Scenariusze do ŚwK by WKCMWSOP

Twórczość literacka związana ze "Światem według Kiepskich".
Awatar użytkownika
WKCM
Redakcja
Redakcja
Posty: 58
Rejestracja: 2018-06-01, 17:38

Scenariusze do ŚwK by WKCMWSOP

Post autor: WKCM » 2018-06-13, 18:32

Od dzisiaj zaczynam publikowanie własnych scenariuszy do Kiepskich. Oto pierwszy z nich pt. "Horoszkop". Zapraszam do recenzji!

ŚWK: „HORO-SZKOP”

Scena 1: Halina i Ferdek leżą w sypialni. Kobieta czyta gazetę.
Halina: Ferdek, śpisz?
Ferdek: No nie, a bo co?
Halina: Wiesz co w tym horoskopie piszą?
Ferdek: No gadaj.
Halina: Że raki, czyli ty oczywiście, znajdą sobie w przeciągu miesiąca kobietę swojego życia oraz z nią zamieszkają. Czy ty mnie zamierzasz zdradzić?
Ferdek: Halinka, przecież wiesz, że ja kocham tylko Ciebie, i z żadną lafiryndą uciekać nie bede. Zresztą przestań mnie tu pierdzielić o tych horo, yyy.. horychszkopach bo ja muszę rano wstać.
Halina: Ha! Ciekawe niby po co i gdzie?
Ferdek: No do Stasia oczywiście po piweczko, a co żeś se myślała?
Halina: Taa, tylko ciekawe kto ci pieniążki da, bo na pewno nie ja. A zresztą w horoskopie piszą, że jeśli raki są obecnie bezrobotne, to w przeciągu miesiąca nadal pracy nie znajdą. Mam nadzieję, że piszą tu czyste brednie. Dobranoc.
Ferdek: Oj dajże spokój te horoszkopy i horoszkopy, tylko głupotami się Halinka zajmujesz. Dobranoc.
Halina (do siebie): Jełop…

Scena 2: Ferdek kieruje się w stronę kibla, z którego wychodzi Boczek z gazetą.
Boczek: Oo, witam panie Ferdku. Jak pan się miewa, psychicznie i fizycznie?
Ferdek: Panie Boczek, sam pan widzi. Za to ja widzę, że i pan te duperele czyta.
Boczek: Jakie duperele, jak te horoskopy to porządne rzeczy są. Tu mi piszą, że mój apetyt będzie z czasem coraz większy i przybędzie mnie kilka kilogramów. No i dobre, to se zjem więcej kiełbaski takiej dobrej naczoskowanej!
Ferdek: To pan będzie taki gruby, że pańska szanowna dupa się w tym kiblu nie zmieści.
Boczek: Panie, nie obrażaj pan, dobre? Pan też chudy nie jest. Zobaczymy co o panu piszą. Jaki ma pan znak zodiaku?
Ferdek: Rak, ale streszczaj się pan bo ja mam potrzebę.
Boczek: No we w tym moim horoskopie to piszą, że pan będzie cały czas bezrobotny (chichocze).
Ferdek: Pan się nie śmiej, bo poza tym pan się wypróżnia nie na swoim piętrze, a we moim horoskopie to przewidują, że pan prędko z tego kibla będzie wypierdzielał i to w podskokach!
Boczek: Ale spokojnie, wyluzuj pan, jak to pisali gdzieś tam na którejś stronie (zagląda) hil ałt Panie Ferdku.
Ferdek: Dobra panie Boczek, jedno zasadnicze pytanie? Jaki pana znak zodiaku jest?
Boczek: Ja jestem ze znaku ryby.
Ferdek: To ja słyszałem kiedyś, że ryby i dzieci głosu nie mają. Więc nie zaprzeczy pan, że pan musi wypierdzielać.
Boczek: Haha, a ja se żartowałem i sobie nigdzie nie idę, O! Ja jestem ze znaku wagi!
Ferdek: To se pan schudnij. Do widzenia. (wchodzi do kibla)
Boczek: Tfu! (pluje na naklejkę „WC”).

Scena 3: Rozlega się pukanie do drzwi. Ferdek idzie otworzyć.
Ferdek: Ide, ide! Zara otworze!
Kurier: Dobry, pani Halina Kiepska?
Ferdek: Nie zastał jej pan.
Kurier: Dobra, ale zamawiała prenumeratę magazynu „Horoskopiki dla chłopczyka i dziewczynki”?
Ferdek: Nie wiem, może tak może nie. Panie ja i tak nie mam pieniędzy, może pan przyjść później.
Kurier: Panie, nie ma później. Zapłata potrzebna tu i teraz.
Przychodzi Mariolka.
Mariolka: Ojciec, odsuń się. Ja mogę zapłacić, proszę bardzo.
Kurier: I jeszcze podpisik tutaj.. dobra, to do widzenia.
Kurier odchodzi, Ferdek zamyka drzwi.
Ferdek: Mariolka, czy twoja matka to zwariowała? Nasze spracowane pieniądze wydawać na jakieś pierdoły?! Nie no ja nie wytrzymam, co to się z tym światem dzieje!!
Mariolka: Jak już, to jej spracowane pieniądze, a poza tym jak mówisz że nie ma pieniędzy, jak matka zostawiła. Ale mi kazała przechowywać, bo do Ciebie miały nie trafić bo byś na browce wydał.
Ferdek: Nie no, ja kłamałem jej wtedy. Zapasik jeszcze mam (chichocze)
Mariolka: Ojciec, ty to serio sto lat za murzynami jesteś.. Dawaj mi te horoskopy (idzie do salonu)
Ferdek: Sto lat? E tam kurde.

Scena 4: Ferdek pije piwo w salonie, do którego wchodzi Waldek.
Ferdek: O, witaj Walduś. Gdzieś swoją żoneczkę zgubił?
Waldek: Tatuś, ty mi nawet nie mów. Latała po kioskach i żem nie chciał czekać na nią. Niech się pląta sama, franca jedna.
Ferdek: A za czym niby ona latała?
Waldek: A wiesz, za tymi no.. yy.. yy. Hoskoropamami.
Ferdek: Aa, synek. Za horoszkopami było mówić od razu.
Waldek: To to jest takie głupie, że się słuchać nie da. Ona mi o tym gada dniami i nocami, jaki to ja nie będę, jaka ona nie będzie. Takie głupkowate duperele.
Ferdek: To patrz co tera w telewizji dają.
Widok na telewizor Okił:
Prezenter: No witam, moi ludzie kochani. Ja nazywam się Walenty Spięty i zapraszam na kolejny odcinek talk-show pt. Polacy jak gęsi, głupoty kochają. Moim dzisiejszym gościem jest profesor habilitowany.. a nie, przepraszam, doktor habilitowany psycholog pani Marlena Koszyczkowa.
Marlena: Dzień dobry państwu.
Walenty: Nie zaprzeczy pani, że popularność horoskopów w Polsce znacząco wzrosła. Jak pani myśli, co jest przyczyną takiego zdarzenia?
Marlena: Wie pan co, ludzie to lubią głupoty. Taki jest tytuł tego programu. Pokaż pan ten horoskop. (wczytuje się). (głośny śmiech, w tle słychać śmiech Waldka)
Ferdek: Cicho Cycu.
Marlena: Wie pan co, takiego czegoś to nie powinni w ogóle do prasy katolickiej i niekatolickiej wcale nie dopuszczać. Ja tylko marnuję swój czas patrząc na to gówno. Do widzenia.
Walenty: Ale niech pani powie kilka słów…
Marlena: Pan może sobie mnie pocałować w dupę.
Walenty: Ależ oczywiście, z miłą chęcią, zawsze mi się pani podobała. (idzie w jej stronę, ale się przewraca)
Ferdek i Waldek śmieją się.

Scena 5: Zadowolony Ferdek idzie do toalety, a ze swojego mieszkania wychodzi Paździoch.
Paździoch: Witam, panie Ferdku.
Ferdek: Dzień dobry panie Marianie. Gdzie to się panu tak spieszy?
Paździoch: A panu?
Ferdek: Pan mówi pierwszy.
Paździoch: Nie, bo pan.
Ferdek: Do kibla.
Paździoch zaczyna szybko biec, Ferdek za nim.
Ferdek: Nie mów pan, że pan też do kibla.
Paździoch: No tak! Dlaczego panu się chce zawsze wtedy kiedy mnie? A zresztą, nie drążmy tematu. Ja tylko na chwilę, horoskop zostawiłem.
Ferdek: Czyli i pana ta mania dopadła… wstyd mnie bierze za tą Polskie.
Paździoch: To mnie bierze, wstyd, ale za Pana. Pan jest zacofany jak nic. Teraz to wszyscy horoskopy czytają, a Pan? Pan tylko żłopie piwsko w fotelu i ogląda mecze, niezmiennie od 30 lat. (chichocze)
Ferdek: Panie Paździoch, Panie Paździoch, ja przynajmniej jestem sobą, a nie lecę za wszystkim tak jak wszyscy.
Paździoch: Dobra dobra, niech pan nie zakłamuje rzeczywistości. Pan jesteś dupa i tyle. Przesuń się pan, idę po ten horoskop. Pisali tam, że nieudane małżeństwa znacząco się poprawią, jeśli chodzi o Lwa oczywiście, czyli o mnie.
Helena (z domu): Marian ty łysa pierdoło! Chodź tutaj, ale już! Musimy sobie coś wyjaśnić… (maniakalny śmiech)
Paździoch (krzyczy): HELENA! To nie tak jak myślisz… (biegnie szybko do domu)
Ferdek (do siebie): Oj panie Paździoch, to się pan grubo przeliczył.

Scena 6: Ferdek i Halina leżą w sypialni.
Halina: Ferdek, tak sobie przypominam tą naszą niedawną rozmowę i chciałabym cię o kilka rzeczy zapytasz – ty w ogóle wiesz co to horoskop?
Ferdek: No, horoskop to jest ten… no zara bo mi z głowy wyleciało akurat kurde… no to przewidywanie przyszłości.
Halina: I czy ty jesteś przeciwko horoskopom?
Ferdek: No tak, a po co ty mnie o to wypytujesz?
Halina (krzyczy): Bo ja właśnie widzę, że ty jesteś za horoskopami! Piszą, że nie znajdziesz pracy, to nie znajdujesz. W pośredniaku byłeś?
Ferdek: Tutaj Halińcia to mnie złapałaś. Ale już ci wielokrotnie tłumaczyłem – w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem.
Halina: Dobra, to jest widzę temat nie do ruszenia… zobaczę co tam o mnie piszą. Bliźnięta – relaksacyjne, delikatne, uczuciowe, w najbliższym czasie poszczęści im się w pracy i dostaną podwyżkę. Ha ha, ale fajnie! Widzisz Ferdek, w horoskopach zawsze piszą prawdę, bo twój przykład się sprawdził to pewnie i mój!
Ferdek: Halina, nie wiedziałem że ty aż taka naiwna jesteś. Dobranoc.
Halina: Naiwna? To może jeszcze głupia i debilka, co? To chciałeś powiedzieć? Dobranoc.
Ferdek próbuje usnąć i nie może, Halina zaś usypia.
Ferdek: Kurde no nie mogie usnąć. I mnie jeszcze suszy na dodatek.

Scena 7: Nadal noc. Ferdek siedzi z piwem w fotelu, śpiąc. W tle nadaje telewizor.
Wyświetla się plansza „OGŁOSZENIE”. Na ekranie pojawia się Marlena Koszyczkowa.
Marlena: Dobry… wieczór, noc, dzień, nie wiem kiedy wy to będziecie puszczać. Podaję bardzo ważne ogłoszenie, z powodu słabej przewidywalności ostatnich horoskopów, zwolniono dotychczasowych pracowników za to odpowiedzialnych. Od teraz to JA piszę horoskopy. JA! I macie gwarancję, że będą prawdziwe, od następnego tygodnia w sklepach. Dobranoc, do widzenia, oj ku**a mać już nie wiem. Cięcie!

Scena 8: Na korytarzu Ferdek pali papierosa, z kibla wychodzi Boczek.
Boczek: Dobry, panie Ferdku, dobry!
Ferdek: Co dobry, co dobry? Gdzie ten pański przybytek kilogramowy? Nic się pan nie zmienił, mówiłem że te horoskopy to durnota.
Boczek: Tu panu przyznam rację, to była durnota, ale do dzisiaj. Od teraz horoskopy pisze ta cała Marlena doktorka i prawdziwe mają być.
Ferdek: Co pan powiesz? Skąd pan wiesz?
Boczek: No apela w telewizji cały dzień podawali.
Ferdek: To ja żem nic nie widział. I tak będą głupoty podawać i tak. Nie daj się pan panie Boczek omamić, w panu jest nadzieja. Ja zresztą mam nadzieję, że pan skończy się w końcu wypróżniać w naszej toalecie kategorycznie.
Boczek: Panie, nie zanudzaj pan. Ja se idę kupić najnowszego horoskopa, a pan nie! Do widzenia.
Z domu Paździochów słychać krzyk
Paździoch: ALE JAK TO ZAWAŁ SERCA? TO NIEMOŻLIWE! PIEPRZYĆ TE HOROSKOPY!
Helena: Marian, musisz się z tym pogodzić. Lwy w kategorii wiekowej 70-90 muszą się pogodzić z zawałem serca. Ja za tobą płakać specjalnie nie będę.
Marian: TO GŁUPOTY! WYCOFAĆ TO! JUŻ!
Ferdek śmieje się koło kibla.

Scena 9: Ferdek wchodzi do salonu z najnowszym horoskopem.
Ferdek: Ra-ta-ta-ta, zobaczymy co tam w tych duperelach horoskopach piszą. O, Wodnik, to Halińcia jest. (czyta). Wodnikowi przydarzy się w najbliższym czasie drobne nieszczęście kuchenne..
Z kuchni słychać huk.
Halina: Ku**a mać!
Ferdek: Co się stało?
Halina: No garnek spadł! Cały bigos na podłodze! Kto to będzie sprzątał?
Ferdek: Hehe, to nie takie złe tera jest. Ryba – to jest Boczek. Z przejedzenia tak się źle poczuje, że będzie rzygał prosto do kibla. A to ciekawe.
Z kibla słychać głośne dźwięki. Ferdek szybko biegnie na korytarz. Znajduje tam Boczka umazanego w wymiocinach.
Ferdek: No i co, panie Boczek? No i co? Było się tak obżerać?
Boczek: Daj pan spokój. Te horoskopy to mi w dupie poprzewracały, o. (kładzie się na podłogę)
Ferdek: Dobra, to se czytamy dalej. Lew – Paździoch. Będzie miał zawał w najbliższym czasie, prawdopodobnie o 5:05. A godzina jest 5:04.
Paździoch (z mieszkania): HELENA, mam zawał!
Ferdek śmieje się z leżących Paździocha i Boczka. Z klatki schodowej przychodzi Waldek i również się śmieje.
Waldek: Ale jajca tatuś! Jolaśka se przeczytała we horoskopie, że jej paznokcie odpadną i makijaż ze twarzy zleci. Normalnie tera płacze w kącie, bo tak serio było! (śmiech).
Ferdek: A widzisz Walduś, te horoskopy to jednak niegłupie są.

Scena 10: Ferdek czyta horoskop w salonie jeszcze raz, nagle jego twarz posmutniała.
Ferdek: Rak umrze w niewyobrażalnych konwulsjach, przy wykonywaniu jednej z codziennych czynności. NIEEEE! Ja się muszę napić, muszę no!
Ferdek popija piwo, ale śmieje się. Popija jeszcze raz i znów się śmieje.
Ferdek: Ale moja codzienna czynność to picie piwa, dopiero teraz se zauważyłem. Czyli ja zara umrę? (znów posmutniał, doczytuje horoskop). Umrze w przeciągu minuty.
Mija minuta, Ferdek patrzy na zegarek.
Ferdek: No i gitara, nie umieram! Ja chyba jestem odporny na horoszkopy! (śmieje się)
Awatar użytkownika
Kiepski Widz
Administrator|Red. Naczelny
Administrator|Red. Naczelny
Posty: 4719
Rejestracja: 2013-01-02, 21:05

Re: Scenariusze do ŚwK by WKCMWSOP

Post autor: Kiepski Widz » 2018-06-13, 18:50

Nawet niezły scenariusz, kiedyś napisałem o tej samej tematyce, tyko oczywiście fabuła inna. Dobra rozmowa pod kiblem i wykorzystanie znaków (Ryby i Waga) do fajnych dialogów. Końcówka też niezła jak wszystkim po kolei się sprawdziło :lol: Na minus jedynie ten moment:

"Znajduje tam Boczka umazanego w wymiocinach."

To już trochę przesadzone. Ogólnie jest dobrze, żadnych błędów nie widzę, język bohaterów też w porządku, chociaż opowiadanie by mogło być ciut dłuższe jak dla mnie.

10/10 na zachętę
Obrazek
Awatar użytkownika
Bździuch
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 873
Rejestracja: 2016-09-04, 20:13

Re: Scenariusze do ŚwK by WKCMWSOP

Post autor: Bździuch » 2018-06-14, 22:59

Zachęcony pozytywną recenzją Pana Prezesa postanowiłem, że muszę przeczytać :-P .

Powiem tak: bardzo fajny odcinek. Bardzo dobra cała druga scena (Przeczytałem dwa razy :-P) , zaś w następnej zastąpiłbym kuriera Edziem, ale nie jest jego brak jakoś niezwykle przeszkadzający. Gdyż kurier w sumie spełnił swoją rolę. Na plus nazwisko "Walenty Spięty" i Waldek z tej samej sceny który mimo, że był to ten "późniejszy" cycu to wypadł na prawdę w porządku. Na minus natomiast ta Marlena, nie śmieszna, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że irytująca. Tylko w scenie 8 jest napisane, że Halinka to bliźniaki, natomiast w następnym dowiadujemy się, że wodnik (?)
Z tym rzyganiem to się zgadzam się z przedmówcą, że może trochę przesadzone, ale bardzo dobry pomysł, zwłaszcza w poprzedniej scenie jak Ferdek o tym przeczytał w horoskopie :-P.
Ogółem końcówka dobra jednak sama ostatnia scena jakaś taka no nie wiem, dla mnie to był w sumie brak zakończenia.

Daję 7+/10 czyli w mojej ostrej skali którą się posługuje od całkiem niedawna to takie prawie 9/10 :)
''(...) i pierwszy człowiek odkrył jak krzesać ogień. Prawdopodobnie zginął na stosie, który nauczył swoich braci rozpalać.'' - Ayn Rand
Zapraszam:
- Moja gra o Kiepskich
- I mój scenariusz
Obrazek
Awatar użytkownika
WKCM
Redakcja
Redakcja
Posty: 58
Rejestracja: 2018-06-01, 17:38

Re: Scenariusze do ŚwK by WKCMWSOP

Post autor: WKCM » 2018-06-15, 06:04

Kiepski Widz, dziękuję za tak dobrą ocenę i zachętę.
Bździuch, Edzia zastąpiłem kurierem, ponieważ nie chciałem wprowadzać do swojego scenariusza nieżyjącego aktora, a to z bliźniakami i wodnikiem to czyste niedopatrzenie z mojej strony. Również dziękuję za ocenę :-D
Awatar użytkownika
WKCM
Redakcja
Redakcja
Posty: 58
Rejestracja: 2018-06-01, 17:38

Re: Scenariusze do ŚwK by WKCMWSOP

Post autor: WKCM » 2018-06-19, 18:34

Zapowiedź kolejnego scenariusza:

ŁYSY PODSŁUCH

Marian Paździoch zachowuje się dość nietypowo - przy każdej możliwej sytuacji wchodzi do mieszkań sąsiadów oraz toalety, zostawiając dyktafon. Chce on znać każdą sekundę życia tej kamienicy. Okazuje się, że ma swoje powody, a w grę wchodzą pieniądze...
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 6651
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by WKCMWSOP

Post autor: Pabfer » 2018-06-23, 17:31

Dobry pomysł na wyśmianie horoskopów. Dobre teksty o pieniądzach w sypialni, Halina nie wkurzała. Dobre rozmowy z Boczkiem i Paździochem, takie klimatyczne. Walduś też nie wkurzał dzięki brakowi Jolaśki, która i tak została niepotrzebnie wspomniana. Cycu nawet trochę bawił, bo nie było jakichś wielkich sporów jak u Yoki. Zabawne zakończenie w stylu Ferdka. Język bohaterów dobrze odwzorowany.

10/10
Pomysł na kolejny scenariusz jest nawet lepszy od tego, mam nadzieję, że realizacja też tak wypadnie :-D
Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1619
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by WKCMWSOP

Post autor: kacrudy » 2018-06-23, 18:04

Bardzo dobry scenariusz, zwłaszcza jak na debiut, co prawda było trochę minusików, ale jednak całokształt przypadł mi do gustu. Na pewno na duży plus scena łóżkowa, wiemy jak one obecnie wychodzą w serialu, więc tym bardziej mi się spodobała. Natomiast scena pod kiblem już przekomiczna, dużo śmiesznych tekstów, jak np.
Boczek: Jakie duperele, jak te horoskopy to porządne rzeczy są. Tu mi piszą, że mój apetyt będzie z czasem coraz większy i przybędzie mnie kilka kilogramów. No i dobre, to se zjem więcej kiełbaski takiej dobrej naczoskowanej!
Ferdek: To pan będzie taki gruby, że pańska szanowna dupa się w tym kiblu nie zmieści.
Albo:
Ferdek: Pan się nie śmiej, bo poza tym pan się wypróżnia nie na swoim piętrze, a we moim horoskopie to przewidują, że pan prędko z tego kibla będzie wypierdzielał i to w podskokach!
Scena trzecia neutralna, specjalnie mnie nie rozśmieszyła, ale napędzała akcję - kolejna osoba uzależniona od horoskopów - więc niech jest. Czwarta już nieco lepsza, fakt, że Waldek mimo że ma żonę staje się starym Waldkiem w Fan Fiction nie jest mocno oryginalny, ale podoba mi się. ;) Dobre nazwiska - Walenty Spięty i Marlena Koszyczkowa. Scena piąta również dobra, Paździoch wygarnia Ferdkowi, że jak on może nie wierzyć w horoskopy, a tu się okazuje, że niekoniecznie się one spełniają. :lol: Scena szósta na lekko naciągany plus, co prawda nadal jest to dużo lepsza scena łóżkowa niż obecnie w serialu, ale jednak niezbyt mnie rozśmieszyła. Scena siódma OK, ósma też bardzo dobra, śmieszna reakcja Paździochów na zawał serca u Lwa. :mrgreen: Z kolei scena dziewiąta, gdyby ją przedłużyć, albo nawet rozpisać na dwie sceny, byłaby w porządku, a tak jednak jest niezbyt ciekawie - akcja kończy się za jednym zamachem. No i przesadziłeś z tym Boczkiem umazanym wymiocinami. Zakończenie zaś bardzo dobre. :D
Piszesz bardzo ciekawie, choć tak jak mówiłem, można to było o jedną scenę przedłużyć i byłoby idealnie. 8/10, ale z racji, że to początki, naciągam do 9/10. Życzę kolejnych udanych scenariuszy! :)
Awatar użytkownika
WKCM
Redakcja
Redakcja
Posty: 58
Rejestracja: 2018-06-01, 17:38

Re: Scenariusze do ŚwK by WKCMWSOP

Post autor: WKCM » 2018-06-23, 21:36

Pabfer, kacrudy, dziękuję również za pozytywne opinie! "Łysy podsłuch", będzie można przeczytać we wtorek lub środę :-D
Awatar użytkownika
WKCM
Redakcja
Redakcja
Posty: 58
Rejestracja: 2018-06-01, 17:38

Re: Scenariusze do ŚwK by WKCMWSOP

Post autor: WKCM » 2018-06-25, 09:50

Scenariusz jest jednak wcześniej o jeden dzień.

ŁYSY PODSŁUCH

SCENA 1: Jest dzień. Rozlega się pukanie do drzwi, Halina idzie otworzyć.
Halina: No już chwila, idę.
Otwiera Paździoch z rękami za plecami.
Paździoch: Dzień dobry, sąsiadko. Czy można… yyy… pożyczyć trochę cukru? Właśnie się u mnie skończył.
Halina: A kiedy to pan ostatnio od nas cukier pożyczał? Chyba z 20 lat temu, ale no dobrze… zaraz panu przyniosę. Niech pan wejdzie.
Paździoch: Nie, dziękuję. Poczekam tutaj.
Kiedy Halina wychodzi z przedsionka, Marian wchodzi do salonu. Otwiera jedną z szafek i ustawia tam dyktafon. Próbuje się również wkraść do kuchni, ale wychodzi stamtąd Halina.
Halina: No gdzie ten cukier? O, panie Marianie, widzę że jednak pan wstąpił.
Paździoch: Tak, ale to tylko dlatego, że pani poprosiła.
Halina patrzy po szafkach w salonie za cukrem (nie otworzyła tej z dyktafonem) i kieruje się w stronę sypialni. Drzwi są zamknięte. Marian korzysta z okazji i instaluje dyktafon w kuchni.
Halina: Ferdek, wstawaj! To na pewno twoja sprawka. Gdzie ty włożyłeś ten cukier?
Ferdek (budzi się): Yy… no ja go musiałem schować bo ten Paździoch, menda jedna, z tydzień temu był po cukier to ja musiałem tego cukra gdzieś schować żeby na mnie nie żerował, wrzód jeden!
Do sypialni wchodzi Paździoch.
Paździoch: Nie, nie. Już nie trzeba, niech nie sprawiają sobie państwo kłopotu. Skoczę do Boczka, nic się absolutnie nie stało. Do widzenia!
Halina: No, do widzenia.
Paździoch wychodzi.
Halina: Wiesz co, to było dziwne. Przychodzi sam po cukier, ale nagle go nie chce i to z czystej grzeczności.
Ferdek: Halinka, wszystko co ten łysy stwór robi, jest dziwne i odrażające. Dobra, ja to wstaje i ide do kibla (przeciąga się).
Halina nadal stoi w sypialni zamyślona.

SCENA 2: Ferdek idzie korytarzem w stronę toalety, która jednak jest zamknięta. W środku jest Paździoch.

Paździoch: Hm, nosz karwasz twarz, gdzie to się będzie trzymać…
Ferdek puka.
Ferdek: Otwieraj pan! To nie jest miejsce do trzymania, tylko do srania i sikania!
Z kibla rozlega się dźwięk spuszczanej wody. Wychodzi Paździoch.
Paździoch: Oo, witam sąsiada, co przede mną cukier chowa.
Ferdek: Ja mam swoje powody, sklep jest niedaleko i nic Panu nie zaszkodzi, jak sobie Pan taki cukier kupi i to najlepiej ze 50 kilo, aby pana łysa dupa pękła raz na zawsze.
Paździoch: Hola hola, co tak agresywnie, sąsiedzie? Ja się na pana nie gniewam. Każdy ma w życiu złe momenty, a szczególnie tacy ludzie jak Pan.
Ferdek: Niech mi Pan lepiej powie, co tam Pan trzymał w kiblu.
Helena (z mieszkania Paździochów): Marian! Chodź tutaj i to już! Nie mam zamiaru dłużej czekać, ty łysy łosiu jeden!
Paździoch: Tylko nie łoś, Helena! Tylko nie łoś! Niestety nie powiem tego teraz Panie Ferdku. Do widzenia.
Paździoch kieruje się w stronę mieszkania, a Ferdek wchodzi do kibla, gdzie przenosi się kamera.
Ferdek rozgląda się po toalecie za czymś, co mógł montować Marian, ale nic podejrzanego nie widzi.
Ferdek: Nie rozumie.
Kamera znów przenosi się na korytarz. Ferdek załatwił swoją potrzebę i wychodzi. Kamera pokazuje zamontowany na szczycie toalety dyktafon.

SCENA 3: Ferdek i Halina leżą w łóżku i śpią. Z mieszkania Paździochów słychać krzyki.

Helena: Marian, nie wkładaj tego tutaj. Już i tak ich za dużo w tym pokoju jest!
Marian: Ale Helena, tutaj musi być wszystko doskonale im znane i słyszalne.
Helena: Gówno mnie to obchodzi, ja nie będę inwigilowana przez te zasrane… a zresztą cisza nocna jest. Nie plątaj się po tym domu o drugiej w nocy jak lunatyk jakiś.
Ferdek i Halina się budzą.
Halina: Też to słyszysz? To od Paździochów.
Ferdek: No słysze, a bo co? Drą się o jakieś duperele jak w każdym miesiącu.
Halina: No dobra, ale idź sprawdź co tam się dzieje, bo tak głośno to tu jeszcze nie było.
Ferdek: No dobre.
Ferdek wychodzi z sypialni i kieruje się w stronę mieszkania Paździochów. Głośno puka w ich drzwi.
Ferdek: Otwierać! Jest godzina druga w nocy, a państwo się drą! Otwieraj pan, panie Paździoch!
Otwiera Helena.
Helena: Dobry wieczór, panie Ferdku.
Ferdek: Jaki wieczór, pani Paździochowa? Jaki wieczór! Druga w nocy jest.
Helena: No ja to wiem, ale mój mąż wręcz przeciwnie. To przez niego taki hałas. Budzi mnie bo musi wszędzie wstawiać jakieś zasrane…
Do Heleny podchodzi Marian i ją ucisza.
Paździoch: Helena, ty się nie kompromituj. Nie możesz nic nikomu wygadać, kasa czeka.
Helena: To jest jedyny powód, dla którego jeszcze nic o Tobie i Twoich głupich działaniach nie powiedziałam, szczurze jeden.
Ferdek: Ale zaraz, jaka kasa? Za co?
Paździoch: Kulturalnie mówiąc – za jajco. Dowie się pan w swoim czasie, dobranoc.
Helena: Marian, uspokój się bo zaraz zawału dostaniesz. Jeszcze raz bardzo przepraszam, dobranoc.
Paździochowie zamykają drzwi, a Ferdek kieruje się w stronę swojego domu.
Ferdek: Łowcy kasiory zasrani, kurde.

SCENA 4: Ferdek wychodzi na korytarz. Wysoko na ścianach są przyczepione do haka kwiatki.

Ferdek rozgląda się po korytarzu.
Ferdek: Co to ma być, kurde to ja nie wiem.
Na korytarz wchodzi również Boczek, też się rozgląda.
Boczek: Nie wie pan może, po co te kwiatki tu są?
Ferdek: W tym temacie wiem tyle co Pan, czyli nic.
Boczek: Ktoś tu widzę o estetykę zaczął dbać, bo tutaj tak ponuro zawsze było i mroczno.
Ferdek: A mnie to gówno obchodzi jak tutaj było, teraz dla mnie jest jeszcze bardziej do dupy. To ma być korytarz kamienicy, a nie folwark roślinny.
Boczek: A tak zmieniając temat – nie zauważył Pan, że Paździoch się ostatnio bardzo dziwnie zachowuje?
Ferdek: On się zawsze bardzo dziwnie zachowywał, ale teraz to już przesada. Zakłóca spokój o drugiej w nocy mi i własnej żonie, po 20 latach przerwy postanowił poprosić mnie o cukier, którego i tak nie wziął. U Pana też w jakimś celu był?
Boczek: Tak, panie Ferdku. On u mnie był jakieś mięsko kupić po znajomości. Ale do rzeźni nie poszedł, tylko prościutko do mnie do domu.
Ferdek: A kiedy był on u Pana ostatnio w sprawie pokarmu mięsnego?
Boczek: A bo ja wiem? Z 10, może 15 lat temu.
Ferdek: Oj no to jest bardzo dziwne. Ta menda naprawdę coś knuje.
Boczek: Tak jest! A ja teraz muszę do toalety.
Ferdek: Tutaj? Na tym piętrze? Jest pan pewien?
Boczek: Yyy.. no.. tak.
Ferdek: Wiesz pan co? Ja tyle razy panu mówiłem, aby się Pan wypróżniał na swoim piętrze, ale teraz, w ramach sojuszu i współpracy przeciwko Marianowi Januszowi Paździochowi, pozwalam Panu.
Boczek: Dziękuję bardzo, panie Ferdku. To się ceni.
Boczek wchodzi do kibla.

SCENA 5: Jest noc. Do drzwi Kiepskich ktoś puka, Ferdek idzie otworzyć.

Ferdek: Zara, no ide, noc jest.
Otwiera drzwi, a za nimi Paździoch.
Paździoch: Dobry wieczór!
Ferdek: Panie, po co Pan tu? O takiej godzinie się śpi.
Paździoch (wyciąga wódkę): Kto śpi, ten śpi.
Ferdek: Bez wódki bym Pana nie wpuścił, ale z wódką to się zastanowię. No niech Pan już wchodzi w ostateczności, ale mam na Pana oko, bo czuję, że Pan coś knuje.
Paździoch: No dobrze, to wchodzę.
Gdy Ferdek poszedł po kieliszki do salonu, Marian usuwa dyktafon z kuchni. Gdy Ferdek kieruje się do kuchni, Paździoch próbuje zrobić to samo w salonie, ale przyłapuje go Ferdek.
Ferdek: Panie, co pan mi tu we własnych szafkach grzebie? To są moje prywatne rzeczy.
Paździoch: Ale Panie Ferdku, to nie tak…
Ferdek: Srak chyba! Wypierdzielaj pan stąd i to w podskokach.
Paździoch szybko ucieka z zabranym mimo wszystko dyktafonem.
Ferdek: Menda jedna, kurde. Żeby grzebać w cudzych szafkach, to jest nie do pomyślenia.

SCENA 6: Ferdek wychodzi na korytarz, w tym samym czasie robi to Boczek, trzymając w ręku dyktafon.

Boczek: Witam, panie Ferdku! Czy wie Pan może, co to jest? (pokazuje dyktafon)
Ferdek: Po mojemu, to to musi być ten cały, no, zara sobie przypomnę, łokmen.
Boczek: Panie, ale co to jest ten łokmen?
Ferdek: Z tego co mi Mariolka kiedyś mówiła, to to jest coś tam do słuchania muzyki czy jakoś tak. Ale w jakiej sprawie pan pyta?
Boczek: Bo żem to znalazł w jednej ze swoich szafek, a to nie moje jest.
Ferdek: Jak to nie Pana, jak u Pana?
Boczek: No właśnie nie wiem, jak to jest możliwe.
Ferdek: Ale ja wiem, chodź Pan do mnie.

SCENA 7: Ferdek i Boczek kierują się do domu Kiepskich. Wchodzą do salonu, gdzie Mariola maluje paznokcie.

Ferdek: Mariolka, zdejmij tą nogie ze stołu! Mam do ciebie pytanie – co to jest? (pokazuje dyktafon).
Mariolka: Ojciec, przecież to jest najnormalniejszy dyktafon.
Boczek: A widzi pan? Nie żaden łokmen, nie żaden łokmen.
Ferdek: Cicho panie Boczek, bo ja muszę pomyśleć chwilę. (myśli) To Paździocha sprawka.
Boczek: Ale jak to Paździocha?
Ferdek: On mi wczoraj w nocy grzebał w szafkach, złodziej jeden. Pewnie i u mnie zainstalował tego dyktafona… zaraz… a to gnida…
Ferdek szybko biegnie do domu Paździocha z dyktafonem Boczka w ręku, głośno pukając w drzwi.
Ferdek: OTWIERAJ PAN! Musimy sobie coś wyjaśnić!
Otwiera Paździoch.
Paździoch: Niby co wyjaśnić?
Ferdek: To! (pokazuje dyktafon)
Paździoch: Ale… ale… jak pan to odkrył? Przecież u pana usunąłem już wszystkie dyktafony!
Ferdek: Odkryłem to za sprawą pana Arnolda Boczka.
Paździoch: Ale jak on to odkrył?
Ferdek: Nie obchodzi mnie to, mów mi Pan o co chodzi, ale już!
Paździoch: To w takim razie zapraszam do mnie.

SCENA 8: Mieszkanie Paździochów. Ferdek, Boczek i Paździoch piją wódkę.

Paździoch: A więc: zaproponowano mi uczestnictwo w projekcie pt. „Życie Wrocławia”. Będzie on pokazywał życie mieszkańców tego miasta, czyli naszego miasta oczywiście, a nagrywałem siebie i Was po to, abyście byli częścią tego projektu.
Ferdek: No to czego pan nie powiedział nam tego od razu, tylko skradał się do mieszkań jak debil jakiś?
Paździoch: No bo to miała być niespodzianka! A poza tym, taka kasiora jest za to! 6 tysięcy złotych!
Boczek: O w mordę jeża!
Paździoch: Tak panie Boczek, ale za długo to pan mordy nie ciesz. Bo po równo to my się kasą za to nie podzielimy. 100 procent podzielić przez 3 to 33,3. Czyli jedna dziesiąta kasy pójdzie na marne, ale ja na to nie pozwolę. Pan, panie Boczek, dostanie 10 procent.
Boczek: Ale jak to 10 procent? Czego niby tak mało?
Paździoch: Bo u Pana to się nic nie dzieje, same nudy i Pan dobrze o tym wie. Jeszcze sobie potem przesłucham tego Pańskiego nagrania, ale nadziei to ja nie widzę.
Ferdek: A dla mnie ile?
Paździoch: No dla pana to będzie może z 30 procent.
Ferdek: A ciekawe niby dlaczego?
Paździoch: No, u pana niby jest ciekawiej, ale 70% Pana nagrań to cisza – czyli pewnie żłopanie piwska i spanie (chichocze).
Ferdek: No to co niby u Pana się dzieje?
Paździoch: U mnie jest wiele ciekawych rzeczy, ale tego dowie się pan w swoim czasie. Za coś to 60 procent muszę sobie dać.
Ferdek: Ja na takie traktowanie się nie zgadzam, daje mi Pan co najmniej 45 procent albo idę na kolegium za takie coś.
Paździoch: Ale kolegium jest już o tym bardzo dobrze poinformowane, zna dobrze ten projekt. Więc jedyne co Pan możesz teraz zrobić, to gówno w klozecie. Ja właśnie idę zanieść dyktafony do organizatorów, bo inaczej kasy dla was nie będzie. Do widzenia.
Paździoch wychodzi.
Ferdek: No dobre, 1800 złotych drogą nie chodzi.
Boczek: No niby 600 też nie, ale jednak dziwne to jest.

SCENA 9: Ferdek i Halina leżą w łóżku.

Halina: Czyli mówisz, że byliśmy nagrywani za 1800 złotych? Czy ja wiem, czy to taki zły pomysł? Przecież żadnych złych nagrań raczej nie wybiorą.
Ferdek: Halinka, ja nie mówię, że to jest zły pomysł. Ja tylko jestem troszeczkę podejrzliwy.
Halina: No niby ja też, ale raz kozie śmierć. Najwyżej cała Polska dowie się, że jesteś nierobem.
Ferdek: O nie, ja sobie wypraszam.
Z korytarza słychać huk.
Paździoch: AAAAAAAAA!
Ferdek i Halina podrywają się z łóżek i kierują się w stronę korytarza. Widoczny jest tam leżący Paździoch, stojąca Helena, drabina oraz jeden złamany szczebel.
Halina: Panie Marianie, ale co się stało?
Paździoch: Ja… spadłem… bo… musiałem… ZDJĄĆ TE ZASRANE KWIATKI!
Ferdek: A kto niby kazał je Panu zakładać?
Paździoch: Ja musiałem! Za nimi musiałem przypiąć dyktafony!
Helena: Bardzo państwa przepraszam, ale mój mąż to czysty idiota. Zaangażował się w ten projekt jak porąbany, a dla nas zostanie aby i tak lekko ponad 4 tysiące.
Paździoch: I to dla ciebie jest mało? To ile to jest dużo, wiedźmo jedna?!
Helena: Za 4 tysiące sobie złotego łańcucha nie kupię.
Paździoch: Ale jaki złoty łańcuch? Co ty pieprzysz?
Ferdek: No to może my nie będziemy przeszkadzać w małżeńskiej kłótni, dobranoc.
Ferdek z Haliną wchodzą do domu.

SCENA 10: Ferdek i Halina oglądają telewizję. Do salonu wchodzi Marian Paździoch.

Paździoch: Uroczyście oświadczam, że mogą już państwo przełączyć na czwórkę. Właśnie rozpoczął się dokument pod tytułem: „Życie Wrocławia”.
Ferdek: O kurde, to ja przełączam.
Widok na Telewizor Okił.
Prezenter: Wrocław. Miasto inspiracji, ale też ciemnych interesów i kłótni. Dzisiaj to miasto zostanie pokazane z każdej strony – dobrej, złej i dziwnej. Jan Pośpiechalski – zapraszam. Oto jedna z typowych kamienic Wrocławia – Ćwiartki 3/4. Twarzy nie pokazujemy, mamy dostępne tylko nagrania. Oto pierwszy z mieszkańców.
Z telewizora wydobywa się dźwięk mlaskania oraz gryzienia.
Boczek: Krakowska podsuszana, moja ulubiena! Mniam!
Jan: Był to niejaki Arnold Boczek. A teraz rodzina Kiepskich.
Halina: Oo, teraz my. Obyśmy się nie skompromitowali.
Rozpoczyna się odtworzone nagranie.
Halina: W pośredniaku byłeś?
Ferdek: Byłem, ale w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem.
Halina: Wiesz co, Ferdek? To jest już nudne. Masz jakimś cudem skombinować sobie pracę, albo spotkamy się wiesz gdzie? U adwokata.
Koniec nagrania.
Halina: Panie Paździoch, mógł Pan nas jednak ostrzec wcześniej.
Paździoch: Bardzo przepraszam, ale mogli się państwo nie kłócić. A zresztą nie tylko Pani mąż jest bezrobotny w tym mieście, to nie żaden wstyd.
Ferdek: Tak jest, Halinka. 1800 złotych drogą nie chodzi.
Znów widok na telewizor.
Jan: A teraz kolejna rodzina – Paździochowie.
Rozpoczyna się odtworzone nagranie.
Paździoch: Helena, rozciągaj no te gacie! To są przecież normalne dziecięce, a mają być duże męskie!
Helena: Nie pierdziel, dziadu. Ty tylko w kółko o gaciach, gacie, gacie i gacie. Całe twoje życie to tylko gacie.
Paździoch: Helena, nie przeginaj. Tu chodzi o mój biznes.
Helena: Gówno mnie obchodzi twój biznes. Jedz ten obiad.
Koniec nagrania.
Jan: A teraz przenosimy się do życia wielkich korporacji.
Widok na salon.
Paździoch: NIEEEE! TO MIAŁO BYĆ WYCIĘTE! ONI MIELI TO WYCIĄĆ! Ja.. ja chyba mam zawał…
Ferdek: Ale Panie Marianie, 4 tysiące drogą nie chodzi.
Paździoch: Tu… już nie chodzi o pieniądze… ja jestem skończony… na bazarze i w całej Polsce… PO CO MI TO BYŁO?
Ferdek: No jak Pana za bardzo ciekawiło nasze życie, to teraz Pan ma za swoje. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła!
Awatar użytkownika
Pabfer
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
USER DEKADY i Prowadzący Facebooka
Posty: 6651
Rejestracja: 2014-01-14, 19:18
Lokalizacja: Łódź

Re: Scenariusze do ŚwK by WKCMWSOP

Post autor: Pabfer » 2018-06-25, 10:04

PLUSY:
Rozmowa Haliny z Paździochem i Boczkiem
Scena w WC
Scena w sypialni
Odgłosy od Paździochów
Scena w salonie w trakcie oglądania TV
Pomysł na odcinek
Dobrze odwzorowany język bohaterów
Stary klimat
Zakończenie

10/10
Obrazek
Awatar użytkownika
kacrudy
Ferdynand Kiepski
Ferdynand Kiepski
Posty: 1619
Rejestracja: 2015-09-13, 18:30
Lokalizacja: Düsseldorf

Re: Scenariusze do ŚwK by WKCMWSOP

Post autor: kacrudy » 2018-06-25, 14:15

Bardzo dobry scenariusz, w zasadzie bez większych zarzutów, wszystko poprowadzone idealnie. Już pierwsza scena z pożyczaniem cukru mnie zaciekawiła, może nie rozbawiła, ale była solidnym rozpoczęciem. Scena druga bardzo zabawna, szczególnie ten fragment:
Paździoch: Hm, nosz karwasz twarz, gdzie to się będzie trzymać…
Ferdek puka.
Ferdek: Otwieraj pan! To nie jest miejsce do trzymania, tylko do srania i sikania!
Kolejna scena również naprawdę dobra, szczególnie że to scena łóżkowa, kolejny dobry tekst:
Ferdek: Ale zaraz, jaka kasa? Za co?
Paździoch: Kulturalnie mówiąc – za jajco.
Czwarta scena dobra, grunt że Ferdek nie krzyczał na Boczka (też staram się tego unikać), no i pozwolił mu skorzystać z toalety. :P Scena piąta OK, szósta zabawna, najlepszy tekst to nazwanie dyktafonu łokmenem. :lol: Co mi się również spodobało, to wyjaśnienie procederu Paździocha, jak i to, że jego występek się na nim zemścił - tj. upadek z drabiny i upadek moralny. :mrgreen:
Gdyby to był już któryś z kolei twój odcinek, dałbym mu solidną dziewiątkę, ale z racji, że to nadal twoje początki, daję ci mocno naciągnięte 10/10. ;)
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction”