to panu wręczyć...
Feliks Laczek wyjmuje z teczki kolekcję hiszpańskich alkoholi w drewnianej obudowie i wręcza ją Ferdkowi.
Ferdek: Hehe! O kurde, to ja bardzo dziękujem i ja zaraz dzwonię do prezesa szanownego... Zaraz dzwonię.
Ferdek zaczyna oglądać alkohole.
Mężczyzna: No... Czas spełnić swój obowiązek.
Feliks chwilę chodzi po korytarzu.
Mężczyzna: Nasrane nie jest, ze ścian tynk nie odłazi... Na podłodze butelek po wódce nie ma... W normie wszystko. To cóż, ja będę szedł. Koniec inspekcji. Miło mi było pana poznać, panie Ferdynandzie.
Cieć: JAKBY NIE MOJA PERSONA, KROKU BY PAN NIE ZROBIŁ BO TU TAK NASRANE BYŁO, ŻEBY SIĘ PANU BUT PRZYLEPIŁ DO TEGO SYFU!
Mężczyzna: Niech pani nie truje dupy, dobrze? A! Byłbym zapomniał. Te pieniądze z grzywien to od państwa?
Ferdek: No. Zasadniczo to tak!
Mężczyzna: Proszę pana, oto moja wizytówka. Proszę mi podać na mój numer numer pana Kozłowskiego. Myślę, że dojdziemy wszyscy razem do porozumienia w sprawie ewentualnej rekompensaty. To do widzenia!
Feliks wychodzi. Odcinek kończy scena, gdy zadowolony Ferdek pokazuje Konstancji Cieć z zadowoleniem kolekcję alkoholi. Ta zdenerwowana wychodzi.
DAS ENDE
Pozdrawiam, życzę szczęścia, zdrowia i pomyślności. A poza tem - zapraszam do czytania moich scenariuszy ;-)
Owca
Edzio Listonosz
Edzio Listonosz
Posty: 16
Rejestracja: 2019-08-29, 20:03

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: Owca » 2019-09-19, 14:50

Dokończenie recenzji.

Plusy:
+niechęć Ferdka do sprzątania toalety
+nowy inspektor- Feliks Laczek, który zna się z Kozłowskim

Ocena za scenariusz zostaje bez zmian.
Awatar użytkownika
Mungo Jerry
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1335
Rejestracja: 2009-09-20, 12:46
Lokalizacja: Krosno

Re: Scenariusze do ŚWK by MrOLX

Post autor: Mungo Jerry » 2019-09-19, 14:52

A dla mnie trochę łatwe choć sympatyczne rozwiązanie akcji. Ale ok - scenariusz był tak w lekkim stylu że to nawet pasuje ;-)
Zapraszam do przeczytania moich scenariuszy ;-)

viewtopic.php?f=28&t=7145&sid=df3a91331 ... b&start=50
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction”